Sabaal

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    42
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Sabaal

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny

Previous Fields

  • Systemy RPG Wolsung, Warhammer, WoD

Profile Information

  • Gender Male
  • Interests Plotting.

Ostatnie wizyty

123 wyświetleń profilu
  1. Na czas nieokreślony znikam z forum. Life happens.
  2. Przykro mi, ale z powodów niezależnych nie będę w stanie się udzielać więcej. Przepraszam za problem i grajcie sobie swobodnie beze mnie.
  3. Bardzo mi przykro, ale z powodów niezależnych nie będę w stanie się udzielać na forum, a co dopiero mówić o prowadzeniu. Bardzo przepraszam za narobienie fałszywej nadziei i takie zniknięcie. :<
  4. Ze względu na nieprzewidziane okoliczności, rekrutacja przedłużona do 1 czerwca. Przy okazji proszę chętnych o potwierdzenie swojego udziału.
  5. Oczy dwóch gryzipiórków się spotkały. Oho, papuga. Pytanie tylko czy był to cwany czy uciążliwy urzędniczyna, bo tylko te dwa typy wybijają się na dobrze płatne pozycje. Albo poprzez tańczenie wokół przepisów jak szczwany lis albo posługiwaniem się kodeksami niczym troll maczugą da się wybić w biurokratycznej, wysysającej duszę machinie. Balthazar udawał tego drugiego, pozbawionego wyobraźni, polotu i poczucia humoru biurokratę o nieustępliwości i kreatywności starego muła. - Teodozjusz Font - mężczyzna odpowiedział uściskiem dłoni. Chociaż słowo "uścisk" było bardzo nieadekwatne. Balthazar długo ćwiczył ten miękki, bezwładny niemal chwyt za którym nie stała nawet drobna porcja siły. Ręka niczym luźny kawał mięsa. - Jestem tu na polecenie Hrabiego Baldera. Szanowny pan Scala zgłosił swoją chęć zakupu należącej do Hrabiego Baldera nieruchomości. Rozmowy polecono mi prowadzić osobiście z panem Scalą. - uniósł lekko lewą brew. W sumie, wolałby gryzipiórka. Prawdopodobnie jest mniej cwany niż jego pracodawca, co zwiększa szansę na sukces. Ale w czasie akcji bierze się, co los da.
  6. Balthazar Krotz Balthazar także nie wypowiadał się. Głównie dlatego, że siedząc na wozie dla aresztantów lepiej nie gadać niepotrzebnie. Są zaprojektowane tak, by woźnica i obstawa dobrze słyszeli co się dzieje w środku na wypadek gdyby komuś się coś wymsknęło. A gadanie na księcia Gutrama gdy jest się aresztowanym przez ludzi Gutrama to nie był najlepszy sposób na uniknięcie dokładnej inspekcji. Więc siedział sobie w milczeniu, wyglądając na przygnębionego. Jak to cywil co odkrył że sprawy nie rozwiążą się jednak tak szybko, a przed nim zapewne jeszcze mnóstwo niewygód zanim będzie mógł wrócić do domu. Gapił się na brudną podłogę i zastanawiał nad tym co też może na nich czekać na końcu drogi. Jednym uchem przy okazji łapał konwersację innych. Nigdy nie wiadomo co może się przydać, a i samo poznanie charakterów współaresztowanych może się na coś przydać.
  7. Balthazar usiadł w kącie, w miarę możliwości w pewnym oddaleniu od wiedźmina. Jego kontakty z tymi mutantami były bardzo, bardzo sporadyczne. Należeli do tego typu osób, z którymi mężczyzna nie miał po prostu żadnych wspólnych interesów. Wiedźmini byli morderczy i pozbawieni poczucia humoru, więc lepiej się z nimi nie spoufalać. Nawet jeżeli reszta historii jest wyssana z palca. Poza tym, parali się magią i innymi nienaturalnymi sztuczkami, a te zawsze budziły w Balthazarze nieufność. Poza tym siedział cicho i spokojnie, co najwyżej klnąc pod nosem gdy uderzył się o ścianę wozu na jakimś wyboju. Wołał nie wchodzić w interakcje z innymi, gdy możliwe jest że jedzie z nim poszukiwany szpieg.
