manfret

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    485
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O manfret

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  • Urodziny 10.07.1991

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

2347 wyświetleń profilu
  1. ******* Cisza jaka nastała była przerywana tylko i wyłącznie stukaniem noża o kawałek drewna. Później zaś twe pytania sprawiły, że tej ciszy w sumie już nie było. Nieznajomy nie wyglądał na poruszonego twoimi zapytaniami. - Dobre pytanie, prawda? Kim ja właściwie jestem? Nie znamy się, a bardzo możliwe, że to nasze ostatnie spotkanie... - odparł spod kaptura, bawiąc się sztyletem. - A jak się dostałem? Aż tak to ciebie ciekawi? - spytał, przerywając czynność. Nagle, ni stąd ni zowąd, wbił ostrze w podłokietnik i powoli wstał, wpatrując się w kominek. Podszedł do niego i wpatrywał się w wesoło trzaskający ogień. Wyglądał jakby nad czymś myślał. - Nie wiesz co to geas? Interesujące.... ale powiem ci. Geas to potężne zaklęcie, które wymaga ogromnej koncentracji. Jest to... rodzaj klątwy. Osoba, której nałożono geas jest związana magią z osobą, która to zaklęcie nałożyła. Inaczej mówiąc, jest to forma rozkazu. Mag, wiążąc kogoś tym czarem nakłada na niego obowiązek wykonania danej czynności. Może być tym wszystko. Bądź moją niewolnicą, zabij kogoś dla mnie, ba! Nawet zwykłe "pójdź ze mną na randkę" może zostać wykorzystane. Problem polega na tym, że ty nie możesz zrobić inaczej niż brzmi rozkaz. Jego niewykonanie.... skutkuje śmiercią. Geas jednak można zdjąć - wykonując rozkaz lub... uśmiercając osobę, która go na ciebie nałożyła. - powiedział z ogromną powagą. Stał niczym posąg przy ogniu. - A z tego co zrozumiałem... nie byle kto nałożył na ciebie geas. Oczywiście, ty nie wiesz jaki rozkaz ci podano, co? Spokojnie, ja też nie wiem - dodał. Nagle odwrócił się w twoją stronę i powolnym krokiem podszedł do twego łóżka. Następnie oparł się o wezgłowie. Spod kaptura zauważyłaś uśmiech, który zagościł na twarzy nieznajomego. - Jeżeli chcesz to mogę ci pomóc pozbyć się geasu. Szybka śmierć z mej ręki będzie wybawieniem dla ciebie z tego problemu. Ale nie sądzę aby uśmiechało ci się szybko rozstawać z tym światem, co? - rzucił, wyjąwszy zza pazuchy drugi sztylet. Zaczął się nim bawić. - Jednak tak między nami... trochę przesadziłem, co? Nie tak powinno wyglądać pierwsze spotkanie, prawda? Pozwól, że się przedstawię - powiedział, po czym zdjął kaptur. Twoim oczom ukazała się twarz młodego... chyba nawet dość młodego, jak na standardy mrocznych elfów, mężczyzny. Na jego twarzy zauważyłaś parę tatuaży, ale i blizny ją pokrywały. Krótko ostrzyżony białowłosy bawił się nożem. - Jestem Maren. Z domu Kras'kotha. I jak tak się patrzę na ciebie... skąd ty się wzięłaś? Podobno pewna matrona cię wezwała, co? Jej Wysokość powiedziała mi na początek to i owo o tobie. Dodała, że resztę może ty mi powiesz - powiedział, wpatrując się w ciebie zaintrygowany. - Poważnie... powierzchniowiec w tym mieście. Imponujące.
