Fingard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    175
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Fingard

  • Ranga
    Niedzielny gracz

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

151 wyświetleń profilu
  1. Gaspard de Brousseau Gaspard przechodził przez hol niespiesznym krokiem, uważnie przyglądając się wystrojowi wnętrza. Zdobienia przypadły mu do gustu: nie było w nich nadmiernej krzykliwości, zaś poszczególne elementy były do siebie dopasowane i zgodne z obowiązującą modą. - Muszę przyznać, że jak na potomka zubożałego, pomniejszego rodu, to von Schaffer naprawdę elegancko mieszka - mruknął do Heleny. - Myślisz hrabino, że to majątek matki pozwala mu takie rezydencje wynajmować, czy może nasz gospodarz ma... mniej legalne źródła finansowania? Puścił przodem arystokratkę do wskazanego im pokoju dziennego, sam wszedł zaraz za nią. Wysłuchał spokojnie gospodyni, rozgościł się w fotelu. - Herbata w zupełności wystarczy, dziękuję. Ufam że pan Albrecht będzie mógł nas przyjąć pomimo braku zapowiedzi. W końcu jesteśmy w Bron, a sezon letni wciąż trwa. Z pewnością przywykł do licznych towarzyskich wizyt, nie zawsze zaplanowanych, sam też pewnie niejedną taką złożył, hmm? - rzucił lekkim, niezobowiązującym tonem licząc, że gospodyni nie pobiegnie od razu do kuchni za napitkiem, a odpowie, być może zdradzając przy tym coś ciekawego.
  2. Argus Miał plan. Genialny w swojej prostocie, znakomicie łączący się z pomysłami towarzyszy, śmiesznie prosty w realizacji. Plan, który jednym zaklęciem pozwoli wyeliminować któregoś z ogrów na całą walkę. Najlepiej tego w skórach i z maczugą, który sprawiał wrażenie najgroźniejszego i najbystrzejszego z całej trójki. Mało tego, że zaklęcie znacznie ułatwi starcie, to jeszcze na dodatek zrobi to w niezwykle efektowny sposób: w jednej chwili Argus zmaterializuje się pomiędzy zaniepokojonymi o jego los elfkami a tępymi ogrami, dla których taka manifestacja magii musi być czymś przekraczającym zdolności pojmowania, a już w następnej największy z ogrów legnie nieprzytomny na ziemię, wprowadzając zamieszanie w szeregach swych towarzyszy. Plan pozbawiony słabych punktów. Plan, który się nie udał. Wszystko szło dobrze aż do momentu rzucenia zaklęcia. Zajął dogodną pozycję, zebrał całą magiczną moc jaką dysponował i trzymał ją na uwięzi czekając na właściwy moment. Widział jak miecz niziołka rozbłyska jaskrawym światłem, widział jak pierwszy potwór ignoruje pułapkę Abelarda, widział jak dwa kolejne potykają się na rozsypanych kulkach. Krople potu spływały mu po czole, a w powietrzu zaiskrzyło od magii. Wciąż czekał. Od tego jednego zaklęcia mogło zależeć czyjeś życie, nie mógł zaryzykować zbyt wczesnego użycia. Wiedział, że zmęczone, osłabione czy ranne stworzenia są bardziej podatne na magiczny sen. Wiedział też, że potrafi w ten sposób uśpić patrol straży miejskiej albo niewielki stolik awanturujących się pijaków w karczmie. Nie wiedział za to jak to się ma do ogrów, ale różnica nie mogła przecież być zbyt duża. W powietrzu przemknął bełt Skierki, a zaklęcie Ilany rozświetliło potwory. Ręce chłopaka zaczęły drżeć, czuł że dłużej już nie wytrzyma. Uwolnił czar w chwili, gdy niziołek zranił najbliższego ogra i obserwował, jak tamten unosi maczugę do ataku. Usta czarownika zaczęły wykrzywiać się w uśmiechu w oczekiwaniu aż broń wypadnie ogrowi z ręki, a sam wróg zwali się na ziemię. Nic takiego nie nastąpiło. Z niedowierzaniem patrzył jak ogr twardo stojąc na ziemi kończy zamach i uderza Riclana ciosem, który mógłby złamać kilka kości. Otrząsnął się zaraz z osłupienia, zdążył pomyśleć "jednak na brutalną siłę trzeba odpowiadać siłą" i kolejnym zaklęciem wystrzelił trzy magiczne pociski w kierunku wroga. Nie były zbyt celnie wymierzone, jednak grymas bólu na pysku potwora dowodził, że tym razem zaklęcie Argusa odniosło zamierzony efekt.
