Marass

Bringers of Demise
  • Ilość dodanej zawartości

    5408
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

3 obserwujących

O Marass

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Mulholland Drive

Previous Fields

  • GaduGadu 6929602

Ostatnie wizyty

9387 wyświetleń profilu
  1. Ok, czyli, reasumując: Rakela, Hans i Maksim widzieli Alvę zmierzającą ku kulisom, natomiast tego, kto jest za kulisami nie widzą Rakela, Maks widzą, że Hans zmierzał w kierunku drzwi, gdzie stał Masek Preston widzi, że Hans rozmawia z Maskiem Tylko biedny Gregor widzi mało, bo jest najdalej, ale ma już towarzystwo
  2. AAAAAAA! Sorry Okej, to oczywiście - widzicie Ja już nie ogarniam tej przestrzeni
  3. Rzut na percepcję tutaj jednak bym wolała Bo wyobrażam sobie, że zejście na kulisy jest z boku i wcześniej Alvy nie dostrzegliście, toteż tak będzie najlepiej
  4. Tak, w sensie "śledzić" to może za duże słowo, ale, jeśli zerknął co po tańcu robi Hans, gdy Ivette Myślała, to dostrzegł, że zmierza w stronę drzwi, przy których stoi zamaskowany typek. Rakela też mogła to dojrzeć. Alva nie, bo była skupiona jednak na kolesiu za kulisami
  5. Dzięki <3 Nie no, nie zabiję Was robaczki przecież, tak na początku, to mały fun Albo w sumie Nie chcę przyprawiać!
  6. Okej, a więc proszę
  7. Alva Lazarev Viola wydawała się niezrażona odmową tropicielki. Potrząsnęła głową, jakby dawała znać, że rozumie. - Za szybko z tym wyskoczyłam, co? - westchnęła i była w tym westchnięciu dezaprobata dla własnej nadgorliwości. - Cóż, nigdzie się nie wybieram. Gdybyś miała ochotę porozmawiać... - rozłożyła szeroko ręce. - Jestem tutaj. Ale Alva nie była tutaj przecież dla pogaduszek. Miała pracę i to na niej postanowiła się skupić. Mężczyzna w masce dostrzegł ją, gdy przechodziła obok parkietu. Wiedziała to, choć przecież nie mogła dostrzec jego spojrzenia. Skinął w jej kierunku, gdy tylko zbliżyła się na tyle, by wiedzieć, że to skinienie skierowane jest do niej. - To nie jest miejsce dla ciebie. - odparł tonem nieco zdenerwowanym, przytłumionym materią maski, a tropicielka nie mogła z całą pewnością zawyrokować, czy to spostrzeżenie dotyczy jej obecności przy kulisach, czy w ogóle na balu. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, przez drzwi, które - tak jak przypuszczała - znajdowały się za krwawobordową kotarą przesłaniającą ścianę za sceną - wyszło trzech zamaskowanych jegomościów. Musieli zejść tutaj z balkonu. - Ależ przeciwnie. - odparł ten, który prowadził dziwny pochód. Przywódca bandy? - To doskonałe miejsce dla niej. Mężczyzna, który ją przywitał chrząknął coś cicho i niezrozumiale. - Panno Lazarev, zapraszam. Czekaliśmy na panią. - wskazał jej drzwi, przez które dopiero co przeszli. - Na wszystkie pytania odpowiemy na miejscu, więc nie ma sensu teraz strzępić języka. - dodał jeszcze, gdy drugi z zamaskowanych ustępował jej drogę. Maksim Olgovich Aristov, Rakela White i Gregor von Faust Ivette zmarszczyła nos usilnie próbując przypomnieć sobie tytuł sztuki. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach, dokładnie tak jak ciało, które wykonywało kolejne piruety. - To był dziwny tytuł. Nie spodziewałam się, że będzie o Kongregacji. - zaczęła, ale najwyraźniej wciąż jeszcze nie mogła skojarzyć nazwy przedstawienia. Maksim jej nie pospieszał. Zdawał sobie sprawę, że, gdy przychodzi do myślenia, Ivette po prostu trzeba... dać czas. Wiedział jednak, że jego partnerka myślała. Myślała, kiedy opuszczali parkiet, by skierować się w stronę fontanny i zatrzymała się nagle, w pół kroku, z wyrazem absolutnego szczęścia, wypisanym na twarzy. - Wiem! - oznajmiła tak donośnie, że pokaźnych rozmiarów dama z małym pieskiem na rękach, zmierzyła ją zdegustowanym spojrzeniem. - "Jak we śnie"! Spektakl nosił tytuł "Jak we śnie". Maksimowi wydawało się, że coś kiedyś o tym czytał. Albo może ktoś mu mówił? W każdym razie, była to adaptacja sztuki jakiegoś mniej znanego, Morleyskiego pisarza. Nic więcej jednak skojarzyć nie potrafił. Mattheus Gordon spojrzał na Rakelę w taki sposób, jakby własnie dostał kosza. Pomyślał, że rzeczywiście musiał fatalnie tańczyć. Ale jeszcze szklaneczka whiskey lub dwie i będzie prawdziwym wymiataczem na parkiecie. O tak! A wtedy na pewno ta rudowłosa piękność mu się nie oprze. Ciemnoskóry mężczyzna odprowadził malarkę spojrzeniem, zapowiadając, że jeszcze odbije ją kolejnemu szczęściarzowi na tym balu, i roztaczał w myślach marzenia o tym, jak Rakela White pozbywa się swojej sukni. Na szczęście dla Autumn, nie czytała ona jednak w myślach Mattheusa Gordona i mogła spokojnie udać się w kierunku fontanny, po drodze uważnie lustrując otoczenie. Do fontanny dotarli niemal równocześnie, natychmiast dostrzegając doktora Gregora von Fausta, rozmawiającego z zamaskowanym jegomościem. Znaczy, widzieli, że Gregor coś mówi, z naturalnych przyczyn nie mogli jednak zaobserwować czy jego interlokutor porusza ustami. Zdali sobie z tego sprawę dopiero, gdy znaleźli się na tyle blisko, by usłyszeć jego odpowiedź. - Obsługa? Nie, skądże. - głos miał przytłumiony, ale mimo tego, lekarz zdawał sobie sprawę, że się uśmiecha. - Po prostu zapatrzyłem się na jedną z tych pięknych dam. - odparł, a spojrzenie jasnoniebieskich oczu w otworach maski przeszywało nieprzyjemnie rozmówcę. - I, na Wszechświat, nie rozpoznałem pana! Doktor von Faust? Pójdzie pan ze mną. Wszyscy pójdziecie. - spojrzał w kierunku zbliżających się do fontanny Rakeli i Maksima, którzy słyszeli odpowiedź jegomościa. - Oczywiście, poza tą damą. - wskazał na Ivette. - Ona nie ma zaproszenia. Ivette spojrzała na mężczyznę z absolutnym oburzeniem i złapała Maksima mocniej za ramię. Było w tym coś wojowniczego. - Wypraszam sobie! Jestem z Maksimem Olgovichem Aristovem. Hans Wetter Walc się skończył, a Sharon nie wydawała się zachwycona pomysłem męża. Nie zamierzała jednak oponować, wszak wiedziała na co się pisze, towarzysząc Hansowi na tym balu. Nie zmieniła to jednak faktu, że patrzyła na zamaskowanego mężczyznę przy drzwiach z wyraźnym dystansem. Och, to była mina, którą doskonale znali jej studenci: mina zwiastująca, że zaraz powie to, czego żaden z nich nie chciał usłyszeć. Dwa krótkie, ale jak upiorną trwogę budzące słowa: termin poprawkowy. Hans zdał sobie sprawę, że mężczyzna na nich patrzy. Niby, przez