Wolha

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    113
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Wolha

  • Ranga
    Erpegowy nowicjusz
  • Urodziny 08.02.1992

Profile Information

  • Gender Female

Ostatnie wizyty

228 wyświetleń profilu
  1. Ok. Zaległy styczeń: Konomi Akagi - 3 ( za śliczny pokaz "zauroczania" płci przeciwnej ) Arden Usoka - 3 ( ciężko mi znaleźć odpowiednie określenie, ale najbliższe będzie "inteligencja". Więc za inteligencję postaci ) i zostaje 3... Aleksander McQueen - 2 ( co by zmotywować do częstszego pisania bo mi tam się postać podoba ) Obi - 1 (boś mnie zaciął tym dialogiem z Morganem )
  2. Antoinette De Clare Panowie odpowiedzialni za utrzymanie porządku w mieście przywitali ich tak serdecznie, że Inette aż nie mogła uwierzyć jak to możliwe, że Ci ludzie nie rozwiązali sprawy w 5 minut. W końcu z takim talentem do wzbudzania sympatii i zaufania, ewentualni mordercy czy inni zbrodniarze skruszeni powinni sami ustawiać się w kolejce do wymiaru sprawiedliwości. Boże chroń królową i policjantów chciałoby się zakrzyknąć. Tak naprawdę to nie. Z każdą kolejną minutą słuchania ich wywodu obdarzała ich coraz bardziej pogardliwym wzrokiem. Kiedy jeden z nich zasugerował Avianie, że pomyliła wilka z psem, nie mogła się powstrzymać i mimowolnie uśmiechnęła się kącikiem ust, unosząc jedną brew w górę, przez chwilę rozważała rzucenie jakiejś sarkastycznej uwagii , która wyraziłaby jej zdanie na temat marnowania czasu albo zareklamowanie Discovery ale to miałoby raczej średni sens. O ile w ogóle by miało... Zamiast tego spróbowała się skupić na sprawie ale to było równie bezsensowne. Nigdy nawet nie widziała tej zaginionej dwójki, a nawet jeśli to nie zapadli jej w pamięć. Zaginęli to zaginęli smutno, szkoda ich rodzin bo im to już pewnie wszystko jedno ale to nie ona spędziła parę lat w szkole oficerskiej, ucząc się tropienia morderców więc jej mierny zapał do pomocy raczej nie na wiele by się przydał. Kiedy padło polecenie wyjścia osób o pfff "słabych nerwach" było prawie jak ratunek przed kolejnymi minutami totalnej nudy. Zerknęła szybko na Fabienne i Lilke ale te twardo siedziały. Westchnęła i zrezygnowana powierciła się na krześle próbując znaleźć w miarę wygodną pozycję, która pozwoliła by na chwilę przymknąć oczy. Jak to się mówi? Każdą minutę wykorzystaj tak, żebyś tego później nie żałował, a czego jak czego snu nigdy nie żałowała. Niestety chyba ludzie projektujący szkolny wystrój wnętrz nigdy nie słyszeli o tej mądrej maksymie bo krzesła całkowicie uniemożliwiały jakąkolwiek wygodę. I wtedy, nastąpił cud! W końcu pokazali coś interesującego! Sama nigdy nie była zbyt wielką fanką narkotyków co nie oznaczało, że nigdy ich nie próbowała. Litości. Trawkę to chyba każdy chociaż raz odpalił. Co innego jej dawni znajomi. Aż dziw, że mieli tak marne oceny z chemii, mając tak rozwiniętą wiedzę praktyczną. Owszem różne dziwne substancje potrafią wywołać krwotok z nosa, wymioty, przekrwione oczy i rozszerzone albo zwężone źrenice to w zasadzie norma. Jednak nijak nie przemawiały do niej poparzenia. Narkotyki wywołują trwałe uszkodzenia ale raczej wewnętrzne. Nie przypominała sobie, żeby jakiś był na tyle hm... silny? Żeby przyjmowany do "wewnątrz" bo skoro to proszek musiałby być albo wciągany, albo wstrzykiwany albo w zasadzie ciul wie, ale przecież się nim nie nacierali z zewnątrz. Chyba, że mieli już tak zlasowane mózgi, że liczyli na to, że się posypią, a on sam się wchłonie. Tylko nawet jeżeli, to musiałaby być substancja silnie żrąca albo coś takiego, a wtedy przy próbie wciągnięcia jej czy coś powinna powodować jakieś oparzenia błon śluzowych więc raczej taka osoba kończyłaby od razu na pogotowiu. Idąc tym tropem to albo zdjęcia zostały specjalnie podkoloryzowane żeby skutecznie zniechęcić młodzież do narkotyków albo mają przyjemność oglądać prawdziwych geniuszy homo sapiens, którzy zamiast podpalić blanta, podpalali własną rękę. Nad pochodzeniem fioletowych wypustek nie chciała się nawet zastanawiać. Może to zmutowane ośmiornice? Tak czy siak czas uciekał, Fabienne wybiegła z sali, ale zanim Inette zdecydowała się pójść za nią zdążyła wrócić i dołączyć do grupki zadającej pytania. Dziewczyna właściwie też miała pytanie, a nawet dwa. Na jedno odpowie sobie sama, nie to żeby to było jakoś bardzo istotne w tej chwili, ale tak dla praktyki. Skupiła wzrok na stróżach prawa. Magiczne oko, ukaż mi aurę! - zaśmiała się w myślach. Te wszystkie czary mary dalej ją bawiły. (I co my tu mamy?) Oraz drugie, które zadała już głośno. - A co to za narkotyk? I on jest w końcu w proszku, w tabletce czy jak? Po czym możemy poznać, że ktoś to zażywa? Tylko tak zanim się wykończy, jak na tych zdjęciach. Może jakiś specyficzny zapach ma? Albo wywołuje jakiś konkretny stan? Euforia? Halucynacje? - I czego nam nie mówicie... - dodała pod nosem, tak że usłyszeć ją mogły co najwyżej osoby siedzące obok.
