Fingard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    458
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Fingard

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

300 wyświetleń profilu
  1. Gaspard go sobie jeszcze sprawdzi przed wysłaniem
  2. Gaspard de Brousseau Gaspard podniósł się z krzesła z trudną do odczytania miną. Nie spodziewał się tej rozmowy, tym samym nie mógł mieć co do niej żadnych oczekiwań, ale mimo wszystko czuł, że nie do końca poszła po jego myśli. Podniósł z biurka świeżo skończony list i wolnym krokiem ruszył w kierunku drzwi, odprowadzając Matrankę. - Dosyć ciekawe porównanie. Usunięcie drzazgi z palca, nawet jeśli jest procesem mało przyjemnym, niemal zawsze przynosi ulgę. Rzadko się zdarza, aby osoba, nazwijmy to "poszkodowana", nie chciała tej ulgi doznać. Jeśli jednak uważasz, że tak będzie najlepiej, to mi nie pozostaje nic innego niż uszanować twą wolę, hrabino. Biskup położył rękę na klamce, jednak jeszcze jej nie nacisnął. Patrząc się w oczy Heleny wyciągnął do niej drugą rękę, tą w której trzymał list. - To jest mój list do Dominique, który skończyłem pisać dosłownie chwilę przed naszą rozmową. Może się pani w sprzyjającej chwili zapoznać z jego treścią, ale będę chciał go wysłać do Bless z samego rana. Dobrej nocy - nacisnął klamkę i otworzył szeroko drzwi.
  3. Uuuu, czekam z niecierpliwością! Ja jeszcze dzisiaj wieczorem odpiszę w naszym dialogu, ale raczej się już on nie przeciągnie, bo skoro Helena uznała że jednak nie chce o tym rozmawiać i kieruje się do wyjścia, to Gaspard za język nie będzie ciągnął. Przynajmniej nie tym razem
  4. Nie wiem czego się spodziewałem.
  5. Hans Wetter Dobiegający z zewnątrz śmiech von Fausta oraz następujący po nim krzyk nakazały Wetterowi zatrzymać się w półkroku, nim zdążył postawić stopę na pierwszym stopniu prowadzących w górę schodów. Cokolwiek tam było, cokolwiek go... nie, cokolwiek ich przyzywało, bo przecież Alva w jakiś sposób znalazła się tuż obok inżyniera i ewidentnie również chciała na górę wejść, musiało zaczekać. Hans odwrócił się w samą porę by dostrzec bladego mężczyznę z rewolwerem wchodzącego przez skrzypiące drzwi. Zaczął się zastanawiać co do ciężkiej cholery miały w takim razie oznaczać śmiechy von Fausta i jaki jest pożytek z niewidzialnego faceta, skoro i tak wpuszcza im uzbrojonych ludzi na plecy i nie czyni żadnego wysiłku, aby ich przez zagrożeniem uprzedzić. Bo to, że Gregor wciąż jest przytomny i pozostaje na zewnątrz, było niemal pewne. W innym przypadku dałoby się przecież usłyszeć jakieś odgłosy: wystrzał, upadające bezwładnie ciało, szarpanie, jęk bólu czy cokolwiek innego, co świadczyłoby o fizycznej konfrontacji. Agresywny, jawnie wrogi ton mężczyzny, oraz irracjonalna groźba jaka się w nim niosła, kazały Hansowi zastanowić się jeszcze nad jedną kwestią: czy śmiech von Fausta i krótki krzyk jegomościa stojącego przed nimi nie oznacza aby, że doktor po raz kolejny wpadł na pomysł potraktowania przypadkowego człowieka zastrzykiem z eliksiru strachu. Albo czegoś jeszcze gorszego. Inżynier