Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Rafal3920

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    2381
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Rafal3920

  • Ranga
    Erpegzekutor potworów
  • Urodziny 26.11.1996

Previous Fields

  • Systemy RPG D&D, WH, WoD

Profile Information

  • Gender Male
  • Interests Rock, Punk, Metal
    Programowanie(Pascal, C++, SFML 2.0)
    Gry RPG i strategiczne

Ostatnie wizyty

3785 wyświetleń profilu
  1. Kulka sobie lata po pokładzie, a Arlen naciera od flanki starając się wesprzeć Jorusa tarczą i buławą. Jako darmowa akcja śpiewa pieśń wojenną do Helma, żeby wesprzeć morale sojuszników i zachęcić ich do walki (+3/k6+3/mam nadzieję, że advantage ze względu na flankowanie)
  2. Flaming sphere na wrogi okręt. Do końca koncentracji ma latać, podpalać wszystko na wrogim pokładzie i taranować orków. Jeśli ci się tam skończą, to przeniesie się na nasz okręt i tylko będzie taranować
  3. Arlen De'Grease Kapłanka była zadowolona z pozostawienia przy życiu jaszczura. Może to choć trochę uspokoiło jaszczury. Po powrocie na statek nadal tak myślała, bo nieduża armia wyłoniła się ze ściany zieleni. Nie goniła ich, mimo że łuskowate były doskonałymi pływakami. To uspokoiło też Arlen., która akurat opatrywała Jorusa wspomagając się magią, gdy jaszczuroludzie wypadli na brzeg. Potem został krasnolud, tu niestety jej magia - póki co - była bezsilna. Niewielu znała też kapłanów którzy potrafiliby opatrzyć aż tak ciężkie rany. Pomysł Aramila na temat pisma okazał się dość dobry, mimo sceptycyzmu Arlen. Wyznaczono nowy kurs, a załoga powróciła do rutyny. Choć wszyscy byli już o wiele bardziej podekscytowani z powodu pierwszego kontaktu. Oczywiście odpowiadała wszystkim o tym co przeżyła - ale nie chwaliła się, po prostu odpowiadała na dziesiątki pytań. Odpowiedzi były co prawda dość enigmatyczne, bo Arlen za wiele nie widziała. Wyprawa była krótka, ale treściwa. Potem niestety zaczęła sie burza. Ale burza jak to burza, już kilka było, pogoda przed przypłynięciem też nie była dobra więc się nie zdziwiła specjalnie... Do czasu. Burza jakby się nie poruszała mimo wiatru, to już było dziwne. Żałowała, że od razu nie pomyślała i nie sprawdziła czy ta burza jest magiczna czy nie. Było już jednak za późno, gdyż była o wiele za zasięgiem zaklęcia. Stała więc na rufie i ją oglądała. Z oczami wlepionymi w pioruny myślała o wszystkim... Nagle przyszło olśnienie: potężna "ona", symbol piorunów na drzewach, teraz ta burza akurat po ich wypłynięciu. To nie mógł być zbieg okoliczności. Również i zapowiedź wyrywania serc mogło mieć coś wspólnego, bo to był częsty element plugawych rytuałów. Od razu pobiegła do Lorda, potykając się o jednego z marynarzy. - Lordzie! Dziwna burza, symbole piorunów na drzewach. To może i jest przypadek. Ale wyrywanie serc to częsty element plugawej magii. Co nasz jeniec mówił później? To czego Larson nie przetłumaczyła? - po szybkim streszczeniu upewniła się. Potężna moc, łamanie umysłów. To na pewno była więc magia, o czym również Larson została poinformowana. Wraz z sukcesem i nowym, potencjalnym zagrożeniem kazania Arlen były coraz bardziej gorliwe. Była pewna, że Helm poprowadził ich do celu, w końcu