Lomion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1199
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Lomion

  • Ranga
    Podróżnik krain wyobraźni
  • Urodziny 12.10.1978

Previous Fields

  • Systemy RPG WoD, Cyberpunk

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

3727 wyświetleń profilu
  1. Ech, brak możliwości pisania w pracy ma jednak pewne wady Oto link do znalezionego przeze mnie skrótu podręcznika - pochodzi z oficjalnej strony Shadowruna, więc jeśli ktoś nie ma pełnego podręcznika to może legalnie skorzystać z tej wersji. Zawiera niemal wszystkie zasady potrzebne do stworzenia postaci, plus trochę fluffu aby wczuć się w klimat. Ja to opiszę trochę szerzej, z zastrzeżeniem że wszystko to może zależeć od wizji MG. W dużym skrócie, Shadowrun nie jest typowym cyberpunkiem, ale klimatem przypomina fantasy. Są tam elfy, orkowie, magia, smoki, potwory i w zasadzie brakuje jedynie podziemi, choć i to nie zawsze Mechanika także jest ustawiona trochę bardziej heroicznie - dzięki istnieniu magii leczniczej, nie musisz martwić się że przypadkowy postrzał pośle cię w kilkumiesięczną śpiączkę i wyeliminuje z przygody. Samo istnienie magii jako takiej sprawia że nie liczy się tylko i wyłącznie Chrom, bo nie czyni automatycznie lepszym od innych ludzi, i nie tu typowej walki o nieprzekroczenie granicy między człowiekiem a maszyną. Poza tym, sama nazwa Shadowrun oznacza, że nie chodzi o to aby być wyróżniającym się z tłumu cyborgiem. Zamiast tego jest rasizm, o którym sporo jest powyżej, i to w wielu odmianach - bo Orkowie to też ludzie, i warto o tym pamiętać. Szczególnie gdy grozi ci że jeden z tych Orków nakopie ci do dupy za to że o tym zapomniałeś Wreszcie, w Shadowrunie są Smoki Pełniące w tym świecie bardzo ważną rolę i piastujący takie funkcje jak Prezydent Zjednoczonych Stanów Ameryki i Kanady, czy CEO jednej z największych korporacji. Musisz zwrócić uwagę na jedną rzecz: w świecie Shadowruna ludzie praktycznie nie posiadają umiejętności prowadzenia pojazdów, bo samochody są całkowicie autonomiczne i prowadzą się same. Jeśli więc chcesz "po prostu umieć prowadzić samochód", to wystarczy że wydasz kilka punktów na taką umiejętność i sprawa załatwiona. Jeśli jednak chcesz umieć prowadzić samochód dobrze, to sprawa wykracza poza zwykłe umiejętności - potrzebujesz wtedy Konsoli Kontrolnej Riggera (RCC) która pozwala ci połączyć się z urządzeniem i sterować nim za pomocą swoich myśli. A to jest zabawka dająca dużo szersze możliwości niż tylko prowadzenie samochodu i żal byłoby z nich nie skorzystać. Tym bardziej, że tworząc postać musisz pewną pulę punktów przeznaczyć na pieniądze, za które kupujesz wyposażenie, a Konsola Riggera, samochód itp to rzeczy dość drogie. Kupując je, będziesz po prostu albo miał niższe współczynniki, albo mniej środków na zakup broni, wszczepów itp. Napomnę jeszcze o tym że pojęcie "fajter" jest w Shadowrunie dość szerokie, bo wlicza się w niego zarówno Uliczny Samuraj, polegający na swoim wyposażeniu, wszczepach i sile mięśni (patrz punkt i koszcie wyposażenia powyżej), jak i Adept - korzystający z magicznych mocy wzmacniających potencjał jego ciała (z tego powodu nastawiony głównie na walkę wręcz) oraz mistyczny adept (wojownik korzystający zarówno z mocy adepta, jak i z magii), z których każdy jest osobną koncepcją na postać. Tak więc stwierdzenie "zrobię sobie fightera" jest przynajmniej wieloznaczne A oprócz wyżej wymienionych fighterów i riggera, do wyboru są jeszcze magowie oraz Decker/Technomanta, czyli odpowiednik dzisiejszego hackera. Zdecydowanie jest w czym wybierać
  2. Jakbym miał do czegoś porównywać, to bym powiedział że różnice są na podobnym poziomie co między AD&D a D&D5
  3. Johny - Spokojnie... Nigdzie nie wychodzimy... - nie to żebyśmy mieli wybór, przeszło mu przez myśl gdy starał się uspokoić pielęgniarkę - pomóż opatrzyć naszego kolegę a potem spokojnie nam wyjaśnisz co trzeba wyjąć i dlaczego - oraz o jakiej kobiecie i o kim z Doom mówisz, dodał w myślach do siebie. Chociaż, to mogła wiedzieć akurat Susan. Teraz najważniejsze było aby ją jakoś wyrwać z tego katatonicznego stanu i zająć czymś konstruktywnym. - Chodź... Pomogę ci wstać.... - wyciągnął ręce w kierunku kobiety, uważnie obserwują trzymaną w ręku strzykawkę. Nie wiedział co jest w środku, ale zdecydowania miał już dość zastrzyków.
