Lomion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1250
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Lomion

Previous Fields

  • Systemy RPG WoD, Cyberpunk

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

4802 wyświetleń profilu
  1. Rzeczy zaczęły się komplikować dokładnie wtedy, gdy sprawy z Nancy przybrały interesujący obrót i zdawały się zmierzać do szczęśliwego finału. Ale rzeczy mają zwyczaj się komplikować w takich właśnie chwilach. Podczerwien pozwoliła mu lepiej rozpoznać otoczenie, ale tajemniczy napastnik pozostawał poza jego polem ostrzału. Widział pozostający w rozkopanym rowie pojedynczy, ciepły kształt - niewątpliwie Karę, która - żywa lub martwa - była jeszcze ciepła. Jej kształt zlewał się z kształtem napastnika, który musiał wciąż przebywać w tej samej dziurze, gdyby bowiem z niej wyszedł Max pewnie by go zauważył. Nagle powietrze przeszył odgłos strzału. Brzmiał jak dźwięk ciężkiego karabinu, ale nie maszynowego - odgłos był pojedynczy, jakby pocisk został wystrzelony z karabinu snajperskiego albo podobnej broni. Max instynktownie przykucnął i skulił się za najbliższym nagrobkiem, oceniając że strzał dobiegł go z przodu, z kierunku w którym zmierzał. Przeszedł jednak na tyle dużej odległości, że nie mógł być przeznaczony dla niego, chyba że strzelec był kompletnie ślepy. Lepszym wytłumaczeniem było jednak, że celem była Casse, która przyglądając się otoczeniu z wysoko położonego miejsca stała się dobrym celem dla snajpera. Max nie mógł się jednak odwrócić i sprawdzić co się z nią stało nie spuszczając jednocześnie z oczu odkrytego grobu, w którym czaił się napastnik który powalił Karę. Musiał też wziąć pod uwagę że idąc ścieżką także stawał się łatwym celem dla snajpera. Rozejrzał się więc po dalszej okolicy by dostrzec kolejnych napastników, na chwilę przed tym jak przywołana przez maga kula ognia rozświetliła niebo, wskazując mu miejsce w którym powinien szukać. Znajdowało się kilkanaście metrów dalej, w pobliżu miejsca gdzie ścieżka mijała stary kościół i zakręcała w kierunku wejścia - stały tam dwie kolejne, ledwo widoczne sylwetki, a wystrzelona z ich strony kula zmierzała w stronę w którą pobiegli Nancy i Dawid. Tej dwójki jednak Max nie mógł dostrzec, pomimo najlepszych chęci.
  2. Ja doskonale rozumiem że są okresy gdzie jest ciężej i gorzej, nie mam nic przeciwko dobremu przygotowaniu do sesji i rozumiem że są okresy gdzie "proces jest trochę wolniejszy niż być powinien." Tyle że w tym przypadku proces nie jest wolniejszy, tylko po prostu stoi w miejscu. Jedynym szczegółem jaki się zmienia są kolejne daty mówiące kiedy mamy ruszyć. Jeśli więc faktycznie na dniach zaczniemy grę, to ok. Ale obawiam się że jeśli te "na dniach" zamieni się w "za tydzień" a to z kolei w "święta idą" a potem w "sylwester" itd to entuzjazm do udziału w sesji będzie się kurczył z każdym przesunięciem terminu.
