Vrai

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    8536
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Vrai

  • Ranga
    Zguba uniwersów wymyślonych

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

8946 wyświetleń profilu
  1. mgbg

    Wybywam na dwa dni w podróż służbową. Odpiszę Wam w środę niechybnie
  2. mgbg

    Tak, jak w temacie. Pula tam jest aktualna - uzupełniłem ją dzisiaj o punkt, który dostaliście na początku sesji, a poza tym od czerwca tam się nic nie ruszyło @NiBl: i w sumie podpowiedź ^^ Rozumiem, że Twoje pytania dążą do tego, że chcesz dowiedzieć się, kim jest autor masek? Pomyśl jak policjant: czy to jest informacja, która pozwoli Ci działać? Da Ci coś nowego? Nowy kierunek? Maski owiane są legendą, kurator może nie wiedzieć, kim jest autor, a może też wiedzieć: i Cię do niego skieruje. A czy autor jeszcze żyje? Nikt nie mówił, kiedy powstały. Czy autor może dać informacje, które dalej Was popchną? To bardzo iluzoryczny trop. Zastanów się, może warto pociągnąć to w bardziej pewnym kierunku - może kurator może powiedzieć, skąd maski trafiły do galerii? Może czy mają jakąś moc? Pójść krokiem - co mi się przyda najbardziej?
  3. mgbg

    When you try to destroy Nokia 3310, roll + Danger
  4. mgbg

    Myślę, że możemy pomyśleć o jakimś custom move
  5. - Dam ci znać, na kiedy mi się udało was umówić - przytaknęła Sawa. Nie była entuzjastyczna, ale też nie była zła czy smutna. Raczej... Zmęczona? To słowo było chyba najbliższe temu, co mogłoby oddawać jej stan. A potem się uśmiechnęła, choć słabo. - Chodź. Poszli na górę, gdzie Sawa poprosiła syna, żeby chwilę zaczekał przed drzwiami sypialni. Po chwili wróciła i wręczyła mu telefon. - Powinien dać radę. Niezależnie, w co się wpakujesz. Obejrzał uważnie aparat. Miał niewielki wyświetlacz, geometryczny kształt i... przyciski. Pewnie brakowało mu wielu opcji, które miały współczesne smartfony. Ale pewnie dało się z niego dzwonić. Cóż, Wars na pewno poradzi sobie z nim przez parę dni. *** - Legenda? - Kurator uśmiechnął się spod swoich okularów. Och, jakże spodobało mu się to słowo. Chyba zamknął oczy i napawał się nim przez chwilę. Potem skierował spojrzenie na Wiktorię. - Zapłacisz? Hm, a czemu tak ci zależy? - Mam pomysł na zdjęcia. Na zetknięcie świata magii z naszą codziennością. Pan Argentum uśmiechnął się i przytaknął. - Wystawa trwa jeszcze przez tydzień... Wiktoria opuściła głowę. Wyglądała na smutną. - Ale jeśli to do zdjęć i za jakąś drobną opłatą... Myślę, że możemy je wypożyczyć nawet