Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie   

  1. Ostatniej godziny
  2. inspiracje

    Kilka artów na które nadziałem się szukając pomysłu na Nexsusa. Tak mógłby wyglądać Lupus, wygląda na sztywniaka. Z kolei ten zasuszony dziadyga skojarzył mi się z Waruną. A tu Jack of Blades, może kogoś natchnie.
  3. Dziś
  4. Mam wrażenie że się ciut nie dogadaliśmy. Nie zamykaliśmy grodzi bo Ci z mostka by to mogli anulować. Ale jak oni zaczęli biec korytarzami do ich statku to pierwsze co pomyślałem to "zamykamy ich" tak co by nie dotarli na miejsce a przy odrobinie szczęścia tamci drudzy ruszyliby na pomoc i też by ich można było zamknąć tak by nie mogli uciec.
  5. Nielas Tirisfal Nielas poczuł suchośç w ustach. Jak większość draati był pogodzony z widmem śmierci, naturalnego procesu, co nie znaczyło, że było mu do niej spieszno. To jednak zdawało się wielokrotnie gorsze. Nie umrze per se, więc nie wkroczy do pałacu Pani Wiecznej Ciszy. Miast tego stanie się kimś innym, niby wciąż pamiętającym dawne życie ale jakby wyczytane z książki, nie przeżyte i doświadczone. Może gdyby był starszy byłoby łatwiej. Gdyby przeżył większość życia. A tak jeśli się zgodzi zniknął jego cele i plany. Zmiecione bez śladu, zastąpione obcą siłą. Zły Tirisfal staną przed tym wyborem. To Medivh poszukiwał potęgi, nie Nielas. I może to czyniło z niego właściwego kandytata. Spojrzał po Oświeconych, którzy co do jednego zdecydowali się oddać część siebie za obcy świat. Ktoś i tak będzie musiał to zrobić. Dla dobra Valdaan. - Niech będzie - Nielas przęknął ślinę - Oferuję się.
  6. mgbg

    Taki był zamiar, że to bohater starej daty przecierający pewne szlaki. Miałem się jeszcze rozpisać o stosunkach z dawnym Warsem, ale dałem spokój zostawiając to na inny raz i być może komuś innemu.
  7. Liniowiec „Klejnot Naboo” Ambulatorium W drodze na Lannik Oczekiwanie nie było najgorsze. Najgorsze było obserwowanie ze świadomością, że poza patrzeniem nic więcej nie można zrobić. I ta świadomość zdawała się przeszkadzać wszystkim, choć tak naprawdę każdy starał się tego po sobie w żaden sposób nie pokazać. Zwłaszcza Rebelianci, dla których okazanie chęci działania oznaczałoby spalenie przykrywek, a co za tym idzie, także i całej misji. Adon jako jedyny postanowił wykorzystać ten pozostały czas efektywnie i skorzystać ze znalezionego w ambulatorium medpaka. Może i miał więcej doświadczenia w naprawianiu urządzeń niż istot organicznych, ale wiele można dokonać dzięki determinacji i odpowiedniej motywacji.* Tymczasem pozostali, zebrani wokół Blue i jej terminala, mogli obserwować jak dwie osoby z mostka, kończąc burzliwą wymianę zdań, opuszczają mostek i puszczają się biegiem korytarzem. Zgodnie z obserwowaną trasą, zmierzali w kierunku pozostałych porywaczy, wciąż czekających przy otworze w suficie. Czekających z coraz większym zniecierpliwieniem. Tym bardziej, że chronometr w rogu ekranu właśnie pokazał 0… Przestrzeń kosmiczna, Gdzieś w drodze na Lannik Frachtowiec YT-1250, stanowiący jeden z trzech okrętów eskorty dla grupy abordażowej, dokonywał kolejnego leniwego oblotu unieruchomionego liniowca. W polu widzenia pilotów pozostawały dwa pozostaje okręty wsparcia – przestarzałe już myśliwce klasy Dagger, pamiętające jeszcze czasy sprzed Wojen Klonów. Nikt jednak nie spodziewał się kłopotów, dlatego też nie ściągnęli tutaj większych sił. I właśnie wtedy, gdy pilot frachtowca miał przejść w wolny obrót przez prawą burtę, systemy poinformowały ich o jednostce wychodzącej z nadprzestrzeni. A kiedy potężna sylwetka niszczyciela wyłoniła się z nadprzestrzeni, to właśnie coreliańska jednostka stała się celem. Turbolasery Gladiatora ożyły, wypełniając niewielką przestrzeń pomiędzy obiema jednostkami, smugami zielonych błyskawic z turbolaserów. Z tej odległości i przy rozmiarze frachtowca, jednostka Imperium musiała trafić. Tarcze frachtowca rozbłysły przy pierwszym spotkaniu z energią niesioną przez celny strzał i zaraz opadły przeciążone. Zaś w chwilę później frachtowiec eksplodował, zamieniając się w chmurę szczątek, które eksplozja rozrzuciła we wszystkich kierunkach. Kiedy piloci Daggerów zorientowali się co się stało, hangar Gladiatora opuścił już szwadron TIE. Na szczęście myśliwce piratów znajdowały się dalej od niszczyciela niż rozpylony na atomy frachtowiec. To dało im możliwość ucieczki w nadprzestrzeń. Tymczasem myśliwce zmierzały w kierunku liniowca, na którego kadłubie znajdował się YM-2800, przystosowany do dokonywania abordaży frachtowiec, z którego często korzystały także siły Rebelii. Pilot frachtowca musiał zdawać sobie sprawę z nadciągającego zagrożenia i braku jakiegokolwiek wsparcia ze strony eskorty, z którą tu przybył, bo zaczął odrywać się od kadłuba liniowca… Liniowiec „Klejnot Naboo” Ambulatorium W drodze na Lannik Pozornie mogło się wydawać, że nic się nie wydarzyło od chwili, gdy na chronometrze pojawiło się zero. Pozornie, bowiem w minutę później, do ich uszu doszedł odgłos dudnienia, jakby coś uderzało w poszycie liniowca. Sądząc po częstotliwości uderzeń i po tym, jak szybko się rozpoczęły i równie szybko minęły, Lulu mogła wywnioskować tylko jedno – jakaś jednostka w przestrzeni została zniszczona, a jej szczątki spadły drobnym gradem na liniowiec. Co oznaczało, że chronometr naprawdę odliczał czas do przybycia imperialnego wsparcia i Imperium przybyło z przytupem. To samo mogła wywnioskować Blue, kiedy w chwilę po tym, jak dudnienie ustało, porywacze w pośpiechu zaczęli podskakiwać, czy też wzajemnie podsadzać się, by dostać się do otworu nad nimi. A następnie minęła kolejna ciągnąca się