Sain_Dane

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1026
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Sain_Dane

  • Ranga
    Podróżnik krain wyobraźni
  • Urodziny 28.01.1998

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

1216 wyświetleń profilu
  1. Nie kryjąc wstydu oznajmiam, że zawieszam sesje na czas niokreślony. Przybyło mi nieco obowiązków a i szykują się liczne wyjazdy a ja zamiast mieć więcej czasu mam go coraz mniej. Wiem, że napisanie posta co te kilka dni to niewiele wysiłku lecz siadam do tegoż posta spiesząc się i tylko z poczucia obowiązku, więc i mój poziom mistrzowania nie jest tak wysoki jakbym sobie tego życzył. Miałem nie iść w ślady naszego poprzedniego mistrza Niemiłosierny lecz spotkał mnie ten sam los . Jeśli przybędzie mi czasu nie wykluczam reaktywowania sesji lecz na tę chwilę bardzo was wszystkich przepraszam i dziękuję za wspólną grę.
  2. Raczej to drugie Aczkolwiek niekoniecznie musi to być prawda
  3. Artemis Magister wbił nieruchome spojrzenie w wampirzycę i przez chwilę trwał w bezruchu. -Na kaszel i tak mało poradzę a mierzi mnie atmosfera na ulicach miasta.-Odrzekł z lekkim westchnięciem Belethorn po czym zaczął przeszukiwać niewielkie archiwa w swym biurku. -Znałem Amostylusa głównie jako dobrze poinformowanego człowieka czasem wymienialiśmy się spostrzeżeniami i najnowszymi wieściami. Co do tej pomocy byłbym raczej sceptycznie nastawiony gdyż wypowiadał się o Froncie raczej niepochlebnie. Twierdził, że jedyne co zmieni nastawienie wampirzej szlachty do ich poddanych to dowiedzenie swej wartości, nie zbrojne powstanie. -Co do mej wiedzy na temat samego Frontu jest ona raczej ograniczona jest to bardzo młoda organizacja, lecz nie tak młoda jak mogłoby się wydawać.-Mężczyzna zawiesił głos po czym z delikatnym uśmiechem dodał.-Co do owej Córy Koryntu o której droga pani wspominała to rzeczywiście miałbym coś co mogłoby panią zainteresować lecz...Ja tu prowadzę interesy.-Rzekł wymownie ponowie nawiązując kontakt wzrokowy z Artemis. Nie było w jego spojrzeniu ani śladu wahania, lecz czy była to właściwa postawa wobec Kainitki? Merlin i Alenro Sługa prowadził wampira i jego śmiertelnego towarzysza wgłąb biura lecz po chwili zatrzymał go inny podobny nieco do niego mężczyzna i wyszeptał mu kilka słów do ucha. Do śledczych dotarły jedynie poszczególne słowa -Niedysponowany...Nie wiem jak długo...Powiedz, że nie... Wkrótce owa przyciszona konwersacja gwałtownie się urwała i dwójka ludzi przed funkcjonariuszami Tajnej policji głęboko się pokłoniła. -Niech Wielcy Panowie wybaczą, lecz pan Tenebris jest w tej chwili nieosiągalny i z przykrością informujemy, że nie jest w stanie Wielkim Panom teraz towarzyszyć. Błagamy o wybaczenie.-Poinformowała ich służba pokornym głosem jeden uzupełniając drugiego. -Oczywiście poinformujemy Wielkich Panów kiedy tylko sytuacja się zmieni.-Dodał jeden z mężczyzn po czym obaj odeszli pozostawiając Alenra i Merlina samym sobie, którzy ze swym wcześniejszym założeniem ruszyli w drogę do restauracyjki, w której często gościł denat. Kiedy tylko dotarli na miejsce uderzył ich fakt, że całą wolną przestrzeń niewielkiego lecz schludnego i całkiem nieźle wykonanego budyneczku wypełniali żołnierze Żelaznej Gwardii, którzy na potęgę jedli owoce mórz i pili wino bez umiaru dwójka nawet usiadła na pomoście zanurzonym w odmurowanym baseniku i moczyli nogi. Z początku nikt nie zauważył dwójki śledczych w pobliżu.
