Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Adaline

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    563
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Adaline

  • Ranga
    Dyplomowany operator kostek
  • Urodziny 09.11.1992

Previous Fields

  • Systemy RPG postapo, sci-fi, fantasy, D&D, autorskie, Mass Effect <3
  • GaduGadu 53887240

Profile Information

  • Gender Male
  • Location SSV Tempest

Ostatnie wizyty

1614 wyświetleń profilu
  1. 12 Września 2016 roku Godzina 17:45 Brama Uczelni Kilka minut później, nastolatki znalazły się za bramą uniwersytetu. W tym miejscu miała na nich czekać limuzyna. Czekała, wraz z szoferem, który leżał martwy na masce samochodu. Jego szyja i ręce były pogryzione i krwawiły obficie, a pusty wzrok mężczyzny wlepiał się w ich trójkę. - Co, co to ma znaczyć? – zapytał wstrząśnięty Alexander Markus nic nie powiedział. Wyglądał na zaskoczonego całą tą sytuacją. - Miejcie się na baczności. Cokolwiek go zabiło, pewnie wciąż się tu kręci – rzucił do Fabienne i Alexandra -Dziękuję za wyjaśnienie - odparła nastolatka. Po chwili Markus zarządził “wymarsz” z sali. Co też uczyniła. Przekraczając próg poczuła znów swą moc jak dawniej. Wróciła - pomyślała Fabi. Ona wiedziała co wróciło. Minęło kilka minut i znalazła się już poza placówką, gdzie Victoria dała im księgi ze znakami. Bardzo przydatne informacje nie ma co. Spuściła głowę wlepiając oczy w podłogę, rozmyślając jeszcze niedawne wydarzenia. Uniosła głowę i wymsknął się jej krótki acz nagły krzyk, gdy ujrzała ciało szofera leżące na masce samochodu. Kolana jej miękły z każdym spojrzeniem na nieruchome ciało. Tylko puste spojrzenie szofera patrzyło na nią. Drżała w przestrachu. Zakryła usta. Potem całą twarz. Znieruchomiała. Przez palce spojrzała raz jeszcze na trupa. -Boże. nie mów tak. Proszę… - powiedziała mając kluchę w gardle. Rozejrzała się po okolicznych oknach czy aby nikt nie patrzy, ale chyba nie znalazła żywej duszy. To tylko zły sen. Tylko sen. Tylko…. - powtarzała sobie jak mantrę w myślach. Wszystko jednak okazało się prawdą. Nie mogła patrzeć. Zakryła twarz w dłoniach. Ta sytuacja prawię zmroziła krew w żyłach Markusa, nigdy nie widział tak zmasakrowanych zwłok zrobiło to coś silnego i brutalnego i nie mogło to być zwykłe zwierze - Alexander dzwoń po policje, a ja dzwonię do Dziadka - Poinstruował Alexandra i wyciągnął swój telefon, gdy wybrał numer zwrócił uwagę na - Fabienne musisz się uspokoić, wycofujemy się na teren kampusu. Musimy ich o tym poinformować, poza tym są tam bariery które nas o chronią w razie gdyby to coś tu jeszcze było - Spojrzał na Fabienne czy posłuchała jego słów. W tej sytuacji nie mogli pozwolić sobie na takie zachowania emocje należało trzymać w ryzach inaczej staną się one przeszkodą. - Idźcie przodem, będę za wami - Powiedział czekając na reakcję reszty i przyłożył do ucha telefon. - Dziadku mam problem coś zabiło szofera i może dalej gdzieś tu być, wracamy do na teren kampusu, nie rozłączaj się - Przekazał informacje Staruszkowi chowając telefon do kieszeni. Alexander wyglądał na spiętego, ale podszedł do dziewczyny i położył jej dłoń na ramieniu. - Nie martw się – szepnął – Wszystko będzie dobrze – dodał Na szczęście nie silił się jakieś żarty. Cała trójka zachowała powagę i była gotowa na spotkanie z niebezpieczeństwem, chociaż Markus układał inny plan i chciał wciągnąć go odpowiednie służby. Spod limuzyny zaczął pojawiać się dziwny, czarny gęsty dym. Cień gęstniał i opuszczał bezpieczną kryjówkę, by pojawić się przed nowymi gośćmi. Fabienne i chłopcy widzieli, jak ta forma życia zaczyna się dzielić na pomniejsze twory, które zaczęły nabierać wyraźnych kształtów. Wilki. Zrodzone z cienia i ciemności wilki o czarnym umaszczeniu i czerwonych oczach oraz ostrych pazurach i kłach zmierzały w kierunku nastolatków. - Jest ich pięć – powiedział Aleksander – Nie znam się na magii i niewiele mogę zrobić w tej sytuacji, a każda moja próba zrobienia czegoś innego może źle się skończyć. I wszystko potoczyło się błyskawicznie. Jeden z wilków zaatakował jako pierwszy. Bestia celowała w dłoń Aleksandra i zatopiła w niej swe kły, ale nie na długo. Nie zdołała się nimi utrzymać w skórze chłopaka. Do agresora dołączył drugi wilk, który doskoczył do nogi, lecz spotkał się z nagłym kopniakiem w pysk. Trzeci z oponentów zainteresował się Fabienne i ruszył w jej kierunku. Rzucił się na wiedźmę, która zdołała uniknąć ataku, a wilk uderzył zębami i łapami w ziemię. Aleksander próbował coś zrobić. Zdecydowanie coś nadnaturalnego, lecz jego próby spotkały się z porażką. Jednak chłopak się nie poddał, Chwycił najbliższą gałąź i zamierzał użyć jej jako ewentualnej broni. Kolejny z wilków podchodził powoli do Markusa i obnażał swoje kły. Nastolatek rzucił pomysł ucieczki, ale chwilowo oponenci postanowili utrudnić sprawę. Dziadek oczywiście odebrał telefon lecz na odległość nie mógł nic zrobić. Wilk rzucił się na Yorka. Bestia powaliła chłopaka na ziemię, a następnie zatopiła swe kły w gardle. Krew. Mnóstwo krwi zaczęło opuszczać zranione miejsce. Markus musiał szybko coś zrobić, jeśli chciał przetrwać. - Markus! – krzyknął Aleksander Wszystko działo się bardzo szybko, atak nastąpił niespodziewanie, Markus nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Musiał szybko działać. - Motus - Wycharczał używając zaklęcia Telekinezy, by oderwać wilka od siebie i przy okazji skręci. Gdyby to się udało użył swojej wita kinezy do zasklepiania ran. Po tym skupił się na kolejnym przeciwniku - Motus - ponownie używając zaklęcia telekinezy by zakończyć żywot bestii. Fabienne uniknęła ataku wilka odchylając się w lewo. Na szczęście wilki jej nie drasnął. -Szybki skur… - chciała przeklnąć, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Popatrzyła za siebie ile metrów ma do drzwi wejściowych, ale zanim pobiegnie tam jeden z wilków zaatakował Markusa, a ten mamrocząc zaklęcia chyba mu się uda pokonać wilka samemu, więc bez zbędnych ceregieli uda się do wnętrza budynku by tam przeczekać atak i wziąć kilka głębszych oddechów i opanować łomot serca. Pierwsze zaklęcie poskutkowało. Wilk został odepchnięty z ciała Markusa, który skoncentrował się na wyleczeniu swojej rany. Korzystając z nadnaturalnej zdolności regeneracji, rana ulegała powolnemu gojeniu. To był bardzo bolesny i powolny proces. W między czasie, Markus postanowił skręcić kark. W ruch znów poszedł czar. Rozległo się głośne chrupnięcie, a widmowy wilk padł martwy na ziemię i zaczął się rozpływać. Jego esencja opuszczała to ciało. W trakcie zmagań Markusa, Fabienne wykorzystała szansę na ucieczkę. Udało jej się to! Migiem znalazła się przed bramą, która jednak była już zamknięta. Szarpnięcie o klamkę nic nie dało. Przygotowany do obrony Aleksander został celem jednego z wilków. Bestia zaatakowała chłopaka, ale jej atak nie był dość skuteczny. McQueen został się obronić przy pomocy chwyconego kijka. Wystarczył szybki ruch, by zębiska wilka zatrzymały się na drzewcowej broni. Pozostałe dwa wilki, które wcześniej zaatakowały Kitsune ponowiły atak. Jeden z nich rzucił się na ramię chłopaka, a drugi zaatakował nogę, lecz jego zęby słabo wgryzły się w wybrane miejsce. Ostatni wilk nie zamierzał odpuścić Fabienne i rzucił się na dziewczynę, popychając nastolatkę na bramę. Bolało, ale nie za bardzo. Fusion widziała jak bestia przybliża swój pysk z ostrymi jak brzytwy zębiskami. Aleksander dość szybko zrzucił z pleców napastnika, a gdy ten wylądował na plecach, dwukrotnie został dźgnięty ostrym końcem kija w samo gardło, po to by jak najszybciej zakończyć żywot agresora, który zaczął się rozpływać. Dziewczyna szybko znalazła się przy drzwiach. -No dalej! Ruszcie się! - krzyczała na siebie szarpiąc za klamkę. Wilk, który szedł za nią wpadł na nią, aż ta wpadła na drzwi. Jęknęła cicho z bólu, ale to naturalne jak się uderzy o metalowe drzwi. Odwróciła się opierając ramionami o drzwi. Wilk szedł w jej stronę kłapiąc zębiskami. -Ossox! - rzuciła zaklęcie blondynka. Miała nadzieję, że zadziała od razu, bo jak nie to będzie źle. Chyba, że da mu w pysk z buta. Fabienne usłyszała ciche łupnięcie, a właściwie odgłos trzaskającej kości. Wrogi wilk zawył z bólu i stracił równowagę. Markus przez krótki moment czasu obserwował walkę Alexandra. Widząc, że towarzysz ma kłopoty, chłopak skierował swą dłoń w kierunku najbliższego wilka i powiedział - Motus Wystarczyło to jedno słowo i garść własnej mocy, by wilk został odrzucony. Czar rzucił oponentem o najbliższe drzewo. Markus nie zamierzał dawać za wygraną - Motus – rzekł po raz drugi Tym razem czar odniósł mniejszy sukces. York pragnął skręcić przeciwnikowi kark, ale urok tylko delikatnie przekręcił szyją i przednią łapą wilka. Chłopak wiedział, że wróg nie ponowi w tej chwili ataku. Agresor mierzący się z McQueenem nie zamierzał darować mu śmierci kompana. Zaatakował Kitsune, raniąc go w udo. Pazury i kły przerwały materiał spodni. Alexander syknął z bólu. Tymczasem wilk mierzący się z Fabienne próbował wyleczyć swą złamaną łapę, którą owinęła ciemność. McQueen kontynuował swoją walkę. Jego ciosy kijem były poprawne. Oponent oberwał dwukrotnie po pysku, lecz to było za mało, by zrobić mu jeszcze większą krzywdą. Na ziemi wylądowało kilkanaście kropel krwi zranionego wilka. Zaklęcie Fabi zadziałało za pierwszym podejściem, to był dobry ruch by może trochę pomocować się z drzwiami. Szarpnęła raz, dwa i trzy, ale brama stała jak stała. Hm - pomyślała dziewczyna. Odwróciła się w stronę łachudry i zmrużyła oczy. Ty albo ja - pomyślała i wyciągnęła szybkim gestem dłoń przed siebie krzycząc. -Motus! - miała nadzieję, że trafi przeciwnika. Markus postanowił dokończyć sprawę z ogłuszonym wilkiem, jeśli nie teraz może później stanowić problem ponieważ nie było to zwykłe zwierze, a w jakiś sposób zaklęte. -Motus- Ponownie wypowiedział zaklęcie mierząc w ogłoszoną bestie, z zamiarem zabicia wroga, nie zważając na rezultat, zwrócił się w stronę Aleksandra - Phasmatos Somnus - Wypowiedział w stronę drugiego wilka by dać szansę McQueenowi na dobicie zwierzęcia Fabienne skoncentrowała się na rzuceniu zaklęcia, ale nic się nie wydarzyło. Dosłownie nic. Jej czar się nie powiódł. Widmowy wilk nie drgnął ani przez moment. Tymczasem Markus zajął się swoim przeciwnikiem. Rzucony czar telekinezy odniósł swój skutek, a ogłuszony wcześniej przeciwnik został w końcu dobity. Kolejny oponent spotkał się z kolejnym urokiem, który posłał York. Zadziałało. Bestia padła nieprzytomna na ziemię, a Alexander wykorzystał daną mu szansę i dobił ją kijem. Pozostał ostatni wilk, który wciąż regenerował swe ciało. McQueen nie pozwolił mu na dokończenie procesu leczenia, tylko zbliżył sie do niego dość szybko i zadał ten ostateczny cios. To był już koniec. - Po wszystkim - oznajmił Alex, odrzucając zakrwawiony kij Widzieli jak zwłoki widmowych wilków zaczynają się rozpływać. - Co robimy? - zapytał - Co zrobimy z ciałem? - dodał Czar dziewczyny się nie powiódł. Serio? Po raz pierwszy poniosła klęskę z czarem, ale na szczęście mogła liczyć na pomoc innych. Kilka