Red

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1775
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Red

  • Ranga
    Wojownik nieistniejący

Profile Information

  • Gender Not Telling

Ostatnie wizyty

2408 wyświetleń profilu
  1. http://www.gamedevfest.pl/ jeszcze można się załapać ;]

  2. Do listy dorzucam jeszcze Howl z 2015 film miał klimat. Werewolf (Pilot) (1987) - VOSTFR w sumie jest to typowy film z tamtych lat o nastoletnim wilkołaku Beast Beneath 2011 - z motywem wilkołaka i skarbu i hiszpanów mi osobiście nie przypadł do gustu ale do listy się nada
  3. -Nie! – Krzyknęła Rebeka stanowczo potrząsając głową. -Ty byłeś obiektem numer 11. Nigdy nie byłeś „zwykłym chłopcem”. Widzisz… Macie inną sekwencje genów niż normalni ludzie. To jest rzadka cecha recesywna, która musi być dziedziczona od obojga rodziców. Dlatego wybrano ciebie do badań…. ale w tamtym czasie prace nad projektem czasowo straciły „poparcie”. Dlatego firma ostatecznie nie chcąc z niego rezygnować postanowiła was zahibernować i cały projekt został „zamrożony”. Dopiero po przeszło pół wieku, gdy pojawił się ten wirus nijaki doktordr Adam Shultzc postanowił przetestować waszą odporność i jak sam już się domyślasz byliście „nadzieją”. Dlatego sam rozumiesz… Bob… Tu nie pasuje… On… On przyjechał… - Rebeka przełknęła ślinę. -…ze Stevem. To był zwykły technik z Doom. Chociaż był… Trochę… Szorstki w obyciu…– Rebeka potrząsnęła głową. -Ale pytałeś o chipa. – powiedział wskazując jego szyję. -On z założenia miał was stabilizować. Sprawiać by nie było niechcianych przemian, ale jednocześnie z sekundy na sekundę może je wyzwalać i nie macie ad tym żadnej kontroli a skoro system został uszkodzony i włączyło się to. – Rebeka wskazała hologram dziewczynki. -Wasze położenie staje się jeszcze bardziej przerażające…. W tym czasie hologram dziewczynki uśmiechnął się lekko wychwytując to, że o nim jest mowa. Zachichotał psotnie. -Ja bym tego nie ruszała bo najpewniej potem sami się pozabijacie. To spotkało waszą rasę prawda? Masowa eksterminacja? Przygotowane w DNA wszczepy pozwalają wam na normalne funkcjonowanie w ludzkim społeczeństwie. Ale one się psują. Chociaż... lekarze też się popsuli prawda? –powiedziała patrząc beznamiętnie na Rebekę. W tym czasie Suzan pomaszerowała w stronę schowka. Wisielczy humor zdawał się jej dalej dopisywać. Weszła do pomieszczenia przez nikogo nie niepokojona i znalazła tam plamy krwi Rebeki. Jakby nie patrzeć to tu po raz pierwszy zobaczyła Steva. Jednak teraz nie było po nim śladu. Podeszła do szafek z lekami i zaczęła je przeszukiwać. W słabym słabo oświetlonego schowka znalazła przeróżnej maści medykamenty między innymi adrenalinę i morfinę, hydroksyzynę a także coś co przykuło jej wzrok na dłużej. Był to odkręcony słoik z ksylazyną, co mogło tłumaczyć stan Boba. Był też słoi z morbitalem i pavulon… Jak i zestaw igieł i strzykawek. Nic tylko korzystać....
  4. MAX Max zręcznie chwycił credstika. Przyjrzał mu się uważnie…Dawno nie wpadło mu w łapy taka suma….Niemal czule przeciągnął palcem po złotej obwolucie. Mógłby za to dobrze żyć.... przez jakiś czas... Nawet jak podzieli się z Appią i Karą to zostanie 10 tysięcy na osobę i jak nawet odpalą po tysiaku Angusowi za fatygę to tego praktycznie nie poczują. Potem będzie już tylko kwestia opłacenia Jonsa. Cóż… chyba faktycznie cała ta robota poza tą dziwną mroczną otoczką nie była taka zła jak się wydawała a Ziggi wykonał dobrą pracę. W końcu Max ponownie uśmiechnął się szeroko przenosząc wzrok na swoją rozmówczynie i teraz ktoś kto znał go lepiej mógł poznać, że tym razem jest naprawdę zadowolony. -Myślę… że jest szansa że dojdziemy do porozumienia… Ale… Hmn… Mam warunek. Widzicie…Nie ukrywam, iż przez to nagranie zrobiłem się "mocno sentymentalny" i wiem, że muszę usłyszeć ten utwór w pełnym brzmieniu, bo nie da mi to spokoju. Na serio i mówiąc szczerze to gdyby nie to jedno proste pragnienie już dawno oddał bym go Johnsowi jak mi wszyscy radzili i nie rozmawialibyśmy dzisiaj. To jest dla mnie ważne. Na równi tak ważne jak kasa. Zastanówcie się. Myślę, że nawet sam wielki Vincent docenił by moje starania, żeby wyświadczyć mi tą drobną przysługę...
