rusty

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    580
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O rusty

  • Ranga
    Dyplomowany operator kostek

Profile Information

  • Gender Not Telling

Ostatnie wizyty

394 wyświetleń profilu
  1. No w końcu mam poczucie, że świat skorzysta na mojej turlaczowej porażce Dajesz, @Gatzky, dajesz
  2. A z rzutem 53 do 70, na który już wykorzystałam SOLowy przerzut można coś jeszcze zrobić? Czy to finalna kaplica?
  3. To też. Choć z drugiej strony mam takie wewnętrzne pragnienie, żeby Louie obryzgał w końcu wszystkich swoją zajebistością Na pocieszenie moich spaździerzonych rzutów. Kurka
  4. I niestety 8 po uwzględnieniu modyfikatora. Leki trzymają mocno. I nawet po SOLu jednak nie wszystko idzie tak jak powinno: 53
  5. Phillipa Phillipa przez ostatni tydzień nauczyła się o sobie naprawdę wielu rzeczy. Siedem krótkich dni w Akademii okazało się bardziej skuteczne niż niż lata cotygodniowych odwiedzin na kozetce psychoterapeuty. Było to niesamowite w sposób zachwycający i przerażający jednocześnie. Granice jej możliwości przesuwały się nieustannie. Świadomość tego do czego jest zdolna, tego jak daleko może i potrafi się posunąć przekuwało się powoli, sukcesywnie w kolejne warstwy pewności siebie. Nie próbowała się szarpać w kajdanach. Przymrużyła oczy, wsparła się mocniej dłońmi o zastygłą już w bezruchu, pofałdowaną powierzchnię parkietu. Wiedziała, że jej wygląd może zwodzić: łagodna twarz, wiotka i krucha sylwetka. Podniosła na Białą te swoje wielkie, niebieskie oczy. - Dlaczego to robicie? Po co? - zapytała, naprawdę mając nadzieję, że dziewczyna da się ponieść poczuciu wyższości i rozgada się jak prawdziwy zły charakter w każdej opowieści. Uzna, że Phillipa nie czuje się na siłach lub nie chce walczyć. Że się jej boi. Lub uznaje jej wyższość. I finalnie przez to da się zaskoczyć. Bo ruda w tym wszystkim nie zamierzała się ani poddawać, ani ustępować pola. Wdech. Wydech. Kontrola. Musiała być gotowa, gdyby Biała chciała zacisnąć kajdany na jej szyi lub pociągnąć za nie. Nie mogła na to pozwolić. Przede wszystkim jednak przygotowywała się, żeby przyprasować wciąż skrępowaną przeciwniczkę do sufitu, wypchnąć pnącza ku górze jak taran. Scarlet Witch pokazała jej jakiej siły musi użyć, by ogłuszyć, zdezorientować, wycisnąć całe powietrze z płuc drugiego człowieka. Zachwycająca i przerażająca była świadomość, że chce i może to zrobić.
  6. Ode mnie post dzisiaj/jutro rano. Zależy jak wyjdę z pracy i wyrobię się z życiem.
  7. Pierwszy rzut porażka. (los mnie pokarał, logiki negacji więcej nie będziemy już używać ) Używam SOLa do przerzutu. Drugi jest już ok: 52 bazowej czyli 42 faktycznej. Ciągle więcej niż Biała panienka.
  8. Pewnie szybciej niż zdążę powiedzieć "Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch" ALE jak tak Was czytam i Wasze deklaracje to dochodzę do jednego, słusznego wniosku: to ja też chcę zaszastać SOLami w imię sukcesu. A co!
  9. To ja w powyższym kontekście ładnie poproszę o oddanie skitranych SOLi Bo mam 2 a wychodzi mi, że powinno być 9 (uwzględniając już ten wydany podczas treningu). I o ile teraz mi to nie przeszkadza, to pewnie potem będę płakać. I btw - SOLe można "licytować" a nie tylko używać do przerzutów? Poczekaj z tą dumą jeszcze moment - jeszcze może wyjść tak, że nic nie wyjdzie Ale jakby co pochwały, kwiaty, wyrazy zachwytu Phillipa będzie przyjmowała pomiędzy 4 i 5 rano
  10. Phillipa jest słaba w dzieciństwo przede wszystkim. Szczególnie takie umorusane i bawiące się w błocie Louie niech będzie wdzięczny, bo dzięki Phillipie księciuniowi powinno być łatwiej perfidnej kobiecie przylać w razie potrzeby