dzisiaj po zamknięciu, jeśli wrócą do wtorku. W szczytnym celu. I przy zdjęciach poda panienka, że ma je pani dzięki mojej uprzejmości. - Nie mogłabym inaczej! To wynika z etyki! - zaznaczyła z emfazą. - A dzięki temu legenda zostanie utrwalona. - Właśnie, wróćmy na moment do tegoż zagadnienia. Na pewno ktoś zrobił. Ale co, jeśli nie w tym świecie? Co, jeśli osoba, która je tu przyniosła, wróciła do świata magów? Co jeśli... - Przyłożył palec wskazujący do ust. - Obiecałem zachowanie tajemnicy? Czymże jest sztuka bez tajemnicy? *** Goryl nie próbował uciekać. Jeszcze nie? A może w ogóle nie miał takiego planu? Po prostu stał przed Jurkiem i patrzył mu głęboko w oczy. Na słowa Spektry zareagował ruchem głowy. Niezbornym, ciężkim. Początkowo pokręcił w prawo, w le... Zatrzymał się w pół. Skierował brodę w dół. Trochę w górę. Rozumiał?
  6. No cóż, Emily, za kwiatek wpięty we włosy twojej koleżanki z klasy nie wyrzucili dzisiaj z lekcji, więc to może jednak być jakiś wyznacznik tego, co wolno. - To zabawne, że użyłaś porównania z wojskiem. Wiesz, że mundurki w swej tradycji i wykonaniu nawiązują do ery Meiji i drugiej wojny światowej? Pokazują naszą przeszłość, przywiązanie do narodu i zacność osoby, która go nosi. - Ciotka mówiła na około, unikając prostej odpowiedzi, której Emily prawdopodobnie nie chciała usłyszeć. Ale jednak dość wyraźnie pokazywała swój punkt widzenia: unifikacja przez ubranie nie jest niczym złym. Tak więc lepiej: jak w wojsku. Z jej punktu widzenia. Ale znowu - przecież była dziewczyna z kwiatkiem we włosach. Gdzieś tam na korytarzach mignęły też nieco skrócone spódniczki. - Jeśli ludzie robią coś takiego cały czas... - Nawiązała znowu, wyraźnie zniesmaczona tym przykładem, do wątku z gumą do żucia. - To znaczy, że nie szanują siebie nawzajem, swojej kultury i otoczenia, w którym żyją wspólnie. - Znowu upiła łyk herbaty. Emily zdążyła zauważyć, że robi to, gdy zbiera słowa. - Nie przyklejasz sobie gumy do żucia do ubrania, prawda? Ani nie przyklejasz sobie gumy do żucia do czoła? Trudno było powiedzieć, skąd ta hiperbola. I czy jest ona poważna, czy może żartobliwa, żeby trafić do nastolatki. - To czemu robić to w miejscu, z którego korzystasz ty i inni? Co więcej, nie przyklejasz sobie gumy do żucia, przez przypadek, na podłogę w mieszkaniu. To czemu w parku? Chyba że przyklejasz ją przez przypadek na podłogę? - Omiotła wzrokiem pomieszczenie, jakby już próbowała znaleźć jakiś ślad.
  7. Edytowałem posta. Deklaracja się przez to nie zmieniła, ale opisy tak
  8. mgbg