w nieskończoność minuta, kiedy do tego samego otworu wskoczył Falleen i kobieta w mundurze kapitana „Klejnotu Naboo”. A kiedy tylko zniknęli, rozległ się alarm informujący o dekompresji, co zmusiło Blue do podjęcia szybkiej decyzji, o odcięciu tej sekcji grodziami. Kilkanaście minut później, kiedy zespoły abordażowe Imperium poruszały się już po pokładzie „Klejnotu”, w stronę ambulatorium zmierzał niewielki oddział. Już na podstawie obrazów z kamer Blue wiedziała, że żołnierze wysłani do odbicia liniowca nie są zwykłymi szturmowcami, którzy nie wykazali się podczas walk z piratami. Czarne pancerze przywodziły na myśl Death Trooperów, którzy siali postrach samą swoją obecnością i aurą tajemniczości, która powstała wokół tych żołnierzy. Jednak złote elementy w pancerzach tych szturmowców kwalifikowały ich jako Novatrooperów, o wiele lepiej wyszkolonych żołnierzy niż zwykły szturmowiec, który stanowił przysłowiowe mięso armatnie w armii Imperium. Takich Novatrooperów do ambulatorium weszło czterech, a pomiędzy nimi wmaszerował agent ISB w charakterystycznym mundurze. - Agent Olee Hersh - przedstawił się i zasalutował generałowi, uderzając przy tym piętami, przyjmując na chwilę idealnie wyprostowaną sylwetkę. - Generał Hux - Maslov odpowiedział na salut, ale jego ruchy nadal pozostawały mocno oszczędne. – Porucznik Valerian - wskazał ręką na stojącą obok niego kobietę. Agent Hersh przytaknął i zerknął w kierunku pozostałych osób znajdujących się w pomieszczeniu, na nieco dłuższą chwilę zatrzymując swoje badawcze spojrzenie na Marco. - W jaki sposób znaleźliście się państwo wszyscy razem w tej części statku? - zapytał, kierując swoje pytanie wyraźnie ku osobom niezwiązanym z armią. - Tak się składa, że ratowali mi życie, agencie Hersh - powiedział generał, skupiając na sobie spojrzenie agenta ISB, który nie zdołał ukryć zaskoczenia na swojej twarzy. – Biorąc pod uwagę, że na pokładzie znajdują się bardzo ważne osoby, chciałbym jak najszybciej dostać informacje jak to się stało, że okręt został przejęty właściwie bez walki, a opór jaki udało się stawić, nie przyniósł właściwie żadnego efektu. - Oczywiście generale - odparł spokojnie mężczyzna. – A żeby pańskiemu życzeniu stało się zadość, będziemy musieli sprawdzić każdego pasażera i członka załogi. W tym pana i panią porucznik. Hux i Valerian nie wyglądali na zaskoczonych odpowiedzią agenta. Bez chwili zwłoki podali swoje cylindry, które agent, jeden po drugim, wsunął do swojego datapada, zaczytując z nich dane. Przez kilka chwil przyglądał się wynikom na ekranie, po czym oddał cylindry właścicielom. - Teraz państwo - zwrócił się w kierunku Pantoranki, Adona, Blue, Marco i Lulu. – Państwa datakarty poproszę. Pantoranka, która stała najbliżej, została sprawdzona jako pierwsza. I bez najmniejszego problemu przeszła kontrolę, dzięki czemu mogła dołączyć do generała i pani porucznik, którzy stali już bliżej wejścia, oddzieleni od agenta ISB i pozostałej do sprawdzenia czwórki przez Novatrooperów. Po Pantorance przyszedł czas na Marco. Agent ISB wsunął jego kartę do datapadu i przez chwilę wertował wzrokiem wyniki. Następnie wyciągnął kartę i oddał ją Mandalorianinowi, pozwalając dołączyć do osób, które pomyślnie przeszły weryfikację. A ponieważ Blue stała zaraz obok Ordo, była kolejna do sprawdzenia. I ponownie agent wsunął kartę w datapad, sprawdził dane i oddał kartę jeszcze szybciej niż miało to miejsce w przypadku Marco, czy nawet Pantoranki. A kiedy para Rebeliantów znalazła się za szturmowcami, agent wyciągnął dłoń po kartę Lulu. W tym wypadku również nie trwało długo i karta wróciła do Banks, pozostawiając jedynie Adona do weryfikacji. Danym zaczytanym z jego karty agent ISB przyglądał się najdłużej, kilka razy przenosząc spojrzenie z datapada na Twi’leka. W końcu jednak i ta karta trafiła w ręce właściciela. - Są państwo wolni - oznajmił agent, kiedy Adon dołączył do pozostałych. – Niestety konieczność dalszych weryfikacji sprawia, że podróż zostaje zawieszona. Na chwilę obecną planowane zakończenie weryfikacji jest za pięć godzin. W tym czasie zaleca się przebywanie w swoich kajutach. Krążenie po korytarzach będzie się wiązało z kolejnymi weryfikacjami, co tylko wydłuży cały proces. *Dla Thereka
  8. Wczoraj
  9. Jeszcze Uva może też wrócić.
  10. mgbg

    NiBl - fajnie! Thorongil - jedna rzecz mi zgrzyta. Mamy srebrną erę superbohaterów (np. dawny Panther, dawny Wars) - tę bardzo kolorową i mierzącą się z epickim zagrożeniami. Potem przychodzi nowe (Sawa, Lupus, Azteca, pojawiają się Kuratorzy), a Ty mi w odpowiedzi wrzucasz pana, który właściwie przynależy wiekowo trochę do srebrnej. I tak jak podoba mi się koncept, że obecny prezes Kuratorów już nie bardzo się angażuje w akcje superbohaterskie, tak z średnio to się trzyma osi czasu. To chciałbym Ci zadać teraz pytanie: 1) Czy chciałbyś zmienić odpowiedź? 2) Czy może Nexus stał po stronie młodych, wyprzedził swoje pokolenie i jeśli chodzi o mentalność był prekursorem? Nie ukrywam, że druga opcja wydaje mi się ciekawsza, ale chciałbym, żebyś miał świadomość, jaki element dodajesz do świata
  11. To zależnie od tego czy wróci Safi, są dwa lub trzy wolne miejsca.
  12. Magik także pojawi się na balu Kartę podeślę jutro jak zdążę przed wyjazdem, albo w niedzielę wieczorem.
  13. Ja też. Amandir mam Ci jeszcze raz kartę wysłać?
  14. Uśmiechnął się znów zawadiacko i sięgnął po miskę. - Ja ci namaluje, trzeba top zrobić tak żeby to znaczyło coś więcej niż dźwięki, wasz alfabet się nie nadaje do tego. - oznajmił, obracając naczynie w palcach. - Powiedz tylko które imię. T'iara, czy T'uen.