  2. ******* Leżałaś i odpoczywałaś. W twej głowie pojawiało się pewnie mnóstwo pytań - mniej lub bardziej ważnych dla ciebie i twego otoczenia, ale na chwilę obecną nikt nie byłby ci w stanie na nie odpowiedzieć. Pozostało ci jedynie czekać aż ktoś wejdzie do twej komnaty. Nie ważne kto, pielęgniarki, medycy czy sama władczyni. Ktokolwiek. Ale nikogo nie było więc pozostało ci obserwowanie otoczenia. Zauważyłaś wspomniane drzwi do łazienki, które znajdowały się na przeciwległej ścianie. Oprócz tego, przy ścianie na prawo od ciebie - bliżej centrum pokoju - znajdował się elegancki fotel z wyszytymi nieznanymi cie znakami. Na przeciwko fotela miło palił się kominek, a otaczały go eleganckie szafy. Jedna miała postać sporych rozmiarów biblioteczki, a druga była z pewnością na odzież. Dywan, piękny żyrandol, małe stoliczki i jakieś nieznane, znowu coś nieznanego, rośliny. A w tym wszystkim ty i twe łóżko z baldachimem. Cisza jaka tu panowała, była przerywana lekkimi trzaskami ognia dochodzącymi z kominka. Nuda. - A więc to o tobie Jej Wysokość ciągle mówi... Nagle dobiegł do ciebie męski głos. Ale skąd? Zauważyłaś, że fotel, który nikomu nie wadził, nie jest już pusty. Siedziała w nim postać, która była ubrana w purpurową szatę, z błękitnymi kołnierzykami, ale resztę stroju zasłaniał czarny płaszcz, a twarz ukrywała się w kapturze. Nieznajomy trzymał w dłoni niewielki sztylet i bawił się nim, skubiąc w kawałku drewna, który trzymał w pokrytej tatuażami dłoni. - Jak się spało, księżniczko? Geas nieźle daje w kość, co? - spytał, nie podnosząc głowy w twoją stronę. Kawałki drewienka spadały na podłogę.
  3. Maren Kras'kotha Myśli zaczęły się kotłować w głowie. No tego jeszcze nie grali! Tak mnie kurwa traktować, mnie! Ich wszystkich pojebało! - Z całym kurwa szacunkiem... chociaż to za duże słowo obecnie, bo przeginasz kurewsko pałę i tylko to, że tuż obok są dzieci sprawia, że nie chcę doprowadzać do rękoczynów. A wiesz, że mogę to zrobić - powiedziałem jadowitym tonem - Jednakże kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi takie rzeczy? Kim ty jesteś, że oceniasz mnie jako osobę niegodną czegokolwiek?! - głos mi się podniósł, a w obecnej chwili jedyna, zdrowa dłoń zacisnęła się w pięść. - Pozwól, że coś ci powiem, ale najpierw.... - spojrzałem na Nazarę - Uspokój się Nazaro. Niczyja głowa tutaj nie potoczy się po podłodze. Ja to załatwię i proszę cię, nie wtrącaj się. Wiem, że to również twoja Pani, ale to moja córeczka - odpowiedziałem na jej zachowanie. Zwróciłem się do Nareen. - Z mojej strony będzie krótko. Wynoś się sprzed moich oczu Nareen. Przekroczyłaś pewną linię i nie próbuj mnie jeszcze bardziej zdenerwować. Nikt nie dostanie mego dziecka. Kim wy w ogóle kurwa wszyscy jesteście, co? Kto wam dał prawo do tego, aby mnie oceniać i grozić, że Zakazane Miasto się o tym dowie? Następna się kurwa mać znalazła chętna do powiadomienia ich... To prawda, że jestem zwykłym żołnierzem, ale robiłem więcej dla naszego społeczeństwa niż ktokolwiek z was więc z łaski swojej, nie wpierdalajcie mi się w me życie. Dotarło? - w głosie nie było złości, ale wrogość i groźba.
