Lomion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1446
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Lomion

  1. Chatsubo jest popularnym wśród shadowrunnerów barem, gdzie mogą w spokoju załatwiać interesy, albo po prostu pogadać. Ratz, muskularny troll o cybernetycznych ramionach nie tylko dba o porządek, ale także przygotowuje gościom drinki. Jego specjalnością jest piwo, które podobno waży na miejscu. W skrócie - jest to temat do pogaduch, i wszystkich tych rzeczy, które nie pasują nigdzie indziej.
  2. Ratz jest jednocześnie barmanem i właścicielem Chatsubo. Baru, który tak jak on sam jest znany prawie wszystkim, ale swoją przeszłość i naturę skrywa dla nielicznych. Ogromny i muskularny jak każdy troll, ze swoimi posrebrzanymi cybernetycznymi ramionami i pokrywającymi część twarzy tatuażami bardziej przypomina bezwzględnego zabójcę niż kompana do polewania drinków czy skutecznego biznesmana. Ale, gdy temat jego wyglądu i talentów sporadycznie wypływa, stwierdza tylko że nigdy nie jest za późno by zacząć od nowa. I robi to w sposób skutecznie zniechęcający do zadawania dalszych pytań. Samo miejsce należy raczej do tych gdzie można spokojnie pogadać i napić się piwa (własnoręcznie warzonego na zapleczu przez Ratza, a nie żadnego masowo wytwarzanego szmelcu - jest to kolejny z jego talentów), niż przez całą noc tańczyć do ogłuszającej muzyki. Jest też miejscem z którego łatwo można dotrzeć w każdy zakątek Londynu i przyjrzeć się każdemu z jego obliczy: położone na zachód Westway jest siedliskiem gangów i ruin, znajdujący się na wschodzie West End na powierzchni był kiedyś dzielnicą artystyczna, będącą teraz za dnia i wzdłuż głównych ulic turystyczną atrakcją - w nocy zaś zmienia się w prawdziwą siedzibę Triad i prostytucji. Pod jej powierzchnią znajduje się Underplex: podziemne miasto zbudowane pod miastem, będącą największą na świecie świątynią komercji. Odwiedzaną przez setki tysięcy kupujących, otwartą całą dobę i nieustannie patrolowaną przez policyjne i korporacyjne patrole, nadzorujące czy nikomu nie przyjdzie do głowy zakłócać porządek kupujących. Na południu znajdują się stare dzielnice pałacowe, gdzie stare budynki wzniesione jeszcze Piątym Świecie doskonale odgradzają bajecznie bogatych właścicieli od reszty świata. Tak dobrze, że będąc orkiem czy trollem, albo nawet ubierając się nieodpowiednio elegancko można było być "poproszonym" o opuszczenie dzielnicy. Nie jest to zgodne z prawem, ale jakoś skargami składanymi na takie postępowania mało kto się przejmuje. Na północy zaś znajduje się Village District, gdzie nieco mniej bogaci metaludzie, nie posiadający pieniędzy albo wpływów by kupić sobie kilkusetletnią posiadłość w centrum ogromne metropolii mogą rozkoszować się luksusem rozłożonym pomiędzy ogromnymi połaciami parków i ogrodów. Jest to najbardziej zielona dzielnica Londynu i z tego powodu była szczególnie uwielbiana przez elfy, których żyło tu nadzwyczaj dużo. A tuż nad miejscem gdzie znajdowało się wejście do Chatsubo, była też wielka dziura w Kopule Pogodowej, która kiedyś według planów miała przykryć całe miasto i zapewnić że smog będzie wydostawał się na zewnątrz, a w środku będzie zawsze czyste powietrze i piękna pogoda. I tak by zapewne było, gdyby tych planów nie pokrzyżował zamach terrorystyczny, w wyniku którego kopuła została uszkodzona i podziurawiona. Większość uszkodzeń znajdowała się jednak nad Westway, tak więc władze uznały że naprawa jest nieopłacalna i lepiej ją zostawić taką, jaką jest. Czyli - w uproszczeniu - wciąż działającą, ale w sposób zupełnie odwrotny do pierwotnych założeń. Filtrowaniu smogu w powodu dziur było po prostu niemożliwe, ale za to kontrola pogodowa wciąż działała, wywołując niespodziewane i czasem zabawne efekty. Takie jak np. śnieg w środku lata albo mżawka, która w normalnych angielskich warunkach była ciężka i uporczywa, a przy źle działającej kopule robiła się metaliczna. I nie do zniesienia. I są też jeszcze Cage Boys - gang wariatów, wspinających się na Kopułę i urządzający wyścigi w bieganiu i zjeżdżaniu po niej. Czasem jeden z nich nie dostrzeże z odpowiednim wyprzedzeniem dziury i wtedy... cóż, doznaje przyspieszenia. A że dziura znajduje się dokładnie nad Chatsubo, musisz naprawdę spodziewać się wszystkiego. Chatsubo jest miejscem równie unikalnym co sam Ratz. Choć ze względu na położenie w pobliżu Marble Arch i Hyde Parku jest chętnie odwiedzane przez turystów, trzon jego klientów stanowi inna grupa: Shadowrunnerzy. Każdy jest tu mile widziany, o ile potrafi się przyzwoicie zachować i swoim wyglądem nie odstrasza turystów. Każdy też może liczyć na pomoc, jeśli jej potrzebuje - za odpowiednią cenę