Obi

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1742
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Obi

  1. ***** -Tatooooo! – usłyszałeś po raz pierwszy dziecięce nawoływanie -Tatoooooooo! – usłyszałeś po raz drugi dziecięce nawoływanie -Tatooooooooooo! – usłyszałeś po raz trzeci dziecięce nawoływanie To słowo słyszałeś codziennie, odkąd wróciłeś z tunelów Obserwatorów. Minęły dopiero dwa dni, a wciąż nie mogłeś się jeszcze do tego przyzwyczaić. Małe boginki wody były rozkosznymi potworami, jak je nazywała Felere. Peerree i jej siostry miały swoje humorki i zdążyły już je pokazać. Służki przeklinały pod nosem, gdy musiały tego samego dnia zmywać powstałą wielką kałużę, kiedy to twoje córki postanowiły poeksperymentować ze wrodzonymi zdolnościami, a miały czym się popisać. Władza nad żywiołem wody nie zawsze była stabilna. Twoje czwarte dziecko, Shadyon obserwował to wszystko z wyraźnym znudzeniem w oczach i kręcił głową nad głupotą przybranego rodzeństwa. Mała Shadya nie należała do grzecznych dzieci. Ostatnia przecierana zupka, którą próbowałeś ją nakarmić wylądowała na twoich włosach, a to wszystko za sprawą niekontrolowanego cienistego przeniesienia. Najważniejszą nagrodą były słowa „kochamy cię, tatusiu” powtarzane co wieczór przez trzy, małe boginki. Shadyon nawet tego nie okazywał. Trzymał po prostu dystans, a ocalona Shadya nie umiała jeszcze mówić. Słysząc nawoływanie córek, ruszyłeś biegiem do komnaty, którą wyznaczyła im Felere. Owe pomieszczenie było na tyle obszerne, że mogło pomieścić nawet i dziesiątkę dzieci. Już pierwszego dnia zorganizowaliście kilka łóżek, zabawki, małe wanienki i ubrania. - TATOOOOOOOOOOO! Kolejny wrzask dobiegł z komnaty. Z hukiem otworzyłeś drzwi i zobaczyłeś swoje córki. Całe, bezpieczne i uśmiechnięte. - Co się stało tatusiu? – zapytała Pearr – Dlaczego tu przybiegłeś? – dodała - Spóźniłeś się o minutę – wtrąciła się Peorra - Miałeś dzisiaj gorszy czas – rzuciła Peerree - Znowu robiły te swoje durne zawody. Chciałem im trochę pomóc i pokazałem im to – powiedział Shadyon, a następnie przekształcił swoje usta w pięć oślizgłych, wijących się macek łupieżcy umysłu. Boginki pisnęły i skrzywiły się z wyjątkiem Pearr - Czy to są jego siusiaki? – zapytała -Nie – odparł krótko Shadyon – To są moje macki i jak zadasz jeszcze raz takie głupie pytanie to zjem twój mózg – rzucił, wrednie się uśmiechając - Tatoooo! – pisnęła przerażona Pearr i przytuliła się do twojej nogi. ***** Felere Levirr przeszła samą siebie, gdy pozwoliła twoim nowym podopiecznym oraz towarzyszom broni zamieszkać w swoim domu. Ishtarka nawet nie narzekała na tłok, który się zrobił w jej domu. Czarodziejka najczęściej przesiadywała w swym gabinecie, pochylona nad dokumentami, mapami czy listami. Widziałeś ją jak cały czas pracuje nad sprawą, ale nie można było ją określić jako totalną pracoholiczką. Felere przybywała z wami na posiłkach i nawet zamieniła kilka słów z nowymi domownikami. Wystarczył jeden dzień Pearr z cesarzową Chad’Nasad, by mała boginka była wpatrzona w starszą elfkę jak w obrazek. - Kiedyś tatusiu będę jak ciocia Felere – wyznał twój szkrab. Jedna ze służek pani przyniosła ci liścik. Otworzyłeś go i rozpoznałeś pismo Levirr. Wiadomość była następująca. Jak znajdziesz nieco czasu, przyjdź do mojego gabinetu. Chcę ci kogoś przedstawić. Felere Wiedziałeś, że twoja przyjaciółka nie lubi czekać. Zostawiłeś dzieci pod tymczasową opieką Yanery, która wymyśliła zabawę w „wojowniczki i księżniczki” i wciągnęła w nią Pearr, Perree i Peorrę oraz Shadyę. Wchodząc do gabinetu zauważyłeś siedzącą za biurkiem Felere oraz siedzącą naprzeciwko niej mroczną elfkę o ciemnej skórze, spiczastych uszach i białych włosach zaczesanych w kok. Odziana w fioletową suknię z długimi rękawami ozdobionymi złotym haftem nieznajoma miała naburmuszony wyraz twarzy. Oczywiście nie zapomniała o głębokim dekolcie na którym spoczywał medalion z zielonym, ogniskowanym kryształem. - A więc to on – powiedziała elfka i skierowała swe spojrzenie na ciebie. - Zgadza się. Maren Kras’kotha, mój główny sojusznik i przyszły wybawca Shadovlandu – odparła Felere – Xilaya Desmond, matrona z Sylvenorry, moja stara przyjaciółka i nasza nowa sojuszniczka – dodała przedstawiając ci swojego gościa – Xilaya ma pewne informacje na temat ludzi siedziby demonów, które wspierają cesarzową Shadovlandu - Właściwie mam dla was dobry trop. Jeden z głównodowodzących Adramelecha jest Asmodeusz i włada czymś, co jest określane jako Serce Otchłani. Ten artefakt tworzy sieć portali, by sprowadzać demony. Jeżeli uda nam się to zdobyć i zniszczyć będziemy mieli jeszcze większe szanse – odpowiedziała Xilaya - Xilaya będzie nas wspierać w dostaniu się do środka – odparła Felere - Słyszałam, że macie chwilę przerwy w działaniach więc sugeruję, abyśmy się dobrze poznali – powiedziała Demond i przypatrywała się tobie - Maren, chętnie dotrzyma ci towarzystwa i oprowadzi po mieście – podrzuciła pomysł Felere
  2. Yanera podała małą księżniczkę, która oczywiście była już obśliniona i zasmarkana. Nie udało jej się na początku uciszyć. Ishtarka płakała i dawała całkiem niezły popis swojego wokalu. Dodatkowo zauważyłeś, jak jej biała oczne pokrywają się czarną, wręcz diabelską mgłą i ten sam efekt występował u Perree. - Mistrzu! Shadya robi coś z Perree! – powiedziala Perree już nie chichotała. Boginka wody zbladła nagle i położyła się na podłodze. Efekt minął. Shadya skupiła swoją uwagę na tobie i twoich słowach. Przestała płakać, a jej oczy wróciły do dawnego stanu. Przywołane nowe cienie nie odstawały od wcześniejszych oryginałów. Shadya to kupiła. Uśmiechnęła się i gaworzyła już po swojemu. -Aguhyuadlajmfj – powiedziała Płacz ustał i mogliście kontynuować zabawę, choć mała wyglądała na zaskoczoną, że nie mogła sterować własnymi cieniami. Widziałeś, jak zbierają się łzy do jej oczu. Yanera na wszelki wypadek chwyciła w dłonie dwa drewniane mieczyki. - Księżniczka szkoliła się w walce dwoma mieczami – odparła – Nie podda się tak łatwo, Czarny Rycerzu –dodała, a na jej twarzy błądził przebiegły uśmieszek
