Astaroth

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    412
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Astaroth

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny

Ostatnie wizyty

718 wyświetleń profilu
  1. Nie byłam pewna co odpowiedzieć nieznajomemu. Tak właściwie to aż tak bardzo mnie to nie interesowało jak tu wlazł. Kupowanie czasu i small-talk. Ale nie było po co go kupować. Durne elfy rozbroiły mnie z całej broni. Na następny raz sobie schowam sztylet w cycki, może tam nie będą grzebać. Dobrze że chociaż mam wciąż swój amulet. Inaczej byłaby lipa... Postanowiłam być więc jednak cicho i obserwować poczynania elfa, zdając się na jego łaskę lub niełaskę. Słuchałam z zainteresowaniem co to jest to całe geas. W końcu mam to coś na sobie, więc chciałabym wiedzieć jak bardzo zdeformowane dziecko mam z matroną. Prawda na szczęście nie była taka straszna. To tylko sytuacja gdzie mogę zginąć. Nic nowego. -Więc tylko Erubadriehl wie co zostało mi rozkazane? Więc teraz mam chodzić przy niej jak w zegarku bo nie wiem ca mnie zabije a co nie? - pytałam z powoli narastającą rozpaczą. -To jak ja mam z tym funkcjonować? - dręczyłam pytaniami, jednak rozwiązanie zaproponowane przez elfa skutecznie ponownie zmroziło mi krew w żyłach. -Raczej wolałabym pożyć jeszcze trochę. Na tamtym świecie też nie za bardzo za mną przepadają więc... Chociaż tutaj chcę się trochę jeszcze pobawić. - odpowiedziałam, lustrując elfa wzrokiem i uważając na jego poczynania związane z nożami. Ja też tak potrafię! Tylko że zajumali mi wszystkie! W końcu jednak uznał że nadeszła pora na zrehabilitowanie się i nieznajomy się przedstawił. Czyli już nie był nieznajomym. Okazał się to być młody elf, najwyraźniej doświadczony już trochę przez życie o imieniu Maren. Z wyglądu wyglądał może nawet na młodszego ode mnie. Gdzieś w środku duszy coś mnie tknęło że tak młoda osoba mogła już tak wiele przejść. Przypomniał mi trochę mnie. Tyle że ja nie mam widocznych blizn po moich perypetiach. Ja raczej noszę głębokie rany w duchu, a te długo potrafią się zasklepiać i mogą być znacznie dotkliwsze niż zwykłe... Ale chyba też pozbierał się szybciej niż ja. Mi to zajęło 13 lat... a może nie szybciej. W końcu elfy jakoś inaczej żyją... No i, może oni inaczej to wszystko znoszą. Whatever. Rozmarzyłam się. -Miło mi, jestem Astaroth Maplefall. Ale wszyscy mówią na mnie Aster. Też tak na siebie mówię. Więc... tak. - przedstawiłam i się -Powinnam się podnieść i ukłonić, ale mam nadzieję że darujesz mi to drobne niedopatrzenie. - powiedziałam, podpierając się i siadając na łóżku, zostawiając dolną część ciała pod kołdrą. To łóżko jest chyba zaczarowane. Tak mi się nie chciało z niego wychodzić! -Chodź, siadaj tutaj. Nie chcę żebyś stał tutaj nade mną jak kat. - powiedziałam przesuwając się trochę i zachęcając go do posadzeniu się na łóżku. -Cóż, podejrzewam że pytając się "skąd się wzięłam" nie chodzi Ci że moja mama i tata... cóż... noo... współżyli ze sobą w efekcie czego doszło do zapłodnienia i niedługo później wyklułam się ja... - mówiłam niby w powietrze, jednak zaraz się skoncentrowałam na powrót na gościu. -Z mojej perspektywy wyglądało to tak że brałam udział w pewnym badaniu. Jako jedna z lisowatych miałam pomóc przy odkryciu jakiejś lisiastej, boskiej cywilizacji. Zostałam wystrzelona portalem gdzieś tam, ale chyba jakoś portale się pokręciły i wyszło że zamiast do tej lisiej cywilizacji, ściągnęła mnie matrona Erubadriehl. To tak w skrócie. - opowiadałam swoje perypetie -Cóż, dłuższej nie ma chyba za bardzo. Nie jestem specjalistką od magii żeby wiedzieć coś więcej. Można powiedzieć że w sumie jestem tutaj... przypadkiem. - ostatnie słowo powiedziałam nieśmiało, jakby wstydliwie. Czułam się trochę głupio używając tego zwrotu. -Chyba że ktoś nie wierzy w przypadki. Możliwe że miałam tu trafić. - dodałam zaraz. Nie ma to jak mądrzejsze wyjście z sytuacji! Bang! -Do pewnego momentu myślałam że uda mi się szybko wrócić stąd do domu. Miałam zająć się znowu pracą. Ale z tego co słyszę będę musiała chyba spędzić tutaj więcej czasu. Nie żeby tu było źle! W żadnym razie!- mówilam dość nostalgicznie, jednak przy ostatnim zdaniu msuaiłam się wybronić. Nie chciałam wyjść na niewdzięcznicę! Chyba dawałam po sobie poznać że dręczy mnie fakt przymusowego pobytu tutaj. -A... jak to powiedziałeś...? Powierzchniowcy nie są tutaj zbyt często spotykani? Ja jestem raczej w szoku że nie macie takiej technologii jak my. Tutaj wszystko wygląda... jak z jakiejś bajki którą kiedyś mi czytano do poduszki. To dopiero niesamowite. - mówiłam z pierwszymi iskierkami ekscytacji w oczach. U nas chyba takich miejsc już nie ma. Wszędzie technika, zepsucie i społeczna zgnilizna. Mało gdzie można się przejść żeby nie zaciągnąć się jakimś toksycznym wyziewem. Tutaj było wszystko takie... klasyczne. Staromodne. Tak jak zawsze chcieli rodzice żeby wyglądało moje życie. Jak z bajki a ja żebym była kochaną księżniczką na tronie. Piękne wspomnienia... Aż oczka mi się zaszkliły trochę na to wspomnienie... -Tooo... co jeszcze chcesz o mnie wiedzieć? Jak wygląda nasz świat? Czym się zajmuję? Ilu miałam chłopaków? Rozmiar piersi? - przy ostatnim zaśmiałam się cicho -U mnie wiele osób się o to pyta. Wszyscy są strasznie zboczeni na tym punkcie, ale w końcu można przywyknąć. - dodałam, próbując zachęcić go do rozmowy. Zawsze to lepsze niż siedzenie tutaj i zbijanie bąków.
