Roia

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    61
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Roia

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny

Previous Fields

  • GaduGadu 18983323

Ostatnie wizyty

190 wyświetleń profilu
  1. Ja nie wiem co mam robić ze sobą x D Czuję się zupełnie zielona w tych klimatach. Ava zajmuje się rozmawianiem. Negocjacją. O ile znajdę jakiś kurs przygotowujący mnie na bycie Face'm. No. I może w tłumie wbić komuś nóż w bebechy, ale nie jest to przecież wymagające szczególnych zdolności. Poza tym może supportować, bo nie ma bardzo dużych zdolności bojowych. Strzela z niewielkiego pistoletu i potrafi sprzedać naprawdę, Naprawdę porządnego liścia. Albo kopa w krocze.
  2. Ava Nie wiadomo skąd pochodzi, kim była wcześniej, jak się naprawdę nazywa, ani jakie są jej motywacje. Zapytana kieruje rozmowę donikąd, nigdy nie udzielając jednoznacznej odpowiedzi. Nigdy nie obnosiła się magią, nie wygląda też na to, by nosiła przy sobie broń. Nie licząc oczywiście niesamowicie szczerego uśmiechu, jaki potrafi przywołać na swojej twarzy. Jest małomówna, jeżeli nie potrzebuje niczego. Nie oddala się też zbytnio od Dave'a. Jest jego cieniem. Filigranowym obserwatorem, któremu zdarza się zaszyć obok jego rosłego boku. Zagajona, odpowiada serdecznie i wygląda przyjaźnie. Taka też jest gdy rozmawia ze swoim towarzyszem. Zdaje się być naiwna, jest godną podziwu abstynentką i zdaje się nieco nie rozumieć otaczającego ją świata. Zdarzyło się jej jednak uraczyć paru gości na tyle lodowatym spojrzeniem, że rozmowy cichły na chwilę, a samej Avie darowano kilka godzin spokoju. Podczas nich zdarzyło się jej zagaić o darmowe (najgorszej rzecz jasna jakości, rozwodnione) piwo, które podsunęła Dave'owi. Parę przyjaznych słów i przez kolejne kwadranse mogła rozkoszować się jak ochroniarz je sączy...
  3. Młoda, filigranowa dziewczyna, nie opuszczająca Dave'a na krok. Chodząca, małomówna zagadka. I potrafi uśmiechnąć się niezwykle czarująco.
  4. Ja po prostu lubię tego autora... x D
  5. Większy obraz Avalaria. Dziewczyna skrywająca naprawdę wiele tajemnic... Równie urocza co niebezpieczna. Podąża za Davem jako Face.
  6. Przepraszam D: Czy mogę jeszcze dołączyć do sesji?
  7. Możesz zabić Norani, skoro nie ogarnia jeszcze, gdzie się je, a gdzie się umiera.
  8. Z Frankiem zdecydowaliśmy się wypisać z sesji. Poza powodami oczywistymi, nie odpowiada nam też styl prowadzenia sesji, więc sobie odpuszczamy. Dziękuję za grę. Cieszę się, że mogłam wcielić się w postać Norani i życzę powodzenia uczestnikom oraz Mistrzowi Gry.
  9. Granie ze sobą ma swoje plusy. Na przykład trafnie przewidujesz poczynania przeciwnika.
  10. Najpierw Nathaniel zniknął, Sozuo jak dostał posta, to się wypalił, ja umieram ;_; Potrzeba resuscytować
  11. W późniejszej części posta pisaliśmy przygodę wspólnie, dlatego nie zaznaczałam wtrąceń MG, one tam są i MG może potwierdzić. Nie ma Nathaniela od dłuższego czasu, więc nie redagowałam całości i nie podjęłam znaczących decyzji.
