franekfrog

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    2301
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O franekfrog

  • Ranga
    Erpegzekutor potworów
  • Urodziny 14.08.2012

Profile Information

  • Gender Male

Previous Fields

  • GaduGadu 47079282

Ostatnie wizyty

1227 wyświetleń profilu
  1. Nie żebym zamierzał czekać do ostatniej chwili ale deadline jest do piątku czy do czwartku? Bo nie jestem pewien I w sumie cieszę się, że w końcu ktoś sobie coś połamał,(i nie jestem to ja) bo w końcu będę mógł sobie porzucać na leczenie
  2. Dietger Ross Cyrulik czuł się znacznie lepiej . Odzyskał siły i zaczął mieć nadzieje, że może jednak mają jakąś szansę. Potem jednak dostrzegł armię goblinów i wątły promyczek nadziei przygasł. Mimo wszystko nie chciał się znów poddawać rozpaczy czekała ich bitwa i młody żołnierz zamierzał umrzeć godnie. Rozkazy sierżanta jednakże go zaskoczyły. Choć z drugiej strony, śmierć z ręki goblinów w jakiejś zapyziałej stanicy nie byłaby wiele lepsza niż śmierć z morzu. Może lepiej naprawdę byłoby próbować wracać. W końcu pogoda zawsze może się poprawić... Skoro jednak zdecydowali się uciekać, musiał się upewnić jedną rzecz. -Sierżancie, czy jesteście pewni, ze musimy spalać stanicę? O ile nam wiadomo gobliny mogą jeszcze nie wiedzieć o naszej obecności, a tym bardziej o naszej dokładnej lokalizacji. Jeśli podpalimy stanicę możemy zwrócić na siebie niepotrzebną uwagę.
  3. Jak już mówiłem co drugi weekend mam napięty w związku ze studiami, stąd najpierw zrobiłem to co musiałem, a sesje odłożyłem na później, po zajęciach. Mimo wszystko pilnuję deadlinów. Termin na odpis wyznaczyłeś do dzisiaj więc mam jak najbardziej czas. Jak chcesz by odpis był do wczoraj wystarczyło zaznaczyć, że deadline 21.04.2018.
  4. Jak dlanie norsmen jest bardziej berkserkerem od zabójcy troli. Zaś Zabócja troli też może myśleć. Wydaje się tylko lekko niepoczytalny ze względu na swoje dążenie do śmierci...
  5. Po za tym, jako zwiadowców naszą misją powinno być oszacowanie sił przeciwnika. jeśli zbiera się armia zielonosórych musimy o tym wiedzieć i zameldować. A jeśli garstka to rozbić.
  6. Dietger nie wierzy w szansę na ocalenie. Będzie głosował za walką, w końcu jest Ostlandczykiem, oni są uparci mają długą tradycję walki z przeważającym liczebnie przeciwnikiem. Sam zna mnóstwo opowieści o ostatnich bojach żołnierzy, przeciwko hordom chaosu. Więc zdecydowanie będzie głosował za pozostaniem. Chyba że ktoś wymyśli plan który da realne szanse na ocalenie.
  7. Mamy jeszcze chyba koninę. Do tego może znajdziemy zamarźniete szczury. Po za tym łucznik może postrzelić kota na mięso. A i to jeszcze nie jest ostatnia możliwość... Po za tym można zapolować na wiliki... Już dopisuję to do swoich sugestii w poście.
  8. Dietger Ross Cyrulik czuł się trochę lepiej ale dalej był pogrążony w czarnych myślach. Nie spodziewał się, by gdziekolwiek dotarli, chciał krzyczeć, że powinni się zatrzymać, zakończyć tą szaleńczą podróż, że to i tak nie ma znaczenia. I tak zginął. Kłótnia nie miała jednak sensu. Dlatego pozwolił się wieść na koniu. Apatycznie, pozbawiony woli życia. Dopiero gdy sierżant kazął im paść w zaspy coś się w nim obudziło. "Teraz jest okazja." Sięgnął po rusznicę. "Nie muszą ginąć tą bezsensowną śmiercią. Wystarczyłoby wymierzyć w goblina. Strzelić. Nawet jeśli nie trafi przyciągnie resztę. Zginą w walce, a przynajmniej zabiorą paru wrogów ze sobą. Może nawet zdoła zastrzelić