Deckard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    828
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Deckard

  1. Tak gwoli ścisłości zaznaczę, że Maksim rzeczywiście nie ma zamiaru wkręcać/okłamywać lady Boyle, jakoby nie znał pozostałych gości bądź nie miał pojęcia o co chodzi :). Przykładowo, w żadnym miejscu nie odciął się od powiązań z Krukami, a co najwyżej po prostu nie odnosi się w żaden sposób do tej kwestii. Tak jak odczytała Marass w jednym z powyższych postów i Fingard/Hans w jednym z rozważanych wariantów, zdecydowanie więcej w tym pogrywania niż blefowania :). No i nade wszystko ciekawości, czy lady Boyle w jakiś sposób zareaguje na sugestie odnoszące się do Kongregacji. Dzięki, bardzo się z tego powodu cieszę, bo to daje przekonanie, że moja koncepcja postaci przekłada się na sesyjną praktykę :D. Co do reakcji Maksima, sam jestem jej ciekaw w tym sensie, że pełną podstawę działań da mi dopiero post Gatzky'ego oraz - naturalnie! - odpowiedź MG :D. Faktem jest, że od samego początku Aristov nie był przekonany, że wspólnymi siłami uda się osiągnąć pożądaną spójność lub chociaż nakreślić pole, do którego lady Boyle musiałaby się odnieść, więc powinien być przygotowany na różne ewentualności :).
  2. @Fingard, szacuneczek za świetnie skonstruowany Hansowy monolog, który sprawił, że Maks zszedł ze szczytu podium drużynowych gawędziarzy :D. @Paranormal, no zobaczymy czy Gregor i Preston podbiją stawkę :D.
  3. @Marass, przefajna fotka w inspiracjach :D!
  4. Liczą się intencje!
  5. Za to Maksim wysyłałby mu na święta paczki pod celę xD.
  6. Hm... to może faktycznie niech Preston zawczasu zacznie strzelać?
  7. Haha, dzień jak co dzień (no, prawie)
  8. Ok, wpadło! Z niecierpliwością czekam na kolejne posty! <3
  9. Maksim Olgovich Aristov Maksim Olgovich, zgodnie z wymogami odwiecznego protokołu przepuszczając Rakelę White w drzwiach, wkroczył do jednego z dziesięciu salonów lady Boyle z miną tego rodzaju obserwatora, który owszem, szczerze doceniał panującą we wnętrzu równowagę pomiędzy przepychem a funkcjonalnością, jednak który z racji swojego statusu i obycia był całkiem odporny na emanację zachwytem (bądź zazdrością) w stylu dalekich krewnych z prowincji. Nic z tych rzeczy. Tym samym Aristov, krocząc niespiesznie w stronę dywanu z rękami założonymi za plecy, z grzecznym wyczuciem miłośnika sztuki szacował wiek i wartość zgromadzonych w pomieszczeniu dzieł sztuki, poświęcając się tej czynności o wiele bardziej niźli lustrowaniu rzucającego się w oczy brodatego mężczyzny czy spoczywającej we fotelu Alvy Lazarev. Szóstka Kruków... Ktoś tu miał celniejsze oko i pewniejszą rękę niż sam Preston Jenkins. Ostatecznie Maksim, stając tuż za olśniewającym, niezaprzeczalnie pamiętającym czasy ostatnich Olaskirów, bogato zdobionym fotelem (grzechem byłoby usiąść, kiedy co najmniej jedna z dam jeszcze tego nie uczyniła!), posłał wszystkim Krukom równie milczące, co uśmiechnięte powitalne skinięcie głowy. Dokładnie takie, jakie można zaadresować do wieloletnich, jak i godzinę temu poznanych