  3. Johny Gdyby wysłuchał tego wszystkie wcześniej pewnie byłby zszokowany. Teraz... po prostu wypełniało to kolejne luki w układance. Byli w laboratorium firmy, która dla swoich celów uciekała się do porywania ludzi z ulic i niezbyt się tym przejmowała. Na dodatek, chcąc uleczyć świat z epidemii zaraziła sporą część jego populacji wirusem będącym gorszym od choroby a teraz... chciała naprawić ten błąd wymyślając kolejny wirus, który miałby uchronić przed tamtym. Mogłoby się wydawać że nad tak skomplikowanym projektem pracowali inteligentni ludzie, potrafiący wyciągać wnioski z historii. Ale najwyraźniej nie. - Więc prawdopodobnie jesteśmy gdzie indziej, a nie na tej wyspie? Pod jakąś kopułą? - zapytał, wykorzystując to czego się dowiedział od Boba - On mówił że to bardzo istotne, by odnaleźć jakiegoś Luisa Whellera. Wiesz może dlaczego? - część odpowiedzi na to pytanie pokrywała się z tym co opowiedział im Bob, ale Johny chciał się przekonać czy pielęgniarka powie mu to samo.
  4. Z głębi podziemnego parkingu nie było słychać odgłosów ulicy, ale Dex pozostawił otwarty kanał na swoim commlinku przez który Max mógł wyraźnie słyszeć strzały i ogarniającą wszystko panikę. Tu, na dole, wszystko pozostało bez zmian, Luis trzymał dłoń na schowanym pod kurtką pistolecie, nie chcąc najwyraźniej ryzykować by system kamer przedwcześnie zidentyfikował ich jako niebezpieczeństwo. Mieli, bądź co bądź, tylko kilka minut zanim do akcji wkroczą oddziały antyterrorystyczne. W centrum Londynu, odmiennie niż w West End, policja reagowała szybko i sprawnie, nie dając im zbyt dużej marginesu na ewentualne opóźnienia. Póki więc byli zwykłymi przechodniami system nie zwracał na nich większej uwagi. W momencie w którym wyjmą broń, były spore szanse że zostaną zarejestrowani jako terroryści których każdy ruch będzie od tej chwili śledzony.
  5. - Lubisz się przyglądać? - Nancy skierowała do niego pytanie, uśmiechając się znacząco - Ja także uwielbiam mroczną, cmentarną estetykę... I wygląda na to że będziemy mieli sporo czasu by dokładnie ją poznać. W odpowiedzi na to Kara rzuciła jedynie Maxowi pełne dezaprobaty spojrzenie, ale skinęła jednocześnie głową i ruszyła w stronę parkingu, by wsiąść na zaparkowany tam motocykl i pojechać po dysk. Jestem na miejscu. Zgarnęłam przesyłkę i wracam - wysłana kilkanaście minut później wiadomość wyświetliła się na commlinku Maxa. W tym czasie rozmowa z Nancy wypełniała się kolejnymi wieloznacznymi stwierdzeniami i pikantnymi szczegółami, nie pozostawiającymi wątpliwości co do intencji obojga. Casse i David trzymali się na uboczu, nie angażując w rozmowę, jednak ich zachowanie sprawiało wrażenie jakby znali jakiś istotny szczegół układanki, który Maxowi umykał. Jestem z powrotem. Zaraz u was będę - kolejna wiadomość przesłana po kolejnych kilkunastu minutach przerwała tak bardzo obiecującą rozmowę. Max odwrócił się nawet w stronę wejścia na cmentarz, by z wyprzedzeniem zobaczyć nadchodzącą Karę. Jego oczy zdołały przyzwyczaić się już do panujących ciemności, toteż dość szybko spostrzegł zarys znajdującej się kilkanaście metrów dalej krasnoludki. Szła tą samą ścieżką co poprzednio, chcąc jak najszybciej dotrzeć na miejsce i zapewne pragnąć zabrać się stąd w jakieś bardziej gościnne miejsce. Ale tym razem nie była sama - tuż za nią Max dostrzegł kolejny cień, większy, zapewne należący do człowieka lub elfa. Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, dostrzegł krótki błysk ostrza, a chwilę później ciało Kary osunęło się na ziemię, znikając Maxowi z oczu. Prawdopodobnie upadło za jakąś nierównością terenu czy może nawet wpadło do któregoś z otwartych grobów, które dostrzegł gdy tutaj przyszedł. Nieznana sylwetka nachyliła się nad ciałem Kary, chwilę później stapiając się z otoczeniem i znikając gangsterowi z pola widzenia. - Cholera - wyszeptała Casse, która również musiała dostrzec co się wydarzyło. I było to jedyne słowo jakie wypowiedziała, zanim Nancy i David rzucli się do biegu, starając się obejść Maxa z lewej strony i najpewiej zajść niespodziewanego gościa z flanki. Casse zaś cofnęła się do sarkofagu Vincenta i wspiąwszy się na niego w sposób który przypominał Maxowi bardziej pająka niż człowieka usiadła na dachu, by stamtąd przyglądać się rozwojowi sytuacji.
