LuniLan

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    303
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O LuniLan

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Gdańsk

Ostatnie wizyty

193 wyświetleń profilu
  1. Ja dzisiaj wieczorem!
  2. Jeeeeeejku jakie te wszystkie posty są boskie :33
  3. Tamta była na pokaz
  4. Tylko Percy jest do tego zdolny @Thorongil Percival jest tak uroczo rozanielony na Morley
  5. tylko nie ta piosenka!! Nieeee! Dziękuję
  6. Ale jedna to szczególnie źle trafiła!
  7. No dzięki xD. No bo jakaś bździągwa się kręci to się wkurzyła
  8. Nie, nie już wszystko ogarnęłam. Jakimś dziwnym trafem znalazłam skrót na klawiaturze do wstawiania postu na Strefie. A dopiero zaczęłam pisać xD. Już wszystko jest ładnie
  9. Alice Vollip Percival Adder Medyk wpatrywała się w odległy horyzont. Pogrążona we własnych rozmyślaniach, siedziała samotnie przy balustradzie Starego Desanta, na jednej z większych beczek. Bujała lekko nogami w stałym rytmie. Na materiale niebieskiej spódnicy leżał skórzany notes, a w nim szybko sporządzone zgrabnym pismem notatki. Od czasu do czasu zerkała na jego kartki, czytając po raz kolejny te same słowa. Minę miała raczej smutną niż ściągniętą w wyraźnie skupienia. Powód dla którego Percival wyszedł na pokład po tym pełnym, w sporej części niestety przykrych, wrażeń dniu, był prosty. Potrzebował chwili by przemyśleć wszystko co się stało, co usłyszał i co było planowane. Czystym przypadkiem wpadł na Alice. Dziewczyna zdawała się go nie widzieć zapatrzona w bezkres rozciągający się za burtą statku. Podszedł do niej cicho wyciągając z jednej z wielu kieszeni niewielki flet. Stojąc raptem parę kroków za Alice zaczął grać. Pisnęła i niemal podskoczyła, słysząc pierwsze nuty melodii. Jednym ruchem dłonie zamknęła notes, kładąć dłoń na pierś. Jakie zaskoczenie pojawiło się na jej twarzy kiedy odwróciła głowę. - Percival! Och, wybacz, nie spodziewałam się Ciebie - uśmiechnęła się w ten, typowy dla niej, uprzejmy sposób. Schowała notes i pióro do specjalnej kaletki przy pasie. Poprawiła rozwiane włosy. Złodziej nie przerwał gry, ale skinął Alice głową na przywitanie. Dopiero gdy dograł ostatnie nuty i oderwał flet od ust odpowiedział. - Czułem potrzebę odświeżenia myśli. - rzekł z lekkim uśmiechem - A ty? Też poszukujesz chwili wytchnienia? - Jak widać. - Odwróciła wzrok na spokojne, wieczorne morze. Nabrała sporo słonego powietrza w płuca. - Wszystko bardzo szybko się dzieje. - Całkiem - przyznał - I niestety nie najlepiej. - milczał chwilę nim znów na nią spojrzał - Alice… - zaczął nachylając się nad nią powoli. Jego zielone oczy wpatrywały się głęboko w jej niebieskie jakby chciał się w nich zanurzyć. - Tak? Znieruchomiała, wbijając paznokcie w drewniane krawędzie beczki. Nagle zabrakło jej tchu, ale nie oderwała spojrzenia od Percivala. Poczuła jak płaszcz chroniący przed wieczornym chłodem zaczął być zbędny, a nawet bardzo niewygodny. Wciąż wpatrzony w jej oczy, Percival uniósł dłonie delikatnie muskając jej policzki. Jedną z nich wplótł chwilę później w jej włosy. Jego twarz była już tak blisko. Z leciutko otwartych ust wydobywał się delikatny obłoczek