Fingard

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    105
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Fingard

  • Ranga
    Erpegowy nowicjusz

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

106 wyświetleń profilu
  1. Uciekło mi słowo, miałem na myśli samą powagę. Bo że Skierka z ogromnym przejęciem traktuje swoje zadania, to nie śmiałbym podważyć A gnom przed dołączeniem do klubu będzie się musiał wykazać
  2. Od Skierki raczej tak, ale generalnie Argus ma niewiele wspólnego z odpowiedzialnością, z a powagą niemal nic. Do odpowiedzialności poczuwa się tylko na tyle, ile potrzeba żeby grupa go akceptowała jako pełnoprawnego, przydatnego członka. A o ile od złośliwości i żartów nie stroni, o tyle jednak określenie "psotnik" nie do końca oddaje jego naturę - celniejsze chyba byłoby "łobuz"
  3. Argus Widok złotych żył na ścianach wywołał u czarownika swoiste uczucie satysfakcji. Co prawda nie podejrzewał nigdy, że złoża cennego kruszcu mogły się wyczerpać, ale namacalny dowód przed oczami mimo wszystko dodawał pewności, że ich robota nie pójdzie na marne, a gdy już ją skończą, to zarówno bracia Shardcopperowie jak i wieśniacy z Ventum będą z niej czerpali pożytek. O ile los i jednych i drugich Argusa obchodził w niewielkim stopniu, o tyle zarówno sołtysowi jak i gospodarzowi Horstowi zapowiedział, że z kopalni samo dobro do ich wioski przyjdzie, zatem gra toczyła się o najwyższą stawkę: jego reputację. Ponadto nie zniósłby na ich pospolitych gębach nawet cienia drwiącego uśmieszku "a nie mówiłem?". - Może i wiedzieli, ale równie dobrze mogli nie chcieć ani słówkiem pisnąć, bo jaskinia też jest zła i przeklęta i lepiej o niej nie myśleć. Albo jakaś inna pełna zabobonów durnota, na którą tak chętnie się powołują - odpowiedział natychmiast Skierce. Po chwili jednak dodał - chociaż przeszliśmy pod ziemią kawał drogi, możemy faktycznie być daleko od Ventum, a tamtejsi nie wyglądają na takich co dużo podróżują. Chodźmy się rozejrzeć.
  4. Trochę spóźnione, ale cześć nowi Pierwszego wrażenia się co prawda nie uda zmienić, ale jestem pewien że przy tej drużynie Skierka będzie miała jeszcze masę okazji, żeby kogoś uratować. I pewnie też kilka, w których sama będzie potrzebowała ratunku
  5. Wexen - Co za bezsensowna strata życia - rzucił wojownik gniewnym tonem, którego nie starał się nawet ukryć - tyle miał lat przed sobą, tak wiele mógł jeszcze zrobić, a dał się zabić w imię... nie wiem nawet czego. Cholernego młodzieńczego zewu przygody chyba. A teraz my musimy go jeszcze pochować. Rozejrzał się po obozowisku. Szpadla oczywiście nie mieli. W tobołkach Ruperta leżała masa sprzętu górniczego, jakieś młoty, liny i łomy, ale kilofa akurat też nie wziął. Po cholerę on to wszystko ze sobą dźwigał. Szukał czegokolwiek, czym mógłby rozkopać ziemię, nie mógł jednak znaleźć niczego, poza mieczem. Broni jednak było szkoda, przerdzewieje zaraz, a wydarzenia ostatniej nocy nie pozostawiały złudzeń, że będą jej jeszcze potrzebowali. Żyjący mieli niekwestionowany priorytet. - Cóż, wygląda na to, że jednak pogrzebu Ruppertowi nie wyprawimy. Je'gurze pomóż mi przenieść go na trakt - zwrócił się do najsilniejszego towarzysza. - Położymy go obok drogi, istnieje szansa, że jakiś inny podróżny będzie miał więcej możliwości i czasu. A nawet jeśli nie, to może chociaż zwłoki tego chłopaka jeszcze się do czegoś przydadzą i przestrzegą kogoś przed niebezpieczeństwem. A potem faktycznie ruszajmy.