chwil później McQueen dobił regenerującego się wilka. -Ta, po wszystkim. Jesteś pewien? - powiedziała dziewczyna nerwowo rozglądając się za być może jeszcze jedną łachudrą. -A co z ciałem? To dobre pytanie, ale ja go nie tknę - westchnęła Fabienne i uniosła ręce do góry w geście, że nie będzie brała w tym udziału. Na to wygląda że to koniec, ale co to było? - Powiedział do towarzyszy - Nieszczęsny - Spojrzał na Szofera, wyciągając telefon z kieszeni, sprawdzając czy dalej jest połączony z opiekunem - Dziadku co mamy zrobić z ciałem, nie możemy przecież powiedzieć, że zagryzły go wilki, a my je zabiliśmy... Poczekał na odpowiedź dziadka i spojrzał na resztę - Potrafilibyście prowadzić ten samochód - Wskazał na pojazd. - Całkowicie – odparł McQueen Dziadek nie zdążył nic odpowiedzieć. Rozbłysło światło i ukazał im się portal, który już wcześniej widziała Fabienne. Z magicznego przejścia wyszli Percivall i Cassidy – czarodzieje, których dzisiaj poznali. - Widzę, że macie problemy – powiedział mag, spoglądając na pozostałości po bitwie. - Może… - zastanowiła się na głos Cassidy – Możemy rozwiązać wasz kłopot na dwa sposoby. - Wysłuchamy waszych propozycji - odparł Markus Dziewczyna zerknęła na swojego kompana. On skinął jej głową. - Moglibyśmy zabrać ciało waszego szofera do miejscowego prosektorium. Posłużyłby nauce albo stworzylibyśmy golema, któremu wczepilibyśmy duszę szofera. Miałby takie sztuczne życie – wyjaśniła wszystkim - A może zrobilibyśmy mu pogrzeb? – zapytał Alex - Jego ciało może posłużyć badaniom. To ważne! – powiedziała z naciskiem Cassidy Cassidy i Percivall szeptali słowa w niezrozumiałym języku, a ciało kierowcy limuzyny zaczęło się delikatnie podnosić. Czarodzieje podjęli decyzje szybciej niż Markus i jego towarzysze. - Bezpiecznej podróży do domu – odpowiedział Percy Magowie wraz z magicznie podniesionym ciałem weszli w portal, pozostawiając uczniów samych sobie. - Myślę, że dam radę kierować tym autkiem – rzucił Alex Nic więcej nie mieli już tu do zrobienia. Wsiedli do limuzyny, Alex zajął miejsce kierowcy. Mieli tylko nadzieje, że ich nowo poznani znajomi z uniwersytetu wyciszą sprawę o popełnionym morderstwie. **** 12 Września Godzina 19: 50 Przedmieścia Harmony Falls Zbliżał się kolejny, chłodny, wrześniowy wieczór, a limuzyna z uczniami miejscowego liceum Harmony Falls wjeżdżała na przedmieścia. W aucie niewiele rozmawiali. Każdy odczuwał zmęczenie i zdenerwowanie całą sytuacją. Alex odstawił limuzynę tuż przed posiadłością Yorków, a sam ruszył w kierunku własnego domu, wiedząc, że ma spory kawałek drogi do przejścia. To samo odczuwała Fabienne. Dziewczyna wiedziała, że przynajmniej przez najbliższe trzy kwadranse będzie maszerowała do centrum miasta. **** 12 Września Godzina 20:00 Posiadłość Yorków Harmony Falls Wchodząc do obszernego holu, Markus czuł, że ten wieczór w końcu należy do niego. Na ostatnich stopniach schodów prowadzących na pierwsze piętro stał pradziadek chłopaka, Abraham York - Jak wypadła wycieczka? – zapytał - Widzę, że sporo przeżyłeś **** 12 Września Godzina 20: 50 Dom Państwa Fusion Harmony Falls Tuż przed samą dziewiątą wieczorem, Fabienne przekroczyła próg drzwi. Panowała tu cisza, która skończyła się pojawieniem się rodziców w samym przedsionku. - Gdzie się podziewałaś? – zapytał ojciec dziewczyny – Nie dałaś nam znaku życia. Co się dzieje moja panno? – dodał, a na jego twarzy malowało się porządne zdenerwowanie, które Fabienne dawno nie widziała. Stojąca przy ojcu, matka Justine wyglądała na zakłopotaną. - Javier, daj jej spokój. Jest cała i zdrowa. Chodź, pewnie jesteś głodna – powiedziała - Najpierw niech się wytłumaczy – rzekł Javier Co powiesz rodzicom? Jakiej użyjesz wymówki -Ta ważne. Już to widzę - wymamrotała dziewczyna. Po co im było ciało szofera? Nie wiedziała. Nawet nie próbowała się domyślić. Ta walka z wilkami zamąciła jej umysł na długie minuty. Minie dużo czasu zanim wróci do normalnego myślenia. Wsiadła do limuzyny bez zbędnych słów i po prostu pojechali do domu. Dziesięć minut przed dwudziestą pierwszą dotarła przed próg domu. Otworzyła drzwi. W środku panowała dziwna cisza, którą zakłócił pojawienie się rodziców. Nie odpowiedziała. Tylko stała i rozmyślała jeszcze co się wydarzyło ponad godzinę temu. -Wilki. Ciało, Krew. Walka. Szkoła - powiedziała dość tajemniczo Fabienne ze spuszczoną głową. Jak jakiś demon. Pewnie im te słowa nic nie mówiły, ale Fabi wiedziała, że musi powiedzieć im prawdę. Tak, skorpiony zawsze mówią prawdę. - Fabienne! - krzyknął natychmiast ojciec - Jakie wilki? Jaka krew? O co tu chodzi - zaczął bombardować pytaniami blondynkę - Córeczko, powiedz nam co sie dzieje - powiedziała matka Te kilka słów wystarczyło, by rodzice Fabienne byli zaniepokojeni. Solidnie zaniepokojeni. W brzuchu nastolatki głośno zaburczało, a to był znak, by rodzina zasiadła przy stole i omówiła wydarzenia. Javier i Justine pozwolili, by dziewczyna odłożyła swoją torbę z książkami, a następnie zawitali do kuchni, gdzie tam matka czarownicy zaczęła odgrzewać obiad i przy okazji nastawiła wodę na herbatę. - Na spokojnie nam wszystko opowiedz - poprosił Javier siadając z córką przy stole Na ten krzyk tatusia Fabi aż podskoczyła w miejscu. Potem zaś odłożyła na miejsce torbę i udała się do kuchni, tak była głodna. Ta najpierw drzesz ryja, a potem “na spokojnie”? - pomyślała i popatrzyła na ojca wymownie. -W trakcie zajęć musiałam pojechać wraz z dwoma uczniami do innej szkoły. Szofer nas zawiózł. Musieliśmy się spotkać z Victorią Owens w sprawie znaków, które widzieliśmy w szkole. Wszystko szło jak po sznurku, aż do momentu wyjścia ze szkoły. Wtedy tam miał na nas czekać szofer by nas zawieść do domu, ale jego ciało leżało na masce samochodu, a potem wyszły wilki takie bardziej widmowe. Jeden z nich rzucił się na Markusa, ale Alexander był na posterunku. Ranił Markusa jeden z wilków, mnie też prawie trafił. Najgorsze było w tym to, że Cassie zabrała ciało szofera bez pytania. Podobno do jakichś badań. Jak w sekcie Joe Carolla, tyle że bez ciał. Może to oni zabili szofera i nasłali na nas wilki. Może to jakaś sekta - zakończyła swój wywód dziewczyna i zabrała się za jedzenie, choć pewnie za dużo nie zje z tych emocji. Odpowiedź Fabienne rodziła jeszcze więcej pytań. Rodzice słuchali córki w milczeniu, która zajmowała się posiłkiem. - Nie będziesz zajmowała się żadnymi znakami - wycedził ojciec - Włóczysz się do późna, nie dajesz znaku życia, a teraz dowiaduję się, że wplatałaś się w jakąś sektę z jakiejś innej szkoły - Avalon High? - zapytała matka - Morganville High? Blackstone High? O tych szkołach Fabienne słyszała, a przynajmniej kojarzyła z nazw drużyn, które reprezentowały placówki podczas meczy piłki nożnej. Kolacja składała się z piersi kurczaka w panierce, brokułów w sosie serowym i ziarnistego pieczywa. Gdy Fusion próbowała określić uniwersytet Lincolna napotkała blokadę. Coś nie pozwalało jej powiedzieć o tym co zaszło przed spotkaniem z Victorią Owens. O TYCH osobach. - Jak wplątałaś się w sprawę z jakimiś znakami? - zapytał Javier - Javier, daj Fabienne zjeść w pokoju i odpocząć po tym dniu. Wrócimy do tej rozmowy jutro, proszę - rzekła Justine - Justine... - próbował odpowiedzieć ojciec - Javier - rzuciła matka - Fabienne, po kolacji jesteś już wolna - zwróciła się do córki Dziewczyna usiłowała sobie silnie przypomnieć o tych ludziach i nazwę szkoły, ale nie mogła sobie tego przypomnieć. Coś ją blokowało. Jej umysł akurat na tę nazwę się zablokował. Dziwne. Kolacja była pyszna, a w szczególności sos serowy jej zasmakował. Resztę posiłku dokończyła w milczeniu, nie miała już siły na dalsze wypowiedzenia się co zaszło w szkole. Podziękowała skinieniem głowy za posiłek i poszła do siebie się walnąć na łóżko i na spokojnie przemyśleć to co zaszło i położyć się spać.
  2. 12 Września 2016 Godzina: 15:24 Korytarz Akademik, IV piętro Teren Uniwersytetu Markus i Alexander zostali odprowadzani przez Percivalla na ostatnie piętro akademika, a Fabienne znalazła się tu dzięki szybkiej pomocy Cassidy. Cała piątka znalazła się na korytarzu, z którego z obu stron znajdowały się drzwi prowadzące do pokoi. Tylko jedne z nich się wyróżniały, a mianowicie te ostatnie o odcieniu mahoniowym. - Jak się podobała twoja wycieczka? - zapytał Fabienne, Alexander. -Przykro, ale tak muszę się powoli zbierać - rzekła Fabi chowając telefon do tylnej kieszeni. Kilka chwil później Cassie wykonała te same parę gestów i przed nimi pojawił się portal, przez który przeszła. Dziewczyna znalazła się już na piętrze, gdzie czekali chłopcy. -Powiem, że miło spędziłam czas - stwierdziła Fabienne odpowiadając na pytanie Alexandra. - Podobnie my spędzaliśmy. Poznaliśmy Percivalla, który wdał się w interesującą rozmowę z Markusem - odpowiedział chłopak - Wiesz o czystości rodu i mieszania się z innymi rasami - dorzucił Aleksander zaczął powoli iść ku ostatnim drzwiom. - Jak myślicie? - zagaił - Czego możemy spodziewać się u profesor? -Co to za idiotyczne pytanie. Co można się spodziewać u profesor? Ja bym nie liczyła na jakieś wielkie halo - powiedziała Fusion bez namysłu. Zanim coś powiesz podłącz język do mózgu - pomyślała blondynka i puknęła się w myślach w czoło. Ten dzień zaczyna się coraz lepiej. Ironia sytuacji nabierała jeszcze większego tempa z minuty na minutę. Najważniejsze było to, iż miło spędziła czas z Cassidy. - To nie jest zwykła osoba więc uważajcie - Odparł Markus podchodząc do drzwi, sprawdzając godzinę gdy wybiła równe wpół do czwartej zapukał w machoniowe drzwi. Aleksander zignorował uwagę Fabienne i tylko przytaknął głową, gdy usłyszał słowa Markusa. Nastolatek nic więcej nie dodał. - Chwileczkę - odezwał się głos, zza mahoniowymi drzwiami Uczniowie usłyszeli odgłos przesuwanego zamka i zobaczyli, jak otwierają się drzwi, a w ich progu stoi średniego wzrostu kobieta, odziana w czarną bluzkę na ramiączkach i niebieskie jeansy z kilkoma modnymi dziurami na kolanach, udach i łydkach Zobaczyli jej zielone oczy, pomalowane szminką czerwone usta i rude włosy, które opadały na ramię i pierś, a ona sama nie miała nic z skromności czy niewinności. Emanowała seksapilem. - Wy pewnie przyszliście do profesor Owens - powiedziała, akcentując słowo profesor i lustrując ich swym spojrzeniem - Wpuszczę was, ale najpierw się przedstawcie. Muszę mieć pewność czy jesteście tymi, których oczekujemy - dodała -Ekhm...ekhm...to może jako pierwsza się przedstawię - powiedziała Fusion. Te odchrząknięcia miały charakter tylko po to by ewentualni mężczyźni skupili się na zadaniu, a nie na podziwianiu panny rudowłosej. -To tego, nazywam się Fabienne Fusion - rzekła blondwłosa i splotła w swój sposób dłonie na plecach. - Markus York - Powiedział nie zrażony pojawieniem się pięknej kobiety.