oczywiście, bądź przysługę o którą Ratz od czasu do czasu prosi. I którą potem zawsze, solidnie i z nawiązką spłaca - z tego powodu o jego przysługach mówi się że mają wartość większą od nujenów. Dlatego też chętnych do oddania mu przysług jest zawsze więcej niż mógłby potrzebować. Ratz zaś ma w zwyczaju powierzać je metaludziom w jakiś sposób obiecującym, takim w których dostrzega szansę by wybili się ponad przeciętność. Kay Kay poznała Ratza przypadkiem, odkrywając przy tej okazji że jest także domorosłym mechanikiem. I choć jego specjalizacją wydawał się być cybersprzęt, to okazało się że zna także kilka tricków przydatnych przy pracy z pojazdami - a także że posiada naprawdę szeroki dostęp do wszelkiego rodzaju części zamiennych, których często trzeba by na pniu szukać. Sam Ratz zdawał się dodatkowo lubić jej temperament, choć osobiście był raczej jej przeciwieństwem, polegającym na rozwadze i doświadczeniu, zamiast na brawurze i impulsywności. Nigdy dotąd nie poprosił jej o przysługę, więc gdy pewnego poniedziałkowego popołudnia dostała od niego wiadomość o treści: Było to coś co nie zdarzyło się wcześniej. Ale - zważywszy na to że nie przychodziło jej do głowy nic co mógłby jej mieć za złe - musiało chodzić o coś dobrego, prawda? Billie Billie znała Ratza i bywała w Chatsubo już od dawna. Ze względu na ojca, który należał do starych i stałych bywalców i gadał z Ratzem tak że nie było wątpliwości że znają się od bardzo dawna. Za każdym razem gdy Black Velvet zabierał ze sobą Bille, Ratz zwracał się do niego per "Leon" i potem obaj się z tego śmiali jak z branżowego dowcipu, którego nikt poza nimi nie rozumie. Billie początkowo też go nie rozumiała, dopóki nie poświęciła pewnej ilości czasu aby odnaleźć analogię. Dowiedziała się też przy okazji, dlaczego wielki, ręcznie modyfikowany Remington Roomsweeper którego Ratz trzyma pod blatem jest pieszczotliwie nazywany Molly. Cóż, przynajmniej nie mogła mieć wątpliwości że dzieli wraz z nimi te same zainteresowania. - Ratz pyta czy nie chciałabyś wpaść dziś wieczorem do Chatsubo i wyświadczyć mu drobną przysługę? - ojciec zapytał ją jakby od niechcenia, po przeczytaniu przesłanej do niego wiadomości - ja nie dam rady się dzisiaj wyrwać, ale Ratz obiecuje że będziesz działać w dobrym towarzystwie. Roboty pod okiem Ratza pewnie nie można było nazwać całkowicie samodzielną, chociaż z drugiej strony... zawsze to jednak działanie na własną rękę. Chris Dla Chrisa Chatsubo było miejscem gdzie zdobywał większość zleceń, służących mu do zaspokojenia swoim potrzeb finansowych. W zasadzie to nie były nawet jego potrzeby, ale musiał je zaspakajać tak czy inaczej, jeśli chciał cieszyć się dobrym zdrowiem. Dotychczas jednak dostawał raczej drobne i słabo płatne zadania i musiał nadrabiać ilością. Kiedy więc otrzymał wiadomość od Ratza: Od razu przyszło mu na myśl że może to być coś większego, niż zlecenia jakie dostawał dotychczas. A większe znaczyło lepiej płatne. Angel Angela pracowała w taki sposób, że bycie na bieżąco z tym kto jest kim, co potrafi załatwić czy jak daleko sięgają jego wpływy było jej po prostu niezbędne do działania. Było podstawą, bez której mogłaby poruszać się jedynie po omacku. Dlatego Ratza i Chatsubo znała od dawna, chociaż niezbyt dobrze. Lepiej niż ktokolwiek inny orientowała się jak rozległe kontakty posiada ten na pozór zwykły barman i jak wiele potrafi załatwić jeśli uzna że sprawa jest tego warta. Wiedziała też że Ratz zwracał na nią uwagę, świadomy tego jak wiele dostrzega i że jej talenty są o wiele rzadziej spotykane niż zdolności do bardziej bezpośredniego rozwiązywania problemów. Zawsze była mile widziana w Chatsubo, a Ratz chętnie nalewał jej piwo i rozmawiał o bieżących wydarzeniach. Tym razem było jednak inaczej. - Nie chciałabyś poznać mojego przyjaciela? Będzie tu dzisiaj wieczorem - pozornie niewinne pytanie było takim, które niosło ze sobą wiele konsekwencji. Po pierwsze, nie padło nigdy wcześniej, więc Ratz musiał uznać że warto ją poznać ze swoimi przyjaciółmi. Po drugie, Ratz miał dużo przyjaciół, z których większość posiadała szerokie wpływy. Po trzecie, musiał być jakiś powód dla którego to pytanie padło akurat teraz. Być może taki że przyjaciel Ratza także chciał ją poznać - a to otwierało szansę którą mogła wykorzystać. Milady Carolyn także znała Chatsubo od dawna, choć z nieco innej strony. Od chwili gdy zaczęła interesować się rzeczami nie do końca aprobowanymi przez jej rodzinę wiedziała, że w tej branży, jak w każdej innej, istnieją miejsca lepsze i gorsze. W tych gorszych brało się ryzykowne albo słabo płatne zlecenia, pracowało z półprofesjonalistami i generalnie narażało się swoją osobę na