podniósł jedną rękę do góry, drugą zaś, jeszcze wolniej, opuścił trzymaną w ręku torbę doktora na podłogę. Choć nie miał wcale ochoty robić za tragarza medyka, szczególnie gdy ten nawet nie wyjaśnił w jakim celu zniknął, to przed wcześniejszym rzuceniem torby w byle kąt powstrzymywał go jednak pewien zawodowy szacunek do narzędzi pracy, które, nawet w torbie, zdecydowanie nie powinny się walać po brudnej, zakurzonej i zarobaczonej podłodze. Hans jednak znacznie większym szacunkiem darzył własne życie, więc zwolniwszy rękę, bez dalszej zwłoki przystąpił do wykonywania drugiego polecenia napastnika, jednocześnie zupełnie świadomie ignorując pierwsze. Nie miał zamiaru odwracać się plecami do uzbrojonego człowieka nie znając jego intencji, a ich ustalenie było o wiele łatwiejsze, gdy mógł widzieć jego mimikę i mowę ciała. Poza tym niektórym ludziom, zwłaszcza tym niedoświadczonym bądź z natury dobrym, a jedynie wykrzywionym przez życiowe okoliczności, trudniej było strzelać do kogoś, z kim nawiązali kontakt wzrokowy, nie mówiąc już o emocjonalnym. Marna to nadzieja, ale najlepsza na jaką mógł w tej chwili liczyć. - To byłoby nieco nierozsądne, przyjacielu - odpowiedział spokojnie. Nie pierwszy raz grożono mu bronią, zresztą od ostatniego przypadku nie minęło więcej niż dwanaście, może trzynaście godzin. A tamta trójka wyglądała zdecydowanie groźniej niż samotny białowłosy mężczyzna przed nimi. - Jeśli wypierdolisz tę ruderę w powietrze, to zawali się przecież także i na twoją głowę, a tego przecież nie chcesz, prawda? Podobnie jak i my nie chcemy aby coś na nas spadło. Czemu więc nie wyjaśnimy sobie, jak to ująłeś, "zabawy" oraz przyczyn nieporozumienia w taki sposób, z którego każdy będzie zadowolony?
  6. Anegdotka taka: w ciągu ostatniego miesiąca zagrałem na żywo trzy sesje rpg (różne systemy, różne ekipy); we wszystkich trzech grach moje postaci zginęłyby, gdyby nie wydanie PPka czy innego ustrojstwa przewidzianego mechaniką. W dwóch z trzech przypadków moja postać nawet nie była zaangażowana w walkę, w dodatku jako jedyna z drużyny odniosła obrażenia. Także ten... ja mogę obiecać że Hans nie zrobi niczego bohatersko-głupiego, ale dobre intencje nie wystarczą jeśli Turlacz wyda wyrok
  7. Gość nie strzela od razu tylko zaczyna od rozmowy, więc moim zdaniem on wcale nie musi zamachowcem być (a wg Hansa bezdyskusyjnie nie jest ). Może to tylko zatroskany sąsiad?
  8. Argus - Też mu się nie przyjrzałem Skierko, ale to nic straconego, wiemy gdzie go znaleźć i raczej się stamtąd nie ruszy. Ale zasadniczo jak ktoś stoi na górze i przyciąga uwagę, a pospólstwo się zbiera na dole żeby tę uwagę poświęcić, to można bezpiecznie założyć, że ten na górze jest albo kimś ważnym albo kimś śmiesznym. Czasami jedno i drugie na raz, wtedy tłumy są odpowiednio większe - czarownik parsknął śmiechem z własnego żartu. - No w każdym razie skoro zgodziliśmy się że idziemy szukać króla, to ten gość na górze jest najlepszym punktem zaczepienia, nie ma co się kitrać po salach i naradzać godzinami nad planem, który został już opracowany.