tę nieszczęsną, trójtwarzową maskę, nie mógł tego wiedzieć z całą pewnością, ale po prostu zdawał sobie sprawę, że tak jest. I równie szybko zdał sobie sprawę, że się nie mylił. Tajemniczy jegomość ukłonił się im, wskazując drzwi. - Hans Wetter. - to nie było pytanie. To zdecydowanie nie było pytanie. - Proszę za mną. Ona już czeka. - wyjaśnił lakonicznie i zogniskował spojrzenie na Sharon. - Sam. Pani nie otrzymała zaproszenia. Żona Hansa spojrzała na niego pytająco. Nie chciała mieszać mu w sprawach zawodowych, ale bez dwóch zdań ten mężczyzna w kuriozalnej masce po prostu sobie grabił. Tymczasem zamaskowany jegomość zapukał w drzwi. Gristolczyk zauważył jak potężne, jak na drzwi wewnętrzne, wrota uchylają się z cichym skrzypnięciem. Nie dostrzegł jednak, co dokładnie się za nimi znajduje - nie były jeszcze otwarte na tyle, by coś dostrzec. Poza tym, że korytarz za nimi wydawał się skąpany w mroku. Preston Jankins Alma była ujmująca. Uśmiechała się do niego szeroko, promiennie w momentach, w których wiele innych kobiet spłonęłoby ze wstydu, zdając sobie sprawę z nikłych umiejętności tanecznych swojego partnera. - Nie mam ci czego wybaczać, Prestonie. - odparła nonszalancko, wykonując kolejny (idealny!) obrót. - I nie, nie zauważyłam. Zbyt zajęta byłam twoim towarzystwem. Widzę to dopiero teraz. - znowu się uśmiechnęła, ale tym razem to bystre spojrzenie, którym go obdarzała, powędrowało w stronę drzwi. - Interesujące. - skwitowała, kiedy Preston, podążając za przykładem innych par, ujął dłoń Almy i złożył na niej pocałunek, zwiastujący koniec walca. - Mam na myśli twoje zdolności obserwacji. - wzięła go pod ramię w momencie, kiedy rewolwerowiec dostrzegł, że Hans Wetter i jego małżonka zmieniają w stronę zamaskowanego mężczyzny przy drzwiach. A więc nie tylko on go zauważył? - Byłbyś wspaniałym nabytkiem dla mojej gazety. - szepnęła mu do ucha w taki sposób, jakby wyjawiała najściślej strzeżoną tajemnicę. Czuł jak jej oddech łaskocze mu ucho. Trwało to tylko chwilę, bo już po sekundzie Alma dodała normalnym głosem i z normalnej odległości. - To co, podejdziemy tam i sprawdzimy jaki jest powód tej szarady przy drzwiach, mój obserwatorze?
  8. Wooooooow <3 Co za doborowe towarzystwo na podium! I na samym I miejscu! Gratki @Lomion
  9. Ja już mniej-więcej wiem, co Wam odpiszę, ale mamy dziś wizytę teściów, więc pojawienie się posta uzależnione jest od długości tejże wizyty
  10. Bigbys, jasne że mogłeś, jest ok Totalnie, a maski są takie grzeczne
  11. Przemyślenia Hansa <3 No to teraz tylko Preston i jadymy z tym koksem
  12. @Marta, gramy czy to już koniec nie ma już nic? W sumie, ja nawet jestem za zakończeniem, bo tak szczerze mówiąc to ciężko grać w takim tempie
  13. Trochę za dużo Może podejść/możesz mi zadeklarować, że podchodzisz, ale masz jednak npca (nie wiem czy planujesz podchodzić z Sharon?), którego ewentualnie trzeba byłoby zbyć lub wyjaśnić sprawę, także zagadanie to już imo za dużo
  14. Jeżu, nie, to będzie tak ciężkie do ogarnięcia przy milionie enpeców Iwette ma właśnie przebłyski geniuszu!
  15. Powodzenia! A post super Oba pościki to miód na moje serce!