trafili i dotarli akurat, gdy porwano krasnoluda. To na pewno był znak, a brodacz - jej zdaniem - miał odegrać jeszcze ważną rolę, dlatego Obrońca go ocalił. Czy rolą było doprowadzenie do bezpiecznego portu? To już nie było wiadome. Żagle mogły być zarówno doskonałym, jak i paskudnym znakiem. To mogły być krasnoludy, ale równie dobrze jaszczuroludzie. Arlen więc w pełni się przygotowała na ewentualną walkę. Choć od zrozumienia burzy zawsze była przygotowana lepiej niż zwykle. Krzątała się po pokładzie nieświadoma tego, że za kilka sekund zimna stal trafi w okręt. Nim wyszła z absolutnego szoku spowodowanego czystą potęgą, nad nią świsnęła kolejna kula, która rozerwała maszt tuż nad jej głową. Drzazgi odbiły się od jej hełmu, a ona sama ledwie uciekła przed walącym się słupem. Zobaczyła zniszczony kasztel od razu pobiegła z okrzykiem na ustach. - Odwagi! W bój! Ku chwale Amn! Ku chwale bogów! Pamiętajcie czego was uczyłam, bez litości, bez przebaczenia! - na chwilę przykucnęła i odmówiła błyskawiczną modlitwę za jednego z najciężej rannych, by ukoić jego ból. Ruszyła zaraz potem do kapitana mijając Aramila. - A gdzie biegnę!? Weź wszystkich zdolnych do walki, ja dam ci tych jeszcze niezdolnych! - rzuciła do Aramila i pobiegła dalej, gdzie stanęła przed dylematem: kapitan czy Lord. Uratować mogła obu ale przywrócić do skuteczności bojowej tylko jednego. Padło na Kapitana: jej rękawica rozświetliła się, gdy gdy dotknęła jego ciała, a z ust wydostały się słowa w języku aniołów, światło powodowało zrastanie się ran. Od razu potem, nie czekając na reakcję kapitana, rzuciła się do Blackthorna i odmówiła tą samą modlitwę, jednak we wspólnym języku. Nie czekała też na kolejne rozkazy tylko rzuciła się w kierunku najciężej rannych, by ukoić ich cierpienie... Ale w głowie miała już wizję tego, co się stanie gdy przeciwnik się zbliży.
  4. Ja w sumie dziś dopiero wróciłem do cywilizacji (jak pisałem w nieobecnościach) i mam częściową nieobecność, oczywiście po powrocie zwaliło się milion spraw z ostatnich kilku dni jak balowałem w Kostrzynie... Ale w sumie trzeba zapytać czy ta sesja jeszcze umarła, czy dopiero zwija się w powolnej agonii...
  5. Arlen De'Grease Przebicie się z powrotem przebiegło szybciej niż droga w głąb dżungli, co cieszyło kapłankę. Czekał też już także komitet powitalny z Lordem na czele. Postanowiła więc wszystko streścić w krótkich słowach. - Napotkaliśmy jaszczuroludzi, prowadzili oni jeńca. Chcieliśmy ich śledzić, żeby dowiedzieć się gdzie mieszkają, ale niestety wywiązała się walka. Jeden uciekł, jeden martwy i jeden jeniec. Strat własnych brak. Uwolniliśmy jeńca, jednak ciężko będzie się z nim porozumieć, przed walką został ciężko okaleczony. Ale myślę, że jest to wykonywalne, choć nie wiem czy pomysł z papierem jest dobry... Nie wiadomo czy w ogóle potrafią tu pisać. Potem wywiązała się rozmowa z jeńcem, też niezbyt motywująca według tego co przetłumaczyła Larson, tu pole do popisu pozostawiła osobom które biegle władały smoczym. Na końcu odwróciła się po pytaniu Lorda Tyberiusa - Moim zdaniem należy go zabrać. Raczej się tu nie teleportował, a skoro jest jeden krasnolud, to musi ich być tu więcej. Jeśli miejscowe krasnoludy z charakteru są takie jak ich kuzyni w naszych stronach może nam to dać pierwszy, dobry punkt odniesienia do dalszej części wyprawy: zapatrzenie, schronienie i potencjalnego sojusznika. Ratunek brata jest dobrym pierwszym wrażeniem jakby nie było.
