Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie   

  1. Ostatniej godziny
  2. jak wyżej
  3. Rzeczy zaczęły się komplikować dokładnie wtedy, gdy sprawy z Nancy przybrały interesujący obrót i zdawały się zmierzać do szczęśliwego finału. Ale rzeczy mają zwyczaj się komplikować w takich właśnie chwilach. Podczerwien pozwoliła mu lepiej rozpoznać otoczenie, ale tajemniczy napastnik pozostawał poza jego polem ostrzału. Widział pozostający w rozkopanym rowie pojedynczy, ciepły kształt - niewątpliwie Karę, która - żywa lub martwa - była jeszcze ciepła. Jej kształt zlewał się z kształtem napastnika, który musiał wciąż przebywać w tej samej dziurze, gdyby bowiem z niej wyszedł Max pewnie by go zauważył. Nagle powietrze przeszył odgłos strzału. Brzmiał jak dźwięk ciężkiego karabinu, ale nie maszynowego - odgłos był pojedynczy, jakby pocisk został wystrzelony z karabinu snajperskiego albo podobnej broni. Max instynktownie przykucnął i skulił się za najbliższym nagrobkiem, oceniając że strzał dobiegł go z przodu, z kierunku w którym zmierzał. Przeszedł jednak na tyle dużej odległości, że nie mógł być przeznaczony dla niego, chyba że strzelec był kompletnie ślepy. Lepszym wytłumaczeniem było jednak, że celem była Casse, która przyglądając się otoczeniu z wysoko położonego miejsca stała się dobrym celem dla snajpera. Max nie mógł się jednak odwrócić i sprawdzić co się z nią stało nie spuszczając jednocześnie z oczu odkrytego grobu, w którym czaił się napastnik który powalił Karę. Musiał też wziąć pod uwagę że idąc ścieżką także stawał się łatwym celem dla snajpera. Rozejrzał się więc po dalszej okolicy by dostrzec kolejnych napastników, na chwilę przed tym jak przywołana przez maga kula ognia rozświetliła niebo, wskazując mu miejsce w którym powinien szukać. Znajdowało się kilkanaście metrów dalej, w pobliżu miejsca gdzie ścieżka mijała stary kościół i zakręcała w kierunku wejścia - stały tam dwie kolejne, ledwo widoczne sylwetki, a wystrzelona z ich strony kula zmierzała w stronę w którą pobiegli Nancy i Dawid. Tej dwójki jednak Max nie mógł dostrzec, pomimo najlepszych chęci.
  4. Okolice kryjówki buntownika, Palesia, Lannik, Mid Rim Drugi dzień, około godziny 17:29 Adon miał czas na to, żeby przymierzyć. W końcu szturmowcy go nie widzieli, a to dawało mu nad nimi przewagę. Nawet jeżeli w środku zaczęło dziać się coś, co wzbudziło niepokój u dwójki znajdującej się na zewnątrz. Wewnątrz zaczęły padać strzały. Ten dźwięk zbiegł się z wystrzałem oddanym przez Twi'leka po wcześniejszym wymierzeniu. Szturmowcy nie znajdowali się daleko, więc wiązka energii nie potrzebowała wiele czasu, by dolecieć do celu. I nim Adon się schował, zdołał jeszcze dostrzec efekt. Dymiącą dziurę w tyle głowy żołnierza i jego ciało bezwładnie padające na ziemię. Usłyszał jeszcze szuranie piasku pod stopami drugiego z żołnierzy, który zapewne odwrócił się w kierunku kryjówki Rihe. Ale nim szturmowiec w jakikolwiek sposób zareagował, czy chociażby coś powiedział, do uszu Twi'leka doszedł dźwięk padającego na ziemię drugiego ciała. Z wnętrza budynku nie dochodziły już strzały. - Uciekaj - usłyszał głos Niyana. - W środku budynku są jeszcze szturmowcy. Nie wiem ilu przeżyło tą prowizoryczną bombkę, ale będą wkurzeni jak głodny nexu. Trzy przecznice dalej czeka Nyla na skuterze repulsorowym, odwiezie cię gdzie będziesz chciał. Resztą już się zajmę. Pokój