L'riot

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    6922
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O L'riot

  • Ranga
    Weteran kampanii przeepickich
  • Urodziny 31.10.1979

Previous Fields

  • Systemy RPG Houses of the Blooded, Amber, Stary WOD, Nobilis, L5R, Sorcerer, Nightbane, Blood&Honor.

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

5124 wyświetleń profilu
  1. Ponownie otworzyły szare drzwi. Gdy tylko przekroczyły próg ich kroki wzburzyły kurz, który uniósł się w powietrzu. Lee odruchowo dotknęła białego kamienia. Był chłodny w dotyku i gładki. Brie ruszyła przodem, ostrożnie stawiając kroki. Szły w stronę koca korytarza, gdzie z obu stron wpadało do niego światło. Parę chwil później za ich plecami bezgłośnie zamknęły się Drzwi i nagle zrobiło się o wiele ciemniej. Nie było sensu zapalać światła więc szły dalej. Woń starych książek stałą się jeszcze silniejsza. Wręcz natarczywa. Po kilkunastu metrach dotarły do końca korytarza. To co pierwotnie wzięły za ścianę było tak na prawdę bokiem dużego regału, który stał na przedłużeniu korytarza. Sam korytarz kończył się otwierając się na spore pomieszczenie o niewiele wyższym sklepieniu co sklepienie korytarza. Niewielkie okna umieszczono tuż pod sufitem. Światło wpadało do pomieszczenia akurat ze strony, z której dochodził do niego korytarz. Stojąc za ścianą regału nie widziały całego wnętrza. To co widziały kazało im myśleć, że pomieszczenie było okrągłe i wypełnione regałami, na których ułożono zwoje. Jak tylko wyszły zza regału i stanęły w sali trzy rzeczy stały się jasne. To ewidentnie była jakiegoś rodzaju biblioteka bądź archiwum. Nie była zakurzona. I nie były w niej same. Jakaś postać, w pierwszym momencie myślały, że to kobieta, o długich związanych czerwoną tasiemką ciemnych włosach, w eleganckiej, obszywanej srebrem, białej tunice, białych rajtuzach i ciemnych trzewikach, stała przy pulpicie, pochylając się, przy kilku palących się świecach, nad jakimś zwojem. Postać musiała zauważyć je kontem oka bowiem podniosła głowę i spojrzała na nie podnosząc brwi z zaskoczenia. Wpatrujący się w nie mężczyzna był młody, choć chyba starszy od nich. Okazując pewne braki w dobrym wychowaniu, dosłownie, zmierzył je wzrokiem od góry do dołu i z powrotem. -Och, wybaczcie. - Zreflektował się po chwili. - Nie chciałem się gapić. - Skinął głową jakby je witał. - Wasze stroje... - Zrobił gest dłonią, który idealnie współgrał z wyrazem zakłopotania na jego twarzy. Było coś dziwnego w sposobie w jaki mówił. - Są... Niezwykłe. - Wybrnął dyplomatycznie. Przez chwilę, co także można było wyczytać z jego twarzy, jego ciekawość walczyła z manierami. W końcu ciekawość zwyciężyła. - Nie chcę przeszkadzać w poszukiwaniach - najwyraźniej uważał, że są tu, jak on, w poszukiwaniu jakichś zwojów - ale z którego kraju sąsiadującego z Bliźniaczymi Królestwami pochodzicie? Spojrzał na nie pytająco, a one wreszcie uświadomiły sobie co było nie tak z jego sposobem mówienia. Słowa, które wymawiał, słyszały je na tyle dobrze by wiedzieć, że pomimo iż rozumieją każde z nich, to były one wypowiadane w nieznanym im języku.