  3. Witajcie Mam nadzieję, że wszyscy będziemy się dogadywać, a przede wszystkim dobrze bawić, bo taki jest cel forumowych sesji. Ten temat będzie nam służył za offtop w granicach zdrowego rozsądku i regulaminu Strefy. Możemy tutaj poruszać tematy bezpośrednio związane z sesją jak i bliskimi klimatami. Oczywiście ten temat służy nam też za pytania i odpowiedzi dotyczące przebiegu rozgrywki. Wasze subfora postaram się uzupełnić jutro, jak tylko znajdę czas. Poruszę tu pewną kwestią, a mianowicie wstępu do pierwszej przygody. Kiedy on będzie? W pierwszej koncepcji zakładałem, że ten temat powinien się pojawić po dokonaniu wszystkich ustaleń na linii Gracz - MG, zrobieniu relacji między postaciami i przygotowaniu klasy. Biorąc pod uwagę czas, dostępność zaangażowanych osób w te projekty, uznałem, że dłuższe oczekiwanie na ten ważny post może poważnie demotywować obie strony, które nie mogą się doczekać rozpoczęcia rozgrywki, dlatego też postanowiłem: przeprowadzić z wami pierwsze ustalenia dotyczące planu lekcji, wybranych przedmiotów i wyglądu postów, wielkości miasteczka oraz wybrać osoby w klasie. Pogadamy też o kwestiach mechaniki i moich propozycjach. A gdy już to będziemy mieli za sobą to zacznę pracować nad postem, a wy zajmiecie się relacjami. Przedstawię wam tu też awatary wraz z linkami, by się nie zgubiły w odmętach prywatnych wiadomości: Linki: Alexander McQueen - http://oi64.tinypic.com/kcma6b.jpg Antoinette De Clare - http://oi65.tinypic.com/21kf97n.jpg Arden Usoka - http://oi66.tinypic.com/sziz54.jpg Fabienne Fusion - http://oi63.tinypic.com/hwe51f.jpg John Daglas - http://oi64.tinypic.com/21dimnb.jpg Konomi Akagi - http://oi64.tinypic.com/2utokk1.jpg Lily Cooper - http://oi68.tinypic.com/2uqkkys.jpg Markus York - http://oi63.tinypic.com/2nh0pxj.jpg Maxwell Woodhaven - http://oi65.tinypic.com/xmk0gl.jpg Stanley Jensen - http://oi63.tinypic.com/kckjq.jpg Wstępne ustalenia relacji Alexander McQueen przyjaźni się nie tylko z Ardenem Usoką i Maxwellem Woodhavenem - świetnymi kompanami do gry w kosza Drużyna koszykarzy będzie spędzać też czas z uroczą Azjatką, Konomi Akagi, która udowodni, że nie tylko zna się na siatkówce, ale pokaże im kobiecy punkt widzenia w różnych sytuacjach. Kobieca siła to nie tylko wymyślona idea, ale jest również czymś w rodzaju niezależności. Antoinette De Claire wraz z Fabienne Fusion i Lily Cooper stworzą zabójcze trio, które będzie zwracać na siebie uwagę, nie tylko wpatrzonych w nie chłopców, ale i zazdrosnych o ich powodzenie dziewczyn. Cheerleaderki już obmyślają plan, by pokazać dziewczętom, że żadne trio nie rozbije szkolnych ugrupowań. "Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem" Z tą kwestią Stanley Jensen spotkał sie już wiele razy i wystarczyło jedno, głupie pytanie "Co sie gapisz, grubasie?" od Aidena Spencera, który postanowił spuścić łomot trzymającemu się z dala od ugrupowań, Johnowi Daglasie, by chłopcy zawiązali późniejszy sojusz. A Markus York? Widać, że do nich nie pasuje, ale pewnego deszczowego popołudnia, kierowca nie mógł przyjechać. Wtedy na drodze chłopaka pojawił się Stanley i John, którzy zaproponowali, że podrzucą Markusa do jego domu. Także: @Astaroth, @Balwur, @Cao Cao, @Emyrh, @juma777, @manfret, @Ravanox, @Swara, @Tirren47PL, @Wolha przyzywam was!
  4. uq3kg.jpg

    W końcu na tyle się zadomowiłem na strefie, że zapragnąłem rozwijać tworzone uniwersum. Dziękuję moim graczom w "Kronikach Harmony Falls" Gdyby nie wy, to bym nie miał chęci do rozwijania swojego świata.

  5. Hej kochani Udało mi się zgodnie z przewidywaniami odpisać. Pragnę się z wami czymś też podzielić, a mianowicie tym W dniu dzisiejszym, "Kroniki Harmony Falls" potocznie zwane również "Wiedźmami" wchodzą w skład Obiversum. W tym roku, w tym świecie, tu na Strefie RPG NET pojawią się dwie, nowe sesje. Nie podam wam dokładnej daty, ale bądźcie pewni, że ta sesja nie bedzie zaniedbana. Rozwój uniwersum sprawi, że Kroniki doczekają się mechanicznych aktualizacji. Na pewno dojdą nowe zdolności, zaklęcia i w końcu zostanie rozpisany bestiariusz. To tyle ode mnie. Pozdrawiam. PS. Chętni mogą próbować zgadywać, jakie stworzenia znajdują się w załączonym obrazku.
  6. 13 Września 2016 Godzina: 6:40 Las Huntest Duch nie przemówił głosem, tak jakby oczekiwał tego od niego John. Przezroczysty, bijący mistycznym światłem, jeleń wskazał swym kopytem na ziemię. Zrobił to kilka razy, by dać nastolatkowi do zrozumienia, że znajduje się w lesie. Na następne zadane pytanie, duch zaczął grzebać w ziemi. Stworzenie rysowało coś i John to widział. Po kilku minutach Kitsune ujrzał rycinę jelenia. Znak wydawał mu się dziwnie znajomy. Już się z nim spotkał i to w dniu wczorajszym. Duch wskazał swoją nogą na światło znajdujące się w głębi lasu. Dwie odpowiedzi, które niewiele mogły wyjaśnić. 13 Września 2016 6:27 Kuchnia Dom Państwa Swift Przedmieścia Harmony Falls - Ange? - zapytał Jason podchodząc do Emiela i sprawdzając stan. Mężczyzna przykucnął przy nim , po czym zaczął od oględzin ciała i sprawdzenia pulsu. - Emiel, Emiel - mówił podczas prób cucenia W końcu udało przywrócić mu świadomość. Wuj powoli wstał i wyglądał na zdezorientowanego. - Co tu się stało? - zapytał - Myśleliśmy, że ty nam to powiesz - odparł Jason - Piłem spokojnie kawę i miałem iść po gazetę, po czym ...- rzekł i przerwał szukając kolejnych słów. Nie dokończył. - Straciłeś przytomność - dokończył za niego ojciec Ardena - Taaak - powiedział Emiel - Posprzątajmy tu nim ruszycie do swoich zajęć - mrukną, po czym nieco powolnym krokiem udał się do najbliższej szafki, po czym wyjął z niej zmiotkę i szufelkę, by zamieść znajdujące się na podłodze szkło. 13 Września 2016 6:35 Autobus - Nie przejmuj się nimi gołąbeczko. Wszystko ułoży się po twojej myśli - powiedziała - Wszystko ułoży się po twojej myśli. Wszystko ułoży się po twojej myśli. Wszystko ułoży się po twojej myśli - zaczęła powtarzać to zdanie przez kilka chwil. Wyglądała jakby wpadła w trans. - Oh, przepraszam kochanie. Ucięłam sobie drzemkę - dodała i wstała z swojego miejsca. Kobiecina wysiadła przy szkolnym przystanku. Autobus pojechał dalej, a Fabienne została w środku. **** 13 Września 2016 6:45 Zachodnie Przedmieścia Harmony Falls Pojazd się w końcu zatrzymał. Nastoletnia wiedźma opuściła jego pokład i rozejrzała się po najbliższej okolicy. Bus zatrzymał się na jednym z zachodnich przedmieściach, właściwie to na ich krańu, który rozdzielał się na dwie alejki. Jedna z nich była z całą pewnością opustoszała, ale bardziej na widoku i prowadziła na pola graniczące z lasem. Z kolei druga ścieżka wiodła na niebezpieczne rejony, gdzie krył się margines społeczeństwa w skład którego wchodzili narkomani, bezdomni i alkoholicy. Jaką drogą pójdziesz Fabienne? 13 Września 2016 6:33 Podwórze Coperów Dom Panstwa Cooper Przedmieścia - Nie, Cody po mnie nie przyjedzie. Miałam sama przygotować zaklęcie powrotu, tuż po samym śniadaniu, ale jak widać, zostałam wplątana w poważną sprawę i raczej się już nigdzie nie wybieram. Przynajmniej nie dzisiaj – odpowiedziała Riley na zadane pytanie – Mam kilku przyjaciół w Nowym Jorku i mogłabym ściągnąć tu małe wsparcie. Na pewno nie znajdziesz nikogo na miejscu? Jakiś innych czarownic, które znasz? - zapytała Riley pobiegła za Lily, która wraz z psem ruszyła, by powiadomić ojca. **** 13 Września 2016 6:36 Kuchnia Dom Panstwa Cooper Dziewczyny znalazły ojca siedzącego tuż przy stole. Właśnie stawiał kubek z parującą , zbożową kawą na stół - Wszystko w porządku, dziewczynki? – zapytał – Jak się spało? – dodał Lily zauważyła coś niepokojącego. Wszystkie ozdoby, które wykonała Apple Cooper zniknęły. Dosłownie zniknęły.