w hotelu „Wschodząca gwiazda” Palesia, Lannik, Mid Rim Drugi dzień, około godziny 17:29 Wszystko zdawało się trwać niesamowicie długo, a każda sekunda ciągnąć w nieskończoność. Do tego dźwięk komunikatora w dalszym ciągu informującego o nadchodzącym połączeniu nie pomagał. Razem z przyśpieszonymi oddechami szturmowców, które Blue i Lulu słyszały, wzmagał wrażenie chaosu. I nagle wszystko zdawało się przyśpieszyć. Do uszu Rebeliantek doszedł dźwięk rozsuwanych drzwi, przytłumiony odgłos eksplozji i świst powietrza. A uderzenie serca później pokój wypełnił się bulgoczącym charkotem i jękami bólu, które utonęły w staccato blasterowych strzałów. Wszystko to trwało sekundy, po których w głośnikach znów zrobiło się cicho. - TT2225, mamy zabitego. Improwizowana bomba z gwoździami - z głośników popłynął spokojny, rzeczowy głos szturmowca. - W środku pusto, nie ma śladu po Rebeliancie. Niezasłonięta klapa w podłodze, którą pewnie uciekł. Jak sytuacja na zewnątrz? - chwila ciszy. - TT2225, jak sytuacja na zewnątrz? - kolejna chwila ciszy. - AT1335, odbiór - znów cisza. - Zostaliśmy sami - najprawdopodobniej szturmowiec kierował słowa do swojego kompana wewnątrz budynku. - Patrol 4 do garnizonu. Patrol 4 do garnizonu. Konieczne pilne wsparcie. Kontakt ogniowy z rebeliantami, trzech żołnierzy nie żyje. - Tu garnizon. Wysyłam wsparcie. ETA 3 minuty.
  5. Dziś
  6. Lord's Palace Śródmieście, San Francisco 13 września 2020 roku, godz 21:38 Connor uśmiechnął się do niej ciepło i raz jeszcze otaksował spojrzeniem. - Pokazanie się w tej sukience nie jest jej zmarnowaniem - odparł. - Na nikim innym nie wyglądałaby tak dobrze. Gdyby ta sukienka mogła czuć, czułaby ogromną wdzięczność za to, że ją na siebie włożyłaś - dodał i podniósł się powoli. - Skoro kryzys już zażegnany, a bal skończony to na mnie już czas. Może kiedyś uda nam się wpaść jeszcze na siebie na jakimś balu - dodał. - Doba - Brion mruknął cicho, znów przenosząc spojrzenie na Tarę. Księżniczka patrzyła na niego w taki sposób, jak tylko młodsza siostra może patrzeć na starszego brata. Jednak władca Markovii musiał być przyzwyczajony do takich spojrzeń, bo zdawał się być na nie niewzruszony. - Dobrze - przytaknął. - Doba, na to mogę się zgodzić. Skoro ręczysz za to, że o nią zadbasz i będzie pod opieką osoby, która w pojedynkę zdołała unieszkodliwić tych wszystkich przestępców... - książę zerknął w kierunku Virgila, a następnie spojrzał na Tarę. - Tylko uważaj i nie sprawiaj kłopotów. - Och, dziękuję bracie! - księżniczka dosłownie rzuciła się Brionowi na szyję, nie przejmując tym, ile zasad etykiety właśnie złamała. W tym czasie, gdy Leandra kończyła rozmowę z Connorem, a Kraris obserwowała jak pomaga spełnić marzenia księżniczki Tary Markov, Gargoyle podszedł do Virgila, Enforcera i stojącej przy nich Emmy. Jednak cokolwiek Glaze chciał omówić z kompanem z drużyny, musiało poczekać, gdyż podszedł do nich również Maxwell Lord we własnej osobie. Osoba, która, jeśli wierzyć plotkom, chciała sfinansowanie budowanie Titans Tower, ale została przez kogoś uprzedzona. I najwyraźniej miała o to żal, bo pan Lord nie zawsze pochlebnie wyrażał się na temat Teen Titans i teraz też nie miał zbyt szczęśliwej miny. - Terror Titans? - zapytał, patrząc na trójkę Tytanów. - Więc zmotywowaliście bandę zapaleńców do stworzenia własnej grupy przestępców, która zaatakowała niewinnych ludzi?