  15. To jeszcze raz wszystkiego najlepszego, tym razem lepiej poinformowane Chociaż pracowanie do takich godzin w urodziny jest jeszcze bardziej nieludzkie...
  16. Richard Carter Podzielał zdanie Sophie co do Rogera. W końcu ktoś odpowiedzialny za szkolenie agentów musiał być dobry w walce. - Jestem dobry, ale w walce z instruktorem sztuki walki raczej nie będę faworytem. Nic dziwnego. Widzieliśmy się niekiedy w telewizji. To on miał ustalić plan. Rozważał zastosowania przyduszenia w sparingu, ale nie był do końca co tego przekonany i nie był też pewny czy jest ono dozwolone. - Roger i Richard nie wydają się zbyt dobrze ze sobą dogadywać. Proponuje byśmy ustalili jakiś znak między sobą i kiedy jedno z nas go wykona zamienimy się szybko przeciwnikami. To powinno ich zaskoczyć. Jeśliby się udało moglibyśmy wykorzystać ten moment do tego by powalić naszych przeciwników na ziemię, a następnie założyć im dźwignie, która ich unieruchomi. Wtedy powinniśmy wygrać. Pytanie tylko z kim powinniśmy rozpocząć pojedynek. Znasz ich lepiej uważasz, że lepiej bym rozpoczął sparing z Rogerem czy Richardem? Zastanawiał się jaką, to strategie ustalił Roger i czy jego imiennik się do niej zastosuje.
  17. Lily Cooper Aimee Frye - Lily! – usłyszała po czym zaskoczona przystanęła aby się rozejrzeć. Jej wzrok przykuła postać Aimee Frye, która machała w jej kierunku. Miły widok - pomyślała uśmiechając się i podchodząc do przyjaciółki. - Aimee! Kochana Aimee! - powiedziała przytulając mocno dziewczynę i całując ją w policzek - Dokąd zmierzasz Aniołku, co? - spytała się miss Cooper. * Aimee odwzajemniła przywitanie i uśmiechnęła się do dziewczyny. -Cześć, a zmierzam prosto do domu, znaczy najpierw zajrzę do lecznicy rodziców, a później do domu - odpowiedziała - Dawno się nie widziałyśmy. Masz ochotę na kawę? - zaproponowała * - Do domu? Ty szczęściaro - zaśmiała się Lily patrząc na dziewczynę - Ale oczywiście najpierw inne rzeczy jak słyszę. Pozdrów ode mnie swoich rodziców, dobrze? - uśmiechnęła się do niej - Wiem, wiem, że dawno się nie widziałyśmy. Może spotkamy się w piątek, co? Organizowane jest ognisko…., bo co do kawy to raczej nie teraz - dodała po dłużej przerwie na zastanowienie się - Zaraz mam trening siatkówki i nie chcę opuścić pierwszego dnia - dodała - A jak tam twój dzień po weekendzie, co? Wszystko dobrze? -Jaka ze mnie szczęściara? - zapytała Aimee - Nie mam dzisiaj żadnych dodatkowych zajęć po prostu - odparła i uśmiechnęła się do Lily - Nie martw się, pozdrowię ich. To słodkie z twojej strony - dorzuciła i zachichotała. - Ognisko - powtórzyła za jasnowłosą - Sama nie wiem, czy chcę tam iść. Ludzie tam tylko piją i później obściskują się przy drzewach. Chłopcy wsadzają dziewczynom, rękę do majtek. Fuuj- skrzywiła się. Aimee posmutniała, gdy usłyszała odmowę. - Szkoda, że nie możesz iść - powiedziała - Ale rozumiem - dodała - U mnie wszystko w porządku, tylko Rufus, mój kot, znowu zachorował. Przez całą sobotę wymiotował - rzekła dość smutnym tonem - Rodzice podejrzewają rak żołądka - po tych słowach, AImee rozpłakała się na dobre. - Ale widzisz, ktoś inny też by chciał nie mieć dodatkowych zajęć - odparła patrząc z radością w oczach na przyjaciółkę. Kochana Aimee, zawsze oddana biednym zwierzakom, taka dobra z niej duszyczka. - Oj przestań skarbie, wiesz dobrze, że Twoi rodzice wiele pomagają zwierzakom więc trzeba ich szanować za to co robią dla nas i naszych pupili - dodała. Lily zachichotała, z trudem powstrzymując się od śmiechu, na jej reakcję dotyczącą wspólnego ogniska - No kochana, jeżeli tak dla ciebie wygląda każde ognisko to boję się jakie masz zdanie o barbeque - puściła do niej oczko. Jednak na słowa o Rufusie, Lily zapomniała języka w gardle. Wiedziała ile ten kociak znaczy dla Aimee i że ewentualne odejście może załamać jej maleństwo. Odłożyła swe rzeczy i delikatnie przytuliła dziewczynę, która rozpłakała sie na jej oczach. - Ciiii skarbie - szepnęła jej do uszka - Nie płacz, maleństwo. Wszystko będzie dobrze. Wiesz, że twoi rodzice zrobią wszystko aby malca wyleczyć. - dodała głaszcząc ją po główce. Wiedziała, że większość ludzi nie patrzy na zwierzaki tak jak ona. Ale niewiele patrzyło na nie tak jak Aimee, z miłością i z uwagą. Było Lily żal tej biedaczki. Sama nie wiedziała jakby zareagowała na odejście jej psiaka. Pewnie podobnie. - Wiesz….babcia mi kiedyś mówiła, że zwierzaki idą do swego nieba. Tam jest im dobrze i nic im nie dolega. Taka zwierzęca Valhalla - powiedziała cicho - Wiesz, że zawsze cię będę wspierała. Wpadnij jutro do mnie jeżeli nie masz planów. Wypijemy kawę i pogadamy, dobrze? - spytała się tuląc ją - Zawsze możesz na mnie liczyć. A co do Rufusa to twoi rodzice z pewnością go uleczą. -A po co się na nie zapisywałaś? - zapytała koleżanka, gdy Lily o tym wspomniała - Wiem, wiem - przytaknęła na wieść o dobrym sprawowaniu się jej rodziców -To specjaliści ale też i ludzie o wielkich sercach. Zależy im na losie tych wszystkich zwierząt. Dziękuję, że to mówisz, doceniam to - odparła i uśmiechnęła się Rozmowa o ulubieńcu Aimee, nie należała do przyjemniejszych. Dziewczyna ciągle płakała. - Podejrzewają, że jest za późno, a rak to paskudna choroba. Zabija organizm. Leki również mogą osłabić Rufusa - powiedziała łamiącym się głosem i pociągała nosem. Dziewczyna przytuliła się do Lily i wypłakiwała jej się w ramię. - Dobrze, zajrzę do ciebie i porozmawiamy - zgodziła się - Mam nadzieję, że się z nim jeszcze polepszy - dodała - Chyba nie będę cię już zatrzymywała - powiedziała w końcu - Pewnie się spieszysz, co? - zagaiła - Domyślam się, że rak to paskudna choroba. Ale…. jestem w dobrej myśli. Bądź Ty też, okej? - spytała się uśmiechając się do niej i wycierając jej łzy. - Cieszę się, że wpadniesz - Lily wyglądała na podekscytowaną tym i szczęśliwą - I na pewno sie Rufuskowi polepszy. Ktoś musi cię mordką budzić co rano - dodała wesolutko. - Tak, masz rację muszę iść. Nie, że czasu brak, ale trenerka chce się z nami wcześniej spotkać i ustalić plan na nowy sezon. Jutro wpadasz do mnie i rozmawiamy. Kupię coś słodkiego - powiedziała całując Aimee w policzek i biorąc swe rzeczy na ramię. - Widzimy się jutro, aniołku! - zawołała biegnąc do sali gimnastycznej - Nic nie obiecuję - powiedziała Aimee Dziewczyna pozwoliła otrzeć sobie łzy. - Od kiedy pamiętam, to zawsze byłaś do wszystkiego optymistycznie nastawiona - odpowiedziała Frye, która uśmiechnęła się na myśl o wtorkowym popołudniu. - Mam nadzieję, że się zobaczymy. Dam znać - powiedziała Nastolatki rozstały się, a Lily udała się do sali gimanstycznej. 12 Września 2016 Godzina: 15:50 Sala Gimanstyczna Wchodząc do budynku, Lily znalazła się w długim korytarzu. Pierwsze drzwi znajdujące się po prawej stronie prowadziły do gabinetu nauczycieli, a pierwsze drzwi po lewej do sali gimanstycznej dziewcząt. Kolejne para drzwi prowadziła do damskiej szatni i toalety. Następne przejście było powiązane z drugą salą, a tuż w ich okolicy znajdowała się męska szatnia wraz z toaletą i prysznicami. Lily słyszała jak jej koleżanki odbijają piłkę. Sama jeszcze nie była przebrana, więc popędziła do szatni. 12 Września 2016 Godzina: 15:50 Damska Szatnia Sala Gimanstyczna Damska szatnia składała się głównie z wieszaków na ubrania oraz drewnianych ławek, które stały po obu ścianach. Świeżo wyremontowana prezentowała się dość dobrze. Jak się okazało Lily nie była tu sama. Znajdowała się tu nastolatka wiśniowych włosach ubrana w bordowy dresik i bluzę z kapturem. Dziewczyna odwróciła się twarzą do Lily. -O, cześć Lily - zaszczebiotała słodkim głosikiem i uśmiechnęła się przyjaźnie - Myślałam, że już nie przyjdziesz - dodała - Od kiedy pamiętam, to zawsze byłaś do wszystkiego optymistycznie nastawiona - odpowiedziała Frye, która uśmiechnęła się na myśl o wtorkowym popołudniu. - Wiem - odparła Lily - I będę cię kiedyś musiała prosić abyś mocno mnie kopnęła w tyłek - rzuciła chichocząc. Pomachała Lily swej przyjaciółce i ruszyła szybkim krokiem, ale nie biegiem w stronę sali gimnastycznej. Co jakiś czas przeskakiwała schodki, albo zeskakiwała po dwa. Jej koleżanki już były w trakcie rozgrzewki, ale nie ona. Dobrze, że pani trener jeszcze nie zaczęła przemowy. Wpadła do szatni aby się przebrać. -O, cześć Lily - zaszczebiotała słodkim głosikiem i uśmiechnęła się przyjaźnie - Myślałam, że już nie przyjdziesz - dodała Lily zauważyła, że nie jest w szatni sama. Konomi! Mordka raduje się na jej widok! - Konomi! A niech mnie, same dzisiaj kochane twarzyczki widuję! A jednak jak widzisz, zjawiłam się. Może ciut spóźniona, ale o to jestem. Ale, że ty nie ćwiczysz? Byłam pewna, że pierwsza odbijasz piłkę na hali - dodała zabierając się za zmianę ubrań na komplet sportowy w barwach ich szkoły. - Czekałam na ciebie głuptasku. Jak mogłam zacząć bez ciebie - powiedziała z lekkim wyrzutem w głosie - Przygotowana na nadchodzący sezon? - zapytał, zdejmując bluzę i ukazując biały t-shirt z krótkim rękawkiem. Lily