  2. Ujmę to tak, dla potomnych czytających moją historię zostawię dwa wpisy - jeden rozbudowany i jeden dla leniwych. Warto jednak dodać że ten dłuższy opracowywałam w bólach głowy przy trzech słownikach więc bądźcie wyrozumiali. Starałam się być na tyle poetycka na ile mogłam. Słowem - NUDY! *** *** *** W końcu z zadumy wyrwał męski głos. Słysząc go w pewnym momencie myślałam że coś mi się przesłyszało jednak mózg wybitnie szybko zareagował na możliwe zagrożenie. Zaczęłam rozglądać się po pokoju, w końcu dostrzegając jakiegoś elfika w fotelu przed kominkiem. Wyglądał na jakiegoś czarnego charaktera. Nie wiedząc co mam zrobić lepszego, nasunęłam kołdrę aż po same oczy obserwując gościa. Trochę jak mała, przestraszona dziewczynka... Plus tej sytuacji był taki że mogłam zobaczyć czy kładąc tutaj zostałam rozbrojona czy znajdę gdzieś jeden z moich ukrytych noży. Może chociaż ten ukryty na udzie. Zawsze to szansa że zdziałam coś w samoobronie. Tak, w razie czego. -K... Kim jesteś? - spytałam mniej lub bardziej symulując wystraszony głos -Jak się tutaj dostałeś? - oczywiście drugie pytanie było rero...retro...tetroryczne. Czy coś takiego. W sensie, odpowiedź była prosta. Nie bez powodu oprócz światowej sławy piosenkarką jestem znaną złodziejką i zabójcą. Ale... dawno nie brałam żadnego zlecenia. Powiedzmy że zrobiłam sobie wakacje od tego. Nie zmienia to faktu że coś tam chyba umiem. Zniszczyć uzbrojonego po zęby mecha używając mrocznego ognia i pistoletów przeciwpancernych czasem jest ciężko. Ale - do zrobienia, jak widać. -Dziękuję, miło i przyjemnie. - odpowiedziałam. I znowu to "geas". Cholerne elfy i ich cholerna magia -Chyba. Trochę słabo się czułam po tym wszystkim. Wybacz, może Ty raczysz w takim razie mi powiedzieć co to jest geas? Próbuję się dowiedzieć tego odkąd tutaj jestem i jakoś nikomu nie zależy żeby mi to zdradzić. Albo nikt tego nie wie. Co poradzić...
  3. "Niestety nie wszystkie" - pomyślałam smutno obserwując reakcję obu elfek. Niestety nie każda jest taka jak ja. Nie żebym uważała się za wyjątkową czy coś. No dobra, uważam się za taką, nie oszukujmy się! Ale "skromność" zabrania mi to przyznać. Słuchałam zaleceń opiekunek i tego co miały do powiedzenia potakując od czasu do czasu główką. Niby wszystko było jasne... Aczkolwiek nic nie wiedziałam. I znowu wyjaśnienie że geas to geas. Dlaczego nikt mi nie powie co to jest?! To jak powiem "Chcę burgera" a ktoś się zapyta co to jest to powiem "Burger to... to burger. Smakuje jak... burger i wygląda jak... burger." Na tej zasadzie. Masakra! -Dziękuję Wam bardzo - mruknęłam w odpowiedzi na sok, odprowadzając kobiety do wyjścia wzrokiem. W gruncie rzeczy wszyscy byli tutaj nad wyraz mili. Jakoś jest tutaj przyjemniej niż nawet w domu. Przynajmniej jestem tu kilka godzin... chyba... a jeszcze nie usłyszałam od żadnego faceta że mam fajną dupę czy coś w tym guście. Miła odmiana. Zerknęłam pod kołderkę. Byłam w swoich ubrankach. Chociaż mnie nie rozbierali jak byłam nieprzytomna, ale tak kłaść w ubraniu? Nah, trudno mi powiedzieć co o tym myśleć. nie zmienia to faktu że chyba powinnam znaleźć sobie jakieś ciuszki jeśli mam spędzić tutaj trochę więcej czasu. Strasznie się rzucam w oczy. Nie żebym się po takiej zmianie nie rzucała. uszy i ogon mało kto chyba ma. I to wcale nie jest tak że chcę poznać tajniki tutejszej mody. Może zgarnę parę souvenirów do domu w postaci egzotycznych fatałaszków. Fajnie by było! Rozejrzałam się po komnacie. Było tutaj... staroświecko. Trochę jak u mnie w domu, tylko że bardziej. Zapanowała cisza. Nie chciało mi się ruszać. Korzystając z tej chwili chciałam uporządkować sobie w głowie parę spraw przy zamkniętych oczkach. Zaczęłam rozmyślać nad Lisimi Duchami, Elfami i tym wszystkim. Niestety było to na tyle zagmatwane i bezowocne że szybko zaczęła mnie boleć główka. Jęknęłam cicho czując tą nieprzyjemną szpilkę w głowie i postanowiłam rzucić na razie to wszystko w diabli. Co będzie to będzie, jak wyjdzie to wyjdzie. Nie ma co się zastanawiać. Lepiej będzie po prostu poleżeć i pomyśleć o niczym. Bądź co bądź... chyba zbytnia stąd mi się na razie nie spieszy.