  6. Jared Nareen Uśmiechnął się, słysząc tą wymianę zdań. Wyglądało na to, że nie tylko on jeden wpadł na pomysł użycia sznurka by nie zabłądzić we mgle. Jak również że brak zaznajomienia tutejszych z bóstwami do tej pory bardzo im pomógł. Oriana miała jednak rację, w wiosce (lub okolicy) powinien być jakiś kapłan, bo tak samo jak ludzie musieli jeść, tak samo musieli urządzać wesela czy pogrzeby. Tym pierwszym zazwyczaj zajmował się Pelor i był z tego powodu bardziej popularny. Śmierć zaś miała to do siebie że ludzie nie lubili o niej myśleć, trudno się więc było im dziwić że nie rozpoznają symbolu czaszki równie łatwo co reprezentującego Pelora słońca. Ale rozmowa z kapłanem, jeśli taki tu był, mogła im pomóc. Kapłani mieli wielki wpływ na umysły ludzi - i jeśli udałoby się go przekonać że nie mają złych zamiarów, to i spora część mieszkańców mogłaby zacząć traktować ich przychylniej.
  7. To ja zacznę, a jakbym robił coś źle to mnie poprawcie 1. Amerykański burbon, jeśli akurat stać mnie na drinka z prawdziwej kukurydzy. Jeśli nie, to White Russian, który nawet na sojowym mleku smakuje dobrze. 2. Sons of Thunder od Concrete Dreams. Lepszym kawałkiem jest Jagged Nails w wykonaniu Kitsune, będący przykładem tego, w jaki sposób można użyć magii by tworzyć sztukę. Ponieważ jednak jest to piosenka astralna, to raczej nie można jej usłyszeć w Smoku (no chyba że na imprezie Glaudri). 3. Dave - trochę szywniak.... znaczy się, nie ma nic złego w byciu poważnym i odpowiedzialnym. Przynajmniej przez większość czasu.... Ale w karty gra naprawdę, naprawdę nieźle. Blefować przy nim nie ma sensu, bo i tak się pozna. Za to odgadywanie jego blefów to lepsza i na szczęście nieco łatwiejsza zabawa. Podobnie jak i ukrywanie się przed nim.
  8. Jared Nareen Jared przysłuchiwał się konwersacji zza uchylonych drzwi i szybko odgadł kierunek w którym będzie ona zmierzać. Sam nie mógł dodać niczego, co nie byłoby przynajmniej w części powtórzeniem argumentów towarzyszy. Był też na tyle dobrze wyekwipowany że nie potrzebował kupować niczego innego, przynajmniej dopóki nie uzna że należałoby przedłużyć nieco sznurek zakupiony po drodze tutaj. Oparł się więc wygodnie o ścianę i skupił na obserwacji wiejskiego życia. Nie chodziło wyłącznie o kłopoty, choć te - gdyby się pojawiły - zepchnęłyby wszystko na plan dalszy. Ale zwykłe zachowanie ludzi, skupionych na pracy bądź kroczących po ulicy w swoich sprawach także mogło okazać się ciekawe.