  4. Z racji 3 dniowego braku odpowiedzi i żadnego znaku życia pomijamy turę ArchiwumX zaraz siadam do posta.
  5. Alenro, Merlin. Alenro ruszył władczym krokiem przed siebie zastanawiając się gdzie może być ulubiony lokal denata za nim podążał Merlin. Zdążyli oni jednak zaledwie wyjść z biura po czym zatrzymał ich sługa w skromnych szatach, Mężczyzna na oko trzydziestoletni lecz niewyróżniający się szczególnie skłonił się głęboko wampirowi i jego ludzkiemu towarzyszowi. -Wielcy panowie...-Zaczął wciąż nie podnosząc karku.-Pan Kyarmus pragnie aby panowie spotkali się z niejakim Zainem Tenebris. Niedawno dołączył on do tarczy jaką jest dla Myken Tajna Policja i został oddelegowany do waszego oddziału czy pozwolą Wielcy Panowie, że zaprowadzę ich na miejsce spotkania. Zain Wywyższony siedział rozparty w fotelu w niewielkiej komnatce reprezentacyjnej w biurze Tajnej Policji i myślał. Otaczał go szary kamień i barwne gobeliny, w rogu natomiast stała pełna zbroja Krwawego Legionu. Wampira zajmowała ostania dość nagła zmiana w jego życiu kiedy to dołączył do Karzącej ręki Loży i otrzymał niepokojące zadanie. Ukrócenie ludzkiej samowoli w Mykenach. Sprawa Amostylusa była dość dziwna mimo jego przydatności nie był on szczególnie ważny, przynajmniej na pozór. Zaginiona dostawa srebra też nie napawała optymizmem. Na wyciągniecie ręki Tenebris miał pucharek ze świeżą, wciąż ciepłą posoką, którą poczęstował go Kayarmus kiedy streścił mu jego zadanie i wyznaczył mu etat. Co ciekawe okazało się, że czeka go współpraca z członkinią jego rodu, niejaką Artemis. Zain rzadko ją spotykał zajmując się swoimi sprawami i nie mieszkając w rodowej posiadłości. Pozostała dwójka miała zostać mu przedstawiona już za chwilę Kiedy tylko goniec, którego wysłał jego przełożony przekaże wiadomość. Artemis -Współpraca to może zbyt wielkie słowo lecz nasze ścieżki niekiedy się przeplatały, nie zawsze jednak na polu jedzenia.-Rzekł magister bez zmrużenia oka.-Byłem też świadom co go dopadnie jeśli nie obierze innej ścieżki i nie zniknie z życia półświatka Myken. Front nie pala sympatią wampirzych psów, które próbują mu zaszkodzić, nic więc dziwnego, że postanowili go usunąć... Belethorna na powrót opanował dojadający kaszel, który nie ustawał przez dobrą minutę.-Czy są to dość wyczerpujące wyśnienia?-Zapytał kiedy odzyskał oddech.
  6. Z uwagi na matury w czwartek i piątek, w których biorę udział post i nowy gracz pojawią się dopiero w piątek wieczorem lub w sobotę.
  7. Artemis Wampirzyca podążyła za gestem sługi i podeszła do schodów prowadzących do podziemi budynku. Były skąpo oświetlone lecz nie był to problem dla doskonałego wzroku Wywyższonej. Pokonywała ona kolejne stopnie aż dotarła do niewielkiego korytarzyku zakończonym drewnianymi drzwiami przed którymi stał kolejny strażnik ubrany podobnie do poprzedniego lecz uzbrojony w krótkie ostrze. Spod hełmu osłaniającego policzki spoglądały na nią szare oczy wojownika, który otworzył przed nią drzwi z lekkim ukłonem. Kiedy Artemis wpadła do środka znalazła się w wąskiej komnacie wykonanej z szarego kamienia i oświetlonej niewielkimi latarenkami. Sporo miejsca zajmowało drewniane biurko za którym siedział mężczyzna ubrany w brązowawe szaty wzmacniane sztywną skórą w roli napierśnika i naramienników. Na jego piersi złota kałamarnica oplatała swymi mackami podstawę kosztownej broszy. Na posadzce leżał nieco wysłużony dywan, który zdobił herb Republiki Mofro. Magister na słowa swego gościa zareagował unosząc wzrok znad dokumentów, które zaścielały jego biurko. Zimne oczy człowieka spoczęły na wampirzycy a wargi, które szpeciła niewielka blizna wygięły się w lekkim uśmiechu. -Witam panią w mych skromnych progach.-Rzekł cicho odkładając kartki, które trzymał w dłoni.-Kiedy dowiedziałem się o śmierci Amostylusa oczekiwałem gości, choć sądziłem, że Tajna Policja ma nieco dyskretniejsze formy działania.-Ostatnie słowa człowieka przerwał krótki atak kaszlu. Kiedy człowiek doszedł nieco do siebie wskazał na najbliższe wolne krzesło.-Może pani usiądzie? Doceniam jak bardzo chce pani okazać swą potęgę, doskonale wiem, jak wasza rasa jest nawykła do okazywania jej do niemal boskiej adoracji lecz wolałbym rozmawiać na nieco innym poziomie w moim własnym biurze.-Mężczyzna był pewny siebie i spokojny, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie.-Może zacznie pani raz jeszcze kiedy dopełnimy konwenansów? Wstał i skłonił się płytko nie spuszczając oczu z wampirzycy i dotykając trzema palcami okolic swego serca.-Magister Belethorn z Dolnego Skraj'Werfet, tutejszy właściciel i współpracownik Amostylusa. Merlin i Alenro. Wampir i człowiek spokojnie rozmawiali niepokojeni przez nikogo a jedynie krótkie spojrzenia jakie okazywali im zajęci funkcjonariusze były jakimkolwiek odstępstwem od normy. Oczekiwali? Planowali ? Przygotowywali się ? Widocznie mieli swój powód aby tutaj stać. Była łatwo wyczytać jaką atencją są tu darzeni.