oddechu, który mogła poczuć na skórze. Percival przymknął oczy przemierzając ostatnie centymetry. - Percy… Co Ty… - szepnęła, cofając głowę o kilka centymetrów. - Ja… - zaczął zmieszany uciekając na chwilę spojrzeniem w bok - Ja tylko… Nagle złodziej się odsunął, a Alice mogła poczuć jak wraz z jego cofającymi się dłońmi cofa się jej lisia maska, nie wiadomo kiedy i jak poluzowana. Maska, która zaraz znalazła się przed twarzą Percy’ego. - Chciałem tylko wiedzieć czy jest mi w niej do twarzy? - rzucił zupełnie wesołym i beztroskim tonem. Alice w pierwszej chwili chciała złapać oddalającą się maskę, lecz niemal natychmiast opuściła i odwróciła głowę, chowając twarz. - Adder, oddaj mi maskę - powiedziała spokojnie, aczkolwiek jej głos wyraźnie drżał. Percy odsunął maskę od twarzy, a wolną dłonią sięgnął do włosów Alice, które delikatnie pogładził. - Kto ci to zrobił? - zapytał ze szczerą troską w głosie i współczuciem, i żalem wypisanym na twarzy - Czyżby Sokołow? - ton Percivala wkroczył tym razem na wyżyny świętego oburzenia i pompatyczności - Poniesie on więc zasłużoną karę za podniesienie ręki na damę - rzucił przyjmując bohaterską pozę - Nie spocznę póki nie pomszczę twej zniewagi o pani. Nie spocznę póki nie wystąpię przeciw temu hultajowi i nie wyryję na nim mojego imienia... - zawahał się - Chwileczkę… to nie ja mam być pomszczony… A więc twojego imienia nadobna panno! - Prędzej wyprują Ci flaki nim się do nich zbliżysz. - Takiego głosu Percival jeszcze nigdy nie usłyszał z ust Alice. Mroził krew w żyłach. Był przerażająco ponury. Medyk zeskoczyła z beczki, co bardziej przypominało jakby się z niej ześlizgiwała pod wpływem drżących rąk. - Oddaj ją. Ton Alice wyraźnie zaskoczył Percy’ego. Po prawdzie, to miał nadzieję, że przesadna pompa i głupie bohaterskie pozy wywołają uśmiech, a nie efekt całkiem przeciwny. Spojrzał na jej twarz, która mimo wszystko wciąż była piękna. Patrzył bez wstrętu, a co najwyżej z pewnym smutkiem. Westchnął, a powietrze zdawało się z niego ujść. Wyciągnął do niej rękę z maską. - Co się stało? - ponownie w jego głosie pojawiła się troska, a wyraz twarzy miał poważny. Wyrwała lisi pyszczek z jego ręki i odwracając się plecami, założyła z powrotem na swoje odpowiednie miejsce. Właśnie tam powinien być. Nie w łapach Percivala. Zacisnęła pięści i resztkami sił próbowała po prostu nie wybuchnąć. - Nigdy więcej tego nie rób - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Cała drżała. - Przepraszam. Chciałem poprawić ci nastrój. Wykonała kilka głośniejszych oddechów, uspokajając się. Rozluźniła dłonie i podniosła głowę, patrząc na chłopak. Był jeszcze taki młody, taki niewinny w swoim zachowaniu. Zupełnie jak Vinc… Westchnęła głośno co zabrzmiało jak zapowiedź płaczu. Zaczęła kierować się w wgłąb pokładu. - Przepraszam - rzuciła, zanim oddaliła się na tyle aby złodziej nie mógł dosłyszeć szeptu. Percy przyglądał jej się ze smutkiem w spojrzeniu, wciąż stojąc w jednym miejscu. Kiedy jednak zaczęła się oddalać skoczył za nią i złapał za rękę. - Poczekaj! Proszę, za nim pójdziesz, chcę ci coś powiedzieć. Stanęła. Percival czuł jak jej dłoń była zimna, jak drży. Alice odwróciła głowę, patrząc w te czarujące