Durga

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    613
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Durga

  • Ranga
    Dyplomowany operator kostek
  • Urodziny 26.06.1993

Previous Fields

  • Systemy RPG Byle nie D&D, już dość.

Profile Information

  • Gender Female

Ostatnie wizyty

588 wyświetleń profilu
  1. Nie podobało jej się, w jaki sposób Abaron się wyrażał. Jak gdyby krew jej ojca była czymś, czego należało się wstydzić; jak gdyby osłabiała krew Ragnosa. I jakby ona sama nie była niczym więcej, jak tylko jakiś stanem przejściowym, rozpłodowym zwierzęciem, które samo wiele nie osiągnie, ale ma szansę wydać na świat potomstwo, które będzie coś warte. A z drugiej strony... Z drugiej strony nie mogła też udawać, że takie położenie nie ma swoich dobrych stron. Krew Marki Ragnosa czyniła ją wartościową. Bez względu na to, co osiągnie w swoim życiu, zdolność wydawania potomstwa noszącego w sobie starą krew była czymś, co posiadała tylko ona. Silne rody będą o nią zabiegać, by nie osłabiać swojej krwi domieszką słabszej, zaś słabe rody będą w niej upatrywać szansy na uszlachetnienie swojej linii. W takim układzie nikomu nie powinno zależeć na jej śmierci. – Otrzymałam polecenie, by znaleźć najstarszy grobowiec należący do mojego przodka na Korriban. Biblioteka dostarczyła mi pewnych informacji, jednak daleko im do tego, co jest mi potrzebne. Poinformowano mnie jednak o istnieniu pewnego holocronu, który reaguje na linie genetyczne. Dlatego przyszłam tu dziś prosić o możliwość skorzystania z niego.
  2. Rzeczy, które do tej pory Mulie wywnioskowała o Abaronie: był spostrzegawczy i miał dobrą pamięć – lepiej mu było nie podpadać. Miał w sobie pewną skromność, ale nie była to skromność fałszywa. Był świadom swojej potęgi i nie czuł potrzeby podkreślania jej, a już zwłaszcza nie elementami tak trywialnymi, jak ubiór. Nie popisywał się. Do wiedzy podchodził pragmatycznie, skupiał się na tym, co mogło mieć faktyczne zastosowanie. Czemu? Być może w jakimś momencie życia był słabszy od innych i stanie się mądrzejszym od nich było dla niego jedynym sposobem na przetrwanie. Oczywiście, wszystko pozostawało tylko domysłami, jednak w obliczu niewiadomej i domysły były jakimś tropem. – Tak. Nazywam się Mulie Ragnos – tu przez ułamek sekundy omal się nie zawahała. Nie mogła sobie pozwolić na nienaturalność, ale przez myśl przemknęło jej, że może nie powinna podawać nazwiska swojego ojca. Nazwisko matki robiło wśród Sith o wiele lepsze wrażenie, sugerowało silną, starą krew. Widać to było już po tym, jak zwrócił się do niej Tillan. Abaron również zdawał się zwracać na to uwagę. Ale... nie. Nie mogła zapominać o tym, kim jest, nawet jeśli czasem oznaczało to, że trudniej będzie jej pewne rzeczy osiągnąć. – Crow – dokończyła, nie pozwalając, by jej głos zdradził chwilową niepewność. – Dopiero przybyłam do Akademii. Wciąż jeszcze jestem w trakcie wykonywania mojego pierwszego zadania i właśnie ono mnie tutaj sprowadza.
  3. Moi faworyci: <3 <3 <3
  4. Mulie nie wiedziała zbyt wielu rzeczy o anatomii. Zasady funkcjonowania ciała nigdy jej szczególnie nie interesowały i po raz pierwszy w życiu zaczynała tego żałować. Wiedza medyczna mogłaby jej sporo tutaj pomóc, być może udałoby się jej nawet od samego początku zaplusować czymś u Abarona. Chwilowo jednak jedyną przewagą, jaką miała, był kolor jej skóry. Cóż, w świecie Sith prawdopodobnie jeszcze niejedne drzwi uda jej się tym sposobem otworzyć. Póki co jednak mogła wyłącznie siedzieć i słuchać wykładu. Wybrała miejsce w środku, nie w pierwszym rzędzie, jednak tam, gdzie wzrok Lorda miał szansę paść. Chciała, żeby ją dostrzegł. Chciała, by ją zapamiętał. Początkowo