Shartan

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    253
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

5 obserwujących

O Shartan

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny

Profile Information

  • Gender Not Telling

Ostatnie wizyty

719 wyświetleń profilu
  1. Ardern Rindenberk Rozkaz została wykonany, a stanica podpalona. Kent zdecydował się wejść po raz ostatni na wieżę by zobaczyć jak daleko od nich znajdują się gobliny. Okazało się, że zniknęły. Przez chwilę poczuł się jak głupiec, ale po chwili zdał sobie sprawę, że z jakiegoś powodu gobliny zawróciły. - Dobrze. Z tamtej odległości pewnie już zauważyli, że stanica płonie i zdecydowali się zawrócić, a po części o to nam chodziło. Cel, który sobie założył został zrealizowany, ale szczerze mówiąc nie sądził, że gobliny, aż tak szybko zawrócą. Pewnie uznały, że ludzie popełnili samobójstwo albo inna bandyta goblinów puściła stanicę z dymem. Teraz nie miało, to już znaczenia. - Na jakiś czas pozbyliśmy się goblinów. Jeśli szczęście nam dopiszę być może nie spotkamy ich przez całą wędrówkę do wioski albo chociaż przez parę dni. W drogę. Teraz nie musieli się spieszyć, ale pozostawanie, tu nie miało już najmniejszego sensu. Żałował, że nie mieli pod ręką jeszcze jednej stanicy, wtedy poświęcenie tej byłoby, mniej bolesne, ale niestety nie jest w stanie wyciągnąć następnej stanicy z kieszeni. Spalenie strażnicy oznaczało, że do tego miejsca już nie powrócą. W pewnym sensie było, to dobre, bo niektórzy mogliby uznać, że lepiej zawrócić niż ryzykować nadal z nieprzewidywalną pogodą, a tak mieli mieli przed sobą jasny i konkretny cel by dostać się do wioski, bo tylko dotarcie do niej oznaczało, że przeżyją. Mimo spalenia stanicy, to kiedy gobliny odeszły poczuł w sobie taką wewnętrzną pewność, że do wioski uda im się dotrzeć. Okazało się też, że czarny kot, którego wcześniej spotkali stał się ich towarzyszem wędrówki. Pierwsze trzy dni odkąd opuścili stanicę minęły względnie spokojnie. Dopiero czwartego ranka Linda zauważyła, że jakaś strażnica płonie. Zdziwił się bardzo kiedy się obudził i to zobaczył, bo mapa wspomniała tylko o jednej. Pal licho mapę zwykle była tylko jedna. Po chwili dostrzegł gobliny. Zatem szczęście znów ich opuściło w tej kwestii omijania goblinów, ale w okolicach kręciło się trochę zielnoskóych, także podczas tak długiej podróży jaką planowali spotkanie się z nimi było raczej nieuniknione. Chyba, że by mieli naprawdę wielkie szczęście by ich ominąć, ale nie mieli. Starczyło go tylko na trzy dni. Dziesięciu jeźdźców wilków pędziło w ich kierunku. Wewnętrzne przekonanie, że mimo wszystko dotrą do wsi wciąż go nie opuszczało, także mimo wszystko pozostawał spokojny. Nagle usłyszał huk i trzask, jego wzrok stał się zamglony, a po chwili poczuł, że spada, a zatem wewnętrzne przekonanie było błędem, to jest ich ich koniec. Świadomość Arderna powoli uleciała. Ardern obudził się w jakimś domu. Nie były, to zaświaty. Zatem przeżył. Pozostali członkowie oddziału również. Trafili do jakieś chałupy, a zatem wewnętrzne przekonanie, się nie myliło. Udało się im dotrzeć do jakieś wsi. Mniejsza, o to w jaki sposób. Ważne, że dotarli i wszyscy byli żywi. Ardern dostrzegł kobietę w w barwach Ostlandzkiej armii. Przez chwilę nawet pomyślał, że znaleźli ich żołnierze i tu zanieśli, ale po chwili ich gospodarz wyprowadził go z błędu. Dotarcie do wsi zatem nie okazało się końcem ich problemów. Byli wycieńczeni i poobijani. Być może mieli jakieś złamania. Podejrzewał, że sam złamał lewą rękę. W tym stanie nie przetrwali by podróży do fortu. Nie było takiej opcji, ale walka ze zbójami w takim stanie też była karkołomnym zadaniem, ale chyba nie mieli innego wyjścia. I będą mieć do pomocy jednego żołnierza więcej, który nie jest w tak fatalnym stanie jak oni. Także jakąś tam szanse na wygraną ze zbójami mieli. Chociaż nikłą. - A ilu jest tych zbójów? W tej chwili wydało się mu, że to najwłaściwsze pytanie. Ich gospodarz powiedział, że zbiry porwały ośmioro dzieci, ale zapomniał im powiedzieć ilu też jest samych zbirów z którymi mieliby walczyć.
