Tirren47PL

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    66
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Tirren47PL

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny
  • Urodziny 09.05.2000

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

195 wyświetleń profilu
  1. Ok. To do zobaczenia za rok
  2. Dobra. Jeśli chodzi o świat, to jest zrobiony naprawdę dobrze. Wciągnąłeś mnie do sesji praktycznie przy samej rekrutacji, gdy tylko zobaczyłem wszystkie dokumenty i cały opis świata. Historia jest naprawdę ciekawa, na dodatek traktujesz moją postać dokładnie tak jak chciałem - za to mocny plus. Samo prowadzenie sesji jest według mnie jest naprawdę niezłe, chociaż szczerze mówiąc nie mam zbyt dużego porównania ;d. Właściwa ilość scen pomiędzy postaciami, właściwa ilość solówek, właściwa ilość prowadzenia za rączkę, gdzie właściwa znaczy nie za dużo, nie za mało. Czyli dobrze Z drugiej strony, naprawdę zaczyna mi brakować opcji "pomiń" przy walkach ;d. Wiem, że to wszystko jest potrzebne i jakoś się łączy, ale jak dla mnie jest ich ciut za dużo. Sama zresztą fabuła na starym cmentarzu - naprawdę niezła, ale przy kolejnym zwrocie akcji zamiast być zdziwionym czy zachwycać się mądrością i wyobraźnią MG, w pewnym momencie każdy myślał tylko "o nie, kolejna walka". A przynajmniej ja tak miałem .
  3. Rzuciwszy 9k10, Tirren47PL uzyskał(a) wyniki: kość 1: 3(+2), kość 2: 10, kość 3: 1(+3), kość 4: 10, kość 5: 7(+1), kość 6: 5(+1), kość 7: 10, kość 8: 4(+2), kość 9: 9. Suma wyników = 68 Powód rzutu: Zadawanie bólu Rzuciwszy 1k10, Tirren47PL uzyskał(a) wyniki: kość 1: 4(+1). Suma wyników = 5 Powód rzutu: Channeling: Klatka Rzuciwszy 8k10, Tirren47PL uzyskał(a) wyniki: kość 1: 10, kość 2: 1(+3), kość 3: 4(+1), kość 4: 5(+1), kość 5: 9, kość 6: 5(+1), kość 7: 3(+2), kość 8: 10. Suma wyników = 55 Powód rzutu: Klatka myślowa
  4. Arden z lekką ulgą przyjął wiadomość o stanie umysłowym swojej rodzicielki. Powolnym ruchem dłoni wyciągnął talizman i spojrzał na niego ciekawym wzrokiem, po czym schował go z powrotem pod podkoszulek. Czuł emanującą od niego moc, jednak na razie to zignorował. Reakcja ojca na jego opowieść nieco ucieszyła chłopaka. Przez chwilę milczał nie wiedząc co powiedzieć, dopiero po chwili zmusił się do krótkiego podziękowania. - Dzięki, tato. Arden zamierzał kontynuować dyskusję, kiedy usłyszał pukanie w okno. Zdezorientowany odwrócił się w tamtą stronę – w samą porę, żeby zobaczyć jak okno eksploduje, a do pomieszczenia wlewają się trzy czarne kształty. Przez chwilę nic więcej nie widział, jego ojciec skutecznie przypomniał mu, że powinien ochronić się przed szkłem. Arden padł na ziemię, opierając się na rękach. Pierwszą rzeczą którą musiał zrobić, było wydostanie się spod ciała ojca, która zapewne nie wiedział co się dzieje. Chłopak szybkim ruchem przeturlał się w stronę regału, po czym odwrócił się do kształtów, które zdążyły się uformować w Nazgule z Tolkiena. Chłopak wyrwał talizman z szyi po czym odwrócił się do ojca. - Biegnij po ciotkę Ange! - Arden umilkł na chwilę. Przecież jego ojciec być może nawet nie widzi tych potworów. - Powiedz, że jakieś popieprzone istoty z cienia nas atakują. - Arden miał nadzieję, że da radę wytrzymać do czasu przyjścia jego osobistego rodzinnego magicznego wsparcia, jednak na razie nie zawracał sobie tym głowy. Z ogromną nadzieją, że jego nowe zaklęcie zadziała jak należy, wyciągnął dłoń w stronę widma najbardziej po prawej, próbując zaatakować go klatką myślową. -Udław się. - Usoka nie skończył jednak, i chwytając mocniej talizman wzmocnił moc zaklęcia. - A tym się zabij. - Powiedział lekko drżącym głosem, po czym spojrzał na drugie widmo. Mimo, że mógł tego później pożałować, musiał coś zrobić. Nie wiedząc jednak czy cień jest choć trochę materialny, ani czy pozbawienie go mowy cokolwiek uczyni, zdecydował się po prostu zadać mu ból. -Errox fumax. - Powiedział, po czym wycofał się za fotel, na którym opierał się kilka minut temu.