  7. Arlen De'Greace Jorus był bardzo porywczy, więc kapłanka oddała mu prym w boju, ale sama postanowiła go wesprzeć wpierw magią, a potem buławą. Walka była ciężka, a poobijana Arlen bardziej zdała się jako wsparcie dla reszty aniżeli osoba szturmująca. W czasie walki wyleczyła także wszystkie swoje rany, gdy Helm był potrzebny, to faktycznie przy niej był, gdyż tu bardzo łaskawie obdarzył ją swoją mocą. Tak czy inaczej jeden z napastników leżał ogłuszony, trzech martwych, a jeden - mimo znacznych chęci Jorusa - bardzo martwy. Arlen nie wiedziała, że uderzając sztychem topora dało się wyrządzić aż takie rany. A widziała w życiu sporo. Cóż, człowiek uczy się całe życie. Po samej walce, nim jeszcze obrońcy wyszli z szoku i zrozumieli co się dzieje, zasklepiła kilka ran Jorusa. Obrońcy na szczęście zrozumieli, że drużyna nie ma wobec nich złych zamiarów... Chyba... Arlen sama odłożyła buławę i pokazała dłoń. Choć wydawała się nieuzbrojona, to potrafiła zrobić ze swojej rękawicy jeszcze spory użytek. Kiedy Jorus zaczął mówić, kapłanka początkowo się przestraszyła, wiedziała co barbarzyńca potrafi palnąć. Ale póki co, dobrze mu szło. Ukłoniła się jedynie, gdy wymienił jej imię. - Jest dokładnie jak Jorus mówi. Boimy się, że mieszkańcy powierzchni też mogą być w niebezpieczeństwie. Mówisz, że to jest opętanie... Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej? Mamy wspólny cel i myślę, że możemy sobie wzajemnie pomóc.
  8. Popieram postulat.
  9. Ma być wersja full body czy taka jaką mam może być?
  10. Ok kochani, MG zaakceptowali projekt wspólnego avatara dla naszej sesji. Dlatego proszę każdego o podrzucenie mi grafiki swojej postaci na pw w jak najlepszej rozdzielczości. Jeżeli ktoś ma dwie formy, jak Olek/Overkill lub zwyczajnie chce mieć dodatkowy avatar to proszę o adekwatną grafikę.
  11. Михаил Владимирович Кузнецев Każdy ma swojego bojara, taki był porządek świata, a chuderlawiec musiał nie mieć najłatwiejszego z nich. Traktowany jak sobaka, katowany i straszony prawie szczał w gacie ze strachu a mimo to wracał z podkulonym ogonem zamiast wybrać sobie lepsze życie. Swołocz. Nie to, żeby Kuzniecjewowi było go choć trochę żal. Splunął pod nogi chuderlawca pokazując jasno w jakim poważaniu go ma. Wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu z satysfakcją łapiąc przerażenie w oczach łachmaniarza. Przeciągał odpowiedź, rozkoszując się chwilą. - Ta tchórzliwa gnida miałaby mnie tknąć? - Obrzydzenie sączące się z jego ust nie było udawane. - Jeden kulas ma już przetrącony, ciężko by mu było chodzić z dwoma kulawemi... Kowal zmacał guza. Strupa dopiero co skrzepłego rozdrapał. Wzruszył ramionami. - Samem sobie to uczynił - odparł nie uznając za stosowne ani nawet potrzebne wdawanie się w detale. Patrzył przy tym młodzieńcowi prosto w ciemne oczy z lekkim, prawie przyjaznym uśmiechem. - Wyście panie po mnie posłali? - Knaź posłał... - nieznajomy spojrzał w oczy chuderlawca - ...jak się go ładnie poprosiło... - na te słowa wyszczerzył się w sposób, który powodował dreszcze, po czym zerknął na Michaiła - Tylko coś późno, to tej suki wina? - znowu wrócił do... obserwacji strachu "suki" - Wydłubać mu oko, Władimirowicz? Jak sądzisz? Zdecydować się nie mogę... Przewodnik Michaiła chciał wyraźnie pokręcić głową, ale uścisk na szczęce najwyraźniej był zbyt silny, żeby na to pozwolić, więc zdołał on jedynie zaskomleć w przerażonym, błagalnym zaprzeczeniu. Kowal wydął usta. - Późno, bo bojcom spieszno nie było. Podparł się rękami i zbliżył twarz do przerażonego łapserdaka. - Krasawicą to on nigdy nie będzie, czy z okiem czy bez - ocenił fachowo. - Mnie tam wsio rawno. Samiście gaspadin wiedzieć powinni czy wam się sobaka bardziej nada z dwoma, czy z jednym. - Wzruszył ramionami. Przytrzymywany przy ścianie mężczyzna spojrzał na swojego możliwego oprawcę i jęknął w przerażeniu. - N-nie... Panie... Ja... Potrzebuję... - Niekoniecznie. - niepokojący