  7. Odcinek Pierwszy "Martwi, pogrzebani i potępieni" 12 Września 2016 Poranek Harmony Falls W towarzystwie bezchmurnego, błękitnego nieba i ciepłych oraz przyjemnych promieni słonecznych do Harmony Falls zawitał znienawidzony przez większość mieszkańców poniedziałek. Paskudny, upiorny poniedziałek, który zmuszał poczciwe duszyczki do powstania z wygodnych łóżek, załatwienia potrzeb fizjologicznych, przygotowania stroju i siebie oraz zjedzenia pożywnego śniadania, po którym rodzice i ich latorośle udawali się w dwóch odmiennych kierunkach. Ci pierwsi wyprawiali swoje pociechy i odwodzili je osobiście do szkoły bądź oczekiwali wraz z nimi na szkolny, żółty autobus, który zjawiał się na pobliskim przystanku o godzinie 7:00. Czasami kierowcy zdarzyło się przyjechać wcześniej bądź później. Ci drudzy oczekiwali na transport, a następnie na resztę dnia znikali w szkolnych murach, gdzie tam oddawali się różnym, pracochłonnym i czasochłonnym oraz mózgochłonnym zajęciom. 12 Września 2016 Poranek Pokój Alexandra Dom Państwa McQueen Przedmieścia Harmony Falls Co poniedziałek, Alexander McQueen był budzony o dość wczesnej porze przez swoją matkę, która jako nauczycielka japońskiego miała pierwszą lekcję w tym dniu z Alexandrem i jego kolegami oraz koleżankami z klasy, nie mogła się oczywiście spóźnić. Promienie słońca padały na twarz pogrążonego we śnie jasnowłosego siedemnastolatka. - Wstawaj, Yuki-Chan, dobrze wiesz, że nie możemy się spóźnić – powiedziała do syna stojąc w progu – I mógłbyś raz w tygodniu tutaj posprzątać – dodała nieco z niesmakiem w głosie i krzywiąc się lekko, a następnie odeszła, kręcąc lekko głową. Na pierwszy rzut oka w samym pokoju było dość czysto, choć uważny obserwator bądź wścibski gość, który zacząłby oglądać półki zauważyłby drobinki kurzu, który osiadł na meblach. Do pomieszczenia wpadł Baron, perski kocur będący domowym pieszczochem, uwielbiającym swoją kocią niezależność, gdy wypadała oczywiście stosowna pora. Kot wskoczył na łóżko i zaczął ostrożnie stąpać po śliskiej kołdrze, powoli zbliżając się do Alexandra. Nagle głośno prychnął na niego i zjeżył swe futerko oraz wystawił pazurki. Rozbudzony w ten sposób chłopak nie wiedział, czemu jego zwierzak tak się zachował. To było do niego niepodobne i dziwne. Coś przykuło wzrok blondasa, a tym czymś był wzór na zamarzniętej szybie okna. Chłopak wiedział, że z takim zjawiskiem jakim są zawijasy na szybach można się spotkać dopiero zimą i to z chłodną, srogą, prawdziwą zimą. Dziwny znak hipnotyzował swą obecnością. Chłopak musiał kilkakrotnie zamrugać powiekami, by dobrze mu się przyjrzeć. Co ci się w nim najbardziej rzuciło w oczy, Alexandrze McQueenie? Wkrótce wzór na oknie zmienił swój kolor. Lodowy niebieski został zastąpiony przez brudną czerwień, który zamazała fragment tego mistycznego rysunku. Spływała stróżkami do parapetu. Po chwili wszystko zniknęło. Okno znów było czyste niczym łza. Jesteś zaintrygowany, Alexandrze? 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Josephine De Clare Skraj Lasu Fall Mieszkanie w okolicy lasu ma swój niepowtarzalny urok. Świeże powietrze, piękny zapach ziół oraz odgłosy zamieszkujących zagajnik zwierząt. Czasami można było ujrzeć sarnę w towarzystwie dorodnego jelenia, który pragnął zdobyć samicę, a ona zdecydowała się odwiedzić ogród Josphine De Clare, która w opinii innych mieszkańców mogła uchodzić za dziwną staruszkę, leczy gdy nadchodziły ważne uroczystości, starsza pani potrafiła zachować się jak prawdziwa elegantka. Antoinette De Clare została brutalnie zbudzona ze słodkiego snu. Do jej pokoju wpadł Puszek, prawdziwy wilk będący stróżem domu i obu kobiet. Zwierzę zaczęło głośno wyć oraz w pewnym momencie chwyciło za fragment kołdry i pociągnęło ją za sobą. Przez otwarte okno wkradł się poranny, zimny wiatr, który sprawił, że po gładkiej nodze dziewczyny przeszły dreszcze. Zimno. To ją otrzeźwiło. - Antoinette, chodź na gorące ziółka! – zawołała babcia, wiedząc już, że Puszek wywiązał się z swojego zadania – Puszek, śniadanie! – dodała Kilkanaście minut później, Antoinette siedziała przy drewnianym stole nad parującym kubkiem zaparzonej ziołowej herbatki, a nieco dalej znajdowały się pieczywo, pokrojony na plastry ser i wędzona wędlina oraz opakowanie musli w towarzystwie czarnych i czerwonych porzeczek czy borówek. - No i czego się tak guzdrze? – zapytała staruszka – Jak tak będzie się guzdrać to spóźni się jeszcze do szkoły, a spóźnić się przecież nie może – po tych słowach Josephine chwyciła najbliższą kromkę czarnego pieczywa(białe w tym domu było zakazane) i zaczęła ją smarować masłem. Wpatrując się w kubek, Inette zauważyła na nim dziwny, ciemnoczerwony, ciut lepki wzór. Dziwny symbol składający się czegoś w rodzaju słońca i kłów wgryzających się w pentagram skupiał na sobie wzrok dziewczyny, która nie mogła przenieść swych myśli na inny punkt. Nigdy nie widziała wcześniej czegoś takiego. Nawet księga cieni jej babci nie zawierała takich malunków. Po chwili wzór zamienił się w plamę, która pozostała na stole. Jesteś zaintrygowana, Antoinette? 12 Września 2016 Poranek Pokój Ardena Dom Państwa Swift Przedmieścia Harmony Falls Nastawiony budzik zadzwonił punktualnie o godzinie szóstej. Arden Usoka niechętnie otworzył lewe oko, a następnie prawe. Czy każdy weekend musi się tak szybko kończyć? Nie może potrwać dłużej? Chłopak słyszał czyjeś kroki na korytarzu. Zapewne ojciec, Jason Swift zdążył się już obudzić, by jako pierwszy skorzystać z łazienki. W pokoju Ardena rozległo się pukanie. Drzwi? To nie one były źródłem tego hałasu. Może szafa? Blisko, bo jedna z nich zaczęła się trząść, jakby wszystkie zgromadzone w niej rzeczy chciały uciec. Zainteresowany tym hałasem, Arden odrzucił kołdrę i wstał z łóżka, po czym podszedł do szafy, która nie pozwoliła mu zasnąć. Wahał się. Nie wiedział czy ma otworzyć drzwiczki mebla czy zostawić je w spokoju, ale ciekawość wzięła górę. Otworzył, a to co zobaczył było dość zaskakującym widokiem. Kruki. Czarne jak noc kruki, opuściły wnętrze szafy i zaczęły krążyć po pokoju chłopaka. Część z nich zaczęła go dziobać i drapać swymi pazurami. Krakały. Głośno krakały, a po chwili zniknęły pozostawiając po sobie pióra, które opadły na łóżko i podłogę. Na podłodze pojawił się krwawy wzór. Ten dziwny symbol zmuszał chłopaka, by cały czas na niego spoglądał. Arden nie mógł oderwać od niego oczu, zastanawiając się, co to może znaczyć. Tak nagle jak się pojawił, tak nagle zniknął pozostawiając Usokę z wymalowanym na twarzy zaniepokojeniem. Chłopak trzymał w dłoni pojedyncze, krucze pióro, które było prezentem od mieszkańców, które zalęgły się w szafie. Jak się czujesz, Ardenie? 