  5. Arden Usoka Arden patrzył na ojca bez większych emocji. Na spokojnie przyjął wieści o swojej matce, o wysuszonym wampirze oraz o całej reszcie. A przynajmniej wydawało mu się, że był spokojny. - Więc… to… - Urwał, przełykając ślinę. Przez dłuższą chwilę nie mógł wydać kolejnego dźwięku, dopiero po chwili zapytał cicho. - Czy ona jest… normalna? To znaczy… - Arden urwał, i spojrzał na talizman – rzekomy prezent od matki. Miał nadzieję, że jego ojciec zrozumie pytanie, bo gdy próbował powiedzieć cokolwiek więcej, słowa dziwnie grzęzły w jego gardle. Zamiast tego chłopak usiadł na krześle i podparł głowę jedną ręką. - Dobra. To później. Najpierw moja część umowy. - Arden zastanowił się przez chwilę, po czym zrelacjonował ojcu wydarzenia z poprzedniego dnia. Opisał dokładnie pierwszą i drugą wizję, pomijał jednak drastyczniejsze szczegóły, nie powiedział nic o demonie wydostającym się z Caleba, a w ostatniej walce nie wspominał nic o braciach Dixon, tylko zmienił ich w „nieznane wampiry”. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nie jego ojciec, to jego ciotka z pewnością się o wszystkim dowie, dlatego wolał opowiedzieć wszystko teraz - w bardziej przystępnej wersji. Gdy skończył, przez długi czas milczał, jakby sam próbował przetrawić co właśnie powiedział. Dopiero po chwili podniósł wzrok. - Nie wiem co o tym sądzisz, ale moja historia wydaje się być normalniejsza. Chociaż „normalna” to głupie słowo. - Powiedział Arden z lekkim uśmiechem. - Pewnie zrobiłeś co musiałeś, i nie było innego wyboru. Nie wiem, nie chcę tego oceniać. Ufam Ci przecież, tato. - Arden westchnął lekko. - Ale chciałbym prosić o to samo. Szczerze, na razie nie wiem co się ze mną dzieje, a całe to zamieszanie z magią mnie denerwuje. Ale chciałbym to rozgryźć sam. Przynajmniej na razie.
  6. Arden z wdzięcznością przyjął przygotowany przez ciotkę posiłek. Tym razem zjadł prawie całość, jednocześnie słuchając odpowiedzi ojca na jego nie do końca prawdziwe wytłumaczenia. Zamierzał coś odpowiedzieć, jednak w tym samym momencie jego ojciec wstał i udał się do swojego gabinetu. Arden odłożył talerz, i udał się za nim. Gdy znaleźli się na miejscu, Usoka zatrzymał się przez chwilę. Dawno nie był w gabinecie swojego ojca, zresztą była to też jego sypialnia – dość prywatne miejsce. Doskonale pamiętał jednak układ pomieszczenia, żaluzje, zamknięte na klucz szafki oraz tytuły prawie wszystkich książek na półce. To ostatnie głównie dlatego, że wszystkie już kiedyś przeczytał, i większość leżała tam, gdzie je odłożył. Gdy jego ojciec oparł się o biurko, Arden spojrzał w tamtym kierunku, po czym podszedł do fotela i oparł się na nim rękami. Na chwilę opuścił głowę, zbierając myśli, jednak po chwili znowu spojrzał na ojca. - Skłamałem o wczoraj. Zresztą pewnie się tego domyślasz. - Dodał, wzruszając ramionami. - Nie zamierzam niczego ukrywać. Ale zanim powiem dokładnie co się stało, chciałbym wiedzieć o jednej rzeczy. - Arden zamilkł na chwilę. Nie chciał, żeby jego następne zdanie zabrzmiało jak oskarżenie, ale nie było to łatwe, zwłaszcza, że sam nie wiedział jaką odpowiedź chce usłyszeć. W końcu jednak spojrzał ojcu w oczy i zapytał spokojnym głosem. - Dlaczego co miesiąc wysyłasz kwoty od 120 dolarów w górę na rzecz przytułku w Oasis?
