Adaline

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    633
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Adaline

  • Ranga
    Dyplomowany operator kostek
  • Urodziny 09.11.1992

Previous Fields

  • Systemy RPG postapo, sci-fi, fantasy, D&D, autorskie, Mass Effect <3
  • GaduGadu 53887240

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Overwatch

Ostatnie wizyty

2484 wyświetleń profilu
  1. Tori T'mequa Podczas przesłuchania Vira zasłabła i musieli przerwać przesłuchanie Merisa. Zawieźli ją do ambulatorium, okazało się, że to niegroźna dolegliwość. Chwilę później przyszedł kapitan z informacją, że lecą na Noverię. Noveria. Wiele o tej planecie słyszałam, ale nigdy tam nie byłam - pomyślała lekarka. Najbardziej zaciekawiło to, że mają tam pójść bez broni i mają się spotkać z kontaktem na tej mroźnej planecie. -Załatwmy to szybko i wróćmy do przesłuchania Merisa - powiedziała. Skoro kapitan jej tak ufa, że powierzył Asari ważną funkcję to musiała coś zrobić dobrze. Skaner po raz kolejny tego dnia się znów przyda. Szukać technologii medycznych. Nie powinno być problemu - pomyślała Asari jak dobrze się wczuć w nową przykrywkę. Kluczem misji jednak było spotkanie się z kontaktem na Noverii. Podróż trwała w miarę dobrym tempem, aż w końcu trafili na strażnika. Gavos powiedział swoje, więc Tori tylko skrzyżowała dłonie za plecami i czekała na odpowiedź strażnika i mogli ruszać dalej.
  2. Tori T'mequa - Jakbyś zgadł - powiedziała Tori opierając się o jedną ze ścian i wpatrywała się w dużą postać. Od jakiego pytania tu zacząć by nie zdenerwować “przyjaciela”. Może wiedział coś czego oni nie wiedzieli, na przykład kim jest osoba, która im uciekała? Bądź dlaczego został ranny? Spojrzała na jego nowe ubranie. To my mamy coś takiego na statku? - pomyślała unosząc brew do góry w geście zdziwienia, że mają ubrania nawet dla takiego monstra, jakim był Yahg. -Gdy wezwałeś pomoc byłeś ranny. Co się stało? Salarianie się napatoszyli? - zapytała lekarka.
  3. Tori T'mequa Nie wiadomo kim była osoba, która wysiadła z poduszkowca, ale wydawała się mieć dobre zamiary albo to było zagranie pod publiczkę. Nie posiadaliśmy jeszcze tak zaawansowanego środka lokomocji jak poduszkowiec. Wszystkie fundusze poszły na renowację Cytadeli po ataku Żniwiarzy? Skoro Żniwiarze zostali wybici w pień, to samo Cerberus, i to samo również spotkało gethy, to kto mógł pozyskać technologię maskowania? Może niedobitki Błękitnych Słońc? Nie, aż mądrzy to oni nie są. Batarianie? Wątpliwe pytanie. Hierarchia Turian? - tu spojrzała na Virę. Nie, skąd. Turianie? Salarianie? Drelle? Kroganie? Może ludzie? Też nie są na za głupi by coś takiego wymyślić po ataku Żniwiarzy - te pytań krążyło po głowie doktor Tori. Kto może mieć dostęp do takiej technologii, szczególnie tuż po wielkiej wojnie? - pomyślała. W sumie tuż po zniszczeniu ostatniej żywej komórki Żniwiarzy, każdy się pewnie “rzucił” na technologię maskowania. Tylko pytanie kto? - Nie mam pojęcia kto mógłby w stanie wejść w posiadanie sztuki maskowania - odparła Tori na pytanie kapitana.
  4. Tori T'mequa Może tylko chcieli nas nastraszyć - pomyślała lekarka, bo co jak co, ale atakowanie takiego okrętu jak “Alba” nawet jeśli to byłby myśliwiec to jak zabierać się z motyką na słońce. Pytania były w sumie dwa. Pierwsze to, kto to był? Drugie, po co atakowali nasz okręt, a później dali nogę? Mieli “przewagę sytuacyjną”. Zamiast nas dobić oni po prostu uciekli z podkulonym ogonem. Rozkaz został wydany i musieli udać się do Mako. Druga misja, oby tym razem nie był to kolejny Yahg do kolekcji. Chyba, że to będzie coś znacznie gorszego. Oby się pomyliła, miała już dość wrażeń jak na jeden dzień.