12 Września 2016 Poranek Pokój Fabienne Dom Państwa Fusion Centrum Harmony Falls W samym sercu miasteczka, które w wciągu dnia było w centrum zainteresowania mieszkańców, mieszkała typowa rodzina, która przeprowadziła się do tego miejsca aż z samej Europy. Państwo Fusion posiadali nieduży, jednopiętrowy dom, który znajdował sie tuż przy jednej z głównych ulic przecinających się z kolejnymi. W tym centrum miasteczka, dom państwa Fusion był tym jednym z nielicznych jednorodzinnych domków. Aleja "Złotych Skowronków" była reklamowana jako cicha i bezpieczna przystań, gdzie każdy może cieszyć się spokojem domowego ogniska, wypoczywając w przydomowym ogródku. Fabienne Fusion była pogrążona w głębokim śnie. Tak dobrze jej się spało, że nie miała ochoty zrywać się z łóżka. Ktoś oczywiście musiał przeszkodzić, a jedynaczka usłyszała głośne pukanie do drzwi pokoju oraz głos matki o imieniu Janice. - Fabienne, wstawaj kochanie, bo spóźnisz się do szkoły - zaszczebiotała rodzicielka Fabienne doskonale wiedziała, że jej mama powróci tu za kilka minut, by sprawdzić, czy córcia opuściła już wygodne łóżko. Kap. Coś kapnęło na dłoń Francuzki. Pół otwarte oczy zauważyły czerwoną plamę. Skąd się ona tu wzięła? Kap. Znów coś kapnęło! Tym razem ucierpiał nos. Fabienne ujrzała dużą plamę, która paskudziła jej część ciała. KAP! Kolejny raz kapnęło i tym razem ubrudzone zostało czoło nastolatki. Dziewczyna otworzyła oczy i zaczęła szukać przeszkadzającego w dalszym śnie źródła. Nie spodziewała się, że zobaczy je na suficie pomieszczenia, tuż nad jej łóżkiem. Ciemnoczerwony, nabazgrany znak ociekał gęstą cieczą, która spływała kroplami na łóżko i samą Francuzkę. Kap, kap, kap. Fabienne pierwszy raz zobaczyła taki symbol i nie wiedziała z czym go może skojarzyć. Do głowy dziewczyny nie przychodziły żadne myśli. Po chwili znak zniknął. Nie towarzyszył mu żaden błysk, a sufit wyglądał jak dawniej. Plamy, które wcześniej znalazły się na skórze panienki Fusion rozpłynęły się nie pozostawiając po sobie żadnego trwałego śladu. Dziwne. Drzwi do pokoju się otworzyły, a w progu stanęła Janice Fusion ubrana w turkusowy szlafrok. - Kochanie, wstałaś już? - zapytała z troskę w głosie - Chodź na śniadanie, tata zrobił tosty - dodała i uśmiechnęła się lekko. 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Codego Daglasa Skraj Lasu Huntest Cody Daglas doskonale wiedział, że zaciszne miejsce sprzyja prowadzeniu spokojnego i w miarę bezproblemowego życia. Dom, który budził wrażenie nawiedzonego miał swoje dwie strony medalu. Po pierwsze, w mieście krążyły plotki, że tam straszy, co powodowało liczne rozmowy o prawdzie tych wieści. Po drugie, amatorzy mrocznych i mocnych wrażeń zapuszczali się o zmroku, by spróbować zobaczyć ducha. Niektórzy tworzyli nawet wydarzenia na popularnym portalu społecznościowym. W końcu dziadek Johna miał tego dosyć i zgłosił u szeryfa te młodzieżowe eskapady. - A coś ty taki zaspany? - rzucił do Johna, gdy ten pojawił się w ulokowanej na parterze skromnej kuchni. W powietrzu unosił się zapach smażonych naleśników. Starszy mężczyzna postanowił uraczyć swego wnuka czymś smakowitym i ciepłym. Trzymając w jednej dłoni rozgrzaną, czarną patelnię Cody Daglas odmierzył drugą dłonią odpowiednią ilość ciasta przy pomocy starej, nieco wysłużonej chochli. John dobrze wiedział, że jego opiekun nie żyje w luksusie, mimo że ojciec chłopaka przesyłał pewne sumki na konto swego ojca. - Możesz sobie wybrać z czym chcesz je zjeść – powiedział nie przerywając procesu smażenia Młody Daglas miał całkiem dobry wybór. Na stole stał syrop klonowy w szklanej butelce, który aż się prosił, by go się chwyciło i polało się nim naleśniki. W glinianym kubeczku znajdowały się borówki, a obok niego stał słoik z domowymi konfiturami od pani Josephine De Clare. Nim zdołał chwycić po jeden z produktów dostrzegł coś dziwnego. Karmazynowy, humanoidalny sięgający ponad dwa metry wzrostu lis o świecących oczach będący drugim wcieleniem dziadka spoglądał do niego, gdy jego opiekun był zajęty swoją aktualną pracą. Lisi duch wskazywał na kuchenne okno. Nie było w nim nic nie zwykłego, wiec dlaczego wskazywał tam? Odpowiedź była dość zaskakująca. Po zewnętrznej szybie spływała czarna, gęsta maź, która nie miała pojedynczego źródła. Z północnych krańców spływały kolejne ciemne strużki, które łączyły się z pozostałymi w dość niewytłumaczalny sposób. Symbol. Oto było finalne dzieło strużek. John nie wiedział, co on dokładnie przedstawiał ani do czego można by go przypasować. To coś zawierało zagadkę, która była kluczem do poznania odpowiedzi. Po chwili symbol zniknął, zacierając za sobą wszelkie ślady swojego jestestwa. Karmazynowy lis również zniknął, a dziadek zaczął cicho pogwizdywać. - Wszystko w porządku? – zapytał Cody odwracając się do nastolatka. 12 Września 2016 Poranek Łazienka Dom Panstwa Akagi Przedmieścia Zaspana Konomi Akagi spoglądała na swe również zaspane odbicie w łazienkowym lustrze. Poniedziałek. Poranne wstawanie. Szkoła. Te trzy słowa od niecałych dwóch tygodni zamieszkały w głowie nastolatki. Do pomieszczenia wpadła starsza siostra Konomi, Karmen która wyraźnie była już gotowa do rodzinnego śniadania. Dzisiejszego poranka jej włosy były delikatnie falowane, a to wszystko dzięki wczorajszemu umyciu i zaplątaniu w kilkanaście warkoczyków. - Jeszcze jesteś nie gotowa? – zapytała spoglądając na młodszą siostrzyczkę – Pospiesz się, bo nie chcesz byśmy się spóźniły do szkoły – powiedziała – Tata tego nie lubi – dodała i przewróciła oczami – Dzisiaj ja wychodzę z Bayleyem? – zapytała Odezwało się energiczne szczekanie, a do łazienki wpadł mały, zakręcony psiak rasy York, który był ulubieńcem i pieszczochem całej rodziny. ~ Hau, hau ~ zaszczekał i zamerdał ogonkiem Bayley - Wygląda na to, że moja kolej. Dzięki za przypomnienie, Bayley, a teraz sio stąd i czekaj na mnie na parterze ~ Grrrrrr ~ zawarczał cicho Bayley - Nie kłóć się ze mną – mruknęła Karmen ~ Grrrrrr ~ ponowił warknięcie Bayley - Motus – powiedziała wyraźnie Karmen wskazując dłonią na domowego zwierzaka. Pies uniósł się kilka centymetrów nad ziemią i nie wiedział, co się dzieje. Starsza panienka Akagi przy pomocy telekinetycznego zaklęcia zaczęła przenosić psiaka z łazienki. Gdy tylko pieszczoch znalazł się za drzwiami łazienki, Karmen opuściła pomieszczenie zostawiając Konomi samą. Japonka ponownie przyjrzała się swemu odbiciu i ujrzała jasnowłosą dziewczynę, która była bardzo podobna do niej. Obie wyglądały jak dwie krople wody z jedną różnicą. Blondynka wyglądała na pewniejszą siebie i zachowywała się bardziej wyniośle. Dziewczyna znajdująca się po drugiej stronie lustra odrzuciła noszlancko swe włosy i uśmiechnęła się złośliwie ku Konomi. W jej dłoni pojawiło się rytualne ostrze wykonane ze złota. Odbicie dźgnęło swoją drugą wolną dłoń, a panna Akagi poczuła niesamowity ból. Widząc ten czyn i efekt, złośliwe alter ego ponowiło swe działanie i rozkoszowało się bólem nastolatki. - Boli, prawda? – zapytało odbicie i uśmiechnęło się złośliwie - Spójrz na to – dodało i przyłożyło swą krwawiącą dłoń do lustra. Na niej Konomi ujrzała koślawy, wyryty krwawy symbol… Wzór przypominał słońce z jakimś amuletem bądź eliksirem w środku. Wysuwające się kły łączyły się z pentagramem. Konomi pierwszy raz widziała taki znak, który pojawił się także na jej wewnętrznej stronie własnej dłoni. Wzór hipnotyzował i zmuszał do głębszego zastanowienia się nad jego znaczeniem. Po chwili to wszystko zniknęło. Jej drugie odbicie oraz wyryty symbol na dłoni, a sama Konomi nie mogła powiedzieć w jaki sposób to wszystko się ulotniło. 