  4. Słuchałam obu istot z lekko rozdziawioną buźką próbując pojąć swym stopniem rozumowania i imaginacją o co w tym wszystkim do cholery chodzi. Sprowadzając to do najprostrzej wersji to wychodzi coś w stylu "Uratuj murzyńskie elfy to w zamian przestaniesz być sobą tylko będziesz taka jak my, lisowata. Będziemy Cię obserwować, ZAWSZE." Hmmm, ciekawe czy jak się będę myć, ubierać czy w przypadku jakiejś intymności też będą na mnie patrzeć. Zboczuszki jedne, zgrywają świętoszków a tutaj wychodzi szydło z worka. No ale co ja mogę jak nic nie mogę. Raczej to oni dyktują warunki. Już miałam zadać kolejne pytanie, kiedy wszystko dookoła zaczęło tracić ostrość. Znowu ślepnę. Chyba będę musiała sobie sprawić jakieś okulary... -Dobra... Spróbuję. W końcu jakie mam inne wyjście w tym cholernym podziemiu...? - spytała retorycznie po czym słysząc swoje imię na "pożegnanie" kiwnęła główką i wszystko się okropnie rozmazało. *** *** *** *** *** Ojejciu! Nie ma opcji, nie ruszam się stąd! Dawno nie leżałam w czymś takim, tak... mięciutkim. I przyjemnym. I w ogóle! Zawsze faceci tak mówią o cyckach... Jeśli tak to działa i te dwie rzeczy idą ze sobą w parze, to chyba zacznę szukać dziewczyny. Jakoś nie pamiętam... Zazwyczaj gdy spędzałam upojną noc z kobietą to byłam tak napita że szkoda gadać. Tak czy siak, gdziekolwiek byłam, nie byłam jednak sama. Mam nadzieję że to nie est żaden burdel. Kij wie co te elfiki wymyślą. Otworzyłam powoli oczka. Niestety to nie było takie proste, znowu nic nie widziałam. Na dodatek poczułam ostrą szpilę w głowie. Aż jękłam cicho zamykając na powrót oczy. Jak ja nienawidzę magii i tych jej efektów ubocznych. Swoim zachowaniem zwróciłam uwagę obecnych w pomieszczeniu. Jak się okazało były to dwie młode dziewczyny, wyglądały jak moje rówieśniczki, jeśli tak można mówić o elfikach. Oni tam chyba mają inny system liczenia wieku. Spróbowałam zaczerpnąć głębiej powietrza, jednak ból w klatce piersiowej trochę mi to udaremnił. Chyba przez ten paraliż jestem trochę obolała. -Jej Wysokość? Czyli ciągle jestem w tym zamku? - spytałam, cichym głosem powoli sklejając jakieś fakty -Co się właściwie stało? Ostatnie co pamiętam to że nie mogę się ruszać przez jakieś zaklęcie Neve... Słysząc że jestem swego rodzaju więźniem łoża westchnęłam tylko cicho jednak nie narzekałam. Na dłuższą metę mi to nie przeszkadza. Nie chce mi się podnosić z tak super łóżka! Prawie jakbym się w nim topiła! Jest takie delikatne i mięciutkie i... iiii! Poprawiłam się w swej pozycji leżącej. Przyłapałam się że podczas tej wymiany zdań z elkami, uśmiecham się lekko. Nie wiem jak to jest, ale te elfy mają coś takiego że aż chce im się ufać. Niesamowite. -Może... - tutaj przerwa na mrugnięcie które jest wielce zajmującą i wyczerpującą akcją - Bym się czegoś napiła. - poprosiłam miłym głosikiem. -Tak z ciekawości, skoro królowa zabroniła się podnosić, to jak miałabym się załatwić. W sensie że wiecie - zerknęłam to ja jedną, to na drugą dziewczynę. - Psi,psi... - i zachichotałam, kryjąc twarz w kołdrze. Jakie to było głupie pytanie, praktyczne ale głupie... -Spokojnie, to tylko pytanie z ciekawości, nie żeby mi się chciało...