  2. Abraham Wilcock Atmosfera zaczynała się robić nieciekawa. Włączył ekspres, by na chwilę oderwać się od wzajemnych pretensji i móc zebrać myśli. Obrócił się w stronę pomieszczenia, zapominająca na chwilę o kawie. Już się nie uśmiechał. - Szanowny Panie. - Zwrócił się do Grey'a. - Pańskie zachowanie jest poniżej wszelkiej krytyki. Proszę z większym szacunkiem do Pani Cleo, czy kogokolwiek w tym pomieszczeniu. Nie zauważyłem, by ona Pana obrażała na dzień dobry, więc prosiłbym, by powstrzymał się Pan ze swoimi mizoginicznymi komentarzami. Przeniósł wzrok na Cleo. - Przepraszam, Może wtrącam się nie w swoje sprawy, ale jest pewna granica zachowania wobec innych, którą jestem w stanie tolerować. - Petr - zwrócił się do Czecha - Pan Grey i X-men to małżeństwo z rozsądku. Chwilowe dodam. On, jak i ja, nie jest członkiem X-men. Mówisz o przechodzenia do porządku dziennego nad zabijaniem? - Wbił w niego spojrzenie. - Mylisz robienie dobrej miny do złej gry z akceptacją. Byliśmy na akcji. Wewnętrzne kłótnie i zmiany planów działały przeciw nam wszystkim. Nie mówiąc już o tym, że pomijasz ewentualny czynnik niezależny od nas... - zerknął szybko na Thora - Nie wiemy jak wielką rolę w reakcjach, o których mówisz, odgrywało to o czym mówili Profesor i Hank. - Bardzo ostrożnie dobierał słowa nie będąc pewnym czy i ile wie Thor o wpływie użycia mocy na empatię. - I tak. Masz rację. Fakt, że wolałeś pójść za mężczyzną z godłem Hydry niż za skleconą naprędce grupą mutantów, w której ktoś nie miał problemów z zabijaniem, ale jednocześnie ktoś inny za wszelką cenę próbował wszystkich tych ludzi ratować i leczyć i owszem świadczy o czymś. Tylko nie jest to nic dobrego. Twoja nieobecność mogła nas wszystkich zabić. Mogła zmusić nas do robienia rzeczy, których z tobą u boku moglibyśmy uniknąć. I na prawdę chcesz kogokolwiek, nawet jego - wskazał kciukiem James - porównywać z Laną? Osobą, która była gotowa, bo nie mogła wiedzieć, że potrafię się leczyć, zabić mnie w biały dzień, pomiędzy ludźmi, tylko dlatego, że nie zgadzałem się z jej słowami, a ty zdawałeś się bardziej zgadzać ze mną niż z nią? Petr, niezależnie co i jak sądzisz o kimkolwiek na tej sali, mogę cię zapewnić, że ona jest gorszym wyborem. - O! Zrobiła się kawa. - Obrócił się. Nalał powoli kawy. Po czym upił łyk zamykając oczy. Nie żeby nadal byłą mu potrzeba dawka kofeiny. Adrenalina załatwiła ten problem. - A przy okazji. - Dodał chwilę później, już lżejszym tonem. - To - skinął głową w stronę nowej, nie licząc Thora, osoby w pomieszczeniu - mój nowy przyjaciel. Poznaliśmy się wczoraj. Uratował mi, może nawet nam wszystkim, życie. W zasadzie to nie mieliśmy okazji się przedstawić. Nazywam się Abraham. Dla przyjaciół Abe. - Powiedział do niego. - Mieliśmy wczoraj okazję chwilę porozmawiać o mutantach tracących i odzyskujących moce. To była bardzo ciekawa rozmowa i chętnie bym do niej później wrócił. - Zrobił kilka kroków tak by stanąć pośrodku pomieszczenia. - A teraz pax, jeśli pozwolicie. Każde z nas coś ostatnio przeżyło. Wszyscy musimy, prawdopodobnie we własnym zakresie, się z tym zmierzyć. Może więc zajmijmy się powodem, dla którego tu jesteśmy. - Spojrzał na Profesora.
  3. Alice, była Alice. Nie było mowy, żeby Guilliane, w jakikolwiek sposób, dał po sobie cokolwiek poznać. Ale kiedy odezwała się Lidia, brwi Władcy Miejskich Mitów powędrowały do góry. - Coraz to zdziwniej i zdziwniej. - Wymamrotał półgłosem, tracąc na chwilę uśmiech, po czym odchrząknąwszy, by zwrócić na siebie uwagę, odezwał się głośniej.- Ja tam nie wiem czy aż tyle. - Stwierdził z miną niewiniątka. - Ale faktem jest, że miejskie mity, są tak jakby, bezpośrednio związane z miastami. A jak ich wsadzić do środka? Well... Kilka szemranych furgonetek do przewozu ludzi i załatwione. - Mrugnął porozumiewawczo do Pamięci. - Ale to wszystko w założeniu, że w pierwszej kolejności odstrzelimy tą Kotwicę. Światło, wszechobecne, docierające wszędzie, jak zawsze wiedziało wszystko co mogło interesować Baronową Lidię. Ofiar nieżycia było trzydzieści siedem. Siedemnaście kobiet i dwudziestu, a właściwie dwudziestu jeden jeśli liczyć Kotwicę, mężczyzn. Wszyscy samotni, żyjący bez zobowiązań, którym w miarę łatwo było ukryć przed otoczeniem swoją "śmierć". Wszyscy młodzi, między dwudziestką, a trzydziestką. Każde miało to nieszczęście spotkać na swojej drodze Johna Smitha. Każde było osłabione psychicznie z historią jakiejś traumy, ale obecnie byli ludźmi sukcesu. Bizneswoman, makler, modelka, chirurg, który powoli zdobywał sobie pozycję Część ofiar nawet była klientami tej samej kliniki, w której za życia pracował doktor Cavanagh. Wszyscy byli, dzięki jego manipulacjom i wsparciu Haspa doprowadzani na skraj wytrzymałości i doprowadzani a po trosze zmuszani, do samobójstwa. Potem pojawiał się John Smith i mówiąc głosem Haspa wyjaśniał im, że tak na prawdę wcale nie umarli. Teraz, każde z nich, poza jedną modelką, która była w jego towarzystwie, było samo. Ne spotykali się, nie konspirowali, większość w ogóle o sobie nawzajem nie wiedziała.