12 Września 2016 Poranek Ogród Dom Panstwa Cooper Przedmieścia Mieszkanie na przedmieściach miało swoje wady i zalety, ale Lily Cooper ceniła sobie możliwość posiadania własnego przydomowego ogródka, który był jednym z miejsc stworzonych do wypoczynku na świeżym powietrzu. Jeszcze zielona trawa i liściaste drzewa nadawały uroku bliskiemu otoczeniu domostwa państwa Cooper. O poranku, młoda, jasnowłosa dziewczyna o imieniu Lily została poproszona o wyjście z swym francuskim buldogiem. Jak się nazywa twój piesek, Lily? Czarne psisko krążyło przy jasnobrązowym, niedawno odświeżanym domowym płocie, szukając odpowiedniego miejsca, by móc pozostawić naturalne odpadki. Maluch uważnie obwąchiwał każde miejsce, zastanawiając się czy już tego w jakiś sposób nie zaznaczył. Pies cicho chrząknął i zaczął załatwiać swoją grubszą potrzebę, zaś Lily bacznym okiem obserwowała poczynania swojego pupila. Łup! Obwoźny roznosiciel gazet jak zwykle przerzucił gazetę za płot przeszkadzając psiakowi dziewczyny w porannej toalecie. Lily podeszła do prasy, by ją chwycić i zanieść do domu. Jej wzrok zatrzymał się na stronie tytułowej. Nie było tam żadnych zdjęć czy skandalicznych wieści, ale coś o wiele dziwniejszego i niepokojącego. Nabazgrany, ciemnoczerwoną, kleistą mazią symbol rzucał się w oczy panny Cooper. Nie wiedziała. Nie miała pojęcia, co te bazgroły mogą symbolizować lub czy mogą mieć jakieś głębsze znaczenie. W jej głowie pojawił się ogromny znak zapytania. Za dużo niewiadomych. Symbol ociekał mazią i pobrudził opuszki, jak i same palce dziewczyny. Po chwili zniknął tak nagle, jak się pojawił. Gazeta znów zawierała swoje typowe, codzienne treści, a piesek pozostawił swoje nieczystości przy płocie i z radością pobiegł ku swej właścicielce. 12 Września 2016 Poranek Sypialnia Markusa Posiadłość Yorków Wschodnie Przedmieścia Stara elegancka posiadłość rodziny Yorków znajdująca się w odosobnieniu od innych domostw w wschodnich przedmieściach miała swój niepowtarzalny urok. Imponował nie tylko biedniejszym mieszkańcom, ale i tym bardziej majętniejszym, którzy pragnęli rywalizować z panem Yorkiem o popularność i bycie na językach, jak to bywa w miasteczkach. Cóż niektórzy, którzy spotkali się z rzeczywistością przestali bawić się w konkurencję domostw i odpuścili, ciesząc się własnym życiem. Pan Leonard Abraham York mimo swych dziewięćdziesięciu lat trzymał się całkiem w porządku, jak na swój wiek. Część mieszkańców uważała, że nie wygląda na swoje lata, a jeszcze inni mówili o możliwych operacjach plastycznych bądź wartości przekazanych genów. Ulokowana na drugim piętrze posiadłości, sypialnia chłopaka przypominała średniej wielkości mieszkanie znajdujące się w apartamentowcu położonym w centrum miasta. W pomieszczeniu byłoa garderoba, oddzielna łazienka, kilka szaf, biurko, łóżko, telewizor oraz komputer, a każda ściana była zasłonięta z regałem wyposażonym w książki. Każdy wiedział, że przeciętny człowiek w godzinach porannych miał najmocniejszy i głęboki sen. Markus York nie był tu wyjątkiem. Chłopak leżał na plecach i powoli oddychał. Nie wiedział, co go jako pierwsze wyrwało ze snu. Spadająca z regału książka czy dzwoniący na nocnej szafce budzik wskazujący na godzinę 5:50. Markus zerknął na leżącą na podłodze książce. Nie widział jej tu wcześniej. Nie takiego, opasłego tomiska w skórzanej oprawie. Młodzieniec powoli wstał z łóżka, by bliżej przyjrzeć się znalezisku. Dostrzegł w niej coś dziwnego. Krwawy, mazisty znak na okładce. Widząc to miał wątpliwości. Nie wiedział, czy wciąż śpi, czy już się obudził. Ten symbol go hipnotyzował, przyciągał dosłownie do siebie, a Markus nie potrafił go powiązać z żadną znaną mu sprawą. Pustka, kompletna pustka zagościła w głowie siedemnastolatka. Po chwili znak zniknął, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu swej bytności, a książkę, którą podniósł Markus okazała się czyimś dziennikiem. 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Państwa Woodhaven Przedmieścia Każdy rodowity Amerykanin wiedział, że kuchnia jest nie tylko miejscem przygotowywania posiłków, ale i rozmów rodziców z ich dziećmi. To tutaj młodzież i starszyzna zdradza swoje tajemnice i dzieli się swymi przeżyciami, jakie towarzyszyły im przez cały dzień. To w tym pomieszczeniu odbywały się wszelkie szczere pogadanki oraz padały propozycje na temat rozpoczętego dnia. Dzisiejszego poranka, Maxwell Woodhaven cieszył się nie tylko obecnością matki, ale również i wizytą starszej siostry Elisabeth, która korzystała jeszcze z wolnych dwóch tygodni nim wróci na studia. Max, gdzie studiuje twoja siostra? Ubrana jeszcze w piżamę składającą się z koszulki z długim rękawem i materiałowych, prawie prześwitujących spodni, dziewczyna nalewała do szklani pomarańczowy sok. - Mam nadzieję, że w tym tygodniu nie ma żadnego spotkania z rodzicami? – zapytała matka rodzeństwa - Ja już do takich spraw nie liczę – zażartowała Eli biorąc do ręki kromkę pieczywa, którą posmarowała masłem - Pamiętam o tym – odpowiedziała matka – Ty chwilowo jeszcze pracujesz – dodała wiedząc, że córka ma wakacyjną, dorywczą pracę mimo, że nie musiała pracować. - Dzisiaj mam wolne. Sezon się skończył i nie ma już takiego ruchu – rzekła Elisabeth nakładając na kanapkę wędlinę i plaster żółtego sera – Pokroisz pomidora i ogórka? – zwróciła się do brata, który był myślami gdzieś indziej. Dzisiejszego poranka wstał w niezbyt dobrym humorze. Chłopak czuł irytację, która z minuty na minutę rosła i nie zamierzała ulec innej zmianie. Zerknąwszy na kalendarz z oznaczeniem faz księżycowych, Maxwell wiedział, że zbliżający się piątek będzie jego najgorszym dniem z zdecydowanie nieciekawym wieczorem. Tego dnia miała być szkolna impreza. Ognisko w lesie Fall. Uwagę chłopaka odwróciła czerwona plama, która pojawiła się na wierzchu jego dłoni. Kap. Coś kapnęło. I to w to samo miejsce. Plama na dłoni powiększyła się, a Woodhaven zaczął instynktownie rozglądać się za źródłem tego kapania. Nie musiał szukać długo. Sufit kuchni. To on okazał się źródłem tego kapania. Maxwell wpatrywał się w ciemnoczerwony, kapiący znak, który z nieznanych mu powodów pojawił się na kuchennym suficie. Max pierwszy raz spotkał się z takim symbolem. Słońce z dziwnym wzorem oraz kłami wgryzającymi się w pentagram. To było dziwne zjawisko, a nastolatek nie mógł go z niczym połączyć. Nic mu w tej chwili nie przychodziło do głowy, a znak jak się nagle pojawił, tak i nagle zniknął. - Wszystko w porządku? – zapytała mama – Od pięciu minut spoglądasz na sufit – zauważyła 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Jensenów Wioska Blackstone Poranki w domu Jensenów były głośne i nieco chaotyczne. Od pierwszych minut po przebudzeniu, Stanley słyszał jak jego młodsza siostra Gillian i ośmioletni braciszek Billy spierają się o łazienkę. - Siedzisz w niej za dużo czasu z tymi swoimi kredkami – zaczął marudzić chłopiec - To nie są kredki tylko kosmetyki, a teraz wybacz maluchu, ale chcę się umalować w spokoju – odparła dziewczyna - Gillian, Billy, nie kłóćcie się, proszęęęę – powiedział ojciec mierząc nieco chłodnym spojrzeniem rodzeństwo przechodząc przez korytarz. Gillian zrobiła skruszoną minę i zniknęła za drzwiami łazienki - No widzisz jaka ona jest. Traktuje mnie jak dziecko, a ja wiem do czego służą jej kredki – rzekł chłopiec – Do malowania twarzy – odpowiedział całkiem poważnie Rodzinne śniadanie jak zwykle odbywało się w kuchni połączonej z niewielką jadalnią. Nils Jensen pił poranną kawę w swym ulubionym jasnoniebieskim kubku w kwiatki oraz czytał gazetę. Silver przygotowywała drugie śniadanie dla dzieci, a Billy przedrzeźniał Gillian, która wpatrywała się w ekran swojej komórki i próbowała pisać smsa. W tym roku szkolnym, młodsza siostra Stanleya będzie uczęszczała do tej samej szkoły, co jej starszy brat. Nie była zachwycona pierwszym tygodniem. Ludzie określali ją wspólniczką. Posiłkowi towarzyszyła przyjazna atmosfera. Stanley zauważył czarną maź, która spływała po zewnętrznej stronie okiennej szyby. Stróżka łączyła się z kolejnymi, które utworzyły coś w rodzaju malowidła. Ten dziwny znak hipnotyzował swoją obecnością. Stanley nie bardzo wiedział, co on oznacza ani z czym się to jeszcze wiąże. Chłopak poczuł czyjąś dłoń na swym ramieniu, a gdy odwrócił głowę ujrzał Ją. Ulrike, kobietę o złocistych lokach i ciemnych oczach oraz bladej cerze. Odziana w karmazynową, długą suknię wpatrywała się w młodego Jensena. - Nie lekceważ tego – rzekła łamaną angielszczyzną, a nastolatek poczuł jak bije od niej chłód, nienaturalny chłód. Ulrike podeszła do nieświadomego Billego i odchyliła jego szyję, by pokazać Stanleyowi ślady kłów. - Może być ich więcej – powiedziała tajemniczo Chłopak zauważył, że jego pozostali członkowie rodziny mają takie same ślady jak Billy. Wiedźma zniknęła. Znak również przepadł podobnie jak blizny domowników. - Coś się stało? Jesteś jakiś nieswój? – zapytała matka zapakowując zrobioną kanapkę ///Notka od MG/// Witam w oficjalnej pierwszej przygodzie. Pamiętajcie, że wasze postacie pierwszy raz spotykają się z tymi zjawiskami, wiec oddajcie to w postach. Deadline tej tury: 12/13 listopada 2016