  8. Balthazar Krotz Balthazar posłusznie udał się do wyjścia z miną kogoś, kto jest święcie przekonany że to tylko nieporozumienie i wszystko skończy się dobrze jak tylko rozsądni ludzie sobie wszystko wytłumaczą. Gdy wyszedł na dwór, oczy nieco mu się wybałuszyły i rozejrzał się w lekkim szoku, widząc jak wiele wojska się zebrało i tyle broni wycelowanej w siebie. Uśmiechając się niepewnie, ruszył gdzie mu kazano. Stanąwszy przed wozem się zawahał. Wyraźnie nie podobała mu się wizja bycia wepchniętym do takiego powozu jak jakiś przestępca, ale zbesztany przez pilnującego całej akcji oficera posłusznie dał się przeszukać, skulony i pokorny jak grzeczny cywil. I tu pojawił się lekki problem, gdy wyciągnięto mu z wewnętrznej kieszeni mały mieszek z kilkoma szczyptami odurzającego proszku. Na szczęście nie trzymał przy sobie nigdy komercyjnych ilości. Ot, tyle by następująca wymówka brzmiała prawdziwie. - Eh... to na bezsenność, panie... - powiedział z wyraźnym zakłopotaniem, jak to szanowany obywatel w takiej sytuacji. Dobrze że używa tego tylko do szprycowania innych, bo dzięki temu nie wyglądał na ćpuna i rzeczywiście mógł się wydawać kimś kto używa tego oszczędnie by łatwiej zasnąć.
  9. Balthazar już dawno się nauczył, że ludzie nie lubią się wysilać. Wystarczy, że coś wygląda przekonująco, a szybko uwierzą w autentyzm i nie będą przyglądać się bliżej, zwłaszcza jeżeli odwróci się ich uwagę czymś bardziej interesującym albo pilnym. Zapieczętowany list został schowany, a z papierów mężczyzna wygrzebał jeszcze wizytówkę firmy prawniczej "Stock, Filder & Hougon". Tak przygotowany, poszedł spać snem niewiniątka. Następnego dnia, Balthazar stanął w eleganckim stroju w drzwiach karczmy "u Rithza", gdzie z surowym wyrazem twarzy zapytał o goszczącego tam jegomościa o nazwisku Scala. Serce mu biło mocno, ale po samym Balthazarze nie było widać nic poza chłodnym profesjonalizmem.
  10. Balthazar wpatrywał się przez dłuższy czas w list, przygryzając wargę. To była okazja jakich mało. Cholernie ryzykowna i równie cholernie kusząca. Jakby sam los zaprosił go do tego niebezpiecznego tańca. Tej wypełnionej adrenaliną gry. Serce mężczyzny zabiło mocniej, a na twarzy pojawił się rumieniec. Próba wycyckania Hugona Scali z nawet niewielkiej sumy była by głupia, brawurowa i niosąca z sobą wielkie zagrożenie. Głód, który prowadził go przez ostatnie dwadzieścia lat życia znów się odezwał. To pragnienie, ta paląca potrzeba by zagrać światu na nosie. Oczywiście, że to zrobi. Żyje się raz. W razie niepowodzenia Balthazar widział trzy wyjścia. Śmierć - na którą się nie cieszył, ale każdy w końcu umiera. Więzienie - w którym spędził już kilka lat życia i zawsze wiele się w celi nauczył. Albo może i trzecia opcja, ale... no na razie nie ma co rozmyślać o porażce i lepiej się skupić na planie. Mężczyzna wyciągnął papier i pióro. Zapalił lampę i podsunął sobie pod nos kilka zwiniętych z biurka Baldera pism. Kopiowanie pisma będzie nużącym zajęciem, ale na szczęście nie musi być ono idealne. Wręcz przeciwnie, linie powinny być ostrzejsze, bardziej zamaszyste. Jakby osoba pisząca była wściekła i wolała splunąć odbiorcy w twarz, ale nie mogła. Każde słowo, każdy znak musi ociekać jadem skrytym pod uprzejmością. Szanowny lordzie Scala. ("lordzie" napisane lekko krzywo, jakby piszący wzdragał się na myśl o kimś kto sobie ot tak kupił tytuł) Skoro nalegasz, jestem gotów wysłuchać Twojej propozycji, chociaż wbrew nikczemnym plotkom, moje finanse mają się dobrze. Jeżeli to poprawi Ci humor, mój człowiek posiada wszelkie uprawnienia by dyskutować o ewentualnej transakcji. Z poważaniem hrabia Balder ("hrabia" napisane z wyraźnym namaszczeniem, wręcz chełpliwie) Balthazar przyglądał się przez chwilę swojemu dziełu. "Pierdol się, Scala. Gdybym nie potrzebował kasy to w ogóle bym z tobą nie gadał" ujęte w elegancką, zwięzłą notkę. Teraz potrzebna jest tylko pieczęć i dokumencik gotowy.