zielone oczy. Błękit jej oczu był chłodny. Percival westchnął i puścił jej dłoń. Odwrócił się spoglądając w gwiazdy zdobiące nieboskłon. - Wiesz, że pochodzę z Morley - zaczął - Ale tak naprawdę, to nie jestem morleyczykiem. Urodziłem się na Gristolu, w Dunwall - Percy niespiesznie ruszył ku burcie o którą się oparł wciąż wpatrzony w pustkę za okrętem - Moja mama pracowała jako służka w cesarskim pałacu, i czasem mnie tam zabierała, gdzie chodziłem za nią jak kocię za matką. Niby nic nie zwykłego. Wiesz co się zwykło mówić o cesarzu Euhornie? Gdy umarł miałem dwa lata. Zastanawiasz się jakie znaczenie może mieć dla dwulatka śmierć cesarza, którego nawet na oczy nie widział? Cóż… nie dalej jak miesiąc po jego śmierci, jeszcze przed koronacją Jessemine, moja matka nagle spakowała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i chyłkiem, w pośpiechu opuściła Dunwall. W pałacu przestało być bezpiecznie. Oczywiście, dla mnie to mogło wydawać się bez znaczenia. Ale jednak z czasem… z czasem gdy zaczynałem rozumieć coraz więcej… zacząłem też rozumieć jakie znaczenie było za tym wszystkim. - Percival znów westchnął i zapatrzył się w gwiazdy - Jeśli zastanawiasz się czemu ci o tym mówię, to dlatego byś wiedziała, że wiem jakie to uczucie gdy ciągnie się za tobą przeszłość. Gdy ciąży ci na sercu. I wiem, że czasem pomoc, obecność innych pomaga - odwrócił się do Alice - Cokolwiek cię spotkało, wiedz, że możesz o tym zawsze porozmawiać. - ruszył spokojnie przez pokład mijając z wolna medyczkę. Nagle się zatrzymał i po krótkiej chwili milczenia, nie odwracając się powiedział - Wciąż jesteś piękna pod tą maską. Pospiesznie analizowała słowa chłopaka. Dzięki opanowanej złości nagle poczuła w stosunku do niego… współczucie. Widziała jak wpatruje się w gwiazdy, jak boli go coś, z czym nie pogodził się jeszcze przez tyle lat. Serce krajało jej się kiedy Percival był smutny. Miał swoje wady. Każdy z nich miał. Każdy miał nierozliczony rachunek z przeszłością. Przez to żaden z Kruków nie byłby tym, kim jest teraz. Jakże to dołujące, że profesjonaliści muszą doświadczyć zła w czystej postaci aby później być w pełnej gotowości do pomocy - Przepraszam, że wybuchłam na Ciebie - szepnęła wątłym głosem kiedy zaczął się oddalać. Po tym jak skomentował jej urodę, ponownie zacisnęła pięści i cicho dodała. - Gang Bottle Street. Percival odwrócił się powoli ku Alice. Nie mógł się nie zastanawiać co sprawiło, że osoba taka jak ona musiała mieć do czynienia z chłopcami z Bottle Street. To była paskudna zgraja. Poczuł dreszcz na wspomnienie barwności opisów jakimi mu grozili jeśli nie spłaciłby długów. Nic jednak nie mówił, pozwalał by Alice sama wybrała tempo w jakim będzie chciała się zwierzać. - Byłam szpiegiem Lorda Attano i Antona Sokołowa. Musiałam tylko zdobyć informacje o miksturze jaką tam przyrządzają, wykraść receptury, mieć dowód ich oszustwa. Ale przede wszystkim przekazywałam cały schemat struktury gangu i plan Destylarni ze wszystkimi przejściami i słabymi punktami, które pozwoliłyby znacznie osłabić cały gang lub chociaż jego działalność. To była kwestia czasu nim mnie przejrzeli… - Podparła się beczki, czując jak nogi jej miękną. Percival