szamana jak się w pojawi. Bez niego gobliny umrą na mrozie. Misja zostanie wykonana. Jego śmierć nie będzie bezsensowna." Dietger mocniej zacisnął ręce na rusznicy. Podjął decyzję, zaraz wychyli się i strzeli zanim ktokolwiek zdoła go powstrzymać... Nie zdążył jednak, wilczy jeździec się oddalił. Młodzieniec stracił swoją szansę. Poczuł się jeszcze gorzej. Rankiem Dietger nie miał już sił na nic. Nie wiedział nawet czy zmusi się dziś do wstania. Tak łatwo byłoby po prostu nie wstać. Po co dalej ma walczyć, kiedy nie ma szans na ratunek? Mimo wszystko gdy sierżant wydał rozkaz, wstał. Zostanie też nie miało sensu. A jak wstanie może jeszcze trafią na gobliny. Uczepił się tej myśli. Nawet jeśli są zgubieni wciąż mają szansę zabrać ze sobą wroga. Poczuł się z tym odrobinę lepiej. Gdy dostrzegli stanicę nie wierzył własnym oczom. Niemożliwe czyżby byli uratowani? Chciał zerwać się do galopu, ale sierżant trzymał dyscyplinę. Dlatego jechali powoli w jej kierunku, a w sercu młodzieńca zaczęła odradzać się nadzieja. Gdy dotarli na miejsce, okazało się, jednak, że tylko się łudził. Stanica nie była ratunkiem. Odroczyła tylko nieuniknione. Paradoksalnie ta sytuacja sprawiła, że nieco się otrząsnął. Zawsze był praktyczny, a skoro wyznaczył sobie już cel pozostawało już tylko do niego dążyć. W ten sposób mógł nadać swej śmierci cel. Ta myśl napełniła go ponurą determinacją. Mimo wszystko dalej milczał. Przeszukał tylko zwłoki oficera ciekaw czy zdoła znaleźć coś przydatnego.Zabrał dziennik pióro i atrament by go odmrozić. Jutro może sam coś dopisze do dziennika zmarłego. Perspektywa zostawienia czegoś po sobie choćby tylko dziennika, dodała mu otuchy. Resztę dnia spędził na przeszukiwaniu stanicy i odpoczynku. Szukał wszystkiego o czym wspomniała Lindha. Do tego odezwał się pierwszy raz od dłuższego czasu. -Lepiej zabrać konie na parter. Będzie cieplej zarówno nam jak i im. A w stajni mogłyby nie przeżyć nocy. Po za tym przeczytam dwa ostatnie wpisy, które mogą tłumaczyć w pewnym stopniu stan stanicy. Pierwszy wpis sprzed czterech dni: ,,Cała podłoga pokryta szczurami, biegną obok muru, jakby przed czymś uciekały, ukrywamy się na drugim piętrze. '' A drugi sprzed trzech: ,,Tchnienie Ulryka. Derhim był na zewnątrz. To koniec. Pieprzone szczury. Nie zostawiły nawet ziarnka. Nie ma nadziei. Pozwoliłem żołnierzom iść. Ja zostaję, Keil Keiser. Sigmarze, zmiłuj się nade mną. Zwykłe szczury''. -Nie wiele to mówi, ale myślę, że powinniśmy się rozejrzeć, za jakimiś śladami tych szczurów. Jeśli zostały na dworze, to zapewne zamarzły, ale jeśli zdołały się schronić w jakiejś dziurze, to część z nich może jeszcze żyć. W każdym razie mogą być dobrym źródłem mięsa... A skoro już o mięsie mowa, Kent masz potrzaski może udałoby się nam upolować jednego z tych wilków?
  9. Dietger Ross Dietger czuł się niesamowicie słaby, miał problemy z logicznym myśleniem. Nie do końca ogarniał co się z nim dzieje. Pamiętał podróż mróz i serie obrazów. Czyżby spadł z konia? Było mu naprawdę zimno. Pamiętał, że dostał mięso i poszedł spać. Dopiero nad ranem wrócił do rzeczywistości i zaczął żałować, że się obudził. Ich sytuacja stale się pogarszała, a ich szanse na przetrwanie malały z każdą chwilą. Utracili prowiant, kolejnego konia oraz byli coraz bardziej wycieńczeni. Dietger żałował, że nie wpadli na te gobliny. Wolałby zginąć w walce niż w ten sposób. Odmówił tylko modlitwę do Sigmara. Zawsze miał nadzieję, że zdoła dokonać czegoś większego w życiu niż umrzeć tak bezsensownie. Żałosne. Zaczął nawet tęsknić za swoim dotychczasowym życiem. Zachciało mu się przygód. Teraz zapłaci za swoją zuchwałość. Czuł już oddech Mora nad swym karkiem. śmierć zbliżała się nieuchronnie. Od rana chodził ze zwieszona głową i robił tylko to co od niego oczekiwano. Wczorajszy dzień odcisnął na nim swoje piętno. Od rana nic nie powiedział, zatopiony w ponurych rozważaniach.