uśmiech mężczyzny poszerzył się - Ale Władimirowicz to gość, jemu dam wybór. - rzucił nieszczęśnika pod nogi Michaiła i wciąż bawiąc się długą drzazgą dodał - No, aleś chyba naszemu gościowi niemiły, suko. Przerażony mężczyzna, unoszący się na kolana, spojrzał błagalnie na Michaiła, a wydusić z siebie tylko jedno mógł, wlepiając wzrok w kowala: - Jam głupi był wtedy... Litość okaż, panie… Michaił spojrzał kwaśno na łaszące się ścierwo i z krótkiego zamachu rąbnął go w szczękę. - Paszoł won, pókim dobry! - warknął patrząc za umykającym a gdy ten zniknął z pola widzenia dodał - Moje zwierzęta cieszą się dobrym zdrowiem. Lepiej wtedy służą. Przeniósł wzrok na nieznajomego. - Chcieliście mnie widzieć gaspadin, nie przecie dla tresowania swoich sobak? - Tresowaniem to i ja sam się zająć mogę, a suka normalnie potulna jest jak żreć chce, a pora karmienia się zbliża. - odparł nieporuszony zdarzeniem mężczyzna - Więc nie, nie po to tyś potrzebny, twoje talenta chcę wykorzystać. Nie każdemu miło gadać jak inni chcą, a my mamy niegadatliwą istotkę do przepytania. Potrzeba stanowczości w podejściu jak i jednocześnie odpowiedniego wyczucia, żeby nie zdechła podczas rozmowy. - Takem myślał jak mnie tutaj wieźli, skąpiąc słowa i napitku. - Władimirowicz zrobił kwaśną minę. - Ale bumagę macie na przesłuchanie? Nieznajomy jedynie uśmiechnął się złośliwie. - Nóż mam, wystarczy. A jakby kto więcej chciał... Niech mnie zapyta. - Nóż macie... - kowal westchnął ciężko i począł tłumaczyć powoli, jak dziecku. - Kiedy widzicie, mnie nużno bumagę na proces mieć. Bez papieru mnie mogą później samego na spytki wziąć. Tutejszy mistrz małodobry pewnie na kontrakcie u kniazia. Zresztą... - westchnął raz jeszcze, jak ojciec, któremu tłumaczyć przyszło niepojętnemu synowi, - jeśli kniaź na waszą prośbę po mnie posłali, to i pewnie bumagę podpiszą. Mężczyzna za to patrzył na Michaiła z jakimś ironicznym rozbawieniem sytuacją. - Nikt cię na spytki nie weźmie, bo i knaź się nie waży zezwolić. - odparł z pewnością w głosie - Nie w jego interesie to, a wręcz przeciw. Ja natomiast noża tak naprawdę nie potrzebuję, ale... - pstryknięciem posłał drzazgę na ziemię - ...ludzie widząc innego boją się mniej, niż kiedy ten ma broń. Głupi są i tyle, a małodobry... - parsknął - Żaden z niego oprawca. - skinął Michaiłowi w stronę, w jaką był prowadzony. - Idziemy czy uciekasz łzy wylewać wraz z suką? - Wasze słowo… - w głosie kowala można było wyczuć lekką irytację. - Wybaczcie gaspadin ale ja was nie znam. Nie wiem nawet jak się zwiecie. Pierwszy raz was na oczy widzę a gdybym każdemu nieznajomemu na słowo wierzył, to byście teraz ze mną nie rozmawiali. Dajcie mi dowód, że to co mówicie to nie łeż, a pójdę gdzie każecie. Smuklejszy od Michaiła mężczyzna podszedł bliżej kowala, patrząc mu w oczy i zachowując ten nieprzyjemny uśmieszek. Może nie był tak wysoki jak Władimirowicz, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. - Dowód, mówisz... - szepnął, po czym bez ostrzeżenia, z wyćwiczoną najwyraźniej szybkością, uderzył pięścią prosto w szczękę Michaiła, któremu od spotkania z tą siłą aż załomotało w głowie, posyłając go niczym piórko prosto na ziemię - A na imię... - zaczął obchodzić mężczyznę - Nie zasłużyłeś, Władimirowicz. Michaił potrząsnął głową, w której szumiało mu jak w miechu kowalskim. Zebrał się, wstał. Splunął krwią i językiem obmacał zęby sprawdzając ich stan. Nieznajomy miał krzepę, której można mu było pozazdrościć, której nie można się było po niej spodziewać... - Kurwa twoja jebana mat’ - zaklął kowal. ... co jednak nie załatwiało sprawy bumażki. - Skoro tak sprawę stawiasz - popatrzył mu hardo w oczy, - to sam sobie ją przesłuchaj. Mężczyzna westchnął ciężko, wyraźnie nienawykły do stawiania oporu. - Jak tak bardzo się boisz, że świstka nie ma... - wzruszył ramionami - ..mogę sukę posłać, jak