  12. Norani, Nathaniel, Mistrz Gry Wtedy dostrzegła kulę światła za plecami Nathaniela i usłyszała śpiew. Było w nim coś niepokojącego i urzekającego. Keroji w jej umyśle zupełnie oddał się muzyce, ta mu się podobała, zdawało się, że wywoływała w nim nostalgię... a jednak nic nie powiedział. Nie chciał, chciał dać Norani pretekst do wyniesienia się pod jego przewodnictwem. Jego uczucia wpłynęły na zmysły dziewczyny. On skupiał się na tym i w jej umyśle słyszała echo tej muzyki, echo, którym zachwycał się demon. Jej opór spełzł na niczym. Poddała się też, chociaż... wobec czego się poddaję? Już nie wiedziała. Straciła zmysły, straciła zdolność myślenia. Wiedziała, że sięga po kulę, chyba widziała swoją dłoń... i jeszcze jedną, obcą. Ale nie interesowała ją ona. Tylko kula... śpiew... Te nagle zniknęły, odzyskała zdolność myślenia. Keroji zaklął siarczyście, ale w jego głosie Nora wyczuła podniecenie. Wrzask ocucił ją całkowicie. Dostrzegła dwa wilkołaki i ducha, odwracając szybko głowę zobaczyła kolejne dwa mutanty. Musimy wrócić do środka! Nathaniel musi. Szybko rzuciła w myślach i wyjęła z pochwy obie saksy. Zatrute, zaklęte. Nie miała zamiaru powstrzymywać się przeciwko tym przeciwnikom. Dostrzegła przez czarne plamy, że wielkie postaci skaczą w ich stronę. Chciała się skulić i zakryć uszy, ale wiedziała, że wtedy zginie. Daj mi! Daj mi to zrobić! Usłyszała krzyk w swoich myślach, paradoksalnie nieco przygłuszający wrzask ducha i niosący ulgę. Zignorowała to, bo nie miała siły na nic innego. Postarała się działać odruchowo, tak, jak się nauczyła. Skoczyła do przodu, żeby wilk ogłupiał zmianą położenia celu i wyciągnęła prawą rękę, by wbić jedno ostrze między żebra sylwetki, a drugie - lewe, w bok agresora, z nieco większym zamachem, Nathaniel... Pomyślała i z większą determinacją próbowała skupić się na utrzymaniu równowagi i wycelowaniu. Miała nadzieję, że widział, że dostrzegł. Czy da radę zabić wilka nie będąc ranionym? Czy da radę ochronić Nathaniela? Gdyby tylko poczuła nacisk szponów na swoim ciele, zanim te przebiją skórę, albo gdyby została przygwożdżona do ziemi truchłem... ukryłaby się w Cień. Stamtąd zaatakowałaby drugiego wilkołaka w plecy, by móc ochronić towarzysza. Możliwe, że Norani już nie wróci przez barierę, ale Nathaniel mógł. Nathaniel podążał za kulą jak we śnie, jego wątpliwości w jednej chwili odeszły na drugi plan, a on wraz z Noranii wyszedł na zewnątrz bariery. Gdy się jednak “przebudził” zaczął się koszmar. Mentalny atak Banshee przyćmił jego zmysły, więc z trudem w ciemnościach lasu rejestrował nacierające sylwetki. Wiedział tylko, że są duże, szybkie i zabójcze, a co najgorsze nie są demonami. Kątem oka zobaczył, że jego towarzyszka już ruszyła na postać atakującą z lewej strony, więc Nathaniel zwrócił się kierunku przeciwnika z prawej strony. Złapał się za wiszący na szyi amulet by wzmocnić połączenie z swoim anielskim patronem, po czym sięgnął do jego mocy. Jednak ta nie chciała się słuchać, nie należała do niego i nie widziała powodu, dla którego miałaby się słuchać człowieka. Kapłan musiał siłą zaczerpnąć jej fragment i pociągnąć do siebie. Nie miał czasu na subtelności, brutalnie otworzył przejście, a fala mocy wypełniła jego ciało paląc je od środka. Ból i moc jednak pomogły mu odzyskać jasność widzenia i pozwoliły mu ujrzeć wilczą paszczę znajdującą się na wyciągnięcie ręki od swojej