Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Red

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1664
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Red

  • Ranga
    Wojownik nieistniejący

Profile Information

  • Gender Not Telling

Ostatnie wizyty

1823 wyświetleń profilu
  1. MAX „A ta knajpa…” Max spojrzał na commlinka i wysłuchał szeptu Appi. Wszystko wskazywało na to. że akcja się zagęszcza, ale jakby nie patrzeć jego ślicznotka wyraźnie nie chciała się tam pchać i pewnie będzie musiał skoczyć do jakiejś maszyny odkodowującej. Nie chciał przecież czekać miesiąca, no ale do straty Appi też nie chciał przecież dopuścić, a wyglądała na naprawdę zdeterminowaną, by tam nie iść. W końcu uśmiechnął się lekko do starszej kobiety. -Wiesz... Amando... W sumie to zapomnaiłem o jednej rzeczy. To teren Tongów a ja ostatnio miałem z nimi nie najlepsze relacje, żeby nie powiedziec... bardzo złe. Dlatego żaluje, ale jednak mimo najszcerszej chęci nie mogę ci pomóc. Ale ty napewno znajdziesz kogoś innego. Kogoś kto będzie tam "lepiej witany". W każdym razie wybacz że zajłem ci twój czasu.
  2. -Ile pytań. – Bon uśmiechnął się zgryźliwie. -Po pierwsze to nie była klatka, tylko panel sterowania chroniący przed radiacją. Sektoru pierwszego. Steve poprosił mnie żebym sprawdził odczyt. I… Zatrzasnął drzwi. – Bob zacisnął wściekle pięści. -Ten choreny suknykot. Wiedziałem, że coś kombinował. Potem zaczęli... i system ze świrował. Myślałem, że już tam zdechnę. Formie alfa co prawda może i radiacja nie była wielkim zagrożeniem, ale brak wody i jedzenie zabił by mnie jak każdego. I tak w ogóle… - Bob przyjrzał się Jonemu uważniej. - Czym jest Umbrella Corporation? Nie słyszałem o niej. Mają powiązania z Dome Corporation? Tych placówek jest więcej? I skąd ty o tym wiesz? – zapytał podejrzliwie. Po czym przeniósł spojrzenie na Suzan. -Ej.. Zaraz… Stop. Chcesz powiedzieć że po kompleksie biega oszalały osobnik w formie alfa i to niekontrolowany przez system? Gdyby on dopadł Luisa ja i Steve bylibyśmy udupieni. Jeśli… Oczywiście jeszcze obaj tu są. A mam nadziej, że w sumie tak, bo znaczyło by to że misja ciągle trwa i da się ją wykonać. Zamyślił się chwilę i ponownie spojrzał na Suzan. -Dobra nie ma czasu otwieraj te drzwi. I tak. Pewnie masz to gówno w głowie, każdemu więźniowi je wkładali. To był pierwszy krok by kontrolować i obserwować schwytane „projekty”. Faza wszczepu. Tak ją nazywali.
  3. MAX Max zastanowił się chwili. Coś mu ta nazwa mówiła, ale nie był pewien co. Może doktorek miał rację, że przez ćpanie ma dziury w mózgu. No nie ważne. Dla pewności zapisał hasło na swoim commlinku, żeby je pamiętać. -Dobra wydaje się, że to prosta robota. - Spojrzał na Appie. – Idziemy Śliczna?
  4. -To nie była gruba ośmiornica z macakami ale obiekt 11-nasty z serii 3-ciej. I… Hmn… Moim zdaniem średnio udany, zresztą jeśli jakikolwiek twór DNA Corporation można uznać za udany. – Odpowiedział Bob. I gdy Johny się przedstawił Bob wyciągnął rękę by dokończ formalności. -Bob Bishop… I… - Przyglądał się dwójce uciekinierów. W końcu odezwał się po chwili. -Wy naprawdę nic nie wiecie o co biega nie? – zapytał retorycznie. -W sensie… Trochę mi was było nawet szkoda na początku. Ale sami byliście sobie winni. Tak się podejść zwykłym ludziom. Zresztą cóż jak dostaliście warunki to poradziliście sobie i brawo dla was no i nawet się nie pozabijaliście. A to już jest coś! Bo jeśli chodzi o mnie to myślałem, że przez te wszczepy w mózgach jesteście całkiem bezużyteczni. – podszedł do drzwi kolejnego pomieszczenia. Jego bose stopy zostawiały wilgotne odciski na posadce. -Możesz? – zapytał Suzan. -Widzę, że masz identyfikator i dłoń Veronici. W ogóle ty ją zabiłaś nie?
  5. Chwila refleksji nad człowiekiem którego niestety już nie ma.