  5. 13 marca 2012 roku, godz 21:40 Debbie Smith, osiemdziesięcioletnia mieszkanka Mannheim , wracała od lekarza. Była smutna, bo cztery lata temu dowiedziała się, że ma raka piersi, a do tego jej wnuk zniknął. Jak i całe dwa procent ludzkości. Miała delikatnego Parkinsona, podeszła do drzwi i drżącymi dłońmi próbowała otworzyć zamek od domu. Dom był kupiony przez jej męża w 54’ roku, kiedy były ciężkie i zarazem bardzo trudne czasy. To było ledwie dziewięć lat po zakończeniu II wojny światowej, na ulicach miasta jeszcze chodzili żołnierze z karabinami maszynowymi i manierkami na wodę. Gdzieniegdzie czołgi trzeszczały swymi gąsienicami. W takich warunkach przyszło Albertowi kupić dom z dala od maszyn, wojny, wybuchów na morzu. Mannheim też było lekko okupowane przez Niemieckich żołnierzy, stały haubice i działa samobieżne. Nad głowami latały Ju 87 zwane Sztukasami. Życie wtedy było piekłem, ale teraz zostały tylko wspomnienia i smutek. Nic natomiast nie uśmierzy bólu po stracie ukochanego wnuka. Wnuk nazywał się Dennis i co chwila przyjeżdżał do babci w odwiedziny. Matka Nicole i ojciec Kevin pracowali w Costco, więc mały spędzał z bunią całe lata, aż do końca. Tego dnia 8 marca 2012 roku zniknęła cała rodzina. Jeden z wielu, wielu przypadków, gdy znikają całe rodziny, znajomi. Podeszła do niej kobieta ubrana na biało i pomogła jej otworzyć drzwi. -Dziękuję - oznajmiła starsza pani, odwróciła się i ujrzała kartkę. Starsza kobieta spojrzała na dziewczynę w białym kolorze. -Oddajcie mi wnuka!!! - krzyknęła kobiecina i drzwi drewniane się zamknęły. 15 marca 2012 roku, godz 11:34 Taylor rozkładał zdjęcia i przyklejał je na ścianie budynku, zdecydowanie przypominały osoby, które zniknęły. Te osoby nigdy nie wrócą, a w wraz z nimi córka Daisy. Scarlett przytłaczała myśl o swej córce i samym Taylorze. Czyżby już pogodziła się ze stratą córki i odtrąceniem męża? Nie, to były jeszcze świeże rany. Za świeże. Dziewczyna pewnego dnia wyszła z domu trzymała plik kartek ze zdjęciami małej Daisy oraz dopiskiem “ktokolwiek widział ktokolwiek wie”, ze łzami w oczach wieszała na drzewach, słupach, koszach na śmieci czy samochodach. Wiele osób szukających swoich znajomych, rodziców czy synów i córek wieszali zdjęcia swych bliskich osób. Tak nakładali na siebie zdjęcia, że przysłaniali sobie nawzajem plakaty. Tyle ludzi, bez powrotu. Zniknęli. Mężczyzna odszedł od Taylora, a na jego plecach był napis. “WE ARE SALVATION"
  6. Tori T'mequa Co tym razem? - pomyślała Tori, gdy w ich okręt uderzyło coś, i nie była to asteroida, bo by się odbiła od pola siłowego “Alby”. EMP przeciwnego okrętu, jak się zdaje, wyłączyło prawie wszystkie systemy dowodzenia statkiem, Dive przełączyła się na inne tryby swoje zasilanie. Od kiedy to VI sprzeciwia się rozkazom kapitana? Dobra nieważne - przez myśl przeszło niebieskiej asari. Ten dzień najwyraźniej nie chciał się skończył. “Albą” wstrząsnęło, ale Tori akurat w tym momencie jeszcze siedziała na swoim miejscu, więc tylko przesunęła się razem z nim odrobinę w lewo. Wyciągnęła M6 i sprawdziła stan pochłaniaczy ciepła po chwili przeładowując ciężki pistolet. -Może konkrety Foster, jaka grupa oraz którzy ludzie i nie-ludzie mają bronić Yahga, a którzy mają bronić okrętu - powiedziała Tori wstając z miejsca. Oczywiście głos w tej sprawie pozostawiła kapitanowi “Alby”.