twarzy. Nathaniel wypuścił więc całą nagromadzoną moc w jego kierunku. Nie była to może zbyt efektywne wykorzystanie takiej mocy, gdyby miał więcej czasu być może postarał by się bardziej skoncentrować energię ale w tym momencie liczyło się tylko przeżycie. Gdy moc opuściła jego ciało, aż się zachwiał, a płuca przy każdym wdechu płonęły ogniem. Mimo to szybko się opanował, jego oczy rozbłysły złotym blaskiem, w ręku zalśniła buława. Dalej był odrobinę oszołomiony, ale często musiał walczyć w takim stanie. MG Norani: Z powodzeniem wbijasz miecz w doskakującego przeciwnika, czujesz jak ostrze zgrzyta o kości. Wilkołak siłą impetu poleciał na ziemię parskając krwią z pyska. Ty jednak nie oglądałaś się na niego. Weszłaś na plan cienia, żeby parę metrów obok wyjść za plecami wilkołaka szturmującego nathaniela. Nathaniel: Wyszarpujesz całkiem sporą dawkę mocy, i ciskasz nią prosto w pysk wilkołaka. Widzisz jak energia zmiata wilkołaka do tyłu przenikając jego ciało i łamiąc kości. Norani: Nie zdążyłaś uciec w porę, zobaczyłaś jak jasne światło przenika przez plecy wilkołaka, wypalając miejscami dziury w jego ciele. Jednocześnie z falą światła jego cielsko poleciało w Twoją stronę zwalając Cię z nóg. Szorując kilka metrów po ziemi przygnieciona truchłem zostałaś nieźle pokiereszowana, choć poważniejsze rany zadało anielskie światło, oparzając Twoją skórę w miejscach gdzie przeniknęło przez ciało wilkołaka. Nathaniel nawet nie oglądał się na odlatujące ciało wilkołaka. Gdyby ten był w stanie natychmiastowo wstać po takim ciosie i tak nie mógłby go w żaden sposób powstrzymać. Teraz całą uwagę skupił na flankujących napastnikach. Choć był sprawniejszy od zwyczajnego człowieka, to jednak nie sądził, że bez anielskiego wsparcia mógłby dorównać obu bestiom na raz. Kątem oka zarejestrował jeszcze, ze Noranii gdzieś zniknęła. Uznał, że w sumie to dobrze, że uciekła, choć jednocześnie poczuł rozczarowanie. Jednak szybko odegnał niepotrzebne emocje. Przy walce o życie są one całkowicie zbędne. Zamierzał uskoczyć przed najbliższym wilkołakiem w taki sposób, by oddzielał go on od drugiego, jednocześnie wyprowadzając uderzenie buławą, mającą połamać coś oponentowi. Spostrzegła tylko falę światła. Demon w jej ciele szarpnął się, dziewczyna nie zdążyła skupić się dość by wejść w Cień. Wilkołak został zniszczony, usłyszała gruchot jego kości i gdy poczuła ból, była pewna, że to koniec. Zamroczyło ją, spadła na ziemię i tam weszła w Cień, gdy tylko Keroji soczystą wiązanką ją ocucił. Stamtąd wyskoczyła za plecy banshee by jednym z ostrzy ciąć pionowo przez plecy, a drugim przez szyję wrzeszczącego stworzenia. Nie wiedziała, czy jej wilkołak nie żyje, wiedziała, że ten rażony magią światła nie żyje. Jej udo, bok i okolice obojczyka parzyły bardziej niż ogień, ale nie mogła się zatrzymać. Dotyk ubrań na skórze powodował lekki ból, mroczki nie ustępowały, bazowała już na innych zmysłach. Po cięciu nie czekałaby na efekty, ale znów zagłębiła się w Cień od razu. Żeby móc wyskoczyć przed wilkołakiem, który był dalej od Nathaniela, wbić w jego pierś jedno z ostrzy, znów skoczyć do Cienia i zaatakować podobnie plecy ostatniego z wilkołaków. O ile się uda. To mogło być bardzo męczące w tej formie, ale wciąż zależało jej na towarzyszu. Wszystko, byle go nie trafić, byle go nie zranić. MG Nathaniel: Lekko zadrasnąłeś bliższego wilkołaka, który również zamierzał na