Zell

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    423
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Zell

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  • Urodziny 16.10.1989

Previous Fields

  • Systemy RPG 1) oWOD 2) Wh40k [storytellingowo] 3) Forgotten Realms [DnD 2.0 lub 3.5]
  • GaduGadu 1914373

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

12772 wyświetleń profilu
  1. Jeżeli można, to bym jeszcze wzięła Wraitha. Tak ogółem.
  2. Przez PW poszło co dalej, tu napiszę tylko, że z tych trzech to tylko nWoD odpada.
  3. Oh my... Wampirasowy stuff i magowy bym przygarneła! Bez tych tam wschodnich.
  4. Zita Taube Gdyby nie sytuacja w jakiej się znalazła - nigdy nie szukałaby dojścia do tego miejsca. Gdyby nie złośliwa kolej losu, która postawiła Zitę naprzeciw wydarzeniom jakie zwykłej służki tyczyć się nie powinny... Nie byłaby w tej piekielnej przystani grzechu i rozpusty. - Chcę sprawić by móc zamknąć w miłosnej klatce mężczyznę, którego pragnę. - odparła, starając się nie patrzeć wprost w te ślepe oczy staruchy, które jednak pozwoliły ocenić jej urodę - Chcę by i on mnie zapragnął nagle i gorąco, by innych nie widział przede mną.
  5. Jeżeli płaciliby za spanie - byłabym milionerką. Innymi słowy - śpię. I nie mogę się obudzić jak trzeba, a czasem nie mogę utrzymać się na jawie. Tak czy inaczej - pisanie w nocy jest kiepskim planem. Nie zawsze wychodzi, choć to noc jest najlepsza twórczo. Mimo to nawet plany na dzień są zawsze niepewne, więc zakładanie, że "za dwie godziny to zrobię"... jest zgubne teraz. Spróbuję oduczyć się odkładania na później i zobaczymy wynik. Pożyć chcę trochę. Idę odpisywać... na część, przynajmniej.
  6. 3 pkt - Ferr-kon 2 pkt - Lomion 1 pkt - Vrai
  7. Doca widziałam, jak i u Wisienki. Się zajmę wami dnia jutrzejszego! ps. Zaczynam uczyć się time managementu! ps2. A śmiercią to ty się tak nie ciesz, królewiczu! Ładne to nie będzie.
  8. Ogłoszenie: @Wisienki @GreK @Therek @Ferr-kon @Lord Melkor @Sirion Spodziewam się, że skończymy te prologowe cosie do kwietnia, ale nie obiecuję. Po tym, gdy zacznie się prawdziwa część sesji ze zwykłymi turami, zacznie się działać regularnie, a nie skokami. W tym tygodniu coś mnie dorwało (nawet głos zabrało na ten czas). 4 z was jest już o krok prawie do zwamprzenia, tak że powiem, Co będzie po zwampirzeniu i czemu sądzę, że łatwiej dla mnie jeszcze przed początkiem sesji jako takiej - dowiecie się jak pierwszy z was umrze (jak to brzmi o_o). Siriona nie liczę.
  9. Zita Taube - Mój problem jest innej natury... - odparła Zita, czując jak żołądek zwija się boleśnie i to nie z powodu głodu - ...jeszcze. - dodała ledwo szeptem - Potrzeba mi jednak rady by me problemy rozwiązać, a pomocy szukać u mądrych babek najlepiej... Jako i takiej szukam. - spojrzała uważniej na nieznajomą - Dlatego przyszłam tu o drogę pytać. Krzywdy nie przynoszę ino pomocy od niej szukam... bo tylko ona pomóc może...
  10. Niestety, to o @Siriona mi chodziło. Przepraszam. Oczywiście, pisz w docu. Powinnam dostać powiadomienie o zmianach, jako że zainstalowałam miły dodatek do przeglądarki od doców. :3
  11. ANNO DOMINI MCCIX, obóz niedaleko granicy Litwy z Kurlandią - Musisz przyznać Zygfrydzie. Te lasy mogą wzbudzić w człowieku przestrach. Młody Rohrbach rozumiał, że odpowiedź nie była po nim spodziewana, dlatego też zachował milczenie, skupiając swe zmysły na obserwacji nocnej puszczy chylącej czoła jesieni, na której skraju się znajdował z towarzyszem. Właśnie przez nią Kawalerowie Mieczowi mieli się już następnej nocy przeprawić, zmierzając w swym pierwszym, nieśmiałym dość, natarciu na ziemię Kurów, od których odgradzała ich ta naturalna przeszkoda... ale jaką przeszkodą mogły być drzewa i krzewy dla niosących słowo Chrystusa, mającym