  8. Nenzara&Nilonim Tenna Nenzara uśmiechnęła się, widząc, jak jeden z nowo poznanych towarzyszy wie jak należy się zachować w obecności kobiety. Z kolei ten Dvarokh zachował się karygodnie i na pewno zasłużył na karę. - Jestem Mortsit i powinieneś mi okazać szacunek wojowniku. Założę się, że nie miałeś poznać smaku mojego agiela, ale nie martw się o to. Jeszcze się z nim spotkasz – rzuciła hardo i oparła dłoń na jednym z agieli. - Świetnie – skwitowała Mortsit, gdy usłyszała odpowiedź Aerynasa. Nie będą marnować czasu na tłumaczenie. Zaczynał podobać się jej ten wojownik. Z kolei ten drugi był taki prymitywny i dziki oraz nieokrzesany. Doskonałe narzędzie… do mordowania, oczywiście. - Dziękuję za odpowiedź, Deatlynn – powiedział Nilonim – Nie kamy zatem tej osobie na nas zbyt długo czekać. Mag nie miał ochoty słuchać wrzasków i ewentualnych wyzwisk Sshamatha. Widząc zachowania głowy bractwa, Nenzara cicho zachichotała - Złość piękności szkodzi –zwróciła się do niego Nenzara – Nie denerwuj się tak – rzekła do mistrza bractwa
  9. Pearr i Peorra nie zamierzały tak łatwo ulec, jak ich ukochana siostrzyczka, Perree. Dziewczynki zgrabnie unikały twoich prób powalenia na ziemię. Towarzyszył temu chichot i uśmieszki. W końcu jednak, udało ci się pokonać i wojowniczkę, i księżniczkę. Cieniste stworzenia zostały z łatwością przez ciebie wchłonięte. Widząc ten krok, mała Shadya zaczęła głośno płakać. Boginka cieni uderzała drewnianą zabawką o podłoże. - Ehhhh no i koniec zabawy – westchnęła Perree – Ostatnio, jak zaczęła płakać to robiła to przez kilka godzin. Pamiętasz, tato? – zapytała twoja córka - Nieeeeee, bawimy się dalej – zawołała Pearr – Yanera i Shadya są wciąż żywe! – dodała - Dokończmy zabawę. Prrroszę – zaćwierkała Pearr Yanera próbowała uspokoić Shadyę. Twoja uczennica łaskotała ją, rozśmieszała robiąc śmieszne minki czy nawet tłumacząc jej, że stworzonym cieniom nic się nie stało.
  10. Illar wyglądał na zadowolonego, gdy usłyszał twoją odpowiedź. - Sprawdźmy, co Srebrny Dzban kryje – rzucił łotr, po czym ruszył za tobą Karczma nie prezentowała się przeciętnie. To już można było odnieść na pierwszy rzut oka. Ściany były ozdobione przez obrazy i srebrzyste wzorki wijące się tuż wokół ram. A same dzieła sztuki? Były oczywiście z najwyższej półki. Przedstawiały sceny z życia Ishtarskiej szlachty oraz kapłanek. Nikt też nie zapomniał o srebrnej statule przedstawiającej wojownika dzierżącego długą włócznię i okrągłą, płaską tarczę. Więcej tu było oczywiście wydzielonych lóż niż wolnych stołów ustawionych gdzie popadnie. Nie można było oczywiście zapomnieć o dobrze zaopatrzonym barze, przy którym stał młody karczmarz ubrany w szarą, jedwabną tunikę, czerwony fartuch i ciemne spodnie. Spojrzenie jego złotych oczu zatrzymało się na waszej dwójce. Tego dnia, o tej porze Srebrny Dzban gościł pustki. - Nie spodziewałem się czegoś takiego – rzucił Illar - Czemu tu nic się nie dzieje? – zapytał karczmarza - Za wczesna godzina – odparł karczmarz - Cóż, w takim razie nic tu po nas – powiedział do Ciebie, Illar ***** Rezydencja Matrony Larssei należała do pilnie strzeżonych i ogrodzonych budynków. Nie wystarczył tu kamienny, wysoki mur, który został dodatkowo nasączony strażniczymi murami. Musiały być także obecne niewielkie wieżyczki z kusznikami, którzy obserwowali co się dzieje. Zbliżyliście się ostrożnie do bramy wejściowej. Oczywiście po drugiej stronie czekał komitet powitalny w postaci Ishtarskiej ochrony złożony z siedmiu strażników. Miecze, tarcze, włócznie, oszczepy, a nawet dziwne zakrzywione ostrza. Tak prezentowało się ich uzbrojenie. - W jakim celu tu przybywacie? – zapytał jeden z nich
  11. Południowa część Sylvenory nie jest dzielnicą o wysokim poziomie bezpieczeństwa. Kręci się tu sporo podejrzanych osobników o dość nieczystych intencjach. To właśnie tu, jeżeli wiesz gdzie szukać, możesz nająć ostrze na jedno, szybkie zlecenie lub zakupić truciznę, która sprawi, że twój wróg umrze w śmiertelnej agonii. Najważniejszymi elementami tej części były magazyny. Wybudowane z cegły i sprowadzonego drewna czy budulca stworzonego z jaskiniowych olbrzymich korzeni bądź wielkich grzybów. W tych mierzących ponad osiem metrów budynkach lokalni kupcy i przemytnicy przetrzymywali towar. Często można było się także spotkać z wymuszeniami, prostytucją oraz przemocą. Każdy pilnował własnych pleców i nikt nikomu nie spieszył z pomocą. Zdarzał się oczywiście wyjątek buntowniczego elfa. Południowa część była także gospodarzem wszelkich knajp i tanich przybytków oferujących rozmaite rozrywki. Hazard, walki gladiatorów czy handel informacjami oraz niezbyt legalnymi substancjami i przedmiotami. "Damulka Warta Grzechu" była swego rodzaju centrum rozrywki w tej dzielnicy. Z zewnątrz mogła przypominać tani zamtuz czy podejrzaną spelunę. Dwupiętrowy budynek w otoczeniu magazynów nie wyróżniał się na tle innych budowli. Widniejący nad drzwiami wejściowymi szyld przedstawiał kobietę odzianą w skąpą szatę i przyozdobioną biżuterią. Artysta miał tu pole do popisu. Tego mrocznego i ponurego dnia siedziałeś w kącie sali karczemnej wraz ze swoim przyjacielem, Illar'em, który zamówił dla waszej dwójki tutejszy specjał zwany "Grzechem Damy" - trunek mieszający słodki smak z ostrym i palącym język posmakiem. Purpurowa ciecz rozlana została na dwa drewniane puchary. Illar był średniego wzrostu o atletycznej budowie ciała Ishtarem o szpiczastych uszach, które jedno z nich było przyozdobione srebrnymi kolczykami. Miał wyzywający wyraz twarzy i zdarzało mu się zadzierać nosa. Często przeczesywał swą białą czuprynę, a jego ciemnoczerwone oczy wypatrywały czegoś interesującego. Illar był specjalistą od zamków, pułapek i szybkich ucieczek. Zwykle nie unikał walki w zwarciu, ale zdarzało mu się używać kilka niecnych sztuczek typu kopniak w krocze czy sypnięcie piekącym piaskiem. W tym dniu, Illar odziany był w skórzaną zbroję, dodatki do niej w postaci butów, rękawic, kaptura, spodni i karwasz. Za plecami znajdowały się dwie pochwy w których spoczywały dwa, długie , stalowe miecze. - Nudzę się - powiedział biorąc łyk trunku - Ostatnio nie wydarzyło się nic interesującego, a ta stagnacja mnie dobije. Potrzebuję adrenaliny, przygód, jakiegoś balansowania między życiem, a śmiercią - zaczął swój wywód łotr -Powiedz mi, przyjacielu - zwrócił się do ciebie - Czy masz podobne myśli?
