Mephisto

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    67
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Mephisto

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny
  • Urodziny 15.09.1998

Previous Fields

  • Systemy RPG D&D, albo autorskie. Lubię też Universum Lovecrafta.

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Zatopiona Cytadela w Mieście Cyklopów
  • Interests Wiedza.

Ostatnie wizyty

277 wyświetleń profilu
  1. Udało się. Złowieszcza burza (nie no serio, tak mocno to dawno nie waliło. Jakoś w środku nocy miałem wrażenie, że apokalipsa się zaczęła) pozbawiająca mnie internetu, zebrała swe żniwo, ale znowu działa. Niestety, odpiszę dopiero jutro bo muszę jeszcze przeczytać to co się wydarzyło.
  2. Mam problemy z internetem, temu nie wiem jak będzie z odpisami, bo pojęcia nie mam jak długo się problem utrzyma. (Mam nadzieję, że do piątku naprawią)
  3. Cornelis Patching Patching wiedział, że nie był zbyt silny, jednak sądził, że miał jej dość aby pomóc z zaczepieniem haków. Zerknął na górę, kierując wzrok na Hobbesa. Ocenił wysokość, dość dokładnie, jak to miał w zwyczaju. - Może być ciężko o linę dość lekką żeby wystarczyła do niej strzała - rzucił tylko i skierował swoją uwagę na szalupę. Mógłby spróbować tam przeskoczyć, chociaż miał na to marne szanse, gdyby nie burza to może i by mu się to udało, ale nie w takich warunkach. Szczęśliwie dla życia każdego na łodzi, Zevron zechciał to zrobić, miał na to większe szansę. Ale trzeba było go ubezpieczać. - Nie jestem najsilniejszą osobą w okolicy, ale wierze, że jeśli użyję barierki będę w stanie cię ubezpieczać. - oznajmił spokojnie. - Z pomocą pana... - zerknął na marynarza który podrzucił im informacje, trochę zacinając się, nie wiedząc jak go określić - Marynarza i moją, będziesz musiał martwić się tylko o to, żeby doskoczyć. Na razie mogę zająć się zdobyciem lin. Z racji, że pan Maksim szuka harpunnika. - dodał po czym rozejrzał się w poszukiwaniu najbliższych lin.
  4. Jaydon Newman a.k.a. Enforcer Bycie w centrum uwagi pasowało Jaydonowi znacznie bardziej niż Jimowi, Glaze niestety skutecznie uniemożliwił temu drugiemu nie pokazanie się, temu czarnoskóry postarał się odciągnąć trochę uwagi, podnosząc miecz do góry i znowu opierając go na ramieniu. Pomimo tego, że wiedział kogo miał obrać za cel, z tyłu głowi cały czas miał "trzymaj ich z dala od Jima". Lepiej od kogokolwiek innego znał jego umiejętności, wiedział też, że musi być przynętą. Szczęście dla niego, był dość szybką przynętą, irytującą, bijącą po mordach, przynętą. W przeciwieństwie do reszty, nie miał za bardzo sposobu na uderzenie na dystans, skupiał się w całości na swojej broni, nawet jeśli mógł ją w pewien sposób kontrolować. Pobiegł, mijając zarówno Glaze'a jak i Emerald Guardian, elektryczność znowu go otoczyła, podobnie jak wcześniej, tym razem jednak miało to efekt, w pewnym momencie wyglądało to jakby na chwile zyskał moce godne Flasha, pozostawiając za sobą smugę, doskoczył bliżej Wardress, w krótkiej chwili rzucił jej cwaniacki uśmieszek i zamachnął się bronią, przez którą teraz też przechodziła elektryczność, celował w brzuch i ciął od lewego boku. Zaraz po tym, spróbował odskoczyć na prawo ale wciąż do przodu tworząc coś w rodzaju łuku, na dłuższą metę, wyglądało to jakby praktycznie się nie zatrzymał.
  5. Wróciłem niedawno do domu, ale raczej zdążę do 22.