w zamyśle wyplenienie pogaństwa poprzez ukazanie drogi odkupienia? - Są tacy, co twierdzą jakoby szepty do nich dochodziły spośród drzew, gdy drzewo zbierali. Głupi oni! Sami sobie roją takie historyjki, to później zbyt zmęczeni odpowiednio obozu doglądać! Sama atmosfera tego miejsca zdawała się wpływać niekorzystnie na prostych ludzi towarzyszących Kawalerom Mieczowym, jakich zadania były zazwyczaj poniżej uwagi rycerzy... a nawet ich giermków. Chociaż obóz znajdował się w wystarczającej odległości od linii drzew, to najwyraźniej wciąż został założony zbyt blisko, wedle tych strwożonych, płochych dusz. Zygfryda jednak, jako i jego braci, nie martwiło to zanadto. Na ich barkach wszak leżał trud planowania jutrzejszej przeprawy. Raporty doniosły o odwrocie zwiadów pogan, którzy musieli zrezygnować z dalszej obserwacji, gdy kobieta została pochwycona. Tchórzliwe karykatury nabożnego człowieka. Ale czego innego można było się spodziewać? - A może oni po prostu strwożeni nieznanym sobie nie chcą iść dalej? Woleliby porzucić swe obowiązki, do których zostali zaprzysiężeni i pozostawić rycerską brać samym sobie? Zygfryd z ulgą mógł przyjąć brak potwierdzenia słów poganki o rzekomym morderstwie poczynionym na jej rodzinie, jakiego mieli się dopuścić jego bracia broni. Nic nie wskazywało, aby Svajone mówiła prawdę, choć nastawało także pytanie - czy była kłamstwa świadoma. Wszak niewieści rozum mógł doznać krzywdy wraz ze śmiercią jej dzieci i podnieść niesłuszne oskarżenie przeciw niewinnym. Tylko czy to ją rozgrzeszało? Zygfrydowi towarzyszył rycerz z rodu Leiningen, który przede dniami wrażał swoją naiwną wiarę w dobrowolne poddanie się pogan w obliczu Bożej łaski. Młody von Rohrbach mógł zobaczyć w nim zaprzeczenie pesymistycznego podejścia Deotheriego. Delikatnolicy mężczyzna, jaki pewnie nigdy broni do walki nie uniósł, wciąż miał spojrzenie pełne młodzieńczej pasji i optymizmu. Mimo że nie w smak było Zygfrydowi spojrzenie dowódcy, to nawet według niego Reimund von Leiningen cechował się niezdrową ufnością... albo wręcz naiwnością. Ale jak długo przetrwa ta naiwność? Monolog Reimunda został przerwany bez ostrzeżenia, gdy zza gęstych krzewów porastających dróżkę w kierunku do środka lasu, doszedł ich odgłos łamanych gałązek i kruszonych liści poprzez ciężar, jaki powodował biegnący... ...jeden z braci przeprowadzających zwiad, który kierowany jakimś obłędem wypadł spomiędzy krat roślinności raniąc twarz i dłonie o gałęzie. - DIABEŁ! DIABEŁ! BOŻE CHROŃ! JEZUSIE NAZARETAŃSKI! LITOŚCI! Krzyczący mężczyzna pozbawion był jakiejkolwiek broni, a świeża krew oblepiająca mu policzek, skrzyła się także plamami na poszarpanej niby pazurami zwiadowczemu skórzanemu pancerzowi. Nie zważał na obecność rycerzy, jakby ich nie zauważając. Z całej człowieczej siły próbował stanąć na nogach, ale jedynie opadł na ściółkę, drapiąc ją desperacko paznokciami. Chcąc biec dalej, w kierunku obozu.
  12. Doc Sira czeka, aż ten cholernk wróci, pff. Doc GreKa jutro pewnie skończymy. Na Wisienki czekam jeszcze, ale tak to zostaje mi posty pisać. I nie ruszać się mocno z domu, dla pewności. Się obudzę. Se wam popiszę. Za x godzin. I tym razem nie stracę pisaniny przez nieuwage w klikaniu...
  13. Wind, wind! Thou art sad, art thou kind? Wind, wind, unhappy! Thou art blind, yet still thou wanderest the lily-seed to find. ~William Morris
  14. Zita Taube Niespodziewany głos bezwstydnie odzianej kobiety sprawił, że serce Zity zapomniało kilku uderzeń. W pierwszym momencie młoda służka chciała się wycofać, jako i nieznajoma jej próbowała wyperswadować. Po co w końcu sprawiać problemy narażając się na nie samemu? Przecież wystarczyło odejść... lub od razu szukać najlepszego miejsca do spania na ulicy. - Nie przyszłam sprawiać kłopotów... - odparła w stronę kobiety, której oblicza dostrzec nie mogła - ...kiedy sama chcę własne rozwiązać.