zwracała uwagę na słowa Abarona głównie przez to, że miała nadzieję, iż pomogą jej w nadchodzącej konfrontacji z nim. Jednak im dłużej słuchała, tym bardziej zaczynało jej się to... podobać. Sama była zdziwiona, że akurat takie uczucie wywołała w niej ta dość makabryczna lekcja, ale wiedziała, że była to wiedza, którą faktycznie mogła kiedyś wykorzystać – nawet jeśli wolała tego nie robić. To była wiedza praktyczna, dokładna i użyteczna, tak różna od niejasnych wskazówek, jak panować nad Mocą. W końcu jednak zajęcia dobiegły końca. Nadszedł czas w końcu załatwić sprawę. Być może tylko ta jedna rozmowa dzieliła ją od wykonania zadania. – Przepraszam bardzo – powiedziała, by zwrócić na siebie uwagę Abarona. Stanęła przed nim i skłoniła się lekko. – Choć przekazana przez was dziś wiedza wydaje mi się być niezwykle użyteczną, przychodzę tu dziś w innej sprawie, niż pozostali akolici. Oczywiście, jeśli mogę zająć chwilę waszego czasu. Miała nadzieję, że lakoniczny wstęp sugerujący jednak nietypową sprawę zainteresuje lorda. Chętnie przeszłaby od razu do rzeczy, jednak jej niska ranga wymagała od niej kurtuazji. Zwłaszcza, że dość pospolity strój Abarona sugerował, iż nie jest on zwolennikiem udowadniania na każdym kroku swojej wartości i pewności siebie.
  5. – Fakt, nie brzmi to najgorzej – przytaknęła, po cichu ciesząc się, że jej brat przynajmniej przez chwilę nie będzie musiał się narażać. Choć z takimi zadaniami nigdy nic nie było pewne. Jej też na początku wydawało się, że zdoła swoje wypełnić tylko dzięki kilku godzinom spędzonym w bibliotece. – Dzięki za informację. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, to daj znać. Albo jeśli ktoś inny będzie czegoś potrzebował. Póki co nie wpakowałam się jeszcze w żadne kłopoty, więc nadstawienie karku będzie dla mnie mniej ryzykowne. Powodzenia w tłumaczeniu! Nie zwlekając dłużej, pomaszerowała w kierunku ambulatorium. Trzeba było w końcu załatwić sprawę, bo już zbyt długo guzdrała się ze swoim zadaniem. Ciekawe, jak szło innym. Czy mieli już swoje wyniki? Czy błądzili, jak ona? Byłoby dobrze nie być ostatnią z grupy. Z drugiej strony jeśli miało to szanse przełożyć się na najlepszy wynik, to może nie byłoby to złe. Teraz jednak musiała skupić się na Lordzie Abaronie.
  6. – To... strasznie dziwne – przyznała, kręcąc głową. Wyglądało na to, jakby trzymanie Wukora z daleka od dziadka było niczym nie podyktowaną decyzją rodziców. Co mogło ich do tego pchnąć? Mulie zrozumiałaby, gdyby charaktery jej brata i dziadka zbyt mocno się różniły, by pozwolić im przebywać razem bez nadzoru, ale z jego słów wynikało, że nie było nawet okazji, czy się o tym przekonać. – Nie wierzę, żeby rodzice separowali cię od dziadka bez powodu. Ale czemu mieliby to robić? To nie wina pochodzenia, ani niczego takiego, bo wtedy wobec mnie zachowywali by się tak samo. A jakby nie patrzeć, jesteś jedynym wnukiem dziadka; chyba powinien się cieszyć, że cię ma. W końcu sam też miał wyłącznie córki... Chyba, że o to właśnie chodzi – dokończyła, sama zaskoczona tym wnioskiem. Nie miało to żadnego sensu, a z drugiej strony zdawało się być jedynym elementem, który odróżniał Wukora od reszty. – Cóż, dopóki nie wyjdziemy z Akademii to w sumie nie aż takie ważne. Trzeba się skupić na tym, co tu i teraz. W moim przypadku to Lord Abaron. A ty? Potrzebujesz czegoś?