  4. Maren Kras'kotha Znałem Nareen od dzieciństwa, ale... to co zaczęła mówić sprawiło, że poczułem się jakbym oberwał czymś mocnym w brzuch. Przez jej słowa moja postawa... uległa zmianie. Wpatrywałem się w nią z mieszaniną zaskoczenia, ale też i podejrzenia. Mówiła jak nie ona. Na początek te słowa o niższej kaście... - To bardzo miłe Nareen, że wspominasz mi me niegodne Was pochodzenie - powiedziałem ze złością w głosie. Jednak sytuacja zaczęła obracać się na gorszą, jak się okazało. - Posłuchaj mnie, dobrze. Ja wiem, że bogowie chodzili razem z nami po tym świecie, ale czy ty naprawdę uważasz, że po takim czasie... - zamilkłem. Nagle odebrało mi mowę. Patrzyłem na nią myśląc, że zwariowała. - Co powiedziałaś? - zapytałem, z ogromną uwagą w głosie, ale i z ostrożnością. Nagle do rozmowy weszła Nazara, ale Nareen kontynuowała swoje. Ze mnie zaś uleciała cała dobroć. Dzieci nie było przy mnie, nie musiałem się kontrolować. - Z szacunkiem Nareen... co ty mi tu pierdolisz? - zapytałem jadowitym tonem - Co ty sugerujesz? Chcesz mi zabrać córkę? Co to ma wszystko znaczyć? - warknąłem, czując jak wzbiera się we mnie wściekłość... Kolejna osoba wspomina o Zakazanym Mieście... Za kogo wy wszyscy się uważacie?!
  5. Pielęgniarki, o ile tak można je nazwać, bo równie dobrze pasuje też słowo "położne", wpatrywały się w ciebie z wielkim zainteresowaniem gdy tylko zaczęłaś się wysławiać, a raczej poprawka - próbowałaś. Początkowo nie bardzo zrozumiały znaczenie słowa "psi, psi", ale gdy tylko czerwona niczym dorodny buraczek schowałaś twarz w kołdrze, wymieniły ze sobą spojrzenia, próbując zrozumieć co miałaś na myśli. Chwilę potem nad jedną i drugą zapaliła się, nie wiedząc jak się tutaj znalazła, żaróweczka i wszystko stało się jasne. Dziewczyny zachichotały, patrząc na siebie. - Urocza co? Ciekawe czy wszystkie powierzchniowe kobiety takie są? - Ciężko powiedzieć. Ale ta tutaj potrafi rozbawić. - Dokładnie. Aenteras mówił przecież, że to bardzo interesująca osoba. - Zwłaszcza, że swe spojrzenie skierowała na nią nasza Pani. To już wiele oznacza - dodała druga z pielęgniarek. Odchrząknęła, nadal uśmiechając się i zwróciła się do leżącej Aster, wcześniej kłaniając się jej. - Proszę się o nic nie martwić. Chodziło nam po prostu aby Panienka się nie przemęczała. Łazienka znajduje się na drugim krańcu pokoju. A co do... zaklęcia rzuconego przez matronę Erubadriehl... Nałożyła na ciebie geas. Wiemy tylko tyle. - Nic więcej nie wiemy. - Obecnie musisz odpoczywać. Ciężko powiedzieć jak twe ciało na to wszystko zareaguje. Medycy twierdzą, że to kwestia paru godzin nim wszystko będzie dobrze i nabierzesz z powrotem sił. - A co do medyków... poinformujemy ich o twoim przebudzeniu. Jej Wysokość z pewnością się ucieszy z tej wiadomości. I oczywiście przyniesiemy ci coś do picia. Proponujemy jakiś sok. Wino może nie być dobrym wyborem po przebudzeniu - z uśmiechem zakończyły konwersację po czym ponownie ukłoniły się tobie i wyszły z komnaty. Ty zaś zostałaś w niej sama. Zauważyłaś, że nie zmieniono ci ubrań i w nich leżysz pod kołdrą. Szybko rzuciłaś okiem na pomieszczenie w którym się znajdowałaś. Trzeba przyznać, że wystrój przypominał XVII wieczne komnaty w posiadłościach europejskich władców. Przepych ogromny, gustowne szafy, szafki, biurka, fotele, dywany i zdobienia na ścianach mogły wzbudzić zachwyt u każdego, a u innych nawet poczucie lekkiej biedy - nie ważne ile pieniędzy by posiadali. Pozostało tobie odpoczywać, bo co innego możesz robić? Nastała cisza i spokój...