dużo większe ryzyko niż było trzeba. Były też miejsca lepsze, gdzie pracowało się z profesjonalistami, za profesjonalne stawki i podejmując profesjonalny poziom ryzyka. Jedyny problem z tymi miejscami był taki, że trzeba było samemu być profesjonalistą aby zostać tam dopuszczonym. Szybko udało jej się odkryć że Chatsubo jest nie tylko takim miejscem, ale posiada reputację jednego z najlepszych tego typu miejsc w Londynie. Słowem, było to miejsce w którym trzeba było być, aby być uznanym za profesjonalistę. Niestety, w drugą stronę nie działało to tak łatwo. Choć bywała w Chatsubo i dość łatwo szło jej rozróżnianie kto jest profesjonalistą, kto żółtodziobem, a kto zwykłym turystą, dotychczas nie dostała żadnej szansy aby się wykazać. Ratz był dla niej miły, ale wciąż była w jego oczach żółtodziobem i wiedziała że póki nie zmieni o niej zdania nie będzie tu traktowana inaczej. Jak na złość, okazja by to zmienić nadarzyła się akurat wtedy, kiedy uczesniczyła w rodzinnym obiedzie wydanym w Annesley Manor w Glastonbury. Zazwyczaj unikała takich uroczystości, ale tym razem nie była w stanie, bez narażania się konsekwencje. Wiadomość od Ratza była zaś dość prosta: Co oznaczało, że choć oficjalna część obiadu dobiegła już końca i mogła się bez przeszkód i niepostrzeżenie się urwać, to aby zdążyć na miejsce musiała ostro przycisnąć pedał do podłogi. Zakładając że nie napotka korków mogłaby jechać wolniej, ale w okolicach Londynu lepiej było na takich założeniach polegać. Max Max znał Chatsubo, choć nie bywał tu często. Jego ludzie woleli bardziej rozrywkowe miejsca, a na dodatek nie potrzebowali miejscówki, w której można było zgarnąć dobre zlecenie. On miał nieco inne wymagania, dlatego lepiej rozumiał zalety lokalu który pokazał mu Ziggy - który zresztą bywał tu dość często i miał nawet swoje specjalne miejsce które zajmował zawsze gdy był na miejscu. Poza tym że Chatsubo było miejscem gdzie można było dobrze zarobić, Ratz serwował tu naprawdę niezłe piwo - a do tego był jedną z nielicznych osób, która potrafiła wypić więcej od Maxa. Do samych Hien też nie chował żadnej urazy i potrafił chłopaków grzecznie usadzić, gdy od czasu do czasu któremuś strzeliło do głowy by przyjść i poszukać tu swojego szefa. Choć trzeba zaznaczyć że mając 2,5 metra wzrostu jest to pewnie łatwiejsze niż normalnie... Ratz znał jednak ulice jak mało kto, i potrafił się dzielić swoją wiedzą, znał się z Ziggim bardzo dobrze, więc po prostu nie można było go nie lubić. Podobnie zresztą jak Ziggiego. Było późne popołudnie gdy Ziggy wysłał mu wiadomość: Co by nie mówić o Ziggim, to zawsze gdy mówił o pracy czy zespole można było mieć pewność że wyjdzie się na tym dobrze. Oczywiście o ile sprosta się jego wymaganiom, ale to Max miał już za sobą. Ostatnia robota jaką Ziggy mu zlecił zaczęła się podobnie, choć w innym klubie, a skończyła w sposób którego Max nie był w stanie na początku przewidzieć. Chociaż z pewnością dobrze - wykonał robotę, zdobył pieniądze, a jakby na to właściwie popatrzeć, to także i dziewczynę. A do tego nikt nie zginął. Jakby nie liczyć, wychodziło lepiej niż pierwotnie się spodziewał.
  3. No dobra.... Nadrobiłem zaległości w opisywaniu npców i dodałem temat kalendarium. Nie wykluczam że jeszcze wprowadzę pewne poprawki, ale wydaje mi się że wszystko co istotne, uwzględniłem.
  4. Mr. Jones (Nigel Tellwillinger) Korporacyjny rekin wspinający się po szczeblach kariery. Z nieznanych początkowo powodów zdecydował się wynająć drużynę Shadowrunnerów do zdobycia cennej walizki z laboratoriów Teksystems Ltd i nie wahał się szczodrze sypnąć groszem by ten cel osiągnąć. Warunek był jeden: akcja musi się odbyć od razu. Jeśli wierzyć Hauser to stało się tak bo zaczęło mu się palić pod dupą i musiał ten ogień ugasić bardzo szybko. Póki co jednak drużyna nie natrafiła na żadne informacje które mogłyby to potwierdzić. Poza jedną: Mr. Jones jest zatrudniony w Teksystems Ltd.
  5. Tu docelowo powinny trafić karty postaci, po zakończeniu pracy nad nimi w Trybikach. Tu także będą pojawiać się informacje o istotnych dla przygody BNach.
  6. Hauser Choć Ratz zna wiele osób, Hauser jest jedną z nielicznych o których można powiedzieć że jest z nim blisko. Z pewnością znają się od wielu lat i z braku lepszego słowa ich związek możnaby nazwać przyjaźnią. Hauser jest Orczycą i ze względu na krótką długość życia tej metarasy pokryła się już siwizną. Większość swojego czasu spędza w Chatsubo, działając jako broker informacji i fixer. Choć swoim orczym wyglądem i szorstkim stylem bycia nie wzbudza sympatii od pierwszego wejrzenia, doskonale to sobie rekompensuje bezpośredniością wypowiedzi i niemalże bolesną szczerością.