nie zauważyła aby Konomi miała na sobie komplet sportowy, w który właśnie się przebierała. To było dziwne. Lily zaczęła się przebierać. Zmieniła bluzkę, zmieniła też swe spodnie na siatkarskie spodenki i zostało jej tylko zmienić buty. Zerknęła na Konomi po czym wstrzymała się z dalszym zawiązywaniem butów. - Eeeee, mała - zaczęła niepewnie - Czyżby pani trener mówiła coś o nowych barwach dla nas? Nie przypominam sobie aby to był nasz komplet siatkarski. Jakieś zmiany mamy? - powiedziała wskazując na ubiór dziewczyny Konomi spojrzała na swój strój i zrobiła głupią minę, po czym wzruszyła ramionami. - Gapa ze mnie. Zapomniałam stroju. To przez te kartkówki i ten dzisiejszy dzień - powiedziała zaaferowana i uśmiechnęła się figlarni - Chyba trenerka mnie nie zabije, co? - zapytała półszeptem. - Doskonale cie rozumiem, Akagi, ten dzień to istny rollercoaster. - powiedziała odwzajemniając uśmiech - Nie, nie sądzę aby trenerka na ciebie nawet nakrzyczała. - dodała kończąc sznurowanie butów - Dawaj, chodź idziemy poćwiczyć siatkówkę. Pierwszy trening w nowym sezonie! Juhu! - zawołała Lily ze szczerą radością - Mówisz do mnie po nazwisku, Cooper? - zapytała Konomi - Chyba tego nie robiłaś, prawda? Coś się zmieniło? Nie lubisz już mnie? - drążyła temat - No dobrze, dobrze. Już się zbieram - oznajmiła Akagi i opuściła wraz z Lily szatnię. - Co? Nie, broń Boże, przepraszam Cię Konomi. Wybacz mi. Po prostu….nie, że coś się zmieniło… Po prostu zapomniałam, że stosujesz przy zapiskach najpierw nazwisko, a potem imie. Też dzisiaj mam urwanie głowy. Wiesz, że cię kocham Mała, znamy się od lat. To była...jednorazowa wpadka - przepraszała swą przyjaciółeczkę Lily. Kurde, takie faux pas popełnić w stosunku do osoby, którą tak długo się zna… - Chodź, poćwiczmy Konomi - powiedziała przepuszczając ją w drzwiach i jako druga wyszła z szatni, zamykając ją i idąc na salę. Konomi zachichotała pod nosem i uśmiechnęła się życzliwie do Lily. -Oczywiście, że ci wybaczam i nie, nie jestem na ciebie zła. To ten dzień na nas tak wszystkich wpływa. Po siatkówce musimy porządnie wypocząć. Może pójdziemy na kawę i pogaduchy – zaproponowała, a następnie jako pierwsza opuściła szatnię. **** 12 Września 2016 Godzina: 16:15 Sala Gimanstyczna - No dobrze dziewczęta – przywitała się z drużyną Charlotte – Ubiegły sezon był dla nas łaskawy i w tym roku musimy się przyłożyć. Na początku czeka nas mecz z Avalon High, Wilczycami z BlackStone i Zołzami z Morganville. Podzielicie się na dwa zespoły i zaczniemy trening. Zawodniczki podzieliły się na sześcioosobowe grupy. Konomi i Lily grały w jednej drużynie. Przez całe starcie, panna Cooper dawała z siebie wszystko. Obroniła większość piłek i pomagała przy zagrywkach, zaś Konomi radziła sobie średnio. Dzisiejszy dzień nie był dla niej udany. Lily widziała jak koleżanka ma problemy z odbiorem niektórych zagrań, które wcześniej dobrze przyjmowała. Co tu było nie tak. Po ledwo wygranym secie, Konomi usiadła na ławce, a trenerka zarządziła pięciominutową przerwę. Pierwsze, przedsezonowe spotkanie z panią trener, Charlotte, było jak zawsze udane. Co by nie mówić, to miała rację z tym, że drużyna rok temu miała sporo szczęścia, a rozgrywki okazały się dla dziewczyn mocno łaskawe. Zajęły ostatecznie 5. miejsce, ale to tylko dlatego, że na ich drodze początkowo stały słabe drużyny. Starcie jednak z późniejszymi mistrzyniami, Łowczyniami z Wayne, ukazało ich niedoświadczenie i marzenia o medalach musiały odłożyć na następny sezon. I o to nadszedł, nowy rok i nowa szansa. Tym razem tego nie zmarnują! Dziewczyny szybko podzieliły się w pary i zaczęły “sparing” chociaż “gierka treningowa” to lepsze określenie. Co by nie mówić, gra jako libero jest...łatwiejsza? Nie ma na tobie jakieś niesamowicie dużej presji, a przynajmniej tak to wygląda z boku. Twoje jedyne zadanie to przyjęcie i obrona, chociaż to pierwsze wcale nie musi być oczywiste, bowiem jak serwujący rywali za swój cel wezmą innych przyjmujących z twej drużyny to masz łatwiej. Tylko musisz w obronie odstawiać cuda. Trening mijał bardzo dobrze dla małej hipiski. Mimo niskiego wzrostu na parkiecie zawsze była małą tygrysicą i wiedziała, gdzie stanąć aby podbić piłkę. Jednak gra jej koleżanki pozostawała wiele do życzenia. To nie była ta Konomi z którą od roku jest w drużynie. Proste błędy, wpadanie w siatkę, nie trafianie w piłkę, za wczesne wyskoki…. Jakby pierwszy dopiero grała w siatkówkę. Aż tak dzisiejszy dzień ją