    Tu był Ale to wiedza dla Was, nie dla postaci.
  9. Wszystkie pytania zadane przez Kurta, wszystkie wątki podjęte w tej rozmowie, wszystkie słowa i zdania zniknęły w przeszłości, choć może nie było to najtrafniejsze określenie. Bo przeszłość była teraz. Ciemność, budynek, trup. Powoli próbował wpasować ten obrazek w większą całość. W jego głowie trwał pożar, a ciało tylko siedziało przy stoliku. Musiał mieć szerzej otworzone oczy, lekko rozchylone usta i dłoń nieruchomo leżącą na blacie. Jak figura woskowa, zatopiona gdzieś w niedookreślonym czasie. To musiało już być po pierwszym Dniu Ciemności. Kurt był młodszy, ale nie na tyle młody, by działo się to przed pamiętnym 1979, ciemność w tej wizji była nocą, ale jednak nocą inną, bo noce po siedemdziesiątym dziewiątym już zawsze były inne, a do tego te ślady, które mogły świadczyć o Paradoksie. To było czasy, gdy działo się tak wiele, świat stawał na głowie, a Sean zastanawiał się czy właśnie trafił na drugą stronę lustra, ale w czas... Ale chwila, był tam, a przecież w ogóle nie powinno go tam być. Może już żył, ale miał zdecydowanie mniej lat. Na tyle mało, że nie mógłby pamiętać, nawet gdyby tam był. Jakieś zapomniane wspomnienie czy wizja? Ale tak po prostu nie byłby w stanie użyć sfery Czasu. Ot, tak po prostu, nawet bez pstryknięcia palcami, bez zrozumienia. A przecież zrozumienie było wszystkim, czego potrzebował. Spojrzał za ladę, gdzie nie było teraz barmana. Cóż Kurt mu dał? Właściwie po co mag tu przyszedł? Porozmawiać? Zadać jakieś pytanie? Czy może... W tej karteczce kryła się odpowiedź, cel wizyty Kurta? Czy on też przyszedł tu na polowanie, czy na tego człowieka, na niechętnego barmana trzeba było zapolować, a może przekazać informację, by móc dotrzeć do prawdziwego celu? Cóż za gra się tu toczyła? Niby bez udziału Seana, ale skoro tu był, skoro to wszystko widział, to stał się przynajmniej jej biernym obserwatorem. Ale czy w ogóle powinien się nią interesować? Och, powinien, Sean zawsze wtykał nos w nieswoje sprawy. Ale tym razem miał swoją sprawę, która musiała wygrać ze sprawą nieswoją. Prosta kalkulacja, choć przykryta szybkimi uderzeniami serca, rozszerzonymi żyłami i nierównym oddechem. Pozostałością wizji albo jej konsekwencją. - Zapytam teraz o coś, choć może powinienem pytać mentora... - Inge "kurwa" Vernera. Ale tego nie powiedział. Może to by Kurta rozjuszyło, a może wręcz przeciwnie: pokazało mu, na ile Sean mu ufa. Ale to nie była kwestia zaufania ani układu mentor-uczeń. Rozchodziło się o to, że... - Ale on powiedziałby mi o zasadzie. Albo dał listę dziwnych rzeczy, które mogą się wydarzać. Tego, jak działa Magyia albo o znanych przykładach Paradoksu. A tu nie chodzi o zasadę... Wziął oddech i nachylił się bliżej przez blat. Przez moment czuł, że pochyla się do momentu, aż poczuje, że napiera klatką piersiową na sztylet trzymany przez Kurta. Ale to nie było teraz. Było wtedy. Teraz nie ma sztyletu. - Widziałem, jak razem z niską kobietą stoicie nad zmasakrowanymi zwłokami. To było w Bostonie. Ona wspominała coś o rytuale. Miałeś sztylet. I... "Zabijam ciebie w sobie". Tak powiedziałeś. Przez moment zastanawiał się, czy powinien to jakoś spuentować. Dla jasności konwersacji. "Czy wiesz, o co chodzi?" "Czy to naprawdę miało miejsce?" "Nic nie rozumiem, czy możesz spróbować to jakoś wytłumaczyć według swojej najlepszej wiedzy?" Ale czuł, że ostatnie słowa wybrzmiewają w barze tak gęsto, że mówią wszystko. Też to, czego Sean nie umiałby ująć swoimi słowami. Że poczuł się bardzo, bardzo zagubiony.