  3. Rzuciwszy 1k10 dla gracza o nicku Wolha, Wolha uzyskał(a) wyniki: kość 1: 9. Suma wyników = 10 Powód rzutu: Rozpoznawanie nadnaturalnego
  4. Czy potrafiłabyś napisać wiersz na jakiś poważny, smutny temat czy Twoje zdolności ograniczają się do rozbawiania towarzystwa? Zdradź nam jakiś swój sekret, taki o którym nie powinniśmy wiedzieć, a który pokazałby nam jaką Twoją wadę.
  5. Znikam. Wstępnie do 8-10 lutego.
  6. Znikam ze strefy, wstępnie do 8-10 lutego.
  7. Antoinette De Clare Nie do końca rozumiała zachwyt żeńskiej części szkoły Panem Parkerem. Przyjrzała się mu uważniej, ale zamiast dostrzec jakieś niesamowite, wyjątkowe aspekty jego urody, zobaczyła tylko jak powietrze wokół niego gęstnieje, tak jak wcześniej w przypadku Morgana i zmienia kolor na ciemnozielony, zamrugała parę razy ale to nic nie dało. Chmurka dalej opływała nauczyciela. To z kolei zwróciło jej myśli z powrotem w stronę sprawcy wszelkich jej kłopotów. Słowa nauczyciela docierały do niej jak zza ściany. Była tylko sytuacja sprzed paru minut, a im dłużej ją analizowała, tym mocniej czuła się zawstydzona własnym zachowaniem. Dała się ponieść emocjom i to na oczach tylu ludzi, po prostu wstyd. I ten pocałunek? Co on musiał sobie o niej pomyśleć? Nie no, tylko pogratulować. I skąd on tyle wie? Albo to wariat, który wierzy w ufo i wróżki, co było mało prawdopodobne bo dotąd zachowywał się dość racjonalnie albo ją przejrzał. Chyba, że jest jakaś trzecia opcja. Tylko jeśli tak to jaka? “A Ty możesz być kotwicą mojego człowieczeństwa…” co chciał jej tym powiedzieć? I ta czerwona chmurka. Trochę za dużo tych pytań. Najlogiczniejsze byłoby zacząć od dowiedzenia się o co chodzi z tymi kolorowymi dymkami, może to ona zwariowała? - Nie! Stop! Z Tobą wszystko w porządku i jeśli ma tak zostać musisz uwierzyć w siebie. To świat postanowił oszaleć. - pomyślała, po czym dzwonek przywrócił ją do świata rzeczywistego. Wychodząc z klasy, wpadła na Panią od francuskiego i jak na złość nawet wokół niej unosiła się poświata. Dla odmiany w kolorze szarym. Wydukała krótkie “Przepraszam” i pędem rzuciła się w stronę łazienki. Sprawdziła wszystkie kabiny, po omacku szukając w torebce telefonu. Kiedy upewniła się, że jest sama wybrała domowy numer. Z niecierpliwością przestępowała z nogi na nogę. - Babciu odbierz! Sygnał połączenia trwał. Babcia kazała na siebie trochę poczekać. - Słucham? - odezwała się po chwili - No nareszcie! Co Ty robisz z tym telefonem?! Na księżyc go wysłałaś i dopiero teraz ściągałaś czy co? - Tak w zasadzie to mogła sobie darować złośliwy komentarz. Przerwa krótka, nie ma czasu na słuchanie kazań. -Byłam odrobinę zajęta. Pani Proudfree znowu mnie zagadała i podpytywała o maści na potencje - odpowiedziała Josephine - Czemu dzwonisz? Znów trafiłaś do dyrektora?! - Ah, ta Twoja wiara we mnie. Cały czas mnie zadziwia. Skup się! To ważne! Czy to możliwe, żebym widziała jakieś kolorowe coś. Takie jakby chmurki wokół ludzi? -Aury - rzekła krótko i dodała - To się nazywają aury, odzwierciedlają prawdziwą naturę nadnaturalnej istoty. Nie wszystkie czarownice potrafią korzystać z takich zdolności. Większość śmiertelników ma szarą aurę, nimi się nie musisz przejmować. Czarownice będą miały fioletowy odcień, wampiry czerwony, a wilkołaki ciemnozielony - odparła mentorskim tonem - Jakie aury zobaczyłaś? - zapytała