znajomych. W tym kontekście czymś zupełnie innym jawił się ukłon wystosowany do samej Esmy Boyle, która, wkraczając do pomieszczenia jednym z trzech dostępnych wejść, w niepojęty sposób - wynikający także z rozmiarów pomieszczenia - wyczuwalnie wnosiła do niego lekkość najprzedniejszych perfum. Ten, wykonany z odpowiednią pieczołowitością przy zachowaniu jednoczesnej sympatycznej zdawkowości i arystokratycznej sztywności, kumulował w sobie wszystkie możliwe wylewności i mechanizmy obronne, jakie mogli żywić wobec siebie ludzie, którzy kiedyś, za tak zwanych "starych, dobrych czasów", byli - ku prawdopodobnemu, jednostronnemu nieszczęściu - łączeni więzami błękitnej, rodzinnej krwi. - Co mnie tutaj sprowadza? Oficjalne zaproszenie, rzecz jasna. Dostarczone pod same drzwi. - odparł z rozbawionym niedowierzaniem, całkowicie pomijając fakt, że oto został tak bezceremonialnie upchnięty w zbiorczym powitaniu razem z innymi, niższymi klasą i relacjami gośćmi; w końcu szpiegostwo to szalenie demokratyczne zajęcie. Mężczyzna, zajmując upatrzone przez siebie miejsce (a raczej tron samego bóstwa Wygody), zarazem zakładając całkiem swobodnie i arystokratycznie nogę na nogę, obdarzył Esmę Boyle enigmatycznym, podszytym zainteresowaniem spojrzeniem. Szóstka ludzi. Sześć różnych charakterów. Sześć różnych pomysłów na rozmowę. To się nie mogło udać. Nie przy jej wiedzy. - A także ciekawość, którą dość szorstko zestawiasz ze szpiegowaniem. - Aristov, opierając dłoń o kunsztowny podłokietnik fotela, z ubolewaniem pokiwał głową. Wydawać by się mogło, że pozostała piątka Kruków przestała dla niego istnieć. W dalszym ciągu nie zwracał zresztą (bądź nie dawał okazywać, że to czyni) uwagi na niejakiego Jaedena, pozbawionego przez pannę Lazarev sztucznej twarzy (a przecież, pamiętając casus Franco, równie dobrze mogła zedrzeć tą prawdziwą). - Na pewno zdajesz sobie sprawę, że wedle tej definicji Alma Moran z "Dunwall Courier" również cię szpieguje? Podobnie jak sam lord Tynph z komisji finansów, którego trójka sekretarzy prawdopodobnie kończy w tej chwili dywagować czy zapłaciłaś dwanaście czy dwadzieścia cztery procent podatku od importowanych paluszków krabowych. Wszystkich dziewięciu rodzajów! - dla podkreślenia wagi tej informacji arystokrata na chwilę uniósł swój palec wskazujący. - Pomnę milczeniem, że co najmniej połowa balu debatuje, czy schowani za niepokojącymi maskami panowie to jeszcze efekt fascynacji morlejskim dramatopisarstwem, czy też prezent w postaci obstawy od wielebnego Martina... A więc Esmo... To jeszcze ciekawość czy już szpiegostwo? - Aristov, nie spuszczając spojrzenia z brązowych oczu kobiety, uśmiechnął się z niewinnym, zachęcającym grymasem.
  10. Właśnie piszę posta :).
  11. Coś czuję, że już teraz Kruki znalazły się w głębokiej puszczy xD.
  12. No i wpadł post :). W sumie akurat Maksim przyjmuje życie z całym bogactwem inwentarza, wiedząc, że bycie w miłych miejscach niekoniecznie wiąże się z kroczeniem drogą sukcesu :D. Żeby zbierać frukty trzeba wpierw zasadzić sad - naturalnie cudzymi rękami :P.