  10. Dietger Ross Medyk cieszył się, że mróz trochę zelżał. Nawet pociągnał łyk czy dwa medycznego spirytusu i choć paliło jak diabli to cieszył się, z rozchodzącego ciepła. A bliskość ognia sprawiała, że nie musiał się martwić związanym z nadmiernym ochłodzeniem organizmu spowodowanym rozszerzeniem naczyń krwionośnych. Po za tym rozkoszował sięciepłem ogniska i możliwością odespania całej nocy. Gdy usłyszał metodę Friggy na utrzymanie ciepła uznał ją za logiczną i nieco zazdrośnie patrzył na kobiety. Ale nic nie powiedział. Zamiast tego ułożył się pod kocem i zasnął. Następnego dnia gdy zobaczyli ślady Dietger się zmartwił. Nie mieli gwarancji, że dotrą żywi do stanicy, zaś zboczenie z drogi mogło się dla nich skończyć tragicznie, zwłaszcza jeśli znów przyjdzie mróz jak wczoraj. -Dzień zwłoki powinniśmy wytrzymać, ale przy tak nieprzewidywalnej pogodzie to wciąż ryzyko. Po za tym jeśli gobliny się nie zatrzymują i mają szamana który chroni ich przed pogodą nie sądzę czy będziemy w stanie ich dogonić. Zwłaszcza, że nie mamy gwarancji, ze gobliny idą do wioski. Może też kręcą się bez celu, albo zamierzają zaatakować stanicę? Nawet zielonoskórzy muszą coś jeść prawda? W takim wypadku nasza zmiana kierunku tylko narazi nas na dodatkowe zagrożenie i może sprawić, że gobliny dotrą do stanicy przed nami. Jeśli zginiemy nikt nie powstrzyma goblinów. Jak to mówią, dobry ratownik to żywy ratownik. Martwi na nic się nie przydamy.
  11. Dietger Ross Cyrulik jechał skulony w siodle. Nie wiedział, że zima może być tak sroga, gdy przebywa się z dala od ciepłego paleniska chaty. Cały czas poszukiwał u siebie pierwszych oznak odmrożeń. Jak do tego dojdzie, zamierzał łyknąć spirytusu z sakwy w celu uratowania kończyn, ale to byłby ostateczny krok. Jesli sięgnie po niego zbyt wcześnie może się to skończyć szybszym wyziębieniem ciała. Dla tego na razie całkowicie skupiał się na utrzymywaniu ciepła. Cieszył się tylko, że nie miał przy sobie żadnych metalowych części wyposażenia. W taką pogodę więcej by było z tym szkód niż zysków. Kiedy został wyznaczony do warty nie oponował. Taki los bycia rekrutem, żółtodziobem. Zawsze wyznaczanym do najgorszej roboty. Najpierw musiał udowodnić swoja wartość. Nie zamierzał odpuścić. Nie podda się tak łatwo. Przed wartą ogrzał przy ognisku tylko swoją rusznicę, by uniknąć sytuacji w której mechanizm zamarzł. Chciał mieć pewność, ze broń będzie w stanie wystrzelić, w razie potrzeby. Gdy dotarli do goblińskiego lodowego kręgu, Dietger poczuł dreszcz niepokoju. Nie lubił magii. Nie dało jej się określić, była czymś nienaturalnym, niepoznawalnym. Coraz bardziej żałował, że zgłosił się do tej misji. Ale nie było już odwrotu, pozostawało tylko iść naprzód. - Nie zmienimy kierunku nawet gdybyśmy chcieli. Musimy dotrzeć do stanicy nim zaczną się odmrożenia i choroby. -Było to tylko stwierdzenie. "Medyczna ekspertyza", jak mawiał jego ojciec.
  12. Ok dopiero do domu wróciłem już zabieram się za pisanie. (I następnym razem przeczytam wszystkie tematy nim coś napiszę.) Do tego Dietger nie zaoponuje w tej sytuacji.