  6. Ehh, wzajemna wrogość Heleny i Dominique naprawdę nie ułatwia mu życia No ale zrobił co umiał, może nie okaże się, że teraz w ogóle będzie na wyprawę musiał samotnie jechać
  7. Gaspard de Brousseau - Oczywiście hrabino, zorganizowanie podróży powrotnej nie będzie najmniejszym problemem, jeśli taka jest twoja wola. Z pewnością nie będzie to jednak możliwe wcześniej niż nazajutrz, zatem proszę, abyś towarzyszyła nam jeszcze w tym spotkaniu a kto wie, być może znajdziemy inne wyjście z sytuacji. Możliwe nawet że takie, z którego wszyscy będziemy zadowoleni. Gaspard dopił powoli ostatnie łyki herbaty, odstawił filiżankę na stół i utkwił spojrzenie w błękitnych oczach Dominique. - Rozumiem i doceniam troskę o Lisbet, rzeczywiście lepiej jest, aby nie wiedziała co naprawdę się dzieje, przynajmniej jeszcze nie teraz. Rozumiem także zawodową ostrożność i niechęć do dzielenia się niesprawdzonymi podejrzeniami, niemniej pretensje hrabiny Llewellyn są uzasadnione, markizo. Nie wątpię w szczerość twoich intencji, w to że chciałaś się wszystkim podzielić po dopłynięciu do Bronn. Tak jednak można postępować z podwładnymi, z żołnierzami na wojnie czy młodszym agencie w śledztwie, gdzie rozkaz musi zostać wysłuchany a misja wykonana, zaś nadmiar wiedzy może zaszkodzić większej sprawie, spowodować że ktoś się przestraszy i ucieknie albo odmówi. Tak się jednak nie postępuje z przyjaciółmi, bo choć wy same mogłyście się wcześniej nie znać, to wszyscy jesteśmy przyjaciółmi Lisbet i to z jej powodu angażujemy się w sprawę, z jej perspektywy należy zatem oceniać relacje. Przyjaciół zaś nie wysyła się w niebezpieczeństwo bez poinformowania, co im grozi. Albo może grozić. Szczególnie gdy chodzi o Ciemność, jako oficer Cynazyjskiej Policji doskonale przecież wiesz markizo, że ta jest podstępna, przebiegła i często o krok przed sługami Jedynego, dlatego trzeba przed nią przestrzegać jak najwcześniej, nie czekać aż zawita do naszego życia. - Biskup nachylił się nad stolikiem, złapał za dzbanek z herbatą i dolał do pustej filiżanki, uzupełniając także naczynia obu dam. - Ufam, że grubość moich ścian nie budzi zastrzeżeń, a skoro Lisbet z nami nie ma, to zakładam że teraz rozmawiamy zupełnie szczerze. Faktem jest, że życie Marii pozostaje w niebezpieczeństwie, a ponieważ w zaginięcie wmieszany jest mag, to powinniśmy się również obawiać o jej duszę, zatem sprawa jest niezwykle poważna. Zgodnie z twoimi słowami, markizo, nikt w tej chwili nie próbuje odszukać panny del Velaro, zatem jej los spoczywa wyłącznie w naszych rękach, więc naszym kariańskim obowiązkiem jest się nad sprawą pochylić. Moim szczególnie, niezależnie od sympatii i antypatii... w końcu, obrazowo mówiąc, miejsce pasterza jest przy stadzie. Zgadzam się pomóc w odnalezieniu Marii, zrobić co w mojej mocy aby ją uratować, jeśli ratunku faktycznie wymaga. Wiesz jednak markizo, że jeśli konieczne będzie zaszkodzenie rodzinnej reputacji, to nie zawaham się tego zrobić, niezależnie od życzeń twoich, Lisbet czy samej zaginionej - Gasard pociągnął długi łyk herbaty, pozwalając by znaczenie jego słów dotarło w pełni zarówno do Dominique jak i Heleny. Nawet jeżeli nie posiadał pełnego obrazu sytuacji i miał być pionkiem w cudzej grze, to ta będzie się toczyła według jego własnych reguł. A przynajmniej reguł wiary, które wiele lat temu przyjął za własne. - Mam przy tym jedną prośbę, markizo. Chciałbym, abyś nie towarzyszyła mi w tym śledztwie. Obawiam się, że stan twojego zdrowia jeszcze przez dobrych kilka dni kompletnie to uniemożliwi, ponadto wciąż uważam, że pomoc Policji byłaby wskazana i dobrze by było, gdybyś użyła swoich wpływów do oficjalnego połączenia sprawy Marii z pozostałymi zaginięciami. A być może nawet bez łączenia spraw agenci odpowiedzialni za