  3. Przed Ilaną jeszcze jest Argus po drodze Klasyka gatunku: magiczny pocisk w ogra w skórach za niemal minimalne 7 obrażeń. Akcje z obu rund walki uwzględnię w jednym poście fabularnym.
  4. Chyba tak, wydaje mi się że wszystko ustalone
  5. Wexen - Prawda, panie trubadurze - Skinął głową elfowi. - W obu poruszonych kwestiach prawda. Wraz z Katriną mamy się jutro spotkać z takim jednym paniczem z Waterdeep, a wtedy wreszcie będzie okazja by na własne oczy przekonać się jak sytuacja w lesie wygląda i po czyjej stronie stoi racja. Do tego czasu próżno gadać, skoro żadne z nas tak naprawdę nie wie, co w Nighstone się dzieje, chociaż cieszy mnie, że nie jestem jedynym, któremu zależy na pokojowym wyjściu z sytuacji. Ale to już jutro, dziś natomiast mamy już późną noc, za sobą długą drogę, a wokół pełno niebezpieczeństw. Powinienem wziąć pierwszą wartę czy może któreś z was, drodzy gospodarze, życzy sobie jeszcze posiedzieć przy ogniu?
  6. Gaspard de Brousseau - Mógłby, z całą pewnością. Felix jest w moim zatrudnieniu od kilkunastu lat, niemal całe moje dorosłe życie. Ufam mu w wielu kwestiach i ta sprawa nie jest wyjątkiem, poinformowałem go prawie o wszystkim. Jak sama zresztą słusznie hrabino zauważyłaś, nie powinno się posyłać ludzi przeciwko ciemności ani narażać ich życia, nie mówiąc im, co może ich czekać... Jedyne co przed nim zataiłem, to powiązania de Richelieu z Policją, ta wiedza mu do niczego nie powinna być potrzebna, zaś w całą resztę jest wtajemniczony. Powiem mu, aby dyskretnie wypytał służbę von Shaffera.
  7. Ja nie mogę, bo moja postać niczego jeszcze nie zrobiła. Sleep pójdzie dopiero po ataku Riclana, czyli teraz - póki co to nie wiem nawet jakie wywołał skutki. Chociaż dużo nie naturlałem, więc przypuszczam że nie wywoła żadnych Ale czekamy aż Thorongil rozpatrzy, dopiero wtedy będzie mój post fabularny. @Vadeanaine tak propo mechaniki, to pozwolę sobie wtrącić, że Riclan tych obrażeń powinien zrobić trochę więcej Oprócz bonusu +2 z siły masz jeszcze bonus +2 z dueling fighting style, jeżeli postać walczy tylko jedną bronią. Ponadto longsword ma cechę versatile - jeżeli obie ręce są wolne, to można nim walczyć jak dwuręczniakiem, a wtedy zadaje 1k10 zamiast 1k8 obrażeń. Nie wiem czy Riclan obecnie czegoś w drugiej ręce nie trzyma, ale jeśli nie, to warto z tej właściwości skorzystać
  8. Wexen - Włamywania się do naszych domów nie tolerujemy, prawda to. Wspólna chyba zresztą dla wszystkich inteligentnych ras, niezależnie od wyznawanych wartości. Trzymając się jednak tegoż porównania, nie mamy nic przeciwko, aby osoby bez dachu nad głową zajmowały pustostany, z których my pożytku i tak nie czerpiemy. Ba, jest w tym wręcz korzyść dla nas, bo świat pełen jest zagrożeń wobec których samotny nic nie poradzi, zaś bliski sąsiad z pewnością przyjdzie w sukurs - mówił rzeczowym, spokojnym tonem. - Nigdy nie byłem w tym lesie ani w samym Nighstone, być może faktycznie jest tak, że lokalne elfy zajmują cały las i wtedy oczywiście ludzkie roszczenia są nieuzasadnione. Ty to rozumiesz, ja to rozumiem, ale organizujący polowania możni z Waterdeep tego nie rozumieją. Oni mają pieniądze, władzę i pozycję społeczną, przez całe swoje życie im się usługuje, każda ich zachcianka jest spełniana. Mają ochotę polować, a w okolicy jest bogaty w zwierzynę las, więc żadne inne okoliczności nie mają dla nich znaczenia. Ani to, że w lesie ktoś mieszka, ani że nie życzy sobie ich obecności, ani że wyrządzają jakieś szkody. Ba, nawet zbrojny opór elfów nie ma dla nich znaczenia, bo to nie oni sami wówczas walczą, tylko ochrona, którą wynajmują za niewielkie dla siebie pieniądze, a którą łatwo zastąpić na kolejnym polowaniu. I ci ochroniarze czasami giną, ale paniczyki nie widzą w tym nic złego, bo