  12. Kochani, ode mnie odpis leci najpóźniej w czwartek. Przepraszam za drobne opóźnienie
  13. Hej Astaroth Zakładam nam temat na pogaduchy i drobne ustalenia, ale jak dobrze wiemy, mamy komunikację poza forum. Mój styl już znasz, moje wymagania również. Wspomnę tylko, że na chwilę obecną tempo 7 dni dla gracza i 7 dnia dla MG mi odpowiada, ale możemy je zmienić na 5 dni dla gracza i 5 dni dla MG Jak wstępnie ustaliliśmy piszę dla ciebie w drugiej formie liczby pojedynczej, a Ty w pierwszej formie
  14. Kochani, ode mnie odpis leci najpóźniej w czwartek. Przepraszam za drobne opóźnienie
  15. "Kochany pamiętniku, dziś będzie inaczej. Musi być. I wszyscy mi uwierzą. Będę mówić: „W porządku, dzięki. Czuję się lepiej”. Już nie będę smutną sierotką. Zacznę od zera, zostanę kimś nowym. I przetrwam." Elena Gilbert Muzyka? Zdjęcie? Graficzna propozycja? Fragment serialu/filmu? Ten temat jest przeznaczony na inspiracje. Dzielmy się tym, co jest dobre i niedobre
  16. Wytrącenie drewnianej zabawki z rąk Perree przyszło dość z łatwością, choć mała próbowała kombinować na swój sposób. Pierwsza została położona. Na szczęście nie wykorzystałeś za dużo siły i nikt na tym nie ucierpiał. Całus oczywiście został przyjęty, a Perree cicho chichotała, by następnie udać pokonaną. - Wojowniczki, pomścijcie mą śmierć! – powiedziała, słabiutkim głosem - Do ataku! – krzyknęły Pearr i Peorra -Agaaaaa! – dodała Shadya Dwie boginki z krzykiem ruszyły na ciebie i zaczęły swój pojedynek. Mała Shadya machała rączkami i drewnianym mieczykiem. Z jej dłoni wystrzeliły dwie czarne wstęgi, które uformowały się w cieniste podobizny Perree. -Ggugugugu- rozkazała im Shadya Cienie ruszyły w twoim kierunku. Zostałeś otoczony przez czwórkę wojowniczek. Ich uderzenia nie były silne ani bolesne. Dzieci wiedziały, że jest to tylko zabawa.
  17. - Ej, tato! Zostaw moje macki. Kiedyś cię poparzą – powiedziała Pearr, zamykając oczy przy tym czochrańcu - Dobrze! Niech Czarny rycerz tu zostanie! Złożymy go w ofierze dla mackowatej Pani! – rzekła z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy Shadyon spojrzał na ciebie, po czym rzekł bezemocjonalnym tonem - Proszę cię… ojcze – rzekł elf, krzywiąc się lekko przy wypowiadaniu ostatniego słowa - Takie księgi czytałem jako lektury do poduszki lub po mordowaniu kolejnych kochanek prawdziwego taty – rzucił syn Dziewczynki wraz z opiekunką z uwagą słuchały wstępnej opowieści i obserwowały wejście czarnego rycerza, który otrzymał drewniany miecz i hełm. - Ja! Ja uratuję Shadyę! – oznajmiła Perree i stanęła w pozycji bojowej. Miecz trzymała w obu dłoniach. Dziecko zmarszczyło nieco brwi i zrobiło tym bardziej skupioną minę -Agaaaaa- krzyknęła Shadya - Za księżniczkę Shadyę! – krzyknęła Perree i ruszyła do ataku
  18. 13 Września 2016 Godzina: 6:30 Las Huntest John, jako pierwszy przekroczył dzisiejszego dnia mgłę oddzielającą go od granicy lasu. Człowiecze oczy Daglasa musiały przyzwyczaić się do szarości. Cisza. To ona była pierwszą towarzyszką, która przyłączyła się do chłopaka. Kitsune nie wiedział dokąd miał iść. Las znał dość dobrze, ale wiedział, że może w nim czaić się coś niebezpiecznego. Nadawca wiadomości nie zostawił mu żadnych wskazówek, ale las, owszem. Truchło powalonego i martwego jelenia znajdowało się niedaleko chłopaka, który kroczył w głąb lasu. Zwierzę miało utkwione swe puste spojrzenie, gdzieś w dal. Wokół niego znalazła się kałuża krwi, zachęcająca pobliskie robactwo, by zainteresowały się pożywką. Z trupa błysnęło światło. Dość jaskrawe i jasnoniebieskie, a w jego blasku stała duchowa postać. Duch spoglądał na Johna. Nie poruszył się. Stał chwilowo w miejscu, a Daglas pierwszy raz w życiu widział takie stworzenie. Tuż za jeleniem, w nieco większej odległości, pomiędzy drzewami pojawiło się źródło światła. Coś mieszkało tutaj. Tylko co? 13 Września 2016 6:20 Gabinet Jasona Dom Państwa Swift Przedmieścia Harmony Falls Skupienie się na mocy pochodzącej z talizmanu przyniosło właściwe efekty. Upiór, który wcześniej zaatakował Jasona, wydał z siebie pisk i raptownie odsunął się od mężczyzny. Arden wykorzystał swoją szansę, by uciec z gabinetu. Telekinezą udało mu się przyciągnąć ojca w swoim kierunku i wraz z nim opuścił pomieszczenie, a przebywające tam upiory mierzyły się z konsekwencjami po zdolnościach czarownika. **** 13 Września 2016 6:23 Kuchnia Dom Państwa Swift Przedmieścia Harmony Falls Kuchnia to było pierwsze miejsce, do którego udali się ojciec z synem. Na miejscu okazało się, że ktoś złożył im niespodziewaną wizytę. Wuj Ardena leżał nieprzytomny na podłodze. Miał strasznie bladą skórę. Wyjątkowo nienaturalną. Ciotki nie było w pobliżu. Stół był wywrócony. Podobna rzecz miała się z krzesłami. Talerze były potłuczone, podobnie jak kubki. W całym tym bałaganie znajdował się krótki liścik. Gra cieni została rozpoczęta. Jeśli chcesz odzyskać bliskiego udaj się w głąb lasu Huntest, aż do jego starych granic. Pan Cieni będzie na ciebie oczekiwał. - Co tu się stało? – zapytał ojciec – Czyżby Emiel znowu wpadł w szał? – dodał Jason Arden zauważył, że jeden szczegół mu nie pasuje. Na rodzinnej oprawionej w ramkę fotografii, która wisiała na kuchennej ścianie brakowało jednej osoby. Jego ciotki. A powinna na niej być. Arden wiedział, że w dniu wykonaniu zdjęcia, kobieta pochwaliła się swoim nowym talizmanem w postaci szpilki w kształcie motyla. 13 Września 2016 6:33 Autobus Fabienne zajęła miejsce w autobusie i oddała się rozmyślaniom o niedawnej sytuacji, która ją spotkała. Liścik nie zawierał szczegółowych informacji, a sama nastolatka próbowała ułożyć to wszystko w swojej głowie. Nagle ją olśniło. Las znajdował się w zachodniej części miasta, a ta linia autobusów zatrzymywała się na ostatnim przystanku co dwie godziny. Teraz musiała tylko zdecydować, czy wysiądzie na szkolnym przystanku, czy pojedzie dalej, aby wziąć udział w tej całej grze cieni i uratować koleżankę. Autobus zatrzymał się na pobliskim przystanku. Wsiadło do niego kilka pasażerów, po czym pojazd ruszył dalej. Czas uciekał. Fabienne wiedziała, że następnym punktem tej wycieczki będzie już szkoła. - Wyglądasz, jakby coś ciebie trapiło, gołąbeczko – zapytała starsza pani, która usiadła tuż przed Fabienne Kobieta miała łagodny wyraz twarzy, a jej siwe włosy zostały spięte przez elegancką, pozłacaną spinkę. Uśmiechała się życzliwie do nastoletniej czarownicy. 