  9. Nightwind jako mag dysponuje przede wszystkim sporą ilością zaklęć ofensywnych, jednak ze względu na swoją fizyczną posturę preferuje utrzymywanie zdrowego dystansu między sobą a zagrożeniem. Posiada też kilka czarów wspomagających, w tym czary lecznicze które mogą się przydać poza walką. Oprócz tego potrafi też poruszać się niepostrzeżenie i jest całkiem zręcznym manipulatorem.
  10. Przynajmniej jedno boczne wejście do budynku było łatwo widoczne i po krótkich poszukiwaniach okazało się też być najsłabiej zabezpieczonym - wyjazd dla samochodów z podziemnego garażu prowadził prosto na parking. I choć według znaków drogowych był niedostępny dla poruszających się pieszo, to nikt tego nie pilnował. Ochrona budynku zwracała baczną uwagę na grupę zakapturzonych ludzi, ubranych w ciuchy zdecydowanie nie należących do właściwego dla tej dzielnicy kręgu zamożności. Póki co jednak, tylko obserwowali, nie podejmując żadnych akcji prewencyjnych. W środku było jednak gorzej. Parking według dostępnej w AR mapy miał pięć kondygnacji podziemnych, dość rozległych, zaś zamontowane w środku czujniki wydawały ostrzegawczy dźwięk gdy wykryły że poruszająca się pieszo osoba zeszła z wyznaczonej ścieżki i weszła w miejsce przeznaczone dla ruchu samochodowego. Była to zapewne konieczność, by uniknąć kolizji prowadzonych autonomicznie samochodów z zabłąkanymi pieszymi szukającymi swoich pojazdów, oznaczało to jednak że całe miejsce jest silnie monitorowane. Z drugiej strony oznaczało to że prawdopodobnie ochrona nie przebywała tu rutynowo, ograniczając się jedynie do przeglądania kamer i reagowania tylko wtedy, gdy system wykryje coś nietypowego. Cały poziom był zresztą niemalże pusty - choć zaparkowanych samochodów było sporo, to wjeżdżających i wyjeżdżających w polu widzenia było zaledwie kilku. Prawdopodobnie był to efekt uboczny korków na zewnątrz - skoro tam samochody poruszały się w ślimaczym tempie, to nie mogły zbyt szybko dostać się do środka.
  11. - To żart? - druga z kobiet niespodziewanie włączyła się do rozmowy - powiedz proszę że to po prostu... bardzo kiepski żart. Uśmiech bardzo szybko zniknął z twarzy całej trójki. O ile Nancy nawet nie próbowała ukrywać niezadowolenia, to Casse szybko przybrała obojętny wyraz twarzy. - Takie rozwiązanie nie będzie możliwe - odpowiedziała krótko - możemy albo wszyscy wybrać się z wami po dysk, albo poczekać tutaj aż twoja przyjaciółka go przywiezie. - ton głosu nie pozostawiał wątpliwości że każde z tych rozwiązań uważa za niepotrzebną komplikację, z którą jednak musi się uporać. W tym momencie stojąca kilka kroków za Maxem Kara zdecydowała się zrzucić zaklęcie niewidzialności, którego dalsze podtrzymywanie mijało się z sensem, skoro jej obecność przestała być tajemnicą - Jestem Kara - przedstawiła się, używając do tego jak zawsze minimum słów. I spojrzała na Maxa, oczekując decyzji co dalej.