Ciebie uderzyć, głowica buławy musnęła wyciągnięte ramię. Ten jednak ruszył od razu do kontrataku, rozrywając zbroję na twej piersi i średnio raniąc pazurami w klatkę piersiową. Norani: Twoje magiczne ostrza rozszarpały banshee na strzępy, ta wydając z siebie ostatnie tchnienie rozpadła się na cząstki energii i znikła. Ledwo jednak uniknęłaś ciosu topora od uzbrojonego kościotrupa, który wyskoczył, wraz z grupą 8 zombie. Uskoczyłaś do Cienia żeby zaatakować wilkołaka od pleców. Ten nawet Cię nie zauważył, więc z prostotą przeszyłaś mu serce. Gdy padał zauważyłaś ranionego na początku wilkołaka, który teraz właśnie miał zamiar rozerwać paszczą kark nathaniela zachodząc go od tyłu, kiedy ten był zajęty walką. Rzuciłaś się żeby dobić przeciwnika nim zdąży zaatakować i skutecznie rozpłatałaś mu gardło. Widocznym było że powoli zostajecie otaczani coraz większą liczbą przeciwników, powinniście działać dosyć szybko. Wojownik poczuł jak pazury rozorały mu skórę przebijając się nawet przez stalową zbroję. Ból był potężny, ale Nathaniel bez większych problemów nad nim zapanował. Magia anielska zadawała znacznie boleśniejsze rany. Nathaniel zamiast odskoczyć dalej i starać się utrzymać wroga na dystans, natarł na niego próbując roztrzaskać czaszkę przeciwnika swoją bronią. Musiał zakończyć to starcie jak najszybciej. Czas działał na korzyść wilkołaka zwłaszcza, że zła aura dookoła zaczynała gęstnieć, co najpewniej znaczyło przybycie kolejnych przeciwników. Jednakże Nathaniel był zbyt pochłonięty by zarejestrować cokolwiek innego. Był tylko on i przeciwnik. Nic innego się w tym momencie nie liczyło. Mimo iż bestia była diabelnie szybka, doświadczenie Nathaniela pozwoliło mu rozłupać czaszkę przeciwnika, przed tym jak bestia rozszarpała mu gardło. W tym czasie Norani wydała ostrzegawczy okrzyk za plecami Nathaniela, wbijając w chwilę później ostrza w ciało bestii. Krzyknęła imię Nathaniela, zagrożonego dotychczas przez oponenta, którego właśnie zaatakowała.Głos w jej wnętrzu również krzyczał... Wojownik odwrócił się zaskoczony, widząc truchło wilkołaka tuż za swoimi plecami. Skinął głową dziewczynie, ciesząc się, że osłaniała jego tyły, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu kolejnych przeciwników i zamrugał zdezorientowany. Norani najwidoczniej w tym czasie zdołała powalić dwa pozostałe wilkołaki oraz upiora. I to bez użycia demonicznej mocy, a przynajmniej Nathaniel jej nie wyczuł. Mimo to nie miał teraz czasu tego rozważać, nadchodziła kolejna fala nieprzyjaciół a wojownik nie zamierzał sprawdzać ilu zdoła wziąć ze sobą zanim przytłoczą go liczebnie. -Zbyt wiele ich biegiem do obozu- Krzyknął i zerwał się do biegu. Norani puściła się za nim. Mogła być tam szybciej. Już ujawniła zdolność, o której nie wspominała wcześniej, ale będąc blisko mogła zareagować szybciej, gdyby coś zaatakowało jej towarzysza. Czy bariera ją przepuści? No dalej! Zrób to! Wiem, że tego chcesz! Keroji był bardzo podekscytowany. Czuł jej ból, to go rajcowało i pobudzało, ale nie dość, by chciał w tej sytuacji walczyć z Norani. MG Jakieś 3 metry od granicy obozu zakrzywiła się przestrzeń, formując portal między dwoma planami. Wyglądał na średnio stabilny, jednak nie miało to większego znaczenia, z portalu wychyneły dwa ifryty i beholder. Ten drugi wysunął się na prowadzenie, skupił wzrok na dziewczynie i wystrzelił wiązką energetyczną ze zrenicy. Za