  13. Maksim Olgovich Aristov Arystokrata, przysłuchując się w milczeniu wypowiedzianym przez rozmówców zdaniom, z wewnętrzną, poznawczą ciekawością odnotowywał, jak padające w ich gronie groźby, uwagi, docinki, stwierdzenia oraz propozycje w niezaprzeczalnie fascynujący - ba, magiczny! - sposób zawęziły w jego odczuciu ogromną scenę balu do małej, zamkniętej w obszarze kilku metrów kwadratowych, przestrzeni wypolerowanej na błysk podłogi. Zupełnie, jakby na ten jeden, krótki moment ekipa techniczna, skryta do tej pory za balkonowymi kotarami, uruchomiła umocowany na suficie reflektor, rzucający potężną wiązkę światła na ich postacie, a zatapiający intensywny świat balu - sferę czekoladowych fontann, dostojnych walców, formalno-kulturalnych powitań czy natrętnych Gordonów - w kontrastującym zaciemnieniu. Tajni agenci w sercu prywatnego spektaklu. Esma. Przeliterował jej imię z wewnętrznym, nieskrępowanym obrzydzeniem w tym samym momencie, kiedy - skądinąd bardziej przychylnym wzrokiem - bez komentarza zlustrował zamaskowanego posłańca. To oczywiste, że tylko ona mogła być reżyserką tego spektaklu. Całkiem zresztą możliwe, że przyczajona w strefie cienia osobiście obserwowała zmagania całej piątki Kruków (czy Preston również dał się złapać na ten lep?). Naturalnie cały czas stawkę podbijała wątpliwość jakim sposobem udało się pomocnikom lady Boyle tak perfekcyjnie wyłowić głównych aktorów spośród tych, którym Corvo Attano przypisał rolę drugo- i trzecioplanowe? O ile nie statystów. Jak to możliwe, Lordzie Protektorze? - Tak jak słowa panny White powinny być dla nas moralnym drogowskazem... - skłonił lekko głowę w stronę malarki, obdarzając ją solidarnym uśmiechem. - ...tak niech wskazania doktora von Fausta staną się paliwem naszych działań. - przenosząc spojrzenie na pogrążonego w rozmyślaniach medyka dokończył swoją wypowiedź z takim samym grymasem, w którym tym razem nie brakowało jednak przekornej, świadomej ironii z operowania dosadnymi porównaniami. - Ruszajmy. - dodał, lecz zanim rzeczywiście wykazał pełną gotowość do drogi, uspokajająco dotknął ręki Ivette, po czym, unosząc delikatnie na wysokość swoich ust, złożył na niej dżentelmeński pocałunek. - Wrócę tak szybko jak zdołam. - zapewnił kameralnym półgłosem, spoglądając prosto w oczy rudowłosej artystki. - Bądź grzeczna, Ivette. Maksim Olgovich Aristov, obdarzając na odchodnym swoją partnerkę mrugnięciem oka - ni to zabawnym, ni to ostrzegawczym - nie zwlekając dłużej niż ponad wcześniejsze dopełnienie rytuału pustosłowia i towarzyskiego ceremoniału, niezwłocznie dołączył u boku Rakeli White i doktora Gregora von Fausta do pochodu w nieznane. Chociaż nie miał przy sobie jakiejkolwiek broni, każdy kolejny krok arystokraty emanował nieskrępowaną, stoicką pewnością siebie, podkreślaną wykonywanymi co jakiś czas uśmiechami do tłumu i przyjaznymi skinieniami głowy. Ostatecznie im więcej osób go zobaczy, tym trudniej byłoby wyjaśnić jego... ich... ewentualne zniknięcie.
  14. Luzik, dam radę B).
  15. Ło matko, @Vadeanaine została nową Królową Rzutów w przygodzie :D. Very najs!
  16. @Gatzky, planujesz odnieść się Gregorem do odpowiedzi Maska/Maksa? Ja zamierzam jakby co napisać na końcu, bo Aristov jest niezmiernie ciekaw postawy kompanów :D.
  17. To znaczy Maksim w obecnej chwili, widząc, że Gregor - przynajmniej na razie - odrzuca zaproszenie, z ciekawością czeka na rozwój sytuacji, stając tak trochę pośrodku opcji idę/nie idę :D. Bardziej w tym mąceniu jest chęć poznania intencji Maska niż wola pozostania. Trudno przecież pozbyć się wrażenia, że klucz do poznania balowej układanki tkwi w miejscu, do którego mają zostać zabrani :).
  18. A istnieje w ogóle coś takiego jak "normalnlość"? Chodzą słuchy, że normalni ludzie nie istnieją - są tylko źle zdiagnozowani :D.
  19. Myślę, że właśnie najwięcej zależy od wspomnianych przez Ciebie okoliczności :). Wiadomo, że Maks, jak to zwykle z ludźmi jego pokroju bywa, ma swoje plany i sprawy, których realizacją jest żywo zainteresowany, jednak z drugiej strony wydaje się całkiem słusznym stwierdzenie, że wiąże swoją przyszłość z trwaniem obecnego układu politycznego na tyle, aby wspierać cesarzową i Corvo daleko bardziej niż czyniłby to np. Percival z poprzedniej przygody czy Gregor w obecnej :). Tym samym - ale znowu, "wydaje mi się" - uważam, że wszystkie "złe" cechy Maksima mogą zwyczajnie przysłużyć się powodzeniu misji niż zaistnieć w działaniu na niekorzyść Kruków :D. A jak to będzie... To już zależy od szeregu (nie)przyjemności, którymi niewątpliwie uraczy nas MG, a które będą pewnie niejednokrotnie testować relacje między naszymi pamperkami i ich właściwe motywacje :D.