     

     

    1. Kira
    2. Lomion

      Lomion

      :( ....i to akurat wtedy kiedy myślisz że nie może być już gorzej

    3. Marta
    4. Nadia

      Nadia

      Z reguły nie ruszają mnie śmierci znanych osób, ale w tym przypadku mi się smutno zrobiło. Lubiłam Linkin Park, zwłaszcza stare płyty.

  6. Gdy tylko Johny wszedł do środka Suzan użyła karty i drzwi się za nim zamknęły. Zostali sami z wielkim kudłatym potworem. Który dyszał ciężko po biegu. Jego płuca pracowały jak wielkie miechy tłocząc powietrze do środka i na zewnątrz. Jego uwaga była skupiona bardziej na kobiecie niż na chłopaku, ale kiedy Johny się odezwał stwór obrócił łeb. -O-czy-wi-ście. – wycharczał zwierzoczłek odpowiadając na jego pytania. Widać było że ludzka mowa sprawia mu problem. Spojrzał to na Johna to na Suzan zastanawiając się nad czymś. W końcu wyglądało na to że podjął decyzję. Stanął w lekkim rozkroku i zacisnął pysk starając się zapanować nad oddechem. Po chwili zamknął oczy oddychając już miarowo. I… Wtedy stała się rzecz dziwna… Stwór zaczął się zmieniać. Jego ciało… Cały układ kostny pod skórą zaczął się ruszać i deformować. Po chwil potwór wyprężył się i zaczął maleć do rozmiarów średniego wzrostu owłosionego mężczyzny. Po chwili zaś czarne włosy zaczęły cofać się aż znikły w skórze. Przed nimi stał „normalny” nagi mężczyzna. -Dziękuje ze pomoc. Jestem Bob.... A wy pewnie jesteście uciekinierami z tego uroczego kompleksu prawda? – zapytał uśmiechając się rozbrajającym uśmiechem, który mógł wywoływać ciarki.
  7. MAX -To musi być bardzo przykre Lady naprawdę... Takie zamknięcie. Zupełnie jak szczur w pułapce. Żadnego pola do popisu ani żadnej możliwości ucieczki. Człowiek po czasie dusi się już we własnym zużytym powietrzu. Coraz ciężej łapie oddech. Raz za razem... –Powiedział Max przyglądając się Amandzie zastanawiając się, czy strach przed policją jest jedynym na jaki cierpi kobieta. Po czym po chwili wymownej pauzy kontynuował uśmiechając się szerokim uśmiechem którego na pewno nie powstydził by się sam Black Jack. -To.... naprawdę przytłaczające Lady. Dlatego chętnie Ci pomogę i żałuje, że niestety nie dam rady ochronić cię przed całą policją tego miasta, żebyś mogła w końcu złapać oddech i rozprostować kości.
  8. MAX -Swobodnie poruszać się za dnia? A co Cię powstrzymuje Amando, alergia na światło? – zapytał Max z lekkim uśmiechem. -I… w sumie jak masz coś ciekawego o Vincencie to mów śmiało, wiesz ja mam czas. Zresztą… Prawda jest taka że myślałem, żeby się trochę dzisiaj jeszcze rozerwać. Ale jak jutro z rana znowu mam „coś załatwiać” to chociaż dzisiaj posłucham sobie jak się "żyło gwiazdą". Może nawet mnie to zainspiruje do tego żeby samem coś nagrać. Na serio zaczynam o tym myśleć. – powiedział Max uśmiechając się szeroko tak że ciężko było stwierdzić, czy żartuje czy mówi całkiem poważnie.
  9. Hmn... Tak się zastanawiam czy mój ostatni wpis nie był dla Was kłopotliwy bo widzę, że zapadła trochę niezreczna cisza i chcę sprostować. W sumie ciężko było mi określić gdzie stoi Johny bo w sumie i chciał strzelać i uciekać co mi pasowało do dwóch postów. Post Suzan opisywał zamknięcie drzwi, co w przypadku Johnego na zewnątrz nie było by dobre dlatego wpis wygląda tak a nie ineczaj. I ja tez rozumiem, że nie zawsze jest czas pisać. Poprostu chcę naświetlic sytuację.:)