  7. Ratz Barman i właściciel Chatsubo w jednej osobie. Jest potężnie zbudowanym trollem, którego cybernetyczne ramiona czy pokrywające część twarzy tatuaże wskazują że kiedyś prowadził bardziej niespokojne życie. Jeśli jednak odpuścić ten temat i nie oceniać go po wyglądzie, Ratz szybko okazuje się być serdecznym kompanem, który potrafi zarówno rozmawiać z każdym i o wszystkim, jak również uważnie słuchać. A to umiejętności ważne nie tylko dla barmana, ale także pomagające utrzymać bardzo rozległą sieć znajomości i kontaktów, którą przez lata zbudował. Hauser Choć Ratz zna wiele osób, Hauser jest jedną z nielicznych o których można powiedzieć że jest z nim blisko. Z pewnością znają się od wielu lat i z braku lepszego słowa ich związek możnaby nazwać przyjaźnią. Hauser jest Orczycą i ze względu na krótką długość życia tej metarasy pokryła się już siwizną. Większość swojego czasu spędza w Chatsubo, działając jako broker informacji i fixer. Choć swoim orczym wyglądem i szorstkim stylem bycia nie wzbudza sympatii od pierwszego wejrzenia, doskonale to sobie rekompensuje bezpośredniością wypowiedzi i niemalże bolesną szczerością. Mr. Jones (Nigel Tellwillinger) Korporacyjny rekin wspinający się po szczeblach kariery. Z nieznanych początkowo powodów zdecydował się wynająć drużynę Shadowrunnerów do zdobycia cennej walizki z laboratoriów Teksystems Ltd i nie wahał się szczodrze sypnąć groszem by ten cel osiągnąć. Warunek był jeden: akcja musi się odbyć od razu. Jeśli wierzyć Hauser to stało się tak bo zaczęło mu się palić pod dupą i musiał ten ogień ugasić bardzo szybko. Póki co jednak drużyna nie natrafiła na żadne informacje które mogłyby to potwierdzić. Poza jedną: Mr. Jones jest zatrudniony w Teksystems Ltd.
  8. Chatsubo, wczesnym wieczorem Drużyna zostaje zebrana przez Ratza by podjąć się zadania przedstawionego im przez Hauser Szczegóły zadania wyjaśnia im przedstawiony przez Hauser Pan Jones, który jest ich zleceniodawcą. Zadanie polega na dostaniu się do wnętrza kompleksu badawczego korporacji Teksystems Limited i wyniesieniu stamtąd walizki z cennym i specjalistycznym "wyposażeniem technicznym" jak to określił. Następnie, po odnalezieniu i zabraniu teczki mają się ukryć i poczekać na przesłanie przez Jonesa adresu, pod który mają się udać by wymienić teczkę na drugą. Po dokonaniu wymiany mają poczekać dwie godziny i ponownie spotkać się z Jonesem by przekazać mu teczkę i odebrać zapłatę. Informacje, przekazane przez Pana Jonesa zawierały: - plan dotarcia do kompleksu poprzez stary tunel serwisowy. Ścianę oddzielającą tunel od kompleksu mogą pokonać używając specjalnego, magicznego rozpuszczalnika, którego efekt utrzymuje się przez ok. dwie godziny - dokładny plan ośrodka badawczego, z zaznaczonymi zamkami magnetycznymi i kamerami. Według słów Jonesa ośrodek nie będzie patrolowany przez ochronę, środki bezpieczeństwa będą zaś wyłączone - za wyjątkiem kamer, które będą włączone ale niemonitorowane. Początek misji, późnym wieczorem - drużyna bez większych przeszkód przedostała się tunelem serwisowym do wnętrza kompleksu. Dostarczony przez Jonesa spray zmiękczający beton spełnił swoje zadanie - póki co, drużyna nie napotkała żadnych strażników, ani zabezpieczeń innych niż kamery i zamki w drzwiach. Z jednym i drugim sprawnie sobie poradziła
  9. Ostatnio okazało się że jest tu sporo fanów anime. A ponieważ dziś wychodzi Battletech, to wrzucę coś takiego:

    W ramach zajawki :)

  10. To zdecydowanie wtopa z mojej strony, bo planowałem takie informacje umieszczać w opisie NPCów w "żyjących w cieniu". Tyle że jak stworzyliście swoje karty i sesja ruszyła, to jakoś o tym zapomniałem... Braki uzupełnię, ale przy okazji pytanie, jak według was będzie lepiej: umieszczać takie informacje w temacie z opisami NPCów, czy stworzyć osobny temat typu kalendarium? Z przeciwnej strony zamknięte są drzwi między 4 a 5. Jak już dostaniecie się do 5, to drzwi do 6 otworzycie po prostu przekręcając pokrętło zatrzasku. Zamek jest oczywiście jakimś problemem, ale skoro już sobie poradziliście z zamkiem magnetycznym broniącym wam wyjścia ze schowka, to i z prostym zamkiem mechanicznym dacie sobie pewnie radę A jak nie, to pamiętajcie że w pomieszczeniu są jeszcze szyby...