- A to są moi znajomi którzy przyjechali ze mną . - A-A-Aleksander McQueen – powiedział wyraźnie speszony chłopak, który przedstawił się jako ostatni. Rudzielec zachichotał pod nosem. - Jestem Jessica Owens, siostra profesor. Zapraszam – przedstawiła się dziewczyna i uchyliła szerzej drzwi, po czym zaczekała aż wszyscy wejdą. Tuż po przekroczeniu progu drzwi Fabienne, Markus i Aleks poczuli się dość dziwnie i nieswojo. Czuli w środku siebie pustkę, jakby cała znajdująca się w nich magia odpłynęła i nie zamierzała wrócić. Aleks wyglądał na strapionego, jakby utracił coś bardzo cennego, ale po chwili uśmiechnął się - Nie czuję go – powiedział i wyraźnie odetchnął z ulgą. - Czego nie czujesz? – zapytała Jessica - Mojego utrapienia – odparł i uśmiechnął się jeszcze szerzej - Jaki tajemniczy – mruknęła Nastolatki zauważyli linię soli, które przebiegała wzdłuż samego progu. - Środki bezpieczeństwa, wszystko wyjaśni wam moja siostra – odparła Jessica Przedpokój w którym się znaleźli był raczej ciasnym korytarzem prowadzącym w głąb mieszkania. Zauważyli tu tylko wbudowaną szafę na ubrania, szafkę na buty, stojak na parasol i drzwi do łazienki. 12 Września 2016 roku Godzina 15:36 Salon Mieszkanie Profesor Owens Akademik, IV piętro Teren Uniwersytetu Salon okazał się naprawdę sporym pomieszczeniem, które było urządzone z klasą. Wszystko tu było najwyższej klasy, ale prywatna biblioteczka umieszczona w kącie tego pokoju robiła najlepsze wrażenie. - Wow – odezwał się Aleks oglądając każdy mebel. Czarny fortepian, telewizor plazmowy, niewielki barek z różnymi szklanicami, biała kanapa, tygrysia skóra leżąca pod eleganckim, przeszklonym stolikiem do kawy, fotele w kolorze świeżego mleka, wieża stereo, niewielkie biurko na laptop i sam laptop. Było tu tego wszystkiego dużo. Marmurowe, pokryte złoconymi wypukłymi i pewnie szorstkimi drobinkami ściany miały nutkę przepychu. Obrazy wiszące na ścianach należały do wysokiej klasy. Maski, totemy, figurki to również się znalazło, jednak największą uwagą przykuwało zdjęcie kobiety o czerwonych, długich włosach, które były zarzucone na ramię i zakrywały pierś ukrytą za aksamitnym biustonoszem w panterkę. Modelka leżała na wilczym futrze i uśmiechała się dość pewnie. Charakterystycznym punktem okazał się pieprzyk nad lewym kącikiem ust. - Byłam kiedyś modelką – odezwała się kobieta ubrana w niebieską, obcisłą, podkreślającą kobiece atuty sukienkę sięgającą przed kolana. Profesor Owens wyglądała na osobę z klasą i tak też się poruszała. Granatowe buty na obcasach stukały po drewnianym podłożu. Właścicielka mieszkania kołysała delikatnie biodrami. - Dzień dobry – przywitała się – Victoria Owens, profesor z dziedziny wierzeń i tradycji ludowych, badacz mitów i historii nadprzyrodzonego świata, archeolog i kolekcjonerka antyków – przedstawiła się – Pewnie byliście zaskoczeni tą linią soli, ale uważam to za dodatkowy środek bezpieczeństwa. Dzięki niej mam wpływ na zaproszonych gości. - Miło poznać - Odpowiedział Marcus przechodząc przez drzwi. Po przekroczeniu progu mieszkania poczuł się nieswojo, magia która w nim była została zablokowana, ale jak? Sam znał sposób zablokowania magii, ale Jessica nie dotknęła go, a polu widzenia nie zauważył żadnych znaków które mogłyby to uczynić. Mimo tej sytuacji kroczył pewnie, dziadek nie wysłałby go w to miejsce gdyby coś miało mu grozić z rąk profesor. Salon robił wrażenie, lecz York nie czuł się obco w tym pomieszczeniu pełnym przepychu i klasy, a raczej jak w domu - Dzień dobry, Pani Profesor, Markus York mam nadzieje, że nie przeszkadzamy Pani tak nagłym przybyciem, ale Dziadek powiedział byśmy jak najszybciej tu przyjechali. - Pochylił głowę w geście szacunku.-To bardzo przydatne, ale to nie jest jedyne zabezpieczenie. Prawda? - Zapytał się Markus Fabienne się tylko uśmiechnęła na przedstawienie się panny Jessie Owens. Przekroczyła próg drzwi ze splecionymi na dolnej części pleców dłońmi i poczuła się dziwnie. Jakby utraciła moc, która ją ogarnęła w sali 105, gdy Stacy Duncan krzyknęła Joleene. Poczuła się zwykłą dziewczynką ze swoimi problemami. Dziewczynką z trudem idącą przez życie. Dostrzegła linię soli tuż przy drzwiach jak wchodziła. Ach można było to przewidzieć - pokręciła z zażenowaniem głową, przecież tyle razy widziała to w filmach o magii. Przeszła do salonu. Salon wyglądał jak z programów na BBC Lifestyle, te wykończenia, obrazy, fortepian czy biblioteczka. Rozglądała się z otwartymi ustami tak ładnie tu było. -Dzień dobry, nazywam się Fabienne Fusion - przedstawiła się dziewczyna. O dziwo zignorowała obraz Vici wiszący na ścianie. I bez tego zrobiłabym pani krzywdę - pomyślała Fabi na słowa o “wpływie na zaproszonych gości”. Przecież ona uczy się jednej z najstarszych chińskich sztuk walk czyli Wing Tsun (inny styl tej samej techniki Wing Czun stworzonej przez Leunga Tinga). Tą sztukę walki tak naprawdę polubiła niemal od razu po obejrzeniu filmów Ip Man, Ip Man 2 i Ip Man 3. Technika nie polegająca na samej walce, a wręcz przeciwnie. Na wykorzystywaniu impetu przeciwnika by jak najbardziej go zmęczyć. Oraz na błyskawicznych ruchach rękoma na małej przestrzeni. Technika bardziej defensywna niż ofensywna. Mistrz Yip Man był niesamowity. Czeka ją jeszcze długa droga do opanowania Wing Tsun do perfekcji. - Jestem Alexander McQueen - przedstawił się towarzysz Markusa i Fabienne - Towarzyszę tej dwójce - odparł krótko - Miło mi was wszystkich poznać i nie przejmujcie się, nie przeszkadzacie mi w czymś ważnym. To co miałam zrobić, mam już w tej chwili za sobą - powiedziała profesor - Napijecie się czegoś? Jessica, byłabyś tak miła? - zwróciła się do siostry - Jakbym nie miała nic lepszego do roboty... - odparła nieco marudnym tonem - To twoi goście, a ja nie będę wam się pałętać pod nogami. Za duży tu tłok, więc - zawiesiła głos i spojrzenie na wszystkich zebranych - Wychodzę - oznajmiła, po czym udała się w kierunku wyjścia - Od kilku dni ma takie swoje humorki. Przepraszam za jej maniery - rzekła Victoria - Tak, to nie jedyne zabezpieczenie na jakie mnie stać, ale nie mogę więcej wam zdradzić. Przykro mi - po tych słowach, kobieta ruszyła do kuchni. Goście widzieli jak gospodyni nastawia wodę w elektrycznym czajniku. - Co was tu konkretniej sprowadza? - zapytała - Abraham wspominał, że będziecie w sprawie książek Najpierw trzeba było spytać czy nie przeszkadzamy w czymś, a nie tak od razu wchodzić z marszu do pomieszczenie - pomyślała sobie blondwłosa dziewczyna. No, ale cóż weszło się to trzeba by zostać, ech. -Ja podziękuję, nie chcę się narzucać, a poza tym mam jakieś problemy żołądkowe - powiedziała Fabienne chwytając się niezgrabnie na brzuch. Spojrzała za wychodzącą Jessie. Dziewczyna robiła nie najlepsze pierwsze wrażenie, po tym co powiedziała przed chwilą. Zrobiła grymas jakby się nad czymś zastanawiała, ale równie szybko zniknął jak się pojawił. Tajemnicza osoba była z tej całej Victorii, ale wiadomo tajemnica, to tajemnica. Wzięła głębszy oddech, tak czuła się lepiej bez “swojej mocy”, tak czuła się taka…….normalna. -Nic nie szkodzi Pani Profesor. Odparł na wzmiankę o Jessice. Z chęcią napiję się herbaty i tak Dziadek wysłał nas abyśmy przejrzeli 4 księgi, które są w pani posiadaniu, szukamy wzmianki o pewnych symbolach. Odpowiedział szczerze chłopak. Victoria Owens przygotowała cztery puste kubki, ale tylko trzy z nich zostały uzupełnione o herbatkę ziołową w postaci saszetek. - Na pewno nie chcesz mięty, Fabienne? - zapytała profesor, proponując ostatecznie coś do picia, ale nie nalegała więcej Kilkanaście minut później na stół trafiły kubki oraz cztery, opasłe tomiska należące do rodziny Markusa. - To bardzo dobre materiały. Czujcie się tu swobodnie, a ja udam się do swych zajęć. Jakbyście czegoś potrzebowali to dajcie znać – powiedziała profesor Nastolatki zaczęły wertować otrzymane źródła wiedzy. Początkowo szło to opornie, ale wkrótce na otrzymanych kartkach robili notatki. Po dwóch godzinach spotkali się z następującymi wynikami: Tyle się dowiedzieli. Nie były to bardzo ważne informacje, ale ta wiedza w ich sytuacji okazała się bardzo przydatna. -Nie, naprawdę podziękuję - powiedziała Fabi i posłała słaby uśmiech pani psor. Fabienne znalazła się w innym pomieszczeniu i widziała przed sobą całkiem sporych rozmiarów tomy. No to do roboty - pomyślała dziewczyna z ciężkim westchnieniem. Nie lubiła za bardzo czytać o nadprzyrodzonych zjawiskach, ale te akurat dotyczyły jej i wszystkich zebranych, więc nie mogła tak po prostu tego olać. Dwie godziny dłużyły się w nieskończoność, ale w końcu dotarła do tego na czym jej zależało, czyli na znakach, które się przeplatały przez ten jeden dłuuugi dzień. Szczególnie wzrok zatrzymała na jednym czy dwóch znakach przy, których zamyśliła się i chciała zapamiętać tekst, by móc go szerzej pojąć. Te znaki to: Dziwny symbol, który widziała o poranku i Symbol Łuku, który widziała jak ostatnio widziała się z Antoinette przed klasą w sprawie zaginięcia tej dwójki uczniów. Pewnie nie raz jeszcze je ujrzy, więc warto zapamiętać najważniejsze informacje. 12 Września 2016 roku Godzina 17:36 Salon Mieszkanie Profesor Owens Akademik, IV piętro Teren Uniwersytetu Victoria Owens przypatrywała się pracy uczniów. - Chyba mamy wszystko – powiedział Alexander –Wiemy przynajmniej, co znaczą dane znaki - mruknął - Jeżeli potrzebujecie jakiś wyjaśnień to mogę wam pomóc – oznajmiła profesor – Proszę, nie krępujcie się. Widziałam, jak wszystko spisujecie – dodała - To tylko tam taka praca, pani profesor – mruknął McQueen. - Przynajmniej jesteście na tyle dojrzali, a nie jak moja siostra – zaczęła głośno narzekać – Od kilku dni włóczy się do późnych godzin -To ja poproszę o wyjaśnienie jednego znaku - rzekła Fabi podnosząc rękę do góry jakby była w klasie. Wzięła swój zeszyt do ręki i podeszła do panny Owens. -Mogę? - zapytała by się przysiąść do profesor, nie czekając na jej reakcję usiadła obok niej. -Niby tu wszystko jest napisane… - zagarnęła dłonią krótkie włosy za ucho -...ale Symbol Łuku symbolizuje moc, siłę życia i wojnę. Co to oznacza? - zapytała z wyraźną dozą pomocy w zrozumieniu tego pojęcia blondwłosa dziewczyna. Profesor Owen obdarzyła Fabienne dość badawczym spojrzeniem, ale nie robiła żadnych problemów, gdy nastolatka do niej podeszła i poprosiła o pomoc. - Moc jest wartością siły fizycznej, psychicznej czy chemicznej. Dlatego mamy alkohole słabe i mocne, które bardziej na nas wpływają. Podobnie jest jak z treningiem. Jeżeli zawodnicy nie mają siły, by po dwóch godzinach biegania, podawania piłek, próbnego meczu czy wyciskania sztangi na siłowni to oznacza, że mieli mocny trening. Oczywiście muszą ich boleć mięśni – powiedziała Victoria –Siła życia to nasza wola przetrwania, dążenia do celów, pokonywania ich, pięcia się ku wyżynom, wychodzenia z kresu wytrzymałości czy osłabienia, a wojna oznacza niekiedy konflikt zbrojny bądź walkę na przekonania czy też wewnętrzną potyczkę. - Mamy już chyba wszystko, czego potrzebowaliśmy. Dziękujemy za pomoc, pani profesor – powiedział Markus i uśmiechnął się do kobiety. - Tak, tak dziękujemy – przytaknął Aleksander - - Powinniśmy już iść – zarządził chłopak - Miło mi było was gościć. Koniecznie pozdrów ode mnie swojego dziadka i odwiedźcie mnie kiedyś – pożegnała się profesor. Gdy tylko minęli próg mieszkania znów do nich wszystko wróciło. Ich magia i natura dawała o sobie znać.