  5. Przez chwilę zatkało mnie. Brew powędrowała wysoko do góry a wzrok był trochę... otępiały? Jakby kiedyś nie był... Wzrok mój skakał z jednej gaduły na drugą aż w końcu uznałam że to bez sensu i skupiłam się na jakimś białym punkcie skupiając się na słuchaniu lisów. Przynajmniej oczopląsu nie dostanę. - Wezwaliście mnie tu, czyli... coś chcecie? W sensie... jakiś był w tym cel, prawda? - zapytałam po chwili namysłu starając się zrozumieć co nieco. - Czyli że kiedyś dawno temu któryś z moich pra, pra coś tam był jednym z Was? - spytałam, zastanawiając się w sumie głębiej nad tym. Z... lisem...? Serio? - Ciągle nie rozumiem tego wszystkiego. Również tego czemu macie się do mnie przekonywać. I tak zaraz mnie stąd wyrzucicie... - nadąsałam się nadymając policzki i obserwując z konsternacją istoty.
  6. Próbowałam dostrzec przez mgłę właścicieli głosów jednak nic z tego. To mleko było białe jak... jak mleko. Nic w tym kiślu nie było widać, mimo moich zmrużonych oczu. W końcu jednak postanowiono się ukazać. Patrzyłam zaciekawiona by w końcu ujrzeć... Lisy? Gadające, łażące na dwóch łapach lisy... Nie no, to nie jest najdziwniejsza rzecz na świecie... ale... ten... no... niecodzienna. Uśmiałabym się gdyby nie fakt że wydają się być tutaj szychami. No i... eksperyment? To w końcu się udał? Coooo...? Miałam mętlik w głowie. - Spoko kiecka... - bąkłam oniemiała patrząc na obie postacie po czym zaczęłam przysłuchiwać się co mają do powiedzenia. - Ja... ale... - zaczęłam nie wiedząc jak ruszyć temat. -Czyli naprawdę istniejecie! Łał, nieźle. - To... kurcze. Nie no, nie wiem w sumie o co pytać... - wahałam się z podekscytowania. - Jak tutaj trafiłam, skoro przed chwilą byłam w jakimś elfickim podziemiu? I... kim w sumie jestem że nazywacie mnie mieszańcem? I w ogóle o co w tym wszystkim chodzi?
  7. Słuchałam powoli dochodząc do siebie co się dzieje, co mówią te całe murzyńskie elfy i po raz kolejny odczuwając pewne łaskotki czy swędzenie w okolicach jelita cienkiego na widok Aenteresa podtrzymującego mą drobną osóbkę niczym rycerz swą kochaną niewiastę. -Zaraz zaraz… - spytałam patrząc się to na jedno, to na drugie ogoniaste wcielenie władców. -To co to jest to geas? Czy gęś…? Czy to to tam jest... Nie chcę mieć z nią dzieci! Nie w taki sposób… Bez… wiecie… romantycznych chwil...- krzyknęłam panikując że była to jakaś elficka, zboczona praktyka (CHOLERNA MAGIA!! Nie znoszę jej!!!!!!!) Słysząc co chwila tajemnicze “TO” i “Musi dokończyć co zaczęła" przeszło mi przez myśl tylko jedno. “Osz w poślad Lincolna… Aborcja…” -Zdrowie? Ale co się dzieje? Co ma dokończyć? Coś zepsuła ze mną? - pytałam zdezorientowana rozglądając się po twarzach wszystkich zgromadzonych, nie bardzo wiedząc o co chodzi oraz co ważniejsze… Co począć. A no tak… Przecież ciągle mam zdrętwiałe nogi i kija mogę zrobić. Świetnie… Nagle czarno-biały świat zaczął się wybielać. Odczerniać. Znikać. I go nie było. -Ślepnę chyba. Cholerna mag…- ale nie dokończyłam. Gdzieś mi wszystko uciekło. Ale lipa, nie? *** *** *** *** *** Obudziłam się. Ciężko mi się oddychało, praktycznie rzecz ujmując był płytki. Ledwo wyczuwalny. Z resztą… coś było nie tak. Nic nie widziałam. I strasznie piekły mnie oczy. Niektórzy mówią że tak wygląda “olśnienie”. Ale jeśli tak się czują Ci wszyscy mózgowcy to nie chcę być mądra. Wolę być do końca życia głupia. Największą debilką świata, byleby mnie nie piekły oczuszka… Słyszałam tych jakichś dwóch gaduł co były tutaj ze mną. Czyli nie byłam sama. Ot taka… konkluzja (Mądre słowo, hihihi). Postanowiłam nie wychylać się i leżeć cicho. Nie miałam ochoty dawać znać że żyję. -Ja Ci dam mieszańca! Jestem stuprocentową kobietą, artystką, lisiczką i kij wie czym jeszcze! Ale czysta krew to moje jedno z wielu imion, wy brudne cygany… - wypaliłam niewiele myśląc. Szczyt wszystkiego! Tak obrażać ciężko pracującą, niewinną dziewczynką o tak ohydne oszczerstwa związane z jej rodowodem. Trzeba nie mieć serca i skrupułów żeby mówić takie przykre dla mojego lisio-artystycznego serduszka rzeczy! Ostatnio czułam się tak obrażona jak ta zgraja nawalonych bęcwałów mówiła że jestem tania i łatwa. łatwa nie jest, o nie! A tania… Tanya stała wtedy obok mnie łapiąc się za głowę na widok zataczających się grubasów. Gdybym mogła to bym ich opluła… Ale nie mogłam. Oczywiście niezbyt mogę się ruszać. Zaczynam się przyzwyczajać. Chociaż ma to swoje minusy… Nie mogę chodzić po scenie… na zakupy… I wyglądać zabójczo, zalotnie i porywającą. A przede wszystkim - uroczo. Raczej jak chińska lalka...
