LuniLan

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    400
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O LuniLan

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Gdańsk

Ostatnie wizyty

239 wyświetleń profilu
  1. Oho, oho, oho! Wyczuwam zagrożenie! Piękny pościk <3 i bombki! Przeurocze :3. Mój post do końca weekendu :).
  2. Alice Vollip - Och, Franco - Alice zarumieniła się. Niepewność i podejrzliwość zakryła nieśmiałym, acz uprzejmym uśmiechem. Skinieniem głowy podziękowała za komplement. Był czarujący. Nie było ku temu żadnych wątpliwości. Ciekawe czy oprze się urokom innych. - Trzeźwość umysłu godna profesjonalisty. * * * Spacer do gospodarstwa Jankinsa minął przyjemnie, choć wieczorny chłód dawał nieco o sobie znać. Przy każdym kolejnym podmuchu Alice zapięła ostatnie guziczki, tuż pod szyją, czarnego żakietu. Poprawiła złotą przypinkę medyka. Nie miała większej wartości materialnej. Za to o wiele większą wartość sentymentalną. Był to prezent od rodziny jako wyraz dumy za osiągnięcia Alice w Akademii. Przyniosła, bądź co bądź niewielką, chlubę całej rodzinie. Z uwagą słuchała historii Samuela o zabytkach, a to tylko dlatego, że... najzwyczajniej przypominał Percivala. Obserwowała ekscytację mężczyzny tak podobnego do złodzieja gdy postawił stopy na swojej rodowej ziemi. - Brzmi znajomo - przytaknęła również półgłosem - W nim samym też jest coś nie tak. Resztę poczynań Franco, obserwowała ze skrytą ostrożnością. Na jego propozycję uśmiechnęła się zalotnie, wyciągając już dłoń. - Nie wątpię Samuelu, że z Tobą mogę czuć się bezpiecznie. "Zdajesz sobie sprawę, że pchasz się przed kolejkę, Samuelu? Zapewniam cię, że lista dłużników wobec naszej nieocenionej medyczki jest długa, a otwiera ją nie kto inny jak Zevron. Pamiętacie szalupy? A więc, moja droga, w jakiej kolejności zamierzasz odbierać przysługi? " Zatrzymała rękę w połowie ruchu. Odwróciła powoli głowę w stronę Maksima i przyszpiliła go pełnym zalotności spojrzeniem. - Jeśli dobrze pamiętam, Maksimie, mój drogi, nie masz wobec mnie żadnego długu. - Pewnie chwyciła Samuela, zaciskając palce na jego chłodnej dłoni. Zgrabnie wskoczyła na koński grzbiet. Zerknęła przez ramię, chcąc tym samym rzucić Maksimowi wyzwanie.
  3. Brzmi jak idealna okazja na wyciąganie informacji o nosie, ale nie jesteśmy na osobności, a Alice nie zostawi Lysi na podłodze bez profesjonalnej opieki. Także tak, jedna odpowiedź Franco mi wystarczy
  4. Dobry pomysł :D. Zevron i impreza... Jakoś tego nie widzę
  5. Ja także jestem za dokończeniem. Ostatnio bardziej mnie mniej niż więcej, ale obiecuję, że się poprawię! Tak żebyście nie czekali na mnie, żebyś @Marass nie dopominała się, bo wiem jakie to nie jest miłe. No i poprawię jakość odpisów...
  6. Alice Vollip Alice odwróciła głowę w tym samym momencie, gdy Franco położył dłoń na jej ramieniu w wyrazie podziękowania. Skinęła, również niemo dziękując za zaskakująco zgraną współpracę. - Nie wydaję mi się. Nie odczuwasz żadnych skurczy? Czegoś niepokojącego? - zadawała pytania, wracając do monitorowania pacjentki. Chociaż w taki sposób mogła zrewanżować się za dość oschłe potraktowanie bądź co bądź domowników. Tym bardziej, że Lysi, jak już zdążyła medyk zauważyć, nie jest osobą potrafiącą kryć i tłumić emocje. Tym bardziej jeśli jest ciężarna. "Następnym razem ugryź się w język zanim coś powiesz, Vollip" przeleciało jej przez myśl, kiedy uspokajająco gładziła ramię ciężarnej. - Franco, skąd wiedziałeś co zrobić? - zapytała po chwili, nie ruszając się z miejsca. Zerknęła na niego niezwykle uprzejmie i niewinnie. Dodała pospiesznie - Bardzo mi pomogłeś.
