Rhaegrim

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    108
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Rhaegrim

  • Ranga
    Erpegowy nowicjusz
  1. Asteo Majortis Granat spełnił swe zadanie i wyłączył maszynę z bitwy tym samym uwalniając Unguis, kapitan miał już wydawać rozkazy gdy eksplozja wstrząsnęła polem bitwy. Majortis kierowany nadludzkim instynktem natychmiast rzucił się na ziemię. Dziwna energia nie wyrządziła mu szkody, przynajmniej nic czego mógł nie zauważyć. Podniósł się, a pierwszą rzeczą, na którą skierował wzrok był zwycięski Sanguinius, imponujący nawet bez skrzydeł a po bestii nie został nawet ślad, tylko niesmak i obrzydzenie. Asteo cieszył się, że jego drużyna nie poniosła strat. Ale spoczęcie na laurach nie wchodziło w opcję. W okół niego na ziemi wili się żołnierze wroga. Ich widok przypominał mu świątynię Laerów, kapitan dobył miecza i bez aktywowania runy wbił go w najbliższego leżącego przeciwnika, skittari zastygł w bezruchu. - Dobić resztę, bądźcie czujni. - Rzucił na voxie drużyny. - Tak jest. - Usłyszał w odpowiedzi głoś Ulloriaq, a jego ludzie od razu wzięli się do roboty. Jego uwagę przyciągnęła nieruchoma sylwetka Titusa wśród ciał i wijących się rannych.
  2. Czerwony Anioł i Krwawy Anioł, a teraz żaden nie ma skrzydeł
  3. Mnie ciekawi kiedy pojawi się Angron. Mort od razu się przyłączył, Pożeracze Światów rozterek pewnie mieć nie będą, ale wtedy wizerunek rozbity ( w sumie Władcy Nocy w tym nie pomagają ) No i jakie legiony do jakiego boga Pogramy to zobaczymy, ale spekulacja zawsze fajna.
  4. Asteo Majortis Sposób w jaki umierali przepełniał go odrazą, nie był to jednak pierwszy raz kiedy widział takie coś. Do głowy zaczęły wracać obrazy z innych czasów, przed tym całym szaleństwem gdy walka między braćmi nie mieściła się w głowie. Wracając do tamtych wydarzeń Asteo żałował, że nie obrócili Laeranu w popiół z orbity. Otaczało go szaleństwo, nie potrafił opisać wszystkiego co się działo, jedyne określenie jakie przychodziło do głowy to chaos. Mimo wszystko miał szczęście, czego nie można było powiedzieć o jego drużynie. Astrates próbowali z całych sił, serwomotory w pancerzach trzeszczały, nadludzkie mięśnie były napinane do kresu wytrzymałości by tylko stanąć, unieść broń, zrobić cokolwiek. Przez chwilę mogło się wydawać, że Unguis się uda, na kilka sekund niektórym udało się podnieść jednak by zaraz potem znów ulec sile zwiększonej grawitacji. Asteo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Anioł walczył w tej chwili z tą nieludzką abominacją. Obok jego drużyny leżeli spłaszczeni żołnierze wroga, a za nim maszyna krocząca przyszpilała jego drużynę. Gdyby tylko udało mu się ją uwolnić, wtedy znów mieliby pełny wpływ na bitwę. - Spróbuję zlikwidować cholerne działo grawitacyjne. Próbujcie dalej drużyno, prawie się udało. Myślcie za co walczycie, myślcie o waszych braciach i siostrach. Dzisiaj pokażemy wszystkim, że my tworzymy nasze przeznaczenie! - Zakomunikował na voxie i odpiął z pasa granat przeciwpancerny. Wzrok skierował na cel i wziął zamach.
  5. Rzucając granatem w maszynę spowalniającą Unguis nie poczęstowałbym przypadkiem eksplozją Titusa i Gwardzistów?
  6. Żeby Unguis mogła cokolwiek zrobić i tak muszę wydać punkt (co zrobię). Atletyki nie mają, siła na 3 i kość za pancerz dają łącznie 4 a test na 3+ musi być, z braterstwem byłoby 8 rzutów. Bez ryzyka nie ma zabawy.
  7. Back to business. Maszyny przydałoby się zlikwidować, problem tylko, że za bardzo nie mam ekwipunku do tego. Zaś wchodzenie między prymarchę i demona może skończyć się tragicznie.
  8. To ja edytuję ( wycinam kawałek gdzie Asteo mówi o pilotach itp. ) Zmiany kosmetyczne, manewr taki sam. Zrobione.
  9. Gorzej jak rytuał się uda, piloci martwi czy żywi i tak nie będą potrzebni.
  10. Ok, mea culpa. Najwyżej pójdzie edytka, że skacze a strzela w kogoś innego.
  11. Eeee... Jak dwa parzyste to zdany to ja ich nie widzę i konsyliarz nikogo nie wyleczył...
  12. Cóż, mówi się trudno. Mam nadzieję, że tylko jakoś to zniesie