Deckard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    801
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Deckard

Contact Methods

  • Website URL http://www.last.fm/pl/user/Gadzikk

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Poznań

Ostatnie wizyty

1832 wyświetleń profilu
  1. Ostatecznie, w razie wątpliwości, za istnieniem serca u Maksima poświadcza biologia xD. A epitety brzmią zawsze ładniej :D.
  2. To fakt, poza tym łatwiej wzbudzić zaufanie jako uczestnik akcji charytatywnych ze szczerego serca B). Chociaż, jak to bywa w przypadku większości interesów, kiedy pojawiają się pieniądze na stole rzadko kto martwi się rzeczywistymi intencjami :P.
  3. Pewnie dla brata Maksima by się pojedynkowały, bo ten to uwodził swoją ułańską fantazją :D. No i miał przyjemniejszą dla oka (hehe) fizis :D.
  4. True, true... Myślę, że pod wieloma względami położenie Ivette nie jest tak komfortowe, jakby się wydawało.
  5. No i po utracie oka jest dość wyczulony na kwestię stosowania przemocy fizycznej wobec niego :P. Więc w sumie mógłby powiedzieć Alvie, że to nie jest takie osobiste... ale nie powie tego, bo jednak jest xD. Hm, niektóre się znają, ale w tym kontekście pewnie o sobie nie wiedzą :D.
  6. Dzięki, miłość do tamtych rejonów robi swoje :D. ach, kto tam wie co Maksimowi chodzi po głowie .
  7. Haha, aż się przypomina poselstwo kozackie do Jaremy w "Ogniem i mieczem" :D. Myślę, że Maksim lubi przyjaciółki Ivette, więc cóż... Taką fantazję artystki zaakceptuje xD.
  8. Maksim Olgovich Aristov Arystokrata, prowadząc pod rękę głęboko zamyśloną Ivette, z wprawą doświadczonego sternika balowych mórz i oceanów elegancko lawirował pomiędzy kolejnymi parami mijanych gości (zarówno tymi, którzy - podobnie jak oni - opuszczali parkiet po wykonaniu jednego tańca, jak i osobami, dla których pierwszy walc wieczoru miał dopiero nadejść), z cierpliwym wyczekiwaniem akceptując zapadłą pomiędzy nimi ciszę. Zresztą, jak na poważnego mecenasa przystało, Maksim Olgovich nie tylko umiał zapewnić swojej podopiecznej wymagany komfort pracy twórczej, ale również - jakże by inaczej - przekuć uzyskane możliwości na miarę własnych potrzeb. Dzięki temu Aristov, zmierzając z Ivette Valentine ku już wcześniej upatrzonej fontannie z czekoladą, mógł dostrzec kątem oka, jak Hans Wetter u boku małżonki kieruje swe stateczne kroki ku naturalnie okazałym, ale ostrzegawczo zamkniętym drzwiom prowadzącym do prywatnej części rezydencji Boyle'ów. Drzwiom, pod którymi stał następny nieznajomy w dobrze znanej, potrójnej masce. Czy ktoś jeszcze mógłby wykazać się tak daleko idącą, poczciwą ignorancją, aby strategiczne rozmieszczenie odzianych w czerń mężczyzn uznać za zwyczajny przypadek, a ich przebranie za element tej samej, teatralnej inspiracji? Zaprawdę, nawet, jeżeli w ostatnim czasie Aristovowi przytrafiło się uwierzyć w niemożliwe, to ontologicznego statusu przypadków był bardziej pewnym niż istnienia latających słoni. Te pierwsze bezdyskusyjnie nie istniały. - Wspaniale, Ivette! - Maksim, delikatnie wyzwalając swoje ramię z uścisku przepełnionej dumą artystki, wykonał krok do przodu, jednocześnie obracając się ku niej z wyrazem wypisanego na twarzy mentorskiego uznania. Naturalnie dojście do tytułu niezbyt lotnie streszczonej przez Ivette sztuki byłoby wyzwaniem, z którym pomiędzy zaparzeniem jednej kawy a drugiej poradziłaby sobie jego sekretarka, jednak wyczulona na takie smaczki intuicja Aristova jasno dowodziła, że ogólnie o wszystkim wiedzieć lepiej wcześniej niż później. Zwłaszcza, kiedy rewers tej ciekawej, ale pozornie mało widowiskowej piątki karo składał się na brakujący element pokerowego strita. - Zdumiewasz na tak wielu polach, że w oczach Kongregacji niewątpliwie popełniasz grzech nieumiarkowania. - skinąwszy głową z zadowolonym, szarmanckim uśmiechem, na ułamek sekundy przeniósł analityczne spojrzenie daleko za jej plecy, w stronę kulisów, po czym, ponownie oferując Ivette wsparcie swojego ramienia, wznowił z nią uśmiechniętą podróż ku przysłoniętemu przez ludzką masę celowi. Inna sprawa, że towarzysząca Maksimowi myśl wcale nie pobudzała do jakiegokolwiek