tamto śledztwo ustalą coś, co pomoże w odnalezieniu zaginionej, o czym tobie z pewnością będzie łatwiej dowiedzieć się w siedzibie organizacji, a nie w terenie. I byłbym wówczas wdzięczny za jak najszybsze listowne przekazanie nowych informacji. No i jest jeszcze kapitan... - biskup nie dokończył myśli, zostawił w powietrzu luźną sugestię. Nie wiedział czy Antuan przeżyje, a jeśli tak, to kiedy i w jakim stanie się obudzi, ani ile czasu zajmie mu powrót do zdrowia. Wydawał się jednak być na tyle bliską Dominique osobą, że ta będzie zainteresowana jego losem i choćby z tego powodu zgodzi się zostać. Pozostawała kwestia Heleny. - Muszę przyznać hrabino, że jestem pod pewnym wrażeniem. Rozszyfrowanie tożsamości agenta Cynazyjskiej Policji to nie łatwa rzecz, widzę że markiza de Grumie doskonale wiedziała kto z jej przyjaciół byłby w stanie pomóc. Rozumiem chęć wycofania się ze sprawy i jak już mówiłem, jestem gotów do udzielenia wszelkiej pomocy w powrocie do domu. Myślę nawet, że Lisbet także nie miałaby o tę decyzję pretensji, zwłaszcza gdyby wiedziała z czym tak naprawdę wiąże się jej prośba. Jednak nikt poza nami tego nie wie i nikt inny nie kiwnie palcem, aby uratować duszę i życie tej nieszczęsnej dziewczyny. Nie będę czynił wyrzutów o odmowę, ale jestem zmuszony prosić cię hrabino o ponowne przemyślenie swojego udziału w sprawie.
  8. Argus - E tam, co niby miałoby być prawdziwego w ich bajaniach? - Odpowiedział krasnoludowi - Że coś tu siedzi paskudnego zgoda, ale to akurat oczywiste, górnicy nie opuszczaliby kopalni jakby miało inaczej być. Ale cała reszta to bajki jakieś, nikt z nich nie pamięta czemu zaprzestano wydobycia, a każdy jeden zgrywa mądrego i straszy innych, sam nie wie czym, więc wymyśla niestworzone historie. A bo kopalnia to i kopalnia tamto, i złe się zalęgło, i nie dotykać, nie ruszać, zapomnieć o istnieniu, omijać łukiem, niczego nie zmieniać, niech dalej siedzi, może jak zamknę oczy to mnie nie będzie widzieć - kopnął jakiś kamyk w przypływie złości. - Gówno tam. Jak siedzi tu na dnie jakiś duch czy demon, to trzeba go załatwić. Jak klątwa, to odczynić. A jeśli sobie zło wzięło i zdechło sto lat temu, samo czy z czyjąś pomocą, i tylko smród po nim pozostał, to trzeba wywietrzyć i wieśniakom powiedzieć że już czysto, bo inaczej do końca świata będą swoim dzieciom zabraniali tu wejść - Argus ucichł na chwilę, kopnął drugi kamień, tym razem lekko, właściwie trącił go tylko czubkiem buta - Ale się uniosłem, cholera... No w każdym razie chcę powiedzieć, że mamy tu ważną robotę do wykonania i ani przesądy wystraszonych tubylców ani ogromne robale mnie nie powstrzymają. I mam nadzieję, że was też nie - podszedł kilka kroków do bliższego korytarza, przyświecił pochodnią w głąb, po czym obrócił w kierunku elfek - To jak sądzicie dziewczyny, ten czy tamten?
  9. Argus Pochodnia trzymana przez magiczną dłoń sunęła powoli przez korytarz, powracając do grupy wciąż stojącej na polu walki. Młody mag wpatrywał się w miejsce, w którym zsunęły się zwłoki potwora rozmyślając, kto mógł stworzyć takie obrzydlistwo i jak bardzo musiał mieć do tego wypaczony umysł. Miał szczerą nadzieję, że to mimo wszystko owoc jakiegoś nieudanego eksperymentu, a nie celowe działanie któregoś z bogów. Myśl, że w panteonie może zasiadać ktoś, komu istnienie kilkunastostopwych drapieżnych robaków wydaje się dobrym pomysłem, była odrobinę niepokojąca. - Będziemy wracali tą samą drogą, wtedy możemy sprawdzić niewiadome. Chyba że chcesz się cofać? Ale na moje, to nic tam ciekawego nie ma, a cokolwiek się tu zalęgło, z pewnością siedzi głęboko na dnie, za którymś z tych korytarzy - machnął za siebie pochodnią. - Chociaż zgadzam się, że od tego miejsca nie powinniśmy już pomijać żadnej, nawet najmniej pozornej odnogi.