  4. Tak, możesz. Dobrej zabawy [Czyżby Star Wars?] Co mi przypomina,że mamy zaległe Laer do odpisania.
  5. Abraham Wilcock Gdy wszedł do pomieszczenia zatrzymał się na chwilę za progiem. - Zaczynam się wczuwać w Danny'ego Glovera w Zabójczej Broni. - Powiedział na powitanie. - Jeszcze chwila i zacznę przy każdej sposobności wspominać, ze za stary na to wszystko jestem. - Uśmiechnął się. - Dzień dobry Wszystkim. - Podniósł w górę dłoń. - Kawa. Mogę rozmawiać o tym jak bardzo mamy przerąbane w ten piękny poranek. Ale najpierw kawa. - Teraz uśmiechał się szeroko, typowym uśmiechem kogoś kto jest zadowolony z życia. - No co? Trzeba zachować odpowiednie priorytety. Świat się kończy, ale o porannej kawie nie należy zapominać. - Miał swobodne i zrelaksowane ruchy, a całą swoją mową ciała starał się wprowadzić lekką i rozluźnioną atmosferę. Skinął głową w kierunku młodego w za dużym ubraniu i puścił do niego oko. Uśmiechnął się serdecznie na widok Cleo. Lekko zmarszczył brwi spoglądając na Petra, ale już sekundę potem wyraz zaniepokojenia zniknął mu z twarzy. James... Cóż, James kojarzył mu się z rzucanymi granatami i jego aktualny wygląd pasował jak ulał do tego obrazka. - Komuś kawy?- Spytał stając przy ekspresie.
  6. No ja pytam własnie dlatego, że mogę odpowiedzieć (jak zawsze) z marszu, ale wolę się upewnić, że to komuś czegoś nie popsuje. Aczkolwiek jeśli chwilowo Cleo "siedzi i czeka" to ja chętnie odpiszę, bo Abe nie jest w takich sytuacjach milczkiem
  7. @Aruna, pytanie: czy biorąc pod uwagę, że ostatni post jest niejako adresowany do Cleo (czytaj, pisany z jej pkt. widzenia) to powinniśmy poczekać z postami, tak by pierwsza mogła odpisać @Nyx?
  8. O to wszystko się nie martw. Wiemy ile jest rzeczy do zrobienia, wiemy też, że może nie będziemy mogli odegrać wszystkich tak długo jak być odegrane powinny (tu dużo zależy od tego jak się sprawy potoczą w grze, choć z tego co widzę to Alice nie chce czekać i chciałaby już teraz, zaraz iść do Urie, więc to czy Chris wróci czy nie do wieczora ma, na razie, nic do tego). Po Chrisa nikt jechać nigdzie nie będzie chyba, że ktoś będzie chciał wskoczyć do strumienia danych, którymi przechodzą smsy (ale od czego jest Jemma jeśli nie od tego by móc wszystkich - lub tylko Terry'ego - uspokoić). Całość zobaczy się w grze bo teraz to co najwyżej możemy się bawić w zgadywanki.
  9. Zobaczycie niedługo. Ale to można ruszyć dopiero w chwili jak skończycie rozmowę i popchniemy odrobinę akcję (sytuacja z Chrisem wymaga na oko min 1-2 dni in game).