Miała wrażenie, że ktoś na chwilę zgasił światło. Zsunęła się po ścianie na podłogę. Wzięła kilka głębszych wdechów i świat powoli zaczął wracać do normy. - Co czerwony? - Wampir, istota, która karmi się krwią by przetrwać - odparła zaniepokojona babcia - Wszystko w porządku? Zobaczyłaś jakiegoś? - Wampir? Taki jak w Drakuli? - Na pewno nie błyszczy w słońcu. Legendy głoszą, że pierwszymi wampirami została pewna rodzina. Ich matka po stracie najmłodszego syna chciała zapewnić swym dzieciom przetrwanie. Chciała uczynić ich szybkimi, silnymi i nieśmiertelnymi. Esther, tak miała na imię pierwsza czarownica, zwróciła się do swej przyjaciółki Ayany z prośbą o pomoc, jednak ta odmówiła, bo przeistoczenie dzieci wiązała się z mroczną i zakazaną magią, Mąż Esther, Mikael namówił własną żonę by sama odprawiła rytuał. Nowo przemienione dzieci by dokończyć przemianę musiały wypić krew człowieka. Wampir nie może przebywać na słońcu, spali go, gdy tylko jego skóra zetknie się z pierwszymi promieniami. Są silni, zwinni, niesamowicie szybcy i wytrzymali, co czyni ich niebezpiecznymi drapieżnikami. Zwierzęca krew osłabia ich organizm, a wampir, który powstrzyma się od stałego karmienia zostanie wysuszony. Ich ciała regenerują się, gdy się karmią. - No i dupa. Ty nie żartujesz? -Z takich powodów nie żartuję - odparła - Muszę kończyć. Chyba. A, mam zamiar uciec z lekcji i szlajać się z potencjalnym zabójcą, informuję żebyś się nie martwiła. - Tak, tego też nie musiała mówić. - CO ZAMIERZASZ ZROBIĆ? - zapytała babcia,nim Inette zdążyła się rozłączyć Wkopywać się czy nie wkopywać? Oto jest pytanie. - Pa babuniu! - Nacisnęła czerwoną słuchawkę zanim staruszka zdążyła coś jeszcze powiedzieć i popędziła do klasy. Mieli teraz matematykę, co nie było jej mocną stroną, wolała więc nie podpadać spóźnieniem. Miała cichą nadzieję, że uda się jej schować na tyle skutecznie, że będzie mogła spokojnie pomyśleć. Chciała też przyjrzeć się Morganowi. może ta cała aura się jej tylko przywidziała? Wampiry, wilkołaki, nic tylko czekać na jednorożce. Pan Bowman kręcił się po klasie wywołując jeszcze więcej ohów i ahów od Parkera. Tylko od kiedy Lilka należała do grupy jego fanek? Znowu jej coś umknęło? - Po kolei dziewczyno! Skup się! Morgan. No jest. Silny? No, nie wygląda na kulturystę. Szybki? Hm… Na pewno ma talent do pojawiania się nie wiadomo skąd. To fakt. Wytrzymały? W jakim sensie? Że fizycznie czy psychicznie? Czemu on się tak wierci, człowiek wzroku nawet skupić nie może. Czy on się denerwuje?! Chyba pierwszy raz widzę go zdenerwowanego! Patrzy na Bowmana jakby chciał go utopić, bez sensu, przecież jest dobry z matmy. Mniejsza. Aura. Jak to przywołać? Kiedy już wydawało jej się, że się udało została wywołana do tablicy. Zapisała podyktowany przykład na tablicy i bezradnie spojrzała na matematyka, mając nadzieję na jakąś podpowiedź i wtedy jak na złość mężczyzna zaczął emanować tą samą czerwoną barwą. Z wrażenia upuściła kredę. Szybko wbiła wzrok w tablicę i nawet nie próbowała się sama skupić na zadaniu, posłusznie drżącą ręką zapisywała tylko to co podpowiadał. Z kiepsko skrywanym westchnieniem ulgi zapisała ostateczny wynik i szybko uciekła na swoje miejsce. Jak na jeden dzień miała dość nowości. Utkwiła wzrok w zeszycie i do końca lekcji bardzo dzielnie zapisywała wszystkie przykłady.