  3. Fabi wyszła z budynku szkoły i udała się w stronę limuzyny, gdzie mieli się dostać nią do uniwersytetu. Weszła do ciemnego auta w środku jako pierwsza. -I ja się nie spodziewałem, że Dziadek wyśle limuzynę, ale przynajmniej będzie wygodnie. Co do szampana jest, ale może zostawimy go na drogę powrotną. - Uśmiechnął się Markus - Przepraszam Alexie, że tak wcześnie musiał po mnie wyjechać - Zwrócił się do szofera i zajął swoje miejsce w samochodzie - Alexie jedziemy do Uniwersytetu Lincolna - Odpowiedział szoferowi. Gdy cel został już obrany i ruszyli, uwagę skupił na współpasażerach. - Nie znam stanu tych ksiąg, ani czy nie są one obłożone jakimiś zabezpieczeniami. Po za tym mają kilkaset lat, a to wyklucza takie działanie - Odparł Markus - Ale zawsze możemy zrobić zdjęcia. - Jasne, czemu nie. Wypijemy go jak będzie co świętować - odparł Alexander, tuż przed wejściem do auta - Nic nie szkodzi paniczu. Służba dla pańskiej rodziny to dla mnie zaszczyt - odpowiedział szofer i skinął tylko głową, gdy poznał cel podróży. - Rozumiem - mruknął McQueen, kiedy Markus rozjaśnił mu nieco sytuację - Co dokładnie zawierają te księgi? - zapytał - I chyba, coś mnie uwiera - mruknął i zaczął poprawiać siedzenie. Z niewielkiej szpary wyciągnął zwiniętą gazetkę. Gdy tylko zobaczył tytuł, uśmiechnął się pod nosem - Twoja rodzina przegląda “Playboya”? - zapytał - To… to jest moje - odpowiedział zawstydzony szofer - Okej, nie wnikam - mruknął chłopak, odkładając gazetę do schowka. - Jeśli dobrze zrozumiałem, znaczenia symboli które widzieliśmy - Odparł Makrus, w księgach zapewne nie tylko to się znajdowało a cała masa informacji.- Według mojego dziadka mogą być to znaki, ostrzegawcze, które wysyła jakąś pieczęć lub osoba, a każdy symbol przekazuję inne informacje, tego chcemy się dowiedzieć właśnie z tych ksiąg. Odpowiedział Markus MacQueenowi, a incydent z gazetą przemilczał. Dziewczyna parsknęła śmiechem na wieść o “świerszczykach”, że należą do szofera, każdy ma swoje gusta i guściki. Fabi lubi czytać “Vogue”, “Cosmopolitan” czy “ELLE”. Lubi czytać o modzie. -Chyba, że jest “ktoś wyżej” w hierarchii “tych innych” i te znaki mówią o nadchodzącej zagładzie - powiedziała do tej pory milcząca dziewczyna. Oczywiście nie zakładała najczarniejszego scenariusza, to była tylko luźna myśl. - W takim razie, musimy je dokładnie zbadać i zrobić notatki, które później powinniśmy pokazać innym, by wiedzieli również na czym stoimy - odpowiedział Alexander, po czym spojrzał na Fabienne - Ktoś wyżej w hierarchii tych innych? - zapytał, cytując jej słowa - Co masz na myśli? - dodał i zmarszczył brwi. Nieogarnięty jak skurczybyk w Dzień Matki - przez myśl przeszło dziewczynie z przewróciła oczami. -No wiesz “ci inni” to my nadnaturalni, a ktoś wyżej to można się tylko domyślać czy ktoś nami nie “steruje” lub ma większe moce niż my - starała się wytłumaczyć Alexandrowi o co jej mogło chodzić. - Taki mamy zamiar- Skwitował odpowiedź Alexandra - Jest tylko kilka istnień które mogłyby by bez naszej wiedzy nas kontrolować, ale raczej nie na aż tak dużą skalę, Co do mocy to dopiero zaczynamy więc na szczeblach drabiny jesteśmy dość nisko i wiele istot w tej chwili jest od nas silniejszych - Odpowiedział Markus - Mniejsza o to, z wiekiem nasza wiedza i siła będzie rosła. Zamierzacie dołączyć do jakiegoś Sabatu czy nie, w przyszłości macie zamiar wycofać się z tego świata ? - Zwrócił się do swoich współtowarzyszy. - Jestem Kitsune, a one chyba nie są mile widziane w sabatach. Zresztą nie znam żadnych zaklęć, ani nie mam typowych mocy dla czarownic - odpowiedział krótko Alexander - Dziękuje za wyjaśnienie terminu “ tych innych” - powiedział - Co do wycofania się z tego świata to coś mi chodzi po głowie. Wiecie jak Kitsune może pozbyć się własnej natury? - zapytał -Ja dopiero odkrywam ma part d’ombres, że tak się wyrażę, także ja chyba poradzę sobie sama i nie potrzebuję dołączenia do Sabatu - powiedziała Fabi i podpierając ręką brodę wpatrywała się w okno limuzyny. - Niestety nie znam sposobu, może jak poszukasz znajdziesz sposób na to choć nie wiem czy warto ja bym nie pozbył się swojej mocy za nic w świecie - Powiedział Markus - Co prawda, nie jest to konieczne, choć dołączenie do Sabatu wiąże się z pewnymi profitami, słabsze czarownicę mogą rzucać potężniejsze zaklęcia, a i sama moc może wzrosnąć. -Może i może wzrosnąć, ale uwierz mi nie chciałbyś, gdyby moja moc wzrosła. Sama muszę ją jeszcze poznać i okiełznać - powiedziała dziewczyna i popatrzyła na Markusa. -Podczas tego ataku wyczułem ją, więc wiem o czym mówisz - Zwrócił się do Fabienne - Poznanie przyjdzie z czasem, lecz lepiej sama z nią nie eksperymentuj, ponieważ może się to wyrwać spod kontroli - Powiedział z powagą w głosie. Alexander nie wtrącał się w rozmowę czarownicy i czarownika. Lis słuchał ich uważnie. -Podobnie jest z lisami - rzekł po kilku chwilach - Musimy znać swoje słabe i mocne strony, by wiedzieć, co możemy w danej sytuacji zrobić. Wciąż muszę się dużo nauczyć. - Wiem, żeby z nią nie eksperymentować. Będę uważała na siebie i innych - rzekła Fabinka nie przestając patrzeć w oczy Markusa. - Dobrze to słyszeć - Odrzekł Markus - Jeśli będziesz czuła że wymyka się to spod kontroli powiedz, zablokuję tą moc na jakiś czas - Zaproponował Fabienne, ubezwłasnowolnienie jest czymś przyjemnym, ale lepsze to niż chaos i zniszczenie - Alexie dojeżdżamy ? - Właśnie wjeżdżamy w miasteczko - odparł szofer -Będę miała to na uwadze, gdybym sobie nie poradziła - rzekła Fabi i uśmiechnęła się do chłopaka. **** 12 Września 2016 Godzina: 14:50 Miasteczko Uniwersyteckie Uniwersytet Lincolna Szofer kierował pojazdem dość powoli, a jego cel zatrzymania się był już blisko. Tuż w okolicach żelaznej, prętowej bramy wejściowej, która wsparta była wysokim, kamiennym murem o kremowym kolorze. Samochód zatrzymał się na pobliskim, niewielkim parkingu. - Będę tu na panicza czekał – oznajmił kierowca Wysiedli i udali się do bramy. Popołudniowe słońce przyjemnie ogrzewało ich skórę, a powiewający wiatr pieścił ich włosy. Za bramą prezentowała się przestrzeń, do której należał przystrzyżony, zielony trawnik, drewniane i kamienne ławki, fontanna, posągi oraz pojedyncze drzewa i tor łuczniczy. Zobaczyli część z nich. - Gdzieś tu powinien być jakiś domofon, co? – zapytał Alexander rozglądając się za przyciskiem. Fabienne dostrzegła na pozłacanej tablicy przycisk. Może to o niego chodziło? Markus skinął szoferowi i ruszył wraz ze znajomymi w do bramy - Tak gdzieś tu powinien być - rozejrzał się po kolumnach pomiędzy którymi została, zamontowana brama, na którymś musiał być domofon. Rozglądając się po murze i tablicy, Markus również dostrzegł domofon. Teraz wystarczyło zadzwonić i powiadomić administratora uczelni, o przybyciu na miejsce. Markus sięgnął do domofonu i nacisnął guzik, gdy usłyszał głos administratora przedstawił się. -Nazywam się Markus York, przyjechałem spotkać się z doktor. - Jaką doktor? - zapytał męski głos - Proszę podać nazwisko - poprosił - Z Victorią Owens - Odpowiedział na pytanie Markus. 12 Września 2016 Godzina: 14:55 Teren Uniwersytetu Uniwersytet Lincolna - Pani doktor ma w tej chwili wideokonferencję, ale zapraszam do środka - odparł. Do uszu chłopaka i jego towarzyszy doszedł dźwięku uruchomionego systemu otwarcia drzwi. Alexander chwycił za klamkę i pchnął boczne drzwiczki. Znaleźli się na obiekcie. Za murem roztaczał się przystrzyżony trawnik, duża fontanna, wykładana małymi kamiennymi płytkami droga, która prowadziła wprost do budynku. Z oddali ten budynek prezentował całkiem okazale i musiał budzić szacunek otoczenia. Na jednej z pobliskich ławek siedziała szczupła i niezbyt wysoka dziewczyna o nie za długich jasnych włosach, które swobodnie opadały na jej kark. Ubrana była w mundurek składający się z sweterka i spódniczki oraz białej koszuli, której rękawy były widoczne przez powyższe odzienie. Dziewczyna była zajęta czytaniem grubej książki o skórzanej okładce. Na jej zewnętrznej stronie prezentował się symbol pentagramu. Jej wzrok zatrzymał się na idących w kierunku budynku nastolatkach. - Jesteście nowymi uczniami? - zapytała. Ton głosu nieznajomej był bardzo profesjonalny i ciut oschły. - Poczekamy - Odparł i ruszył za Alexandrem przez bramę - Naprawdę ten kampus wygląda całkiem całkiem - Zagaił do towarzyszy wciąż kierując się w stronę budynku, gdy już weszli głębiej na teren uniwersytetu, Markus zauważył siedzącą dziewczynę była naprawdę ładna, szturchnął ręką Alexa by i ten spojrzał na ławkę na której owa dziewczyna siedziała. - Nie jesteśmy, przyjechaliśmy na spotkanie. Alexander spojrzał we wskazanym kierunku i uśmiechnął się do Markusa. - Mój kolega ma rację - powiedział ciut nieśmiałym tonem - A zastanawialiście się nad wyborem uniwersytetu? - zapytała - Mogę wam polecić tę szkołę i oprowadzić was - zaproponowała. - Tak ja się zastanawiałem, ale warto rozszerzyć horyzonty, - Spojrzał na pozostałych mieli trochę czasu do ksiąg nie dostaną się na własną rękę, a nie wiadomo kiedy skończy się ta cała konferencja więc lepiej tak spędzić czas niż chodzić bez celu i wzbudzać niepożądane zainteresowanie - Przyjmujemy zaproszenie ? - Zwrócił się do pozostałych, nie mógł sam decydować za wszystkich. - Jasne - zgodził się Alexander - Nie mam nic przeciwko temu. -I tak musimy czekać aż się skończy konferencja, więc czemu nie- powiedziała dziewczyna. - Super, chodźcie za mną - rzekła blondynka i wstała z ławki - Jestem Cassidy - przedstawiła się - Czytasz ciekawą książkę - powiedział Alex - Mamy zajęcia o wierzeniach nadprzyrodzonych - odparła Cassidy - Interesuje was taki temat? - Pewnie, mamy nawet takie kółko zainteresowań - odpowiedział Alex i wymienił się spojrzeniem z Markusem. - A zaklęcia i rytuały? - zapytała - Miło mi Cię poznać jestem Markus, a to jest Fabienne i Alexander - Przedstawił znajomych York - Interesujące, nie ma wielu uniwersytetów które by wykładały taką tematykę - Na słowa Alexa przytaknął - Zaklęcia i rytuały, czytałem o tym. Wierzenia nadprzyrodzone. Hm hm. Trzeba się nad tą szkołą zastanowić, może ona mi pomoże zapoznać się z moją mocą - pomyślała blondynka. Fabienne musi chyba pomyśleć nad zajrzeniem od czasu do czasu do biblioteki po książki o magii, może tam uzyska odpowiedzi na swoje pytania. -To jest niezwykły uniwersytet i wiem, że mogę wam zaufać, prawda? - zapytała, a jej oczy rozbłysły dziwnym, jasnoniebieskim światłem. - Widzę, że nie tylko ja jestem “z innej planety”. Ty też nie jesteś zwykłą osobą nieprawdaż? - zapytała okularnicę Fabi czesząc dłonią krótkie włosy, by jakoś wyglądać. - Nie, nie jestem i wy też nie jesteście. Widziałam wasze aury. Kitsune, czarownica i czarownik z domieszką innej aury, której nie mogę rozpoznać. Jestem czarodziejką - odpowiedziała - Mamy tu krąg, gdzie potajemnie studiujemy magię - Chyba wcale nie potajemnie, skoro mówisz nam takie rzeczy - skomentował Alex - Poradziłabym sobie z wami - powiedziała i uśmiechnęła się dość pewnie Markus zamilkł i słuchał rozmowy reszty grupy, na pytanie dziewczyny uśmiechnął się. Dobrze że istnieje to ogrodzenie bo pewnie każdy by wiedział o kręgu, a przynajmniej tak to postrzega Markus, sekrety trzeba zachować dla siebie, nie ważne czy widziała aurę zbyt szybko się wygadała i do tego ta pewność, że poradziłaby sobie, Markus z trudnością ugryź się w język nie mógł zrobić tu nic głupiego.- Co to za inna aura możesz mi ją opisać? - Spytał się Markus przybierając obojętny wyraz twarzy. Widziała nasze aury? Zastanawiające i interesujące. Czyżby miała aż taką moc by “prześwietlić” naszą trójkę? Czy jest aż tak potężna, że mogłaby nas powalić samym oddechem?- pytania krążyły jej po łepetynie jak mantra. Bardzo ciekawe, trzeba się temu przyjrzeć bliżej, dokładniej. -Nie wątpię - rzekła Fusion na stwierdzenie, że dziewczyna mogła być od niej silniejsza. W końcu Fabi dopiero uczy się swej ciemnej natury, a okularnica pewnie nie takie przypadki już widywała w tej szkole. - Składa się z czarnych i ciemnoczerwonych macek, które wchodzą na twoją fioletową, typową aurę wiedźmy - odparła Cassidy - Skąd ta pewność, że nie rozpowiemy tego? - zapytał Alex - Mury szkoły są zaklęte. Gdybyście chcieli wyjawić nasz sekret niepowołanym osobom to nie udałoby wam się to. Zapomnieliście o naszej rozmowie - odpowiedziała na pytanie chłopaka - Czy taka metoda postępowania wam wystarczy? - zapytała - Jak najbardziej, prawda Markus? - odpowiedział Kitsune, spoglądając na Yorka - Ciekawe - Skwitował Markus, musiał dowiedzieć się o tym więcej ta studentka nie mogła mu w tym pomóc, chociaż… - Jest tu może ktoś kto zna się na aurach ? - Nie liczył na pozytywną odpowiedź, ale czemu nie - I tak byśmy nikomu o tym nie opowiedzieli- Zgodził się Markus - Może zaczniemy oprowadzanie. - Lider naszego kręgu, Percivall - odpowiedziała natychmiast Cassidy na zadane pytanie - Pani profesor Owens również ma zapiski dotyczące magicznych aur - dodała Cassidy spojrzała na Markusa, który widocznie nie mógł się doczekać wycieczki po terenie uniwersytetu. - Masz rację, nie możemy marnować czasu – powiedziała – Chodźcie za mną – dodała Studentka zaczęła wycieczkę od pokazania pola łuczniczego i mini golfa oraz niewielkiego boiska do koszykówki. - Uczelnia stara się zapewnić studentom rozrywkę na miejscu, by nie musieli jeździć do Morganville czy Harmony Falls w ciągu tygodnia. Nie samą nauką człowiek żyje – powiedziała Cassidy - Czy uniwersytet posiada własną drużynę? – zapytał Alexander - Mamy drużynę koszykówki oraz siatkówki, ale nie gramy w pierwszej lidze z głównymi uczelniami. Mierzymy się z prywatnymi szkołami wyższymi i niszowymi uniwerkami – odparła dziewczyna - Interesujące – skomentował McQueen - Nie interesuję się zbytnio sportem – powiedziała okularnica – A wy? – zapytała -Moją pasją zawsze była i jest piłka nożna - wtrąciła się Fabienne. -Raz nawet ze szkołą zajęłyśmy trzecie miejsce w okręgowej lidze - dodała nieco o swoich osiągnięciach. -Tak wiem, jestem dziewczyna interesującą się sportem- dodała ze śmiechem na ustach. Przewodniczka zaczekała na ewentualne odpowiedzi i kontynuowała wycieczkę. Czarodziejka zaprowadziła zwiedzających w okolice ławek i fontanny, na której podstawie znajdował się posąg przedstawiający starego, brodatego mężczyzny opierającego się o lasce. - To jest opiekun wiedzy – powiedziała Cassidy, przedstawiając posąg – Tak twierdzi rada szkoły, ale nasz krąg uczynił z niego coś w rodzaju przekaźnika energii. Niewielkie źródło magii – odparła – Nie mogę was zaprowadzić do sal wykładowych, ponieważ dzień otwarty szkoły przypada na okres kwietnia i maja. Podobnie jak biblioteka, a dziekanat pracuje do szesnastej i nie ma tam nic do zwiedzania. Jeżeli chcecie pogapić się na ściany to możemy się przejść. Profesor Owens ma własny apartament w budynku internatu. Tam pewnie was przyjmie, po skończonej oczywiście wideokonferencji. - Nie wiem jak wy, ale ja chętnie się rozejrzę po szkole aniżeli będę tu siedziała i rozmyślała o bóg wie czym - powiedziała dziewczyna i popatrzyła po wszystkich. Posąg był bardzo ładny i można było odczuć od niego “magię”. Opiekun Wiedzy, ładnie nazwany. Starzec rzeczywiście musiał być kimś ważnym bądź pracował tu kiedyś - pomyślała dziewczyna snując insynuacje i domyślała się, że ten ktoś mógł żyć. Okularnica była przygotowana na każdą ewentualność co wzbudzało u Fabi mieszane uczucia. - Proszę o wybaczenie jeśli się narzucam, ale mam pytanie. Od kiedy pani tu studiuje? - zapytała krótkowłosa dziewczyna splatając dłonie na dolnej części pleców. - Dziękuje za informacje - Odpowiedział Markus pogrążając się w myślach o aurze, którą zarozumiała dziewczyna zauważyła czy to ma coś wspólnego z tym znakiem? Zadawał sobie pytanie. Gdy zeszło na sport wyrwał się z zamyślenia. - Piłka nożna jest w porządku, choć wolę szermierkę i skrzypce - Rzekł Markus idąc za dziewczyną. Gdy zatrzymali się przed fontanną przyjrzał się posągowi próbując wyczuć magię z niej płynącą - Wy z niego zrobiliście ten przekaźnik czy już taki był, a wy z niego tylko czerpiecie?