  10. Dominique sama się o to prosiła składając taką ryzykowną propozycję, Gaspard po prostu chce być przygotowany na kolejne możliwe niespodzianki
  11. Gaspard de Brousseau Biskupowi ani trochę nie podobało się to, co słyszał. Przynajmniej dwóch czarowników, morderstwo, wzajemna nieufność i magia zdolna zatapiać statki oraz manipulować czasem. Choć tłumaczenia Dominique wydawały się sensowne, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że nie usłyszałby tego wszystkiego, gdyby nie obecność hrabiny, jej dotychczasowe przeżycia i wypowiedziane oskarżenia. Tym bardziej rozumiał złość Heleny, w końcu nikt nie lubi być oszukiwany, a kłamstwo wygłoszone podczas prośby o pomoc dokucza podwójnie. Potrójnie, gdy prośba wychodzi od przyjaciółki. Zastanawiał się, co jeszcze ukrywa przed nimi Dominique de Richelieu i czy uda się to z niej wydobyć. - Innymi słowy: gdzieś tam czyha mag, prawdopodobnie potężny, który porywa młode kobiety. Zna tożsamość swoich ofiar i przy pomocy uczniów szpieguje rodziny porwanych, a także próbuje zamordować osoby, które starają się odnaleźć bliskich. Zaś Cynazyjska Policja, w ramach jakiegoś sporu o jurysdykcję, autorytet, kompetencje czy coś jeszcze innego, zamiast nawiązać współpracę z Inkwizycją, decyduje się odciąć ją od śledztwa i rozwiązać sprawę samodzielnie, angażując do pomocy grupę cywilów. Wybacz markizo, bo choć nie ulega wątpliwości, że sytuacja jest poważna i pilna, to nie do końca rozumiem czego od nas oczekujesz, w jaki sposób nasza dwójka może pomóc Mari? Mamy skupiać na sobie uwagę porywacza, podczas gdy ktoś bardziej wykwalifikowany do śledztwa zajdzie go od tyłu?
  12. Kolejny atak fire boltem, w końcu zdechnie. Uturlałem 14, więc będziemy krok bliżej od ustalenia ile trzeba wyrzucić żeby trafić Jeśli się udało, to zaklęcie zadaje oszałamiające 3 punkty obrażeń
  13. Gaspard de Brousseau Mężczyzna wysłuchał relacji w spokoju i milczeniu, jedynie na wzmiankę o mentorze uniósł brwi, nie przerywał jednak wywodu Dominique. - Schlebia mi pokładane we mnie zaufanie, markizo, choć muszę przyznać, że cieszyłoby mnie jeszcze bardziej, gdyby wynikało z bliższego osobistego poznania, a nie z lektury moich akt. Przyznam, że nie do końca tego się spodziewałem mówiąc o braku tajemnic w pokoju. Bynajmniej nie mam tego za złe, jestem jedynie zaskoczony. Zaiste, Jedyny udziela lekcji pokory w najprzeróżniejsze sposoby - Gaspard spuścił wzrok w trzymaną w dłoniach filiżankę herbaty, zakołysał nią na boki, uśmiechnął się przy tym lekko, jednak nie przyłożył naczynia do ust. Po chwili ponownie podniósł spojrzenie, uśmiech ustąpił miejsca powadze - Rozumiem i doceniam troskę o zdrowie Lisbet, dziwi mnie jednak markizo, że nie podzieliłaś się swoimi podejrzeniami z jej ojcem. Skoro w zaginięcie Mari może być zaangażowana magia, to sprawą powinna zająć się inkwizycja. Tym bardziej, że Armand du Pllesis wydaje się być człowiekiem, który w razie potrzeby rozebrałby całą Cynazję, kamień po kamieniu, aby wytropić maga zagrażającego jego rodzinie.
  14. Za około godzinę będę wolny i wtedy postaram się szybko odpisać
  15. Argus atakuje przy użyciu kolejnego Fire bolta. Trafia zadając przy tym 5 obrażeń