Deckard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    549
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Deckard

  • Ranga
    Dyplomowany operator kostek
  • Urodziny 21.10.1989

Contact Methods

  • Website URL http://www.last.fm/pl/user/Gadzikk

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Poznań

Ostatnie wizyty

1510 wyświetleń profilu
  1. Pościk! <3 Witamy naszą MG w cyfrowym świecie :D. Moja odpowiedź wpadnie do jutra. Planowałem w międzyczasie skrobnąć posta, ale stwierdziłem, że jego treść równie dobrze mogę zawrzeć w zbliżającej się odpowiedzi :).
  2. Ha, zdecydowanie warto było czekać! Przezacny, klimatyczny pościk! Świetny motyw z oswajaniem zwierzaka :). P.S. Ostatnio jestem trochę zalatany, ale, wykorzystując przerwę ze strony MG, w najbliższych dniach postaram się wrzucić krótkiego, "nieinwazyjnego" posta z odpowiedzią dla Alice oraz jedną czy dwoma rozkminkami po słowach Alvy :).
  3. Fajnie, że pomimo nieobecności MG trwa nadal kolejka, bo dzięki temu można wykukiwać posta @Vadeanaine :D.
  4. Byle nie wybite oko :D.
  5. Nie nie, Maks nie klepie Alvy po żadnej części jej ciała :D. Gdyby było inaczej, to w odpowiednim miejscu bym to zaakcentował - w końcu mógłby się domyślać wagi konsekwencji takiego czynu :D.
  6. DZIĘKUJĘ!! To sama przyjemność kminić meandry tak angażującej fabuły! Właściwie zostałem nagrodzony za uprawianie arcyfajnej rozrywki :D.
  7. Maksim Olgovich Aristov Maksim, przekraczając próg wiodących na korytarz drzwi, nie musiał wykonywać jakichkolwiek zbędnych ruchów, aby zarówno on, jak i Corin zmieścili się pod jedną futryną. Kamienica, w której się znajdowali, reprezentowała jeden z solidniejszych i okazalszych typów budownictwa, zakładających zaprojektowanie drzwi na tyle szerokich, aby mogła przejść przez nie jednocześnie para ludzi bądź kobieta w szerokiej, balowej sukni. Jednak nawet teraz, kiedy czasy świetności wnętrz budynku Winslowa wydawały się należeć do zamierzchłej przeszłości, tego typu strategia spełniała swoje zadanie. Wszystko wskazywało na to, że targana wzburzeniem Corin nie zwróciła na Maksima Olgovicha należytej uwagi, w związku z czym tyvijczyk mógł dyskretnie zamknąć za sobą drzwi. Chociaż dziewczyna, w przeciwieństwie do swoich rówieśniczek, nie pozostawiała za sobą wonnej ścieżki perfum, iskierki jej gniewu wręcz elektryzowały powietrze. Mała demonica. Aristov, wbrew wszystkiemu, co usłyszał i czego był świadkiem, zachowywał absolutny spokój. Wychodząc z założenia, że duma Corin oraz jej przywiązanie do Franco nie pozwolą jej na informowanie Rottena o zaznanym upokorzeniu, a sam wyrzutek zbyt wiele nadziei wiąże z wizją zniknięcia "przystojniaka", aby nie ugryźć się w język, Maksim rzucił okiem ku wnętrzu salonu, po czym z całkiem pogodnym nastawieniem poczekał, aż Zevron zrówna się z jego osobą. - Rwiesz się do wyjazdu? - po przyjacielsku klepnął serkończyka w plecy, zagadując go banałem, który dla każdego, kto znał trochę dłużej Aristova, mógł się wydać podejrzany. I rzeczywiście. Wykorzystując chwilową bliskość pomiędzy nimi, mrukliwym szeptem przekazał mu słowa, za którymi kryło się lakoniczne, ale złowrogie ostrzeżenie: - Miej oko na papcia i córkę. Śmierdzą magią. A może nawet i spiskiem. - drugie klepnięcie. I koniec. Tyle