nim ifryty wznieciły ścianę ognia wysokości dwóch metrów, przez którą przeskoczył rycerz śmierci na koniu, szarżując na was. Gdy otwarł się przed nimi nieznany portal, Nathaniel poczuł nagły przypływ mocy. Gdy jego wzrok rozbłysł złotem ujrzał dwie znienawidzone aury chowające się za większą plamą czerni. Wojownik zamierzał ominąć beholdera by móc uderzyć od razu na Ifryty, ale wtedy między nimi wyrosła ściana ognia, a Nathanie zawahał się. Z wielkim trudem zdołał się powstrzymać przed próbą jej sforsowania. Nie mógł zostawić Noranii, na pastwę tego czegoś... Norani jednak ani myślała dać się zabić. Szybko schowała sztylety do pochwy. - Biegnij, Nathanielu, biegnij! - Krzyknęła, a jego zmysł mógł wyczuć kolejnego demona, potężnego, dziwnie znajomego... za jego plecami. Jęk dziewczyny przypominał warkot zwierzęcia, skryła się w Cieniu, żeby uniknąć wiązki Oka. Wyłoniła się z Cieni natychmiast, przed rycerzem, z lekkim rozpędem. Szarpnęła do przodu prawą ręką, której dłoń zacisnęła w pięść, aby kostne ostrze wbiło się w środek twarzy stworzenia. Jeśli nie zada mu śmiertelnej rany, miała nadzieję go zrzucić. Rycerz śmierci zasłonił się mieczem, jednak siła uderzenia zrzuciła go z siodła. Dziewczyna szarpnęła ręką w bok, by odtrącić miecz przeciwnika, gdyby mogła, złapałaby go za nadgarstek wbijając weń swoje szpony, a na ziemi przyszpilła przedramię jeźdźca do ziemi, wbijając z mocą swoje ostrze. Drugą zaś ręką, pewnie ignorując ból jaki roztoczy się od uderzenia powalonego, atakowałaby jego twarz, wściekle i mocno wbijając kostne ostrze w łeb stworzenia. Zamachnęłaś się z całej siły na przybitego do ziemi przeciwnika, aż gruchnęło a łeb rozpadł się na dwoje, wciskając truchło w ziemię Dziewczyna skoczyła w Cień, by zaskoczyć beholdera. Miała zamiar wyskoczyć za nim, złapać za jedną z macek i wbić ostrze w centrum ciała stworzenia, jak najgłębiej. I szarpnąć w dół, by rozorać jak najwięcej ciała. Beholder runął na ziemię, rozorany w pół. Norani... a może raczej demon, odwróciła się przodem do ifrytów a tyłem do Nathaniela, odsłaniając mu swoje plecy, z których wyrastały wypustki, najprawdopodobniej po niegdyś utraconych skrzydłach, skostniałych, pokazując mu plecy, z których kręgosłupa wyrastały kolce, gdzie całość okraszona była granatową jak noc łuską. Wykonała gwałtowny ruch dłonią w bok, jak gdyby mówiła tym “precz”. - Zróbcie przejście! - Krzyknęła władczym tonem, nieco warkotliwym i groźnym, pełnym agresji. Krzyknęła w języku, którego Nathaniel nie znał, w języku demonów. Mógł zrozumieć jej słowa dzięki amuletowi od druida. Nathaniel szykował się już do ataku, na beholdera, gdy nagle wyczuł potężną demoniczną aurę tuż za swoimi plecami. Nie zastanawiając się od turlał się do przodu i odwrócił by stawić czoła nowemu zagrożeniu. Był w pełnej gotowości bojowej, gdyż magia anielska sunęła do niego nieprzerwanym strumieniem, gotowa wesprzeć go w walce z tak potężnym przeciwnikiem. Za sobą nie ujrzał jednak nic, przynajmniej ludzkim wzrokiem. Jego anielskie spojrzenie zdołało zarejestrować błyskawicznie przemykający MROK. Nathaniela przeszedł dreszcz, na wspomnienie innego demona posiadającego podobną umiejętność. Natychmiast skupił się i skierował swoją moc tworząc trzy metrowy bąbel światła wokół siebie mający, przynajmniej teoretycznie uniemożliwić demonowi teleportację bezpośrednio za plecy wojownika. Zaklęcie przygotował już