  9. Gaspard de Brousseau - Przykre, traumatyczne wydarzenia potrafią przywołać różne dawne wspomnienia, bywa nawet że takie, z których istnienia od lat już nie zdawaliśmy sobie sprawy. To częsty przypadek, nie zawsze należy się w nim doszukiwać jakiego znaczenia, jakiegoś sensu. Bywa, że jedno z drugim nie ma żadnego powiązania - przerwał na chwilę. Dość długą, aby zdążyć się nad słowami zastanowić, a jednocześnie dość krótką, aby nie zdążyć zadać pytania. - Osobiście uważam, że to słabość ludzkiego umysłu, który nie mogąc sobie poradzić z rozmiarem świeżej tragedii, próbuje odszukać we wspomnieniach cokolwiek pomocnego, na czym mógłby się oprzeć. Czegoś o podobnym, znanym już ładunku emocjonalnym. Albo czegoś, co mogłoby posłużyć za wyjaśnienie, za odpowiedź na pytanie "dlaczego to się stało?". Odpowiedzi takiej tam nie ma, gdyż jedno wydarzyło się zupełnie niezależnie od drugiego i trzeba to zrozumieć. Biskup pochylił się nieznacznie do przodu, skracając o parę cali dystans z rozmówczynią. - Bywa też jednak, że sen to wiadomość. Od sumienia, w jakie nas Jedyny wyposażył, a więc pośrednio od Niego samego. Wiadomość bywa różna. Czasami przypomina o niedokończonej sprawie z przeszłości. Czasami o popełnionym błędzie, którego nowa tragedia jest w jakiś sposób konsekwencją. A czasami to wyrzut wątpliwości, czy podjęte w przeszłości decyzje aby na pewno były słuszne, a tym samym przestroga przed pochopnym podejmowaniem kolejnych w przyszłości. Możliwości jest wiele, hrabino, a z mojej perspektywy każda równie prawdopodobna co inna. Jeśli chcesz mi szczegółowiej opowiedzieć o tych snach i człowieku w nich obecnym, czy to dziś czy jutro czy w odległej przyszłości, to zamieniam się w słuch. Jeśli to zbyt osobiste i zbyt trudne wspomnienia, to nie będę chował urazy o ich zatajenie. W obu przypadkach miej jednak na uwadze Heleno, że ja mogę co najwyżej pomóc, ale właściwy ciężar rozprawienia się z włąsną przeszłością, zarówno tą dawną jak i tą najświeższą, spoczywa na twoich barkach.
  10. Jaki uroczy komplement dla Hansa btw absolutnie nie podjudzam, ale może to dobra okoliczność na wydanie fuksa?
  11. Gaspard de Brousseau Biskup siedział nieruchomo, cały czas słuchając Heleny. Wpatrywał się w jej twarz, szukał jej oczu, te jednak cały czas krążyły po otoczeniu, z dala od niego. Czekał, jednak kolejne słowa nie padały. - Ktoś, kto nie śnił się już od dawna? Osoba, której śmiercią, podobnie jak śmiercią marynarzy Florence, również obciążasz swoje sumienie?
  12. Dołączam do grona zachwyconych, cudowne są te achievementy
  13. Hans Wetter Gdyby nie wszechobecny kurz, inżynier odetchnąłby głęboko, wypełniając aż po brzegi swe płuca mocą, którą tętniło to miejsce. Niestety, od razu po przekroczeniu progu poczuł, że powietrze jest ciężkie i trudno nim oddychać, ograniczył się więc do krótkiego pociągnięcia nosem i chwili zadumy nad uczuciem wszechmocy, jakie go ogarnęło. Nie musiał nawet próbować jej użyć, żeby wiedzieć, że może więcej, szybciej, dokładniej i dyskretniej. I, pomimo wszystko, bardzo chciałby przetestować swoje nowe możliwości. Nie z rzeczywistej potrzeby, ani nawet nie z prymitywnej chęci odczucia dominacji nad innym osobnikiem, a ze zwykłej ciekawości przynależnej wszystkim eksperymentatorom i wynalazcom. Sprawdzić, co da się zrobić nową zabawką. Zmierzyć, gdzie kończą się jej możliwości. Oczywiście nie zrobił tego. Hans Wetter, cokolwiek by o nim nie mówić, był jednak cywilizowanym człowiekiem, wychowanym według pewnych kulturowych i społecznych norm, których z lubością