  8. Moje egzaltowanie obsydianowo-czarnej podłogi zostało przerwa przez pewną czarnoskórą dłoń, która poprzez delikatny ruch uniosła podbródek a więc i całą głowę ku górze. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem cesarzowej. Trochę głupio mi się zrobiło że patrzy prosto na mnie, podczas gdy mam odcisk dłoni na twarzy i jeszcze te cholerne pocenie się oczu! Patrzyłam się lekko otępiała na Cesarzową, ale coś w jej dotyku było takiego miłego. Kojącego. I jej troskliwy głos. Nic dziwnego że wydała się bardziej godna zaufania niż matrona. Mrugnęłam szybko kilkakrotnie i patrząc się z rosnącą ufnością na elfkę, uśmiechnęłam się drobnie. -Dzię-dziękuję... - powiedziałam nieśmiało. Tak jakoś wyszło. Neve wydała polecenie że mam iść z nią i sama ruszyła w kierunku drzwi. Rzuciłam wtedy okiem na Navę, która chyba dużo sobie z tego nie zrobiła i nic nie zmieniła w swoim zachowaniu. Zupełnie w ogóle nie mam pojęcia dlaczego, ale nie czułam potrzeby opuszczenia tej miłej kobiety by iść z opryskliwą jędzą. Z resztą... od kiedy to ja jestem czyjąś własnością?! Szybko jednak się okazało że to nie koniec. Przed twarzą śmignęła mi ręka Matrony, odtrącająca dłoń Cesarzowej. Zdarzenie to było na tyle niespodziewane i odbyło się tak blisko mojej buziuchny, że znowu musiałam cofnąć się dwa kroki lekko wystraszona. Nie chciałam znowu oberwać... Miałam wewnętrzną ochotę dobitnie powiedzieć co myślę o przywłaszczaniu sobie mnie przez kogokolwiek... Ale powstrzymały mnie dwie rzeczy: Obawa i niechęć do ponownego stawania między walczącymi siostrami. Zamiast tego asekuracyjnie zrobiłam jeszcze jeden krok do tyłu, zerkając czy w razie czego będę mieć gdzieś nie daleko jakąś osłonę przed ewentualnym strzałem. Oby tylko sala mi się zaraz nie skończyła. Pierwszy raz usłyszałam jak głos Cesarzowej staje się chłodny i jadowity. Aż ciarki mnie przeszły, mam nadzieję że nie dostąpię zaszczytu usłyszenia go przeciw mnie. I nagle stało się coś szybkiego. Nie do końca wiedziałam co, ale spróbuję to jakoś opisać, mimo że był to ledwie moment. Cesarzowa mało nie glebła od uderzenia Matrony. Ta natychmiast znalazła się tuż przede mną i złapała mnie w żelaznym uchwycie. Po całym jej ciele skakały piorunki a twarz była niczym z jakiegoś horroru. Chciałam się wyrwać z uścisku jednak bez skutku. Nie mogłam nawet odwrócić wzroku, jakaś siła kazała mi spojrzeć w czarne, puste oczy. Poczułam chłód i smutek z nich bijący, które przeszywały mnie. Trudno to wyjaśnić. Coś jakby wewnątrz mnie była czarna dziura ściągające ze mnie życie... Nie wiem jak Wam to inaczej wyjaśnić. Następnie szybko zaczełam czuć mrowienie a następnie drętwotę na całym ciele. Traciłam władzę nad ciałem a ostatnie słowa które wydobyły się z mych ust to "Cholerna magia..." Nie mogłam się ruszyć ale miałam świadomość tego co się dzieje. Ostatnie słowa Neve i zaliczyła spotkanie pierwszego stopnia z podłogą obrywając z jakiegoś zaklęcia. Gdybym mogła, uśmiechnęłabym się. Problem był tylko jeden. Puszczona z elfickich kleszczy widziałam jak świat się porusza, ucieka gdzieś ode mnie. Czekało mnie twarde lądowanie. Nawet nie mogłam zamknąć oczu i zacisnąć zębów co by się przygotować na ten niemiły fakt. Chociaż.... czy poczuję ból skoro nie czuję ciała...? Na szczęście jednak Aenteres złapał mnie nim zdążyłam upaść. Miła odmiana. Zazwyczaj jak mnie paraliżowali czy ogłuszali jacyś Łowcy Niewolników czy inne śmieszki to kończyło się z guzem na głowie i bolącymi plecami. Swoją drogą... chyba się zakocham. Na szczęście efekt nie był długotrwały. Nie mogłam się ruszyć ale chociaż ruszyć głową. Władcy byli jacyś... inni. -Co... co się stało? Czemu tak wyglądacie...?