  4. - Naprawdę? - odpowiedziała wyraźnie rozbawiona jego komentarzem o "innych opcjach" - i pewnie nigdy też nie musiałeś dotychczas wybierać, czy wolisz być korporacyjną marionetką bezwzględnie wykonującą zlecenia, czy też móc samodzielnie decydować czy nie zrezygnować z niego by zachować coś dla siebie? - nie ulegało wątpliwości że ma na myśli dysk. I decyzję Maxa aby nie przekazywać go Jonesowi. - Niemniej, nie to jest najważniejsze - kontynuowała poważniejszym tonem, przechodząc do meritum - jak powiedziałam wcześniej, nie musisz martwić się konsekwencjami nie wywiązania się z zadania. Żadne głowy nie polecą. Nie będzie żadnych konsekwencji. Załatwię to z Marcusem. Z Triadą też, jeśli będzie trzeba. To jest, o ile uda się faktycznie odszyfrować ten dysk, co wcale nie musi być takie proste. Znam tylko jedną osobę która może - i to naprawdę nie jest słowo na wyrost - może posiadać do niego algorytm.... On może nawet nie chcieć się z wami spotkać. Ale a drugiej strony, jeśli coś miałoby go przekonać, to tylko to że Vincent także by tego chciał, a po tylu latach od jego śmierci to naprawdę dobry czas by zwrócić jego muzykę światu... - milczała przez chwilę, pogrążona we wspomnieniach - jeśli zostawicie mi jakiś kontakt do siebie, to będę w stanie poprosić go by się z wami skontaktował. Przykro mi że nie mogę zrobić nic więcej, bo gdybym nie zgubiła swojej kopii algorytmu, odszyfrowałabym go tu i teraz.
  5. Walki gangów zazwyczaj przebiegały według schematu, w którym jeden z uczestników wyciągał kastet, aby zwiększyć swoje szanse. W odpowiedzi na to jeden z jego przeciwników wyciągał nóż, aby te szanse wyrównać. To z kolei powodowało że ktoś inny wyciągał pistolet, ktoś odpowiadał na to wyciągając broń maszynową i kręciło się to w ten sposób do czasu gdy ktoś z obecnych sięgnął po największą znajdującą się pod ręką giwerę. Tym razem też tak było i choć skala póki co była mocno ograniczona, to po pasywnych zabawkach w stylu motocykla czy maskowania nadszedł czas na zabawki aktywne, czyli pistolety. Max sięgnął po broń pierwszy, ale jego przeciwnik długo nie pozostał mu dłużny i także sięgnął po broń. Swoje pierwsze strzały oddał co prawda na ślepo, wciąż jeszcze łapiąc oddech po założonym przez Maxa chwycie, ale i to wystarczyło by obudził w Maxie instynkty mówiący by nie stać nieruchomo na otwartej przestrzeni, gdzie można łatwo stać się celem. Nie pamiętał, czy załadował pistolet pociskami standardowymi czy eksplodującymi, ale nie miał teraz czasu tego sprawdzać - dał nura za samochód na chwilę przed tym jak obie obserwujące ich walkę strony sięgnęły po broń i rozpoczęły kanonadę. Nie trwała ona długo, gdyż jego przeciwnik po solowym starciu najwyraźniej stracił chęć do walki, Hieny zaś były rządne krwi. Żaden z jego ludzi nie został ranny, podczas gdy po drugiej stronie dostrzegł przynajmniej trzy rany postrzałowe. Nie był w stanie określić jak poważne, poza tym że z pewnością nie były śmiertelne, napewno jednak sprawiały że ogień jakim odpowiadali motocykliści był mniej intensywny i bardziej niecelny. Drugą cechą walk gangów było to, że to kto będzie w nich górą robiło się oczywiste na długo przed ich końcem. Tym bardziej że gangsterzy nie należeli do typów gotowych walczyć do upadłego i gdy wiadomo było że dalsza walka nie ma sensu, po prostu dawali dyla. I wbrew obiegowej opinii ulicznych twardzieli, byli w tym równie dobrzy co w tłuczeniu tych, przed którymi uciekać nie musieli. I tak też stało się tym razem: widząc że jego ludzie nie mają szans na przepędzenie napastników, ich szef zarządził odwrót, wsiadając na motocykl i kładąc ogień zaporowy z przypasanego do niego M23. Chwilę później cały gang, wliczając w to rannych oddalał się od miejsca strzelaniny wciąż jeszcze dla pewności ostrzeliwując się. Na miejscu zostało jedynie kilka motocyklów, uszkodzonych lub należących do rannych którzy nie byli w stanie samodzielnie na nich jechać.