- Zapytał się Markus.- Najlepiej gdybyś nas zaprowadziła pod pokój profesor Owens. - Każdy ma swoje zainteresowania. Choć szermierka nie jest taka zła jak ją opisują - powiedziała Fabi do Markusa stojąc z nim ramię w ramię. - Pierwszego października zaczynam drugi rok parapsychologii - odpowiedziała na pytanie Fabienne, Cassidy - Dlatego dobrze znam szkołę i jej zwyczaje - dodała i spojrzała na Markusa - To może byście się tak zdecydowali - skomentowała słowa chłopaka - Twoja koleżanka, chce zwiedzać szkołę, a ty wolisz udać się pod apartament profesor - Jeżeli o mnie chodzi to możemy już iść na spotkanie. Kilka minut czekania nas nie zbawi - wtrącił się Alexander - W porządku - odparła Cassidy - A co do źródła to nie mam pojęcia. Poinformowano mnie o nim, gdy wstąpiłam do kręgu. Nie weszli do środka tego budynku. Ich przewodniczka wybrała okrężną drogę prowadzącą do akademika, który znajdował się za budynkiem uniwersytetu. Przestrzeń znajdująca się za tym miejscem była zagospodarowana niewielkim boiskiem do Lacrosse. W oddali prezentował się czteropiętrowy wysoki budynek nie odbiegający od przyjętego wzoru głównej budowli. - Jesteśmy na miejscu - oznajmiła, zatrzymując się przed budynkiem - Jeżeli chcecie to możecie porozmawiać z Percym, a jeżeli nie to zapraszam na czwarte piętro. Jest winda, więc możecie z niej skorzystać. Interesujące, taka śliczna buzia i parapsychologia. Ciekawe połączenie - pomyślała dziewczyna i szła dalej mając nadal splecione dłonie na plecach. Do gry wtrącił się Alex, że chce od razu iść na spotkanie więc Fabinka po zatrzymaniu się rzekła. - Dobra zrobimy małe głosowanie co? - zapytała zebranych kładąc dłonie na biodrach - Kto chce zwiedzić akademik ręka w górę - powiedziała i sama podniosła rękę. - Kto chce iść na spotkanie ręka do góry - powiedziała dziewczyna i popatrzyła na zebranych jak będzie miała mniejszość czyli jak więcej głosów będzie za spotkaniem to nie będzie miała nic przeciwko temu. W milczeniu zaczekała na ich reakcje. Markus nie zauważył nic ciekawego w posągu, więc tylko skinął głową na odpowiedź Cassidy - Ja wolę iść pod apartament, może Cassidy Cię oprowadzi, a my poczekamy pod pokojem chyba to nie będzie problemem? - Zwrócił się do dziewczyn. -W żadnym razie, chyba że Cassie ma jakieś obostrzenia - Fabina zdrobniła jej imię. Dla niej było wszystko jedno, gdzie się znajdowała, ważne że czas upływał w miarę przyjemnych okolicznościach. Cassidy spojrzała na nastolatków, którzy prowadzili wymianę zdań. - Mogę zaczekać razem z Markusem - powiedział Alexander - W takim razie, chodź Fabienne - rzekła Cassidy i zaczęła iść w kierunku uniwersytetu. Chłopcy zostali sami. - Nie będziemy stali tu jak kołki. Wchodzimy - zarządził Alexander. **** 12 Września 2016 Godzina: 15:15 Akademik, Parter Teren Uniwersytetu Markus wraz z Alexandrem weszli do środka akademika. Korytarz w którym się znaleźli prowadził do jednego z większych pomieszczeń. Jednak nim do niego ruszyli, ktoś ich zatrzymał. Tym kimś okazała się starsza kobieta w okularach, która prowadziła swego rodzaju recepcję. - A panowie do kogo? - zapytała, mrużąc swe jasnobrązowe, duże oczy. Jej głos był dość chrapliwy i nieprzyjemny w odbiorze, a zwłaszcza ton głosu. Ubrana w różowy sweterek, siedziała po drugiej stronie okienka znajdującego się w korytarzu. - Do pani profesor Owens - odpowiedział Alexander - A byli panowie umówieni? - zapytała ponownie tym samym oschłym głosem - Tak, byliśmy i chcielibyśmy poczekać na panią profesor pod jej mieszkaniem - wytłumaczył grzecznie McQueen - Przedzwonię i sprawdzę - odparła kobiecina, a oczekujący Alexander i Markus słyszeli jak opiekunka akademika korzysta z telefonu stacjonarnego. - Pani Owens? - zapytała o wiele grzeczniejszym tonem - Dwójka chłopców twierdzi, że jest z panią umówiona. O której godzinie mogę ich wpuścić? Za piętnaście czwarta? Dobrze - odezwała się do słuchawki i spojrzała na Markusa - Przyjdźcie za pół godziny - przekazała im - Świetnie - ucieszył się Alexander Z sąsiedniego pomieszczenia wyszedł ciemnoskóry, ciemnowłosy, wysoki mężczyzna o zarysowanych bicepsach. Kilkudniowy zarost oraz czarne oczy kontrastowały z jego egzotycznym wyglądem. Ubrany w kamizelkę, szal i jeansy zwrócił się bezpośrednio do recepcjonistki. - Pani Clay, wychodzę na miasto, ale będę przed jedenastą - zapowiedział i zatrzymał się przed chłopakami -Co tu robią dzieciaki? - zapytał -To poczekamy - Zwrócił się do Opiekunki i Alexandra, i skierował się w stronę foteli by tam poczekać te trzydzieści minut. Gdy miał już wyciągać telefon by zająć się przeglądaniem stron, lub grą, z sąsiedniego pokoju wyszedł mężczyzna który po poinformowaniu opiekunki zatrzymał się przed Marcusem i Alexandrem - Siedzimy i czekamy czy możemy w czymś pomóc? - Zapytał się Markus, traktując mężczyznę z góry. - Powiedzmy, że interesuje mnie cel waszej wizyty w tym miejscu - odpowiedział mężczyzna - Wydajecie się - powiedział szukając odpowiedniego słowa - Interesujący - dodał, a jego oczy zabłysły. Nieznajomy uśmiechnął się dość tajemniczo. - Przyszliśmy po wiedzę - Odparł Markus nie mając zamiaru wyjaśniać tego bardziej szczegółowo, nie znał tego mężczyzny, a nie miał zamiaru rozpowiadać wszystkim po co tu przyszli - Czemu wydajemy się Ci interesujący? - Zapytał Markus specjalnie używając Ci zamiast pana. - Wiedza jest dostępna dla wszystkich, którzy tu przybywają - skomentował mieszkaniec akademika - Powiedzmy, że macie coś w sobie niecodziennego. Coś innego niż typowi ludzie - zaakcentował ostatnie słowo Kolejny z kręgu pomyślał sobie Markus - Widzę że rzadko, macie do czynienia z takimi jak my - Odparł pod nosem Markus - Więc jeśli to widzisz to po co te podchody? - Zapytał się Markus, nim odpowiedział zadał kolejne pytanie - Jak mamy Cię nazywać ? - Trafnie to ująłeś - skomentował słowa Markusa, student - Z tych niezwykłych jesteśmy tylko my i nie wychylamy się za bardzo ponieważ na studia przybywają też inni osobnicy - powiedział - Najpierw musiałem was sprawdzić i nie mogę otwarcie mówić o tym kim jestem. Może zamienimy kilka słów w moim pokoju? - zaproponował i odwrócił się w kierunku recepcji. Mężczyzna zagarnął dłonią powietrze i zacisnął ją w pięść, a następnie otworzył i wydmuchał fioletowy pył w kierunku kobieciny - Zapomnij o tym wszystkim, co dziwnego usłyszałaś - wyszeptał mag - I co jeszcze usłyszysz Pani Clay po zetknięciu z pyłem miała dość nieprzytomny wzrok - D-d-d-obrze - wyjąkała - Nic jej nie będzie - wyjaśnił zdarzenie - Jestem Percivall Lopez - przedstawił się i podszedł do Markusa, a następnie wyciągnął dłoń, by chłopak mógł ją uścisnąć. - Czyli to ty jesteś ten Percivall - Powiedział do siebie, ściskając dłoń mężczyzny - Markus York - Odpowiedział chłopak, zastanawiając się nad dalszym krokiem, nie ufał Lopezowi więc nie uśmiechało mu się wchodzenie do jego pokoju, ale ich było dwóch choć może nie byli tak wyszkoleni jak student, ale mieli szansę w razie ataku - Prowadź więc mamy jeszcze chwile - Odrzekł Markus na zaproszenie. 12 Września 2016 Godzina: 15:24 Pokój Percivalla Akademik, I piętro Teren Uniwersytetu Pokój Percivalla znajdował się na pierwszym piętrze budynku, na samym końcu korytarza, którego ściany były obsiane drzwiami prowadzących do pozostałych pomieszczeń. - Mój pokój jest ostatni po lewej - powiedział, gdy zaczął ich oprowadzać - Udało mi się chwycić największy - dodał Bez zbędnych słów ruszyli w kierunku wskazanego miejsca. Zatrzymali się przed drzwiami, a student znalazł klucz, wsunął go do zamka, przekręcił , chwycił za klamkę i otworzył je. - Zapraszam - powiedział i zaczekał nim chłopcy przekroczą próg. Pokój Percyego przypominał sporej wielkości salon. Panował tu porządek, a goście nie wychwycili walających się notatek czy zwiniętych w kłębek skarpetek. Percy usiadł na jasnobrązowej kanapie, a chłopakom wskazał dwa skórzane fotele. - Więc? - zapytał, stawiając łokcie na kolanach, a głowę oparł na dłoniach, przyjmując nieco przygarbioną sylwetkę - Jakiej wiedzy poszukuje Kitsune i czarownik z diaboliczną aurą? Alexander postanowił wysłać krótkiego smsa. Chłopak wyciągnął telefon i zaczął stukać w klawisze. -Aż tak jest straszna? - Zapytał się Markus słysząc komentarz na temat swojej aury, wiedział że coś było z nią nie tak, ale żeby od razu diaboliczna. Gdy usłyszał pytanie, uśmiechnął się -To niestety musi pozostać tajemnicą nie znam cię, a ty mnie więc nie będę Cię obarczał naszymi problemami - Powiedział Markus zerkając na Alexandra - Możemy o czymś innym porozmawiać - Zrobił pauzę - Jak możesz tak dokładnie określić moją aurę? - York skupił się na aurze studenta by wychwycić czy nie będzie kłamał. - Gdybyś był czystym czarownikiem, twoja aura byłaby bardziej przejrzysta. Twoje ciało powinien otaczać fiolet, chwilowo delikatny, ale później powinien ciemnieć, by pokazać twoją rosnącą siłę - powiedział Percivall - Szanuję wasz sekret i nie będę dopytywał o szczegóły - dodał, gdy Markus przekazał mu odpowiedź dotyczącą celu wizyty - Diaboliczne czarne kreski występują tylko u “Zdrajców” Wiccańskiego kodeksu - wytłumaczył - Czarnoksiężnicy są potomkami czarownic, które zawarły niegdyś pakt z demonami, fantomami i inkubami oraz potężniejszymi bytami zrodzonymi z ciemności. Porozumiewały się nawet z samym diabłem. Natura im nigdy tego nie wybaczyła i odłączyła ich potomstwo od tradycyjnej magii Alexander przerwał pisanie smsów, by wysłuchać słów maga - Czarnoksiężnicy zaczęli doskonalić swe inne zdolności i zwrócili się o pomoc do swych prawdziwych przodków - dokończył - Skoro masz taką aurę, widocznie ktoś w twojej rodzinie jest czarnoksiężnikiem. Niedługo będziesz musiał wybrać swoje prawdziwe dziedzictwo, bo nie można być jednocześnie czarownikiem i czarnoksiężnikiem. Po tych słowach, czarodziej zmienił swoją pozycję i rozsiadł się, zakładając nogę na nogę. - Chcecie coś do picia? - zapytał - Może wodę? - rzucił Alexander - Jest na szafce, częstuj się - odparł mag Młody Kitsune podniósł się z fotela i ruszył do szafki. Po chwili powrócił z butelką wody i upił łyk. - Mówiłeś, że pochodzisz od Yorków? - zapytał Percivall - Dziękujemy - odpowiedział Markus na słowa Percivalla, później wsłuchał się w słowa studenta, były dość niepokojące, musiał się dowiedzieć co za tym wszystkim stoi, choć myśli kłębiły się w umyśle Yorka to nie było widać tego na jego twarzy - Co masz na myśli mówiąc od prawdziwych przodkach? Chodzi ci od duchy poprzednich pokoleń czy o coś innego? - Zapytał się, musiał dowiedzieć się więcej na ten temat i czy warto się zastanawiać nad decyzją. - Nie dziękuję - Odparł gdy zaproponowano mu wodę - Nie jestem spragniony i tak pochodzę od Yorków, czemu Cię to interesuje, czy miałeś z nimi jakieś problemy? - Chodzi mi bardziej o demony i im pokrewne istoty. Należą do przodków czarnoksiężnika. Podobno każdy z nich szuka własnego “opiekuna” by pomógł przeprowadzić mu szkolenie - odpowiedział Percivall - Ród Yorków składa się z czarownic, wróżbitów, druidów, podróżników, abominacji, czarodziei i czarnoksiężników. To dotyczy bardziej dalszej rodziny, więc zakładam, że nie z wszystkimi jesteś blisko. Markus spojrzał na swoją dłoń, na której został wyryta gwiazda, zapewne to było z tym związane - Rozumiem, będę musiał nad tym dłużej pomyśleć - Powiedział uśmiechając - Tak mój ród jest dość, rozległy, ale jako… Zamilkł na chwilę - Tak to zbieranina wielu indywiduów, ale znam większość rodziny od najdalszych gałęzi do tych najbliższych - Odparł, zaprzeczając Percivallowi. - Są wśród nich jacyś Kitsune? - zapytał Alexander włączając się do rozmowy - Kitsune wywodzą się bardziej z Japonii niż Europy - odparł Percivall - Ale na pewno musiały w jakiś sposób przedłużyć swój gatunek, więc mieszały się z podróżnikami, którzy przybyli do odległej Japonii. Mag uśmiechnął się do czarownika. - Zakładam, że nie wiedziałeś o swoim pokrewieństwie z czarnoksiężnikami? - zapytał mężczyzna - Nie ma, jak i wilkołaków, wampirów itd - Powiedział szukając dobrych słów- Powiedzmy