  6. Góry milczały, ale mimo to nadal wypatrywał i nasłuchiwał wroga. Co taki staruszek, zwłaszcza z córką, robił w tej okolicy? Życie musiało mu być naprawdę niemiłe. - Biegnij, biegnij po Fayne. Na pewno się przyda! - powiedział do Robyn bez odwracania głowy. Choć słuchał, to wzrok i halabarda były wycelowane w śnieg, szukając czegoś co się pośród niego wyróżnia. Zaskoczyła go odpowiedź Xarviasa z kolei. - Bez przesady! Sam twierdzę, że to może być podstęp... A on - mówiąc o staruszku - może nie być go świadomy. Ale bez przesady, bezsensowna śmierć pozostanie bezsensowną, bezduszną śmiercią. Jak się zobaczy co z nim może wyduka więcej z siebie. Póki co lepiej czekać... "Góra" za nas zdecyduje... Może i pieniądza za ratunek skapnie? - dodał diablęciu, choć był prawie pewny, że rano karawana ruszy dalej. - Tak czy inaczej ja odpowiadam za ochronę karawany. Brak kilku osób może wystawić ją na atak... Może zginąć wiele osób które tu znamy.
  7. Arlen De'Grease Krasnolud wyglądał okropnie. Gdyby to widziała wcześniej, to mogłaby się zawahać co do komendy "nie zabijać". Ale skoro samo mają teraz jeńca, to trzeba go wykorzystać. I mimo pierwszej sprzeczki z Aramilem, im dalej w las tym bardziej byli zgodni. - Mam nadzieję, że jak się obudzi to nie będzie nas już w okolicy, przynajmniej szarpać się nie będzie. Aramil ma rację, jak wrócą i zobaczą co po sobie zostawiła Alira to zdecydowanie nie będą chętni do rozmów pokojowych... I to niezależnie czy porwaliśmy drugiego czy nie. Ale będzie nam źródłem informacji, to z pewnością. Gdy wszystko było uzgodnione odebrała taran. Nie wiedziała po co go taszczył, ale sama w końcu miała ze sobą chyba wszystko, co mogło się przydać. Nie protestowała więc. Poza tym taran nie będzie próbował jej drapać i gryźć jeśli się obudzi... Co w przypadku drewnianych przedmiotów było też rzadkością. - Więc w drogę! - powiedziała gdy wszyscy byli już gotowi. - Zajmę się krasnoludem w bezpiecznym miejscu. Twoim "draśnięciom" też się przyjrzę Jorusie. Gdy wyruszyli szepnęła też do Aramila - Uważaj na niego... Pewnie jest ofiarą, ale równie dobrze może być skazanym, tak straszne kary nie biorą się za nic...
  8. Od 1 do 14 sierpnia jak będę to napiszę, ale mogą być opóźnienia nawet kilkudniowe. Najpierw Woodstock, a po powrocie niemal od razu jadę przez pół Polski na ślub kuzynki.
  9. Arlen De'Grease No cóż, nie wszystko poszło tak jak planowano, ale przynajmniej obeszło się bez głębszych obrażeń. Niestety jeden uciekł, więc też i czasu za dużo nie było. Od razu chwyciła linę którą miała przy boku plecaka i zaczęła związywać ogłuszonego jaszczura. - Jorusie, zwiążmy go, żeby nie uciekł. - powiedziała do Półelfa, a następnie zwróciła się do obu jeńców: - Mówicie po Faeruńsku? Zaznaliście elfiego słowa? Szprechacie w gnomiej gadce? Głos niebios tańczy na waszych językach? - zapytała się we wszystkich językach które znała lepiej lub gorzej. Miała nadzieję, że któreś z tych zdań zrozumieli, albo przynajmniej jej towarzysze znają ten sam język. Spojrzała jeszcze na drugiego jaszczura, chciała mu pomóc i ochronić go przed śmiercią, ale grot wystający z tyłu głowy był raczej dowodem na to, że było za późno. Niewiele razy widziała tak celnie posłane strzały... Rozkaz był co prawda "nie zabijać", ale Arlen była pod dużym wrażeniem umiejętności strzeleckich. - Oby twoje strzały latały tak celnie za każdym razem! - powiedziała do Aliry z lekkim uśmiechem