przestrzegał, głęboko wierząc, na podstawie obserwacji i twardych dowodów naturalnie, w ich słuszność oraz płynący z ich przestrzegania pożytek dla ogółu ludzkości. Kontrolowanie swoich odruchów i żądz było zaś jedną z podstawowych umiejętności, jakich od cywilizowanych ludzi wymagano. Szybki rzut oka na Alvę zdradzał, że uczucie wszechmocy również i jej towarzyszyło, oraz że tropicielka również potrafiła swoje instynkty opanować. Nawet jeśli jej motywacje i techniki się nieco różniły od tych stosowanych przez Hansa. Z zamyślenia wyrwała go krzątanina Gregora. Inżynier obejrzał się za siebie, dostrzegł jak tamten szykuje strzykawkę i różowy płyn, który godzinę temu został mu zaprezentowany jako mikstura usypiająca. Podniósł z ziemi porzuconą torbę i, nie wiedząc gdzie niewidzialny doktor się znajduje, rzucił niezbyt głośno w powietrze licząc, że ten jeszcze go usłyszy. - Proszę tylko nie zrobić niczego pochopnego. Co prawda specyfik wybrany przez von Fausta był najmniej groźnym w jego arsenale, ale mimo wszystko jeśli zostanie komuś zaaplikowany bez powodu, to przecież ofiara po przebudzeniu nie zareaguje na obecność ich trójki najlepiej. A zdecydowanie nie chcieli sobie robić kolejnych, niepotrzebnych wrogów. Hans rozglądał się uważnie po pomieszczeniu, co i rusz podchodząc do innego elementu wyposażenia. Nikogo nie było słychać, nie sądził też aby ktokolwiek urzędował tu na stałe, z pewnością dokonałby chociaż minimalnych porządków. Ale nieregularne odwiedziny mniej lub bardziej przypadkowych ludzi były bardzo prawdopodobne, a tacy często zostawiają ślady swej bytności. W zależności od celu wizyty bywa nawet, że z pełną premedytacją, niejako na oznakowanie terenu. Jeśli mają się w budynku na kogoś natknąć, to było cholernie ważne, aby ich to spotkanie nie zaskoczyło.
  14. Argus Czarownik gnał przed siebie na złamanie karku, zupełnie nie oglądając się na innych. Padło hasło "chodu!", zatem każdy był zdany na siebie i należało założyć, że dopóki żadne okrzyki zza pleców nie dobiegają, to znaczy że każdy sobie radzi. Dopadł za bramę jako pierwszy, dopiero na terenie pałacu przystanął, złapał oddech i odwrócił się z szerokim uśmiechem na ustach w kierunku wpadającej tuż za nim grupy. - Nieeleganckie, ale nie da się zaprzeczyć, że weszliśmy z hukiem i w wielkim stylu. Długo by mówiono o chryi pod pałacem, gdyby nie to, że mamy do czynienia z przeklętymi duchami, które pewnie już teraz nie pamiętają, że się cokolwiek zdarzyło. No ale mniejsza z placem, teraz to nie zostaje nam nic innego jak znaleźć króla i wydusić z niego o co w tej cholernej wojnie chodzi.
  15. Gaspard de Brousseau Gaspard czekał w milczeniu. Ludzie miewali różne podejścia do wyznawania grzechów. Niektórzy mówili wszystko jednym tchem, jakby chcieli się jak najszybciej pozbyć ciężaru. Inni potrzebowali czasu, wahali się, szukali odpowiednich słów. Jeszcze inni mówili tak, jakby chcieli wykazać, że tak naprawdę grzechu nie było, albo że to kto inny go popełnił: opowiadali zdarzenia ze szczegółami, a w ich głosie nie było ani krzty żalu czy poczucia winy, często za to dało się odnotować dumę czy poczucie satysfakcji. I chociaż jego obecna rozmowa z Heleną nie była klasyczną spowiedzią, to jednak miała zbliżony charakter, zaś sama hrabina najwyraźniej należała do tej drugiej grupy. Pokiwał wreszcie głową widząc, że Martranka potrzebuje zachęty i odezwał się spokojnym, wyrozumiałym głosem. - To nie jest pierwsza noc, gdy przychodzą do ciebie te koszmary, prawda hrabino? Czy któryś z martwych odgrywa w nich szczególną rolę?