  8. Antoinette De Clare Rzuciwszy 1k10 dla gracza o nicku Wolha, Wolha uzyskał(a) wyniki: kość 1: 7.(+1) Powód rzutu: Rozpoznawanie nadnaturalnego Sukcesy: 8 Porażki: ---- Wynik: 8 (Wysoki sukces) Antoinette widzi aurę nauczyciela od matematyki. Jest ona czerwona i taką samą ma Morgan Ellis. Antoinette De Clare Rzuciwszy 1k10 dla gracza o nicku Wolha, Wolha uzyskał(a) wyniki: kość 1: 7(+1) Powód rzutu: Rozpoznawanie nadnaturalnego II Sukcesy: 8 Porażki: ---- Wynik: 8 (Wysoki sukces) Antoinette widzi aurę nauczyciela od francuskiego. Jest ona szara. Antoinette De Clare Rzuciwszy 1k10 dla gracza o nicku Wolha, Wolha uzyskał(a) wyniki: kość 1: 7(+1) Powód rzutu: Rozpoznawanie nadnaturalnego III Sukcesy: 8 Porażki: ---- Wynik: 8 (Wysoki sukces) Antoinette widzi aurę nauczyciela od biologii. Jest ona ciemnozielona
  9. Rikkisa Storada Czy istnieje coś piękniejszego od obudzenia się wyspanym, spokojnym, a do tego z poczuciem całkowitego bezpieczeństwa, które zapewniają przyjacielskie ramiona? Nawet jeśli coś takiego istniało, póki co było nieznane Rikkisie. Przeciągnęła się, wydając przy tym zabawny dźwięk przypominający mruczenie. Było wcześnie wszyscy spali prócz Megan, która pełniła wartę. Czas najwyższy doprowadzić się do porządku. Wygrzebała z plecaka czyste ubrania, marzyła też o umyciu się ale w okolicy nie widziała żadnego zbiornika wodnego. Po chwili namysłu parsknęła śmiechem. Nie to, żeby miała wodne pokemony. Ah, ta spostrzegawczość. Zabrała ze sobą kulkę z Marillem i oddaliła się od śpiącej gromadki. Będąc wystarczająco daleko od ewentualnych gapiów, wypuściła Myszkę z pokeballa. - Marill! - pokemon wyglądał na autentycznie rozradowanego jej widokiem, ale mina trochę mu zżedła kiedy po szybkim rozjerzeniu się dookoła nie zlokalizował miski. Podrapała go delikatnie za okrągłym uszkiem. - Pomożesz mi? Chciałabym się umyć, a wody tu jak na lekarstwo, a zaraz potem zrobimy śniadanie dobrze? Krótki "prysznic" zmienił się w wesołą zabawę. Marill raz atakował ją ostrą strugą wody, a raz droczył się nie wypuszczając żadnej póki nie został pogłaskany. Ostatecznie czysta, przebrana i wyjątkowo dobrym humorze Rikkisa i Myszka wrócili do obozu, gdzie jej towarzysze powoli budzili się do życia. Uściskała Paula, który próbował robić do niej słodkie oczka. - Na mnie to już od dawna nie działa braciszku. Jak dostanę kawę to nakarmię. - drażniła się z młodszym Storadą chwilę, po czym tak czy inaczej wzięła się za karmienie podopiecznych. Przechodząc koło Siona poczochrała jego blond czuprynę i uśmiechnęła się na powitanie. Po uwolnieniu reszty swoich pokemonów, pozwoliła sobie też zrobić to samo z podopiecznymi brata i mając wokół siebie całą sforę, sukcesywnie zaczęła rozdawać pełne miski. Kiedy każdy miał już czym zająć pyszczek wróciła do Paula i naśladując jego wcześniejszą minę zapytała: - A ja? Gdzie moja miseczka?
  10. Wolisz rysować krajobrazy, portrety czy martwą maturę? Wolisz rysowanie z wyobraźni czy mając obiekt przed oczami? Czym najbardziej lubisz rysować? Ołówek, węgiel, tusz? Gdyby dano Ci wybór, przeniósłbyś się do Harmony Falls czy został w Norwegii? Kogo z klasy "lubisz mniej"?
  11. Antoinette De Clare i Morgan Ellis Przez wszystkie lata swojej nauki, nauczyła się, że nie należy spoglądać na swoich rówieśników jak na bandę niewychowanych orangutanów, mimo, że właśnie takie wrażenie odnosiła w stosunku do większości osób zajmujących klasę. Ponoć nie wypadało. Druga nauka brzmiała “Choćbyś była znudzona lekcją do granic możliwości nie okazuj tego nauczycielowi.” Możesz bazgrać w zeszycie co Ci się żywnie podoba pod warunkiem, że raz na jakiś czas podniesiesz głowę na wygłaszającego wykład i miną zasugerujesz “Genialne! Nigdy w życiu nie słyszałam tak natchnionej mowy! Mów więcej o Panie i Władco! Ja notuje, każde słowo!” W ten sposób powstało większość jej szkiców. W domu miała ciekawsze zajęcia. Kiedy w końcu usłyszała najpiękniejszy dźwięk, jaki w tym momencie mogła usłyszeć czyli dzwonek, wyjątkowo wyrwała z klasy jako pierwsza nie czekając na nic, ani nikogo. Wypatrywała pod salą swojej Lilki, żeby w końcu poradzić się jej co do odpowiedzi na pytanie Morgana i kiedy ta się pokazała na