zadowolenia. Tyvijczyk, dostrzegając przelotnie wcześniejsze kroki Hansa oraz znikające w trzewiach kulis plecy Alvy Lazarev - sylwetkę zbyt Maksimowi drogą, aby pozwolił ją sobie przegapić - nie mógł się pozbyć wrażenia, że ostentacyjnie porozstawiane figurki nie są niczym innym jak przynętą, wabiącą swoim zapachem konkretny rodzaj zwierząt. Gdyby zaś tak właśnie było, wówczas pojęcie "zwierzyny" i "tropiących" uległyby ponuremu dla Kruków przedefiniowaniu. Wyjątkowo sprytnej, złośliwej wolcie. - "Jak we śnie"... - powtórzył półgłosem, obdarzając Ivette uśmiechem, którego enigmatyczność być może wynikała z dostrzeżenia przy fontannie kolejnego elementu układanki. A te, biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich kilku minut, zazębiały się ze sobą jak w zegarku. Bądź, używając równie obrazowej metafory, następowały po sobie z prawidłowością wcześniej wprawionych w ruch kostek domina. - Nic dziwnego, że zmylił cię tytuł tej sztuki. Sny, panno Valentine, bywają wyjątkowo przewrotne. A moda na niepokojące maski wyjątkowo zaraźliwa... Doktor von Faust? Pójdzie pan ze mną. Wszyscy pójdziecie. Arystokrata, dostrzegając kątem oka Rakelę White (doprawdy, jak w zegarku) niespiesznie zbliżył się wraz ze swoją towarzyszką do wymienionego z nazwiska medyka, przyjmując kuriozalne żądanie zamaskowanego mężczyzny dokładnie tak, jak każdy szanujący się arystokrata zareagowałby na podobną impertynencję: krótkim, pogardliwym spojrzeniem, łączącym w sobie ironiczne rozbawienie z popisów źle wytresowanego, salonowego pieska z kwaśnym niezadowoleniem wynikającym z przepłaconych umiejętności dopiero co zatrudnionego służącego. - Ponad żadną wątpliwość, moja droga. - nie traciwszy na chama w masce dłużej niż sekundę ze swojego czasu, przeniósł uspokajające spojrzenie na Ivette, po czym, skinąwszy grzecznie w stronę doktora, obdarzył go tym rodzajem uśmiechu, na który zasługiwali wyłącznie uprzywilejowani. - Widzę, że mam niezmienną przyjemność przebywać w towarzystwie artystów. Ivette... Rakelo... - arystokrata z pogodnym spokojem skierował otwartą, wyciągniętą dłoń w stronę trupiobladego Kruka. - Poznajcie doktora Gregora von Fausta, prawdziwego maestro skalpela. Doktorze... Panna Ivette Valentine... - prezentujące skinięcie głową. - ...oraz panna Rakela White. - kolejne skinięcie. - Wirtuozki pędzla! - uśmiechnąwszy się, zawiesił na chwilę spojrzenie na mężczyźnie w masce z miną, jakby przypomniał sobie o czymś wyjątkowo żenującym. Tym razem jednak spoglądał prosto w, otoczone gipsową maską, jasnoniebieskie oczy. - Jako wprawni rzemieślnicy z pewnością zgodzicie się ze mną, że narzędzie stanowi jedynie manifestację cudzej woli. Stąd proponuję, żebyśmy nie wdawali się w dyskusje z gipsową powłoką, a zasięgnęli wyjaśnień u samego źródła. Osobiście liczę na rodzinną atmosferę... - pogardliwe, zimne wejrzenie Aristova nabrało ostrości lodowego sztyletu. - Zostań, Ivette. - w chłodnym tonie Maksima pojawiły się ciepłe, ale ewidentnie nie lubiące sprzeciwu nuty. - Niedługo wrócę. Cyrk to nie jest dobre miejsce dla damy. Hans... Alva... Preston... Czy oni również otrzymali zaproszenie?
  9. btw... Czy Maksim, zmierzając ku fontannie, był w stanie śledzić drogę Hansa ku drzwiom i zamaskowanemu typkowi?
  10. Albo na wstępie zginiemy xD. (tak informacyjnie piszę, że właśnie skrobię posta)
  11. No właśnie, Maksim na swój sposób jest strasznie dumny ze swojej inwestycji!
  12. Jeżeli rzecz zależeć będzie od Turlacza, to nie ma siły, żeby to nie był Maks xD.
  13. Wydaje się, że przy tak rozwojowym wieczorze wszystko jest możliwe :D. W każdym razie po zakończonym tańcu Maks z Ivette udadzą się spacerowym krokiem w okolice fontanny :).