  6. Dobra, jeśli Goblin 2 żyje, to Soa znowu uderza go sierpem. 12 Jeśli trafia to zadaje 1-1 także fajnie. Jeśli goblin 2 jest jednak martwy, to Soa zmienia pozycje, tak by podejść do goblina 1 i uderzyć jego. Rzuty się chyba nie zmieniają. Na późniejsze tury - jeśli Goblin 2 dalej będzie żywy, a Soa nie zmienia pozycji, zaatakuje go po raz kolejny. Niestety nie wykonam za to rzutów bo turlacz przestał mi działać i nie mogę połączyć się ze stroną. Jeśli goblin 2 zginął, Soa po prostu będzie atakował ale goblina 1.
  7. I mi się udało odpisać. Dzisiaj całe szczęście mój plan o której wrócę do domu nie został w żaden sposób zakłócony.
  8. Cornelis Patching Aristov był charyzmatyczną postacią, Patching nigdy nawet nie śmiałby mu tego odmówić. Jego krótka przemowa zdołała nawet chwilowo pokrzepić Alice. Niestety, brakowało im magicznej mocy uzdrawiającej z choroby lokomocyjnej która dotknęła Percivala. Ale poza medykamentami chyba nic by mu nie pomogło. - Oczywiście. Każdy kto zechce pomóc się przyda. Ale jeśli będzie to ponad wasze siły, to nie musicie się zmuszać, - oznajmił po słowach Aristova na temat pomocy, a potem twierdząco kiwnął głową na temat zbiórki. Ciekawe czy będą musieli używać szalupy, a może jakimś cudem statek przetrwa? Jednakowoż to nie nad tym miał myśleć teraz Patching. Miał myśleć nad zabezpieczeniem szalupy, nie nad tym czy się przyda. Został ostatnią z osób które zgodziły się pomóc przy szalupie która jeszcze nie wyszła na postać. Zerknął na pozostałych, odchrząknął. - Ja też już idę. - Oznajmił tylko po czym pozwoli im zająć się sobą, w czasie gdy samemu udał się do wyjścia. Pozwolił deszczowej wodzie uderzać o swoją twarz gdy spojrzał w niebo. Piękny widok, straszny i tak piękny zarazem. Nic dziwnego, że natura była inspiracją tak wielu obrazów i dzieł. - Czy boisz się przytłaczającego grzmotu? A może zderzających się chmur niosących strach? - wymamrotał cytat pod nosem pod nosem, przez kilka sekund jeszcze spoglądał w górę z rozmarzonym wyrazem twarzy ale szybko powrócił do standardowego i jakby dopiero teraz zauważył jak bardzo rzucało statkiem i przez to szybko ruszył w kierunku kubryku, najwyżej zostawi tam płaszcz, który przemoczony i tak bardziej by przeszkadzał niż pomagał.
  9. Cornelis chce wyjść na pokład, więc jeśli powiedzą mu, że faktycznie przyda się pomoc z szalupą, to on chętnie pomoże. Mimo wszystko woli wiedzieć czy nie będzie tylko przeszkadzał.
  10. Przepraszam, że tyle to trwało. W zamiar mogę dać operę którą znalazłem. Steampunkową operę.
  11. Cornelis Patching W Dunwall nie było nikogo z kim Cornelis mógłby się pożegnać. A zrobił to gdy był jeszcze w Old Lamprow, przy okazji obiecując przywiezienie jakiejś pamiątki z miejsca w jakie się udaje. A odmówić Sally zwyczajnie nie mógł. Ciekawe czy będzie miał chwile czasu by coś zdobyć. Krocząc tak przez miasto, rozkoszując się atmosferą poranka, licząc każdy krok oraz nucąc utwór zasłyszany w operze. Niewielu było w stanie docenić urok i brzydotę takich miejsc. Krocząc dziwną drogą, czasami skręcając bez powodu w inną uliczkę, tylko po to by wrócić na główną, podziwiając detale i niedoskonałości na budynkach. Aż wreszcie dotarł do miejsca, gdzie stojąc na środku ulicy miał wspaniały widok. Ulica docierająca aż do wody, tworząc widok który sprawił, że mężczyzna aż się zatrzymał. Nie ważne ile razy by to zobaczył. Zawsze musiał się temu przyjrzeć. Gdy dotarł do końca ulicy, wciąż nie był na miejscu, teraz zostało mu jeszcze przejście się wzdłuż nabrzeża. Nie da się ukryć, specjalnie wybrał taką drogę. Nie był w stanie po prostu nie móc przejść się w takim miejscu. Och, będzie musiał zabrać tu Sally. Jeszcze trochę i będzie w stanie. Na samą myśl o spacerze wywołała na jego twarzy uśmiech, prawie niezauważalny, bo