horyzoncie wyrwała się do przodu żeby ją dopaść pierwsza, a potem spadł grom z jasnego nieba. Lub jak kto woli Pan Ellis we własnej osobie. - Bogowie, miejcie mnie w swojej opiece… - zdążyła pomyśleć zanim mózg został sparaliżowany przez jego głos i oczy. - No tak. Cześć? - zdołała jakoś wykrztusić. Morgan przewrócił oczami, gdy usłyszał pierwszą odpowiedź dziewczyny. Szybki ten gest został zastąpiony przez śmielszy uśmiech, który zachęcał do dalszego wysłowienia się. - Więc jest panienka dobrze wychowana, ale zapomniała o mej wiadomości? - zapytał i lustrował Inette swym intensywnym spojrzeniem. Powalający uśmiech chłopaka nie sprawił, że jej uwadze uszedł jego wcześniejszy ruch. Akurat na te dwie niebieskie kulki była wyczulona bardziej niż sama by tego chciała. Odrobinę ją to zirytowało i zmusiło do logicznego myślenia. - Już ja Ci pokażę, co panienka potrafi. - przemknęło jej przez głowę. Oparła swobodnie jedną dłoń na biodrze, a drugą położyła na jego ramieniu. - Wybacz mój Panie. O jakiej wiadomości mówisz? - starała się żeby jej głos zabrzmiał zupełnie niewinnie. Spuściła na chwilę oczy jak przyłapana na złym uczynku dziewczynka, po czym powoli przeniosła spojrzenie, w górę aż napotkała błękitne źrenice rozmówcy. Chłopak obserwował dłoń dziewczyny, która znalazła się na jego ramieniu. Uśmiechnął się, gdy poczuł dotyk opuszków palców i to był szczery uśmiech, nieco uwodzicielski i nieco przyjazny. Trudno go było rozszyfrować. Morgan powtórzył gest swojej koleżanki i położył dłoń na ramieniu dziewczyny, a druga sięgnęła do kieszeni spodni i po chwili wyciągnęła telefon. Kilka kliknięć wystarczyło, by chłopak znów przemówił swym miłym dla ucha głosem. - “Czy szanowna panienka, pozwoli mi się zabrać na ognisko odbywające się w ten piątek w lesie Fall?Będą tańce, drinki i przyjemni ludzie pragnący uroczego towarzystwa panienki. Zapewniam swoją opiekę, dowcip i uwagę. Obiecuję, że nie będę rozglądał się za innymi kobietami czy mężczyznami” - zacytował głośno treść smsa - Mój operator twierdzi, że wiadomość dotarła i została odebrana - dodał Elis i spojrzał z ukosa na dziewczynę. - Szlag! Czy on musi być tak cholernie inteligentny?! - odpowiedź na to pytanie pojawiła się błyskawicznie. - Gdyby było inaczej, nie podobałby Ci się aż tak. - Miała nadzieję, że chwilową konsternację udało się jej zamaskować zdumieniem. - Naprawdę? Ojej… Faktycznie coś otwierałam, ale mieliśmy kartkówkę i nie zdążyłam odczytać treści. - zatrzepotała rzęsami, to zawsze działało. - Przepraszam, nieładnie z mojej strony. - szybkim, niby nieśmiałym ruchem samych palców przejechała mu po szyi, po czym autentycznie speszona, szybko zabrała rękę i odsunęła się o krok. Nie może sobie teraz pozwolić na wycofanie się. Przynajmniej rumieniec był jak najbardziej realistyczny. - Rozumiem - odpowiedział krótko Morgan, który nie spodziewał się tego niewinnego gestu, jaki wykonała na jego szyi dziewczyna. Wystarczyło delikatnie muśnięcie opuszkami palców, by wywołać kolejny szczery uśmiech i cichy chichot. - Czy panienka próbuje mnie uwodzić? - zapytał, próbując przekomarzać się z dziewczyną - Dobrze to panience idzie, ale dalej nie uzyskałem odpowiedzi, a mam ochotę zadać jeszcze jedno pytanie - rzekł z nutką tajemnicy. O co może mu chodzić i dlaczego postać Morgana była otoczona przez dziwną czerwień? - Szlag, szlag, a nawet szlag! - jeśli to co wykwitło na jej twarzy wcześniej było rumieńcem, to teraz musiała się zrobić purpurowa. Otworzyła usta, chcąc odpowiedzieć na jego pytanie, ale wtedy powietrze wokół Morgana jakby zgęstniało i przybrało odcień czerwieni. Wybiło ją to na chwilę z rytmu. Co to niby miało znaczyć? Potrząsnęła głową odpędzając tą myśl póki co na bok. - To zależy od tego z jakiej kategorii jest to pytanie. Mistrzem fizyki kwantowej nie jestem, a tym razem niekoniecznie chcę się ośmieszyć. - powiedziała pół żartem, omijając odpowiedź na pierwsze pytanie i posyłając mu delikatny uśmiech. Purpurowa twarz Inette została zauważona przez Morgana, a obserwująca ich rozmowę Stacy Duncan zachichotała cicho pod nosem, lecz Elis zupełnie to zignorował. - Co robisz po szkole, słodka pani? Masz jakieś poważniejsze zajęcia na głowie? Proponowałbym