Rhaegrim

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    117
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Rhaegrim

  • Ranga
    Erpegowy nowicjusz
  1. https://www.youtube.com/watch?v=FhULhHCk_D8 Fanowski film o Herezji Horusa. Najgorzej gdy nagle pojawią się Ultrasmurfy i ukradną całą chwałę
  2. Nie gniewam się. Jak tylko zobaczyłem zwiastun Death of Hope z tej gorszej wersji Herezji to zaciekawiło mnie co może przytrafić się Ultramarines.
  3. Asteo Majortis Asteo uważnie przysłuchiwał się słowom Magosa. Wierzył mu, szczególnie chorobliwy perfekcjonizm i obsesja na punkcie były mu niesamowicie znajome, jego legion naprawdę stąpał po cienkiej linie, a część już spadła. Jednak człowiek stojący przed nim utwierdzał go w przekonaniu, że w ludziach drzemie siła. - Nie ma w tym nic złego, to jest jak dar. Bycie pariasem uchroniło cię przed szaleństwem tej planety, które jest w stanie zepsuć każdego. Ale nie tylko to Decreti, mimo beznadziei, przytłaczającej samotności, które wielu by doprowadziła go zguby nie poddałeś się. Wykonywałeś swój obowiązek wobec Imperium, wobec ludzkości do samego końca. - Asteo przerwał i lekko się uśmiechnął po czym kontynuował. - Porucznik komandor Bile obecnie nie znajduje się na pokładzie okrętu, ale porucznik Khydiss już tak. Jednakże teraz toczy się bitwa i lepiej byłoby poczekać na jej koniec. Pójdę po Medicae, żeby wypuścili cię z izolatki. Magos nie stanowił zagrożenia dla nikogo, przebywał w odosobnieniu zbyt długo. Majortisowi wydawało się okrutnym trzymanie Decretiego w zamknięciu, z praktycznego punktu widzenia gdyby wrogowie wdarli się do apothecarionu ten nie miałby nawet szansy ucieczki.
  4. Asteo Majortis Asteo nie wiedział czego się spodziewać, obawiał się, że Magos będzie tylko majaczącym szaleńcem, ale jednak tak się nie stało. Pamiętał chłopaka i odetchnął z uglą wiedząc, że przynajmniej komuś udało się przeżyć i zachować przynajmniej trochę zdrowych zmysłów. Kapitan w mgnieniu oka przetrawił natłok informacji, były jak najbardziej interesujące i...Prawdziwe. Majortis widział, słyszał, a nawet poczuł skutki plugastwa Xeno. Tego ostatniego będzie żałować do końca życia. Szczególnie informacja o tym dziwnym mieczu, który nigdy nie powinien był opuścić tego przeklętego świata przykuła uwagę kapitana. Nagła myśl zmroziła mu oba serca, co gdyby nie pomoc Magnusa? Co wtedy stałoby się z jego ojcem, jego legionem? Był pewien jednego, nie chciał wiedzieć. - Spokojnie. - Asteo uniósł na chwilę dłoń by pokazać Magosowi aby zwolnił. - O wielu rzeczach już wiemy. - Te słowa wypowiedział z wyraźnym bólem i głęboko skrywaną nutką wstydu w głosie. - Mieczem już się zajęto, powiedz mi o nim coś więcej, o tym co wydarzyło się na planecie. Gdy tylko skończy się bitwa opowiesz jeszcze raz wszystko co wiesz pierwszemu kapitanowi. - Powiedział łagodnie i stanowczo.
  5. Tzeentch ma Mroczne Anioły. Ciekawe jaki legion dostanie Slaanesh
  6. Asteo Majortis Ranni z jego drużyny wyszli z bitwy bez żadnego krytycznych uszkodzeń na ciele, ale tego samego nie można było powiedzieć o ich duchu. Asteo wiedział, że zbesztanie nie wchodzi w grę, nie miał żadnego powodu aby tak zrobić. Musiał podnieść ich na duchu, zainspirować, w końcu pełnił funkcję kapitana. - Walczymy razem, żyjemy razem. Nigdy nie zostawiłbym swoich ludzi na pastwę losu, to byłoby niewybaczalne. Ufacie mi jako swojemu dowódcy, a ja wam. Gdybym ja został ranny na polu bitwy i nie mógł dalej brać w niej udziału, zrobilibyście to samo co ja. Jesteśmy braćmi i siostrami ta więź stanowi naszą największą siłę, w każdej chwili jestem gotowy poświęcić się za każdego z was. - Przerwał i spojrzał każdemu w oczy. - Wiem, że zabrzmi to wręcz infantylnie, ale nie pogrążajcie się w smutku. Znajdźcie siłę, wiedząc, że podczas bitwy nigdy nie jesteście samemu, obok was stoją bracia i siostry. Obce plugastwo i zdrajcy ugną się przed nami, tak jak na Laeranie. Jego małe przemówienie odniosło jakiś skutek, Helian rozluźniła pięści, Fareo lekko się uśmiechnął a Dregniv wyglądał wręcz na zainspirowanego. Szepty o Imperatorze nie umknęły Majortisowi, nie wiedział co o nich myśleć, jego odczucia były mocno ambiwalentne. Z jednej strony to przeczyło imperialnej prawdzie, ale z drugiej wydawało się kuszące i dawało nadzieję, wiarę. Z czasem mogło to jednak stać się niebezpieczne. Z zamyślenia wyrwała go Medicae. Jej słowa wydały się mu na pewno ciekawe, choć kapitan na wzmiankę o środkach psychoaktywnych ledwo powstrzymał się przed skrzywieniem. Asteo skinął głową i odpowiedział. - Zajmę się tym, mam nadzieję, że to jednak coś więcej niż tylko majaczenie. - Po czym udał się do Magosa.