że nie jest to zakazane, ale przyjęło się że nie mieszamy krwi z innymi gatunkami- Odpowiedział na pytanie Alexandra - Niektóre, brudy rodzinny są głęboko ukryte, uwierz mi i jedynie głowa zna je wszystkie - Odparł - Można było przypuszczać że przez kilka setek lat mogło kilku się trafić, jesteśmy strażnikami, a przynajmniej kiedyś byliśmy, a to wymaga siły - Powiedział z przekonaniem Markus. - Likantropy trzymają się zazwyczaj z daleka od arystokratycznych rodzin, a wampirem nie można się urodzić, tylko należy dokonać przemiany, a jak dobrze wiemy to żadna czarownica nie chce zostać wampirem - powiedział Percy - Dlaczego? - zapytał Alex - Bo zazwyczaj traci swą moc, podobnie jak czarodziej. Magia jest zarezerwowana dla żywych, a nie nieumarłych - odparł mag - Strażnikami? Masz na myśli aniołów strzegących Drugiej Strony i Nieba? - zainteresował się Lopez - Masz racje, ale te przykłady lepiej obrazują, rodzinna skłonność do czystości krwi - Odparł Markus, czy to było słuszne nie wiedział, ale w jakiś sposób na pewno, taka polityka pozwala zachować tajemnice, bo jeśli jesteś w tym zanurzony tak jak inni nie w głowie Ci rozpowiadanie tego na około - Historia mojej rodziny została głęboko wyryta w historii Wielkiej Brytanii, podczas wojny domowej, odłączyliśmy się od ludzkiej części rodu. Utrzymując neutralność. Dlaczego nie wsparliśmy naszych braci? Nie wiem, ale słyszałem że chodziło o różnice w postrzeganiu naszego daru - Zamilkł - Magia jest bronią, masowego rażenia i chciano z niej skorzystać co by spowodowało, zdemaskowanie wszystkich neutralnych, a co za tym idzie pogromy w tamtych czasach dość popularne. Dlatego zawarliśmy pakt ze zwycięzcą, za pewne prawa obiecaliśmy chronić kraj przed takimi jak nasi bracia, którzy by za pomocą magii chcieli podbijać i niszczyć, ale i przed złymi duchami, i tym podobnymi istotami. Często byliśmy doradcami i medykami, a dziś nie jesteśmy tak potrzebni jak kilkanaście lat temu - Zakończył swój wywód Markus. -Dlaczego czystość krwi jest taka ważna? - zapytał Alexander - Przecież nie byłoby nic złego w tym, że ktoś w rodzinie czarownic ma np. wilkołaka. Dwa gatunki w jednym. - Tu chodzi o moc i jej możliwości. Czysta, nieskażona natura da ci większą równowagę, stabilizację w oddziaływaniu na rzeczywistość. Wilkołaki są uważane za gwałtowny gatunek. Jasne, będąc pół czarownikiem i pół wilkiem twoja fizyczność w jakiś sposób będzie wzmocniona, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował cię sprowokować, by wytrącić cię z równowagi i wywołać twoją przemianę lub klątwę - odpowiedział czarodziej i wysłuchał historii rodziny Markusa - Widzę, że twoja rodzina odegrała ciekawą rolę, której już się nie podejmuje. Świat poszedł naprzód, nadprzyrodzony świat wzbogaca się o nowe gatunki istot, które wychodzą z cienia. Jestem pewien, że twoja rodzina wciąż trzyma oko na pewne sprawy. -Dokładnie tak jak mówisz, chodzi o moc i jej przepływ, jeśli miałeś w rodzinie wilkołaka mogłeś odziedziczyć po nim geny, a wtedy musisz się z tym męczyć tak zachowujemy czystość, a z każdym nowym pokoleniem nasza siła rośnie, moc staje się gładka, a przy tym skondensowana. Dlatego też w rodzinie występuje wielu potężnych czarowników czy podróżników. itd. - Wytłumaczył York - Nie tyle co się nie podejmujemy, musieliśmy zejść niżej, rozwój technologii, utrudnia nam działania, każdy mieszkaniec ma dziś aparat w telefonie, czy kamerę, miasta są naszpikowane tymi urządzeniami, a i ludzkości jest więcej, więc musimy uważać, co i gdzie robimy - Spojrzał na zegarek w telefonie - Na nas chyba już czas - Spojrzał na Alexandra - Rozglądaliśmy się, a prawie zbliża się czas na spotkanie - Wstał z fotela i wyciągnął rękę w stronę studenta - Miło było porozmawiać i dziękuje za informacje- Powiedział Markus. - Rozumiem - odpowiedział krótko Alexander, a Percivall pokiwał twierdząco głową - Każda rodzina czarownic ma swoje zwyczaje i stare traktaty. Najważniejsze abyśmy się szanowali i nie wywołali niepotrzebnych wojen z śmiertelnikami - rzekł czarodziej - A są śmiertelni, którzy o nas.. o was wiedzą? - zapytał McQueen - Łowcy czarownic i zabójcy magów są w pełni świadomymi śmiertelnymi, którzy posiedli nadnaturalną wiedzę i sposobach zabijania - wytłumaczył młodemu Kitsune, Lopez Alexander spojrzał na swoją komórkę, gdy usłyszał słowa Markusa - Faktycznie, masz rację. Czas szybko leci. Będziemy się zbierali i dziękujemy za rozmowę oraz powiadomię szybko Fabienne. - powiedział Alex - Odprowadzę was - zaproponował Percivall Wszyscy wstali ze swoich miejsc i opuścili pomieszczenie **** 12 Września 2016 Godzina: 15:15 Uniwersytet Teren Uniwersytetu - Więc ? - zapytała Cassidy, gdy ona i Fabienne weszły na boisko Lacrosse - Jak to jest być czarownicą? Jak to jest przestrzegać tych zasad waszych duchów? Jak to jest czerpać moc od natury? Na czym polega wasza magia? - zaczęła rzucać pytaniami. -Wow, wow, wow. Wolniej kochana, bo nie wyrabiam z taką ilością pytań na raz - powiedziała dziewczyna i zastopowała na chwilę nalew pytań na Fusion. -Po kolei dobra? Zatem jak to jest być czarownicą tak? W sumie to ja jeszcze sama nie wiem jak to być nią. Czy siać dobro czy zło. Nie wiem - powiedziała lekko się uspokajając i pogładziła się po ramieniu. Tak naprawdę musiałaby obudzić w sobie moc, by zobaczyć czy dałaby radę się na niej skupić. Rozejrzała się wokół i wzrok zatrzymała na jednej z bramek. -Duchów? To my w ogóle mamy jakieś duchy? - spróbowała rzucić czerstwym żarcikiem. Co do duchów to tylko wiedziała o Kitsune, ale reszty to chyba nie poznała czy coś. -Czerpać moc od natury. Moją naturą jest ciemność, przynajmniej tak mi zdaję…- - spojrzała w oczy okularnicy -...ale jak czerpać moc z czegoś co nie istnieje? - sama zadała pytanie. Może Cassidy będzie coś więcej wiedziała niż Fabi. -Co zaś się tyczy trzeciego pytania. To jest to bardzo dobre pytanie, ale moim zdaniem pochodzi to od jakiegoś rodzaju przechodzenia, przenikania przez ciało istoty magicznej, nieorganicznej, niematerialnej, które nas “zastępuje” przynajmniej ja tak odczułam- wypowiedziała się Fusion i skrzyżowała ręce pod biustem. Spojrzała raz jeszcze w stronę bramki i uniosła prawą dłoń a’la Vader i chciała “przekazać” moc na bramce. Fabienne uniosła w powietrze bramkę i przeniosła ją w powietrzu mając ją centralnie przed oczami. Skupiwszy się na niej rzuciła ją na sąsiadującą naprzeciwko bramkę stojącą po drugiej stronie boiska. Spojrzała na Cassie z miną mówiącą “Pomóż mi”. - Wybacz, ale te sprawy wydają mi się strasznie interesujące. Nie chciałam cię męczyć moimi pytaniami - powiedziała Cassidy i słuchała cierpliwie odpowiedzi. - Dopiero odkrywasz swoją naturę? - zapytała, gdy usłyszała o roli czarownicy - Spokojnie, jeszcze wszystkiego się dowiesz i kiedyś mi to powiesz - rzekła i uśmiechnęła się do blondynki - Ponoć w naszym świecie istnieją duchy natury, które opiekują się drzewami, kniejami i ich elementami. To one stanowią jedno z dostępnych źródeł czarownic. Tak samo jest z sabatami martwych wiedźm, których duchy obserwują z Drugiej Strony, nadnaturalnego czyśćca dla nadprzyrodzonych istot. Są jeszcze żywiołaki, które zarówno wiedźma czyli ty i czarodziejka czyli ja oraz czarnoksiężnik lub druid, a nawet Darach albo Kitsune może wezwać i uczynić z nich albo pomocników albo niewolników - skomentowała żarcik o duchach, a następnie wzięła się za kolejną kwestię - Natura jest czymś, co nas w tej chwili otacza. Te wszystkie elementy jak trawa, czyste powietrze, płomyk ogniska, ziemia, woda, zwierzęta, rośliny, mech porastający zapomniane ruiny. To wszystko określamy naturą. Nawet miasto posiada taką, ale można by rzec, że martwą - odpowiedziała - Ciemność jest elementem natury, niektóre zwierzęta są okrutne i potrafią zabijać dla przyjemności, a rośliny mogą mieć toksyczne właściwości. Na twoim miejscu uważałabym z ciemnością, bo może cię jeszcze pochłonąć. Na ostatnią udzieloną odpowiedź, nie zabrała głosu, a jedynie obserwowała popisy Fabienne. Cassidy wydawała się być pod wrażeniem tego, co przed chwilą zobaczyła. Lewitująca bramka okazała się być, fantastycznym chwytem. - Imponujące - powiedziała - Ale trzeba ją odstawić - okularnica zaczęła pocierać dłonie i po chwili wyciągnęła jedno przed siebie i wskazała na bramkę. Cassidy zaczęła wykonywać nieco skomplikowane gesty, ale nie odrywała oczu od bramki, w której okolicy pojawił się niewielki, świecący intensywnym kolorowym światłem okrąg, który wessał bramkę i pojawił się na drugim końcu boiska by ją odstawić. - A co sądzisz o tym? - zapytała, po wykonaniu czaru. Dłonie dziewczyny przez chwilę emanowały wielobarwnym światłem. - Wiem, że Ciemna Strona może mnie pochłonąć i będę robiła wszystko by do tego nie dopuścić - powiedziała Fabienne i zobaczyła na poczynania Cassie. Zrobiła wielkie oczka jakby zobaczyła Babadooka. -No no kochana to mi teraz zaimponowałaś - rzekła blondynka i biła lekkie brawa w stronę okularnicy. -Fajne światełka - stwierdziła dziewczyna, gdy ujrzała jej dłonie. - Dziękuję - odpowiedziała nieco zarumieniona Cassidy, która przybrała pozę zawstydzonej skromnisi Fabienne poczuła jak jej komórka zawibrowała. Przyszedł sms. - Odbierz, ja poczekam - powiedziała Treść wiadomości była dość krótka. O 15:45 widzimy się u pani profesor. Alexander Fabienne spojrzała na czas w swoim telefonie. Dziewczyna miała ponad 21 minut do wykorzystania. Nie musiała się jeszcze spieszyć. - Te światełka towarzyszą nam podczas rzucania zaklęć - powiedziała - Emanują magiczną energią, z której korzystamy przy rzucaniu zaklęć. Zazwyczaj barwa jest indywidualna bądź zależna od rodzaju sfery, po jaką sięgamy - wytłumaczyła, a następnie zaczęła kreślić wskazującym palcem okrąg. Czarodziejka zaczęła od powolnych ruchów dłoni, by je za chwilę przyspieszyć. Przed dziewczętami powstał portal, który po swej drugiej stronie pokazywał korytarz. - Nie stawiaj oporu, a wszystko będzie dobrze. Portal przeniesie nas do budynku - powiedziała Cassidy, a wywołany magiczny wiatr rozdmuchiwał jej blond włosy. -A więc mówisz, że mam tędy przejść tak? Zapomnij - powiedziała na początek, gdy ujrzała portal, ale potem ciekawość zaczęła brać górę nad rozsądkiem. Powoli podchodziła do portalu i najpierw się zawachała, a dopiero potem przeszła na drugą stronę zapytawszy najpierw. -Jesteś pewna, że się przeniesiemy pod gabinet pani profesor? - zapytała Fabienne. - Portal tam nie prowadzi - odpowiedziała Cassidy - Chciałaś przecież zwiedzić szkołę - dodała Portal wessał obie dziewczyny i przeniósł do innego miejsca. **** 12 Września 2016 Godzina: 15:24 Korytarz, I Piętro Uniwersytet Teren Uniwersytetu Portal zamknął się tuż za Fabienne, dziewczyny znalazły się na korytarzu - Jesteśmy na pierwszym piętrze uniwersytetu - powiedziała Cass Fusion zauważyła nieco surowy i poważny wygląd otoczenia. Ściany były szare, podłoga miała drewniane panele utrzymane w ciemniejszej barwie. Nie było tu żadnych ozdobników. - Jest tu dość…. - rzekła jasnowłosa - Sztywno, wiem. Taki jest charakter tego miejsca. Znajdziesz tutaj przede wszystkim sale wykładowe i pewnie gabinet trzech profesorów.. Nic szczególnego. Praktycznie większość pięter jest do siebie podobna - powiedziała -To nic, że tu “sztywno” jak to ujęłaś. Chcę jakoś spędzić czas by nie czekać z facetami- oznajmiła dziewczyna i wskazała dłonią, że Cassidy ma blondynkę oprowadzić po wnętrzu sali. Cassidy zachichotała. - W porządku - powiedziała i podeszła do pierwszych drzwi prowadzących do sali. Na szczęście były otwarte. Sala nie należała do największych pomieszczeń. Panował tu podział na rzędy ławek i krzeseł, a całe ułożenie przypominało mały amfiteatr. W centrum znajdowało się biurko wykładowcy. - Jak sama widzisz, nic specjalnego - mruknęła Cassidy - W tej sali mam wykłady z wierzeń ludowych. Na rzutniku, pani profesor pokazuje nam różne malunki czy portrety - powiedziała - A siedzę w trzecim rzędzie od dołu, czwarte krzesło od prawej - dodała i wskazała dłonią na miejsce - A Ty? Jakie miejsce byś wybrała? - zapytała -Jak najbliżej wykładowcy - zaśmiała się blondynka. Tak miała słaby wzrok, ale nie tak słaby by kij razy oko widzieć otaczający ją świat. -O tam w pierwszej ławce po lewej stronie w “grupie krzeseł” najbardziej wychylone krzesło po prawej - oznajmiła Fabienne i wskazała dłonią krzesło, na którym miejscu by usiadła. - O bliżej wykładowcy? - powiedziała Cassidy - Podziwiam twój wybór, ale wszystko zależy od profesora. Szkoda, że dopiero za miesiąc będą otwarte zajęcia dla słuchających. Zabierz ze sobą kilka osób i wpadnijcie na otwarty wykład o nadnaturalnych zjawiskach na przestrzeni lat. To świetna sprawa i jestem pewna, że będziesz zachwycona. -Z chęcią skorzystam z tej lekcji - oznajmiła dziewczyna. Mądra z niej osóbka i osobliwa, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa - pomyślała Fabi. Cassie ją zachwyciła tym co pokazała z bramką do Lacrosse. Była pełna podziwu jej zdolnościom nadnaturalnym. Uśmiechnęła się mimowolnie na wspominki sprzed kilku chwil, ta moc była piękna, a te światełka w jej dłoniach. Bajeczne. -Idziemy dalej? - zapytała okularnicę Fabienne. - Tak, tak - odparła natychmiast Cassidy, uśmiechnęła się i wyszła wraz z Fabienne z sali wykładowej. Nastolatce zostały pokazane jeszcze inne dwa pomieszczenia. - W tej sali odbywa się kulturoznawstwo - wytłumaczyła Fabienne, pokazując salę, która była wypełniona licznymi przedmiotami, maskami, makietami, planami - A tu mamy jedną z pracowni komputerowych - rzekła studentka, gdy dziewczyny znalazły się w pomieszczeniu z komputerami. Fabienne dostała krótką wiadomość od Alexandra. Zbieramy się na spotkanie z profesor - Musisz się już zbierać? - zapytała Cass i zaczekała na reakcję - W porządku, pozwól, że znów cię zabiorę portalem - zaproponowała i zaczęła powtarzać te same gesty, co wcześniej. Cass przywołała portal, który ukazywał korytarz z drzwiami po obu ścianach, a wieńczył się ostatnimi drzwiami w odcieniu mahoniowym. - Wchodź - powiedziała i wykonała pierwszy krok.