  6. Maren Kras'kotha Słowa Nazary trochę mnie zaskoczyły. Już chciałem sie odwrócić i upewnić, że to do mnie są skierowane te słowa, ale w sumie dałem sobie spokój. Chociaż... jakie sposoby? Wsypanie coś dzieciom do ich potraw i napojów? Albo zmusiła je do czegoś? Jeżeli tak, to nie wiem czy będę chciał tego spróbować... - Ależ oczywiście, że wiem iż tu mieszkacie. Ja to wiem. Po prostu.... nie spodziewałem się ciebie w pokoju dzieci. Nie wyglądasz mi na kogoś kto lubi niańczyć maleństwa - odpowiedziałem na jej słowa. Na moje szczęście dalszą część rozmowy wzięła na siebie Nazara, która wyjaśniła Nareen to i owo. Tylko jedno w sumie zdziwiła. Jej reakcja... - Nareen, przepraszam, że ciebie o to pytam, ale... czy ty myślisz, że my kłamiemy? Wybacz, że to mówię, ale... oczekiwałem trochę więcej po kapłance bogini ciemności na wiadomość, że jej bogini śpi w tym pokoju - wskazałem na zamknięte drzwi - Spodziewałem się, że zaczniesz zadawać pytania, będziesz krzyczeć... A ty tak, o? Po prostu stoisz i mówisz, że nic nikomu nie powiesz? Czy ty o tym wiedziałaś od początku? - spytałem się zaciekawiony, ale i zaintrygowany jej zachowaniem
  7. *** Wszyscy nagle z ogromną uwagę wpatrywali się w Vinrina. Oprócz Dvorakha, ale to szczegół. Vinrin wyglądał na głęboko zamyślonego, ale widok zachęcającego go do wyjawienia tej "tajemnicy" Aerynasa sprawił, że łotrzyk w końcu dał za wygraną. Głośno westchnął po czym zaczął opowiadać. - Było to.... dawno temu. Już sam w sumie nie pamiętam ile lat temu... Siedem? Może osiem. W każdym razie Sshamath nie był wtedy tym kim jest teraz. Był... z tego co pamiętam, jakimś oficerem. Ja zaś tym kim jestem obecnie, czyli poszukiwaczem przygód! - ostatni fragment powiedział z ogromną pewnością siebie. - Chyba poszukiwaczem kłopotów - rzuciła rozbawiona Shidyra. Vinrin obrzucił ją zranionym spojrzeniem. - Przepraszam, ale czyja to opowieść? Moja, prawda? No właśnie... Gdzie ja to skończyłem... A już mam. Mama jak zawsze mi kazała siedzieć na powierzchni, ale tu, pod ziemią, skarby są ogromne. I tak sobie szukałem tych skarbów, łaziłem po różnych ishtarskich miastach, aż pewnego razu udałem się do takiej bocznej alejki, gdzieś za sklepem rybnym. Tam też, dzięki mojemu szczęściu, odnalazłem jakąś... - Rybnym? - szepnął Aerynas - Mamy taki sklep? Myślałem, że sprowadzamy je z powierzchni i... - TAJEMNICZE WEJŚCIE! Bogowie,czy wy mnie słuchacie? Jesteście okropni... I jak mówiłem, chciałem zobaczyć co tam jest. Okazało się, że jest to sieć tuneli, które ciągnęły się pod całym miastem... miastem... no jak mu było.... A zresztą, nie ważne. Wracając, natrafiłem tam też na lochy, a w jednej z celi siedział właśnie Sshamath! Okazało się, że był on na jakieś misji od cesarzowej, ale ktoś go zdradził i wpakowano go do celi. A następnego dnia mieli go stracić! Nie mogłem na to pozwolić, tak więc dzięki moim zręcznym paluszkom - tu zrobił małą pauzę aby móc lepiej przypatrzyć się swoim dłoniom - i przy pomocy spinki otworzyłem drzwi od jego celi i wyprowadziłem go stamtąd! Towarzyszyłem mu potem przez jakiś czas raz po raz udowadniając, że nie ma lepszego złodzieja niż ja! Słyszeliście o włamaniu do skarbca w mieście Oolutul i kradzieży stamtąd czerwonego diamentu? - spytał z figlarnym uśmiechem. Shidyra wyglądała na wstrząśniętą. - No nie pierdol, że to ty zrobiłeś?! - zawołała zszokowana. - Oczywiście, że ja - odparł z dumą. Shidyra jednak kręciła głową. - Nie wierzę, że ty to zrobiłeś! Przecież to jest niemożliwe. Nierealne! - Wątpisz we mnie?! - Jakby nie patrzeć - wtrącił się Aerynas - to trochę racji w tym jest. Wyglądasz tak trochę, jakbyś bał się własnego cienia i... - Ale to nie ma nic do rzeczy! Cień, a rączki to zupełnie co innego! - No tak, ale... Cała trójka zaczęła się kłócić.