musiało wystarczyć. Dodawanie prośby o ochronę Alvy byłoby niepotrzebną oczywistością. Wszedł do salonu pierwszy. W tym samym momencie, kiedy Samuel Franco zapowiedział rychłą podróż. Aristov rozejrzał się po twarzach zebranych. Alva. Alice. Jelly. Lysi. Samuel. Popołudniowe powietrze, niosące w sobie ciepło podszyte pierwszymi zapowiedziami wieczornego chłodu, powoli wypełniało rozległe wnętrze. - Będziemy gotowi. Jak zwykle. - uśmiechnął się sympatycznie, posyłając Lysi garść pokrzepiających emocji. Kim są te dzieciaki? Jaką rolę pełnią w oczach Sama Franco? Podwładnych? Marionetek? A może laboratoryjnych szczurów? Podniósł wzrok, spoglądając na roztaczający się za oknem widok. Złote promienie wycofującego się słońca rzeczywiście zwiastowały koniec dnia. I nadejście krwawego wschodu. ~*~ Większość drogi, jakby w lekceważeniu ważkości poznanej wiedzy, upłynęła Maksimowi na kulturalnym przysłuchiwaniu się paplaninie Franco o morlejskiej architekturze, jedynie co jakiś czas uzupełnianej przez niego o równie śmieciowe, ciekawostkowe informacje. Chociaż zbliżający się wieczór nie należał do specjalnie chłodnych, tyvijczyk, pozbawiony preferowanego przez siebie długiego płaszcza, zaczynał odczuwać jak przez lżejszą, skórzaną kurtkę przebija specyficzna, wrzosowiskowa wilgoć morlejskiej pogody. Mimo to ubranie całkiem dobrze spełniało funkcje, które Aristov założył przy podjęciu decyzji o zabraniu go w podróż: było wygodne, oszczędne w formie, nie rzucało się w oczy pozycją materialną jej właściciela, a przy tym wykazywało pożądaną elegancję. Traf chciał, że mogło się nadawać całkiem dobrze również do jazdy konnej. Farma Jenkinsa. Maksim Olgovich przystanął, obserwując w krytycznym milczeniu pasące się na łące ich przyszłe środki transportu. W międzyczasie postawił swoją torbę na przydrożnym pniaku, stanowiącym jedno ze świadectw stoczonej przed laty walki o wydarcie lasowi tego skrawka ziemi. Sama torba, mieszcząc w sobie starannie zwinięty płaszcz Aristova, była cięższa niż zazwyczaj, a do tego chowała w sobie maksimowy pistolet i pugilares. Magiczny kompas oraz futerał z pieniędzmi znajdowały się odpowiednio w wewnętrznej oraz prawej kieszeni kurtki. Stojąc w sąsiedztwie pozostałych Kruków, w tym najbliżej Alvy, głośno wciągnął chłodnawe powietrze przez nos. Lubił zimno. Wszak towarzyszyło mu od dzieciństwa. Rodziło wspomnienia. Wzmacniało ciało. Orzeźwiało umysł. Tym razem jednak, nawet pomimo postępującego zmęczenia, nie potrzebował mobilizującej siły chłodu. Wystarczyła sama adrenalina. Czas działać. - To nie przewodnik. To obstawa. - rzucił półgłosem, nie odrywając spojrzenia od pleców oddającego się Franco. - Wiem, że ma uczennice. Przynajmniej dwie. Brzmi znajomo? - przerwał, dostrzegając jak ich znajomy wsiada na jednego z gniadych koni. Wiedział i czuł, że dalsze wyjaśnienia są zbędne. Tropy, wątki i osoby, które można było zmieścić po wspólnym mianownikiem magii, byłby zbyt liczne i widoczne, aby umknęły pozostałym Krukom. Te lub inne. - Postawię na szarego. - stwierdził, kierując się w stronę upatrzonego wierzchowca. Naturalnie względy estetyczne podpowiadałyby wybór karego ogiera, ale ostatecznie Maksim dawał pierwszeństwo względom pragmatycznym. A te jasno wskazywały, że upadek z narowistego bydlęcia