  7. Arden Usoka Arden odłożył chusteczkę na miejsce, ciesząc się, że nie musiał podejmować żadnych innych kroków w sprawie krwotoku. Nie usłyszał zupełnie żadnej odpowiedzi, więc uznał, że był to sen, albo zmęczenie po wczorajszym dniu płatało mu figle. Miał tylko nadzieję, że tym razem nie będzie musiał tłumaczyć tajemniczych krwotoków innym nauczycielom. Arden westchnął, po czym dokończył się ubierać i poszedł na parter swojego domu. Widok kuchni przypomniał mu wczorajszy poranek. I Kilkaset jeszcze wcześniejszych, ale w tej chwili najbardziej pamiętał dzień wczorajszy. Może dzisiaj jego rodzinka poruszy przyjemniejsze tematy niż jego orientacja seksualna? Arden szybko zbył zabawną dla niego myśl, i zaczął zastanawiać się jak porozmawiać z ojcem sam na sam. Miał jednak sporo czasu, i był głodny. - Cześć wujku, ciociu. Hej tato. - Przyjął z uśmiechem pytanie Ange. - Cokolwiek, byle z kawą w zestawie. - Pytanie ojca i surowość w nim zawarta nie zdziwiły chłopaka, zresztą był przyzwyczajony. Co jak co, jego ojciec był gliną. - Najpierw sprawy szkolne, później ktoś poprosił mnie o wywiad. A później musiałem na chwilę pójść ze znajomymi, zresztą też chodziło o moje wybory na przewodniczącego. - Arden urwał, po czym szybko spojrzał na ojca i dodał. - Bez procentów, po prostu mieszkał na przedmieściach i chciałem pójść na skróty w drodze powrotnej. - Arden wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko. - Nie wyszło. Arden urwał na chwilę, po czym spróbował już teraz wyjaśnić pytanie które nurtowało go od wczoraj. I przy okazji setkę innych. - A, i mam pytanie. Mógłbyś mi pomóc z jedną rzeczą zanim pójdę do szkoły? Chodzi o te zaginione osoby. To trochę głupia rzecz, więc wolałbym porozmawiać tylko z tobą.
  8. Arden Usoka Arden obudził się, słysząc natrętny dźwięk budzika. Instynktownie lekko uderzył go ręką, po czym odczekał chwilę, upewniając się, że denerwujący odgłos nie powróci. Kilka sekund później podniósł się do pozycji siedzącej, rozciągając ręce. Zdawał sobie sprawę, że gdyby położył się ponownie, następny przystanek miałby dopiero około dziewiątej. Na chwilę obecną miał dość problemów, więc półprzytomny zszedł z łóżka i doczłapał do łazienki, gdzie próbował doprowadzić się do porządku. W drodze powrotnej do pokoju przypomniał sobie o wczorajszych wydarzeniach, i o konieczności przeprowadzenia rozmowy z ojcem. Co prawda zasada „nie ufaj obcym” jak dotąd nie zawodziła młodego czarownika, jednak nie zaszkodzi zapytać. Nieco gorzej z koszykówką, jednak o tym będzie się martwił w szkole. Zanim Usoka zdążył się przebrać, usłyszał kobiecy szept. Nastolatek rozejrzał się po pokoju, szukając jego źródła, po chwili jednak zrezygnował. -To znaczy… gdzie mam iść? - Krótko po swojej odpowiedzi chłopak zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił odpowiadając na głos nieznanego pochodzenia, który równie dobrze mógłby być wytworem jego wyobraźni. Szybko potrząsnął głową i przyłożył dłonie do twarzy, przecierając oczy. Gdy je obniżył, zauważył… krew. - No nie… znowu? - Mruknął cicho. Szybkim krokiem poleciał do biurka i wyjął chusteczkę jednocześnie postanawiając, że następne zaklęcie które stworzy będzie tamowało krwotoki.