  7. Ja jestem obecna, w pół obecna - wiem trochę ostatnio zaniedbuje odpisy, ale staram się wyrabiać na czas :). Dzisiaj ląduje odpis
  8. http://strefarpg.net/turlacz/?id=14290 Pozostawię bez komentarza
  9. Czy mam rzucić na Leczenie albo coś żeby Lysi wróciła do siebie? Albo chociaż spróbować żeby wróciła do siebie?
  10. Alice Vollip Zerknęła na Samuela, będąc przez chwilę zaskoczona. Nie spodziewała się jego w roli ratownika medycznego. Zamrugała oczami w bezruchu kiedy zasugerował obrócenie Lysi, co medyk miała w planie uczynić. Potrząsnęła głową i wróciła do swoich zadań. Szybko poinstruowała Franco jak mają to zrobić, ale widząc jak się do tego zabiera, wiedziała, że było to co najmniej zbędne. Zręcznie przy pomocy mężczyzny obróciła ciężarną na lewy bok i uspokajająco pogładziła ją po ramieniu. - Lysi, mów mi na bieżącą co czujesz - mówiła, obserwując twarz dziewczyny. Z kobietami w ciąży miała najmniej doświadczenia. Alice ze swoimi umiejętnościami zdecydowanie bardziej nadawała się do pracy w niekorzystnym terenie, a nie przy porodach. Tak naprawdę... nigdy żadnego porodu nie przyjęła i miała nadzieję, że Lysi nie okaże się być jej pierwszą pacjentką. Jeszcze tego by brakowało... Vollip Próbowała skupić się myślami na tu i teraz, nie wybiegać za bardzo do przodu. Jednak wizja paniki, jaka rozsiałaby się po krzyku Lysi o wodach płodowych lub silnych skurczach była niemal paraliżująca. Alice miała głęboką nadzieję, że Franco prócz wiedzy ratownika, posiada też wiedzę położnej. Najważniejsze, żeby dziewczyna doszła do siebie, a jej stan przestał być zagrożeniem dla tej pożal-si... ciąży.
  11. Już się zabieram do czytania i dzisiaj prędzej czy później post będzie!
  12. @Marass czy na sprawdzenie oddechu powinnam rzucić na leczenie/spostrzegawczość? Czy to jest zbyt "błahe" żeby na to rzucać? Teraz Alice żałuje bardzo mocno
  13. Alice Vollip Teraz była już pewna. Corin i Franco. Lena i Kaleb. Oddanie i miłość. Jakże przerażająca jest siła tych emocji... Chyba zaczęła powoli to rozumieć, a im więcej rozumiała, tym strach stawał się o wiele większy. Czego właśnie świadkami stały się Kruki? Odkryli niebezpieczny teren, pełen niebezpiecznych zależności i niebezpiecznych tajemnic... Puściła mimo uszu dramatycznie teatralne użalanie się Lysi. Ona też kiedyś była tylko miła. Lata brutalnej konfrontacji z prawdziwym życiem w stolicy nauczyły elastyczności. W normalnej sytuacji usiadła by z tą, bądź co bądź, biedną dziewczyną, wsparła na tyle, na ile by potrafiła. Jednak ostatnie godziny były trudnym sprawdzianem cierpliwości i nawet Alice zaczęły puszczać nerwy. I tak jak powiedział Jelly - "ale są jakieś, no, zasady". Zasadą Vollip była obowiązkowa troska o otaczających ją ludzi. Oczywiście na pierwszym miejscu były Kruki, to nie podlegało żadnej dyskusji, ale nie mogła siedzieć bezczynnie i patrzeć jak Lysi wręcz morduje własne dziecko. Przemyślenia przerwał błyskawiczny tok niespodziewanych zdarzeń. Bezwładne ciało Lysi rąbnęło o podłogę. Krzyk. Alice bez zastanowienia zerwała się na równe nogi. Na sekundę z twarzy i głowy medyk znikły wszystkie przekleństwa i złość. Cała wściekłość uszła momentalnie. Może przesadziła? Nie powinna się wtrącać... Ma przecież inne priorytety. Poczucie winy natychmiast boleśnie ukuło ją prosto w serce. Za dużo. Przesadziła. Dopadła do omdlałej dziewczyny i silnym pchnięciem odsunęła Jelly'ego. - Jestem medykiem - rzuciła przez ramię. Chciała przede wszystkim uspokoić go i upewnić, że nie ma złych zamiarów, dlatego lepiej żeby jej nie przeszkadzał. Spojrzała mu prosto w oczy, na chwilę. Widziała w nich przerażenie. Sama nie próbowała tego po sobie poznać, zasłaniając się tym typowym, chłodnym profesjonalizmem. "Za dużo, Alice." Kucnęła przy omdlałej i potrząsnęła delikatnie za jej ramiona, wołając. - Lysi! Lysi, odezwij się. Lyyysi. Lysi, słyszysz mnie?! Przewietrzcie tu! Nie czekając długo na reakcje dziewczyny, zerknęła na jej usta, upewniając się, że drogi oddechowe nie są zablokowane. Chwytając włosy w kitek, Alice przyłożyła ucho do twarzy Lysi. Musiała usłyszeć szmer oddechu. Musiała poczuć ten delikatny, ledwo wyczuwalny ruch powietrza. Musiała widzieć czy klatka piersiowa unosi się i opada, choćby o milimetr. Podstawowe kontrolne czynności zanim naprawdę zrobi się niebezpiecznie.