  2. No, żeby tak nas trollować.
  3. No, cóż szkoda. Chyba te podpalenie stanicy, to jednak był zły pomysł.
  4. Ardern Rindenerk Po wydaniu rozkazów, otrzymał pytanie od Dietgera. - Nawet jeśli nie wiedzą, to teraz i tak nie ma znaczenia kiedy kierują się w naszą stronę, bo lada chwila i tak wpadliby na nasz trop. Poza tym możliwe, że widok płonącej stanicy zatrzyma je przed nią. Kto wie może pomyślą sobie, że ludzie widząc nadchodzącą bandę goblinów popełnili samobójstwo ze strachu przed nimi i zdecydują się nawet zawrócić. Stanica nie była silna broniona także, to racjonalne rozwiązanie, które być może zaświata w ich zielonych łbach. W każdym razie gdy gobliny tu dotrą i zobaczą płonącą strażnice nas nie powinno już tu dawno być. Także jeśli zdążymy, spalimy stanice, a teraz do dzieła. Musimy się szybko uwinąć jeśli mamy zdążyć z naszą ucieczką przed przybyciem goblinów. Szkoda mu było, że nie mają trochę więcej czasu, ale niestety nic na to nie mógł poradzić.
  5. Mamy stół i krzesła. Także drewna powinno starczyć. Dopisałem w poście by Frigga i Dietger pomogli w tym zadaniu Kentowi po otwarciu bramy. Także powinniśmy zdążyć.
  6. Jest post z decyzją. Sierżant zdecydował, że oddział ucieka i puszcza stanicę z dymem. No, chyba, że ktoś uzna, że podpalenie stanicy, to nie jest najlepszy pomysł i będzie miał na to argumenty. Wtedy sierżant się z tego pomysłu wycofa, a jak nie, to palimy stanicę i uciekamy do wioski.
  7. Ardern Rindenerk Po słowach Kenta zdał sobie sprawę, że ma mało czasu na decyzje. - Niestety, Kent. Schodzimy na dół. Skoro zostało tak mało czasu, to nie ma sensu już obserwować. Schodząc na dół usłyszał kobiety. W tym przypadku Frigga okazała się głosem rozsądku. - Zgadzam się z Friggą. Dodatkowo mają nad nami sporą przewagę liczebną i wkrótce tu dotrą. Mielibyśmy zatem zbyt mało czasu by przygotować skuteczną obronę. Dlatego zdecydowałem, że opuścimy stanicę i udamy się najbliżej wioski. Droga nie jest krótka, ale mamy mapę, zapasy i w razie czego możemy zjeść konie. Szanse na dotarcie w miejsce przeznaczenia mieli, ale jeśli zmieniła się by pogoda, to szanse również by się zmniejszyły, ale uznał, że musi zaryzykować. Zostanie tu i obronna stanicy z walce z przeważającymi siłami goblinów oznaczałoby pewną śmierć i tak jak powiedziała Frigga gdyby przegrali nikt nie mógłby donieść upadku stanicy, a tak będą mieć przynajmniej szanse, to zrobić. Ponadto obawiał się gobliny mogłoby zwyczajnie podpalić stanicę i spalić ich żywcem. - Dietger, Frigga, otwórzcie bramę. Ja, i Linda przygotujemy konie do drogi. Trzeba zabrać zapasy mięsa dla nas i zapas paszy dla koni. Weźmiemy też po jednym futrze i jednym kocu na każdego członka oddziału. Obawy przed zostaniem spalonym podsunęły sierżantowi pewien pomysł. - Ten zielony pomiot kiedy dostanie w swoje ręce stanice splugawi ją albo wykorzysta w niecnym celu. Dlatego też spalimy ją przed naszym odjazdem, jeśli zdążymy. Kent zajmiesz się tym. Frigga, Dietger jak otworzycie już bramę pomóżcie Kentowi z podłożeniem ognia. No, to do roboty. Powinniśmy opuścić, to miejsce jak najszybciej. Gobliny kiedy by dotarłyby do stanicy mogłoby ruszyć ich śladem, ale gdyby zobaczyli, że stanica płonie być może zaniechali podróży w tym kierunku i wtedy być może nie mieli by na głowie ewentualnego pościgu. Jednak, to nie były pewne. Pewne było jedynie, to że jeśli spalą stanicę, to nie wpadnie, ona w łapy goblinów.