dawno, pomagali mu w tym inni kapłani i teoretycznie nie zostawiało ono wokół niego miejsca na cień w który mógłby się wkraść demon. Z tym, że zaklęcie nigdy nie zostało wytestowane bo od dziesięciu lat nie spotkał się z podobnym monstrum. Nathaniel czekał w najwyższym skupieniu gotów uderzyć jak tylko demon zmaterializuje się na skraju pola. Jednakże nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego demon natarł na kościanego jeźdźca, obalając i łamiąc go brutalnie. Gdy Znienawidzony Nieprzyjaciel rzucił się na beholdera, Nathaniel przyglądał się temu zdezorientowany. Demony nienawidziły aniołów prawie tak samo, jak Archanioł nienawidził demonów, dlatego nie mógł zrozumieć czemu ten stwór od razu go nie zaatakował. Nagle wojownik zaczął się gorączkowo rozglądać wokół siebie i z przestrachem odkrył, że nigdzie nie widzi Norani. Gdy jeszcze raz spojrzał, na drobnego lecz potężnego demona, o zdecydowanie kobiecej sylwetce zamarł. Ogarnęło go zrozumienie, gniew, ulga, a przede wszystkim nienawiści. Niewytłumaczalna i pierwotna, ogarnęła całe jego ciało, kazała mu natychmiast rzucić się do walki. Wojownik zdał sobie sprawę, że stoi już gotów do natarcia, a w ręku z całych sił ściska broń. Nathaniel jednak spróbował stawić opór tej nienawiści, przypomnieć sobie, że to przecież Noranii, dziewczynka a nie jakiś demon… Lecz nie mógł, moc która go wypełniała kazała mu natychmiast uderzyć w Nieprzyjaciela. Z każdą chwilą zwłoki gromadziło się jej więcej i ciało oraz wola Nathaniela powoli się poddawała. Zamknął oczy, a przez powieki wciąż prześwitywała złota poświata silniejsza niż zazwyczaj. Kapłan spróbował zrobić coś czego jeszcze nigdy wcześniej nie robił. Skupił się na swoim połączeniu z Archaniołem, które teraz było swobodnie otwarte a nieograniczona moc czekała tylko aby jej użyć do gromienia demonów. Nathanel ogromnym wysiłkiem woli ograniczył to połączenie. Nagle poczuł się znacznie słabszy, całe jego ciało krzyczało, że powinien sięgnąć po moc by móc się bronić. Jednak wiedział, że gdyby na to pozwolił nie zdołałby uniknąć walki z Noranii. Musiał się więc odsłonić. Otworzył oczy w momencie gdy demonica stała już nad okrutnie rozerwanymi zwłokami Beholdera i wołała do pomniejszych demonów by się rozstąpiły. Aż wzdrygnął się na dźwięk tych plugawych słów. Nagle poczuł jak zardzewiałe ostrze ześlizguje się po jego zbroi, a dotyk rozkładającego się truchła, które chciało właśnie rozpruć jego gardło przypomniało mu o pomniejszych nieumarłych z tyłu. Pojawienie się umarłych pomogło oderwać uwagę od demonicy, która kiedyś była bliską mu osobą. Zdzielił zombiaka buławą po czym rzucił się w kierunku ściany ognia, licząc, że wbrew wszystkiemu demony posłuchają rozkazu. Ifryty rzeczywiście ustąpiły, płomienie przerzedziły się jednak portal zatrząsł się, co poniosło się echem na ziemii pod waszymi nogami. Z portalu wystrzeliła wielka ręka, a za nią druga rozszerzając go kilkukrotnie. Wewnątrz można było ujrzeć prastarego, złego ducha ognia i mroku. Jego sylwetka przeszła przez portal, górując nad wami, mając wzrost 4 metrów. Zanim jednak zdążyliście cokolwiek uczynić przez demona przeszła wiązka czarnej energii podobna do ostrza miecza, która rozcięła go na pół. Wiązka śmignęła ponad waszymi głowami ścinając kilka drzew i wzniecając chmurę pyłu i ziemi. - CO WY TAM DO CHOLERY JESZCZE ROBICIE?! - usłyszeliście wściekły krzyk Temujina. Ifryty