  7. Asteo Majortis Granat spełnił swe zadanie i wyłączył maszynę z bitwy tym samym uwalniając Unguis, kapitan miał już wydawać rozkazy gdy eksplozja wstrząsnęła polem bitwy. Majortis kierowany nadludzkim instynktem natychmiast rzucił się na ziemię. Dziwna energia nie wyrządziła mu szkody, przynajmniej nic czego mógł nie zauważyć. Podniósł się, a pierwszą rzeczą, na którą skierował wzrok był zwycięski Sanguinius, imponujący nawet bez skrzydeł a po bestii nie został nawet ślad, tylko niesmak i obrzydzenie. Asteo cieszył się, że jego drużyna nie poniosła strat. Ale spoczęcie na laurach nie wchodziło w opcję. W okół niego na ziemi wili się żołnierze wroga. Ich widok przypominał mu świątynię Laerów, kapitan dobył miecza i bez aktywowania runy wbił go w najbliższego leżącego przeciwnika, skittari zastygł w bezruchu. - Dobić resztę, bądźcie czujni. - Rzucił na voxie drużyny. - Tak jest. - Usłyszał w odpowiedzi głoś Ulloriaq, a jego ludzie od razu wzięli się do roboty. Jego uwagę przyciągnęła nieruchoma sylwetka Titusa wśród ciał i wijących się rannych.
  8. Czerwony Anioł i Krwawy Anioł, a teraz żaden nie ma skrzydeł
  9. Mnie ciekawi kiedy pojawi się Angron. Mort od razu się przyłączył, Pożeracze Światów rozterek pewnie mieć nie będą, ale wtedy wizerunek rozbity ( w sumie Władcy Nocy w tym nie pomagają ) No i jakie legiony do jakiego boga Pogramy to zobaczymy, ale spekulacja zawsze fajna.
  10. Asteo Majortis Sposób w jaki umierali przepełniał go odrazą, nie był to jednak pierwszy raz kiedy widział takie coś. Do głowy zaczęły wracać obrazy z innych czasów, przed tym całym szaleństwem gdy walka między braćmi nie mieściła się w głowie. Wracając do tamtych wydarzeń Asteo żałował, że nie obrócili Laeranu w popiół z orbity. Otaczało go szaleństwo, nie potrafił opisać wszystkiego co się działo, jedyne określenie jakie przychodziło do głowy to chaos. Mimo wszystko miał szczęście, czego nie można było powiedzieć o jego drużynie. Astrates próbowali z całych sił, serwomotory w pancerzach trzeszczały, nadludzkie mięśnie były napinane do kresu wytrzymałości by tylko stanąć, unieść broń, zrobić cokolwiek. Przez chwilę mogło się wydawać, że Unguis się uda, na kilka sekund niektórym udało się podnieść jednak by zaraz potem znów ulec sile zwiększonej grawitacji. Asteo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Anioł walczył w tej chwili z tą nieludzką abominacją. Obok jego drużyny leżeli spłaszczeni żołnierze wroga, a za nim maszyna krocząca przyszpilała jego drużynę. Gdyby tylko udało mu się ją uwolnić, wtedy znów mieliby pełny wpływ na bitwę. - Spróbuję zlikwidować cholerne działo grawitacyjne. Próbujcie dalej drużyno, prawie się udało. Myślcie za co walczycie, myślcie o waszych braciach i siostrach. Dzisiaj pokażemy wszystkim, że my tworzymy nasze przeznaczenie! - Zakomunikował na voxie i odpiął z pasa granat przeciwpancerny. Wzrok skierował na cel i wziął zamach.
  11. Rzucając granatem w maszynę spowalniającą Unguis nie poczęstowałbym przypadkiem eksplozją Titusa i Gwardzistów?