  8. Maren Kras'kotha Atmosfera miłości i szczęścia szybko zniknęła. Felere delikatnie, ale jednocześnie stanowczo dała znać, że najwyższa pora się rozejść, a ona i tak potem do mnie wpadnie. Zachichotałem tylko. - Oczywiście. Jej Wysokość musi zająć się sprawami niecierpiącymi zwłoki, a Pan "Nikt ważny" odejdzie. Widzimy się potem. Będę pewnie z dziećmi. Nazara się z nimi bawi. Ciekawe jak daje sobie z nimi radę? - rzuciłem w powietrze pytanie po czym pocałowałem Felere w policzek i udałem się do siebie. Gdy tylko zamknąłem drzwi do jej gabinetu, oparłem się o nie usmiechając się od ucha do ucha. Cholera, nie miałem bladego pojęcia, że to wszystko tak się potoczy. Kurwa, ja i Felere znowu razem! Jeszcze tylko Myrune i sielanka powróci! Tym razem nie ma bata, moja rola będzie inna. To ja będę rządził, a nie one. Tak będzie. Jeszcze przez kilka sekund, szczęśliwy rozmyślałem o tym co będzie jak ta wojna się skończy. Prawdziwy raj w podziemiu. Ja, one i dzieci. Kurwa, chce się żyć! Żwawo ruszyłem do pokoju, gdzie zostawiłem Nazarę na pastwę dzieci. Jednak gdy tylko zbliżyłem się do pokoju byłem lekko zaniepokojony. Ta cisza.... dziewczynki nie należały do cichych osóbek. Delikatnie otworzyłem drzwi, a gdy znalazłem się w środku zaskoczony spojrzałem na Nareen, która była w pokoju. Cholera, co ona tu robi? Czyżby dowiedziała się o Shadyi? - Shadya to wyjątkowe dziecko – szepnęła, stojąc przy ścianie – Dlaczego mi nie powiedziałeś, że jest wyjątkowym dzieckiem ze względu na jej powiązanie z cieniem? – zapytała – Widziałam jej sztuczki – dodała Odetchnąłem z ulgą. Czyli nie wie... ale chyba powinna się dowiedzieć? Uśmiechnąłem się do Nazary, podszedłem do dziewczyn i szepnąłem: - Tylko sprawdzę co u nich i wyjdźmy na korytarz - po czym podszedłem do łóżek dzieci. Każde z nich smacznie spało. Nawet Shadyon, a o Shadyi nie wspomnę. Z maskotkę Myrune w objęciach. Uśmiechnąłem się na ten widok i zdecydowałem się dać buziaka w czółko dla syna. Upewniwszy się, że wszystko jest ok, gestem zaprosiłem panie na korytarz. Gdy tylko zamknąłem drzwi... - Powiedz mi, co z nimi zrobiłaś? - spytałem sie Nazary - Zostawiłem cie na raptem 20 minut, a one śpią jak zabite. Jakieś czary? - po czym uwaga przeszła na kapłankę - Miło cię widzieć Nareen, zaskoczyłaś mnie. Nie spodziewałem się tu ciebie. Dobrze cię widzieć w dobrym zdrowiu - zacząłem. Lekko zamyśliłem się nad jej słowami odnośnie mej najmłodszej córki. - Cóż... jest wyjątkowa, prawda? Można nawet powiedzieć, że... boskie dziecko. Co nie, Nazaro? - uśmiechnąłem się do jej czempionki
  9. Maren Kras'kotha Zacząłem kiwać głową na jej słowa odnośnie sytuacji i ewentualnego spotkania z władcami Zakazanego Miasta. No tak, zapomniałem o jednej, ale jakże ważnej rzeczy. O tym, że mój cholerny status w chwili obecnej jest gówno warty! Po ucieczce z miasta jestem... po prostu nikim. Niestety, ale nasze społeczeństwo nadal dzieli na lepszych i gorszych. Jeżeli obecnie nie masz jakiegoś "tytułu" lub pozycji - zapomnij o jakichkolwiek profitach. Chyba, że przygarnie cię ktoś bliski (patrz: Felere) i zapewni ci jakiś byt. - No tak, normalny dzień w Podmroku... A weź może im wspomnij, że uratowałem Shadyę i jest ze mną jako córka to inaczej na mnie popatrzą, co? - spytałem - Chociaż nie, to zły pomysł - dodałem szybko. Niech nikt się nie wpierdziela do mego dziecka! Agu! Kiedy po pocałunku powiedziała, że jej nie stracę, uśmiechnąłem się tylko. - Jeżeli tak mówisz.... to tak też będzie. Dziękuję za te słowa. To co? Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? Czy może na chwilę wpadniesz ze mną do dzieci? - spytałem, obejmując ją delikatnie, poprawiając jej włosy, które lekko opadły na twarz.