  4. Zgłaszam się, najpewniej będzie to mag na nekromancję
  5. Zamykam rekrutację, ale niedługo pojawię się tu znowu i mam nadzieję, że się uda
  6. Kara Kenis Nadal nie zawracała sobie nimi głowy, a nawet nieco przyśpieszyła kroku, by ich zgubić.
  7. Kara Kenis Kara idąc w stronę warsztatu po nowe części, usłyszała szamotaninę w jednym z okolicznych budynków. Nie wiedziała co tam się działo, ale bitka była niezła. Powoli kroczyła w stronę budynku wpatrując się w niego. Usłyszała po bójce jakieś słowa, ale nie rozumiała ich. Olała ten budynek i skupiła się na ważniejszej dla niej sprawie aniżeli na zaglądaniu do środka budynku. Szła w stronę warsztatu swoim własnym tempem.
  8. Kara Kenis -O to jest bliżej niż się zdaje - powiedziała do siebie blondynka i poszła w wyznaczonym kierunku. Za kilkanaście minut powinna dotrzeć na miejsce po potrzebne jej części.
  9. Cytując przedmówcę "Ja raczej na pewno zostaję do końca", chyba że coś się zmieni, ale o tym będę informował na bieżąco. Od razu zgłaszam obecność ograniczoną na forum w dniach 28-30 kwiecień, idę na Pyrkon w Poznaniu, to dla mnie pozycja obowiązkowa jak dla fana cosplayów i RPG czy fantasy.
  10. Kara Kenis Dziewczyna szła sobie uliczką ciągle rozpamiętując straconą siostrę. Uderzył w nią nieco mocniejszy podmuch i wyrwał ją z zamyślenia. Gdzie ja to miałam iść? - pomyślała dziewczyna i jej się przypomniało, że miała znaleźć części zamienne do samochodu, ale nigdzie nie mogła ich znaleźć, więc poszła spojrzeć na mapę. Miała przy sobie telefon komórkowy, najwyżej zrobi zdjęcie by miała mapę przy sobie. Musi się też zastanowić, gdzie podładować telefon, gdyż zostało jej 13% baterii.
  11. Życzę również wszystkiego najlepszego dla graczy, którzy zostali i oczywiście naszego Miszcza hehe. Ja wrócę na forum dopiero w poniedziałek
  12. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  13. Na mnie można polegać zawsze, zresztą Obi dobrze o tym wiesz, ja daję czasami max 2 dni posta po twoim, także mówię ja jestem odpowiedzialny za Mistrza Gry. "Szanuj swój czas i czas MG" przed chwilą wymyśliłem No i teraz sobie zepsułem ładny wynik jaki miałem postów
  14. Arden Usoka & Fabienne Fusion & John Daglas & Konomi Akagi & Lily Cooper & Markus York Alexander McQueen & Antoinette De Clare & Aviana Evans & Dallas Mccarthy & Maxwell Kenneth Woodhaven & Stanley Jensen & Theo Evans Na słowa Aviany jego wewnętrzny lis zareagował warknięciem. -Nie wiem jak inne Kitsune, ale ja nie lubię jak ktoś miota zaklęciami w moja osobę. Ale mamy chyba poważniejsze sprawy niż mój stosunek do magii. Nie zastanawia was dlaczego wizja dopadła właśnie nas? Nas, nie obrażając nikogo, którzy są raczej dość młodzi i nie za wiele wiedzą o świecie. Zwłaszcza naszym świecie.- Mocno zaakcentował ostatnie słowa. - Dlaczego ten ktoś, lub coś nie zwróciło się do kogoś starszego? Kogoś z większym doświadczeniem. Bo sytuacja wygląda jak z taniego filmu, czy gry fantasy. - Duchy bywają kapryśne - odezwała się beznamiętnym tonem Aviana - Możesz się im sprzeciwić albo zaakceptować ich “prośbę”. Tu nie ma podziału na starszych i doświadczonych oraz młodych i początkujących. Moc w każdej wiedźmie jest silna - dodała dziewczyna, spoglądając na Johna. John spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się lekko. -Nie przesadzaj. Doświadczenie i wiedza są równie ważne jak moc. I nie wmówisz mi, że masz taką samą moc jak twoja babka. bo nawet, jeśli to stara wiedźma pokona cię doświadczeniem. - Młodsza wiedźma może szybciej reagować - rzekła Aviana - John, ma rację - wtrącił się do rozmowy Alexander - Doświadczenie jest ważne, a my go jeszcze nie mamy. Wy pewnie znacie kilka sztuczek, a ja uczę się panować nad moją naturą. - Nie zebraliśmy się tutaj, by prowadzić dyskusję o doświadczeniu - rzekł Theo - Musimy ustalić nasze działania w całej tej sytuacji. Tak tylko przypominam. Arden zmarszczył lekko brwi na zadane przez Theo pytanie. - Niewiele możemy zrobić w sprawie ogniska i wilkołaków, chyba, że lubicie mięso z wilkołaka. Jeżeli chcecie możemy dodać do jakiegoś napoju jakąś substancję, żeby nie było z nimi kłopotu lub żeby ich wykryć, ale osobiście nie widzę takiej potrzeby. A jeśli boicie się, że ktoś nas może próbować zaatakować to przydałoby się podzielić po kilka osób i dyskretnie pilnować osób które planowały by się gdzieś oddalać. Może jakieś zaklęcie? - Ostatnie pytanie skierował w stronę Aviany, którzy ze wszystkich obecnych najprawdopodobniej największe pojęcie o magii. - Jeśli chodzi o Jolene, to też mogę pomóc z zaklęciem lokalizującym. - Chociaż wiedział, że jest wśród swoich, ostatnie zdanie Usoka wypowiedział nieco ciszej. - Zgadzam się z Ardenem - Odrzekł Markus - Choć uważam że wilkołaki nie będą problemem, każdy klan, wie że zbliża się pełnia, z tego powodu, zapewne nie zjawią się na ognisku. Markus zrobił pauzę. - Chyba że, będzie bez klanowym wtedy mamy problem ale nie powinniśmy się tym martwić. - Proponujesz tojad albo coś w tym stylu? - zapytał Ardena, Theo - Ktoś z was ma znajomości, by sprowadzić więcej tego ziela i zrobić z tego miksturę? - Markus, ludzie pokroju Aidena Spencera oleją niebezpieczeństwo pochodzące z ich wilczej natury i przyjdą się bawić na ognisku. To jest problem, którym musimy się martwić - rzekła Aviana - Któreś z was ma zamiar z nim porozmawiać? Wypytać go? - dziewczyna przeniosła wzrok na Ardena i już miała mu zamiar odpowiedzieć, lecz wyprzedziła ją Inette - Tak działa zaklęcie Cienia - powiedziała nastolatka - Potrzebny jest osobisty przedmiot i pukiel włosów, by poznać jego obecność i świat jego oczami. - Imponujące - przyznała z drobną niechęcią Aviana - Dalej uważam że nie jest to problem, czarownice wiążą porozumienia których i my musimy przestrzegać - Powiedział stanowczo Markus - Jeśli chcecie to zróbcie to, ale ja nie będę w tym brał udziału ponieważ może to popsuć stosunki z klanami. -Zależy co rozumiesz przez porozmawiać. Nawet jeśli spróbuję, nie ma pewności, że nie przyjdzie na ognisko, ani że nie zacznie wyprawiać głupot. Mogę mu dyskretnie powiedzieć żeby uważał, to wszystko. Chociaż wątpię czy będzie problemem. - Arden urwał na chwilę. - Zaklęcie pierwszej czarownicy potrafi znaleźć osobę bez żadnych dodatkowych akcesoriów [poprawcie mnie jak się mylę], potrzebuję tylko wiedzieć kogo mam znaleźć. -Skoro stosunki z wilkami tak leżą ci na sercu, może warto by ich powiadomić o tym co się szykuje. Bo nawet jeśli Spencer oleje zagrożenie i zechce pojawić się na ognisku, to może wpłynie na niego jego klan - Zgadzam się warto by było porozmawiać z alfą klanu, choć nie wiem czy nam się uda - odparł Markus. -Tak naprawdę warto powiadomić wszystkich. Zwłaszcza naszych opiekunów. Taka sytuacja wymaga byśmy zasięgneli rady u każdego. A zarówno czarownice, jak i lisy powinny wiedzieć, że coś się szykuje. - Ja już skontaktowałem się z moim opiekunem i kazał mi się udać na uniwersytet by porozmawiać tam z przyjaciółką rodziny, ma pewne książki, które mogą rozjaśnić nam troszeczkę tą sytuacje - Spojrzał po zebranych - Ktoś z was chce jechać ze mną ? - Zapytał się mimochodem. - Wypytać go i sprawdzić co wie. Może by ujawnił kilka informacji, które mogą nam się przydać - odpowiedziała Aviana i zamyśliła się na chwilę - Zaklęcie Pierwszej Czarownicy powinno wystarczyć, Ardenie. Będziesz musiał tylko pomyśleć o Joleene bądź naszych zaginionych - dodała - A ja uważam, że jest to sprawa czarownic. Nie musimy mieszać w to wilkołaków. Wystarczy, że upewnimy się, że wiedzą jakie zagrożenie niesie ze sobą pełnia księżyca - odparł Theo -Ale to nie jest zwykłe zagrożenie. to coś więcej. Dlatego klany powinny się dowiedzieć. -A znacie jakieś klany wilkołaków i ich Alfy? - zapytał Theo -Nie nie znam. I wolałbym nie poznawać, Nie przepadamy za sobą. Dlatego chcę się poradzić opiekuna. jakiś sposób musi istnieć, by się z nim skontaktować. -Naprawdę? - zapytał Max - Powinniśmy więc na siebie warczeć i szczekać - dodał ciut rozbawiony - A wiadomo, dlaczego pałamy do siebie taką niechęcią - odezwał się Stanley - Wydawało mi się, że się kumplujemy, John - dodał chłopak -Mówię ogólnie wilki i ogólnie psowate nie przepadają za lisami. Nam to nie przeszkadza. - John wyszczerzył zęby do Maxa i cicho warknął. -Po wszystkim zapraszam na wspólne wycie do księżyca. -Dobrze, dobrze. Nie będę już tego drążył - odparł Max - To, co szykujemy się na wspólną wycieczkę do uniwersytetu? - zapytał wszystkich - Uważam, że spotkanie z przyjaciółką rodziny Yorków, może być dla nas całkiem pouczające. Jak myśli reszta? - odezwała sie Aviana - Odpadam, bo nie zerwałem z magią - rzucił Dallas - Zostanę w domu - Myślę, że mogę się z wami wybrać - rzucił Alexander - Ale muszę wymyślić dobrą wymówkę dla mamuśki. - Zastanowię się nad tym - powiedziała Inette - A ja chętnie się wybiorę - rzucił Stanley - I mogę zabrać ze sobą kilka osób. -Nie możemy wszyscy się wybrać. Cześć niech jedzie, reszta która zostanie, będzie szukała wskazówek na miejscu. Mamy za dużo do zrobienia i strasznie mało czasu, byśmy wszyscy jechali na uniwerek. -Zostanę i spróbuję znaleźć Jolene, skoro i tak ja muszę wykonać zaklęcie lokalizacyjne. Ale powodzenia w szukaniu. - Arden zawachał się przez chwilę. - Dam radę to zrobić sam, ale to raczej nie jest zadanie dla jednej osoby. Wycieczki też nie chcę, maksymalnie jedna, dwie osoby. -Pomogę ci przy tym zaklęciu. Nie wiem, czy rzucanie we dwoje coś zmieni, ale możesz na mnie liczyć. Tylko skąd wziąć jej osobisty przedmiot? Włamiemy się do szafki? Arden uśmiechnął się słysząc te słowa. - Dusza przestępcy, od razu chce się włamywać… Zaklęcie pierwszej czarownicy zadziała bez przedmiotu, muszę się tylko skoncentrować. Jeśli to nie zadziała, to rozważymy tą opcje z przedmiotami… - Arden wiedział, że zaklęcie pierwszej jest potężniejsze od cienia, ale nie chciał psuć humoru chłopakowi. Zamiast tego odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął się lekko. - Dzięki. - Szybkim wzrokiem spojrzał po reszcie uczestników zebrania. - Ktoś jeszcze? Może jakaś dziewczyna? - Przy ostatnim słowie wyszczerzył lekko zęby. Ludzie byli tutaj stanowczo zbyt spięci. -Ale o co chodzi? - dopiero “obudziła” się Fabi, ale słuchała reszty co do joty. John wyszczerzył zęby do Ardena -A czego się spodziewałeś po Lisie. Urodzonemu spryciarzowi i oszustowi? Pytanie gdzie będzie najlepsze miejsce i czas do rzucenia twojego zaklęcia? Arden zastanowił się przez chwilkę. - Nie ma to znaczenie jeśli chodzi o siłę zaklęcia, ale jest to dość mocne i wymaga nieco koncentracji, więc wolałbym to zrobić gdzieś w odosobnionym miejscu. Koło mojego domu jest mały plac zabaw dla dzieci, ale od przedwczoraj jest tam dość mokro, więc nikt tam nie chodzi. Nie żeby w ogóle ktoś tam chodził… - Arden spojrzał na Johna - Chyba że masz coś lepszego i bliższego. - Jedyne miejsce które znam to lasek