nie służy jakiejkolwiek korzyści. Zresztą nie wątpił, że Alva ze swoim odruchem matkowania trudnym zwierzętom będzie w siódmym niebie. - Zdajesz sobie sprawę, że pchasz się przed kolejkę, Samuelu? - mruknął całkiem wesoło, przenosząc uwagę z wyciągniętej ręki Franco na osobę Alice. Podszedł do szarego konia z boku, klepiąc go bez jakiejkolwiek czułości po szyi. - Zapewniam cię, że lista dłużników wobec naszej nieocenionej medyczki jest długa, a otwiera ją nie kto inny jak Zevron. Pamiętacie szalupy? A więc, moja droga, w jakiej kolejności zamierzasz odbierać przysługi? Szarmancki sukinsyn. A do tego miłośnik filigranowych blondynek. Mimowolnie przez umysł Maksima przemknęło wspomnienie wczorajszego snu. "Odnajdźcie Kaleba Walkera"... A jeżeli to kapitan Walker, pomyślał, przyglądając się uśmiechniętemu Samuelowi, pierwszy ich odnalazł? Czterdzieści lat to wystarczająco dużo, aby zaaranżować nawet najbardziej karkołomny spisek. Wytropić swój cel. Zebrać grono wyznawców. Doprowadzić do zniknięcia Findley. Podszyć się pod cesarskiego agenta... Czy w takim układzie, pełnym niewiarygodnych, skrajnie karkołomnych, nadinterpretacji, wydarzenia w Latarni Morskiej rzeczywiście krzyżowały plany Franco? Maksim poczuł, jak wzdłuż kręgosłupa ścieka gęsta, lepka maź lodowatej złości. Tak bardzo, jak Maksim Olgovich lubił kontrolować, pociągać za sznurki i manipulować, tak samo nienawidził poczucia bycia aktorem w zaaranżowanym spektaklu. Spisek to sztuka iluzji. Prawdziwa magia.
  8. Jutro z rana wpadnie pościk :).
  9. Tak w ramach swoich planów podam, że Maks będzie chciał krótko zagadać do reszty Kruków w momencie, kiedy Franco idzie po koninę. Czy możemy założyć, że nasze postacie będą wówczas stały w miarę blisko siebie?
  10. Jadymy z przygodą! B) Ja, tak jak sygnalizowałem wcześniej, jestem bardzo na tak :).
  11. Haha, jeszcze się okaże, że taki Rotten jest nikim innym jak Kalebem Walkerem xD.
  12. Hm, w czterech bodajże. Ale w sumie, gdyby tak sięgnąć głębiej w przeszłość, ostatnią zakończoną sesję nabiłem na swoim erpegowym koncie jakąś dekadę temu :D. Z tym, że przerwa pomiędzy poprzednimi forami a Strefą była caaaaaałkieeeeeem dłuuuuuugaaaaaśna. Ano, zdecydowanie! Zresztą uważam, że motywacja, którą dała naszym postaciom MG, jest tak pierwszorzędnie przemyślana, że współpraca pomiędzy tak odmiennymi postaciami jawi się jako coś absolutnie naturalnego :D. Zresztą wszelkie animozje także mają swoją unikalną chemię :). Mega szacuneczek dla @Marass i współgraczy! W sumie zostają jeszcze enpece, a ci mogą być całkiem nieprzewidywalni xD.
  13. Zdecydowanie fajnie by było się wymienić wiedzą tak na świeżo, jeszcze przed przerwą, chociaż wydaje mi się, że z uwagi na fakt, że znajdujemy się w jakiejś połowie (trzech czwartych?) akcji możemy się nie wyrobić... No i mamy jednak kilku enpeców na karkach. Co do samej sesji, nie mam naturalnie żadnych zastrzeżeń. W ogóle jestem strasznie podjarany myślą, że gdzieś tam na horyzoncie widać finał przygody, bo to oznacza, że "Ognik..." byłby moją pierwszą, zakończoną prawilnie - tj. fabularnie - przygodą na Strefie :D.
  14. Pierwszy rzut w moim poście to nędza, ale drugi jest już całkiem miło przełamuje złą passę :D. No w sumie @Cypher stoi przed kusząco ryzykownym wyborem :D.