  7. Mulie nawet nie kryła zdumienia tym, jak Wukor opisał swoją sytuację. Wiedziała, że matka nieco wygładzała prawdę, ukrywając co trudniejsze fakty, ale tym razem zdawało się, że ich wersje wydarzeń całkowicie się ze sobą nie zgadzały. Tylko dlaczego? – To... strasznie dziwne. Dlaczego ojciec miałby się tak zachowywać? Rozumiałabym, gdyby chodziło o inne dzieci, tych dziadek mógłby nie chcieć oglądać. Ale dlaczego ciebie mieliby trzymać z daleka? I dlaczego akurat ciebie? Mnie nikt tak nie pilnował. Czy dziadek... kiedykolwiek dziwnie się wobec ciebie zachowywał? Dał ci w jakiś sposób odczuć, że nie powinieneś przebywać tam, gdzie on? Że nie chce cię widzieć lub coś podobnego? – zapytała, teraz już nie do końca pewna czy to wszystko było winą dziadka, czy też ich ojca. Cokolwiek między nimi zachodziło, było dziwne. A przecież dziadek był mistrzem ojca. Chyba nie powinno być między nimi wrogości. A na pewno nie powinna ona być powodem, by trzymać z daleka jedynego wnuka.
  8. – Nie mam pojęcia. Rozmawiałam z nią o dziadku zaraz przed tym, jak tu przylecieliśmy. Wydawała się... bardzo ostrożna kiedy o nim mówiła. Złego słowa nie powiedziała, ale jednocześnie to, co mówiła nie brzmiało zbyt dobrze – stwierdziła, przypominając sobie tamtą rozmowę. Sama niewiele z niej wywnioskowała, ale być może przypomnienie jej w obecności brata mogło rzucić światło na jakieś nowe fakty. – Tak, coś takiego. Kazała mi zawsze szukać pomocy jednej z ciotek lub używać holo. Zrzuciła to wszystko na jego tradycjonalizm i przywiązanie do hierarchii oraz posłuszeństwa. I mówiła, że przystępując do rozmów z nim lepiej mieć jakąś kartę przetargową. Wspominała też coś o tym, że ty i dziadek zawsze się "mijaliście". Wiesz, co miała na myśli?
  9. Wyludnione korytarze wyglądały niemal złowieszczo, a napięcie zdawało się wisieć w powietrzu. Jak wiele losów przesądzi się dziś? Tym nie mniej dla Mulie była to sytuacja dogodna – łatwiej było uniknąć podsłuchania. Rozejrzawszy się dokładnie, by upewnić się, że w okolicy nie ma nikogo, kto mógłby usłyszeć o czym rozmawiają, zapytała cicho: – Myślisz, że o wysłaniu tam Dii i S'kya mógł zadecydować nasz dziadek? Wiem, że mnie przydzielono do tego, a nie innego mistrza ze względu na niego. Ale ta informacja niech zostanie między nami – dodała jeszcze. – Co zaś się tyczy mojego zadania, to muszę znaleźć najstarszy grobowiec naszego przodka na Korriban. Sam grób pewnie nie byłby problemem, ale trudno ustalić do kogo ma należeć. Póki co wiem tylko, że niejaki Lord Abaron powinien być w posiadaniu holocronu, który reaguje na linie genetyczne. Muszę go więc tylko przekonać, żeby pozwolił mi z niego skorzystać.
  10. – Wyrok nie – przyznała. – Ale to los zupełnie inny, niż nasz. Do tej pory wydawało się, że wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, ale teraz okazuje się, że ta dwójka idzie zupełnie inną drogą. To... Nie wydaje się sprawiedliwe. Skoro Allesh mógł, to czemu nie Dia i... Zresztą, nieważne – przerwała sama sobie. I tak nie mogli niczego zmienić. Choć poczucie niesprawiedliwości pozostawało, to czyż nie taki był świat Sithów? Być może powinna już do tego przywyknąć. Jej uwagę przyciągnęły jednak słowa Wukora. Nie miała jednak czasu nic więcej powiedzieć, bo przerwał jej droid. – Tak, najpewniej powinniśmy. Niebawem będę musiała wracać do mojego zadania, ale przed tym chciałabym jeszcze chwilę z tobą porozmawiać. Najlepiej nie na oczach całej masy rannych uczniów. Możesz chodzić bez problemu? – zapytała, nie do końca pewna, jaki właściwie był stan jej brata. Otarcia nie wyglądały zbyt poważnie, ale pod skórą mogły się kryć znacznie gorsze stłuczenia utrudniające normalne poruszanie się.