  9. Yep. To był ten moment. Nie wierzyłam że faktycznie coś może się wydarzyć. A jednak. Przekonałam się. I to na własnej skórze. W jednej chwili poczułam jak dłoń elfki natrafia na mój policzek. Zderza się ze skórą na licku z głośnym plaśnięciem i spektakularnym, czerwonym śladem odznaczającym idealnie gdzie trafiła ręka Neve. Cios był na tyle niespodziewany że cofnęłam się dwa kroki, mało nie upadając a w lewym oku zaszkliła się pojedyncza łezka. Au... Bolało... -Uderzyłaś mnie... - duknęłam tylko, natychmiastowo jednak reflektując się by nie powiedzieć ani słowa więcej. Patrzyłam z lekkim zaskoczeniem na "panią". Nie było to jednak spojrzenie, jakim obdarzyła by królowa byle kmiecia za taki czyn. To było raczej spojrzenie zdradzonej istotki. Bidnej, zagubionej, opuszczonej... i zdradzonej. Tak się mniej więcej czułam, patrząc na elfkę. Myślałam że może jednak się jakoś dogadamy. Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć że sama stąd się nie wydostanę. Ale... widać chyba nie z tą elfką. Przyłożyłam dłoń do piekącego miejsca. Odruchowo można by rzec. Jakbym chciała skryć tą wstydliwą plamę widniejącą na twarzy. Opuściłam wzrok i wbiłam go w podłogę, nie ruszając się ani o milimetr. Jedyne co to głaskałam bolące miejsce a w pewnym momencie o podłogę uderzyła pojedyncza łza. Pierwsza i ostatnia. To nie jest tak że płakałam. Oko samo robiło tą wodę, chyba coś po prostu bardzo ludzkiego. Fakt, było mi trochę przykro ale nie takie rzeczy się znosiło. Nie miałam zamiaru ryczeć bo ktoś mi dał z liścia. Przynajmniej nie od razu. Nie odzywałam się ani nie podniosłam wzroku. Nie chciałam dostać znowu z rykoszetu być może z czegoś mocniejszego.
  10. Już od samego początku Cesarzowa wydała się przyjemniejsza od dotychczasowej "posiadaczki". Nie krzyczała i nie miała jakichś dziwnych pretensji do mnie. Zgodnie z poleceniem podniosłam się. Trochę już mnie kolanka zaczynały doskwierać. Z resztą, przyjemniej się rozmawia ze względnie podobnego poziomu. Więc jak proponuje to czemu nie. Była taka... uśmiechnięta. Aż dziwnie trochę na tle podirytowanej Neve... Na następne słowa elfki pokiwałam głową nie śmiąc odezwać się ani słowem. Nie do końca z resztą wiedziałam co się do cholery dzieje...Czekałam że może jednak pozwolą mi iść do domu... Cesarzowa jednak wiedziała że jestem z "powierzchni" i nawet coś słyszała o tych całych Kitsune! To już było coś. Została tez wyceniona przez dotąd milczącego elfa, chociaż czy wysoko czy nisko musiała wnioskować po reakcji "widowni". Samo określenie nic jej nie mówiło. I to spojrzenie wszystkich tutaj obecnych. -To dobrze? Czy nie...? - spytałam niepewna swego losu. i w tym miejscu zaczęła się sprzeczka między dwoma elfkami: Matroną a Cesarzową. Wyglądało jakby nie każdy mógł się na to odważyć. Przekomarzały się i przekomarzały. Nagle wydałam się tutaj jakaś ważniejsza niż dotąd wychodziło. Jeszcze nie wiem w jakim sensie ale tak jakoś to wyglądało! Cesarzowa zdjęła maskę i ukazała swoją twarz. Śliczną twarz. Gdyby nie fakt że wolę chłopaków to bym się chyba mogła zakochać. Albo trochę wypić. Wtedy też można się skusić. Ciekawe w ogóle jakie mają tutaj flaszki i inne. Może jedna wystarczy by zakochać się w Cesarzowej. Aczkolwiek... ta jest chyba zajęta. Więc co się tam będę. Z resztą chyba Neve by się to nie spodobało. Chociaż wyglądało jakbym przestała być jej "własnością". Jakbym kiedykolwiek była. Bleah. -Hej,ale jaja - odezwałam się patrząc raz na jedną, raz na drugą elfkę. -Jesteście dość podobne. Niezła magia.Podobnie jak uspokojenie jej... jak to robisz? - zapytałam wychodząc zza pleców Neve i stojąc po bokach dwóch elfek, przyglądając im się analizującą. Sytuacja jednak szybko się wyjaśniła -Aaaaa... Oooo... Uuuu... Jesteście siostrami... Aaa, ooo... jakby to ująć... nieźle.... Ale chyba nie przepadacie za sobą, co? Nie żeby coś, tak mi się tylko wydaje... - zaczęłam gdybać na głos. -Swoją drogą, ciekawiiło mnie to zawsze. Jak się odróżniałyście jak byłyście... no, ten... że żadna nie była Władczynią? Bo skoro wyglądałyście tak samo to chyba był z tym problem, nie? - zerkałam pytająco, próbując znaleźć jakieś osobliwe różnice między siostrzyczkami. -Tooooo, co teraz, skoro już uzgodniłyście co i jak? - spytałam będąc ciekawą czy wreszcie mogą mnie odesłać do domciu.