  10. Arlen podbiega tak, jak Jorus w poprzedniej turze i stara się spowolnić wroga uderzeniem maczugi w kolano.
  11. Arlen De'Grease No co tu dużo było do powiedzenia: skradanie im nie wyszło delikatnie mówiąc... Już wiedziała, że Elf nie da jej spokoju przez to. Ale nie czas był na to. Chciała zatrzymać Jorusa, ale pobiegł zbyt szybko. Swoje poprawiła też Larson... No cóż, teraz nie było już szans na pokojowe załatwienie sprawy. Skupiła więc wzrok na Jurusie i krzyknęła. - Nie zabijajcie ich! Tylko obezwładnijcie! - po czym zaczęła szybko, donośnym głosem recytować fragment jednej ze świętych ksiąg Helma. - ...A jego pancerzem była wiara. Nie stal, nie łuska, lecz bezgraniczna wiara. To bogowie chronili go gdy szedł w bój by chronić tych, którzy bronić się nie mogli...
  12. Arlen De'Greace Arlen wysłuchała uważnie słów elfa. I przyznawała mu rację, mimo wcześniejszej dyskusji na łódce. Taki dyskretny zwiad jaki dawał przyjaciel Elfa był czymś bardzo przydatnym - Z takim zwiadem śmiało możemy ruszać, prowadź więc nas w takim razie. Na razie starajmy się nie mieszać w walkę, obserwujmy. Skierowała wzrok na Aramila, a potem omiotła wzrokiem resztę, miała nadzieję, że reszta też podziela pomysł śledzenia tubylców. Jednocześnie zaczęła wypowiadać cicho kolejne słowa modlitwy. - Obrońco, trzymaj swą tarczę przy nas, by wspomóc nasz trud. Niechaj nasze oczy wypatrzą każde niebezpieczeństwo, ramiona ochronią przed wszelkim złem.
  13. Na rozkaz Tomas ruszył przed siebie z wysuniętą na szpic halabardą, by strzec Anhara. Stanął w jego pobliżu i wypatrywał zagrożenia, bo sądził, że to może być pułapka, a osoba która tu upadła -jest przynętą. Wypowiadał też nieustannie słowa utrzymujące czar ochronny, na wypadek, gdyby nagle zaczęły świszczeć bełty. - Trzeba go zabrać bliżej ognia - powiedział do towarzysza, choć było to dość oczywiste.
  14. Andriej Ustrengaw Zabójca coś rozgryzł i upadł. Andriej szybko zrozumiał co się własnie stało, już widywał samobójstwa przed schwytaniem. - Tak łatwo ci ze mną dupku nie pójdzie! - krzyknął do zamachowcy i chwycił go od tyłu i zaczął uciskać okolice żołądka jednym przedramieniem, a palce drugiej ręki wepchnął mu w usta starając się spowodować wymioty. Napierał nie licząc się z tym, że może mu połamać żebra lub coś uszkodzić. Chciał tylko żeby przeżył. - Zdechniesz dopiero jak ci pozwolę!
  15. Tomas stał przytulony wręcz do halabardy i trząsł się z zimna. Choć stanie w cieniu miało swoje zalety, to brak ciepła był najważniejszą wadą. Cały "stres" związany z wiewiórką i konieczność wyprostowania się w mroźnych stronach nadwyrężyła jego siły bardziej niż chciał. Miał siłę stawić opór w razie czego, ale tylko na to, nie chciał więc robić niczego co pozbawiłoby go szansy na obronę. Stał więc i obserwował otoczenie, nieświadomy zbliżającej się osoby.