Ci spacer i moje towarzystwo, jeśli się zgodzisz - powiedział i uśmiechnął się - Pogoda dopisuje, a jak utrzyma się do końca dnia to byłoby wyśmienicie. Nie uważasz? - zapytał próbując wybadać reakcję dziewczyny. Antoinette zamyśliła się. To oznaczałoby wytrzymanie do końca zajęć w szkole. Nie chciała robić przykrości Fabienne i odwoływać wspólnego wypadu. Z drugiej strony kiedy taka okazja się powtórzy? O ile w ogóle bo z tym chłopakiem nigdy, niczego nie można być pewnym. Ale może dałoby się połączyć przyjemne z przyjemniejszym? - Wiesz, planowałyśmy z dziewczynami zerwać się wcześniej. Może po prostu miałbyś ochotę pójść z nami? Morgan zamilkł i zastanawiał się nad propozycją dziewczyny. - Z jakich lekcji planujecie się zerwać? - zapytał Jej wewnętrzny diabełek zaczął zacierać ręce z zadowolenia. Zainteresowanie odebrała jako dobrą monetę. Odważyła się nawet przybliżyć do Morgana. - Nie wiem. Nie ustaliliśmy tego jeszcze. Po literaturze? Morgan zmienił pozycję dłoni, która już nie spoczywała na ramieniu dziewczyny, a delikatnie muskała jej włosy. - To całkiem dobra propozycja, ale zdaje się, że pan Madden i pani McQueen nie będą zachwyceni naszą decyzją. Czy Twoje dziewczyny nie będą miały nic przeciwko mojej obecności? - zapytał i nachylił się jeszcze bardziej - Powiedz, że nie będą miały nic przeciwko - rzekł ledwo słyszalnym szeptem, a jego źrenica pojedynczego oka rozszerzyła się nienaturalnie. Mimowolnie zadrżała, a w jej głowie rozpętała się prawdziwa bitwa. - Uciekaj! - krzyczał aniołek. - Stój głupia! - nie pozostawał mu dłużny diabeł - Coś jest nie tak! - próbował go przekrzyczeć skrzydlaty. - Jest doskonale, nie słuchaj go! Korzystaj z okazji! - rogaty, złapał anioła za pióra, próbując odciągnąć go do tyłu. - On coś kombinuje! - dobry nie dawał za wygraną. Słuchała jednej i drugiej strony, ale jego dotyk wcale ale to wcale jej nie pomagał. Przymknęła oczy, poddając się temu miłemu uczuciu bezwolności. Anioł z całej siły machał jej pod powiekami co diabeł od razu wykorzystał, używając najskuteczniejszej metody perswazji. Młotka. Odsunął bezwładne, skrzydlate ciałko na bok po czym zadowolony z siebie zatarł ręce. - No dobra Maleńka, do dzieła! - otworzyła oczy i lekko ochrypłym głosem odpowiedziała: - Nie wiem, mam nadzieję, że nie. Porozmawia z nimi. Morgan wyglądał na zaskoczonego odpowiedzią. Brew uniosła się samowolnie do góry, a usta były lekko rozchylone ukazując część uzębienia tego młodego mężczyzny. - Nie jesteś człowiekiem - rzekł cicho, wciąż głaskając włosy dziewczyny. Z jego tonu głosu można było odczytać jedno: zaskoczenie - Powinnaś inaczej zareagować - powiedział zaskoczony, ale nie podnosił głosu i uważnie wpatrywał się w Inette - Kim jesteś? - zapytał - Czym jesteś? - poprawił się Wpatrywała się w niego zszokowana. Czy to miał być dziwny komplement czy obraza? Badała jego twarz centymetr po centymetrze próbując zrozumieć o co mu chodzi. Chyba że… Nie, nie mógł wiedzieć o tym, że jest wiedźmą, no bo niby skąd? A jeśli? Spanikowany diabełek dopadł do nie przytomnego anioła i zaczął nim histerycznie potrząsać. - Wstawaj Pierzaku jeden! Nigdy Cię nie ma kiedy jesteś potrzebny! - Oczy jej się zwężyły i równie cicho sama zadała pytanie. - A czym według Ciebie mam być jak nie człowiekiem? Kozą? - sarkazm najlepszym przyjacielem kobiety. Morgan znormalniał, o ile można było nazwać tak znikanie jego poprzedniej miny. Chłopak przywrócił na siebie neutralność, którą szczerze zaprosił na swe oblicze, ale jego postawa zdradzała małe napięcie. - Istotą nadnaturalną. W Harmony Falls jest ich wiele - odparł cichym głosem - Niektóre są odporne na uroki, jeśli tak to można określić, jakim dysponuję ja i podobne mi… osoby - rzekł - Ale nie jest bezpiecznie o tym rozmawiać, gdy ktoś nieupoważniony może nas podsłuchać, dlatego koniecznie musimy porozmawiać. Sami. Szczęka jej opadła. Szybko rozejrzała się na boki. - On jeees zułyy! - wymamrotał przebudzający się aniołek. Totalnie go ignorując niemal się zagotowała ze złości. Mężczyźni. I cały romantyzm poszedł… na spacer. Złapała go za rękę i odciągnęła dalej od grupki innych uczniów. - Wiesz gdzie mam to co wolno, a czego nie? - szepnęła mu