  10. - To ciekawe, że panienka o to pyta. - Mężczyzna poprawił okulary. Tak, żeby lepiej leżały na nosie. Wydawał się patrzeć na Anię, ale trudno było powiedzieć cokolwiek rozstrzygającego w tej sytuacji. - To raczej element, który przyciąga uwagę, ale ludzie nie zadają pytań. Użycie słowa panienko było dość specyficzne, jednak dobrze wpasowywało się w staromodne maniery tego człowieka i nie nosiło żadnych śladów pretensjonalności. - Och, pytania to ważna rzecz. - Ania poczuła, jak Wiktoria oplata ją ramieniem i przyciąga do siebie. Jakby były najlepszymi kumpelami. Uśmiechała się do kuratora i było to nawet słychać jej w głosie. - Jak takie artystki jak my mają zdobywać wiedzę i się uczyć bez zadawania pytań? Bo jesteśmy artystkami, wie pan? - O. To było bardzo specyficzne "o" i trudno było jednoznacznie stwierdzić, co oznacza. Czy szczerze zdumienie, czy może protekcjonalne zainteresowanie. - A w jakiejś to dziedzinie? - Sztuka wizualna. Pan Argentum pokręcił dłonią na lasce i skrzywił się lekko. - To znaczy? - Głównie fotografujemy. Ale czasem zdarza się malować albo rzeźbić. Wszystko to, gdzie można ubrać świat w nowe kształty. To nie musiała być prawda, w sumie Ania nigdy nie słyszała, żeby Wiktoria malowała czy rzeźbiła. Albo kłamała, albo miała jakąś nieznaną stronę. - Sama historia stojąca za maskami magów jest całkiem ciekawa. Podobno dawno, dawno istnieli potężni magowie. Tak potężni, że mogli swoimi mocami kształtować świat. Nosili sztandary niedźwiedzia, sowy, feniksa i szczura. Hm, maska Hamelna rzeczywiście miała jakiś taki szczurzy rys. - Byli tak potężni, że zwykli ludzie się ich bali. - To znaczy "mugole"? - Nie odniosę się do tego. - Och, Wiktoria popełniła błąd. Kurator ewidentnie gardził tego rodzaju poziomem kultury. - Trochę ich do tego porównuję... - Dziewczyna ściągnęła ramię z Ani. - Bo tak też czasem myślę, trochę ironicznie, mam nadzieję, że pan to dostrzega, o ludziach, którzy fascynują się popularną papką serwowaną w mediach i najbardziej oczywistych stronach internetu, a są głusi i ślepi na dzieła sztuki, które do nas mówią. - Ach, rozumiem. Rzeczywiście, ironiczne - przytaknął z uznaniem, chyba kupując tę argumentację. - I ci zwykli ludzie tak się ich bali, że aż ich zabili. Spalili na stosie, powiesieli, zamknęli w wieżach, gdzie ci umarli z głodu. Podobno wtedy pozostali magowie uciekli do innego świata. I te maski... Zawiesił głos i lekko opuścił głowę. - Podobno komuś udało dostać się do innego świata i je przynieść do nas. Zostały zrobione na cześć poległych magów. - Chcę je wypożyczyć! Zapłacę! - Jakiś błysk pojawił się w oku Wiktorii. Wyprostowała się, przyjmując pozę dumnej kontrahentki. A Ania nie mogła nie zauważyć, że kurator zupełnie pominął kwestię brakującej maski. I pewnie łatwo z tej pozycji nie zejdzie. *** - Cześć... synu... - Zdążyli wybąkać rodzice, ale mówili tak naprawdę do wiatru pozostawionego przez wybiegającego Karola. Chociaż Jurek miał na tyle uprzejmości, choć trochę zaskoczony nagłym pojawieniem się i... podekscytowaniem? kumpla, żeby skinąć głową i wymamrotać podziękowanie i do widzenia. Szybko wbiegli do pokoju Karola, gdzie ten zaczął zbierać jakieś odczynniki i wyrysowywać słowa na podłodze. Pośpiesznie wyjaśnił Jurkowi, o co właściwie chodzi i co się dzieje, potem sypnął jakiś proszkiem, który zetknął się z kołem narysowanym kredą, przez co do góry wystrzeliły złociste promienie. Szarpnął partnera ze sobą, mig, błysk, o co chodzi... I znajdowali się w bazie. Cóż, Jurek miał wszelkie podstawy, by nienawidzić portali. W przeciwieństwie do Karola. - I patrz, bo teraz zaczyna się zabawa. *** Bernard Szapotuł był szeregowym członkiem AEGIS. Nawet nie zasłużył jeszcze na rangę agenta, przez co miał wszelkie podstawy, by czuć się raczej kimś, kim się pomiata, kto nie