  8. Keritop, ale Kent, to chyba trochę przesadził z tym, że gobliny za godzinę dotrą do stanicy. Niby tak, tylko gobliny pewnie jeszcze będą mieć tego szamana, co być może potrafi wywołać tchnienie Ulryka. i jeśli tych goblinów byłoby więcej niż założyliśmy, to wtedy nasze szanse na przetrwanie tej walki mocno spadają. Z drugiej strony faktycznie pogoda jest nieprzewidywalna. Jak dziś ze wszystkim wyrobię, to wieczorem napiszę post z rozkazem, a jak nie, to jutro, ale postaram się dziś.
  9. I u mnie avatar Danny`ego przestał się prawidłowo wyświetlać. Jedynie na ostatniej stronie sesji avatar Danny`ego wygląda normalnie. Tura dla graczy rozpoczęła się dziś (20.04.18. O godz:03:58) Czas na posty od graczy kończy się (23.04.18. O godz:03:58) @Dziubasinsky ostatnio pisała, że ma jakiś wyjazd i wraca w niedzielę (01.04.18). Uznałem, że mój jej wyjazd się trochę przedłużył, ale jak widać jej nieobecność znacznie się przedłuża. Czy ktoś może ma z nią jakiś kontakt?
  10. Przesłuchanie rozpoczęło pytanie od Tori, ale Meris nie odpowiadał. Najwyraźniej czekał, aż pozostali zadadzą kolejne pytanie. Jednak pozostali członkowie oddziału ich nie na razie nie zadają. Zamiast tego, tylko bacznie przyglądają się przesłuchiwanemu. - Wśród osós, które próbowały mnie złapać byli salarianie, ale nie tylko oni. Udało mi się umknąć pogoni, ale zostałem ranny. Komandor Foster nie wytrzymując nerwowo włączył się do przesłuchania zadając pytanie, które mogło rozsierdzić yahga, ale nie ma na żadnej reakcji ze strony Merisa, bo tuż po słowach komandora, VIra pada na ziemię jakby rażona gromem. Nachyla się nad nią Tori. Turianka natychmiast zostaje przeniesiona do ambulatorium. Na dziś, to koniec przesłuchania. Po paru godzinach okazuje się, że Vira złapała jakąś infekcją. Normalnie nie groźną, ale turianka najwyraźniej złapała jakąś groźniejszą odmianę. Anaid również nie czuje się najlepiej też złapała jakiegoś wirusa. Obie nie będą mogły wciąż udziału w kolejnej misji. Zdrowa część oddziału czeka w pokoju odpraw na dowódcę, który po chwili wchodzi. - Drużyna została trochę przetrzebiona, ale w czwórkę też powinniście sobie poradzić w kolejnej misji. Skontaktował się z nami informator, który twierdzi, że zna przyczyny ataku na nasz statek, ale chce się spotkać osobiście nim je ujawni. Postawił też parę warunków, które musimy spełnić jeśli chcemy się spotkać. Jako, że nie mamy na razie innych tropów. Kapitan omiótł wzrokiem drużynę pierwszą. - Warunki nie są z księżyca, dlatego mogliśmy na nie przystać. Spotkanie ma odbyć się na Novierii, a grupa z "Alby" ma być tą, która załatwiła yahga na Sur`Kesh, bo tylko jej zaufa. Jak widać plotki z waszej pierwszej misji szybko się rozchodzą. Nie wiemy jak wygląda informator także, to on lub ona nawiąże z wami kontakt na planecie. Oficjalnie będziecie szukać nowych technologii dla statku. Komandor Foster i Mike broni, Tori technologii medycznych, a Gavos pancerzy. Z tego powodu urzędnicy na Noverii powinni być dla was mili. Ta wasza przykrywka nie jest do końca 100% lipą, bo jeśli natknęliście byście się na jakąś ciekawą technologie, to być możemy ją zakupimy. Nowa misja zapowiadała się zupełnie inaczej niż dwie poprzednie. - Na Noverii nie można mieć broni, dlatego będzie musieli ją zdać przy wejściu lub zostawić na statku. Przesłuchanie yahga zostanie wznowione kiedy wrócicie z misji lub na następny dzień po waszym powrocie, ale od tej pory jedyną osobą odpowiedzialną za dialog z Merisem będzie doktor Tori. To wszystko. Życzę wam miłego pobytu na Noverii. Życzenia złożone przez kapitana zakończyły odprawę. Na powitanie całej czwórki na Noverii czekał już uzbrojony oddział. Gdyby za oznakę serdecznego przywitania udać ilość broni, to można by powiedzieć, że Noveria gorąco powitała drużynę pierwszą. - Zatrzymajcie się. Kim jesteście? - zapytał dowódca oddziału.