  20. Podobno najtrudniej dogadują się ze sobą podobne charaktery, więc w tym ujęciu gra przeciwieństw może wyjść Krukom tylko na korzyść :D.
  21. Maksim Olgovich Aristov - Tak się kończą wypady skromnego przedsiębiorcy na pole definicji spraw wzniosłych i podniosłych... Wracam wobec tego na swoje wzgórze kapitału, gdzie okopię się wśród cyferek i osuszę łzy okładami z banknotów. - Maksim, wysłuchując kolejno dywagacji malarki oraz medyka na temat właściwej istoty ich sztuki, uniósł lekko ręce w wyrazie rozbawionej, dobrowolnej kapitulacji. Wydawać by się mogło, że po chwilowej emanacji ostentacyjnego niezadowolenia, objawiającego się mroźnym jak tyvijskie szczyty spojrzeniem zdrowego oka (sprawnie korelującego z odhumanizowanymi refleksami świetlnymi na metalowej powierzchni monokla), pozostało co najwyżej niepokojące wspomnienie, zręcznie przysłaniane arystokratycznym uśmieszkiem. Dlaczego? Cóż, całkiem możliwe, że Aristov - zachowując się, jakby nie dosłyszał uwagi Rakeli o jej udziału w cyrku - wolał rozładować wzburzenie Ivette poprzez poprowadzenie jej na przyjazne wody salonowej pogawędki. Bądź uznał, że postawione przez pannę Autumn pytanie o szacunek wymagało należytej oprawy. Cóż... Całkiem możliwe. Chociaż równie prawdopodobnym było, że nie miał zamiaru ułatwiać ich zamaskowanemu (nie)przyjacielowi sprawy, dodając kolejną, trudną do zdefiniowania szczyptę smaku do pracowicie pichconej przez trójkę Kruków zupy nieprzewidzianej komplikacji. Bo czy ich obcesowy nieznajomy mógł sobie pozwolić na przyjęcie jakiejkolwiek odmowy? Bądź czy otrzymał nakaz podporządkowania upatrzonych gości autorytarnej treści zaproszenia nawet kosztem wiszącego w powietrzu obyczajowego skandalu? Oto są pytania! Kim byłby Maksim Olgovich, gdyby nie pożądał na nie odpowiedzi? A że można się przy tym dobrze zabawić... Dawna Esma Boyle byłaby zachwycona. Zaś Alva, wzorem prawdziwych wilków, uniknąć sideł nawet kosztem odgryzienia swojej łapy. - Szczodra propozycja, doktorze. - Aristov, spoglądając ze szczerym (niewątpliwie!), niezmiennie rozbawionym uśmiechem w wypłowiałe, rybie oczy medyka, nachylił się ku Ivette z tonem, który ewidentnie zapowiadał złożenie uspokajających wyjaśnień. - Musisz wiedzieć, moja droga, że doktor von Faust od lat wiernie oferował przyjacielskie ramię partnerkom obu Aristovów... Dlatego też po starej dobrej znajomości na pewno zrozumie, gdy zechcesz wpierw przypudrować nosek... lub zadowolić się moim towarzystwem. - Maksim gładko przeniósł spojrzenie na Rakelę, konsekwentnie lekceważąc obecność persony o trzech twarzach. - No właśnie... Stara, dobra znajomość... Z uwagi na nią byłbym nawet skłonny odwiedzić lady Boyle, jednak czy nie sądzisz, że to sama gospodyni powinna nas zaszczycić? Oczywiście liczę, że inicjatywa wyszła od Esmy, inaczej mielibyśmy do czynienia z poważnym skandalem... Oto są pytania.
  22. W sumie trochę się zdziwiłem, że Gregor jest tak bardzo uprzedzony akurat do tego Aristova :D. Andriej to jasna sprawa, ale z Maksimem chyba nie mieli większych spin?
  23. No z takim podejściem pewnie trudno jest mu wyhaczyć sponsorów badań xD.
  24. A chętnie odpiszę :D. Ba, już się za to zabieram :D.
  25. btw... @Paranormal, bardzo fajny podkład muzyczny wybrałaś!