  10. Awesome wierszyk
  11. Aaaaaaa, tak, oczywiście, to miało być o Urim. Zaraz poprawię.
  12. Guiliane chciał coś skomentować, ale wtedy zaczął mówić Terry. Mówił i mówił, a Guiliane marszczył brwi coraz bardziej i bardziej, próbując jakoś łączyć ze sobą w sensowną całość to co on i Alice mówili. W końcu Powiernik Pamięci powiedział magiczne zdanie i nagle wszystko stało się proste i oczywiste. Jak tylko zdanie "Będę ci winien przysługę" opuściło usta Terry'ego, Guiliane uśmiechnął się szeroko. - Ok. Załatwione. - Powiedział, od razu podając mu dłoń. Chwilę potem zamrugał, jakby lekko zdezorientowany. - Emmm... To - zmarszczył czoło i przygryzł wargę - co my... A, tak! Jak dla mnie powinniśmy ich zabić... Unicestwić ich wszystkich, czy coś podobnego... Chyba się raczej nie da z nich zdjąć kłamstw Haspa, ale przyznam szczerze, że nie wiem. Wiem za to, że póki nie ma się pewności czy coś zadziała, to każda próba będzie ryzykiem, bo oni się zorientują, że coś wiecie. A jakby ich tak wszystkich zgromadzić w jednym miejscu i... A wiecie - uśmiechnął się jak dziecko, które dostało cukierka - to jest świetny pomysł. Zgromadźmy ich wszystkich w labiryncie kanałów pod Chinatown. Możecie o tym nie wiedzieć, ale macie tu taki labirynt w kanałach. I jak oni tam wejdą, to już nigdy żadne nie wyjdzie. - Powiódł po nich wzrokiem kiwając głową z zadowoleniem. - Wiem, bo to jest mój labirynt. To znaczy część mojej domeny. A gadanie z Odłamkami Oszustów, cóż, ich Odłamki to cieniasy. Są prawie jak zwykli ludzie, no to jest póki nie przywdziewają czyjejś skóry. To co, dobry pomysł nie? Tajemnicze chińskie labirynty rządzą! - Uśmiechnał się nieco psychotycznie. - A Pszczółkę, to znaczy Liselle zawsze można zaprosić. Tylko może nie mówcie jej tego wszystkiego. - Dodał po namyśle. - Jakąś okrojoną wersję lepiej. I nic o żadnych kuzynach Excrucian czy innych takich.
  13. HG nie mogli jechać dalej z fabułą nie wiedząc czy coś nie zmieni sytuacji i tego jak może zareagować NPCe. Bo jak już by zareagował to jedynym "damage control" jaki ktokolwiek mógłby robić to próba pokonania NPCa cudami. Tak czy inaczej, ja pomijam zgłaszane nieobecności i w ogóle nie biorę ich pod uwagę, dobrze jest kiedy - jeśli to możliwe, jak nie to dajemy więcej czasu jak teraz - odpisy w dialogach są co 48 godz. bo wtedy się sceny nie dłużą. Enyłej, nasz odpis pójdzie pewnie wieczorem.
  14. No wiesz... Ale problemem z takim rozwiązaniem jest to, że wcale nie wiesz (wiemy) czy opóźnień w odpisach w komentarzach też nie będzie równie dużych. Bo napisanie krótkiego posta z reakcją i/lub kilkoma zdaniami wypowiedzianymi przez postać, jest (jak dla mnie, co by nie było) równie łatwe/trudne co napisanie w komentarzu propozycji działania lub odpowiedzi na taką propozycję. Jakby okazało się, że w komentarzach byłyby takie przerwy w ustalaniu tego "co robimy" to To byłoby dopiero deprymujące...
  15. Idąc tym tropem to równie dobrze możemy tez nie odgrywać rozmów z NPCami tylko je opisywać. Ja jako HG preferuję prowadzenie grupie graczy, która robi coś wspólnie. Wyeliminowanie z tego rozmów pomiędzy postaciami wywala mniej więcej 40% waszej wspólnej gry. Wtedy zostanie tylko sama akcja. Żeby nie było, jeśli chcecie (wszyscy) właśnie tak grać to ja tak prowadzić mogę, ale wtedy także chętnie zetnę część rozmów z NPCami, które zajmują bardzo dużo czasu sesji i sprawiają, że czasem odnoszę wrażenie, iż wolicie (jako grupa) częściej rozmawiać z NPCami niż robić coś razem. Inną sprawą jest to, że faktycznie bardzo ciężko idą wam rozmowy w grupie. Jest to coś z czym zazwyczaj nikt z was problemu nie ma jeśli chodzi o rozmowy na PW z NPCami. Tam praktycznie zawsze wszyscy odpisują szybko. Nie rozumiem tej różnicy. Ilekroć zaczyna się dialog, w którym uczestniczy 3+ graczy nagle tempo spada do tempa niespieszącego się ślimaka. Ktoś myślałby (ja konkretnie), że jako grupa będziecie chcieli wykorzystywać te okazje do wspólnej gry, do ogrywania postaci, budowania relacji w grupie itp. Cóż... Nie musimy tego robić, ale ja z kolei nie chcę prowadzić 4 solówek, w których jedyną ważną rzeczą będą relacje postaci graczy z NPCami.