  11. Ardern Rindenberk W prawdzie nie udało się im znaleźć leków czy mapy, ale znaleźli za to zamarzniętą sarnę. Przy obecnych okolicznościach, to byłby całkiem spory sukces, który każdemu trochę poprawił humor. Kiedy wszystko było zrobione zasiedli do wspólnie do kolacji, która mijała w całkiem miłej atmosferze. To był najlepszy wieczór od tej zamieci, która zepchnęła ich prawie na skraj śmierci. I tak wyszedł obronną ręką. Mógł przylgnąć, do niego znacznie gorszy przydomek, a tak zawsze będzie powiedzieć, że zdobył go w jakieś bitwie. Wszystko było dobrze, ale Kent znowu się źle poczuł. Gorączka niestety wróciła. Zanieśli go zatem do łóżka i przykryli kocami. I to właściwie był koniec kolacji humory wszystkich znów się uległy pogorszeniu. Nic nie można było, na to poradzić. Być może morale oddziały podniesie się trochę następnego dnia. Nie był pewny czy morale się podniosło, ale widać było, że wszyscy czuli się lepiej. Także Kent wyglądał lepiej niż wczorajszego wieczoru kiedy kładli go do łóżka. Wyglądało na to, że sytuacja przynajmniej częściowa się stabilizowała, ale los bywa złośliwi kiedy tylko o tym pomyślał. Dietger zbiegł z wiadomością, że w stronę stanicy zmierza grupa goblinów nie wiadomo jak liczna. Ta wiadomość na twarzy Lindhy wywołała uśmiech. W sumie się, to się jej nie zdziwił w prawdzie on się nie uśmiechnął, ale w duchu uznał, to za zabawne, że nawet jeśli coś im się uda, to niedługo później są brutalnie sprowadzani na ziemię. Niestety nic nie mogli poradzić, że ich los tak szybko się zmienia. - I koniec naszego spokoju. W zależności od liczebności wroga trzeba się będzie bronić albo stąd uciekać. Dietger sprawdź na ile dni wystarczą zapasy paszy dla koni. Linda, Frigga sprawdźcie na ile dni wystarczy zapasów dla nas. Ja z Kentem sprawdzimy ruchu wroga. Udał za Kentem na wieże. Stanął obok tak tak by nie było go stąd widać i mógł obserwować ruchy nieprzyjaciela. Niestety stąd nie wiedział dokładnie czy są, to gobliny. - I jak Kent, jeśli celem wroga jest stanica, to jak sądzisz kiedy najwcześniej tu dotrą? W prawdzie nie widział z tej odległości nieprzyjaciela, ale dostrzegał, że wróg miał znaczną przewagę liczebną. Do tej pory naliczył już trochę czarnych plamek. Jeśli, były to gobliny, a ich celem była stanica, to niedobrze, to wyglądało.
  12. Skoro nie ma pewności, że ich celem jest stanica, to faktycznie poczekanie, aż oszacujemy ilość sił wroga wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Z drugiej strony z ostatniego opisu wynika, że jeśli mamy uciekać, to powinniśmy wyruszyć natychmiast, ale może krótkie opóźnienie nam specjalnie nie zaszkodzi.
  13. Tylko, że ich właśnie jest zbyt dużo.
  14. Przyznam, że też skłaniałem ku temu by zostać i się bronić, ale w stronę stanicy zmierza taka ilość goblinów, że wynik tego starcia można już z góry przewiedzieć. Dlatego moja postać będzie za ucieczką ze strażnicy. Zwłaszcza, że ostatnio jak mieliśmy wybór między walką, a względnym bezpieczeństwem, to wybranie walki okazało się jednak złą decyzją. I tak odnoszę wrażenie, że przynajmniej w tej części "Władcy" chodzi o unikanie walk. Może w kolejnej części będzie odwrotnie.
  15. Sporo przybyło tych goblinów. Na początku sesji mieliśmy tylko 10, a teraz mamy całą chmarę.