zmęczył, że zapomniała jak się gra? I…. włosy? Przefarbowała je?! Jakimś cudem drużyna Cooper wygrała seta, a trener zarządził przerwę. Krótką przerwę. Lily podeszła, lekko zmęczona tą całą grą, do swej koleżanki. - Mała, co jest? - zaczęła mówić - Nie poznaję Cię ani trochę. Aż tak szkoła dała ci dzisiaj w kość, że zapomniałaś jak się gra? Grasz jak nie ty, jakby cię podmieniono - po chwili szyjka butelki wody mineralnej, jaką trzymała w dłoni, znalazła jej usteczka aby mogła wziąć dwa, trzy łyki wody. Konomi łapczywie popijała wodę z plastikowej butelki. Gdy usłyszała słowa Lily nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Zbyła te słowa uroczym i promiennym uśmiechem, który nie pasował do zmęczonej nastolatki. - A więc to mnie zdradziło? - zapytała półszeptem - Gram gorzej niż ty czy ona? - dodała, obserwując reakcję Lily - To chyba nie jest mój dzień. Mam nadzieję, że rozgrzeję się na następnym secie. - powiedziała wstając z ławki. Lily stała jak wryta i wpatrywała się na swoją przyjaciółkę z ogromnym niezrozumieniem, a może bardziej szokiem, wypisanym na twarzy. - A więc to mnie zdradziło? - zapytała półszeptem - Gram gorzej niż ty czy ona? O czym ona gada?! Zdradziło?! Co zdradziło?! Jak to, “gram gorzej niż ty czy ona”? O jakiej “ona”, Konomi mówi? Czy ta osoba chce zasugerować jej, że nie jest jej przyjaciółką? Dobrze, wygląda zupełnie tak jak ona….za wyjątkiem tych nieszczęsnych włosów. Sklonowali ją?! W milczeniu, ale i z trwogą patrzyła jak ta dziewczyna wstaje i jakby nigdy nic udaje się na kolejnego seta “meczu”. Lily i Konomi wróciły do gry. Zmotywowana pierwszym sukcesem drużyna postanowiła powalczyć o drugiego seta. Oczywiście była zamiana boisk i gwizdek pani trener, oznajmiający początek drugiej części meczu. Drużyna Lily grała dobrze, nawet Konomi popełniała mniej błędów, ale zdarzały jej się drobne pomyłki. Wykonała nawet kilka udanych serwów i podbić. Kolejne minuty upływały, a dziewczęta budowały swoją przewagę. Dziesięć do ośmiu, dwanaście do dziesięciu, czternaście do jedenastu. Lily odnosiła wrażenie, że jest obserwowana i to nie przez koleżanki, a samą Konomi, która tylko się uśmiechała. Punktacja wciąż rosła, a pierwsza ekipa utrzymywała prowadzenie aż w końcu po kolejnych minutach wygrały. Dwadzieścia pięć do dwudziestu. Miały drugiego seta. Oczywiście uczennice cieszyły się z zwycięstwa i był nawet grupowy uścisk. Ściskając się z Konomi, panna Cooper poczuła drobne naelektryzowanie. Co skończyło się na delikatnym ukłuciu bólu. Wcześniej czegoś takiego nie odczuła. Druga partia zaczęła się od walki punkt za punkt, ale z każdą kolejną akcją drużyna Lily powoli zyskiwała przewagę nad “rywalkami”. Widać było, że mała blondyneczka czuje głód gry i z radością w sercu podbija kolejne ataki albo w punkt przyjmuje kolejne serwisy. Jednak Lily czuła, że coś jest nie tak. Za każdym razem gdy zerkała na Konomi, ta się w nią wpatrywała. Jakby…. to była jedyna czynność, którą robiła. Miała dziwne uczucie, że nawet gdy cieszą się ze zdobytego punktu, to jej przyjaciółka nawet zerka na nią. To było cholernie stresujące doświadczenie. Jakby łowca wpatrywał się w ofiarę. Czuła gęsią skórkę. W końcu druga partia dobiegła końca, a Hipiska mogła “świętować” wygraną w całym treningowym graniu. Dwa do zera, a ona sama ze swej postawy może być naprawdę dumna. Nawet Konomi zaczęła lepiej grać, ale po jej słowach….czy to naprawdę była ona? Lily zaczęła zmęczona ściskać się z innymi zawodniczkami, a przytulając Konomi poczuła lekkie naelektryzowanie. Nawet to ją ciut zabolało... Kolejna pięciominutowa przerwa i kolejna porcja płynów do przyjęcia. Dziewczęta piły łapczywie wodę, a Konomi rozmawiała z jedną koleżanką, tym razem po prostu ignorując Lily. Przyszedł czas na trzeci set, który zakończył się wygraną drużyną Lily. Trenerka sprawdziła czas i ogłosiła, że rozegrają krótki mecz do dwóch setów. Tym razem, składy ekip zostały wymieszane, a panny Cooper i Akagi grały przeciwko sobie. Pierwsze spotkanie było wyjątkowo męczące. Lily odnosiła wrażenie, że każda piłka jest wymierzona w jej stronę, a przynajmniej tak to wyglądało z strony Konomi i drugiej koleżanki. To było dość denerwujące. Ostatecznie ten drugi pojedynek zakończył się remisem jeden do jednego. Większość dziewcząt była już zmęczona. - Koniec na dziś, zapraszam do szatni i do zobaczenia za tydzień, moje panie - oznajmiła trener.
  18. mgbg

    wow wszyscy odpisali... Jutro rano postaram się napisać.