  10. Maren Kras'kotha Musiałem w duchu przyznać jedno. Nawet pomimo wyznania sobie wcześniej miłości, Felere potrafiła być zimna. Chciałem się jej zapytać, że jak to by mi nie powiedziała nic na temat rozmowy z Javenem? Przecież ta rozmowa dotyczy Myrune, a co za tym idzie także i mnie! Ale zrehabilitowała się tym, że jednak mi powie. Ma szczęście... Bo na klapsie by się nie skończyło! Zaczęła opowiadać o rozmowie z przedstawicielem Zakazanego Miasta. Nie ukrywam, że sam zacząłem gryźć się w dolna warge że zdenerwowania. Cały nastrój w sumie pieprznal z powodu Javena... - Taaaak.... - zacząłem mówić analizując to wszystko - Słyszałem gdy jeszcze byłem w Shadovlandzie że Iluzjonista podobno dostał w swe posiadanie Smocze Dziecię. Nie wiem czy jestem uspokojony. Wiem co prawda na czym teraz stoimy w tej sprawie, ale to nie zmienia faktu, że się niepokoje. Bo nie wiem co nasi władcy będą chcieli. Wiem, że zabrzmi to głupio, ale chciałbym być przy tej rozmowie. W sensie ty i władcy Zakazanego Miasta. Po prostu... znam te sprawę od podszewki. Wiem co i jak. Chciałbym pomóc. A co do Smoczego Dziecka... Najpierw Avril. I Mortsit. A potem zobowiązuje się do jej uratowania. Po prostu zaczynam się bać, że i Ty się w coś wpakujesz. Straciłem dwie ukochane dla mnie osoby. Trzeciej nie chce stracić, rozumiesz? Chce mieć was żywych i przy sobie. Dobrze?! Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego przy odkrecaniu tej sprawy!! - nagle, nie wiedzieć czemu krzyknalem w jej kierunku. Złapałem ja za twarz i gwałtownie wbilem swe usta w jej, calujac ją namiętnie. - Nie mogę Cię stracić, rozumiesz? Nie pozwolę na to. - powiedzialem cicho, gdy pocałunek się skończył.
  11. Maren Kras'kotha Wspomnienie o bezpieczeństwie dzieci mnie zaskoczyło. Ale i zaimponowalo. - Okej, zgoda. Argumenty nie do podważenia. I niezły powód na świętowanie... mam prośbę, bo to pewnie się pojawi na przyjęciu. Później powiedzialabys mi czy było coś istotnego, omawianego? Wiesz, jestem tu nikim i pewnie nikt nie będzie się mną przejmował - powiedziałem spokojnie. Po chwili jednak przypomniało mi się coś ważnego. - Właśnie... co powiedział Javen? Wybacz, że się pytam, ale... To dla mnie ważne.