wróci. Weźmie pisemko od kniazia, zadowolon wtedy będziesz? Pan łaskawy nie przyjdzie do takiej łachudry, więc improwizujmy... tylko twój łeb, aby suka wróciła szybko, bo nie będę się tłumaczył za was, tylko potopię. - dodał niewzruszony... a jednak agresji nie okazywał. Kowal kiwnął słabo głową. - Wskażcie katownię. Narzędzia przygotuję. Będziecie mieli papiery to możecie przyprowadzić niemowę. - Obmacał szczękę. - A... wódki poślijcie gaspadin. Strasznie mnie coś zaczęło łupać we łbie. Ciemnooki bez słowa ruszył w głąb uliczki, nie reagując najwyraźniej na słowa o wódce i o łupanie we łbie. Wyraźnie go one nie interesowały. *** Miejsce nie było imponujące ale Michaił musiał przyznać, że jednocześnie było dość ciężkie w znalezieniu go... a i sądził, że większość osób nie byłaby skora szukać wejścia doń po piwnicach skrytych w stajniach cuchnących końskim łajnem oraz zgniłym mięsem, jakiego części porastały jeszcze grube końskie kości nóg. Nie szukałby także wejścia tam za ciężarem kamiennej bryły, której wbity w powierzchnię gruby łańcuch, służył do uwiązania doń konia... a przynajmniej w pierwotnym zamiarze, kiedy za nim nie znajdowała się klapa, pod którą widniało zejście w dół. Nawet jeżeli początkowo Michaił chciał pomóc nieznajomemu, ten na pomoc nie czekał, samemu przesuwając kamulec, jakoby był piórkiem. Kuzniecjew zatrzymał się przed zejściem do ciemnicy. Krzepa nieznajomego była... niezwykła i w pewien sposób przerażająca. - Nie prowadzicie mnie do sali tortur. Nie podoba mi się to miejsce - wyznał zgodnie z prawdą. Mężczyzna spojrzał niepocieszonym wzrokiem na Michaiła. - Co? Co teraz znowu? Miejsce jak miejsce. Śmierdzi trochę, ale co tam. - Wzruszył ramionami. Kowal splunął trzy razy przez lewe ramię na odegnanie złych uroków i przekroczył próg. Niepokojące było, że kamień miał z drugiej strony miejsce, w które można było włożyć jakiś kawałek metalu, i dzięki temu mieć czym go zaczepić i tak się wydostać z podziemnego tunelu. Kiedy nieznajomy "zamykał" w ten sposób przejście, Władimirowicz poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku, zapewne spowodowało dźwiękiem, jaki został wywołany. - Rozgość się. - gdy obaj znaleźli się już na dole w niewielkiej kanciapie, mężczyzna wykonał skomplikowany skłon oświetlony bladym światłem płomienia świecy ustawionego na stoliku, będącym w zadziwiająco dobrym stanie - Wszystko czego winieneś potrzebować.. - wskazał na majaczącą w ciemności skrzynię - ...znajdziesz tu... - wyciągnął dłoń w stronę schodów prowadzących w górę i w dół - ...oraz na poziomie więziennym, poziom niżej. - Zerknął na Michaiła - Więźniarka już tu jest, właśnie na niższym, w celi. Do góry nie masz co iść, bo natrafisz jedynie na kręte korytarze bez światła, w których szybko się zgubisz. Niby z więzień jest też wyjście jeszcze niżej, ale... - spojrzał Michaiłowi w oczy - ...pozostań lepiej na tym poziomie, póki z cholernym pozwoleniem dla ciebie nie wrócę ja lub suka. Rozumiesz? - Co mam nie rozumieć… - prychnął. - Przyjrzę się narzędziom jak was nie będzie i… macie jakiś alkohol? - przypomniał. - Nie chcielibyście żeby w rany się zakażenie wdało co mogłoby gorączkę przynieść. A… - puknął się w czoło - do czego ma się niemowa przyznać? Nie rzekliście jakie informacje mam z niej wyciągnąć. - Nie ma się przyznawać do niczego, bo to nas nie obchodzi. - podszedł do prostej, drewnianej szafki - Ma grzecznie nam powiedzieć gdzie znajdziemy jednego jegomościa, kochanka jej jak zakładam. - Otworzył skrzypiące drzwiczki, za którymi leżały na półce zwinięte szmaty oraz ustawione tu i ówdzie były trzy butelki - Chcemy go dorwać, ale cholernik nam umyka i udało się tylko dziewczynę złapać, która mu zawsze towarzyszyła. - skrzywił się lekko - Widzę, że suka znowu tu buszowała, butelki przestawiła. - wzruszył ramionami - W każdym razie... Ja tam nie wiem co one mają. Jedna z nich na pewno jaki alkohol, a