  9. Połowa wychodzi 17.5, więc biorę 17.5 na awans postaci ;d
  10. Arden&John&Konomi&Karmen&Joleene Arden prawie nie odezwał się słowem przez ostatnią godzinę. Ich pożegnanie z rodzeństwem Evans zawierało tylko kilka słów, między innymi obietnicę spotkania się jutro w szkole. Stacy milczała przez cały czas, mamrotając tylko “dziękuję” gdy nie do końca wesoła kompania odprowadziła ją pod dom. Arden jednak doskonale to rozumiał - sam nie miał ochoty zbyt dużo mówić po zdarzeniach z dzisiejszego dnia, i najchętniej poszedłby do domu, kolejne osiem godzin spędzając na łóżku. Jednak gdy docierali już do domu Konomi uznał, że musi w końcu przełamać milczenie. - To… mamy Joleene. - Arden urwał na chwilę. - Tylko pytanie co teraz z nią zrobić. I czy za te ostatnie porwania była odpowiedzialna ta nadnaturalna grupka wampirów, lisa i czarownicy. I czy to całe potężne zło o którym była mowa w wizji dalej ją ściga. I… - Arden zatrzymał się na chwilę i westchnął, starając się uspokoić. Po chwili milczenia odwrócił się do Konomi. - Czy u Ciebie w domu jest jakieś miejsce w którym moglibyśmy spokojnie pogadać? Czy lepiej będzie ustalić co robimy z naszą nową przyjaciółką zanim wejdziemy ją odebrać? John wlókł się na końcu grupy. Był milczący, zły i co najgorsze głodny. jego żołądek dopominał się o swoje prawa odgłosami przywodzącym na myśl odgłosy nadchodzącej burzy. Kiedy usłyszał pytania Ardena zatrzymał się i wpatrywał się w niego milcząco przez chwilę trzymając ręce w kieszeniach. -A co możemy zrobić? -Zapytał wyciągając ręce z kieszeni. -mamy najwyżej dwa wyjścia. Odeskortować ja do domu, lub ukryć w bezpiecznej kryjówce. Znamy jakąś kryjówkę, która ukryje ją przed niechcianym wzrokiem? Konomi była zmęczona, brudna i jakoś tak niedużo jej się już chciało. Miała ochotę na prysznic i położyć w wygodnym łóżku. Wlokła się z gromadką w kierunku swojego domu aż nawiązała się w końcu dyskusja co do losu Joleene. -U mnie w domu jest spokojnie jak trzeba, bez przesady. - odpowiedziała -Jak chcecie ją ukryć? Przecież to praktycznie niemożliwe, jakkolwiek byśmy nie próbowali. Nie będziemy przecież jej więzić w domu albo w piwnicy. Może zapytajmy samą Joleene co ma nam na ten temat do powiedzenia. - zaproponowała azjatka. Arden zastanowił się nad wszystkim co powiedzieli jego towarzysze. Fakt, nie mieli możliwości jej ukryć i chronić. W szkole nie było możliwości żeby ją zgubić, pytanie co robić gdy przebywa w domu i w drodze do szkoły. Oczywiście, Usoka miał już kilka pomysłów, ale wszystkie wymagały dość dużego zaangażowania ze strony Joleene, czego wolał uniknąć. - Raczej nie mamy co się spodziewać podobnego porwania. Proponowałbym obserwować ją w szkole i być może w drodze, w domu jest raczej bezpieczna. Tylko nie chciałbym za bar… - Arden urwał na chwilę, po czym uśmiechnął się lekko do Konomi. - Zresztą, jeśli chcesz z nią porozmawiać, wytłumaczyć o co chodzi, to proszę bardzo. To w sumie nie jest głupi pomysł. - Nastolatek zmarszczył brwi. - Tylko będziemy potrzebować jej osobistego przedmiotu. Coś o podobnej sile do naszych talizmanów. -To chodźmy z nią porozmawiać i odstawmy do domu. Zróbmy to jak najszybciej, padam z głodu. Jak zaraz czegoś nie zjem to padnę. Wracając do domu Konomi, Arden podjął się