  11. Baltazar Krotz Wyjaśnienie zamieszania zarówno uspokoiło jak i zmartwiło Balthazara. Uspokoiło, bo jak podejrzewał, nie chodziło o niego. Wojacy mieli dokładne pojęcie kto jest ich celem i są skupieni na sprawie szpiegostwa. Zapewne nie będą sobie zawracać sprawy mniejszymi przewinieniami gdy tak duża sprawa wisi im nad głowami. Z drugiej strony jednak, wiedział że jego papiery mogą wzbudzić pewne podejrzenia, a szukający szpiegów są zawsze bardzo podejrzliwi. Co prawda wśród dokumentów nie było nic, co mogło by się naprawdę przydać szpiegowi albo mieć jakiekolwiek powiązanie z de Martensem. No nic, jak przyjdzie co do czego to raczej przyzna się do swoich win i posiedzi kilka lat. Lepsze to niż odpowiadanie za zbrodnie wielkiego kalibru, zwłaszcza jeżeli się ich nie popełniło. Na szczęście jak na razie zarówno generał jak i jego ludzie nie traktowali go jako zagrożenie - słusznie zresztą, taki wojak rozłożył by go zapewne na łopatki w kilka chwil - więc postanowił utwierdzać ich w przekonaniu, że jest zupełnie zwyczajnym, niegodnym zainteresowania cywilem - kreaturą najniżej usytuowaną w hierarchii wojskowej. - Zdrajca? Tutaj? - zapytał z szeroko otwartymi oczami i nową nutką zaciekawienia, rozglądając się po innych gościach. Wykazywał przy tym typową dla postronnych postawę kogoś kto wie, że jest niewinny i nie może się doczekać obserwowania jak ta sytuacja się potoczy. - A że ten bard to swołocz to podejrzewałem, ale że aż tak? Splunął na podłogę, ale wciąż stał z podniesionymi rękami, czekając na dalsze polecenia od żołnierzy jak grzeczny mały cywil.
  12. - Hugon Scala? - zapytał Balthazar, wyciągając dłoń po kopertę. Jego brew uniosła się w zrozumiałym zaintrygowaniu. To mogło być ciekawe i dochodowe wydarzenie. Zależnie od tego w jakiej sprawie pisał ten bogacz można było to wykorzystać, ale nawet sam fakt posiadania wzoru jego podpisu bądź pieczęci może się okazać bardzo przydatny. - No proszę proszę. Sięgnął do kieszeni i dał chłopakowi kilka drobniaków za fatygę. Wracając do sali, Balthazar schował kopertę do kieszeni. Kusiło go, żeby od razu ją otworzyć i przestudiować zawartość, ale wolał to zrobić na osobności. Uspokoił służącą kłamstwem że to znajomy wiedzący o jego obecności tutaj podesłał mu wiadomość, po czym zasiadł do jedzenia. --- Pół godziny później, w sowim pokoju, Balthazar otworzył kopertę i sprawdził zawartość. To była bardzo kusząca okazja. Hugon Scala miał mnóstwo pieniędzy z którymi mógłby się rozstać choćby w części i podzielić z biednym człowiekiem. Ale z drugiej strony, narażanie się mu to też bardzo niebezpieczny człowiek. Nie należał do typu, który machnie ręką na drobny ubytek w kasie. Cóż, nie ma co gdybać dopóki nie zna się treści listu. Mężczyzna pochylił się nad kartką i wziął się za czytanie...