reszta - powinna mieć toksyny jakie czy inne gówna co ci żołądek przeżrą. - skierował się ku przejściu, z jakiego tu wyszli. - Przyszykuj co ci trza, tylko mi nie zdychaj. Suki poszukam, pewnie w podskokach tu z pozwoleniem wróci. Ja też przyjdę, ale tak śpieszyć się nie zamierzam, godność mam. - skłonił się lekko Michaiłowi, po czym powiedział tylko jedno, nim zniknął w korytarzu - Powodzenia. - Job twoju mat’! Kuzniecjew przeklął matkę czarnookiego nim zgrzyt kamienia oznajmił, że “drzwi” zostały zasunięte. Głuchy pomruk, echo, rozszedł się ponuro po murach. Płomień zdawał się przygasnąć. Kowal wziął w rękę ogarek i rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu. Prócz stołu, szafki i skrzyni w izbie znajdowało się wygaszone palenisko, nad którym wisiał cynowy kociołek z jakąś płynną zawartością, po której pływał gruby zielony kożuch. W jednej ze ścian sterczały wbite w nią dwie pochodnie. Podsunął świecę do jednej z nich. Rozświetliła miejsce jaśniejszym, drgającym płomieniem w blasku którego zdążył jeszcze zobaczyć okopcone, brudne ściany nim gryzący dym, który nie umiał znaleźć sobie miejsca, zaczął wgryzać mu się w płuca. Kaszląc i chowając nos w rękaw ugasił czem prędzej łuczywo, topiąc go z sykiem w pleśniejącej breji. Gdy już wyrzucił z siebie ostatnie blad’je i chuje i wysmarkał głośno nos na klepisko, przyjrzał się bliżej zawartości szafki i zawiniętym w brudne szmaty buteleczkom. Odkorkowywał po kolei każdą i podsuwał pod nozdrza, wdychając ostrożnie opary, lecz czy to była wina dymu, który podrażnił i rozstroił powonienie, czy też ingredientów użytych do wyrobu trucizn, dość że nie był pewien, która z nich przeżreć miała mu żołądek a która ukoić nerwy. Powstrzymał się by ze złości nie rozbić naczyń o kamienie, zawartość tychże wszak mogła mu się jeszcze przydać. Przyszedł czas na skrzynię, której kontur rysował się w ciemności. Spora, zbita z nieheblowanych desek, nie sprawiała wrażenia jakby miała zawierać jakieś skarby. Dźwignął wieko. Skrzypnęło przeciągle i z łoskotem, zwielokrotnionym przez puste ściany, opadło z drugiej strony. Trzymając ciągle świecę w dłoni, obawiając się, że gdy ją nieostrożnie odstawi ta przewróci się i zdusi płomień, przeglądnął zawartość pojemnika. Narzędzia, które w nim znalazł były mu znane, lecz ich stan pozostawał wiele do życzenia. Brudne, z zaciekami zakrzepłej krwi, z łuszczącą się płatami rdzą. Ich właściciel najwidoczniej nie przykładał do tego wagi, dla rzemieślnika, dla którego metal, zdrowy metal był podstawowym surowcem w pracy, taki stan rzeczy był niedopuszczalny. Kuzniecjew sapnął niezadowolony, warknął coś pod nosem, wybrał kilka z narzędzi, rozłożył starannie na stole i wrzucając resztę z powrotem zatrzasnął pokrywę. Przysiadł na kufrze. Zaswędziało rozcięcie na czole. Rozdrapał ponownie świeżo zaschniętą skrzeplinę. Wpatrzył się tępo w jedyne drzwi w pomieszczeniu. Drzwi, które prowadziły na niższy poziom, do uwięzionej. Siedział tak chwilę dumając po czym postawiwszy ostrożnie ogarek na wieku skrzyni podszedł do zejścia. Nacisnął klamkę i pchnął przeszkodę barkiem. Nie spodziewał się, że będą otwarte, te jednak ustąpiły ciężko. W dół prowadziły schody, które tonęły jednak w ciemnościach. W nozdrza uderzył go przemieszany smród szczyn, rzygowin, krwi, potu i… strachu. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale strach był wyczuwalny, wręcz namacalny, przenikał przez pory jego skóry i Kuzniecjew w jakimś atawistycznym odruchu zamknął na powrót przejście odgradzając się od tego co jest na dole a gdzie wkrótce miał zejść. Odsunął się pod przeciwległą ścianę i opierając się o nią usiadł, przyciągając kolana pod brodę. Czekał. Świeca dopalała się powoli. Wraz z nią odmierzał upływający równie wolno czas. Aż w końcu płomień zamigotał i zgasł a wraz z mrokiem nadeszły czarne myśli. Zapomnieli o nim? Zostanie tutaj na zawsze pogrzebany żywcem?