  15. Zita Taube Zita jedynie przez krótką chwilę patrzyła za odchodzącą Hertą, ukrywając niechęć, jaką obdarzała kobietę oraz złość, której okazać oczywiście nie mogła... jak i to zawsze było. Klucznica mogła wyładować na służących frustrację, mogła okazywać pogardę, ale "przybłęda" nie miała szans na taki zaszczyt. Ona miała przywilej jedynie do dachu nad głową i tego, co państwo pozostawili na stole po posiłku, za cenę służby. I milczącej zgody na traktowanie jej ze wzgardą z powodu pochodzenia. Nikogo wszak nie obchodziło, że Zita nie prosiła o zabranie jej do Wiednia. Wyboru dokonano za nią. Zrealizowała jednak część zamysłu. Mogła wyjść sama na miasto, mieć czas na wykonanie zadania, jakie postawiła przed nią Valeria. Widziała jednakże, że łatwe to do realizacji nie będzie, szczególnie biorąc pod uwagę potrzebę zachowania tajemnicy tego działania. Na dodatek wybieg, dzięki któremu udało się otrzymać pozwolenie na opuszczenie posiadłości, również będzie trzeba brać pod uwagę. Herta nie zapomni, a trzeba mieć na uwadze możliwość niepowodzenia zamiaru Valerii, co pozostawi Zitę w nieciekawej sytuacji, zdaną na wątpliwą łaskę humoru przełożonej. A w taką łaskę ciężko było uwierzyć. Jeszcze przed powrotem swojej młodszej siostry, Zita zabrała się za przygotowania do wyjścia na miasto. Mała była czasem niemożliwa i fakt, że jeszcze nie stanęła przed Heinrichem oferując mu Zitę na żonę, zadziwiał starszą z sióstr. Z drugiej strony ten dzieciak miał swój rozum i nie sabotowałby siostry, choć fakt, iż raz przyznała jej się (jakie to było bez sensu!) do słabości jaką żywi do jedynego syna Aldrica, potrafił jej wypalić w twarz. Agnes rozumiała problem sytuacji, chociażby widząc nerwowość Zity, a ta wątpiła, aby dziewczynka nie widziała bonusów jakie spływają na nie z łaski okazywanej przez Valerię swojej służce. Zita miała też wrażenie, że mała poniechała prób nagabywania siostry o partnera w aktualnej, nerwowej sytuacji. Niemniej Zita mogła spokojnie się przygotować, przegryzając w trakcie kawałek chleba i mizerny ochłap kiełbasy, zostawiając resztę na powrót Agnes, gdy dzieciaka nie zasyci to, co sama porwie z kuchni (ona chyba była ciągle głodna!). Srebrny wisiorek skryła w doszytej na tą okazję ciasnej kieszonce dłuższego płaszczyka, jakiego szarawy materiał bynajmniej nie chronił przed zimnem (ani nie był w stanie przegrzać w nocnej atmosferze wiosny), a jedynie przed podmuchami wiatru... choć to mizerne ubranie bardziej nadawało się jako zakrycie tego noszonego w momentach wolności od służby. Czyli bardzo rzadko, jedynie w sytuacjach równie częstych jak i ta. Nim założyła to okrycie wierzchnie, przepasała się pasem materiału zwykle służącym za szal, ale nim zrobiła pierwszy krok za drzwi pomieszczenia służebnego jaki z siostrą zajmowały (czy może konkretniej - schowka na służbę)... zawahała się. Jej wzrok spoczął na niewielkim drewnianym krzyżyku, który spoglądał na nią martwym, zimnym wzrokiem. Choć nosiła w ukryciu drogocenniejszy niż ten, zawiesiła na szyi rzemyk z drewnianym wyobrażeniem świętości i wyszeptała kilka słów, jakie skierowała do Boga, błagając o wsparcie. Jako i została nauczona. Dopiero po tym małym geście, co do którego skutku pewności mieć nie mogła, była gotowa zapuścić się w miasto, jakie zaczynało pławić się w mroku, który zakryje ją, jako i będzie mógł ją wspomóc w razie czego szal. Co zaś Herty i jej domysłów się tyczy... Schadzki...? Zupełnie jakby Zita miała siły po całym dniu pracy myśleć o spotkaniach z mężczyznami na mieście, o zawiązywaniu chociaż przelotnych znajomości, nie mówiąc o romansach! Nawet, gdy udało jej się otrzymać wychodne, wolała inne rzeczy robić niż szukać sobie kochanków...