według ich rozumowania obowiązkiem ochroniarza jest walczyć i w razie potrzeby dać się zabić. To umie i za to mu zapłacono. Tak samo jak obowiązkiem karczmarza jest zapewnić wolny pokój na noc, niezależnie od tego czy jakikolwiek w gospodzie jeszcze został. Obowiązkiem przewodnika górskiego jest wskazać drogę, nawet jeżeli warunki pogodowe są niebezpieczne. A obowiązkiem uzdrowiciela, czyli twoim, jest w ich mniemaniu leczyć rany, nawet jeżeli odniesione podczas rzezi twoich pobratymców. Osobiste zachcianki kogokolwiek z wymienionych nie mają dla tych łajdaków żadnego znaczenia, oni nie widzą człowieka czy elfa, tylko narzędzie. - Spokojny ton, którym zaczynał, stopniowo ustępował miejsca zdenerwowaniu, a ręce mimowolnie zacisnęły mu się w pięści. Zdał sobie z tego sprawę, rozluźnił dłonie i po chwili przerwy kontynuował, a jego głos ponownie przyjął spokojną barwę. - Oczywiście ja tych konkretnych szlachciców też nie znam, nigdy z nimi nie rozmawiałem. Ale spotkałem w życiu wystarczająco wielu wysoko urodzonych aby wiedzieć, ze większość... nie wszyscy, ale większość rozumuje właśnie tak, jak to opisałem. I niestety, stanowią przy tym na tyle istotną siłę, że konflikt zbrojny może być nie do wygrania. Racja może być po stronie elfów, ale spory zazwyczaj wygrywa silniejszy, a nie ten, który ma rację. Podobnie jak ty chcę zapobiec dalszej eskalacji konfliktu i przepraszam najmocniej jeśli poczułaś się urażona, nie było moją intencją odwodzić cię od twoich zamiarów, podważać ich sensu czy umniejszać znaczenia. Chciałem jedynie zaznaczyć, że w moim odczuciu mogą one być niewystarczające. Podobnie zresztą jak moje własne czyny, jakiekolwiek one nie będą, bo nie wiem jeszcze co zrobię gdy już dotrę na miejsce, również mogą być niewystarczające. I czyny Lady Velrosy, nadzorczyni Nighstone, która ma w tej kwestii więcej do powiedzenia niż ty czy ja, także będą niewystarczające. Ale tak jak pojedyncza kropla jedynie drąży skałę, tak cała powódź jest już siłą nie do zatrzymania, a skoro nasze cele są zbieżne, to działając wspólnie będziemy mieli większe szanse na sukces.
  9. akcja: ready. Argus rzuci czar Sleep wykorzystując do tego komórkę drugiego poziomu, ale wstrzymuje zaklęcie do momentu gdy Riclan wykona swój atak. Mierzy tak, żeby zaklęcie objęło przynajmniej dwa ogry, w tym tego rannego, a jednocześnie żeby nie objęło sojuszników uturlałem na zaklęciu 31 hp ruch: w razie potrzeby podejdzie tak, aby rzucenie czaru według ww. warunków było możliwe; jeśli nie będzie takiej potrzeby, to się kilka kroków cofnie
  10. Gaspard de Brousseau Śmierć Antuana de Perle była ciężkim przeżyciem dla wszystkich zainteresowanych. Choć biskup nie zdążył poznać młodego szlachcica osobiście, to zawsze żałował, gdy ze świata odchodzi dobry człowiek, a także widział jaką reakcję wywołał ten fakt u obu arystokratek, zwłaszcza u markizy. Pozostawienie Dominique samej w rezydencji nie było właściwym postępowaniem, jednak w tych okolicznościach nie mieli wyboru, zarówno on sam jak i Helena byli potrzebni gdzie indziej. Miał tylko nadzieję, że żal po stracie przyjaciela nie opóźni powrotu markizy do zdrowia ani nie przeszkodzi jej w powrocie do pracy. Nie tylko dlatego, że de Richelieu nawet z daleka mogła im w śledztwie pomóc - ale przede wszystkim dlatego, że zajęcie umysłu pracą mogło pomóc jej samej. *** Bron o tej porze roku było dla Gasparda jak ostatnie promienie słońca przed zmierzchem. Ulice już niemal puste a teatry rzadko czynne, ale nawet te ostatnie chwile aktywnego życia kulturowego były o niebo lepsze, niż szarość i nuda, jakie nastaną lada moment. I długa, ciemna noc, nim życie zawita do miasta na nowo. Tak, sezon już się kończył, a śledztwo może nie zostawić im czasu na jakąkolwiek towarzyską