  11. Również dziękuję wszystkim współgraczom. Mam nadzieję że gdzieś jeszcze w przyszłości połączymy swoje siły.
  12. Przerwa co najmniej tydzień - problemy rodzinno-organizacyjno-życiowo-nijakie czy jak je tam zwał
  13. Konomi Akagi -Taaak! - zawtórowała z zapałem Lily która po kolei wymieniała zalety żeńskiej ekipy ratunkowej. Konomi nabrała trochę otuchy. Nie będzie sama w tym wszystkim. Ma wsparcie! -Na pewno łatwo nie będzie. Ale co to dla nas! poradzimy sobie! - mówiła, po czym przetarła oczy by pozbyć się zalegających, dość problematycznych łez. Ostatnich na razie. W drużynie trochę było jej raźniej. A jak się okazywało to nie byli wszyscy. -Wychodzi że będzie nas jeszcze więcej? Chyba faktycznie mamy zamiar tego pomyleńca zrównać z ziemią. Hejka - przywitała się ze wszystkimi po czym na komentarz Theo odwróciła wzrok lekko speszona. Nie wiedziała jeszcze czy dobrze zrobiła że tak zrobiła. Ale na razie czuła się z tym ciutek dziwnie. Chociaż... Te moce może jeszcze przydadzą się na coś. Na razie nie może utrzymać na odległość nawet durnego duszka. Chociaż zapałkami może rzucać. -Jak dla mnie teleport ciągle jest wygodniejszy niż zabawa w śmierciożercę z Harry'ego Pottera. Zwłaszcza że po którymś razie znika potrzeba puszczenia pawia. - zapewniła azjatka, czując się po tym stwierdzeniu ciut śmielej. Dziwne i trudne zjawisko do wytłumaczenia. -Wam też kogoś wymazali z życia? Czy jesteście charytatywnie? - podpytała Kono ciekawa całego tego zbiorowiska.
  14. I tak oto zaczęła się nasza podróż przez miasto elfów w towarzystwie pewnej dwójki czarnoskórych. Przyznam szczerze że nigdy nie odwiedziłam elfickiego miasta - dużo ich raczej nie ma u nas. Te to raczej idą na łatwiznę i pchają się do tego, co już zbudowane. Darmozjady i tyle. Ale chociaż dobre zioła czasem mają. Czasem... Pierwsza część naszej wycieczki krajoznawczej zaczęła się najciekawszym, najbardziej oryginalnym i niezaprzeczalnie najulubieńszym aspektem. -PIEPRZONE SCHODY - mruknęłam ze złością pod nosem, łapiąc zadyszkę gdzieś w połowie tej gehenny. Dlaczego nie ma tu windy? Albo ruchomych schodów? Albo czegoś w tym guście! Tylko nie! Trzeba męczyć ludzi tymi cholernymi pomyłkami w historii budowania i wygody - schodami! W końcu jednak, mimo nietęgiej mimo po pokonaniu jednej z największych życiowych przeszkód, na mojej twarzy pojawił się zachwyt. Przynajmniej tak bym to nazwała. No ładnie, domek - pierwsza klasa! Nie jeden z tych pseudobogaczy takim by nie pogardził. Mój co prawda w różowiutkim puszku lepszy ale niech im będzie. Każdy ma swój styl, swój gust, nawet bezguście jest pewnym rodzajem gustu, aczkolwiek raczej takim miernym. Whatever! Idąc i oglądając posiadłość Neve słyszałam także pomruki i szepty. Po krótkich oględzinach i przemyśleniach doszłam do wniosku że chodzi o mnie. Jestem w centrum atencji! Coś nie tak ze mną? Spódniczka mi się podwinęła i widać mi majtki?! *szybki zerk* Nie, na szczęście nie... Może źle wyglądam! Gdzieś coś się rozmazało i wyglądam jak debilka *nurk do torby by wyciągnąć ukradkiem lusterko co by zerknąć na się* Nie, też ujdzie w tłumie... Acz mogło być lepiej... Really... Chyba że... Okej... to może mieć sens... Logiczne... Przecież to takie proste... Patrzyłam po zgromadzonych na korytarzach, przedstawionych na obrazach i innych i trafiło to do mnie. To przecież takie oczywiste! Przecież to są murzyńskie elfy... Więc widok kogoś białego musi ich wprawiać w zakłopotanie. Zwłaszcza tak urokliwego! I jeszcze ten dziki fiolet! Niecodzienny pośród tej białej masy! Po prostu jestem tutaj inna.... Śliczniejsza.... To dlatego! Podążając za tubylcami w końcu dotarliśmy do wrót. Otwarły się a mym oczom ukazało się miasto. Miasto negro-elfów! Stojąc w progu przyznam ze wzbudziło to pewne wrażenie. Na pewno było piękniejsze niż dzisiejszy Nowy Jork. Wszędzie maszyny, radioaktywne odpady i wszechobecny burdel, nielicząc dzielnicy bogaczy. Każdy krok to była ekscytująca podróż po nieznanym jej świecie. Pięknym świecie. I to pod powierzchnią ziemi! Podziwiałam