zbliżył się powoli i objął czule Alice. - Przykro mi - wyszeptał. - Najważniejsze, że nic nie stało się mojej rodzinie - wyszeptała, przełykając pierwsze łzy. - Chodź - pociągnął Alice delikatnie za ręce prowadząc ją pod pokład, do jej kajuty. Szła bez słowa, wlepiając spojrzenie we własne nogi, kiedy przemierzali pokład. Początkowo smutek zalegający na sercu Alice, przemienił się w zawstydzenie. Tak łatwo sprzedała cenną i dobrze chronioną przez własny zdrowy rozsądek informację. Jednak nie puściła dłoni Percivala. Dała się prowadzić. Jak chyba w całym swoim życiu. Percy bez wahania przekroczył próg kajuty i wprowadził Alice do środka. - Ufasz mi? - zapytał spoglądając na nią z lekkim uśmiechem. Stanęła jak wryta, podnosząc głowę ze zdezorientowaniem. - T… Tak. Jesteś przecież Krukiem - szepnęła jakby sama chciała mu przypomnieć kim jest i jakim kredytem zaufania go obdarzyła już pierwszego dnia. Znów sięgnął więc do wiązań jej maski, tym razem bez żadnego ukrywania tej intencji. Powoli ściągnął jej maskę i odłożył na bok. Poprowadził ją i posadził na łóżku. - Zamknij oczy - poprosił - Postaraj się nie myśleć o masce, ani tym co oznacza. Pomyśl o czymś szczęśliwym, o czymś co pozwoli ci się rozluźnić i odpędzić złe wspomnienia. - Percival, prosiłam… - jęknęła, ale widząc delikatny, uroczy uśmiech, umilkła. Kiedy tylko chłopak ściągnął maskę z twarzy, przeszył ją nieprzyjemny dreszcz. Instynktownie już chciała odwrócić głowę, schować ją w kaskadach brązowych włosów. Mimo to z oporem wykonała to, o co poprosił złodziej. Zamknęła oczy, a stres nabrał na sile. Próbowała zagłuszyć go obrazami z przeszłości. Obrazami wspaniałych, rodzinnych obiadów w rezydencji Vollip. Obrazami Akademii i zapierającej dech w piersiach Biblioteki. Czułe i młodzieńcze, pełne szaleństwa, chwilę w Laboratorium spędzone wraz z Vincentem. - Niech te myśli cię otulą, a wszystko co złe odejdzie w cień - mówił spokojnym, przyjemnym głosem. Delikatnym naciskiem na jej ramiona nakłonił ją do położenia się na łóżku. Mogła poczuć jak przykrywa ją, jak całuje delikatnie w czoło. - A teraz, śnij szczęśliwe sny - dodał i po chwili kajutę wypełniła muzyka. * * * Obudziła się nad ranem, a kiedy otworzyła oczy, zobaczyła krzesło przy łóżku. Było puste. Może to i dobrze... Usiadła, przecierając twarz. Przypominała i analizowała jeszcze raz wszystko, co zdarzyło się poprzedniego dnia. Wiedźma. Percival. Pnącza. Amulet. Ognik. Maksim. Percival. Alva i pakunek. Znaki Szczurzej Zarazy. Warty. Percival. Syknęła z bólu, niechcący zahaczając paznokciem o jedną z blizn. Pewnym ruchem sięgnęłam po maskę i mocno zawiązała z tyłu głowy. * * * Wchodząc do Latarni Morskiej, Alice już od razu miała przeczucie, że będzie coś nie tak. Zobaczywszy całą zgraję klientów i barmankę było pewna, że któreś z nich wpakuje się w kłopoty i wcale nie zdziwi się jak to będzie Percival. Siadając przy stole wraz z resztą, milczała oglądając karczemne przedstawienie. Podkurczyła jedną z nóg, oparła plecy i popijała czerwone wino z kieliszka. Percival stał przy barze i zaczepił go jakiś mężczyzna. Alva była tuż obok. Z trudem przełknęła kolejny łyk gdy dwie bliźniaczki usiadły przy