  11. – Nie mają być Sith? – powtórzyła zaskoczona. Taka wizja przyszłości do tej pory nie przeszła jej nawet przez myśl. Choć wiedziała, że zapewne nie będzie to takie proste, chciała wierzyć, że pewnego dnia wszyscy wyjdą stąd jako Sith, wolni i równi, na tyle silni, by zacząć szukać sposobu na pomszczenie ojca. Teraz nagle okazało się, że dwójka z nich nie miała na to szans. – Ale... ale... Mama nie wysłałby ich tutaj, gdyby to nie było najlepsze, co mogła dla nich zrobić, prawda? Gdyby sądziła, że w domu będą bezpieczniejsi, to przecież Aya wciąż mogła by się nimi zajmować. Nawet jeśli żadne z nich nie jest jej dzieckiem, to przecież nie posłałaby ich na śmierć. Wysłanie ich tutaj musiało być dla nich najlepsze, jeśli ich tu wysłała, prawda? – pytała, desperacko szukając potwierdzenia u starszego brata.
  12. – Nie wykonałam jeszcze swojego zadania, więc z tymi kłopotami, to nie należy mówić jeszcze "hop" – odparła, nawet jeśli w porównaniu ze swoim rodzeństwem faktycznie miała dużo szczęścia. Kiedy Wukor oznajmił, że pokłócił się z małym i chudym, uniosła w brwi w wyrazie zdziwienia. Jak na małe i chude, nieźle go poturbowało, ale stwierdziła, że lepiej go nie prowokować. W końcu miał teraz swoją chwilę triumfu, więc nie należało mu jej niszczyć. – Atonai nie udaje kwoki, Atonai jest kwoką. Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam, ale wygląda na to, że panika to jego domena, nawet jeśli panikując zachowuje kamienną twarz. Wspominał, że martwi się o dzieciaki. Podobno miałeś się rozpytać co dokładnie się z nimi dzieje. Udało ci się coś znaleźć?
  13. Widok Wukora, nawet jeśli rannego, przyniósł poczucie ulgi. Nie chciała nawet myśli, ile osób nie wróciło ze swojej pierwszej misji. Ale jemu na szczęście się udało, co właściwie nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Wukor był czystą kwintesencją Sitha – jemu zawsze się wszystko udawało. – Hej – mruknęła, przypatrując się działaniom uciszonego droida. Od razu pominęła wszystkie zbędne pytania jak „czy wszystko w porządku?” czy „jak się czujesz?”. Gołym okiem można było w końcu dostrzec, że nie wszystko było w porządku i że najpewniej nie czuł się wyśmienicie. – Co cię tak załatwiło? Słyszałam, że od razu rzucono cię na głęboką wodę. Sharena i Allesh też podobno nie mieli lekko. Tak samo Dlar i Roshan. Aż zaczynam się zastanawiać, czy mojej grupy nie traktuje się zbyt pobłażliwie, ot tak wysyłając nas do biblioteki – stwierdziła, uśmiechając się gorzko. Cóż, z jednej strony jeśli faktycznie podchodzono do nich z pobłażliwością, nie był to dobry znak. A z drugiej być może dzięki tej pobłażliwości wciąż żyła. – Przepraszam, że nie skontaktowałam się z tobą wczoraj. Całkowicie pochłonęły mnie próby nie wpakowania się w kłopoty.
  14. – Ty również. Jeszcze raz dziękuję, że przyszedłeś i przepraszam, że wyciągnęłam cię z łóżka w środku nocy. Jeśli dowiesz się czegoś więcej w sprawie dzieci, daj mi znać. Nie wiem, na ile będę w stanie pomóc, ale im więcej par oczu będzie szukać rozwiązania, tym szybciej je zauważymy.
  15. – Żadna z naszych matek nie zgodziłaby się na wysłanie tutaj wszystkich dzieci, gdyby nie miały pewności, że mają szansę przetrwać – zaprotestowała. Chciała wierzyć, że jej matka wiedziała, co robi i wszystko miała przemyślane. Ale mimo to nie mogła pozwolić, by któremuś z jej najmłodszego rodzeństwa stało się coś złego. Trzeba było powziąć jakieś działania, choćby tylko po to, by mieć pewność, że nic im nie grozi. – W porządku, potrzebujemy planu. Najpierw musimy dowiedzieć się, co dzieje się z takimi dziećmi i czego dokładnie się od nich wymaga. Dzieciaki nie będą tego pewnie wiedziały, podejrzewam, że osoby na pozycji podobnej do naszej również. Mistrzowie zapewne wiedzą więcej, ale mogą się tym nie dzielić, zwłaszcza z osobami, które są blisko związane z dziećmi. Kto moglibyśmy zapytać... służba? Myślisz, że któryś z niewolników mógłby to wiedzieć? Powinni widzieć więcej, niż pozostali. Mnie raczej za wiele nie powiedzą, ale może Allesh zdołałby z któregoś coś wyciągnąć.