  11. Jared Nareen Przez kilka pierwszych chwil zastanawiał się co się stało. Dlaczego Rodney i Oriana upadli, a on nie? Czy to dlatego że wszedł pierwszy, czy dlatego że nie władał mocą magiczną. Spojrzał na Merveil, a następnie na towarzyszącego im ducha kobiety, szukając jakiś wyjaśnień. Wskazówki. Potem ponownie przeniósł wzrok na przywiązanego do fotela trupa. Czy on naprawdę się ruszył, czy to była tylko wyobraźnia go zwodziła? Słysząc głos czarodziejki otrząsnął się z rozmyślań i wrócił do rzeczywistości. Odpowiedział jej skinieniem głowy i przez chwilę zastanawiał się które ze swoich towarzyszy przenieść pierwsze. Orianę - zdecydował po chwili. Bądź co bądź ona była ekspertką od martwych, a pewnie też nieumarłych i Jared uznał że ma większe od Rodneya szanse zorientować się co tu się przed chwilą stało. Zakładając oczywiście że uda się ją ocucić. Chwyciwszy kapłankę pod ramionami, zaczął przenosić ją do wyjścia z pokoju, dbając o to by samemu pozostać w środku i nie nadepnąć na żadną z błyszczących na podłodze linii. I w ramach możliwości mieć oko na trupa. Na wypadek, gdyby jednak zaczął się ruszać.
  12. To też, ale nie tylko. Choroba zamieniająca metaludzie w ghule, wampiry, wilkołaki i inne mistyczne stwory to idealny materiał na filmy, tele-dramy, tridy i inne masowe środki rozrywki. Coś jak współczesne filmy o zombiakach
  13. Oprócz odpowiedzi, dodałem jeszcze we wpisie Fumiko link do wikipedii wyjaśniający co to jest HMHVV. Wiedza o tej chorobie jest dość powszechna, więc wszystkie postacie mają o niej przynajmniej ogólne pojęcie. No i nie wykluczam że mogliby być chętni do zarażenia się nią Link przy okazji wyjaśnia co w świecie Shadowruna robią Wampiry i inne mistyczne istoty.
  14. Niedziela, 10 marca 2075, godzina 23.00 Po wejściu do pomieszczenia ich oczom ukazały się szczegóły wcześniej niedostrzeżone ani z poziomu pełzającego po podłodze insekta, ani zza dość małego okienka w drzwiach. Za znajdującą się po prawej stronie szybą mogli dostrzec rzędy foteli, ustawione tak że każdy kolejny był wyżej od poprzedniego - podobnie jak w kinie. Po drugiej stronie szyby w przeciwległej do wejścia ścianie mogli dostrzec tylko sufit, znajdujący się dużo wyżej niż w obecnym pomieszczeniu, ale tak samo oświetlony tylko nielicznymi, czerwonymi lampami oświetlenia awaryjnego. W rogu pomieszczenia, w miejscu gdzie przeciwległa im ściana łączyła się ze ścianą po lewej dostrzegli też pięć wykonanych prawdopodobnie z tworzywa sztucznego szkieletów - każdy był inny i reprezentował jeden z najbardziej rozpowszechnionych metawariantów ludzkości: człowieka, elfa, krasnoluda, orka i trolla. Drzwi w ścianie po lewej były zamknięte, ale tym razem nie był to zamek magnetyczny na jaki natknęli się wcześniej. Był to prosty, mechaniczny zatrzask, który z drugiej strony można było otworzyć przekręcając pokrętło. Z tej strony nie mieli jednak takiej możliwości. Pomiędzy drzwiami a podłogą była jednak szpara wystarczająco duża, by robaczek Kay ponownie udał się na przeszpiegi. Pokój po drugiej stronie drzwi był dużo mniejszy, zawierał jedno biurko z ustawionym na nim monitorem i elektroniką składającą się na stację roboczą. Oprócz tego, był tu także zlew i sporo regałów z półkami i szufladami wypełnionymi plastikowymi buteleczkami, chemikaliami i pojemnikami z narzędziami chirurgicznymi. W pomieszczeniu znajdowały się także drzwi windy, identyczne jak w pomieszczeniu z łóżkami i tak samo szczelnie zamknięte. W bocznej ścianie znajdowały się drugie drzwi, tak samo zamknięte na zatrzask, tym razem jednak pokrętło otwierające znajdowało się po korzystnej dla nich stronie drzwi. Robaczek Kay nie miał żadnego problemu by zwiedzić kolejne pomieszczenia, które były jeszcze mniejsze i dużo mniej interesujące - znajdowały się tam cztery wieszaki na których wisiały fartuchy chirurgiczne, cztery szafki pozwalające schować wierzchnie ubranie oraz sofa, na której można było wygodnie wypocząć. Za kolejnymi drzwiami znajdowała się zwykła, pusta klatka schodowa, oświetlona podobnie jak wszystkie inne poznane przez nich pomieszczenia - słabym czerwonym światłem dochodzącym z umieszczonych pod sufitem lamp. Dalej niestety robaczek nie mógł już iść - pokonywanie schodów było zadaniem przekraczającym jego możliwości. W tym czasie Max zdecydował trzymać się z tyłu i mimo wszystko mieć oko na hakerkę, a także dobrze przyjrzeć się drzwiom do windy, które zostawili za sobą w pomieszczeniu z łóżkami. Były to zwykłe, typowe dla wind drzwi, wsuwane w ścianę, z przyciskiem pozwalającym wezwać windę umieszczonym w ścianie obok. Nad przyciskiem znajdowała się niewielka lampka, która obecnie była zgaszona. Trudno było powiedzieć czy winda wogóle działa, ani czy znajduje się za zamkniętymi drzwiami czy też po naciśnięciu przycisku dopiero zacznie zjeżdżać by odpowiedzieć na wezwanie.