  10. MAX -To tak się nagrywa nagrania w środku nocy? Cóż… Widać nie tylko Hieny lubią nocne życie. – powiedział Max chowając dysk. I... Przyglądał się chwilę Amandzie wykorzystując to że podszedł już bliżej. Może… wiedziała coś jeszcze, bo… W sumie to za wiele to się nie dowiedział i jakby nie patrzeć jak nic z niej nie wyciągnie będzie musiał się włamywać do jakiejś maszyny odkodowującej jak mu mówił Stanly. Ale hmn… Z Appią przy boku nie powinno to stanowić problemu. -I… Tak mi też jest przykro że zginął. To takie niesprawiedliwe. Był taki młody… - „chyba” dodał w myślach Max pociągając temat dla podrzymania rozmowy chociaż... zastanawiał się już jak wykorzysta teraz resztę wieczoru. Może w sumie… Znajdzie chłopaków i pójdą w miasto. Może Appia też z nim pójdzie… Dzisiaj już na pewno nie będą się nigdzie włamywać a mogli by jedną noc sobie odpuścić.
  11. Wilk pędził przez korytarz. Na początku faktycznie opadł na czterech łapach by ominąć chaotycznie szamoczące się macki. Ale potem, gdy oddalił się poza ich zasięg, powstał i biegł zupełnie jak człowiek. Wyglądało to tak jakby tak było mu znacznie wygodniej. I kiedy tak zbliża się do Suzan to kobieta coraz bardziej mogła w nim rozpoznać sylwetkę Dava. Lekko przygarbione masywne barki, dobrze wyrobiono rzeźba połączona z szaroczarnym futrem i wilczym pyskiem z którego teraz wystawał wywalony język, kiedy potwór starał się złapać oddech. Kobieta na chwilę spuścił monstrum z oczu żeby rozejrzeć się po kolejnym pomieszczaniu... I... Wyglądało na to że ponownie trafili w pusty korytarz. Jednak Suzan nie miała wiele czasu na dokładne obserwacje ponieważ w chwilę później usłyszała zgrzyt pazurów... Człowiek-wilk minął Johna, przechodząc tak blisko, że chłopak poczuł gorąco bijące od potwora i korzystając z tego że ma czysty strzał niewiele myśląc strzelił do ludzkiej ośmiornicy. Gruby potwór usłyszał huk wystrzału i chyba spróbował zrobić unik, ale ociężałe cielsko zareagowała zbyt wolno. Kula uderzyła w ciało szkarady i jak za poprzednim razem odbiła się od niej nie czyniąc jej żadnej szkody. W tym samym czasie wilko-człek wszedł do środka i przed Suzan wyrosła wielka spocona góra mięśni i sierści. Potwór dyszał ciężko z wywalonym jęzorem patrząc na nią z góry.
  12. MAX Max uśmiechnął się szeroko. Miał wrażenie, że właśnie w tej chwili stawia na stół wszystko co do tej pory wygrał i patrzy czy wypadnie czarne czy czerwone. Dla takich chwil naprawdę warto było żyć. W końcu bardzo powoli podszedł do Amandy i wyciągnął zdobyczny dysk tak by kobieta go zobaczyła, bo cóż... generalnie to chciał być blisko i niej i dysku. -To co możesz mi o tym powiedzieć Lady? - zapytał.
  13. MAX Max spojrzał na Appie. Wyraźnie nie ufała tej kobiecie. No ale przecież… To co najgorszego mogło by się im teraz przytrafić? Zresztą już tyle czasu poświęcili na to żeby ją tu odnaleźć i przepytać, że zwyczajnie głupio by mu teraz było wyjść nie zyskawszy dosłownie żadnej odpowiedzi. Jednak… Przeniósł spojrzenie na stół gdzie leżała broń. On dałby radę nawet gdyby Amanada okazała się głupia i zaczęła strzelać podbiec do niej i skręcić kark a potem użyć niewidzialności by odzyskać dysk i się zwinąć. Ale Appia nie… W końcu przeniósł wzrok na trzymaną w objęciach jasnowłosą. -To co teraz kochanie. Pokazać Pani co mi wpadło w ręce?
  14. Kobieta przeciągnęła kartą po drzwiach i przyłożyła do nich odciętą kończynę. Drzwi rozsunęły się przed nimi umożliwiając dalszą ucieczką. Jednak… Wychwycił to ucho wilka który szybko zareagował i odwrócił łeb w ich stronę. -grr... czek... ajcie! – zaryczał. W tym czasie człowiek ośmiornica wykorzystał okazję i zamachnęła się mackami w stronę przeciwnika. Jednak jego chaotyczne nieskoordynowane ruchy nie dosięgły włochatego stwora. Wilk zaś nie czekał aż potwór ponowi atak. Tylko… Pędem pobiegł w stronę uciekających i otwartego przejścia... W tym samym czasie Johny wycelował i miał w sumie czysty strzał do ośmiornicy jeżeli chciał do niej strzelać...