  12. Jared Nareen - I ja dziękuję - odparł, kłaniając się pani kapitan w odpowiedzi, choć nie próbował nawet robić tego w sposób teatralny czy wyrafinowany. Prosty, wyrażający szacunek ukłon pasował jego zdaniem lepiej do sytuacji. W odpowiedzi na propozycję Minerwy uśmiechnął się jedynie znacząco i puścił do niej oko. Cóż, wyglądało na to że i na przegranej można zyskać, jeśli zrobi się to w dobrym stylu. Z tego zresztą młody wojownik był najbardziej zadowolony - walczył bądź co bądź nie tylko w swoim imieniu, ale także i gildii i to że nie przyniósł tym ujmy przyjął z ogromną ulgą. Zanim więc powrócił do swoich towarzyszy, dotknął jeszcze ukryty pod ubraniem symbol Mayaheine i wyszeptał krótkie podziękowanie. - W porządku, choć bolało jak diabli - odpowiedział szczerze na pytania Rodneya i Oriany, którzy pospieszyli z pomocą i ofertą leczenia - wątpię bym używając tarczy był w stanie odskakiwać tak szybko - odpowiedział kapłance - ale przynajmniej mogę popracować nad tym by nie dać się tak łatwo trafiać. Efektem walki było też to, że pomysł trzymania wspólnych wart w obozowisku nagle zyskał na atrakcyjności i Jared przestał już podchodzić do niego z niechęcią. Przed wieczorem musiał tylko poprosić Minerwę by ustawiła go na jednej warcie ze sobą, tak by czasy gdy jedno z nich będzie na służbie nie pokrywało się z wolnym czasem drugiego... Podczas wyprawy do wioski chłopak z ciekawością przyglądał okolicy - wioska w której sam się wychował leżała w górach, gdzie nie było wiele otwartego terenu ani jeziora, otoczenie wyglądało więc zdecydowanie inaczej. W samej wiosce życie toczyło się jednak w podobnym rytmie - ludzie zajęci byli swoimi zajęciami, a przybycie ich grupy było wydarzeniem na tyle szczególnym, że raczej nie mogło ujść niczyjej uwagi. Gdy dotarli do sklepu i dostrzegli czarnowłosego chłopaka który bezsprzecznie ich rozpoznał, Jaredowi od razu przyszło na myśl ich spotkanie na drodze. No bo skąd ktoś miałby ich tu znać, jeśli nie z tamtego miejsca? - Nie ma chyba potrzeby byśmy wszyscy wchodzili do sklepu - zwrócił się do swoich towarzyszy, choć pytanie zadała Lea - zostanę tu i poczekam, gdyby działo się coś ciekawego, zapukam.
  13. Kobiety spojrzały na siebie, uśmiechając się. Szeroko i szczerze, po raz pierwszy zrzucając maskę obojętności przybraną na czas tej rozmowy. Wyglądało to tak, jakby cieszyły się z puenty jakiegoś dowcipu, którą tylko one rozumieją. Towarzyszący im mężczyzna także uśmiechnął się, było jednak widać że stara się zachować powagę. - Sztama - Casse odpowiedziała odwracając się ponownie w stronę Maxa, nie przestając się uśmiechać - skoro tego właśnie chcesz... Moja przyjaciółka ma na imię Nancy, mam nadzieję że będziecie się dobrze bawić. To z kolei jest Dawid, który mógłby się czuć pominięty gdybym nie przedstawiła i jego. - na chwilę odwróciła głowę by spojrzeć na towarzyszącego im mężczyznę. - A teraz, gdy jedyną nieprzedstawioną osobą jest twoja niewidzialna przyjaciółka - dodała po chwili - czy mogę już dostać dysk?
  14. No ja też czekam
  15. Casse stała nieruchomo, czekając aż Max pokona te kilka dzielących ich kroków. Sama uśmiechnęła się nieznacznie dopiero gdy skończył mówić, i tylko na moment. Teraz, stojąc blisko, Max mógł spostrzec jak przez krótką chwilę na jej twarzy pojawia się wyraz rozczarowania. - Przekazanie dysku w innym terminie nie wchodzi w grę - odpowiedziała krótko - dysk musi zniknąć z ulicy dzisiaj. To jest także coś, czego Vincent by pragnął. Zgięła rękę w łokciu do kąta prostego, wysuwając otwartą dłoń w jego stronę. - Mogę go prosić? - dodała na zakończenie