Zell

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    355
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Zell

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  • Urodziny 16.10.1989

Previous Fields

  • Systemy RPG 1) oWOD 2) Wh40k [storytellingowo] 3) Forgotten Realms [DnD 2.0 lub 3.5]
  • GaduGadu 1914373

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

11028 wyświetleń profilu
  1. HOLD FAST TO DREAMS FOR WHEN DREAMS GO LIFE IS A BARREN FIELD FROZEN WITH SNOW. ~Langston Hughes
  2. Rycerz - Aldric Jego małżonka - Carolin Starsza córka - Franziska Młodsza córka - Valeria Syn - Heinrich Co do tego wyżej... Jaki byłby stosunek reszty familli do Zity? Pewnie nie zauważali póki pod nogi nie wchodziła lub nie była w okolicy, aby móc od niej czegoś chcieć. Się udało z lapem! Problemem była jednak gigantyczna aktualka, która nie chciała przetrybić przygotowywania systemu i dysku przed instalacją! Ogólnie to dopiero po 6 rano zakończono instalację po resecie... x_x A wielkie to było, funkcje systemu zmieniało... Ale teraz wszystko działa dobrze! <3
  3. The only thing worse than being blind... ...is having sight but no vision. - Helen Kellera
  4. Matka - Lucia Furman - Arthur Taube - Dziad matki był gołębiarzem, jako i jego syn się tym parał. Zita wie tyle, że pochodził z wyższej klasy społecznej i matka była u niego na służbie, a skoro odesłał ją z jakimś funduszem, to nie mógł być ubogi. Nazwiska czy nawet miejsca zamieszkania nie zna, jako że Lucia nigdy o nim mówić nie chciała. ps. Jestem w trakcie czyszczenia Windowsa, bo zostawiając syf po aktualizacjach, uznał że nie musi go po sobie sprzątać. Komu trzeba dobrze pracujący dysk? Niech działa na 100%, jak NIC się z kompem nie dzieje... Tak, to już godzina, jak się z usuwaniem męczy. Przez to spowolnienie kończące się zawieszeniem prostej przeglądarki internetowej, nie byłam w stanie aktywnym, kiedy chciałam. Uruchomienie czegokolwiek było cudem, jak i przeglądnie stron. Wybacz.
  5. @Lord Melkor Tak, toto nawet ciężko byłoby inaczej. A jak pisałam - dialogi to doc. @GreK Nie ma sprawy, kochany! *jest miła, bo była wazelinka *
  6. Udało się usunąć na komórce po przytrzymaniu backspace na tym spoilerze. :3 Co do świąt: Otóż... Jestem w domu! Na Boże Narodzenie siedzę w domu z mamą i mężem, na Nowy Rok robię to samo. :3 Jak kto chce mi znikać - niech mi da znać przed faktem.
  7. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  8. Możliwe, dla mnie liczenie to niezrozumiała sztuka. Po pierwsze faktycznie, była dość religijna, jak i było ciężko jej podjąć decyzję o usunięciu z powodów sumienia. Oczywiście podrzucić by mogła, ale w momencie, gdy otrzymała "zapomogę" od ojca Zity (nie tyle co na dziecko, a co dla zamknięcia ust matki), miała fundusze, z którymi mogła przez pewien czas być zabezpieczona pieniężnie i z bękartem. W sumie główną rolę zagrała tu właśnie miękkość sumienia kobiety oraz otrzymane pieniądze. Po drugie, matka nie była źle nastawiona do córki póki były pieniądze, ale gdy te się skończyły... Potrafiła nawet winić ją za sytuację, szczególnie gdy pojawił się nowy partner. A po trzecie - furman nie poświęcał uwagi dzieciom, a szczególnie Zicie, której zdawał się nawet nie zauważać, w najlepszym wypadku. Swoją córkę przyjmował po prostu obojętnie. Obie dziewczęta natomiast czasami zaznały "ojcowskiej dłoni", gdy swoją obecnością zirytowały mężczyznę, chociażby chcąc czegokolwiek od niego. Furman do tego wciąż zwykł przypominać przybranej córce (kiedy zwrócił na nią uwagę), że nigdy chciana nie była.