tematu o dalszym losie uratowanej przez nich dziewczyny. Wciąż nie zdecydowali się jakimi metodami mogą jej pomóc, a czas nie był ich sojusznikiem. W końcu dotarli na miejsce spotkania, a ich cel stał właśnie na gangu i pił coś z parującego kubka. To była Joleene. Wyglądała o wiele lepiej. Uspokojona, uczesana i podmalowana. Na szczęście ktoś miał na nią oko. Karmen, starsza siostra Konomi dotrzymywała jej towarzystwa. - W końcu jesteście - odezwała się Akagi - Długo was nie było. Zaczynałam się niepokoić - powiedziała i uśmiechnęła się na widok siostry i jej kolegów - Nie mieliśmy okazji, aby się poznać - dodała - Jestem Karmen, starsza siostra tego nicponia - rzekła i puszczając oczko w kierunku Konomi - Zakładam, że chcecie pogadać z Joli na osobności? - zapytała Joleene obdarzyła zgromadzonych słabym uśmiechem. - Karmen mi trochę powiedziała o cz.... cz.....czarownicach - zaczęła z niepewnością w głosie - Czy faktycznie mogę być jedną z nich? - zapytała, bardziej samą siebie nie resztę -Niewykluczone. Lis przyjrzał się dziewczynie starając się dostrzec jej aurę. Każda czarownica ma aurę i nie można jej z niczym innym pomylić. Gdyby udało się ją odczytać powiedziałaby wszystko. -Przeraża cię perspektywa zostania czarownicą? John nie ujrzał nic, co mogłoby mu przypominać aurę Joleene. Może b yło jeszcze za wcześnie na takie eksperymenty, a może aura Joleene nie była rozwinięta na tyle, by można było ją dostrzec. - Nawet nie wiem z czym to się wiążę -rzekła wciąż z pewną dozą nieśmiałości - Mam pełno, a właściwie masę obaw - dodała -Od nicponi mnie, erudytka jedna - żachnęła się Konomi, oczywiście kwitując to bladym uśmiechem sugerującym że mimo zmęczenia, resztki humoru jej się jeszcze trzymają. - No dobrze by było zamienić dwa słowa. Dzięki Karmi że się nią zajęłaś. Wiedziałam że będziesz strzałem w dziesiątkę - podziękowała starszej siostrze. -Myślałam że jesteś pełnoprawną czarownicą… - bąknęła cicho Kono pod nosem, słysząc co mówi Joleene - Spokojnie, to nic strasznego. Wręcz przeciwnie. Życie staje się ciekawsze gdy możesz za pomocą magii porobić sobie jaja z innych - tłumaczyła swój punkt widzenia azjatka. Zorientowała się jednak że jej podejście może zostać odebrane jako… nieprawidłowe. - Znaczy ten… No… Luzik, wszyscy jakoś przez to przechodzą. Albo możliwe że po prostu wydzielasz jakiś rodzaj energii czy coś… Działo Ci się kiedyś coś dziwnego? - spytała, kładąc opiekuńczo dłoń na jej ramieniu, próbując dojść czemu akurat ta dziewczyna była taka ważna dla tamtej gromadki. Arden spojrzał ciekawie na obie dziewczyny. Odpowiedział lekkim skinieniem głowy na pytanie Karmen, po czym uśmiechnął się, słysząc pytanie Joleene. - Jeśli faktycznie jesteś czarownicą, to nie ma się czego obawiać. - Arden porzucił swój uśmiech. - Ale w twoim wypadku, hmm… Po prostu może być to troszkę bardziej skomplikowane. - Arden umilkł na chwilę. Wyjaśnienie i pytanie Konomi nie zdziwiło go, sam nawet był ciekaw odpowiedzi. Postanowił poczekać chwilę z pytaniem o ochronę, Joleene i tak była mocno zdezorientowana. -Czyli… nigdy wcześniej nie miałaś styczności z magią? John nie mając innych pytań z ciekawością popatrzył na dziewczynę oczekując jej odpowiedzi. - Cóż mogę rzec? – powiedziała Karmen uśmiechając się