każdy mijany cal miasta, obecną tutaj ludność, tak jak oni podziwiali mnie. To był taki dwustronny podziw. Zerkając na stoiska sklepowe aż dech zapierało od ekskluzywnych wyrobów od których aż tchnęło przepychem. Nie mogłam jednak skupić się na podziwianiu w pełni, nie wspominając o przymierzaniu poszczególnych elementów. Zwłaszcza oczy mi się zalśniły widząc stoisko z biżuterią. Musiałam jednak uważać by nie zgubić Aentresa. Słabo by było gdzieś tutaj przepaść. Za każdym razem gdy ten się odwracał by zobaczyć czy ciągle deptam mu po piętkach, widział mój szczery, podekscytowany uśmiech. Jak u małego dziecka. W końcu mym oczom ukazała się kolejna budowla. Był to pałac. Niewątpliwie. Tam siedziała szycha tego wszystkiego. Dobrze że w pobliżu nie było muchy, gdyż gdyby jednak - ta niewątpliwie wywołałaby falę kaszlu. Oniemiałam na widok takiej budowli. Z moich ust jedyne co się wydobyło to pełne podziwu "Wow" ogarniając wzrokiem i zbliżając się do konstrukcji. To było niczym zamek z jakiegoś fantasy! Zwłaszcza później. Wnętrze. -O...mój...pieprzony...w odbyt... Boże... - wydukałam gdy uderzyła mnie ilość przepychu i złota. Nawet najbogatszy łachmaniarz z powierzchni nie miał takiej ilość świecidełek u siebie, takiej ilości służby w takiej ilości drogocennych dodatkach. Ba! Tutaj nawet sama bym mogła robić za służbę! Podróż przez budynek minęła raz-dwa, przerywana tylko krótkimi "wow" i podziwianiem tego co się tutaj znajduje. Ale jednak... Nadszedł czas wejścia do sali. Komnata tronowa. To tutaj mieliśmy dotrzeć - przed oblicze... tej... no... Cesarzowej która tu siedzi i cesarzuje. Tak przynajmniej się wydawało. W końcu to pałac Cesarzowej, jak mówił wcześniej Aentres. Zaczęłam odczuwać lekki niepokój. Oby ta nie groziła mi batem jak Erubi... Widząc że prowadzące mnie elfy uklękły, też postawiłam zrobić jak one. Tutaj nie ma cackania. Lepiej niech będzie jak oni chcą. Zerkałam nieśmiało na siedzących na tronach, jednak gdy elf odezwał się przedstawiając kogo przyprowadził, spuściłam wzrok. Cholera wie czy jak będę się gapić to czy w łeb nie dostanę! Usłyszałam melodyjny głos skierowany do mnie. Zestresowałam się trochę. Wiedziałam że stoi tuż przede mną i zlepia swój wzrok we mnie. Też może nigdy nie widziała białej istoty... -Tak, zgadza się. - odpowiedziałam nieśmiało. - Dokładniej Laura Valentine Astaroth Maplefall, ale wszyscy zwracają się do mnie przez "Astaroth". Laura raczej w bardziej oficjalnych sytuacjach. Mniejsza... - ugryzłam się w język. Błagam Cię mała! Nie teraz! Panuj nad sobą bo inaczej zrobią Ci z dupska jesień średniowiecza! -Dla mnie to zaszczyt poznać tak zacną osobistość. - dodałam licząc że może w ten sposób ochronię swoją biedną pupkę. -Mam nadzieję że przedstawiła mnie w samych superlatywach, nie chciałabym już na start wyjść na potwora. Nie zdradziła mi jednak jeszcze co opowiadała na mój temat. -odpowiedziałam z nutką zainteresowania. Neve nie wyglądała jeszcze moment temu jakby wiedziała co się dzieje. A cały czas była z nami... Jak więc mogła coś o mnie powiedzieć... Coś mi tu śmierdzi... Zaraz znowu będą mnie męczyć czy aby przypadkiem na pewno nie jestem demonicą czy innym czymś... Geeeeeeeeeeeeeez~
  15. Konomi Akagi No i stało się. Dwie beksy wtulające się w siebie na granicy lasu. Do czego to dochodzi... Ale przy Lily, Konomi mogła sobie pozwolić na takie uzewnętrznianie. Oczy obu dziewczyn były szkliste, twarze zaczerwienione a nosy, chociaż przypał o tym mówić - zasmarkane. Obie doskonale rozumiały swój ból... i swoją stratę. -Okropność... - przyznała Konomi płaczliwym tonem - Mi porwali siostrę... I to praktycznie sprzed nosa. A rodzice kompletnie o niej zapomnieli. Jakby nigdy nie istniała!- skróciła swoją historię do tych kilku zdań po czym smarknęła i dodała z wyczuwalną złością i pewnością siebie - Ale teraz zapłacą za to. Zadarli z nie tymi czarodziejkami co trzeba, prawda? Pomożemy sobie? - spytała patrząc przyjaciółce prosto w oczy, trzymając ją za dłonie, jakby szukając tym samym potwierdzenia na swoje słowa.