  12. Maren Kras'kotha Reakcja Felere na prezent była wspaniałą nagroda dla mnie. Odwzajemnilem jej pocałunek, ale zauważyłem, że jest lekko zaniepokojona maskotka. - Spokojnie, sprzedawca powiedział, że to zwykle pluszaki. Po prostu osoba, która je tworzy.... ma armię goblinow, które tworzą takie cuda. No cóż, kupiłem takie prezenty dla wszystkich. Dzieci otrzymały swoje, ty też... jeszcze sporo mam do rozdania. Wiedziałaś, że podobizna Myrune też tam jest?! I Avril? I... innych Dzieci? Nie wiem co to może sugerować. Jakby podpowiedź dla mnie dotycząca tego, co mnie czeka w przyszłości... - odparlem z uśmiechem. Nagle zadano mi dziwne pytanie. Już chciałem zazartowac i się spytać czy to jest ten powód, dla którego wyznała mi swe uczucia, ale się ugryzlem w język. - Naturalnie, że będę Ci towarzyszył - powiedziałem, biorąc Felere za rękę. - Ale dziwne, spodziewałem się że to raczej Ty takie bale urzadzasz. Kto organizuje?
  13. Maren Kras'kotha - Boisz się co inni pomyślą o tobie jak powiesz, że jesteś tylko dziewczyną jakiegoś tam Ishtara, co? - spytałem, przedrzeźniając się z nią. W końcu, po lekkich prośbach, Felere łaskawie wstała z miejsca i podeszła do mnie. W międzyczasie czułem jak cienista dłoń powoli powstaje do życia. I dobrze, zawsze to lepszy sposób na posługiwanie się rzeczami niż tylko jedną ręką. - Czasem zapominam jak ty uwielbiasz mnie denerwować - mruknąłem, puszczając do niej oczko. Zrobiłem ten jeden krok, aby mi nie marudziła i stanąłem przed nią. Dłonie spoczęły na jej biodrach. - Nie, ostatni krok należał do mnie i już nie musisz podchodzić - odpowiedziałem szeptem, okręcając ją tak, że stanęła do mnie plecami. - Spokojnie. Tak będzie lepiej - dodałem po czym sięgnąłem do kieszeni. Wyjąłem z niej małe pudełeczko, rozwiązałem kokardkę w jaką była owinięta i wyjąłem z opakowania złoty naszyjnik z maleńką podobizną pająka, który oplata swymi małymi nóżkami diament. Podobny naszyjnik, ale z rubinem, ofiaruję dla Myrune. A z perłą dla Avril. I postanowione. Kiwnąłem głową, pełny zdecydowania, biorąc się za Felere. Najpierw moje ręce (z jedną cienistą dłonią i drugą normalną...) objęły szyję cesarzowej by położyć z przodu jej naszyjnik, a potem powróciły na tył aby go zapiąć. Poprawiłem jej włosy, aby nic się nie przycinało i ponownie obróciłem ją, tym razem patrzyła już na mnie. - To pierwszy prezent - powiedziałem sięgając do kieszeni. Wyjąłem z niego maskotkę z jej podobizną. Rozbawiony wręczyłem go dla oryginalnej postaci - A to drugi prezencik. I jak? - spytałem się z nutką powagi, ale też i zadowolenia.
  14. Maren Kras'kotha Udałem obrażenie, gdy Felere wspomniała o "języku powierzchniowym". - Wcale nie! Po prostu słowo "partner" brzmi źle moim zdaniem. "Partner" to wiesz... nie słyszę w tym czegoś uczuciowego. Prędzej kupiec by tak powiedział, a w tym słowie nic nie słychać miłosnego. Bo przecież o tym rozmawiamy, prawda? O uczuciach jakie czujemy do siebie, czyż nie? Powiedziałaś, że mnie kochasz, a ja, że kocham ciebie. Wróciliśmy do siebie. I dlatego ten "partner" nie pasuje. W sumie zgadzam się, że "chłopak" i "dziewczyna" też. Takie... za dziecinne. A my jesteśmy dorośli, prawda? - opuściłem wzrok i zacisnąłem wargi, zastanawiając się nad tym konkretnym słowem. Nagle przyszło olśnienie, a wraz z nim zadowolenie na twarzy. - Cóż... staliśmy się dla siebie "towarzyszami życia", czyż nie? Ty i Myrune jesteście miłością mego życia i tak pozostanie. Zresztą cholera, co innych to obchodzi jak to nazwiemy! No i dzieci, one też są moją miłością życia - powiedziałem śmiejąc się. Oparłem się zdrową ręką o bok, kiedy nagle coś poczułem. Miękkie... PREZENTY! Ufff..... bym zapomniał... Spojrzałem na Felere. - Możesz do mnie podejść? Proszę, chcę ci coś.... pokazać. Zrób to dla mnie - poprosiłem zachęcając ją by do mnie podeszła. Skupiłem się też na tym, aby za pomocą mocy cieni wytworzyć, chociaż na czas naprawy mej runicznej ręki , substytut dłoni. W końcu trzeba jakoś ten prezent, ten drugi, zawiesić na jej szyi.