  9. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  10. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  11. ANNO DOMINI MCCVIII, Venetia Vincenzo zdołał już zapomnieć jak wygląda życie w jednym domu z Fabirizio, ale bardzo szybko jego brat mu przypomniał za czym ten mógł tak bardzo tęsknić... a co powodowało ból głowy. Młodszy z syn Ezio, choć nastoletniość miał już za sobą (i dzięki surowości ojca oraz działaniom samego Vincenzo nie sprowadził niezmywalnej hańby na Albertinazzi) najwyraźniej wciąż nie wyrósł z pewnych swoich... nawyków i przywar. O ile w ogóle miał kiedykolwiek wyrosnąć. Przynajmniej wyszukiwanie przekrętu skrytego w liczbach zapisanych w rejestrach handlowych, zabierało mu na tyle czasu, aby nie mógł wykorzystywać pełni swych... talentów. Oczywiście tych, które nie dotyczyły liczb. Nikt nie mógł się na niego skarżyć. Nie powodował szkód, nie krzywdził nikogo... Chociaż większość służek było bardziej niż chętnych na bliższe zapoznanie z kimś nie tylko majętnym, ale także tak czarującym jakim był Fabrizio. Alexandra natomiast pomimo spokoju i pozornego ignorowania zachowania męża, jakiego wyraźnie cieszyła reakcja kobiet na jego własny urok, nie była w żadnej mierze zadowolona. Gloria wolała nie komentować głośno, choć potrafiła wyrzucić z siebie niechęci podczas rozmów na osobności jakie prowadzili z Vincenzo. Nigdy nie pałała szczególną sympatią do drugiego z braci, prawdopodobnie przekonana, że ten będzie starał się zaszkodzić starszemu z czystej zawiści, ale to jego zachowanie w momencie, gdy żona miała rodzić za kilka miesięcy, budziło złość Glorii. "Porozmawiaj z nim, przemów do rozsądku, na Boga!" nalegała częściej, odkąd Fabrizio sprowadził się z rodziną na pewien czas do domu Vincenzo "To twój brat w końcu!" Vincenzo jednak w tym momencie bardziej był zajęty poszukiwaniem odpowiedzialnych za ten atak finansowy niż umoralnianiem młodszego brata. Wiedział, że to w końcu zrobi, bo pozwolenie Fabrizio na te wyskoki może w końcu skończyć się tragedią dla reputacji, ale sprawa uległa wyciszeniu odkąd uspokoiła go praca z rejestrami. Prawie nie wychodził z przydzielonego mu gabinetu, czasem tylko podrywając służkę przynoszącą mu jedzenie, na które nigdy nie miał czasu stawić się w jadalni. Coraz rzadziej też rozmawiał z kimkolwiek, zamykając się w pokoju ze swoimi liczbami i rozłożonymi wszędzie dziennikami... a Vincenzo wydawało się, że Fabrizio jest naprawdę szczęśliwy, kiedy zostaje po prostu pozostawiony w spokoju, nawet przez własne dzieci. Cóż, przynajmniej pociechy obu braci nie sprawiały problemów z powodu zachowania ojca dwójki z nich. Mimo poszukiwań, do jakich Vincenzo zaprzęgnął wynajętych ludzi kilka dni temu, dobre nowiny nie nadchodziły. Lista jaką otrzymali od pracodawcy nie okazała się kluczem do zagadki, gdy ci nie byli w stanie namierzyć tych osób... o ile one w ogóle istniały pod tymi mianami. Mógł też jego informator źle usłyszeć, zapisać lub uzupełnić w pijanym widzie, ale choć