  11. Phillipa Polemizowałaby z myślą, że probierzem jej wewnętrznej przemiany jest przede wszystkim jej szkolne życie. O tym jak bardzo się zmieniła nie świadczył Vincent i jego dłonie, które czuła na plecach, nie świadczyła także śmielsza niż zwykle sukienka czy nawet jej własne palce gładzące delikatnie kark chłopaka. W “zwykłym” świecie Phillipa zawsze czuła się dobrze i uznawała go za swój. Więc nie, ta nowa swoboda i poczucie przynależności do grona uczniów NEST+M nie było najwyraźniejszym świadectwem. Bo najwyraźniejszy był brak paniki. Tak, serce waliło jej jak szalone, galopując gdzieś pomiędzy lękiem i ekscytacją, ale myślała jasno, widziała wyraźnie i jeszcze starczyło jej w tym wszystkim miejsca na złość. Bo Phillipa była zła. Zła, intuicyjnie wyczuwając, że w oczach szkoły mogą stać się katalizatorem nieszczęść. Zła, bo Vincent mógł nie popatrzeć na nią już więcej tak, jak jeszcze minutę temu. Zła, bo to był jej teren, tu czuła się bezpiecznie, tu czuła się u siebie. I ktoś jej to właśnie zabierał. Tą przestrzeń komfortu. To poczucie zadomowienia i normalności. Zła w końcu, bo wyraz wyższości na twarzy przefarbowanej na biało dziewczyny był po prostu obraźliwy i nie do zniesienia. Ma nową zabawkę. MA nową zabawkę. ZABAWKĘ. Jak rozkapryszony bachor, który do ludzi podchodzi jak do przypalanych lupą ślimaków. I próbuje wciągnąć (dosłownie i w przeklętej przenośni) w to także Vincenta. Po pierwsze chronić chłopaka. Nie może mu po prostu powiedzieć: uciekaj. - Wezwij dorosłych jak tylko będziesz mógł - mówi zamiast tego cicho, puszczając jego ramię. - Wyprowadź resztę. Upewnij się, że są bezpieczni. WWW zgodnie z cwanym akronimem Charliego. Wizualizacja. Wola. Wiara. Phiillipa wie co chce zrobić. Niemal widzi tego efekt. Czuje. I chce. Tak bardzo chce. Sięga ku materii tym zmysłem, który rozbudziły w niej treningi i chwyta ją, zagarnia dla siebie. Pod jej stopami podłoga wciąż faluje jak woda, przesypuje się jak ruchome piaski. Ruda mruży rozjarzone oczy i szarpie, zmusza Słonia żeby się pokazał. Chce wsparcia dla stóp swoich oraz Vincenta i odruchowo sięga do pierwszego obrazu, pierwszego treningu. Chce, żeby ruchome piaski przecięły korzenie, splotły się ze sobą, wzmocniły, dały oparcie. Chce, żeby chłopak mógł uciec, a ona pewnie stanąć na nogach. Na swoich zasadach, na swoim terenie. Po drugie odebrać Białej inicjatywę. I jeśli starczy jej czasu, chce żeby korzenie jak wygłodniałe węże wystrzeliły w kierunku Białej, oplotły ją, unieruchomiły, uniemożliwiły działanie. I widzi ich poszarpany kształt na pograniczu żywego i martwego, jawy i koszmarnego snu. Widzi ich oleiste łuski drżące jak liście, drżące jak zewnętrzne skrzela aksolotla. Czuje ich ruch. Czuje ich obecność. Czuje tą transformację odległą o jeden wysiłek woli, jeden akt wiary, jeden cud wyobraźni. I chce. Tak bardzo chce. I wierzy, że się jej uda.
  12. Absolutnie nie twierdzę, że szokują. Natomiast mogą zwracać uwagę. Inna sprawa, że pięć dni nieobecności w szkole to żaden dramat, więc nawet jeśli ich nie widzieliśmy na oczy, to jeszcze o niczym nie świadczy
  13. Jestem encyklopedią wiedzy niepotrzebnej, ale spytaj mnie o mój własny numer telefonu i będzie dramat Widzisz @Gatzky ? Trzeba Ci było jednak brać tą cheerleaderkę, o której myślałeś a tak wychodzi, że z księcia może być magnes na kobiety fałszywe i perfidne A-ha! I myślisz, że tak jak Serpent skrzydła tak oni też w normalne dni też pasami i ubraniem skrywali swoją odmienność owłosienia głowowego?
  14. Masz rację. Zapomniałam o panience księcia, Zdrajczyni Tronu EDIT: choć z drugiej strony - koleś z zielonymi włosami, panienka z białymi i malunkiem przez oko - no gdzie oni się uchowali?
  15. A zauważyliście, że laska, która chce lać Billy'ego pojawiła się już w pierwszym poście sesji? A przynajmniej jej avek? @Aruna @Aquaman - tak dla porządku - atakujące nas gostki są spoza szkoły, prawda? Wizualnie nie kojarzymy ich z zajęć i szkolnych korytarzy? Choć to zawołanie o mini Avengers...