jego twarz szybko wróciła do spokojnego wyrazu. Zresztą i tak nie było nikogo kto zdołałby go dostrzec. Ale nie miał czasu dłużej o tym myśleć, w oddali dostrzegł zarys statku. Nie był na pokładzie pierwszy, byłby wtedy zbyt wcześnie. Nie spóźnił się też, nawet jeśli było to w dobrym stylu. Zwyczajnie nie zdołałby przybyć o porze innej niż dokładnie ta wskazana. Cornelis nie dał by rady nawet o tym pomyśleć, jego perfekcjonizm by na to nie pozwolił. Spotkawszy na pokładzie medyczkę, skłonił jej się na powitanie, nawet jeśli był to lekki ukłon, wyglądał bardzo teatralnie. Zresztą, jak cały mężczyzna, w końcu, bordowy płaszcz i kamizelka ze złocistymi kwiecistymi wzorami nie była strojem typowym dla kogoś wyruszającego na misje. Czasami zastanawiającym było, jak człowiek tak bardzo zwracający na siebie uwagę jest w stanie być agentem. Przywitał się z każdy przybyłym, zaskoczyło go trochę to, że na taką wyprawę zabrano pieska, ale kimże był on aby kogokolwiek kwestionować bądź oceniać? Jeśli był ktoś na kogo mężczyzna zwrócił uwagę większą niż proste powitanie, była to Alva, gdy ta jeszcze szła na statek. Wątpił by ktokolwiek inny doceniał malowniczość sceny jaka przypadkiem się wydarzyła. A już na pewno nie jej główna bohaterka, która raczej nie należała do osób skupiających na sobie uwagę. No, ale wreszcie byli w komplecie. *** Mężczyzna obserwował wodę, wodził wzrokiem po chmurach, przyglądał się marynarzom. Skojarzyło mu się to z obrazem który kiedyś zobaczył. Niestety sytuacja robiła się powoli nieprzyjemna. Nawet jeśli nie znał się na żeglarstwie, potrafił dostrzec drobne rzeczy zwiastujące niebezpieczeństwo. W swoim szaleństwie, Cornelis trochę żałował, że nie był na pokładzie. Wzburzone morze było widokiem wspaniałym, dzięki któremu powstało wiele wspaniałych dzieł sztuki. Ale zobaczyć szalejący żywioł było jeszcze lepsze. Siedząc tak w koncie, trzymając się ściany, był zaskakująco spokojny. W pewnym sensie. Widać było ciekawość, w mniejszym stopniu szaleństwo, na jego twarzy, ciekawość która wytłumiała strach i nudności. Jeśli przetrwa, będzie musiał napisać coś o tej całej wyprawie. Może sztukę teatralną? Albo operę? Gdy trzy otwarły się, jego oczy z powędrowały na zewnątrz. Dopiero potem spojrzał na Tanye. Wysłuchał jej słów. Było źle, jak bardzo chciałby zająć się myśleniem o sztuce, ta chyba mogła poczekać. W końcu, jak zginie to jej nie napisze. Do tego doszło ratowanie szalupy i Hobbesa. Nie spodziewał się, że podróż będzie aż tak emocjonująca i to od samego początku. - Pomimo tego, że bardzo bym chciał, nie wiem czy zdołam wspiąć się na reję. Obawiam się, że spowodowałbym tym więcej kłopotów. - odezwał się do Maksima. - Mogę jednak spróbować jakoś pomóc z szalupą. Wątpię bym przy tym mógł pogorszyć sytuacje. Do tego przyda się chyba każda para rąk, prawda? - nie wspomniał już o tym, że chciał poobserwować sztorm. Był szaleńcem, nie głupcem. Wiedział, że inni źle by to odebrali.
  12. Ja odpiszę dopiero jutro, po 18. Zwyczajnie wolę odpisać na komputerze niż telefonie.
  13. Może wreszcie czas abym pokazał główną inspiracje na stworzenie Patchinga?
  14. Kojarzą mi się trochę z Bioshockiem. Ale w sumie, skoro zaczynamy na łodzi to pasuje
  15. O Cornelisie to akurat można wiedzieć, że bardzo dużo czasu spędza wśród arystokracji, łatwo go dostrzec na różnych balach bo on po prostu rzuca się w oczy, a dziwne bo jest szpiegiem. Mniej znanym faktem, jest też jego przeszłość jako gangster, więc jest twardszy niż wielu mogło by pomyśleć. No i sztuka, jego obsesja na punkcie wszystkiego co artystyczne.