niewinnie – Jestem stworzona do bycia opiekunką – dodała i wróciła do domu, zostawiając Joleene w dobrych rękach. Konomi dotknęła ramienia Joleene, a pod wpływem tego dotyku, dziewczyna się nieco spięła, jakby sprawiało jej to ból. - Gabriel często to robił i zaciskał swoje dłonie, gdy wgryzał się w moją szyję – powiedziała nastolatka – Wcześniej urywał mi się film, jakbym coś brała, ale ja nie jestem ćpunką! Nigdy nią nie byłam! – dodała, denerwując się i podnosząc głos. Zdała sobie z tego sprawę i zakryła dłonią usta, a następnie odsunęła się od Konomi. Byłą przy tym niezdarna. Kubek z parującą herbatą wypadł jej z dłoni i uderzył z brzdękiem o werandę. - Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Ja nie chciałam… - rzekła dodała spoglądając na kubek – Wcześniej nic dziwnego się nie działo. Dopiero kilka dni temu wydarzyło się coś niezwykłego. Ożywiłam martwy kwiat, zmusiłam napotkanego psa do stania w miejscu czy stłukłam lustro za pomocą wzroku, tuż po samej sprzeczce z Daisy Chapman. Arden popatrzył na przestraszoną dziewczynę. Gdyby przed walką wiedział co robił z nią Gabriel... Z pewnością zatłukłby sukinsyna w pierwszej kolejności. - Spokojnie. Gabriel dostał na co zasłużył, jeśli w jakikolwiek sposób cię to pocieszy. - Usoka urwał na chwilę, nie za bardzo wiedząc jak zabrać się do kolejnego tematu. Po chwili poprawił ręką włosy i spojrzał Joleene w oczy. - Nie dziwię się, zwłaszcza tego ostatniego. Po mojej ostatniej sprzeczce z Daisy Chapman też miałem ochotę ją zatłuc, ale potem przypomniałem sobie, że ona już jest mocno stuknięta. - Chłopak uśmiechnął się lekko na chwilę, po czym znowu spoważniał. - W każdym razie, na razie nic ci nie powinno grozić. Ale żeby mieć całkowitą pewność, mogę… hmm, rzucić zaklęcie, które będzie mi mówiło gdzie jesteś. - Chłopak wolał nie mówić, że zaklęcie lokalizacyjne cienia daje wizję dotyczącą bezpośredniego otoczenia osoby. Nie chciał, żeby poczuła się nieswojo… Arden przez chwilę wyobrażał sobie różne, ‘dziwne’ sytuacje, kiedy spostrzegł, że minęło dobrych kilka sekund. Szybko przyłożył rękę do ust i odkaszlnął. - Gdyby coś ci się stało, od razu pójdziemy na ratunek. Będę do tego jednak potrzebował jakiegoś osobistego, bliskiego ci przedmiotu. Im mocniejsza więź, tym lepiej. - Arden zawahał się po raz kolejny. I… numeru telefonu. Wiesz, żebyśmy przypadkiem nie przyszli ci na pomoc podczas gdy ty będziesz z ojcem na grzybach. Chłopak uśmiechnął się lekko, wyobrażając sobie sytuację w głowie. . - Dostał na co zasłużył? – zapytała zaintrygowana sprawą Gabriela, Joleene, a następnie uśmiechnęła się – Dziękuję- wyszeptała Nastolatka słuchała propozycji Ardena, która wydawała się rozsądnym wyjściem z całej tej sytuacji. - To nie będzie bolało? – zapytała, gdy padło słowo zaklęcie – Jasne, znajdę coś z czym czuję poważny związek – powiedziała, po czym sięgnęła plecioną, koralikową bransoletkę i podała ją Ardenowi – Proszę. Dostałam ją od mamy nim umarła na raka – dodała spoglądając na skromną ozdobę nadgarstka Następnie Joleene podała swój numer telefony, by Arden i reszta zainteresowanych osób mogła go zapisać. - Nie mam ojca. Odszedł pięć lat temu. Mieszkam z starszą siostrą – odparła uratowana niedoszła wiedźma, gdy padł tekst o tacie. Widzieli, że