dorósł nawet do wykonawczego stanowiska. Dawało to o sobie znać i tego wczesnego wieczoru. Spacerował ze swoimi pistoletem energetycznym między klatkami i przyglądał się inwentarzowi. Jego zadanie było proste. Sprawdzać, czy nikt niepożądany nie pałęta się po zoo i nie próbuje zatrzeć śladów. A jako że koncentracja człowieka rozkłada się jak sinusoida, miał chwilę dołka. Zwierzęta wyglądały tak samo, nikt podejrzany nie rysował się na horyzoncie, no bajka. Tylko że czuł się bardziej jak ochroniarz na umowie o dzieło przy strzeżeniu parkingu niż członek elitarnej formacji. Do momentu, w którym coś się stało. Przez moment myślał, że może mózg mu pierdnął. Kątem oka dostrzegł jakiś złoty błysk i odwrócił się w bok. Stał przed dużą klatką. Pustą. Zastanawiał się, czy ona cały czas była pusta, czy może jakieś zwierzę powinno w niej być. Stwierdził, że cóż, nie jego sprawa. Było zwierzę, nie było zwierzęcia, jak różnica. Mogło mu się też coś przewidzieć. Skąd miał wiedzieć, że gdzieś tam w górze jest superbohaterka, która jeszcze przed chwilą siedziała w głowie goryla, pokazując to, co widział, swojemu koledze w drużynie, który odprawiał teleportację? Co sprawiło, że w szybkim mignięciu blasku zwierzę przeniosło się parę ulic dalej? *** - Yhm - przyznała Sawa. Skinęła głową i przez moment milczała. Zbierała myśli, wybierała słowa, ale Piotr znał ją na tyle, żeby wiedzieć, że podjęła już swoją decyzję. I była to decyzja zgodna z tym, co chciał zrobić. Warto było jedynie się zastanowić nad tym, czy sytuacja zasługiwała na otwarcie szampana: zaraz zdobędzie kontakt do AEGIS, zawiązania sojuszu zamiast podejrzliwych podchodów, ale za to wszystko zapłacił tym, że był świadkiem dziwnej sceny pomiędzy nim a mamą, co mogło jeszcze kiedyś wybrzmieć, ale też sam powiedział parę słów... - Tak myślę. Zastanawiam się... Bo ty najlepiej znasz tę sytuację. - Znowu "ty". Nie "wy"-drużyna, ale "ty". - Czy lepiej umówić was z Radosławem Bardem, jednym z koordynatorów w dość elitarnej drużynie AEGIS, który będzie miał rozeznanie operacyjne i swoje przeszedł w różnych bojach, czy może z Hermanem Hasz'aszynem, który jest tam doktorem i badaczem i pewnie ma sporą wiedzę o obiektach i tym, co się może dziać z nadnaturalnymi bytami? *** Goryl chyba przez trzy minuty był oszołomiony teleportacją. Potem zaczął się poruszać, dzięki czemu i Jurek, i Karol mogli odetchnąć z ulgą. Ruszył do przodu, jakby brał rozpęd - co było niemożliwe w tak ograniczonej przestrzeni - ale zobaczył Jurka i zatrzymał się na chwilę. Zatoczył się lekko w bok. Czy go czymś naszprycowali, czy to był efekt magii? Jurek wiedział, że pierwsza teleportacja może być nieprzyjemna, trudno też powiedzieć, jak może znosić ją goryl. A po krótkiej chwili pojawiła się w bazie Spektra, w końcu nie było daleko z zoo do bazy, a przy umiejętności latania - a może nawet Spektra wykorzystała swój as w rękawie? - to w ogóle pikuś. I teraz w trójkę musieli podjąć decyzję, co zrobić z gorylem w piwnicy.
  11. Nieobecność do odwołania, tj. usuniecia technicznej usterki uniemozliwiajacej swobodne pisanie
  12. mgbg

    I tyle było z pisania w pociągu. Padł mi komp albo zasilacz. Nie wiem...
  13. mgbg

    Doktorat zacząłeś?! Gdzie?! Ja dziś jestem w pociągu, ale zassam sobie posty na kompa i postaram się pisać w drodze @AquamanTylko proszę o info, co zrobi Jurek Jeśli idzie, to idzie, jeśli nie, to co planuje robić. @Thorongil Już rozumiem, czemu podręcznik wpisuje "rozdziel ich" jako hard move ;D
  14. To proste, gracz to kot, który dosypuje chrupek, które są metaforą super rzeczy w postach, który MG nie ma już siły czytać, bo za dużo dobroci i dlatego się krzywi jako dziecko.