Vadeanaine

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    763
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

10 obserwujących

O Vadeanaine

  • Ranga
    Starszy zaklinacz kostek

Profile Information

  • Gender Not Telling

Previous Fields

  • GaduGadu 43598128

Ostatnie wizyty

405 wyświetleń profilu
  1. @Cypher, podkład muzyczny <3 <3 <3 No to mamy komplecik
  2. Tłum z pochodniami to jedno... Ciekawe kogo będą chcieli zlinczować
  3. No to teraz tylko czekamy na powrót Nadii i tłum z pochodniami
  4. Maksim mu nos odgryzie? o.O
  5. Kościane magiczne ozdóbki z następną wiedźmą lub wiedźmakiem w komplecie? Taaaaaa...
  6. Rany, najgorsze jest to, że Percy wydaje się zdolny do takich czynów, żeby na arcyważnej misji przy okazji szukać szczeniaków...
  7. Może po prostu zupełnie nie trafił typem tego podarku Naiwniacy, bo ktoś z grupy dał drobne jednemu z wielu żebraków? LOL
  8. Nowi znajomi, czyli naciągaczki i cwaniak? No to możliwe że szajka jakaś, ale żebrak to już moja radosna inicjatywa, znaczy wykorzystanie elementów opisanego krajobrazu, w ramach improwizacji: "co ,do licha, zrobić z tym kwiatkiem". Dzięki @Thorongil
  9. To tylko brutalna i prostolinijna szczerość
  10. Nie no, w tym masz akurat rację, jakby to był ktoś obcy, a nie z drużyny to bym się upominała o rzut na reakcję
  11. Aż takim barbarzyńcą się wydaje?
  12. Alva Lazarev Mgła. Powietrze przesycone wilgocią tak, że zdawała się osiadać na twarzy i skręcała końcówki włosów w lekkie fale. Mgła zakrywająca port, zniekształcająca dźwięki, otulająca welonem tajemnicy ich cel, wyspę Morley. Nawet ta mgła współgrała z nastojem Alvy, gdy Tyvijka opuszczała pokład Starego Desanta, schodząc po linowym trapie do przestronnej szalupy. Zadumana, nieco nieobecna myślami kobieta nie odezwała się bowiem ani słowem przez całą przeprawę, tylko czasami szybko zwracała głowę w stronę jakiegoś dźwięku lub szczegółu, ciekawego wyłącznie dla niej. Chlupnięcie nie współgrające z miarowym uderzaniem bryzgów wody o burtę łodzi i ciemny kształt przemykającej pod powierzchnią ryby, wdzierający się pomiędzy fabryczny zaduch powiew świeżości przyniesionej wiatrem od wzgórz... Jak przypomnienia i pokusy swobody, którą chwilowo porzuciła na rzecz bycia jednym z wielu trybików w machinie puszczonej w ruch przez Lorda Protektora. Alva jednak nie lubiła porównań do maszyn, wolała wyobrażenie watahy. Była częścią grupy, lecz jak młody wilk nadal odczuwała tęsknotę za niczym nieskrępowaną wolnością. Mocniej dopięła płaszcz z grubej, ciepłej wełny, którego czerń ożywiały roślinne motywy i zupełnie skryła pod postawionym kołnierzem zarówno tęskny uśmiech do widocznych za miastem wzgórz jak i dekolt wysłużonej, zupełnie niewyjściowej, skórzanej kamizelki, pod którą przyciśnięte do boku spoczywało tajemnicze pudełko. W porcie szli pod przewodnictwem Percivala. Alva jednym uchem łowiła opowieści o Festiwalu Mieszadeł, jednak większość uwagi kierowała na otoczenie. Gwar, tran i nędza, nieodłączne elementy miast, sprawiały, że daleka była od podzielania radosnych pląsów Addera. Stąd też zaskoczyło ją zupełnie, gdy nagle pojawił się obok... Z kwiatkiem. Z kwiatkiem?? Uniesiona w obronnym geście ręka zawisła w powietrzu, tylko z niedowierzaniem i czymś na granicy oskarżenia o wariactwo Alva spojrzała na towarzysza, wzdychając po chwili z ulgą, że przynajmniej nie próbował wetknąć jej tej orchidei we włosy, jak to uczynił zaraz z drugim kwiatem, danym Alice. Pogładziła palcami niebieski płatek, ze smutkiem myśląc, że wystarczy paru godzin, a pozbawiony wody zmieni się w wymięty, smętny ochłap minionego piękna, które mogło przecież żyć i cieszyć oczy, rosnąc w swoim naturalnym środowisku, gdyby tylko ludzie nie cenili tak bardzo chwilowej przyjemności posiadania. Dyskretnie odpięła kwiat i wraz z wygrzebanymi z kieszeni drobniakami wręczyła mijanemu właśnie żebrakowi. *** Zajmując miejsce przy stoliku Alva zerknęła jeszcze na coraz bardziej zaperzonych karciarzy. Podparła brodę na dłoniach, ponurym spojrzeniem śledząc, w braku lepszego zajęcia, niezbyt pomocną barmankę. Byli w dupie. W gwarnej, żyjącej tysiącem spraw karczmie, lecz jednocześnie w ciemnej dupie, gdyż tej jednej, najbardziej istotnej osoby, która miała stanowić początek tropu Eleny Findley nie było ani teraz, ani wcześniej, choć na pewno nie przybyli za wcześnie dzięki pogodowym perturbacjom w czasie rejsu. Alva usilnie myślała, od czego w takim razie zaczną poszukiwanie najlepszego speca od mechanizmów. Gdyby tylko w swojej niefrasobliwości zawczasu przewidzieli taką możliwość... Ale nie, całą uwagę podczas rejsu pochłonęło przecież nieoczekiwane spotkanie z Leną. I co się stało z informatorem? Kufel piwa stał przed Tyvijką nietknięty. A spokój zakłóciło szybkie pojawienie się towarzystwa. Zupełnie obojętnie spojrzała na bliźniaczki-naciągaczki, zignorowała żale karciarza, który jednak nieuchronnie dostał od swego kompana w nos i ostro spojrzała na Percivala przedstawiającego nowego gościa. "...Alva i reszta..." Co znowu kombinujesz? Nie można było powiedzieć, że nieznajomy Gerard został przywitany przychylnie. Facet w jakiś dziwny sposób pasował do Percy'ego, więc został obdarzony tak samo oceniającym i twardym wyrazem skupionej twarzy. Aż dziw, że piana na piwie nie ścięła się kryształkami lodu.
  13. łał... zazdrość gorsza niż u Leny? Raczej pomyśli, że wariat No bo co mam zrobić jak się dokonało? Za późno na uniki...
  14. Bo Twój jest tak piękny, że aż winduje poprzeczkę Muszę siąść na spokojnie pisać, a nie z doskoku przy kompie, taki dziś mam zagoniony dzień.
  15. Nooo, ja nie wiem czy to w sumie obelga czy komplement ci "barbarzyńcy"