  8. Artemis. Człowiek za ladą zdołał nieco opanować strach choć kiedy ujrzał jak dwójka Żelaznych dosłownie wyrzuca jednego z klientów na bruk jęknął i krył twarz w dłoniach. Po kilku sekundach westchnął i wykonał głęboki ukłon. -Oczywiście Wielka Pani natychmiast powiadomię Magistra Belethorna.-Mimo pozorów kiedy człowiek odchodził na bok i korzystał z wąskich schodów prowadzących zapewne do piwniczki nogi go zawiodły i oparł się w ostatniej chwili o komódkę. Kiedy przestały napływać zamówienia niewysoki chłopak w szarawej tunice wyjrzał z kuchni aby sprawdzić co się dzieje lecz jeden rzut oka wystarczył by ze zduszonym okrzykiem skrył się na powrót wewnątrz. Dobra minuta minęła zanim za kontuarem zjawił się na powrót szef sali, który chyba nieco się uspokoił bo szerokim gestem wskazał schody i rzekł oficjalnie. -Wielka Pani, Magister zaprasza na dół aby uniknąć zbędnego zamieszania. Merlin Człowiek, który przywoływał Merlina na jego brak reakcji zmarszczył brwi i lekkim grymasem na twarzy odszedł na bok i zniknął w tłumie. Młodzieniec został na powrót sam tym razem nie niepokojony przez nikogo. Alenro Kot nawet nie poruszył się przez cały ten czas a jednie machnął kilka razy ogonem. Jednak część tak umiłowanej przez Alnera księgi jak zawsze przyniosła mu spokój i rozpaliła na powrót ambicję. "Doskonałość nie jest jedynie celem lecz jest też drogą, istota niedoskonała skazana na wieczną tułaczkę bez celu i jedynie egzystująca nie żyjąca jest najbardziej godna pożałowania i celem każdego wyższego od niej stworzenia powinno być przewodnictwo i kontrola nad nimi. W tenże sposób przedstawiają cię relację między Mymi dziećmi a Ludźmi. Obowiązkiem mego pomiotu powinno być przewodnictwo słabym i szlifowanie ich wątłych zdolności aby mogły przetrwać w tej rzeczywistości a jednocześnie służyć swym przewodnikom najlepiej jak umieją.W końcu pomoc jaką im okazuje powinna być oddana po stokroć gdyż owe istoty jeszcze nie rozumieją jaką łaską ich obdarzam." Po dozbrojeniu się i przygotowaniu do wyjścia Alerno ruszył do kwartery głównej Tajnej policji po chwili był na miejscu. Bez problemu znalazł Merlina choć wywyższony zauważył ze zgrozą, że człowiek nawet nie zmienił swego zniszczonego odzienia.