otaczający mój dom. jest tam parę zakamarków w które nikt się nie zapuszcza. i gwarantuję, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. -Może być. - Mruknął cicho Arden i skupił się na słowach Aviany. -Okej, okej - przerwała Aviana - Bo zaraz się pogubimy. Arden i John zajmą się zaklęciem lokalizacyjnym, ale potrzebują jeszcze jednej ochotniczki bądź ochotnika - dopowiedziała - Ktoś z reszty chce ich wspierać? - zapytała - Konomi? Lily? Fabienne? Inette? - wymieniała imiona dziewcząt - Zaś nasz kolega Markus planuje wycieczkę do pobliskiego uniwerku, by spotkać się tam z przyjaciółką rodziny. Kto się ostatecznie zabiera? - wtrącił się Theo -Tak ja. Ja chcę jechać z Markusem - powiedziała Fabienne i uniosła rękę do góry. Chciała jechać z nim przynajmniej nie będzie się pchała w czysto magiczne zdolności i zabawy w czary-mary, niby to lubi, ale nie tym razem. Musi najpierw ogarnąć swoją ciemną stronę. -Arden ma rację. Nie potrzeba tam zbyt wiele osób, więc ja odpadam - oznajmił wszystkim Stanley - Zostanę na miejscu - powiedział Theo - I będę pod zasięgiem chłopaków - rzucił porozumiewawcze spojrzenie Ardenowi i Johnowi. - To ja się zgłaszam na ochotnika - rzekł Alexander - Chętnie się z wami zabiorę - Będę obecna w mieście - mruknęła Inette - Ja także - odpowiedziała Aviana - To zatem mamy ustalone. Czego jeszcze potrzebujemy? - zapytała Konomi która do tej pory wyglądała na drzemiącą osobę ziewnęła wreszcie przeciągle i przetarła niby zaspane oko. Ciągle w pozycji “leżąca na ławce” postanowiła skupić trochę więcej uwagi, przynajmniej obdarzyć wzrokiem osoby na debacie. Nie wychylała się na razie. Po prostu czekała do jakich wniosków dojdzie reszta ludziów i wybrać rolę idealnie leżącą w jej kompetencjach. Czy jakoś tak. A jeśli okaże się zbędna to chętnie utopi smutki w odmętach sklepowego szaleństwa. -Właśnie. Potrzeba gdzieś Wam jeszcze człowieka? Bo uznam że zostawiacie mnie bezrobotną. - zażartowała z iskierką w oku i przymilnym uśmieszkiem Konomi. -Może mam z kimś pogadać? Albo coś… bardziej no… śmieszkowego? Arden odwrócił się w stronę Konomi. - Nam przyda się pomoc. Ktoś będzie musiał porozmawiać z tą Jolene, a chyba lepiej będzie jeśli ujrzy dziewczynę niż dwóch nieznajomych facetów dobijających się do jej mieszkania. - Po tych słowach Arden spojrzał na Avianę i resztę towarzystwa. - Co z innymi osobami w klasie? Ktoś ma jakiś kontakt? I dalej nie wiemy co dokładnie zrobić z ogniskiem. Byłoby dobrze, gdyby kilka osób zawsze czuwało nad ogniskiem, możemy się jakoś podzielić. Ktoś zamierza nie przyjść? - Ja i tak miałem pilnować ogniska więc z tym nie ma problemu, jeszcze dwie osoby i będzie komplet - Zwrócił się reszty - W szkole jest więcej takich jak my więc jeśli coś się stanie pomogą nam. Konomi zachichotała słysząc taką myśl. -Coś w tym jest. O ile nie będzie to jakaś cheerka, to pewnie jakoś się zgadamy. A dwaj podejrzani faceci walący mi w drzwi faktycznie nie wyglądaliby zbyt zachęcająco. - przyznała humorzaście - Wchodzę w to chłopaki! Postanowiła także dorzucić swoje zdanie co do bezpieczeństwa ogniska. -Możemy czuwać nad bezpieczeństwem personalnie, ale nie każdy może być w stanie poskromić rozszalałego wilkołaka. Myślę że prób naszego wkładu przydałyby się jeszcze jakieś środki zabezpieczające. Otoczenie miejsca imprezy srebrem nie wchodzi chyba w grę… A utrzymanie jakiegoś świetnego zaklęcia odstraszającego na długo się nie sprawdzi. Każde z nas ma jakieś ograniczenia. Oprócz tego że mamy ludzi, trzeba wymyślić środki do pilnowania. -Dorzucić do ogniska Werbenę i Tojad. Może zadziała. -John lekko się uśmiechnął. -Najlepiej byłoby odwołać to całe ognisko i byłoby po problemie. Tylko, że to raczej nie wchodzi w grę. -Nie możemy - Odparł Markus Johnowi - Popadamy troszeczkę w paranoje, gdyby nie ta wizja nie wiedzielibyśmy o tym że są wśród nas wilkołaki, a teraz martwimy się na zapas. Jest nas spora grupa jeśli każdy będzie miał oko na to co się dzieje nic się nie powinno stać. Arden pokiwał głową słysząc słowa Markusa. -Brzmicie jakbyście mieli zrobić na ognisku Holocaust wilkołaków. Można troszeczkę się przygotować, ale naprawdę nie uważam, żeby było potrzebne było dosypywanie tojadu czy werbeny do ogniska. Po prostu miejmy przy sobie coś na wilkołaki, w razie czego. -Zaklęcie graniczne związane z porą dnia lub nocy. Można oddzielić pewien obszar i zakląć go, by oddzielał nas od wilkołaków. Jest tylko jedno “ale” - powiedziała Aviana - Jeżeli ktoś inny przejdzie przez ustaloną granicę, nie będzie mógł powrócić dopóki czar nie zostanie zakończony. - A my nie odpowiadamy za napalone pary i ich chęci kopulowania - rzucił z lekkim obrzydzeniem Theo - Pomysł z tym środkiem zaradczym jest dobry - pochwaliła Aviana - Mój lud potrafi robić tojadowe granaty - rzekł Stanley - Mam kilka przynieść? - zaproponował - Wilkołaki wilkołakami, a co z gatunkiem do którego należą Azalea i Jessie? - zapytała Aviana - A co z Maremi i Chibą? Stacy? Amber? Morganem? - Ja mogę zagadać z Azaleą, i że tak powiem wybadać teren - powiedziała dziewczyna i przesunęła się bliżej zebranych osób. -Nie chciałbym robić tego zaklęcia granicznego. Ktoś może nawet pójść do domu, zapomni czegoś, będzie próbował wrócić… Różne rzeczy mogą się zdarzyć. - Arden ledwo zauważalnie spojrzał na Markusa, szukając wsparcia. - Granaty mogą się przydać. -Tak zaklęcie to przesada - Przytaknął na słowa Ardena - Jest to impreza, a nie więzienie. Co do innych nieludzi oni nie reagują tak na pełnie jak wilkołaki więc, są znikomym problemem, poza tym jest więcej uczniów którzy ukrywają swoją prawdziwą naturę, mogę to stwierdzić po nas. A nie chcecie chyba pytać każdego czy jest z innej rasy. -To tak jeszcze… - podrzuciła niepewnie - Może zamiast materialnej, namacalnej ściany dałoby się postawić coś blokujące likantropię. W sensie nie wchodzenie a przemianę w wilka. Albo chociaż może zasłonimy księżyc… Nie ma księżyca to nie ma wilka… - podsumowała lekko zrezygnowana brakiem lepszego pomysłu. -Granaty zielne na imprezie. Brzmi dość zabawnie. Ciekawe czy miałyby takie same efekty jak… zioło. - zarzuciła bujną wyobraźnią swego umysłu Kono. -Też mogę pogadać z kimś. - podsunęła - To żaden problem… O ile się akurat nie gryziemy. - Jeżeli chodzi o sytuację z Chibą i z Maremi, to znaczy do jakiego “gatunku” dziewczyny należą to ja mogę się zająć odpytką. Nie powinno to być trudne. Mam nadzieję - powiedziała Lily, która przez całą tę dysputę była cicho i się nie odzywała - Zostawcie mi zatem Morgana - odezwała się Inette - Z nim sobie pogadam. - Bądź tylko ostrożna. To wampir - powiedział Theo - Wiem! - burknęła nastolatka - Wracając do wycieczki, Lily, nie chcesz uzupełnić szeregów? Jedzie dwóch chłopaków i jedna dziewczyna - mruknął Alexander - Dołącz do nas, o ile Markus nie ma nic przeciw temu. Będziemy wyglądać wiarygodniej przed panią profesor. Powiemy, że należymy do jakiegoś kółka. -Jak Lily chce może jechać, miejsca jest pod dostatkiem - Odpowiedział na słowa Alexandra - Nie będzie to konieczne, mój dziadek już ją o tym poinformował. - Nie, raczej nie. Wezmę dziewczyny i postaram się na spokojnie z nimi porozmawiać. Widziałam dzisiaj u Chiby coś dziwnego….jakby w jej oczach pojawił się płomień. I to dosłownie. Z chęcią zrobię z nimi babski wieczór i obgadamy co i jak. Kogo miały lub mają w rodzinie - odpowiedziała Lily na propozycję wycieczki - Zostaje nam zatem Stacy, Elliott, Amber i Jessie oraz Aiden - wyliczyła Aviana - Jeżeli Aiden jest wilkołakiem to jego brat, Ethan także musi nim być - powiedziała blondynka - Co z nimi robimy? Zostawimy ich w spokoju? - Mogę porozmawiać z Stacy - odparł Stanley - Chyba żadne z was z nią za bardzo nie trzyma. - Widziałam jak Arden z nią ostatnio rozmawiał - odezwała się Inette - Wezmę na siebie Elliotta, jakby co - zaoferował sie Max - A może Konomi chce z nim porozmawiać? - Dobrze, dobrze - podsumowała Aviana - Spotkamy się, gdy wypełnimy nasze zadania. Zrobimy to przed czy po ognisku? -Mogę porozmawiać z Aidenem. - Arden westchnął lekko i odwrócił się do Inette. Postanowił nieco sprecyzować jej komentarz. - Rozmawiałem z Aidenem. Ona się przypieprzyła później, i raczej jej nie zapraszałem. - Nie lubił osób jak “zepsuta królowa” i wolał jasno dać to do zrozumienia. - Mamy cztery dni do ogniska, licząc z dzisiejszym. Powinniśmy zdążyć zrobić to przed, im szybciej tym lepiej. -Może na tym zakończymy spotkanie. Przerwa się kończy. proponuję spotkać się ponownie jutro w tym samym miejscu. omówimy wszystko, co udało nam się ustalić. -No to jesteśmy dogadani, ale czy jesteście w stanie teraz jechać? Spytał się zainteresowanych osób - Kierowca już jedzie, a książek nie będziemy mogli zabrać ze sobą więc możemy wrócić późno. -Z E...Elliotem? - zapytała z nutką zastanowienia mieszanego ze straszkiem. - W sumie mogę. I tak miałam z nim pogadać. Może mnie nie zabije po tej rozmowie… Ani nie załamie. Ale mniejsza. Sprawa prywatna. Mogę go wziąć. - potwierdziła -Damy radę jeszcze przed! O to się nie martw! - Teraz? Mamy się zerwać z trzech ostatnich lekcji i kosza? - zapytał Alexander - Arden, usprawiedliwisz mnie? - zapytał chłopaka - Na pewno chcecie opuścić chemię i fizykę? - zapytał Theo - McQueen i Madden nie darują wam tego. Pójdą pały do dziennika jak nic. - Mama będzie wściekła. Mogę być uziemiony - rzucił Alex - Nie możemy tego wyjazdu przełożyć na po lekcjach? - zaproponował -Wtedy wrócimy około 22:00 jak nie później, a nie mogę obiecać że doktor będzie na nas czekała tak długo - Spojrzał na Ardena - Możemy zawsze podciągnąć was pod sprawy rady i wtedy będziecie mieli zwolnienie a i nauczyciele nie będą się czepiali. -Może wykorzystacie to krwawienie z nosa. Podciągnie się to pod osłabienie i konieczność opuszczenia lekcji. -Raczej tylko jedna osoba może użyć autorytetu rady szkoły, więc zostawiam to Markusowi. - Arden zwrócił się do Markusa. - Jak coś mogę wziąć Alexa, nasz trener od kosza go lubi. Chociaż chyba lepiej będzie jak zwolnisz wszystkich. Jak uważasz. -Spróbuje, po spotkaniu pójdę do dyrektora i poproszę by was zwolnił z ostatnich zajęć, jeśli nie to proszę Mie, a jej nikt nie odmówi - Uśmiechnął się Markus. -Ale wątpię by były jakieś problemy jeśli obiecamy nadrobienie zaległości. - W porządku, wygląda na to, że sprawę mamy załatwioną - odezwał się Alex - A zatem, wszystko już mamy umówione - zabrała głos Aviana - John, wstrzymajmy się z tym spotkaniem do czwartku. W jeden dzień wszystkiego nie załatwimy, a wy macie zaklęcie do rzucenia i odnalezienie Joleene. Dzięki, że przyszliście. Bądźmy w kontakcie - odparła Aviana i w końcu przerwała zaklęcie z płonąca szałwią, a jej brat zdjął zaklęcie niewidzialności. Grupa zaczęła się rozchodzić.
  15. Punkt dla Swary. Lepiej mniejsze, bo wygląda na to, że sesja będzie trwała powiedzmy rok prawdziwy, a w świecie sesji nie minie tydzień.