  15. MAX Miejscem gdzie pozostałe Hieny miały na niego czekać był ten sam budynek z którego wyjechał kilka godzin wcześniej. Nie powinien oczekiwać, że zastanie tam wszystko w takim samym porządku jak w momencie gdy stamtąd wyjeżdżał, ale to co zobaczył i tak wykraczało poza normę. Gdy tylko zatrzymali się przed budynkiem, zanim jeszcze Ben zdążył wyłączyć silnik, to samochodu podbiegli Pit i Bil i zaczęli coś tłumaczyć, tak jakby stało się coś złego. Ich wyjaśnienia nie były szczególnie składne, jako że od każdego łatwo było wyczuć woń przyniesionego przez Luisa piwa. Ogólnie jednak, szczegóły katastrofy jaka ich dotknęła udało się szybko zrozumieć: podczas "zabawy" Rick potrącił Fila (albo na odwrót, ta część pozostała niejasna) na skutek czego ten wylał piwo na odtwarzacz tridów, który przestał działać. Potem, na skutek wynikłej z tego bójki obaj przewrócili się na sprzęt grający i mocno go połamali. Reszta Hien przyglądała się temu przez jakiś czas, część z nich dołączyła się do bójki (pod pretekstem "próby rozdzielenia"), ale po pewnym czasie emocje opadły i zostały zastąpione chęcia naprawienia uszkodzonego sprzętu. Jako że do tego czasu pochłonęli już cały zgromadzony alkohol szło im to fatalnie, szczególnie że jedyną osobą mającą jakąkolwiek szansę zmuszenia sprzętu do działania był Ed. Jednak, będąc równie pijanym jak reszta i na dodatek mając za plecami nieustający "doping" szło mu to kiepsko. I właśnie dlatego Pit i Bil podbiegli do samochodu w takim pośpiechu, wpatrując się w Dexa niczym w zbawienie - którym faktycznie mógłby zostać, gdyby udało mu się naprawić uszkodzony sprzęt. Najważniejsze jednak było to, że poza powyższą "awarią" nic poważnego się nie stało. Nikt nie został ranny, nikt nie próbował przeskakiwać z dachu na dach niczym "najzwinniejsza Hiena w stadzie", ani też "wyciągać prąd z gniazda" ciągnąć za przewody. Choć czasem takie rzeczy się zdarzały. No, ale noc była jeszcze młoda i wszystko mogło się zdarzyć. Max rozejrzał się szybko po pomieszczeniu, chcąc policzyć ile z jego Hien znajdowało się w środku. Oprócz przywiezionych przez siebie Dexa i Bena, pochylonego nad zepsutym sprzętem Eda, wciąż próbujących im wszystko wyjaśnić Pitta i Billa oraz mocno posiniaczonych i odpoczywających obecnie pod ścianami Ricka i Fila Max dostrzegł jeszcze śpiącego w kącie Zamara, a także przyglądającemu się wszystkiemu w milczeniu Luisa. Reszty nie było widać, co mogło oznaczać że są "w pobliżu", albo po prostu znaleźli już sobie inną imprezę i bawili się daleko stąd.
  16. Już w chwili gdy usłyszał nazwisko coś mu chodziło po głowie, ale dopiero gdy skorzystał z commlinka przypomniał sobie co dokładnie - Andrea Doherty była jedną z najbardziej znanych dziennikarek śledczych na Wyspie. Pracowała jako wolny strzelec zarówno dla Horizonu, BBC, a czasem dla mniejszych sieci. Grzebała w poważnych sprawach, a przedstawiane przez nią wyniki śledztw regularnie wywoływały trzęsienia ziemii. Jedyne co się nie zgadzało, to... wygląd. Według danych z commlinka, Andrea Doherty była nie tylko niebieskooką blondynką, ale nawet jej budowa ciała zdawała się być inna. Nie to by kobiecie ze zdjęcia czegokolwiek brakowało, ale... kobieta stojąca przed nim miała pełniejsze kształty i bardziej migdałowe oczy. - Dziękuję - odpowiedziała wyrywając go z rozmyślania - staram się dopasowywać strój do okazji.
  17. Johny Biegnąć do schowka spieszył się jak cholera. Trudno było powiedzieć czym było to płynne coś, więc oszacowanie ile ma czasu było tym bardziej trudne. Szybko chwycił pojemnik z chlorem, zaciskając kciuki by substancja "do mycia podłóg" nie była na tyle skoncentrowana by kanister można było bezpiecznie odkręcić bez używania stroju ochronnego. Gdy wrócił z powrotem to pomieszczenia, zaklął jeszcze bardziej. Chlor był mu potrzebny do walki z tym nie-wiadomo-czym, a nie z kolejną futrzaną bestią, potrafiącą połamać kości jednym uderzeniem przerośniętej łapy. Jednak... po chwili zmusił się by nie panikować i myśleć trzeźwo. Odkładanie teraz kanistra nie byłoby nierozważne - stwór wciąż żył i stanowił zagrożenie. Za to bestia... mogła być zagrożeniem, ale istniała też szansa że weźmie na cel stwora, a nie ich. Postanowił więc trzymać się z dala od bestii i w miarę możliwości zbliżyć do stwora, by potraktować go chlorem. A gdyby okazało się to niemożliwe, to podejść do Dave'a i być gotowym na chluśnięcie chlorem w każdego, kto zbliżyłby się sprawiając wrażenie że ma wrogie zamiary.