  5. MAX Max wysiadł z wozu przyjmując od Śliskieko kluczyki. Spojrzał na resztę swojej ekipy. Chcąc nie chcąc musieli już trochę prze trzeźwieć. -Okey ludzie. Plan wygląda tak zabieramy się Gofrem i parkujemy w pobliżu NatWest Tower. Ja i Luis podejdziemy odebrać wóz. To na wypadek gdyby jednak nie chciał tak ładnie odpalić. -Zresztą… - poklepał wywołanego Luisa po plecach. –Przydasz mi się jak zrobi się „gorąco”. Mimo wszystko samochody to nie moja bajka. -A jeśli o was chodzi. – Max spojrzał na resztę. -To Dex trzymaj commlinka w pogotowiu. Zrobicie na mój sygnał zadymę tak, że ochrona nie będzie wiedziała kogo ścigać. Po wszystkim widzimy się u Śliskiego. Jeśli nie macie pytań możemy ruszać.
  6. MAX -A więc reprezentujecie trupa. – powiedział dobitnie Max wskazując na grób. Mógł to co prawda lepiej ubrać w słowa, ale pomału zaczynał już tracić cierpliwość na to jak się z nim pogrywa. Szybko myśląc zaczął analizować czy gdyby z Karą unieszkodliwili dwójkę z trójki rozmówców udałoby mu się wymusić na dziewczynie z którą rozmawiał przekazanie algorytmu skoro takowy istniał i mieli do niego szybki dostęp… Ale… w końcu doszedł do wniosku, że na rozmowie może wyjdzie lepiej. Tylko… na serio niech nie wciskają mu kitu na start. -Do rzeczy. Kim wy w ogóle jesteście? Grupą psychofunów którzy chowają się za nagrobkami i mówią o „sumach przekraczających racjonalne oczekiwania”. Wiecie… Trochę już działam na streecie i nie idę w nic w ciemno. Zwłaszcza, że z powodu tego nagrania zginął już jeden członek korpo i na kark prawdopodobnie wejdzie mi zaraz Triada, a dwójka z moich ludzi trafiła już do szpitala. Do tego jak sos na kebabie dochodzi kwestia Johnsa który najpewniej wystawi za mną korporacyjny list gończy i zniszczy całokształt mojej wiarygodność w szeroko rozumianej branży. Dlatego „musicie” udowodnić mi, że faktycznie dysponujecie środkami potrzebnymi na przekazanie dysku. Wtedy będziemy mieli o czym rozmawiać.
  7. Okey... W ramach krótkiej informacji. Ja o Was naprawdę pamiętam tylko potrzebuje jeszcze trochę czasu na rozplanowanie zleceń, życia bez zleceń i strefy ale pomału robię postępy więc już niedługo powinna zostać utrzymana pewna płynność.
  8. MAX Max czuł się mocno nieswojo przemierzając ponure cmentarzysko. Osobiście nie lubił śmierci. Był fanem życia a posępna atmosfera tego miejsca sprawiała, że było go jakby „mniej”. Zupełnie tak jakby zaczynało mu brakować pewności siebie.. Do tego dochodziło to, że Kara milczała i przez moment miał wrażenie że jest tu zupełnie sam, ale gracja krasnoludki dała o sobie znać i koniec końców udało mu się ją usłyszeć. W końcu oboje znaleźli grób Vincenta. „Zaraz... Jeszcze raz.... dlaczego tutaj przyszedłem?” Nim Max sam sobie zdarzył odpowiedzieć na to pytanie z za pomnika wyszła grupa postaci. Dwie dziewczyny i jeden gość. Przynajmniej tylu widział. Mogło być gorzej. Włączył noktowizje w okularach by prześledzić teren. Kiedy zakończył ponownie zwrócił spojrzenie na swoich rozmówców. Po chwili przywołał na twarz szeroki nic nie znaczący, pusty uśmiech. -Siema Jess. Jest Max. I spoko to miejsce ma klimat. Jak się jest hieną, cmentarze ma się we krwi. – skłamał płynnie i dla efektu przywołał na skórę ukryty poprzednio tatuaż. -Więc...Kto z was ma algorytm? – zapytał postanawiając przejść od razu do rzeczy patrząc uważnie na pozostałe osoby i starając się wyczytać coś z ich twarzy.