  15. Maksim Olgovich Aristov *** Tyvijczyk milczał, obdarzając Rottena spojrzeniem pełnym powagi i wyczuwalnego, wręcz namacalnego uznania. Zdając sobie sprawę, że tego typu heroiczne wyznania - szczególnie kiedy padają z ust słabych, odrzuconych ludzi - wymagają celebracji w postaci odpowiedniej, podniosłej atmosfery, z aptekarską precyzją odliczał kolejne sekundy emanujące na przemian ogromnym szacunkiem wobec deklaracji chłopaka oraz sprzeciwem wobec składaniu życia na ołtarzu Sprawy. Mocne, czytelne emocje zawisły w obskurnym pokoju z siłą, która na bardziej inteligentnego i subtelnego rozmówcę spadałaby z finezją kowalskiego kowadła. W przypadku Rottena pozostawało Maksimowi mieć nadzieję, że zaaplikowana dawka patosu okaże się przynajmniej odczuwalna. Pięć sekund. Starczy. Czas goni. - Sprawię. - odparł tonem, w którym wszelkie wahanie, podobnie jak wirus w morzu przeciwciał, zwyczajnie nie miało prawa zaistnieć. Chociaż wewnętrzny Maksim Olgovich komentował pustosłowie wyrzutka pogardliwym grymasem, doprawdy ciężko było zlekceważyć kilka obiecujących punktów zaczepienia, którymi zaczynała owocować ich rozmowa. Właściwie sam rzut oka na elegancką, medyczną torbę wystarczył, aby nabrać przekonania, że Samuel Franco nie żałował czasu, zasobów, pieniędzy bądź innych kontaktów na inwestowanie w znajomość z wyrzutkami. Czy chodziło wyłącznie o stworzenie bezpiecznej, wygodnej dziupli? Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że poczucie stabilności stanowi w ostatnich czasach szczególnie chodliwy towar. Całkiem możliwe, że Franco-inwestor, inspirowany do działania Samuelem-manipulatorem, stworzył sobie gromadkę oddanych współpracowników poprzez przybranie masek Ojca, Przyjaciela czy Protektora. Co więcej, taka hipoteza - w przeciwieństwie do mało racjonalnej wiary w istnienie Franco-społecznika - miałaby nawet pewną rację bytu. Szczególnie dla Maksima Olgovicha Aristova, który jak nikt spośród Kruków mógłby docenić taką przewrotną grę. I to, w przeciwieństwie do szopki z demonstrowaniem uznania dla szczeniackiego poświęcenia Rottena, całkiem szczerze. Mimo wszystko za stosunkiem Franco do dzikich lokatorów w kamienicy Winslowa musiało kryć się coś jeszcze. Po prostu musiało. - Nie zamierzam cię zawieść. - kontynuował, nie cofając się ani o pół kroku od rozmówcy. Pozostawało mieć nadzieję, że to coś, co miało zabijać wyrzutka, nie jest zaraźliwe, ani tym bardziej nie przenosi się drogą kropelkową. - Szanuję twoje poświęcenie, przyjacielu, ale żadnego umierania nie będzie. Słyszysz? Żadnego! Rodzina cię potrzebuje, chłopie. Mocnego, pełnego sił, do przewijania pieluch. - uśmiechnął się delikatnie dla rozluźnienia atmosfery. - Myślisz, że Franco to jedyny dostawca towaru? Mamy wśród nas medyczkę. Uczynną, przyjemną osóbkę. Mówisz nazwę i masz dwa razy tyle. Kapujesz? No, czego potrzebujesz? - spojrzał wymownie na Rottena, chcąc się przy okazji upewnić, czy meandry percepcji wyrzutka nie zabrnęły na mieliznę. Czy naprawdę był tak poważnie chory? Właściwie, w przypadku tego typu jednostek medykament mógł być narkotykiem, a narkotyk medykamentem. Jedna i ta sama patologia. - Wystarczy mała, krótka opowieść kiedy i jak Franco się do was przyczepił, a ani się obejrzysz, a Franco się od was odczepi. - pewność siebie Maksima nie pozostawiała wątpliwości, że nie rzuca słów na wiatr. - Nie jestem Samuelem. W przeciwieństwie do jego intencji, mój cel już znasz. I tak samo w przeciwieństwie do niego cenię twoją siłę, Rotten. Samuel jest chorobą, zaś ja... - po raz kolejny zawiesił głos, spoglądając na czarnoskórego całą mocą człowieka czynu - ...jestem lekarstwem na wasze problemy. Słodkie placebo.