  19. Wróciłam, dziękuję za życzenia. <3 P.S. @Eliastion dziś jest dzień ojca oraz moje urodziny
  20. Racja, dzięki! Już poprawione.
  21. Będę grać! Chyba nie napisałeś ilu chcesz graczy
  22. Jerzy Mierzejewski Nie wiedzieć czemu, Tomasz Kowalik nie musiał mówić, że jest z AEGIS, by Panther się tego domyślił. Czy podpowiedzią była cybernetyczna ręka? A może towarzyszący mu osobnicy? Lub specyficzny sposób ubierania, jakby chcieli powiedzieć „Spoko, nie nosimy mundurów, ale z nas kozaki”. Tak, zdecydowanie było od nich czuć AEGISem nim zdążyli cokolwiek powiedzieć. I chociaż Panther wiedział, że to też są ci dobrzy (choć rządowi) to pewnie wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia sprawiły, że jego postawa była nie tylko pełna pewności siebie, ale i agresywna. Lekko rozstawione nogi, nieznacznie zgięte w kolanach. Ręce opuszczone wzdłuż tułowia, zaciśnięte w pięści i nieznacznie odsłonięte kły. Tak, zdecydowanie agresywna postawa, którą przyjmował przed walką z przestępcami. Ale jakoś teraz nie mógł się przemóc, by stanąć inaczej. Prawdopodobnie było to spowodowane zniszczeniami dookoła nich. Wiedział, że Strażnicy mieli swego rodzaju immunitet od pociągania do odpowiedzialności, ale nie mógł uciec od skojarzeń związanych z poprzednimi pokoleniami bohaterów. Od Chemo, z powodu którego jest jaki jest. I od ojca Chemo, Pittbulla, którego tożsamość przestała być tajna w momencie jego aresztowania. To był pierwszy znany przypadek aresztowania bohatera. Zbigniew Wąsowicz, bo takie są prawdziwe personalia Pittbulla, został aresztowany za szereg przestępstw, w tym napad rabunkowy na bank. Po długim i upokarzającym procesie, a także kilku latach za kratkami wyszło na jaw, że Pittbull działał pod wpływem superprzestępcy znanego jako Ultramentallo. Jednak mimo uniewinnienia, Wąsowicz postanowił spędzić w więzieniu resztę wyroku, chcąc dać w ten sposób przykład społeczeństwu, że za swoje czyny powinno ponosić się odpowiedzialność, nawet jeśli nie dokonywało się ich dobrowolnie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że swoją postawą, zamiast dać dobry przykład synowi, pchnie go na drogę przestępstwa. Dlaczego? Otóż Chemo uznał, że po co być bohaterem, skoro koniec końców i tak można wylądować w więzieniu, a sama działalność nie przynosi wymiernych profitów. W tym wypadku jabłko spadło bardzo daleko od jabłoni. Koniec końców, spotkanie z AEGIS dobiegło końca i obyło się bez szczegółowego wypytywania. Co chyba było dobrym znakiem. Teraz czekała ich rozmowa wewnątrz zespołu… *** Jurek usiadł na swojej ulubionej pufie, pozwalając sobie na nieco rozluźnienia. Zapadł się nieznacznie w materiale siedziska, co sprawiło, że bardziej siedział niż leżał, ale po dzisiejszym dniu jakoś czuł się wyzuty z sił. - Czyli sugerujesz, że ten konstrukt magiczny, łamiąc twoje zaklęcia w jakiś sposób upodobnił się do ciebie? - dopytał Karola, a następnie przeniósł spojrzenie na Piotrka i Spektrę. – Czyli twoja ingerencja dokonała zwarcia w mocy tamtego przestępcy i oberwał bardziej niż się spodziewał - powiedział i podrapał się po podbródku. – Czy to znaczy, że w jego ciele jest umysł goryla? Czy po prostu jego ciało, które jest w areszcie, jest po prostu… tak jakby… - szukał odpowiedniego słowa. – Pustym… workiem? Naczyniem?
  23. Rozważam podrzutka bądź potomka Ya-Ra. Jeśli idzie o klasy to Consular bądź Mystic.
  24. mgbg

    Poszła edycja do mojego ostatniego posta by uwzględnić pytanie w przygodzie.
  25. UWAGA Miałem już graczy do tej sesji, aczkolwiek nie jestem pewien czy będą mieli nadal ochotę tutaj grać, więc zakładam rekrutację. Będzie ona trwała od dzisiaj co najmniej przez tydzień (do 30.06). Zainteresowani gracze mogą się wstępnie zgłaszać pod tym postem, natomiast karty które będę oceniał poproszę na PW. Uprzedzam tylko lojalnie, że o ile ktoś z moich byłych graczy zgłosi chęć gry, będzie miał pierwszeństwo. Dlatego bardzo proszę o zgłaszanie się w komentarzach aby uniknąć chaosu. Prawdopodobnie będę szukał około sześciu graczy. Oczywiście do gry zapraszam wszystkich, mam nadzieję na ciekawą, wspólną zabawę! Co do aspektów technicznych sesja oparta będzie o storytelling, posiłkował się będę również w niektórych momentach kośćmi k6. * * * Europa Czas: Bliżej nieokreślony według dawnego sposobu opisu historii, prawdopodobnie ok. 2060r.; Rok Czterdziesty Świata Człowieka, po Nieuniknionym. Świat się zmienił. Przez ostatnie dwa stulecia ludzkość w pogoni za nowym skupiona była na technice i naukach ścisłych. Dzieci na dobranoc czytały książki o dinozaurach, ekscytacja opinii publicznej osiągała szczyt gdy wyciekały informacje na temat nowej misji do układu Alfa Centauri, artyści swoje uniesienia przekuwali na Kongresy Futurologiczne a marzenia o odległych słońcach i nowych, lepszych światach kłębiły się w wyobraźni tłumów. Co mogło pójść nie tak? Coś jednak poszło. Co dokładnie? Współcześnie ciężko to stwierdzić. Współcześni nie chcą marnować czasu na analizy Nieuniknionego. Przecież szaleńcy zwróceni w stronę martwych przedmiotów, zajęci zniewalaniem samych siebie i głusi na Prawdziwe Wartości musieli sprowadzić na siebie zagładę! Szczęśliwie ci, którzy przetrwali zdołali dojść do głosu. To oni zbudowali nowe społeczeństwo. Społeczeństwo, w którym znów na szczycie znajduje się Piękno, Sztuka i Dobro. Emocje na holoekranach zapewniają Wielkie Debaty a myśl jest uwolniona! Co prawda nadal istnieją grupy nieszkodliwych szaleńców zafascynowanych Tym, Co Minęło, bądźmy jednak poważni. Każdy posiadający nawet szczątkową ambicję wie, że kończąc jakąś automatykę na dowolnej Politechnice (osobiście nie wiem dlaczego niektóre z nich nadal mają status Szkół Wyższych!) można skończyć co najwyżej na stanowisku konserwatora holokas w fast-foodzie... Genewa Czas: Bliżej nieokreślony według dawnego sposobu opisu historii, prawdopodobnie ok. 2060r.; Rok Czterdziesty Świata Człowieka, po Nieuniknionym. Maj. Drewniane biurko zakrywały równo rozłożone dokumenty. Spoza równych linijek tekstu drukowanych na ozdobnym