  13. Pytanie możemy zrobić warty ze zmianą? I w tedy -1 do pż zamiast dwóch, dla jednej osoby? Edit: Ja się nie zgłaszam, zarówno dlatego że nie pasuje to do mojej postaci jak i również dlatego, że fatalnie poszedł mi rzut na startowe pż. Edit: Czemu przy tylu ochotnikach i tak zostałem wyznaczony? (mam spotrzegawczoć więc w sumie to nie głupie ale jednak...) I zauważyłem, że już odjąłeś po jednycm hp zamiast dwóch.
  14. Dodałem już kartę postaci przynajmniej część mechaniczną i takie jedno pytanie. W co wyekwipowane są nasze konie? I dla przypomnienia ile złota mieliśmy na start? Resztę karty dodam jutro.
  15. Dietger Ross Cechy główne WW US K Odp+ Zr Int+ Sw Ogd 5/10 5/10 10/10 10/0 10/5 5/0 35 37 33 35 40 48 41 42 Cechy pozostałe A Żyw S wt sz Mag Po PP 0/1 2/2 3 3 4 1 12 3 Umiejętności: 0.Czytanie i pisanie,pływanie, przekonywanie, rzemiosło(aptekarstwo),targowanie, sztuka przetrwania. jeździectwo, 1.leczenie, spostrzegawczość, znajomość języka staroświatowy Zdolności: broń specjalna (palna), niezwykle odbporny, opanowanie, chirurgia, odporność na choroby, błyskotliwość, Ekwipunek: ubranie podróżne, sztylet za pasem, plecak zawierający koc, drewnianą miskę i sztućce, miecz, sakwę z monetami 4sz, narzędzia cyrulika, rusznica z amunicją na 10strzałów, lekki pancerz(skórznia), mundru, tarcza i startowe złoto - 3zk 29s butelka spirytusu,bukłak świeczka łojowa,, 8 zapałek dobrej jakości, tobołek,kociołek, manierka skórzana Historia: Dietger pochodzi z Ostlandu. Jest synem wioskowego cyrulika, który choć może nigdy nie otrzymał formalnego wykształcenia był całkiem uzdolniony w swoim fachu. Po młodym Dietgerze również oczekiwano, że pójdzie w ślady ojca. Młodzieniec zaś ciągle marzył o wojennej chwale, o walkach z chaosem do jakich nawoływali kapłani Sigmara. Uwielbiał pieśni i opowieści o niezwykłych czynach poległych bohaterów. W dodatku wierzył, że jeśli wszyscy się postarają, Osland mógłby się stać nieco łatwiejszym miejscem do życia. Tak zwykle mawiał mawiać jego ojciec, choć w tamtym czasie chłopak zrozumiał to nieco inaczej. W każdym razie gdy ponownie usłyszano o zbierających się grupach plemion na północy młodzieniec, zaciągnął się do naprędce powoływanych oddziałów. Wymknął się z domu nie mówiąc nic ojcu i dołączył do wojska. Przeszedł szybkie trzy miesięczne szkolenie, po czym został oddelegowany do garnizonu przygranicznego. Wziął udział w jednej bitwie, w której rozbito oddziały nieprzyjaciela, po czym nastąpił spokój. Okazało się, że tym razem atak był znacznie mniejszy niż się obawiano. Po kolejnych miesiącach zdecydowano, że należy rozwiązać nadmiarowe oddziały. Większość, żołnierzy zwolniono ze służby, ale Dietger otrzymał możliwość transferu do oddziału zwiadowczego, ze względu na swoją wiedzę medyczną, którą wykazał ratując życie kompana, który został trafiony nordycką strzałą. Normalnie takie oddziały rekrutują bardziej doświadczonych żołnierzy, ale uznano, że medyk skory do podjęcia takiego ryzyka może przynieść dużą korzyść dla całego oddziału. Dietger zaś niezwykle ucieszył się ze swojego „awansu”. Choć wiedział, że czeka go większe ryzyko niż dotychczas to jednak wierzył, że da radę. I choć wciąż niektórym weteranom może zdawać się rekrutem, wiedział że szybko się to zmieni. Choć pierwsze tygodnie były najcięższe Dierger, zniósł je z uporem charakterystycznym dla Ostlandczyka. W końcu znalazł się tam gdzie chciał być, teraz zostało tylko zakosztować upragnionej chwały…