skoczyły w popłochu do portalu, widząc padającego przełożonego. Ledwie przeszły przez portal, a ten został zniszczony przez gigantyczną kamienną pięść która spadła z nieba. Nathaniel słysząc zawołanie i pokaz siły Temujina nic nie powiedział tylko przyśpieszył biegu, chcąc jak najszybciej znaleźć się w kręgu. Spanikowała i gdy Nathaniel mijał ją, złapała mocno jego rękę i szarpnęła do przodu, ciągnąc go za sobą. Gdy tylko demonica złapała Nathaniela za ramię, stworzona naprędce bariera załamała się i wojownika ponownie zalała fala upajającej mocy. Przeciwnik był blisko a on działał bez namysłu. Z całych sił zdzielił przeciwniczkę łokciem w twarz jednocześnie wyszarpując ramię. Zaćmiło ją. Dlaczego to zrobiła? Wystraszyła się głosu Temujina. Chciała zniknąć z tego miejsca, a jeszcze bardziej chciała, aby Nathaniel dostał się pod barierę. Cios ją oprzytomniał. Poczuła ból i zagrożenie. Wojownik mógł ją zabić. Machinalnie skoczyła w Cienie. Nathaniel dosięgnął przeciwniczki uderzeniem, ale nim zdążył poprawić cios buławą odkrył, że demonica rozpłynęła się w Cieniu. Anielskim wzrokiem był w stanie zarejestrować jej ruch, a do okoła siebie ponownie roztoczył zaklęcie “Bańki Światła”. Przewiesił buławę przez pas i pochwycił amulet, by móc skatalizować bardziej skomplikowane zaklęcie. Musiał je związać w taki sposób by uderzało bezpośrednio w aurę Wroga, tak by nawet brak ciała nie mogło go w pełni uchronić. Norani wyłoniła się tuż pod barierą, a tam przybrała ludzką postać. Wyglądała na zbolałą i wyciągnęła do Nathaniela rękę, wierzchem dłoni do dołu, żeby zachęcić go do przyjścia. Albo natarcia. Nathaniel widział jak Cień gwałtownie natarał na barierę i ujrzał materializującą się przed nią postać. Wojownik pamiętając starcie z podobnym demonem był gotów do natychmiastowej reakcji spodziewając się ataku, ale on nie nastąpił, zaś obecność demonicznej aury zanikła. Nathaniel wciąż czuł pełną gotowość do walki, magia w nim buzowała, ale jednocześnie poczuł się zdezorientowany. Gdzie się podział Nieprzyjaciel? Rozglądał się tylko bezradnie na boki a moc zaczęła z niego uchodzić. - Chodź, Nathanielu. Już jestem sobą. - Powiedziała dość tylko głośnym głosem, by wojownik dosłyszał. Ten drżał, jakby był dla Norani wysiłkiem. Zerknęła na oddalone jeszcze ożywione trupy. Czuła niepokój. Nie da rady teraz ochronić towarzysza. Jej skóra była delikatnie zaczerwieniona, skóra na przedramionach wyglądała na pokracznie zabliźnioną w dwóch miejscach. Na udzie, boku i przy obojczyku miała niewielkie, ale wyraziste oparzenia. Gdy się odezwała Nathaniel spojrzał na nią. Nie pamiętał zbyt wiele ta walka była inna niż pozostałe, pamiętał jakieś obrazy ale… Potrząsnął głową. Najpierw muszą wrócić do kręgu, potem wszystko się przypomni. -Musimy wrócić do kręgu. Walka…- zawahał się nie pamiętając do końca co się właściwie stało, kto wygrał- walka skończona. To powiedziawszy ruszył do kręgu. Gdy Nathaniel podszedł do niej, już nie próbowała go dotknąć. Przekroczyła barierę w chwili, gdy on ją przekroczył. Kilka kroków dalej upadła na kolana, ciężko oddychając. Spojrzała na Nathaniela nieokreślonym spojrzeniem. Jakby z prośbą, ale lękiem, jak ktoś oczekujący na ścięcie. Wojownik spojrzał ponownie na dziewczynę i widząc strach w jej oczach zrozumiał, że to co pamięta było prawdą… Nagle poczuł się bardzo słaby i usiadł ciężko opierając się o jeden z konarów