  9. MAX Gdyby nie ciemne okulary to można było by dostrzec błysk zadowolenia w oczach Maxa. Fura na wypasie jak się patrzy. Nie jak ten przechodzony szmelc który komuś, kiedyś, gdzieś zawinęli. -Dobra…. Odbiorę dla Ciebie tamten wóz ale do miasta zabierzemy się tym cudem. – powiedział Max przeciągając ręką po błyszczącej karoserii -I generalnie za motory to policzymy się jak ściągnę twój dług i lepiej żebyś tym razem nie podawał tak śmiesznych stawek. – Max mimo że mówił do Śliskiego to był już właściwie w środku testując elastyczność i jakoś tapicerki. -Chłopaki jest robota! - powiedział do reszty Hien. -Gdzie gość mieszka? - zapytał Max teraz czule pieszcząc kierownice.
  10. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Tak się złożyło że robie na raz trzy zlecenia i nie mam kiedy pisać, jak to się jakoś unormuje to dam znać.:)
  11. John przyglądał się przez chwilę Bobowi. Był nieprzytomny, ale oddychał spokojnie i miarowo. W każdym razie żył. On sam w tym czasie trzymał w rękach Rebeka, która jednak całkiem była skupiona na leżącym na ziemi mężczyźnie. Chwilę później pociągnęła go za sobą Suzan, a on sam posadził Rebekę tak daleko od Boba jak tylko uznał to za konieczne. W tym samym czasie Rebeka uważnie obserwowała Boba mówiąc drążącym głosem. -On… On się przeistoczył. Pomogłam… WY.. Wy nie panujecie nad sobą. Trzeba Was uspokoić. Dla waszego dobra! – Po chwili dodała niepewnie przyglądając się lezącemu na podłodze mężczyźnie uważniej. -Zaraz… Nie… Nie rozumie… On.. On był technikiem… To… To nie jest zaraźliwe.. Jak… Jak to możliwe? - Pielęgniarka spojrzenie na uciekinierów. -Dziwne... Nie rozumiem... Ale nic. Do rzeczy! Trzeba wam usunąć wszczepy! Ja pomogę! – powiedziała zaczynając czołgać się po ziemi w ich stronę…
  12. MAX Max popatrzył przed siebie gdy rozmówca się rozłączył. Był pewien, że to pułapka. Niemal w 100 procentach. Tak na 99 procent. Ale… Jeśli on i Kara okażą się dość dobrzy i szybcy to wyjdą z tego obronną ręką, a on… połozy łapy na karku gościa, który mógł mieć coś czego on potrzebował. Tylko… Gorzej jeśli on jednak okaże się od nich lepszy... - Kara jestem pewien niemal na 100 procent, że jest to pułapka. Ale jeśli zachowamy ostrożność to oni na tym stracą nie my. - powiedział Max patrząc w przestrzeń. Nie miał pojęcia kim są ci "oni", ale już w rozmowie wyszło na to, że nie spotkają się tylko z jedną osobą. Mieli 30 minut nie licząc dojazdu. W końcu podjął decyzję. -Dobra rozegramy to tak, że zostawię dysku u Joe. Znam go od lat i ufam mu w 100 procentach. On nawet nie będzie pytał co to jest. I… Pojedziemy na spotkanie bez dysku. Gdyby... Gdyby wszystko przebiegało okey. Podjedziesz po ten dysk gdy ja zostanę z tym gościem. I... - Max zastanowił się chwile. -Lepiej pozostań niewidzialna i w pobliżu rozmawiać będę ja. Max wlał w siebie piwo energicznie stawiając je na stole by rozmówić się z Joe myślami sięgając do gangów, z tego terenu i zastanawiając czy znajdzie się wśród swoich, na ziemi niczyjej czy wśród gości którzy najchętniej pochowali by go na tym zapomnianym cmentarzysku może nawet obok „wielkiego Vincenta”.
  13. MAX -Dobra… Szczerze mówiąc to nie będę wybredny, może być byle co byle by dało nas radę przewieź do miasta. – Max postanowił nie kombinować, bo jak Śliski tyle załatwia broń to kto wie ile będzie załatwiał furę... Zastanowił się chwilę. -No chyba, że nie dasz rady, to trudno. Chłopaki przejdą się po terenie i coś się pewnie znajdzie, ale zaoszczędził byś nam fatygi jakbyś miał coś na szybko na zbyciu. – Gangstera spojrzał na motory a potem na Śliskiego. Uśmiechnął się szeroko swoim firmowym uśmiechem przeznaczonym do negocjacji. -Więc… Do rzeczy. Ile dasz mi za te maszyny?