  12. Ja jestem chętny jak najbardziej. A co do doca, to jest on świetnym narzędziem do prowadzenia akcji grupowych, gdzie pojawia się mnóstwo interakcji między graczami. Jednak do interakcji gracze-świat, posty są jednak pewniejszą metodą.
  13. Cleo Czy Thor zrobił to celowo? Tego Cleo nie wiedziała, ale po całkiem miłych chwilach spędzonych na jedzeniu, nie zabrał jej do Instytutu. Tłumaczył się późną godziną. Gdy mutanta spojrzała na zegarek, uświadomiła sobie, że nawet z prędkością Thora dotarcie do Instytutu nastąpi o co najmniej nieludzkiej i niemutanckiej porze. Nie pozostało jej zatem nic innego, jak wrócić do Avengers i następnego dnia domagać się zabrania do Instytutu. Nikt nie protestował. Nikt nie usiłował jej tego zabraniać, chociaż Tony potwierdził, że Instytut jest nieustannie obserwowany przez SHIELD. Może odpuścili, a może wiedzieli, że nie zdołają skłonić jej do zmiany zdania. Cleo osiągnęła swoje. Było południe, gdy siedziała w salonie w Instytucie. Profesor nie chciał wypuścić jej bez przynajmniej chwili rozmowy. Ciepło przyjął również jej towarzysza, któremu nie pozostało nic innego, jak przyjęcie zaproszenia na herbatę. Upłynęło może dwadzieścia minut odkąd Cleo zjawiła się na progu Instytutu, gdy do salonu zaczęli schodzić pozostali. James był podtrzymywany przez wytatuowaną Jo. Petr wyglądał jak Petr, a jednak w jego spojrzeniu było coś, czego Cleo wcześniej nie widziała. Coś dręczyło chłopaka. Changer natomiast nadal był oazą spokoju. Gdyby jego opanowanie dało się zamienić w tabletki, zbiłby fortunę. Do X-Men dołączyły również starsze nabytki grupy. Piotr wyglądał na udręczonego. Rogue i Gambit nadal byli na etapie cieszenia się sobą. Hank opanowaniem dorównywał Abe’owi. Betsy natomiast dołączyła do nich z telefonem Cleo. Jej twarz absolutnie niczego nie zdradzała. Jedyną osobą, której Cleo nie znała, był mężczyzna w niedopasowanym ubraniu. Luźne spodnie, niemal zwisająca z niego koszulka i mocno zagubiony wyraz twarzy. Cleo dostrzegła jednak coś jeszcze. W pierwszej chwili umknął jej wyraz zmęczenia na ich twarzach, ale w końcu zauważyła cienie pod oczami i sztywność sylwetki, które zdradzały, że nie impreza była powodem ich obecnego stanu.
  14. Gaspard de Brousseau Gaspard przechodził przez hol niespiesznym krokiem, uważnie przyglądając się wystrojowi wnętrza. Zdobienia przypadły mu do gustu: nie było w nich nadmiernej krzykliwości, zaś poszczególne elementy były do siebie dopasowane i zgodne z obowiązującą modą. - Muszę przyznać, że jak na potomka zubożałego, pomniejszego rodu, to von Schaffer naprawdę elegancko mieszka - mruknął do Heleny. - Myślisz hrabino, że to majątek matki pozwala mu takie rezydencje wynajmować, czy może nasz gospodarz ma... mniej legalne źródła finansowania? Puścił przodem arystokratkę do wskazanego im pokoju dziennego, sam wszedł zaraz za nią. Wysłuchał spokojnie gospodyni, rozgościł się w fotelu. - Herbata w zupełności wystarczy, dziękuję. Ufam że pan Albrecht będzie mógł nas przyjąć pomimo braku zapowiedzi. W końcu jesteśmy w Bron, a sezon letni wciąż trwa. Z pewnością przywykł do licznych towarzyskich wizyt, nie zawsze zaplanowanych, sam też pewnie niejedną taką złożył, hmm? - rzucił lekkim, niezobowiązującym tonem licząc, że gospodyni nie pobiegnie od razu do kuchni za napitkiem, a odpowie, być może zdradzając przy tym coś ciekawego.