  9. Znajdzie choć już raczej ostatnie Obgadamy szczegóły i zapewne zamknę rekrutacje
  10. Merlin Łazienka była łatwo dostępna i pusta gdyż człowiek wyminął się ze znajomym sobie Wywyższonym. Alerno widocznie doprowadzony na granicę pasji i wściekłości spieszył gdzieś szybkim krokiem, nie zwracając na nic szczególnej uwagi za to wciąż zerkając na plamy na swym gustownym ubiorze. Kiedy człowiek znalazł się wewnątrz komnatki wyłożonej jasnym kamieniem i miejscami marmurem po raz kolejny docenił swe ojczyczyte miasto jako cud infrastruktury. Bieżąca woda szybko doprowadziła jego spodnie i buty do porządku pozostały niewielkie ślady, którymi raczej nikt by się za bardzo nie przejął. Kiedy Merlin już skończył wyszedł swobodnym krokiem na korytarz. Po chwili dostrzegł, że gestem dłoni go jakiś mężczyzna w średnim wieku swobodnie oparty o parapet. Nie miał na sobie ciemnych szat upodobanych przez Tajną policję lecz proste jasne ubrania wzmacniane skórą. Krótkie ostrze przy pasie i napierśnik jasno wskazywały na wojownika choć nie nosił żadnych oznaczeń Legionu czy barw i herbów domów. Artemis Strażnik przy drzwiach spojrzał uważnie na elitarny oddział przed sobą następnie na Wywyższona a na samym końcu na swą pałkę. Po chwili przemyśleń westchnął i odwrócił wzrok w inną stronę widoczne szczątkowe ilości inteligencji i instynkt samozachowawczy przestrzegły go przez próbami protestów. Oficer na słowa Kainitki tylko skinął głową i gwizdnął na oddział. Wnętrze Restauracyjki było bardo przestronne i gustowne spora sala mieściła kilkanaście stołów oddzielonych parawanami, w powietrzu dało się wyczuć woń kadzideł sprowadzanych zapewne z królestwa Solis a klienci należeli do ludzkiej elity sądząc po ich strojach nieudolnie naśladujących Wampirzą modę. Kiedy do środka wtargnął oddział Żelaznych podniósł się krzyk i zamęt a słudzy spieszący z posiłkami zamarli w zgrozie. Artemis nie zwracała jednak na to uwagi i bezzwłocznie podeszła do kontuaru za którym stało kilkanaście butelek win i innych śmiertelnych napojów. Człowiek stojący za kontuarem ubrany był równie prosto jak służba usługująca klientom a jedynie niewielka brosza w kształcie kalmara nieco odróżniała go od innych. Mężczyzna był niewysoki i korpulentny, ciemne włosy przetykane były miejscami siwizną choć sam nie dobiegał pewnie nawet czterdziestki, kiedy ujrzał kto przed nim stoi puchar który właśnie polerował wypadł mu z dłoni potoczył się z brzdękiem po posadzkę. -Www...www...wwww cczzzymmm...Ja niegody...-Rozpoczął drżąc na całym ciele i zacinając się co słowo. W tym samym czasie Żelaźni zwalniali stoliki a kupcy i ludzcy uczeni wylatywali za drzwi. Alenro Droga była krótka lecz irytująco się dłużyła. Wampir miał wrażenie, że każdy przechodzień spogląda z dezaprobatą na gigantyczne i jakże wyraźne plamy na jego ubraniu. Wpadł niczym burza do swego domostwa by tam skierować się bezzwłocznie do swej garderoby, która kryła setki potencjalnych ubrań na ten dzień. Nagle zamarł kiedy wyczuł pulsowanie krwi żywej istoty na framudze swego okna. Jednak to tylko kot wylegiwał się na słońcu spoglądając ze znudzeniem na Alerna. Pręgowany rudzielec był zaiste pokaźnych rozmiarów jak na kota a przy tym bił od niego prawie namacalna duma.
  11. Zebrali tu nas? Cholera co to ma być? Facet skoczył na mnie z nożem tylko uśmiechowi losu zawdzięczałem fakt, że nie wyjął ostrza bo inaczej wykrwawiłbym się w kilka minut. Już czułem się coraz słabszy i zastanawiałem się ile czasu mi zostało zanim nie będę w stanie się poruszać. Powinienem jak najszybciej wysłać napastników na spotkanie z ich Bogami a samemu opatrzeć swoje rany. Mimo, że powierzchowne to nadal wyjątkowo bolesne i niebezpieczne. Miałem nadzieję, że szybo coś rozproszy ich uwagę bądź się rozdzielą, z jednym miałbym szanse nawet mimo moich ran...
  12. Czując siłę uderzenia potrzebowałem całej siły woli aby pozostać nieruchomym, miałem szczerą nadzieję, że w żaden sposób nie okazałem po sobie bólu. Spokojnie czekałem rzucony w kąt wyczekując chwili kiedy tamci stracą mną zainteresowanie. Przy okazji odzyskiwałem nieco oddechu po niezbyt owocnym konflikcie z Bobem. Jeszcze nie odebrali mi broni białej co w połączeniu z przewagę zaskoczenia dawało mi jakieś szansę...Lecz na pewno nie ze wszystkimi na raz.