13 Września 2016 6:33 Podwórze Coperów Dom Panstwa Cooper Przedmieścia Lily Cooper znalazła się w dość niespodziewanej sytuacji. Dziewczyna na szczęście nie została z tym sama. Szybko poczuła dłoń na ramieniu i po chwili znalazła się w objęciach Riley. - Ciiiiii, spokojnie. Wszystko będzie dobrze – powiedziała spokojnym głosem, wciąż tuląc do siebie jasnowłosą – Uratujemy twoją mamę. Zrobimy wszystko co w naszej mocy. Na pytanie o zagajnik, Riley nie potrafiła nic powiedzieć. Lily mogła się tylko domyślać, że nie znała tego miejsca, a sama hipiska wiedziała, że wymieniony las znajduje się w okolicy zachodniej części miasta -Przygotuj się – rzekła czarodziejka – Zostanę i pomogę w tej misji ratunkowej. Zakładam też, że powinnyśmy się pośpieszyć. 13 Września 2016 6:30 Dom Państwa Akagi Przedmieścia Zaniepokojeni krzykami i płaczem córki, Ayumi i Masashi Akagi natychmiast przybyli do Konomi. Rodzina spotkała się w przedpokoju. - Co się stało, kochanie? – zapytała mama - Wszystko w porządku? – dopytywał się ojciec – Dlaczego płaczesz? - Kim jest ta Karmen? Znowu mówisz o swojej wyimaginowanej przyjaciółce z dzieciństwa? Myśleliśmy, że z tym skończyłaś, Konomi! – rzekła chłodno Ayumi Kobieta nie zwróciła nawet uwagi na łzy. - Jeżeli to jest twój sposób, aby nie iść do szkoły. To wiedz, że to na nas nie działa – dodała Zapłakana Konomi nie spodziewała się takiej reakcji rodziców. Spoglądając tylko na pamiątkową ścianę ze zdjęciami jej rodziny, zauważyła, że brakuje im kogoś istotnego. Karmen. Nie było jej na żadnym ze zdjęć, a to było niemożliwe, bo Konomi doskonale pamiętała ten wspólny wypad nad jezioro, czy wizytę w Nowym Jorku
  19. Kochani Postaram się spostować w tym tygodniu. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić już jutro Dzisiaj nie czuję weny.
  20. 3 pkt - Astaroth 2 pkt - Nyx 1 pkt - Aquaman
  21. Nenzara&Nilonim Tenna Nenzara przyjrzała się w milczeniu nowym nabytkom do ich drużyny. Pół-ork nie wyglądał, jakby grzeszył inteligencją, ale musiał być reprezentantem pierwotnych instynktów i prostych rozwiązań. Mortist nie zamierzała wątpić w pogłoski jakie o nim krażyły. W każdej legendzie tkwiło ziarnko prawdy, a ta wyprawa będzie jedną z tych przygód, które potwierdzą siłę orka. Nilonim nie wyglądał na zachwyconego tym rosłym wojownikiem. Zapewne robił on wrażenie, ale mag nie przywykł do takiego towarzystwa. Sierżant oddziału gwardii zainteresował rodzeństwo. Nie tylko ze względu na pochodzenie, ale również na prezencję. - Lepsze to niż nic – powiedziała krótko Nenzara – Jestem pewna, że się dogadamy – odparła i zdecydowała się podejść do wojowników – Nenzara Tenna – rzekła i wyciągnęła dłoń, by mężczyźni mogli ją ucałować, o ile domyślą się, że tak powinni okazać należny szacunek kobiecie. - Nilonim Tenna – powiedział czarodziej – A ten malec to Vinrin – rzucił, wskazując na Niziołka - Ufam, że mistrz bractwa zapoznał was ze szczegółami misji? – zapytała kapłanka - Mamy już wojowników, mamy speca od pułapek – zaczął wyliczać Nilonim – Deatylnn, czy znasz jeszcze kogoś, kto by nie bał się wziąć udziału w tejże wyprawie? - zapytał
  22. Motus czyli Rozstrzygnięcia Mechaniczne W tym temacie będziemy rozstrzygać mechaniczne konflikty jakie pojawią nam się w sesji. Skoro zdecydowaliśmy, że będę rzucał ja to przypomnę, że używam kości k10, a ilość rang w umiejętnościach, zdolnościach i zaklęciach oraz atrybutach oznacza liczbę kości, którymi będę rzucał. Uzyskane wyniki zmodyfikuję o premie/bonusy jakie przychodzą wam z stopnia rangi, a następnie sprawdzę ile jest obecnych sukcesów. Następnie sumuję je wszystkie i wyliczę średnią, a na koniec skonfrontuję ją z legendą. * Wynik „1” i „2” to porażki, które anulują(skreślają) otrzymane sukcesy *Wyniki „3”, „4” i „5” to niskie sukcesy, które informują o szczątkowym sukcesie postaci, która zyskuje to czego chce, ale efekt jej działań jest mierny i nie zadowala jej, jednak nie grozi jej z tego powodu śmierć *Wyniki „6”, „7” i „8” to wysokie sukcesy, które informują o sukcesach postaci, trzymującej efekt, jaki chce uzyskać, choć nie jest on pełnym sukcesem, ale dzięki niemu bohater lub npc ma pewną pozycję w danej sytuacji *Wynik „9” jest bardzo wysokim sukcesem, a postać, która go osiągnęła nic nie traci i może być bezpieczna swojej pozycji w danej sytuacji *Wynik „10” jest krytycznym sukcesem, który nie zdarza się zbyt często i symbolizuje niesamowite powodzenie postaci w danej sytuacji. Przykładowy rzut Antoinette Rzuciwszy 4k10, Obi uzyskał(a) wyniki: kość 1: 3(+2), kość 2: 10, kość 3: 10, kość 4: 4(+2). Powód rzutu: Przykładowy unik(Zręczność + Unik) Sukcesy: 5,10,10,6 Porażki: brak Wynik: 8(Wysoki sukces) Antoinette z powodzeniem unika pocisku.
  23. Uśmiechnięta od ucha do ucha Pearr szybko odwzajemniła całusa. - Oczywiście! Yanera będzie najwspanialszą wojowniczką na świecie! – odpowiedziała z przekonaniem twoja córka. - Wiesz, to nie jest takie trudne, jak się miało do czynienia już wcześniej z dziećmi – odparła Yanera – Czasami trafiały już do nas takie młodociane adeptki w takim wieku, jak te szkraby. Były to najczęściej dzieci ulicy – dodała - Chcesz być złym? – zapytała Pearr – Oni często giną. Dość szybko – dodała - Wojowniczki nie pozwolą, by jakiś zły, czarny rycerz porwał im księżniczki! – zarządziła Perree - Gugugugugug! – dodała Shadya - Zaraz przyniosę hełm i miecz – zaproponowała Pearr, po czym pobiegła do jednej ze skrzyń, stojących tuż przy samej ścianie dziecięcej bawialni Shadyon spojrzał dość obojętno-obrażonym spojrzeniem. - Poznaję tajniki wiedzy, które są zabronione dla takich osłów jak ty – warknął, po czym powrócił swojej lektury
  24. Syrena przez dłuższy czas trzymała swoje spojrzenia na twojej osobie. Skinęła tylko głową i oddaliła się od waszej dwójki. - Mądra decyzja – powiedział Illar, a następnie uśmiechnął się lekko i ruszyliście dalej. **** W drodze do północnej części miasta nie napotkaliście już żadnych problemów. Tym razem nikt was nie niepokoił. Ta dzielnica Sylvenorry zdecydowanie się różniła od południowej części. Tutaj panował porządek, przepych oraz obecność licznych gwardzistów, którzy byli gotowi interweniować w każdej najmniejszej sprawie. Co bogatszy szlachcic mógł sobie pozwolić na prywatną ochronę oraz liczne, magiczne zabezpieczenia. Jeszcze inni prowadzili menażerie z coraz to dziwniejszymi stworzeniami. Idąc ulicą minęliście karczmę „Srebrny Dzban”. Duży, dwupiętrowy budynek był dodatkowo zdobiony srebrnymi płytkami. - Ciekawe czy znajdą się tu jacyś awanturnicy, którzy by poparli naszą sprawę? – zapytał Illar – Chcesz zajrzeć do środka? – zaproponował