  7. 8 marca 2012 roku, godz 16:45 Stało się. Wielka panika i szukanie bliskich osób. Lecz bezskutecznie. Oni już mieli nigdy nie wrócić. Wszechobecny chaos, rozpacz, zamęt po stracie najbliższych osób. Koleżanek, kolegów, rodziców, dzieci, kuzynów, braci, sióstr czy przyjaciół. Zniknęli. Tego dnia o tej godzinie. Jednak nie wszyscy zniknęli równocześnie, bo córka Taylora Jenkinsa zniknęła niemal na oczach rodziców. 15 marca 2012 roku, godz 11:30 Pierwszy tydzień był najgorszy dla wszystkich osób, a szczególnie dla mężczyzny, który stracił córkę, a żona wyprowadziła się do matki. Nie miał też łatwo Carol Donohue z Minessoty. On natomiast stracił żonę, która spała obok niego. Carol pracuje jako kierowca autobusu, ale w tym tygodniu miał akurat wolne. Wyszedł na ulicę, pustą ulicę. Każdy miał teraz swój świat, swoje pragnienia, by osoby, które zniknęły mogły powrócić. Swoją tragedię również przeżyła inna osoba, a mianowicie sąsiadka Taylora z Nowego Yorku, której zniknęła siostra, obie były w tym samym wieku czyli dwadzieścia siedem lat. Taylor teraz nie miał głowy do tego by bliżej zapoznawać się z sąsiadką. Minął tydzień, a wciąż brak odpowiedzi. Wtedy to, gdy Taylor szedł ulicą rozmyślając i wypłakując stratę Daisy. Na przeciwległej prostej zauważył kogoś w białym ubraniu i palącego papierosa oraz wpatrującego się w mężczyznę.
  8. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do pogrążonych w niewiedzy ludzi o zniknięciu ich najbliższych jak i całych 2% ludzkiej populacji. Rekrutacja otwarta
  9. Tori T'mequa Udanej, też coś - pomyślała asari. Nie udało im się nawet pochwycić potwora, który ich zaatakował, bo ten mówiący się raczej nie liczył. Vira miała swoje zdanie na temat gadatka Merisa, to imię coś jej mówiło, może przeczytała to w jakiejś książce. Nieważne, misja dobiegła końca. Sygnał prawdopodobnie wywołał Yahg. -Nie ma co tu gadać. Misja zakończona średnio na jeża, więc przejdźmy do rzeczy - powiedziała chłodno lekarka, trochę jej humor się pogorszył, może chciała już po prostu mieć ten dzień już z głowy, i rano wstać w lepszym nastroju. Czekała na ewentualne odpowiedzi członków drużyny.
  10. Tori T'mequa -Jeden mnie już urządził, nie chcę mieć powtórki - powiedziała lekarka dodając już do kroganina -Obezwładniamy i dostarczamy do bydle salarianom - powiedziała. Nie chciała być znów celem ataku. Kto wie co takiemu strzeli do łba. Niech rozmawia z nimi, ale w bezpiecznej odległości. Wycelowała pistolet w nogi potwora. -Ktoś ma coś do dodania? - zapytała.
  11. Mój błąd. Nie mam kalendarza przed nosem więc nie wiem Post pojawi sie 23.03.2018
  12. Mój post będzie w czwartek. Jutro jestem zajęty
  13. 7 września 2011 roku, godz 5:00 Za dwa dni minie dziesięć lat od zamachu na World Trade Center. Największej tragedii w dwudziestym pierwszym wieku. Taylor musiał iść do pracy. Pracuje w Nowo-Jorskiej gazecie. Dziś miał napisać recenzję świeżo wypuszczonego filmu, czyli “Larry Crowne - uśmiech losu”, który mężczyzna widział dzień temu w kinie. Brunet wstał razem z budzikiem, który był ustawiony na godzinę piątą rano, czyli za oknem ledwo było widać słońce, które i tak było za ciemnymi chmurami, gdyż zapowiadało się na deszcz. Mężczyzna odświeżył się, zjadł śniadanie i wziął jakieś jedzenie do pracy. Kierunek do niej miał godzinę drogi samochodem, ale to nie było większym problemem dla mężczyzny. Wyszedł na ulicę w garniturze, bez krawata, za to miał ładne buty. Wystawił rękę do góry by zauważył go kierowca nadjeżdżającej taksówki. -Dokąd? - zapytał kierowca. Taylor podał adres i kierowca ruszył. Był na miejscu jakieś piętnaście minut po czasie. W drzwiach zastał Zarę Perry, redaktorkę gazety. -Gdzieś ty był? Już miałam dać tą recenzję Michaelowi - powiedziała dziewczyna. Michael Stanton był doświadczonym już recenzentem, miał dobre pięć lat w zawodzie. Taylor próbował coś nazmyślać. Zara wskazała mu drogę do stanowiska. 