  13. Merlin Młodzieniec rzucił Merlinowi tylko spojrzenie spode łba i warknął cicho. -Zaraz ty zapłaczesz jak złożę raport o utrudnianie wykonywania obowiązków.-Jego niby groźba zawisła w powietrzu a on sam gorączkowo rozgarniał i suszył papiery. Służący dookoła wpatrywali się z przerażeniem we wciąż powiększającą się plamę lecz nie śmieli podejść. Alenro Gryzipiórek otworzył usta aby zapewne rzucić kilka niepochlebnych uwag na temat Alenra lecz szybko zamknął szczękę zauważając oficjalny pierścień Policji a także rasę swego rozmówcy. Wbił wzrok w papiery delikatnie się trzęsąć i ewidentnie nie mając ochoty na konfrontację. Znalezienie łazienki było całkiem proste. Bieżąca woda i kawałek pumeksu wraz ze ściereczkami były całkiem pomocne w doprowadzeniu do porządku szat Wywyższonego lecz ewidentnie nie załatwiły sprawy. Jasne plamy nadal szpeciły ciemny strój Wampira. Po chwili do Kainity podeszła stara pomarszczona służąca z włosami upiętymi w ciasny kok. -Nie tak!-Ofuknęła Alenra jakby nigdy nic.Zacmokała z irytacją spoglądając na plamy.-W ciepłym mleku namoczyć miejsca zaplamione i wtedy uprać! Teraz tylko w tkaninę wchodzą!-Służka potrząsnęła głową z dezaprobatą i ruszyła powolnym krokiem dalej. Po czym nagle odwróciła sie i dodała:-Te plamy, znaczy się! Artemis Po jakiś dziesięciu minutach marszu oddział wraz z Wywyższona stanęli przed niewielkim budyneczkiem przy którym stał niewielki pomost zanurzony w odmurowanym baseniku strzeżonym przez kamienny murek. Obecność wody w której mogły rozwijać się owe "Skarby Morza" była na tyle niezwykła iż Wywyższona zadała sobie pytanie skąd bierze się ona w Mykenach. Przecież miasto same w sobie nie stały nad brzegiem morza a najbliższy port leżał jakieś pół kilometra za granicami miasta. Odpowiedzią zapewne była sieć podziemnych kanałów wybudowanymi przez pierwszych Mykeńczyków wiele lat temu. "Skarby Mórz" okazały się małą budowlą zaledwie jednopiętrową wykonana z białego kamienia z kutymi fasadami. Drzwi były otwarte na oścież a z wnętrza dobiegał przyjemny choć niecodzienny zapach, aczkolwiek Kainitka rozpoznawała w nim smażone krewetki i prażone głowonogi. Budyneczek w kształcie litery "L" był nieco porośnięty winoroślą lecz sprawiał wrażenie bardzo zadbanego i eleganckiego. Przed wejściem stał barczysty człowiek w spiżowym napierśniku z wytłoczonym kalmarem na prawej piersi. U pasa dyndała mu metalowa pałka a twardo ciosana twarz teraz wygięta w grymasie niedowierzania sprawiała zabawne wrażenie.
  14. Zgodnie z pierwotnym planet nadal udawałem ogłuszonego choć już teraz zastanawiałem się w jakim tempie dobędę ostrza. Wielką przyjemność sprawi mi rozpłatanie tego kolesia, będzie zdychał w męczarniach jeśli tylko uda mi się go dorwać odsłoniętego.
  15. Moja wizja ograniczyła się do niewielkiego jasnego punktu otoczonego morzem czerni więc nie próbując niczego nagle rozluźniłem całe ciało. Nie poruszywszy się w żaden sposób i oddychając bardzo cicho i regularnie zacząłem odgrywać utratę przytomności. W moim stanie owa gra nie odbiegała daleko od prawdy więc niczym marionetka której przecięto sznurki czekałem na sposobność do ataku. Miałem nadzieję, że Amerykanom nie będzie chciało się mnie wiązać. Zastanawiałem się dlaczego mówią po Polsku mimo tak specyficznych imion i prezencji, może to imigranci? Lecz dlaczego?...Nieważne teraz najważniejsze było zachować pozory nawet jeśli miałby mnie kopnąć bądź dźgnąć postanowiłem nie wydać żadnego odgłosu.