  15. ******* Towarzysze, idący razem z wami, uważnie słuchali tego co mówił młody mag. Jednak z każdym jego kolejnym słowem ich miny przybierały różne formy. Virnin wyglądał na rozczarowanego, Shidyra pokazała że z chęcią by usłyszała jeszcze i to co powiedział Nilonim to dla niej za mało. Jednak dała sobie spokój, machając ręką, gdy czekała jeszcze na jakieś dopowiedzenie przez parę sekund. Aerynas kiwał głową z miną zamyślonego mędrca. Alassiel natomiast z ogromną uwagą słuchała twoich słów, a Dvorakh.... no cóż, on na wszystko miał wywalone. W końcu Shidyra klasnęła w dłonie. - Poważnie? To tyle? Naprawdę Nilonimie, ale twoja siostra ma stuprocentową rację. Jesteś nud-ny! - powiedziała, akcentując bardzo wyraźnie ostatnie słowo. Vinrin podzielił jej opinię, wchodząc z nią w krótką wymianę zdań. - Dokładnie! Kurde, myślałem, że usłyszę o jakiś kulach ognia czy o tych... jak to na powierzchni mówią... "fajerbolach" czy coś takiego podobnego. A to takie... nie wiadomo w sumie o czym to opowieść! Żadnych skarbów, potężnych magów... U jego siostry to chociaż coś się działo... - Masz rację - przyznała, udając jęk zawodu - Szkoda. Miałam nadzieję, że uda mi się tak dla odmiany amulet szczęścia z jakiegoś penisa maga. No cóż... wracamy do tych należących do niziołków! - rzuciła, lekko świdrując Vinrina spojrzeniem. Ten zaś jeszcze bardziej schował się za Aerynasem. - Proszę go nie straszyć, bo w nocy będzie miał koszmary... - powiedział, patrząc ze współczuciem na złodziejaszka. - A mogłem siedzieć na powierzchni w domu! - nagle krzyknął zły - To nie, zachciało mi się spełniać zachciankę Sshamatha! A mamusia mi mówiła, nie zapuszczaj się do Podmroku, to nie cholera, synek zawsze jest mądrzejszy! I na kogo trafiłem?! Dwie walnięte miłośniczki zadawania bólu! Zamawiam takie miejsce przy obozowisku, gdzie będziecie daleko ode mnie, a ja będę przy okazji wystarczająco blisko ogniska! - Mogę cię do niego wrzucić, jeśli chcesz. - szepnęła Shidyra, która przy tym oblizała apetycznie wargi. Vinrin nic nie powiedział, tylko wbił wzrok w pancerz gwardzisty. - Ale w sumie.... - nagle odezwała się Alassiel, która do tej pory milczała - czemu musiałeś spełniać, jak to powiedziałeś.... zachciankę, pana Sshamatha? - Że co? - spytał się zaskoczony, odrywając się wzrok od nagolenników. - No właśnie. To bardzo dobre pytanie, kolejny punkt dla naszej powierzchniowej dziewczynki! - zawołała Shidyra wywołując rumieniec na jej twarzy. - Skąd ty się tutaj wziąłeś? Czemu Sshamath cię najął do tej roboty? Mało mamy dobrych złodziejów w naszym mieście? Co o tym sądzisz, Nenzara? - spytała się swej koleżanki z bractwa.