przed swym panem zaklinał się, iż nazwiska są poprawne... niczego to nie zmieniało. Był w martwym punkcie i możliwe znaleziska w tych przeklętych rejestrach mogły rzucić światło na sprawę... ale po czterech dniach bez jakiejkolwiek odpowiedzi zaczęła ogarniać Vincenzo frustracja, spowodowana bardziej niepewnością czy zaraz handel Albertinazzi nie ucierpi od kolejnego ciosu niż złością na innych. Dlatego prośba brata o wieczorne spotkanie w sprawie interesu rodzinnego, ucieszyła go niezmiernie. *** Fabrizio zawsze był wpatrzony w Vincenzo jak w ideał, którego nie mógł doścignąć. Kiedy był młodszy nie potrafił przeboleć starszeństwa jakie dawało zysk nie będący mu należnym ani większej dawki miłości okazywanej przez ojca pierwszemu synowi. Mimo że Ezio kochał również drugie z dzieci nie posiadał po prostu takiej cierpliwości do jego krnąbrnej natury i tyle czasu dla młodszego z synów. Im więcej Fabrizio miał lat, tym mniejsza była ta boleść, aż pozostała jedynie smutną prawdą, której siłę niwelowała jednak braterska więź. W końcu starszy brat nie odrzucał młodszego, a ten coraz mocniej był zafascynowany wszystkim co pierwszy spadkobierca robił, każdym jego sukcesem. Sam mógł być czarujący w obejściu, ale nigdy nie lgnął do towarzystwa prócz przelotnych związków, zupełnie niezobowiązujących, jednocześnie wciąż łaknąc miłości jaką okazywał mu Vincenzo. Jedynie z jego strony przyjmował pochwały czy nagany z przejęciem, a czasami Vincenzo miał wrażenie, iż jego brat poważa go bardziej niż własnego ojca. Nie mógł się więc spodziewać, iż po przybyciu wieczorem do gabinetu zajmowanego przez Fabrizio zastanie obraz, jaki uderzył go silniej niż mógłby upadek ich handlowej spółki. Zobaczył brata złączonego w pocałunku kochanków z jego starszą bratanicą. Kiedy Cassandra ujrzała ojca stojącego w drzwiach, szepnęła coś z uśmiechem do Fabrizio siedzącego przy biurku, po czym poprawiwszy niedbale koszulę stryja, opuściła gabinet pospiesznie, umykając przez otwarte drzwi wychodzące na ogród skąpany w letniej ciemności nocy, zostawiając braci sam na sam... ...a ta sytuacja odebrała samemu Fabrizio głos, pozostawiając go wpatrzonego w przerażeniu i wstydzie w brata.
  12. Młodsza siostra nazywa się Agnes, ma około 11 lat. Matka Zity, jako i jej córka, pracowała jako służąca i też pomogła córce dostać pracę (przecież sama zarabiać nie będzie). Ojcostwo Zity nie jest pewne, jej siostry już bardziej. Zita nigdy ojca nie poznała, choć ma przypuszczenia, że jej matka, związawszy się romansem ze swoim pracodawcą z innego miasta, zaszła właśnie z nim w ciążę i dlatego musiała opuścić poprzednie miejsce zamieszkania, żeby broń Boże nie spowodować skandalu. Agnes natomiast jest córką furmana, z którym zamieszkała matka po zmianie miasta. Matka zmarła cztery lata temu gruźlicy, zaś ojczym nie będąc zainteresowanym żadną z córek - odszedł bez skrupułów, ale możliwe, że dorwała go Czarna Śmierć w drodze do lepszego bytu - a przynajmniej taką nadzieję żywi Zita.