wizytę na salonach. Pomimo tego to wciąż było kilka czy kilkanaście dni, gdy pobyt w Bron mógł stanowić choćby namiastkę pobytu w Kindle, za którym biskup pomimo upływu lat wciąż tęsknił. I choć z wyjazdem na prowincję pogodził się już dawno, to tęsknić będzie prawdopodobnie do końca życia. Po obiedzie, podczas którego zapewnił gospodynię że gęś w zupełności wystarczy i zażartował, że on sam jeszcze niedawno również się tej wizyty nie spodziewał, a tym samym nie mógł się zapowiedzieć, oraz po rozgoszczeniu się w pokojach, zaszedł do pokoju Heleny odpowiadając na jej wezwanie. - Zastanawiałem, hrabino. I choć sam nie wiem jaka ścieżka postępowania będzie najwłaściwsza, to jednak zacząłbym od wizyty w domu von Shaffera. To prawda, że nie wiemy o nim zbyt wiele i dobrze by było to zmienić. Ale cała nasza wiedza pochodzi od Cynazyjskiej Policji, a ja ufam w pewien profesjonalizm jej agentów. Myślę, że skoro z ich raportów wynika, że ten człowiek jest przykładnym obywatelem, to albo naprawdę nim jest, albo dobrze swoje brudy ukrywa. Tak czy inaczej nasza dwójka nie odkryje nic innego... przynajmniej na zewnątrz. Jeżeli młody von Shaffer ma coś za uszami, to nie wynosi tego poza swoje cztery ściany, a więc jego posiadłość to najlepsze miejsce, w którym możemy się czegoś więcej dowiedzieć. Nawet jeśli nie od samego zainteresowanego, to być może od jego domowników albo służby.
  11. Argus na zwiad, żeby zobaczyć gdzie są ogry (i czy w ogóle są) oraz co robią. Gnom po siennik, z którego chciał robić dla ogrów przeszkody. A Abelard po klejnoty, które mu w walce nie dają żadnej przewagi
  12. Wexen - Żyje z całą pewnością, ale nie tylko zwierzyna łowna. Są też w pobliżu gobliny, o czym mieliśmy przykrą okazję się zeszłej nocy przekonać. Może i coś gorszego się znajdzie... Jest zresztą ciemno, ognisko już rozpalone, a suche racje wyciągnięte, szkoda żebyś szła na polowanie, skoro i tak napełnimy żołądki zanim wrócisz. Świeżyzna może zaczekać do jutra. Zawiesił spojrzenie na Eyleenie na dłużej, zastanawiał się nad jej ostatnimi słowami. Elfka, druidka, nie opowiadająca się po żadnej ze stron... - Możemy mieć zbieżne cele, podzielam twoją troskę, chociaż nie uważam aby miało znaczenie czy giną z powodu strachu, dumy, zemsty, nieporozumienia czy zwykłego przypadku. Istotne jest że giną, a ginąć wcale nie muszą, lasu jest dużo i starczy go dla wszystkich. Doceniam również chęć pomocy rannym, sygnał dla mieszkańców Nighstrone powinien być czytelny, ale dla szlachty z Waterdeep niekoniecznie. Zdaniem większości z nich leczenie rannych to twój obowiązek, a nie wybór i dobrowolna pomoc. Tak czy inaczej wątpię aby same gesty dobrej woli wystarczyły. Z tego co mówią, to konflikt trwa od dawna, drobne gesty, nieważne jak pożyteczne, wciąż będą tylko gestami i eliminowaniem objawów, gdy zarzewie problemów leży znacznie głębiej. Do ludzi może nie zdołasz przemówić, ale z elfami chyba masz większe szanse?
  13. Lepiej aby Argus nie usłyszał, że Abelard najpierw argumentował,ł że ogry są ważniejsze niż oglądanie skarbca, a przy pierwszej okazji sam pobiegł rabować kosztem uczestnictwa w bitwie
  14. Argus Wyglądało na to, że nieznajomi mówili prawdę. Co prawda w ciemności trudno było powiedzieć czy to faktycznie ogry, ale coś niewątpliwie próbowało się do nich zakraść. Nie było czasu do stracenia, Argus odwrócił się i tak szybko oraz cicho, na ile ciemności mu pozwalały, wycofał się do reszty grupy. Wciąż niewidzialny, minął pułapkę Abelarda i zatrzymał się obok Riclana. - Faktycznie są ogry i zaraz tu będą - rzucił do zgromadzonych w pobliżu - Po ciemku się skradają korytarzem kawałek za mną, też nie wiedzą co się dzieje ani co zastaną w środku. Odszedł parę kroków na bok, rozejrzał się. - A gdzie Abelard i Colmarr?