  14. Maksim Olgovich Aristov Esma... Krok, krok, obrót. Mercer... Raz - dwa - trzy. Kongregacja? Brawo, moja słodka. Melodyjne dźwięki wygrywanego przez orkiestrę walca z ujmującą elegancją sunęły pomiędzy parami tańczących gości, starając się zjednać ich ciała i umysły unoszącym się w powietrzu aromatem energetyzującej, romantycznej nostalgii. Maksim Olgovich, będący synem kobiety, która w swojej tyvijskiej krwi miała zakodowaną miłość do wszelkich tańców, instynktownie wyczuwał wpisany w utwór zamysł, prowadząc swoją partnerkę tak, jakby podejmowanymi kolejno krokami wpisywali się w tradycyjny - żeby nie powiedzieć odwieczny - rytuał żegnania Starego i witania Nowego. I chociaż daleko mu było do tej iskry talentu Raisy Petrovny, która zawładnęła duszą jego ojca, wpajane przez lata w domu i na niezliczonych przyjęciach ruchy pozwoliły mu uzyskać dokładnie to, czego w owej chwili tak bardzo potrzebował. Miłej dla oka wyuczonej precyzji, pozwalającej roztaczać iluzję pełnego zaangażowania w taniec. Specjalnie dla Ivette, zamaskowanej Tajemnicy i reszty świata. Podczas gdy ciała Maksima i jego partnerki obracały się w arystokratycznym, kontrolowanym tempie, umysł mężczyzny pracował na zupełnie odmiennych, intensywnych obrotach. Zwłaszcza po uzyskaniu nieświadomego wsparcia z całkiem niespodziewanej strony. - Grzeszki kongregatów... Pamiętasz tytuł tej sztuki? - mruknął półgłosem, w którym kryło się autentyczne zainteresowanie, w rzeczywistości daleko bardziej oddające zaintrygowanie Maksima zastanawiającym powiązaniem niż właściwą treścią tego konkretnego przedstawienia. Biorąc pod uwagę wyczulenie Kongregacji Wszechludzi na swoim punkcie oraz działalność, skądinąd łagodnej, ale mimo wszystko obecnej w życiu publicznym cenzury państwowej, trudno było spodziewać się po spektaklu przemycania czegoś więcej niż zwieńczonej pozytywnym morałem sztampowości. Chociaż... - Musiała być doprawdy emocjonująca... Skoro wspominasz kawałek gipsu zamiast komentować kreację gospodyni... - spoglądając po kolejnym udanym obrocie prosto w oczy rudowłosej artystki, obdarzył ją wyrazem zaciekawionej, rozbawionej empatii. Dokładnie takiej, która miała w swoich założeniach pozytywnie bagatelizować niepokój partnerki, jednak nie ucinać samego tematu rozważań. Zwłaszcza, że pewne kwestie wymagały należytego dookreślenia. - Może to ta sama maska?... Głowa prosto, Ivette... Chyba nie chcesz, żeby cię porwał do tańca? - Aristov, wprawnym okiem wyławiając spośród falującego tłumu osoby Rakeli (i wniebowiziętego Gordona), Hansa (jak zwykle grzecznie, u boku małżonki) oraz Prestona (i to z jaką partnerką! Interesujące... a także, znając Jenkinsa, trochę niepokojące...), doskonale zdawał sobie sprawę, że przynajmniej on i Autum kontrolują sytuację na tyle, aby przystopować ciekawskie spojrzenia Ivette. - Jako artystka na pewno masz pamięć do takich szczegółów... A ja tak łatwo nie odpuszczę. Wiesz, że lubię opowieści z dreszczykiem... i twoją gęsią skórkę. Wyczuwając, że intonowane przez orkiestrę dźwięki walca zbliżają się do swojej finałowej kulminacji, Maksim Olgovich mocniej i pewniej ujął swoją partnerkę, prowadząc ją przez taniec z jeszcze większą werwą niż dotychczas. I chociaż nie przypuszczał, żeby ktokolwiek inny na tej sali poza szóstką wtajemniczonych osób mógł dostrzec wypalony na lewej dłoni Znak (niestety, noszenie rękawiczek nie zawsze jest możliwe), zarazem przejawiał doskonałą świadomość, że podlegają nieustannej, intensywnej inwigilacji. Chociażby tej najbardziej wścibskiej i bezwzględnej z możliwych - salonowej, towarzyskiej lustracji. Stąd Maksim Olgovich, przekraczając progi domostwa zaskakująco skromnej gospodyni, postanowił u boku swojej olśniewającej partnerki przybrać przekorną, ale wielokrotnie sprawdzoną taktykę. Tą, która głosiła, że najciemniej jest pod latarnią. W końcu bycie w centrum powoduje, że chociaż jesteś widoczny ze wszystkich punktów okręgu, ty również masz szansę dostrzec każdy z nich. Chociażby tajemniczego, ubranego w czerń, zaglądającego za kulisy zamaskowanego mężczyznę, którego sama obecność w tamtym - skądinąd strategicznym i widocznym dla straży - miejscu rodziła szereg zastanawiających pytań i wątpliwości. Obecność, która - pomijając nawet rewelacje Ivette - kazała Maksimowi intuicyjnie łączyć owe kulisy oraz niedawno oświetlony balkon nicią niepokojącego pokrewieństwa. Czym były trzy twarze maski przy dziesiątkach Esmy Boyle?
  15. Przyznaję, że wieczorny ból głowy całkiem mnie rozłożył, ale połowę posta posiadam, tak więc jutro wpadnie do odpowiedniego tematu całość :D.