  14. Jest i komplet :D. Jak zwykle rozwaliłam system z Turlaczem
  15. Alice Vollip Obserwowała Franco i Corin wcale się z tym nie kryjąc. Przenosiła w milczeniu spojrzenie z jednego na drugiego, później po kolei na każdego nowego rozmówcę. Te... relacje, nie były zdrowe. To na pewno. Już nawet nie przeszkadzała jej rzępoląca muzyka czy wycie Głupiej Lysi. Od chwili, gdy wraz z Krukami weszła do kryjówki Hałastry, miała silne wrażenie o braku bezpieczeństwa. Tajemnice jakimi owijał się każdy z członków tej chorej rodzinki były bardzo niepokojące. Od czasu do czasu kontrolnie zerkała na Zevrona i Alvę. Wiedziała, że oni także musieli czuć to samo, bo oboje pozostawali w stanie gotowości. Maksim w typowym dla siebie stoickim spokojem spacerował po pomieszczeniu, a kiedy do niej podszedł i położył dłoń na ramieniu w niemym podziękowaniu, Alice dostrzegła w jego oku błysk. Następujące po tym słowa były tylko potwierdzeniem hipotezy jaką wysnuła - Maksim rozpoczął kolejną grę. Do której przyłączył się także Zevron. To znak, że i Alice powinna w nią zagrać. Pora założyć kolejne maski, choć było to w tych okolicznościach niezwykle trudne. Zachowanie dzieciaków zdecydowanie ją drażniło. Naćpany awanturnik, szczeniacka matka roku... Rodzice idealni. Zabawa "w dom" zdecydowanie nie jest grą dla ludzi w ich wieku i... sytuacji. Gdzie ulokują dziecko? Wewnątrz zapchlonej rudery?! Alice strofowała samą siebie, żeby nawet nie pomyśleć za dużo i nie nakręcać. JAK MOŻNA NIE WIEDZIEĆ Z KIM SIĘ ZASZŁO W CIĄŻĘ!? Szczyt durnoty... A po środku tego wszystkiego Franco w roli przedszkolanki... Coś było z tym mężczyzną nie tak... Ten nie dający spokój medyczce rozwalony nos, teraz zachowanie w stosunku do Corin i mówienie, że nie jest jeszcze gotowa. I ta relacja między nimi... Coś przypominało... Zerknęła jeszcze raz. Jak tylko nadarzy się okazja porozmawia o tym z Krukami... Kątem oka widząc, że roztrzęsiona ciężarna odpala kolejnego papierosa, wbiła paznokcie w materiał kanapy. Nie obchodziło ją czy dym papierosowy uspokaja Matkę Na Medal. - Zgaś to - nie trzeba było dłużej prowokować już i tak od progu rozdrażnioną bezmyślnością Lysi Alice. Odwróciła głowę w jej stronę, piorunując spojrzeniem pełnym jadu i groźby. Każde słowo brzmiało jak ostrzeżenie, żeby nawet nie próbowała się stawać. - Bo sprawa ojcostwa przestanie być jakimkolwiek problemem. O ile będzie w ogóle kim się zajmować... Alice nie obchodziło również, że prawdopodobnie Rotten, także rozjuszony, rzuci jej się zaraz do gardła. Nie jest w stanie nawet dotknąć Alice, a tym bardziej zastraszyć.