  18. Jared Nareen Gdy zjawa została pokonana, odetchnął z ulgą. Choć spodziewał się cięższego starcia, to tym razem wyjątkowo cieszył się z faktu że poszło łatwiej niż przypuszczał. Niematerialni wrogowie wydawali mu się być nie tylko czymś groźnym, ale także nienaturalnym. Uldze z zażegnania zagrożenia towarzyszyła więc satysfakcja że pokonując zjawę dokonali czegoś właściwego. - Co właściwie stało się z tą zjawą? Można ją tak po prostu... zabić? - przez chwilę zastanawiał się czy to właściwe słowo, ale żadne lepsze nie przychodziło mu do głowy. Nie miał też żadnej wiedzy na temat istot niematerialnych, dlatego liczył że któreś z jego towarzyszy okaże się mądrzejszy. Sam zaś zbliżył się do tronu we wskazanym przez widmo kobiety pomieszczeniu i zaczął uważnie się przyglądać, zarówno zmumifikowanemu ciału, jak i samemu siedzisku. - Trudno mi sobie wyobrazić inne zastosowanie - odpowiedział jeszcze Orianie
  19. Tyle żeście napisali że nie wiem czy czegoś nie przeoczyłem @Kira, jak najbardziej możesz rzucać na kolejne kamery - wystarczy sam rzut na otagowanie, bo edycja pliku to Data Processing Action i nie masz żadnych konsekwencji za nieudany rzut. @Nadia, jakby co to mam w domu zapasową klawiaturę, mogę pożyczyć
  20. Niedziela, 10 marca 2075, godzina 22.55 Po przedstawieniu planu przez Billie rozeszli się po pomieszczeniu by je dokładniej zbadać. Nawet jednak po bliższym przyjrzeniu się, w pomieszczeniu nie było wiele więcej: biurko recepcji zawierało monitor i kilka przełączników, ale było odłączone od zasilania więc żadne z urządzeń nie działało. Panele umieszczone przy łóżkach okazały się mieć zawory opisane "tlen", "azot" i "powietrze", ale to tylko potwierdzało szpitalny charakter pomieszczenia. I jedynie odgłos ich kroków, choć poruszali się najciszej jak potrafili, wypełniał całe pomieszczenie, w którym przed ich przybyciem rozchodził się tylko szum wentylacji. Drzwi, przez które zdecydowali się przejść były szerokie, wahadłowe i nie posiadały żadnego zamka. Sprawiały wrażenie zamontowanych specjalnie po to, by w łatwy sposób przemieszczać znajdujące się tutaj szpitalne łóżka, które na pierwszy rzut oka wyglądały na niewiele węższe od samych drzwi. Oprócz ułatwiającego im robotę braku zamka, pod drzwiami znajdowała się sporych rozmiarów szpara, która pozwoliła Kay wysłać na przeszpiegi swojego mechanicznego insekta. Co prawda widziany z poziomu podłogi obraz był daleki od kompletnego, ale to czego nie widział robak dało się uzupełnić tym, co można było dostrzec przez umieszczone w drzwiach parę wizjerów. Pomieszczenie po drugiej stronie było oświetlone takim samym słabym, czerwonym światłem jak to w którym się obecnie znajdowali. Było też w większości puste, za wyjątkiem przytwierdzonego do podłogi, dość dużego stołu oraz zamontowanych nad nim monitorów i oświetlenia. Po lewej stronie, zgodnie z tym co pokazywała mapa, znajdowały się kolejne drzwi wahadłowe, tym razem dużo węższe - na tyle że mogła przez nie przejść tylko jedna osoba na raz. Z kolei ściana po prawej stronie, podobnie jak i ściana naprzeciwko ich, miała jedynie jakieś 150-170 cm wysokości. Wyżej znajdowała się szyba, która oddzielała przestrzeń wokół nich od kolejnych pomieszczeń.
  21. Johny - Cholera... - Johny przez moment stał jak sparaliżowany - dotychczas planował trzymać dziwną maź na dystans i w razie potrzeby odpychać ją jakimś kijem, na to że dopadnie ona Boba albo ave'a wogóle nie był przygotowany. Przecież nie zacznie walić kijem po nogach Dave'a żeby odstraszyć to coś... Na szczęście Susan wykazała się dużo większą przytomnością umysłu. Gaśnica mogła zadziałać. Chlor też... Ten chyba był podstawowym składnikiem większości wybielaczy i innych środków czystości. Licząc na to że Susan wie co robi pognał do łazienki by znaleźć środek o odpowiednim działaniu i składzie.
  22. Niedziela, 10 marca 2075, godzina 22.50 Hakowanie przez sieć było nie tyle bardziej skomplikowane, ile raczej wymagające większej uwagi. Billie musiała przenieść swoją świadomość do VR, dobrze więc było do tego usiąść bądź oprzeć się na ramieniu oferującego pomoc Maxa - choćby po to by po powrocie do rzeczywistości nie odkryć, że zaryło się nosem w ziemię. Potem trzeba było jeszcze ustalić w jakiej sieci pracuje kamera, ale to akurat załatwiła jeszcze w Chatsubo - pozostało przeskoczyć na sieć NeoNetu. To była w zasadzie rutyna, więc po krótkim oporze ze strony sieci Billie udało się uzyskać autoryzację i była gotowa do działania. Samo złamanie zabezpieczeń kamery było trudniejsze ze względu na zapewnianą przez Hosta ochronę, ale z drugiej strony potrzebowała tylko jednego taga, aby uzyskać dostęp do nagrań. Na koniec pozostało już tylko faktycznie zapętlić nagranie. I w zasadzie tylko ta ostatnia część okazała się trudna - kamera nawet ze wsparciem Hosta dała się łatwo otagować, a sama edycja pliku, choć trudna, była typową obróbką danych, nad którą Billie mogła siedzieć ile było trzeba, nie przejmując się upływem czasu. Od wejścia do sieci do momentu gdy skończyła pracę upłynęło niecałe 10 sekund. Nie był to rekord szybkości, ale robota została zrobiona.