  13. Takie numery były bezczelne, ale w sumie prostsze niż się człowiekowi wydawało. Wystarczyło się dobrze prezentować i być odpowiednio pewnym siebie. Nie zaszkodzi też odrobina obserwacji i badania celu. Na przykład, wystarczyło zasięgnąć języka by wiedzieć że hrabia Balder lubi sobie wypić i zagrać w karty. Dlatego gdy dwa tygodnie temu drzwi otworzyła mu jedna z zastępczych służących którzy zostali na czas wyjazdu, usłyszała powitanie od kogoś kto przedstawiał się jako Leonard Coon, kumpel 'tego łysego pryka' Baldera od kart. Następnie pan Leonard zrobił wielkie oczy na wieść że hrabiego nie ma i cały aż oklapł w szoku. Kolejnym etapem był ciąg epitetów na temat gospodarza, gdy elegancko ubrany gość zwyzywał go od 'uchlanych świń' i 'niesłownych obwiesi'. Oczywiście, szlachcic Leonard szybko się opamiętał, przeprosił zszokowaną służkę za swoje zachowanie i wyjaśnił że zapewne Balder zapomniał o obietnicy przenocowania go przez jakiś czas, bo obaj w momencie jej składania byli w stanie trzeźwym inaczej. Następnie Leonard spytał czy na pewno hrabia nie kazał przygotować 'tego przytulnego pokoju dla gości', wykazując znajomość wnętrza posiadłości, chociaż nie dał szczegółów. Wyraził też żal, że kucharka Penelopa także wyjechała, bo zawsze doceniał jej kuchnię. Dwadzieścia minut później wyglądający na szczerego, zmartwionego i zdenerwowanego lord Leonard wszedł do środka. Służąca w tamtej chwili już zdążyła polubić niespodziewanego gościa, który mimo temperamentu potrafił się powściągnąć i dobrze zachować. Mężczyzna stwierdził że nie potrzebuje luksusów, wystarczy że przygotują mu kącik, a on znajdzie sobie w ciągu paru dni inne lokum. Co oczywiście skończyło się zapewnieniem, że będzie ugoszczony aż gospodarze nie wrócą i z pełnymi honorami. Balthazarowi spodobał się taki wypoczynek. Co nieco się też nauczył rozmawiając ze służbą i przeglądając leżące tu i ówdzie papiery. Najadł się przedniego jadła i pił zacne trunki w miłej atmosferze. Wiedział jednak, że czas najwyższy się ulotnić. Był gotowy do drogi, jego pakunki przyszykowane w pokoju, tuż przy oknie na parterze, by w razie czego móc czmychnąć. Pukanie go zaskoczyło. Nie spodziewał się gości. A gospodarze nie powinni jeszcze wracać, dali by znać przez posłańca że należy przygotować rezydencję do ich powrotu. No i by nie pukali. Tak samo służba. Powstrzymał służącą gestem i sam wstał, by przywitać niespodziewanych gości. Wcześniej oczywiście zerknął przez lufcik by zobaczyć kogo tam licho przyniosło i - jeżeli goście nie wydawali się dla niego zagrożeniem - otworzył drzwi.