martwego drzewa. Żywe trupy za wami uderzyły w barierę chcąc ją przejść, ale zamiast tego po prostu wyparowały przy kontakcie, jakby coś je zdezintegrowało. - Następnym razem zabronię komukolwiek z oddziału wam pomóc, o świcie macie być w pełni sił. - rzekł sucho Temujin. Po czym odwrócił się plecami do was i bariery i ruszył w stronę drzewa, nie zwracając uwagi na aurę zła i śmierci z żałosnym skutkiem dobijającą się do granicy. Dziewczyna wzdrygnęła się, widząc tę scenę kątem oka. Ją mogło czekać coś podobnego. Niemal dziwiła się, że weszła bez przeszkód do środka. Spojrzała w stronę, z której dobiegał głos i skinęła głową, przyjmując rozkaz. To wciąż było lepsze niż ucięcie głowy. Nathaniel spojrzał na wyparowywujące zombiaki i parsknął śmiechem. Gdy podszedł do nich Temujin udzielając reprymendy, też miał problem z zachowaniem powagi, ale zdołał zdusić śmiech. Kiedy dowódca odszedł oparł się wygodniej o drzewo i zamknął oczy. Kolejny raz udało mu się przeżyć, co więcej nikt nie zginął. Wbrew wszystkiemu to był udany wypad, a oficer może sobie narzekać tyle ile dusza zapragnie. Go to nie obchodziło zupełnie. Leżał tak przez kilka minut starając się w możliwie pozytywnym świetle ocenić ostatnie wydarzenia. Kiedy Temujin odszedł, a Nathaniel zaczął chichrać się pod nosem, dziewczyna położyła się na trawie w miejscu, w którym upadła wcześniej, zakryła głowę ramionami. Podniosła się z trudem i na czworaka podeszła do Nathaniela, zatrzymując się półtorej metra od niego. Usiadła w seiza i zaniepokojona wpatrzyła się w Nathaniela. - Zraniłam cię tym? - Zapytała, dopiero teraz dostrzegając nieco złotawe białka Nathaniela. Wyglądała na przejętą tym faktem, chociaż wyglądała też, jakby ostatnie wydarzenia wpłynęły mocno na jej ciało. Kuliła się, spinała, a jej oddech wciąż był nieco pogłębiony. Nathaniel odetchnął głęboko, po czym spojrzał gdzieś w przestrzeń. - Dobrze walczyłaś. - Stwierdził wreszcie, po czym wzruszył ramieniem. - A czy reszta ma jakieś znaczenie? Zbliżyła się do niego kilka kolejnych drobnych kroków na kolanach i dłoniach, usiadła w seiza tuż przy jego ciele i oparła się o jego tors swoim, głowę opierając między szyją a ramieniem. Skinęła głową, co raczej mógł wyczuć niż zobaczyć. Nathaniel spiął się wyraźnie pod dotykiem dziewczyny, ale się nie odsunął. Ustalili już dawno, że ma jakieś związki z demonami, o których woli nie mówić. I w tedy to zaakceptował. Czy ostatnie wydarzenia naprawdę coś zmieniły? - Zaufałam ci. - Szepnęła słabym, zbolałym głosem, troszkę tak, jakby była z tego dumna. Nathaniel mógł ją zabić, albo przyczynić się do jej śmierci. Tymczasem tylko dostała kuksańca w głowę. Słysząc jej ton nie mógł powstrzymać ciepłego uczucia. To wciąż ta sama dziewczynka, którą znaleźli w pałacu. Choć teraz przynajmniej nie tak bardzo przerażona. - Zaufałaś - potwierdził, choć w jego głowie kłębiły się setki również mniej pozytywnych odpowiedzi, mówiących o tym jak wielkie jej groziło ryzyko, gdy paradowała przed nim jako demon. Mimo to uznał, że właśnie ta najkrótsza odpowiedź będzie najlepsza. Podniosła lewą dłoń i bez siły uderzyła Nathaniela w pierś, symbolizując swoją wcześniejszą siłę. - Pogoniłam je. - Szepnęła z trudem, po czym jej dłoń opadła i z wyczerpania głęboko zasnęła.
  13. Och, Vladko, ależ to takie rycerskie bić się o pannę... Nieprawdaż, Nathanielu?
  14. Vladko jak zawsze zaborczy i czujny.