  13. ANNO DOMINI MCCVIII, Branborough Zdawać się mogło, że Godwin swoją przemową zaklął zgromadzonych, odbierając każdemu mowę. Przez całą przemowę syna Michaela, tłum trwał w ciszy wsłuchując się w jego słowa niczym w kazanie na mszy, choć jak i w przypadku łacińskich prawd wiary wygłaszanych przez duchownego, tak i w przypadku słów pouczenia wygłaszanych przez Godwina - pozostały one jedynie pięknymi zwrotami, jakie mało kto rozumiał, choć w drugim przypadku na drodze nie stała bariera językowa. Niemniej w połączeniu z surowym obliczem, z tembrem głosu oraz wyniosłością oraz poważaniem jakim cieszyli się obaj przemawiający - zdania pozostawiły ślad jakiejś boskiej mowy. Szlachetnej i miłosiernej... jako i był Michael. Strażnicy na znak Godwina, popchnęli kobietę, określaną wiedźmą, ku przygotowanej szubienicy, jakiej sznur wisiał nieporuszony martwym powietrzem. Ten, ochrzczony Rzeźnikiem, widział na obliczach tłuszczy zajmującej przestrzeń przed platformą, na której miało rozegrać i drugie przedstawienie, czyste podekscytowanie nadchodzącą egzekucją. Oczekiwali w niecierpliwym skupieniu, a niektórzy nawet słowem popędzali żołnierzy... ale prawdziwa siła tej atmosfery wybuchła wraz z przełożeniem pętli przez szyję "wiedźmy". Okrzyki obrzydzeni wobec tej, której większość nawet nie znała, błagania o oczyszczenie ziemi z plugastwa, złorzeczenie i urąganie godności, zmieszały się w jeden gwar. Godwin słyszał także słowa błogosławieństwa jego rodu, jak i Michaela oraz jego samego. Szaleństwo zdawało się nie mieć końca... ...i dlatego nagła zmiana zaskoczyła samego Godwina, gdy na platformę wdarła się jeszcze jedna osoba, na oko dziesięcioletnia dziewczynka, przypadając mu do nóg i na klęczkach chwytając się jego nóg, zaczęła błagać. - Panie, dobry panie! Zmiłuj się, nie pozwól na to! Panie! Moja siostra nie jest wiedźmą! Panie, błagam! Niespodziewana reakcja dziewczynki zaskoczyła i strażników, którzy poniechali dalszych działań, nie z zamiarem zmiany wyroku przecie, ale z zaciekawienia dalszą częścią przedstawienia. Tłuszcza natomiast nie zrezygnowała z okrzyków, teraz wymierzonych nie tylko w wiedźmę, ale także w młodszą siostrę, która z desperacją wpatrywała się w oblicze Godwina.
  14. ANNO DOMINI MCCIX, obóz niedaleko granicy Litwy z Kurlandią "Bóg pozna swoich, Zygfrydzie." rzekł do niego Deotheri, gdy pozostawiał go przed wejściem do budynku, jaki został przeznaczony w obozie na więzienie " I wspomoże tego, kto z odwagą stanie w bój w Jego imię." A jednak myśl o czekającym go przesłuchaniu poganki nie jawiła mu się równie szczytna, co walka w gołym polu z szalonym wojownikiem pławiącym się w herezji. Widząc już kilka kroków przed sobą drzwi celi, w jakiej znajdowała się pojmana kobieta, zawahał się na moment, ale tylko na moment, gdy do jego uszu doszły zza tychże drzwi nerwowe słowa wzburzonej niewiasty, wykrzyczane w języku Rusinów. - Ukhodi! Ukhodi verolomnyy! [Odejdź! Odejdź, bezwierny!] Po chwili z celi wyszedł jeden z mężczyzn towarzyszących Kawalerom Mieczowym. Krwawiła mu dłoń, wyraźnie od silnego ugryzienia, w jego oczach zaś Zygfryd mógł zobaczyć złość pomieszaną z obrzydzeniem. Oba uczucia jednak zeszły z widoku, gdy ten zauważył rycerza. Gdy zaś usunął się Zygfrydowi z drogi, ten usłyszał jego ciche słowa: - To diabeł, demon jakiś, wiedźma! Człowiek wodę przynosi, pomóc wedle rozkazów chce, a pogańska kobieta od niewiernych wyzywa! - pokręcił głową - Powiadomion zostałem, że rycerz przyjdzie przesłuchiwać, ale ostrzec muszę. Ona słowami duszę splugawić próbuje! - z szacunkiem skłonił głowę Zygfrydowi - Poczekam na zewnątrz, przeszkadzać nie będę w rycerskich sprawach, możny panie. Nie było więcej słów. Zygfryd wszedł pewnym krokiem do celi, nie wiedząc czego może się spodziewać po tej pogance... a tym bardziej jak będzie wyglądało to całe przesłuchanie. - Nie chcę was tu! - dobyły się ruskie słowa z drugiego końca celi tego drewnianego budynku - Odejdźże! I wtedy zwrócił wzrok na przykutą łańcuchami młodą kobietę, której długie czarne włosy opadały w nieładzie na prostą, lnianą koszulę, zakrywającą kawałek szaroburej spódnicy poszarpanej przez gałęzie. Więźniarka drżała, może z zimna, może ze złości lub stresu, przeszywając Zygfryda wzrokiem pełnym nienawiści przeplatającej się ze strachem.