  14. Baltazar Krotz Balthazar dostrzegł zamieszanie w miarę wcześnie, ale i tak było zdecydowanie za późno by cokolwiek zrobić. Jednak mężczyzna nie dał po sobie poznać że szykuje się na kłopoty. Zerwanie się na nogi albo szukanie kryjówki z rozbieganym wzrokiem to jak dawanie znaków ogniowych dla każdego kto wejdzie teraz do lokalu albo już w nim siedzi. Więc zamiast pochopnie działać, mężczyzna zrobił szybki przegląd własnych win i potencjalnych dowodów przestępstwa. Gdy banda wpadła do środka i padły groźby oraz okrzyki, Balthazar wiedział praktycznie na pewno że nie chodzi o niego. Nie zrobił w okolicy nic, co mogło by się spotkać z tak surowym pościgiem. Gdyby wystrychnął na dudka kogoś bardzo ważnego, to może... ale nawet wtedy masowe aresztowanie i grożenie śmiercią każdemu kto spróbuje uciec wydawało się przesadą. Najwyraźniej coś się stało i szanowni stróże prawa chcą się upewnić że gagatek im nie umknie. Tylko cóż to mogło być? Szpiegostwo? Morderstwo? Porwanie? Zbieg? Zdrada? Cokolwiek by to nie było, Balthazar powinien być w stanie wyłgać się z sytuacji. Problemem były tylko dokumenty w jego torbie, ale to nie były żadne ważne pisma. Ot, kilka 'uprawnień do...', dokumentów potwierdzających kwalifikacje i listów rekomendacyjnych. Sprawdzenie ich wymagało by tygodni gdy listy wędrują tam i z powrotem, a ci zbrojni nie wyglądali na takich którzy mieli czas do zmarnowania na takie sytuacje. Z biżuterią sobie poradzi, bo to nie pierwszy raz ją przy nim znaleziono. Nieco uspokojony, Balthazar miał wciąż na twarzy wyraz zaskoczenia i niezrozumienia. Ręce uniesione w geście poddania, powoli wstał i sięgnął do pasa, gdzie wisiała jego obronna pałka. Drżącą ręką odczepił ją z rzemyka i upuścił na podłogę. "Panowie! Na bogów! Co się stało?" zapytał z mieszanką zszokowania i strachu w głosie. "Ubili kogoś? Element wywrotowy w karczmie się gnieździ?" Jego ton był zaciekawiony i przestraszony zarazem. Tak mogła mówić osoba, która wie że jest niewinna, ale wie też że będzie to historia do opowiadania potem przy piwie. Mówił jak ktoś kto co prawda będzie posłusznie wykonywał polecenia, ale będzie też zapuszczać żurawia żeby popatrzeć jak gagatka będą aresztować. Gliniarze znali ten ton.
  15. Baltazar Krotz Oskarżenie barda sprawiło że twarz mężczyzny wykrzywiła się w bólu i wstydzie. Nic dziwnego, wszak osoba, która właśnie dokonuje upokarzającego i haniebnego aktu sprzedawania rodzinnej pamiątki nie chce raczej słyszeć o tym, że brak jej honoru i przyzwoitości. To było jak kopnięcie leżącego. I dlaczego śpiewak wskazał na niego? Cóż mógł on uczynić przeciwko trzem zdrowym, energicznym i uzbrojonym byczkom? Był od nich prawie dwa razy starszy i wyglądał jak osoba, która miała by problem z używaniem prostego miecza. Nie było w jego ruchach sprężystości i pewności siebie którymi cechowali się wojownicy. Był chuchrem. Co najwyżej można było by go posądzić o bycie magiem, ale na to był zdecydowanie za mało arogancki. "Chamstwo..." mruknął cicho, zaciskając dłoń na sygnecie po raz kolejny. "Co taki wie? Czy wie jak to jest jak ktoś straci dorobek życia? Gdy musi długo po zapuszczeniu korzeni udać się na tułaczkę w dalekie strony? Nie, ale obrazi człowieka. Zmiesza z błotem boś się na trzech młodzików nie rzucił. A sam zadka nie ruszy. Ot, szuka tematu do piosenki. Popisałby jak to komuś w karczmie łeb rozwalą albo flaki wyprują. O, jak będzie fajnie o tym pośpiewać, opisać o tym jak się z daleka patrzyło jak jedni biją drugich. Artysta zafajdany, sęp i hipokryta..."