  6. Takie głupie pytanie, a jak z terminem rekrutacji? Bo muszę wiedzieć ile mam czasu do myślenia nad konceptem
  7. Jest prostsza, jak się posiada Rite od talisman dedication - który w zasadzie Bob mógłby mieć, jeśli nie ma żadnych przeszkód fabularnych o których nie wiemy. Na upartego mógłby nawet zadedykować nasze ubrania, żebyśmy nie mieli tego problemu w przyszłości A co do Avków to jak dla mnie całkowicie wystarczy korygowanie się we Wrzaskach i Krzykach niż męczenie się z photoshopem. No chyba że to łatwizna i pięć minut roboty, bo się nie znam
  8. - Dlaczego? - Alyssa uśmiechnęła się, a Max w tym czasie wstał aby wyjrzeć za okno. Niestety dla niego, pokój nagrań znajdował się przy frontowej ścianie budynku, nad głównym wejściem. Balkon na tyłach domu i miejsce gdzie dostrzegł tajemniczą kobietę znajdował się w zupełnie innej części, prawdopodobnie służącej prywatnym celom - nie jestem aktywna astralnie, więc mi to nie przeszkadza. A przy okazji skutecznie odstrasza ewentualnych prześladowców. Ale zaczynając od najbardziej konstruktywnej części, to wcale nie chcę abyś mnie uszczęśliwiał, wręcz przeciwnie. Wspomniałeś o Jonesie i o tym że przyjąłeś od niego zlecenie. Jeśli więc przewidujesz jakieś kłopoty będące konsekwencją tego że go nie wykonasz, to ja będę mogła pomóc tobie, nie na odwrót. Oczywiście jeśli chcesz. - Zaś co do tego co jest na płycie, to obawiam się że odpowiedź będzie wyjątkowo mało spektakularna - kontynuowała bardziej poważnym tonem - Działa, ponieważ jest o tobie. Vincent, ja, i pozostali nie nagrywaliśmy naszej muzyki siedząc w wygodnych korporacyjnych apartamentach, dostarczając jedynie twarz widniejącą na opakowaniu syntetycznej zawartości, wspomaganej kosztownym napędzającym sprzedaż marketingiem. Zaczynaliśmy na ulicach i śpiewaliśmy o tym, czego sami pragnęliśmy. I czego, jak się okazało, pragnęły także miliony innych, żyjących wtedy na ulicach razem z nami. Byliśmy prawdziwi i autentyczni.... I ludzie odpowiadali na te cechy, bo znajdowali w sobie te same pragnienia. I ty, choć pochodzisz z czasów o dekady późniejszych, także je znajdujesz. I także odrzucasz sztywne, sztuczne zasady jakie korporacje chcą narzucić całemu światu.
  9. Jared Nareen Jared także stanął jak wryty, będąc całkowicie zaskoczony reakcją ukrytych w krzakach ludzi. Ostatecznie, niemal powtórzył gest Merveil, zwieszając ramiona i pochylając głowę w geście rezygnacji. Tyle trudu, deklaracji, argumentowania, przekonywania że nie mają złych zamiarów... i to wszystko na nic. Bo wielcy obrońcy, gotowi ryzykować życiem by chronić swoją swoją wioskę przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, przestraszyli się że bogowie zamienią ich w żaby. Może faktycznie nie należało przeceniać umiejętności zwykłych chłopów i podchodzić do nich w sposób mniej wyrafinowany? Z drugiej strony, pamiętał jak nieprzyjemnie się czuł gdy zbrojni przybywający do jego własnej wioski traktowali jego i innych miejscowych z wyższością. Bez powodu, wydawało mu się wtedy. Teraz już nie był pewien, ale chciał wierzyć że to co przed chwilą zobaczył to odosobniony przypadek. - Myślę że to nie o nich powinniśmy się martwić - powiedział po chwili milczenia, którą poświęcił aby dojść do siebie - ale o to, że raczej nie byli jedynymi myślącymi w ten sposób. Mogli być najbardziej zdeterminowani by zablokować drogę, ale podejrzewam że reszta wioski myśli podobnie - wioski, bądź co bądź, były małe. I wszyscy tam dobrze się znali.