  15. Przygotujcie się na Aarona 2.0 i jego wysublimowane ciskanie mięsem.
  16. Ja bym spróbowała z graczami. Jak z nimi nie pyknie to wtedy NPC.
  17. Pierwszy raz prowadzę sesję, w której MG jest niepotrzebny. A ta sesja ma nawet dwóch MG. :D

    1. Paranormal

      Paranormal

      Emmm... Przepraszamy? :D

  18. HOLD FAST TO DREAMS FOR WHEN DREAMS GO LIFE IS A BARREN FIELD FROZEN WITH SNOW. ~Langston Hughes
  19. Po rozmowie Louiego z Anayą zaczynam coraz wyraźniej widzieć pewną prawidłowość co do niektórych postaci
  20. Louie "Chrono" de Ronneais - Może po prostu słabo szukałaś? - Odpowiedział Roxi na jej uwagę o braku informacji o Rolanda, następnie kiedy padło powątpiewanie ze strony Neila chłopak popatrzył na niego widocznie zirytowany - moja rodzina ma niezbite dowody na swoje dziedzictwo, z którymi zgadza się wielu historyków, twoja niewiara tego nie zmieni. Następnie wyraźnie spokojniejszy uśmiechnął się do Charliego i odpowiedział: - Jakie moce? Huh, ta sprawa jest dość skomplikowana, jeśli chcesz porozmawiamy o tym na osobności. Louie i Anaya Louie "Chrono" de Ronneais - Excuse moi... - zaczął wchodząc niepewnie do kuchni, trzymając na rękach śpiącą w najlepsze Anaye. Skierował swój wzrok na Roxi i uśmiechnął się serdecznie- Panienko, zechciałabyś... pokazać mi wasz pokój, byłbym bardzo wdzięczny
  21. Może w Tyvii dekorują tak drzewka na Ucztę Zatracenia A z postem to czekam na zapowiedzianą odpowiedź Maksima.
  22. Olek No nieźle, wpierw strach potem ignorowanie. No przynajmniej Roxi go nie zignorowała. Tak czy siak, zignorowano go. No kurcze, trochę szkoda no. No a po zignorowaniu od razu dostał przydział w robieniu pizzy. Sosu to zrobić nie umiał. Znaczy no, widział przepis na pizze raz, ale był to przepis na "Pizze na którą ku*wa dwa dni trzeba czekać" i nie bardzo pamiętał co się daje do sosu. - Ej moment, jakie dodatki? Bo no ja tam nie wiem czy tu nie ma jakiś wegan i takie tam. Tak samo z ostrością tych dodatków. Co ja mam robić? - zapytał z pytającym wyrazem twarzy.
  23. Jakie śliczne! <3 Serio! Myślę, że w Tyvii święciłyby triumfy
  24. Ej, wszyscy! Jako, że nie ma sensu, bym pisała jednozdaniowe posty co jakiś czas, to możecie wszyscy śmiało założyć, że jak w zasięgu uszu Evey pada imię Thora to jej skrzydła robią coś dziwnego, a jak akurat chwilę wcześniej nie była w łuskowej formie no to już jest
  25. Mathias Steiner Mathias nabrał powietrza po czym powoli je wypuścił, kontrolując oddech. - To i tak więcej niż mógłbym oczekiwać. W normalnych warunkach zaproponowałbym od czego należy zacząć, ale w tej sytuacji... po prostu podejmijcie dodatkowe środki ostrożności. Nie chcę aby ktokolwiek z was skończył przerżnięty na dwie lub więcej części jeśli coś pójdzie nie tak - poprosił. Jeśli rzeczywiście grupa Summersa będzie coś w stanie zaradzić to jedyne co mógł uczynić to całkowite zaangażowanie w trening.
  26. Wzbudzanie strachu Kobiety bardziej interesuje alien niż jego właściciel Groźby garnkami Kilka dodatkowych :v
  27. Pokaż więcej aktywności