sprawił jej przykrość, choć rozmówczyni starała się tego nie okazywać. - Więc? – zaczęła – Będziecie mieli mnie teraz na oku? Mam z wami spędzać przerwy? – zapytała Lis przymknął oczy i uśmiechnął się do wspomnień. przed oczami stanął mu obraz jego własnego lisiego przebudzenia. było dość zabawnie. -To raczej nie będzie konieczne. Oderwał się od własnych myśli spojrzał na pytająca dziewczynę. -Zaklęcia ochronne powinny wystarczyć. powiadomią nas jak coś się zacznie dziać. Arden zauważył, że dziewczynie zadrżał lekko głos gdy mówiła o ojcu. Cóż, trudno. Być może nie powinien z tego żartować. Nastolatek przyjął z szacunkiem bransoletkę Joleene. - Raczej nawet nic nie poczujesz, a ja nie będę tego używał zbyt często. - Chłopak zważył bransoletkę w dłoni, po czym schował ją do wewnętrznej kieszeni plecaka. Słysząc ostatnie pytanie zaśmiał się lekko. - Jeśli chcesz, jak najbardziej. Ale nikt cię do tego nie zamierza zmuszać. Po prostu daj nam znać jak będziesz miała jakieś problemy. Zwłaszcza te niezbyt “normalne”. Wzrok Joleene przeskakiwał z Ardena na Johna i na Konomi. Dziewczyna uważnie słuchała chłopaków, którzy aktywnie brali udział w rozmowie, a zwłaszcza młody Usoka. - Myślę, że w tej chwili wiem wszystko i chciałbym wrócić już do domu – odezwała się w końcu Joleene – Jeśli będę miała do was jakieś pytania to na pewno z nimi przyjdę – dodała, słabo się uśmiechając. Wiedzieli, że Joleene nie miała ze sobą żądnej torby czy coś w tym stylu, dlatego też nie zdziwił ich fakt , gdy dziewczyna zeszła z ganku, na którym rozmawiali i udała się w stronę wyjścia z tej dzielnicy. To było jej ciche pożegnanie. Nie musieli chwilowo więcej ustalać. Pierwszy krok ku zapewnieniu jej bezpieczeństwa mieli już za sobą.
  11. Może być ten wtorek jak już jedziemy wszystko z fabułą. Przynajmniej ciekawiej będzie
  12. Nie mam nic przeciwko ustalaniu tego ingame, ale to raczej trochę zajmie. Chyba szybciej i lepiej będzie jak zrobimy to bez fabuły, gdzieś w osobnym docu / tutaj na forum / gdziekolwiek.
  13. Arden lekko współczuł Fabienne, Markusowi i Alexandrowi. Ucieczka z lekcji Aarona była… przynajmniej nieprzyjemna. Usoka nie zdziwił się gdy usłyszał o kartkówce, szybko wyciągnął kartkę i zaczął pisać. Jednak rozkojarzony wcześniejszą rozmową wcześniej skończył dostępny czas, niż pierwsze zadanie. Do końca lekcji zastanawiał się nie tylko nad wcześniejszą rozmową, ale też nad niedawną kartkówką. Gdy zaczęła się następna lekcja, Arden z niesamowicie małymi resztkami dobrego humoru wkroczył do sali. I dosłownie minutę później te resztki dobrego humoru zostały zupełnie rozbite. Arden postanowił nie przejmować się trzecią już kartkówką, i po prostu napisać to co umiał, po czym szybko oddać kartkę. A że nie umiał zbyt wiele, poszło mu nadzwyczaj szybko. Przez resztę czasu Arden postanowił zregenerować swoją wewnętrzną energię krótką drzemką, a że nikt nie raczył go obudzić, dotrwał w tym stanie do dzwonka.
  14. Ja od razu zgłaszam, że od tego tygodnia prawie w każdą sobotę mnie nie będzie. To znaczy, w bardzo ograniczonym stopniu. Za to cała reszta tygodnia powinna być luźniejsza ;d. Ja raczej na pewno zostaję do końca. Tej i następnej sesji, mam nadzieję
  15. Mniejsze lub większe fragmenty jak dla mnie.