prosto do ucha. - Natychmiast chcę wiedzieć czego ode mnie chcesz. - dodała zbliżając się do niego na odległość centymetrów. Była wściekła. W obecnej sytuacji Morgan mógł wydawać się inny i to dosłownie inny niż reszta rówieśników Inette i całej reszty normalnego społeczeństwa, ale sama dziewczyna nie należała do śmiertelników. Chłopak pozwolił się chwycić za dłoń i odciągnąć się od ciekawskich spojrzeń oraz nasłuchujących uszu. - Chcę tego, co każdy nastolatek jakim wciąż jestem. Chcę cię bliżej poznać, zakochać się, spędzać z Tobą czas, rozmawiać z tobą, dyskutować, a nawet chodzić na potańcówki do szkoły czy nudne seanse w miejscowym kinie. Chcę móc prowadzić normalne życie, bo dość się już wycierpiałem, a ty możesz być kotwicą mojego człowieczeństwa. Czy to tak dużo, Antoinette? - zakończył swą wypowiedź niespodziewanym pytaniem. Teraz to dopiero poczuła złość graniczącą niemal ze strachem. Tyle miesięcy robienia z siebie idiotki, a on nagle rzuca jej prosto w twarz takie nowości. Co niby miało znaczyć to o człowieczeństwie?! Chciał ją zniechęcić do siebie, przestraszyć czy co? I czemu zebrało mu się na to akurat teraz?! Zacisnęła oczy próbując się opanować. Jak zawsze kiedy zaczynała panikować tupała nogą. Nie potrafiła się pozbyć tego tiku. - Co mam Ci odpowiedzieć? Mam wrażenie, że to jakiś żart. - jej głos był oschły, wiedziała o tym. Nie chciała mu sprawić przykrości ale miała wrażenie, że wokół niej zaciska się jakaś niewidzialna klatka, a w gardle zbiera się warknięcie. -To nie jest żaden żart Inette - odpowiedział po prostu Morgan - Nie musisz się mnie bać, po prostu każdy z nas ma w sobie wewnętrzną bestię, która obecna na wolności zmusza człowieka, by robił złe rzeczy. Nie wierzę, że ludzie są z natury po prostu źli, coś innego nimi kieruje i na nas działa to inaczej, powiedziałbym, że silniej i bardziej emocjonalnie. Nie jesteśmy jak inni śmiertelnicy. Pewne rzeczy nas popychają z jednej skrajności w drugą - po tych słowach Morgan westchnął - Zrozumiem, jeśli teraz się ode mnie odsuniesz i nie będziesz chciała się ze mną zadawać - powiedział chłopak Inette musiała przyznać, że jego ostatnie słowa zostały wypowiedziane w idealnym momencie, bo rozległ się dzwonek, zwiastujący rychły koniec przerwy. Każdy mięsień jej ciała napiął się jak struna. Miała irracjonalną ochotę rzucić się na niego z pazurami, póki nie wypowiedział ostatniego zdania. Wyczuła w jego głosie taki smutek i rezygnację, że niewiele myśląc wspięła się na palce i przelotnie musnęła ustami jego wargi. Będzie tego żałować. Czuła to. Po czym bez słowa chwiejnym krokiem, nie oglądając się na niego weszła do klasy. W głowie włączyła się jej piosenka, którą ostatnio usłyszała “Przyjdzie i spęta Cię. Za sakwę utnie rączki, nóżki, aż z twej duszki nic nie zostanie…”.
  12. Hermiona Jones i Rikkisa Storada Rikkisa wielkimi, załzawionymi oczami wpatrywała się w przyjaciółkę, całą sobą próbując jej dać do zrozumienia, że potrzebuję rozmowy bez zbędnych gapiów. - Może się przejdziemy?- zapytała, mając nadzieję, że Hermiona zrozumie aluzję. Dziewczyna tylko czekała na ten prosty sygnał. Otoczyła blondynkę ramieniem i mimo wzroku, który wyrażał pełnię troski, spokojnie odpowiedziała: - Oczywiście. - Nie czekając na reakcję, sama poprowadziła ją w kierunku znajdującej się niedaleko ukwieconej polany. - Fenekkin idziemy zwiedzać okolice. Dalej Maleńka.- Pokemon odpowiedział jej aprobującym machnięciem rudej kity i podążył za dziewczynami. W miarę oddalania się od reszty towarzystwa, ramiona Rikkisy skrupulatnie opadały coraz niżej, a głowa chybotała się niebezpiecznie, jakby miała zaraz zasnąć. Wtuliła się obejmujące ją drobne ciałko, poddając się całkowicie jego woli. Hermiona była na tyle przytomna, że nie pozwoliła im odejść zbyt daleko od źródła światła. W końcu musiały potem jakoś wrócić do reszty, a niezbyt się jej uśmiechało błądzić w ciemnościach. Usiadły wśród kwiatów, w miejscu które nawet Rikkisa musiała przyznać było niesamowicie piękne. Artystyczna dusza jej przyjaciółki w każdej chwili dbała o malowniczość otoczenia, chyba wręcz robiła to już instynktownie. - To był długi i bardzo zły dzień. - zaczęła. - Nie wiem, może to nic