  10. - Marcus... - uśmiechnęła się jakby do siebie, po czym zwróciła się już bezpośrednio do Maxa - To Marcus McMannon, postać dość dobrze znana w branży muzycznej. Jest wolnym strzelcem, zajmującym się głównie wyszukiwaniem nowych talentów na ulicach i ich promocją... - przez chwilę coś rozważała, zanim pociągnęła temat - Zazwyczaj wyszukiwanie informacji o Jonesie jest nieopłacalne, bo każdy średnio rozgarnięty Jones wie że możesz tego spróbować, więc zabezpiecza się i ukrywa to co mogłoby ci się nie spodobać. Ale w tym przypadku działa to na twoją korzyść - Marcus zazwyczaj zajmuje się innymi rzeczami, więc podejrzewam że jest tylko pośrednikiem, zakontraktowanym przez kogoś kto nie ma kontaktów na ulicy albo nie chce być powiązany ze sprawą. A to oznacza że z Marcusem będzie się można łatwiej dogadać niż z jego pracodawcą.... - na tej twarzy pojawił się przebiegły grymas - bo widzisz, nie znam Marcusa osobiście... on zajmuje się bądź co bądź nowymi twarzami w biznesie... Ale mam znajomych, którzy mają znajomych i wielu moich znajomych jest także jego znajomymi. A to daje spore szanse by przekonać go do mojego punktu widzenia. - uwadze Maxa nie uszło że punkt widzenia Alyssy wcale nie musi być zbieżny z jego własnym, ale póki co działało to i tak na jego korzyść. - Zdajesz się niedoceniać jak wiele kontaktów mam na ulicach - zmieniła temat, wracając do tego co Max powiedział wcześniej - ale pomyśl o tym że miałam naprawdę sporo czasu w swoim życiu by poznać ludzi których lojalność wykracza poza to co można kupić za pieniądze. Choć one oczywiście bardzo pomagają... - mówiła powoli, uśmiechając się i wyraźnie angażując emocjonalnie - I możliwe że nie zdajesz sobie sprawy jak dobrymi klientami jesteśmy dla Shadowrunnerów... Skandale, intrygi, plotki, skrywane romanse, kradzieże poufnych informacji... czasem po prostu zwykła demolka, opłacona przez zazdrosnego rywala.... Słowem wszystko to o czym możesz poczytać w brukowcach. Trudno było od ręki ocenić, czy mówi to bo pogrążyła się w nostalgii, czy też ukryta jest w tym jakaś puenta...
  11. Technika Maxa, choć mało widowiskowa przynosiła jednak pewne efekty. Jednym z nich było to, że oba gangi podniosły się z ziemi i usiadły po przeciwnych stronach ulicy, obserwując starcie. Kamuflaż utrudniał dostrzeżenie Maxa i zareagowanie w porę na wyprowadzane przez niego ciosu, ale nie gwarantował pełnej niewidzialności. Maxowi udało się kilkakrotnie wyprowadzić silne ciosy i bezpiecznie uskoczyć zanim przeciwnik zdołał odpowiedzieć, ale jego wysiłki nie robiły wielkiego wrażenia na przeciwniku. Z kolei założenie klamry nie było takie proste, bo szef motocyklistów wodził wzrokiem za niedoskonałościami kamuflażu i Max musiał kilkakrotnie odskoczyć do tyłu by uniknąć otrzymania ciosu. W końcu jednak zdecydował się zaryzykować - sam bądź co bądź także posiadał pancerz i pojedynczy cios nie miał prawa go powalić. Dodatkowo najpierw kopnął leżący na ziemi kawałek asfaltu by bardziej zdezorientować przeciwnika i ruszył do przodu, zaciskając chwyt na szyi motocyklisty zanim ten zdążył wyprowadzić cios. Poczuł uderzenie w okolicy nerek gdy przeciwnik trafił go jedyną wolną ręką, ale to nie wystarczyło aby zerwać chwyt. Poczuł drugi cios, wyprowadzony w to samo miejsce. Miał jednak wrażenie że przeciwnik słabnie, więc utrzymał chwyt. Kilka sekund później mięśnie motocyklisty rzeczywiście zwiotczały i osunął się na kolana, walcząc jeszcze o zachowanie przytomności. Max nie miał jednak czasu by doprowadzić plan do końca. Zbliżający się szybko ryk silnika zwrócił jego uwagę na motocykl, który jechał wprost na niego, zamierzając go staranować. Nie mając wyjścia odskoczył by przepuścić maszynę, zwalniając przy tym chwyt i uwalniając z uścisku szefa gangu. Ten opadł na czworaka, łapiąc oddech i nie myśląc chwilowo o kontynuowaniu walki.