Zevronie. Zmierzyła je krytycznie wzrokiem, podnosząc jedną brew. Jednak gdy jedna z nich zbliżyła się do Maksima, alkohol utkwił jej w gardle. Zacisnęła usta, słysząc piskliwy chichot. Wymierzyła w kobietę mordercze i lodowate spojrzenie. Miała ochotę wyrwać jej te struny głosowe dogorywającej sroki. Jej uwagę (z trudem) przykuło dwóch mężczyzn, którzy natychmiast zaczęli się bić. Z niedowierzaniem obejrzała krótką scenę złożoną z sekwencji pijanych ruchów przeplatanych pijackimi odzywkami. " - Eeeeeeeee..., jezt tu ktoz, kto mókby mi go naztawić?" Alice z westchnieniem załamanej matki, podniosła się. Wolała to niż patrzeć na tą głupią srokę. Podeszła do mężczyzny i odwróciła go w swoją stronę. Stopą sięgnęła po najbliższy, wolny stołek, przysuwając po podłodze. Nacisnęła na szerokie, męskie ramiona, nakazując usiąść. - Jestem medykiem. Nie ruszaj się - powiedziała słodko, ale jej mina już ściągnięta była w skupieniu. Wprawnymi ruchami ręcznie nastawiała kość. - Uważaj teraz na niego. - Nie było to dla niej ani trochę trudne. Po kilku minutach poklepała pacjenta po ramieniu jakby nagradzała pieska za dobre zachowanie. - I od razu lepiej. Przystojniak w każdym calu - uśmiechnęła się życzliwie.
  10. Jeeeeeej!! Poooost! Marass Ty to umiesz umilić drogę na uczelnię
  11. Ach! Pub Crawl!!!! <3
  12. Zlekceważył - polecenie Alice
  13. Alice po spotkaniu z Maksimem przekazuje mu wszystko co ustalili w sprawie Leny: kto i w jaki sposób pod ich nieobecność na Morley jej pilnuje, a także że wyszedł pomysł wartowania w parach podczas rejsu. Opisuje, jakie znaki znalazła na ciele wiedźmy i gdzie już takowe widziała. Na Morley jak na razie chciałaby niezwłocznie uzupełnić swoje medyczne zapasy, kupić składniki, mieć chwilę dla siebie na stworzenie lekarstw. Jednak wydaję mi się, że to czysta formalność i nie wymaga posta. Wiem, że Thorongilowi bardzo zależy na prywatnej rozmowie z Alice, ale to już on zdecyduje w jakim momencie ją podejmie. W sesji dotychczas podobało mi wszystko :3. Barwne NPCe, zaskakujące niespodzianki i naprawdę czasami trzeba było ruszyć głową, żeby wymyślić jakieś dobre wyjście z sytuacji. Stawia bohaterów, bynajmniej Alice, pod ścianą jeżeli chodzi o podejmowanie trudnych decyzji, przekraczanie granic, a przede wszystkim tych granic komfortu. No i MG stworzył boską drużynę, a drużyna boskie postacie <3. To wspaniałe, że każdy z Kruków jest jaki jest, jest sobą, a wszyscy tak od siebie różni. Dzięki temu dochodzi do akcji, które rozmnieszają, które denerwują (w pozytywny sposób!), które po prostu są świetną zabawą! No i dzięki tej sesji odkryła przecudowną grę <3 (kolejna platynka do kolekcji! :33) Dziękuję @Marass za super przeżycia, natchnienie i ciągle pozytywną energię! Dziękuję wszystkim Krukom, że po prostu są i tworzymy przezabawny team <3. Nie mogę się doczekać już co będzie dalej!!
  14. Hmmmmm... Ktoś ma zastraszanie :D. Czysto teorytycznie Percival jest złodziejem i typowe dla złodziei by było zastraszanie, blefy i kłamstwa, ale jaki Percival jest to wiadomo .
  15. Ołkej... No to ja proponuję tak: podczas wizyty na wyspie wiedźmę pilnuje Cornelis. Podczas rejsu (w jedną i drugą stronę) Kruki robiłyby warty.