nadzwyczajnego dla ludzi, którzy są wprawieni, ale dla mnie? Hermi, to był mój pierwszy dzień poza domem! Rozumiesz? A tu najpierw atakuje nas stado rozjuszonych Bedrilli, potem mój Mudkip wpadł w pułapkę i ja chciałam go uwolnić , a okazało się, że te sidła były podłączone pod prąd i to bolało. Zamiast pomóc swojemu pokemonowi, jeszcze zrobiłam krzywdę sama sobie. Nakrzyczałam na Megan, która w sumie była bogu ducha winna. I na to wszystko zniknął Isaac, a jak go znaleźliśmy wyszło na to, że żeby mu pomóc musimy zabić Litwicka i musiałam go pochować! Czy wiesz co to za uczucie zakopywać gołymi rękami małe bezwładne ciałko?! - wyrzuciła z siebie na jednym tchu. Po czym zwinęła się w kłębek na trawie, głowę opierając na kolanach towarzyszki. Rudzielec czule głaszcząc włosy Rikkisy, zastanawiała się co powiedzieć. Skąd niby miała wiedzieć jak to jest musieć kogoś pochować? Nigdy (naszczęście) nie została do tego zmuszona. Mimo wszystko najbardziej kojącym głosem na jaki było ją stać szeptała to co wydawało się jej najwłaściwsze w tej sytuacji. - Cicho, Maleńka, cicho. Zapomnisz o tym. Zaśniesz i wszystkie koszmary zniknął wraz z pierwszymi promieniami słońca, a ja będę przy Tobie kiedy się obudzisz. I jeśli chcesz wyszczotkuję Ci włosy, tak jak kiedy byłyśmy młodsze. I nigdzie nie zniknę i razem damy radę, damy radę wszystkiemu, tak jak zawsze. - Pod delikatnym dotykiem Hermiony Rikkisa w końcu zasnęła. Wyczuwając jej spokojny oddech Jones pozwoliła sobie na zajęcie wygodniejszej pozycji i sama też odpływając już do krainy Morfeusza, gwizdnęła tylko na swoją lisiczkę, która od razu znalazła się przy swojej pani. Noc była ciepła. Nie zmarzną.
  13. Wszystko mi w zasadzie jedno
  14. To ja pierwsza, niech się tu coś dzieje!
  15. Rikkisa Storada Im bliżej światła i ciepła jakie dawało ognisko, tym czuła się bezpieczniejsza. Jak małe dziecko, które zapala światło, żeby rozjaśnić koszmary nocy. Spojrzała na Isaaca ogrzewającego się przy ognisku. Czy był tego wszystkiego warty? Miał przed nimi masę tajemnic i kto wie co tak naprawdę siedzi w jego głowie. A może przesadza? Może to tylko reakcja na słowa Siona o spisku? - Wróciliśmy. Był problem z łopatą, ale poradziliśmy sobie. Paul! Jesteś wielki! Do pełna proszę! - usiadła bezpośrednio na trawie. Jej aktualnemu strojowi i tak już bardziej zaszkodzić się nie dało. Wpatrzyła się w płomienie, które migotały wszystkimi odcieniami pomarańczu i czerwieni, trzaskając wesoło. Ten widok był na tyle hipnotyzujący, że ledwie dotarły do niej słowa Isaaca. - Tak. Gdybyś wiecznie się od nas nie odsuwał i nie ukrywał wszystkiego to może faktycznie nie wyglądałoby to teraz tak. - uniosła w górę dłonie, aktualnie przedstawiające obraz nędzy i rozpaczy. Prowizoryczne opatrunki były brudne od ziemi i poszarpane. Mówiąc to nie popatrzyła nawet w stronę chłopaka. Nie miała najmniejszej ochoty na smutne spojrzenia i nic nie wnoszące tłumaczenia. Stało się. Jak dla niej koniec tematu i nigdy więcej nie chce do niego wracać. Chociaż mówiła cicho i spokojnie, wiedziała, że zbyt miło to nie zabrzmiało. Postanowiła załagodzić nieco sytuację. - Przepraszam. Nie chcę się kłócić, jestem po prostu zmęczona. Lepiej żeby, któryś z chłopaków zajął się sondami. Wiecie, że nie mam talentu do elektroniki. Ledwie wypowiedziała te słowa, trawa zaszeleściła zwiastując kolejne niespodzianki. Rikkisa nie poszła w ślady Megan. nie miała najmniejszej ochoty na kolejne walki. Kimkolwiek była zbliżająca się postać zjeść jej raczej nie zje. A jeśli nawet to trudno. W pierwszej chwili jej uwagę przykuł tylko rudy pokemon. Chociaż wszystko wskazywało na to, że należał do typu ognistego, a nie wodnego spodobał się jej. Trenerka Fennekina wyglądała znajomo, chociaż ze swojego miejsca dostrzegała głównie włosy. Dużo włosów. Już miała wrócić do swoich kontemplacji kiedy jej zmęczony mózg połączył fakty. Zerwała się z ziemi, wyminęła łowczynię i rzuciła się na szyje rudowłosej "nieznajomej". - Hermi! Nie wiem skąd się tu wzięłaś ale nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszę, że jesteś! - to było ostatnie co zdołała powiedzieć. Zapominając o składanych sobie obietnicach i byciu silną rozpłakała się.