papierze wystawały różnorakie pieczęcie, stemple czy loga. Oprócz szelestu papieru w pomieszczeniu unosił się zgrzyt pióra szybko skrobiącego po zapełnionym już w połowie arkuszu listowym. Musiał to być dość specyficzny widok ponieważ, pomimo niemal mistycznej czci oddawanej w ostatnich latach listom, większość urzędowych spraw załatwianych było szybkimi, szyfrowanymi holoprzekazami. A to pismo z pewnością było urzędowe. Gdyby staranna forma, drogi papier i specyficzny krój stawianych liter kogoś nie przekonywały to po spojrzeniu na okrągłą pieczęć nie powinien on już mieć najmniejszych wątpliwości z jakiego kalibru korespondencją ma do czynienia. *Puk puk puk*- Dość głośny dźwięk wytrącił z zamyślenia siedzącego wewnątrz człowieka. Był to dość postawny mężczyzna w średnim wieku. W przypadkowym przechodniu wzbudziłby zapewne odczucie zaufania. Trudno oprzeć się urokowi tego eleganckiego oraz uprzejmego czarnowłosego mężczyzny o ciepłych brązowych oczach. Oderwany od pracy szybko skontrolował stan swojego ubioru po czym spokojnie powiedział: -Proszę! Chwilę później we drzwiach ukazał się elegancko ubrany mężczyzna. Pomimo, że jego długi, zielony frak oraz fantazyjnie ułożone włosy na twarzy wyglądały idealnie, na twarzy pozostał jeszcze cień zmęczenia i zaaferowania. -Szanowny Komisarzu, znaleźliśmy ich. * * * Witajcie! W tej sesji chciałbym zaprezentować wam jeden z najbardziej obcych światów, jaki tylko umiem sobie wyobrazić- podobny do naszego a jednak w jakiś sposób odmienny. Jeśli przeczytaliście ten fabularny wstęp to powinniście już mniej więcej czuć klimat. Jeśli nie- w kilku słowach streszczę najważniejsze informacje. Akcja toczy się w niezbyt odległej przyszłości. Po pewnych burzliwych wydarzeniach na świecie gwałtownie zmieniły się siły polityczne oraz trendy społeczne. Już nie nauka i technika, a raczej sztuka i twórczość, stoją na piedestale. Nie oznacza to oczywiście powrotu do ery kamienia- technika stoi na wyższym poziomie niż obecnie a maszyny wyręczają ludzi w tylu czynnościach, że Ci przestali zwracać na nie uwagę. Okazuje się jednak, że ten idealny świat również ma swoje problemy. Każda z postaci uczestniczących w sesji jest w jakiś sposób wyjątkowa- pewną swoją cechą bądź umiejętnością zwróciła uwagę wysłanników Wysokiego Komisarza Unii Ludzkości, co poskutkowało zaproszeniem na Bal Mecenasów w Genewie. To jest właśnie moment w którym zaczynacie (a jednocześnie swojego rodzaju samouczek)! Graczy ostatecznie przyjąłbym około 6. O dolnym limicie pomyślimy patrząc na zainteresowanie. Karty postaci: Przygotowane karty przysyłajcie do mnie w prywatnej wiadomości. Później, po akceptacji karty i przyjęciu gracza do sesji, karta będzie umieszczona do wglądu dla innych graczy (Oczywiście w zakresie wybranym przez twórcę. Inne postaci będą po "samouczku" znały postaci innych użytkowników na tyle, na ile osoba odgrywająca postać sama zdecyduje poprzez wstawienie części karty). Karty budujecie według wzoru: Leksykon Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o świecie sesji, zapraszam do lektury leksykonu! Regulamin 1. Sytuacje sporne rozwiązuje Mistrz Gry. Obowiązującą wersją wydarzeń jest wersja z odpisów w których opisywane są skutki postanowień graczy oraz inne wydarzenia, 2. Na jeden post MG przypada jeden post gracza (nie dotyczy rozmów między graczami), 3. Obowiązuje kolejność „kto pierwszy ten lepszy”, 4. Gracze na odpis mają 72 godziny. Niezależnie od ilości gotowych graczy po upływie tego czasu tura pojawi się najpóźniej w przeciągu 48 godzin. 5. Nie zgłoszony brak postu gracza będzie skutkował karą dla postaci. Pierwsze dwa braki oznaczają upomnienia i pomniejsze kary, trzecie to ostrzeżenie i poważniejsza kara. Czwarta niezgłoszona nieobecność skończy się najprawdopodobniej śmiercią postaci. 6. Jeśli gracz nie może w podanym czasie odpisać na turę a zgłosi to MG, nie otrzymuje upomnienia ani kary.
  26. Jestem tak zorientowany, że pojęcia nie mam najlepszego, o co chodzi, ale i tak najlepszego I wyrazy współczucia dla lepszej połowy, to nieludzkie
  27. Je'gurr Półork nie należał do osób słabych fizycznie. Wrodzona wytrzymałość, zahartowana kilkoma podróżami i pracą na statku, zapewniała mu odporność pozwalającą maszerować dzień i noc. Bardziej męczyło go towarzystwo. Nieufne spojrzenia wywoływały w nim żal. Za każdym razem, kiedy pochwycił kątem oka, że ktoś mu się przygląda, wzdrygał się lekko. Powinien się już przyzwyczaić do dystansu, z jakim traktowały go inne rasy, ale, z jakiegoś powodu, pogodzenie się z tym, było ponad jego siły. Nie miał zamiaru przyzwyczajać się zbytnio do osób poznanych w karczmie dwa dni wcześniej. Wspólna podróż odpowiadała Je'Gurrowi ze względów bezpieczeństwa. Jako młody chłopak boleśnie przekonał się o tym, że samotne podróżowanie to zły pomysł. Wielka, nieregularna blizna na prawym kolanie ciągle przypominała o sobie paskudnym bólem podczas zmian pogody. Poufały sposób mówienia Rupperta, zaskoczył czarownika. Je'Gurr zmieszał się, ale po chwili przypomniał sobie, że chłopak do wszystkich odzywa się raczej w swobodny sposób. To wydawało się Je'Gurrowi lekko dziwne. Jeszcze bardziej dziwaczne było zachowanie druida zwanego Soą. Zawsze jakoś nieobecnie uśmiechnięty, każdemu przyglądał się bez zażenowania. Jego ciekawskie spojrzenia peszyły półorka. Nie inaczej było tym razem. Soa powiódł swoim spojrzeniem po wszystkich po kolei i zielonoskóry wzdrygnął się w duchu. - Tak, to dobry moment na postój. Znajdźmy jakieś przyjemne miejsce na obóz. Zostawię wieczorem wnyki, to może rano będziemy mieli coś świeżego do zjedzenia. - Je'Gurr nie dawał po sobie znać, jak bardzo jest zmieszany, chociaż nie miał wątpliwości, że nie do końca mu to wychodzi. Po rozłożeniu obozu zamierzał oddalić się od towarzystwa. Zastawianie pułapek na zwierzynę było dobrą wymówką a świeże mięso mogło sprawić, że inni będą patrzyli na niego przychylniej, pomimo jego mrukliwości.
  28. Powinnaś się czuć bo i tak mam backlog. A nad postacią myślę
  29. Pokaż więcej aktywności