  23. - Andrea - odpowiedziała, łapiąc Maxa za rękę i odkładając ją na jego kolana - i jak wszystkie kicie, chadzam własnymi drogami. Będziesz miał dziś całą noc, by pokazać ile jesteś wart. - I choć trochę go tym przystopowała, to była to jednocześnie zachęta do dalszych starań. Po podjechaniu pod Niagarę i wysiadce z samochodu dziewczyna podeszła do pilnujących wejścia bramkarzy, który najwyraźniej ją rozpoznali i kilka razy ochoczo przytaknęli podczas krótkiej rozmowy. Potem kobieta jeszcze raz podeszła do czekającego w samochodzie Maxa. - Za godzinę wszystko będzie przygotowane. Hasło do wejścia to "Horyzont" - dodała z uśmiechem - przekaż komu uważasz że warto, zabawa będzie do upadłego. - powiedziawszy to, wróciła z powrotem do bramkarzy i weszła do środka, zupełnie ignorując kolejkę oczekujących. Max miał więc godzinę by wszystko zorganizować, zaczął więc obdzwaniać wszystkich znajomych jeszcze w drodze do Śliskiego. Ten był bardzo zadowolony z odzyskania samochodu i zgodnie z umową dorzucił umówioną sumę by zabawa była jeszcze bardziej huczna. Sam na miejscu pojawił się nieco wcześniej, by w razie gdyby wszystko to okazało się ściemą mieć jeszcze szansę wszystko odkręcić... Ale wszystko okazało się być w najlepszym porządku. Po przejściu przez bramki kontrolne i podaniu hasła w szatni otrzymał specjalną bransoletkę do składania zamówień i informację że jego impreza odbywa się na dolnym parkiecie... Co oznaczało że Niagara miała więcej niż jeden parkiet i tłumaczyło w jaki sposób można wynająć miejsce na zamkniętą imprezę. Jeśli chodzi o wystrój, dolny parkiet wyglądał bardzo podobnie jak górny - było tu spore otwarte miejsce do tańczenia, umieszczony pod ścianą bar gdzie można było odbierać zamówione drinki, rozmieszczone pod pozostałymi ścianami stoliki dla zmęczonych taneczną aktywnością i umieszczone na antresoli prywatne pokoje, podobne do tego w którym przyjął ich Jones. Największą różnicę stanowiło to, że parkiet póki co mocno świecił pustkami, co mocno kontrastowało z niemal szczelnie zapchanym piętrem na górze. Ludzie dopiero się schodzili i póki co obecne były tylko przybyłe wraz z nim Hieny oraz Ziggy, który właśnie rozmawiał z uratowaną przez Maxa kobietą. Rozpoznanie jej przyszło mu jednak z trudem - jej strój był zupełnie inny, podobnie zresztą jak fryzura wraz z kolorem włosów. Maxowi przeszło przez myśl że na tak mocno zmianę wizerunku kobieta potrzebowała pewnie większości z tej godziny, na którą ją zostawił. Drugą rzeczą, na jaką zwrócił uwagę była obsługa, której było dość sporo zważywszy na liczbę gości. Spora część z nich nie miała nic do roboty, siedziała więc przy stolikach obserwując salę albo podpierała ściany i przyglądała się gościom. Coś w ich zachowaniu nie dawało jednak Maxowi spokoju - zachowywali się... zbyt spokojnie jak na zwykłą obsługę, zresztą ludzie do roznoszenia drinków nie byli potrzebni, skoro odbierało się je przy barze. Prawdopodobnie byli ochroną, ale... nie wiedział dlaczego, ale w jakiś sposób odróżniali się od zwykłych wykidajłów, jakich poznał przy poprzedniej wizycie. Jeden z nich zresztą opierał się o kolumnę kilka metrów za kobietą i Ziggim, udając że nie przygląda się ich konwersacji. Takie zachowanie pasowało do ochroniarzy. Zanim jednak miał czas się nad tym zastanowił Ziggy zwrócił na niego uwagę, wymienił z kobietą jeszcze jedno zdanie i podszedł do niego. - Max, draniu! - uśmiechnął się szeroko, w sposób który sugerował że jest naprawdę zadowolony z zaproszenia - dlaczego nic nie powiedziałeś że znasz Andreę Doherty i masz aż takie plecy w Horizonie? - położył mu rękę na ramieniu i zaczął prowadzić w stronę kobiety - zawsze brałem cię za wolnego strzelca.
  24. Jared Nareen Chłopak był lekko zaskoczony że jego ataki odnoszą jakikolwiek skutek, ale jak to mówił mędrzec w jego wiosce: gdy ktoś podaruje ci konia, nie należy się smucić że ma brzydkie zęby. Czy jakoś tak. Dzięki tej złotej myśli przestał się zastanawiać czy bardziej skuteczne będzie atakowanie szybko i lekko, czy też powoli i mocno. Wciąż zachowując ostrożność, postanowił powtórzyć atak na zjawę. A gdyby się zdarzyło że zjawa zwróci uwagę na kogoś innego... spróbować czegoś nietypowego.
  25. Serio dwa? I do tego jeszcze różne Ale na poważnie - sorry że dopiero teraz, ale od paru dni naprawdę marzyłem już o tym aby dociągnąć do weekendu. Skoro to już się stało, to wyedytowałem oba posty, poprawiłem trochę literówek, itp. Powinno być teraz bardziej czytelnie.