7 września 2011 roku, godz 12:45 Taylor przypominał sobie na bieżąco fakty z filmu. Raport miał być zdany do piętnastej, bo o 15:30 Zara miała regulaminową przerwę, a chciała ujrzeć to zanim naniesie ewentualne poprawki do recenzji mężczyzny. Czas naglił, ale Jenkins zdawał się nie odczuwać presji czasu. Recenzja została zdana dwadzieścia pięć minut po czasie, czyli idealnie wstrzelił się w jej przerwę. 24 grudnia 2011 roku, godz 19.50 Była Wigilia wprawdzie do niej było jeszcze sporo czasu, ale już rodzina Jenkinsów świętowała ten radosny dla wszystkich czas. Czas, w którym wszystko jest łatwiejsze, czas, który nazywamy szczęściem. Za oknem prószył śnieg, a mała Daisy wpatrywała się w okno, to był jej czwarty śnieg w swoim życiu, a zarazem ostatni. Scarlett i Taylor przygotowywali jeszcze ostatnie przedwigilijne posiłki, miało być w końcu dwanaście potraw i miejsce na dodatkowej, niespodziewanej osoby. Taka tradycja się już zdażyła na tym świecie i po dziś dzień ją przestrzegamy. Choinka była ubrana, prezenty były pod nią, ale Daisy musiała jeszcze poczekać do północy. Wtem ktoś zapukał do drzwi. Puk, Puk, Puk. -Sprawdź kto to - powiedziała żona. Taylor wytarł ręce od wody i podszedł do drzwi. Za drzwiami stał kurier. Mężczyzna otworzył drzwi i odebrał paczkę wcześniej podpisując odbiór przesyłki. To była niespodzianka dla Daisy. -Zaraz dołączę do ciebie tylko muszę coś załatwić - powiedział Taylor i zamknął się w sypialni. Otworzył paczkę, a tam był koń na biegunach. Zapakował go w świąteczne opakowanie i wsadził pod choinkę, gdy dziewczynka była w swoim pokoju. 25 grudnia 2011 roku, godz 00.00 Wszyscy zasiedli do posiłku, wcześniej zmówili pacierz. Daisy chciała jak najszybciej zobaczyć prezenty, więc grymasiła przy każdej dokładce. -No zjedz jeszcze troszkę. Za mało zjadłaś - ponaglała małą dziewczynką Scarlett. Ta założyła ręce na siebie krzyżując i odwracając głowę. W końcu i ona dała za wygraną. Daisy zaczęła od największego prezentu. Szelest rozrywania papieru unosił się po domu odbijając od ścian. Mała zrobiła wielkie oczy i usiadła na koniu na biegunach, a rodzice patrzyli na dziewczynę z uśmiechem na twarzy. To były ostatnie prawdziwe i szczere uśmiechy w ich życiu. Potem już nigdy nie było jak dawniej.
  14. Tori T'mequa -Niestety Gavosie nie wracamy, mamy kolejne zadanie do wykonania - powiedziała lekarka, gdy opuściła Mako odebrawszy wcześniej wiadomość SOS. -Musimy zbadać sprawę źródła sygnału, które jest przechwytywane przez nasze urządzenia w pojeździe - powiedziała Asari i dodała. -No już jedziemy - wsiadła do Mako i wraz z Kroganinem i turianką ruszyli zbadać źródło sygnału. Pierwsze co pomyślała to sygnał Protean, ale mogła się mylić. Dotarli na miejsce dość szybko. -Sygnał dochodzi z tego drzewa, miejcie się na baczności - oznajmiła Asari. Wyszła z pojazdu i usłyszała słowa nieznajomego, każda z ras miała swoją barwę głosu, ale tej barwy nie mogła określić. -Niczego nie obiecuję póki się nie upewnię, że warto - powiedziała mając wyciągniętego M-Kata. Nikomu nie można ufać. -Wyłaź stamtąd! - rozkazała Tori.
  15. Mnie tam obojętnie i tak się wyrabiam z odpisami, ale stawiam na 72 godziny.