  12. 3 punkty - Kira i Jedi Master 2 punkty - Deckard - skaza 1 punkt - Astaroth
  13. Jared Nareen - Zawsze możecie nas wezwać - odpowiedział, wdzięczny losowi że w pytaniu wieśniaków nie pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Głównie dlatego że sam nie do końca się orientował jak to wygląda. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, gotów był poświęcić zdobytą u Vandervena przysługę by zyskać ich zaufanie - A co do tego zła, czy możecie pokazać nam te zapiski? Jedna z moich towarzyszek także jest magiem i mogłaby ocenić co tam jest napisane - mówiąc to, cały czas powoli szedł w kierunku przewróconego pnia
  14. Jared Nareen Przysłuchując się prowadzonej przez Rodneya rozmowie chłopak szybko doszedł do wniosku że broń będzie tu zbędna. Ci ludzie nie mieli złych zamiarów, byli po prostu zdesperowani. Z jakiego powodu - nie wiedział, ale było oczywiste że bardziej potrzebna im jest pomoc niż demonstracja siły. Rodney najwyraźniej myślał podobnie, spokojnie tłumacząc ukrytym za krzakami ludziom co i jak. Tyle że ci ludzie byli najwyraźniej za bardzo przestraszeni ani im zaufać. Dlatego postanowił włączyć się do rozmowy i wystąpił naprzód. - Nie - odkrzyknął prostą odpowiedź o którą prosili - nie zamierzamy krzywdzić niewinnych ludzi, nieważne ile złota by nam za to oferowano i kto by to robił - zarzut wieśniaków trochę go oburzył, ale starał się to opanować i po chwili złagodził ton - Jeśli prace elfki naprawdę okażą się niebezpieczne, to nam łatwiej będzie to odkryć i przekonać ją o tym niż wam. I zapewne chętniej niż ona wysłuchamy waszych racji, czy opowieści o nietypowych wydarzeniach z ostatnich dni, nie odrzucając ich z miejsca jako zabobony. - Jared nie wiedział co dokładnie się stało, ale nietrudno było zgadnąć że wieśniakom nie szło dogadywanie się z elfką skoro uciekali się do takich metod - Uwierzcie proszę że nie mamy wobec was złych zamiarów i pozwólcie sobie pomóc. Nie jesteśmy żadnymi bohaterami, po prostu trochę częściej stykamy się z tym co dziwne i niebezpieczne. Ale jesteśmy takimi samymi ludźmi jak wy i pochodzimy z takich samych wiosek jak wasza . Ja na przykład pochodzę z Brevy, daleko na północy. I tak jak nie chciałbym by krewnym w mojej wiosce stała się jakakolwiek krzywda, tak nie zamierzam jej sprowadzić na was i wasze rodziny. - W trakcie swojego krótkiego przemówienia pojednawczo uniósł ręce do góry, a pod jego koniec zaczął powoli iść w stronę blokady. Liczył na to że nawet jeśli jego słowa nie przekonają ich całkowicie, to chociaż zrobią to na tyle by nikt nie zechciał do niego strzelać.
  15. - Jones? - zapytała wyraźnie zaskoczona, choć wcześniejszych słów Maxa słuchała z pobłażliwym uśmiechem. - Czy wiesz jak się nazywa? Albo jak wygląda? Nie można było ukryć że mężczyzna miał wcześniej wiele okazji by wyjawić ten fakt, ale Alyssa póki co nie sprawiała wrażenia jakby miała mu to za złe.