Ufeu

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    72
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Ufeu

Previous Fields

  • Systemy RPG Waarhammer Fantasy, Warhammer 40k, Neuroshima, Mag
  • GaduGadu 46141908

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Wałbrzych
  • Interests Alkohol, jedzenie, alkohol, chińskie bajki, alkohol, rpg, alkohol, informatyka

Ostatnie wizyty

210 wyświetleń profilu
  1. Sven Dunkel W miarę jak Gerwin się denerwował Sven miał coraz lepszy humor. Całkowicie inną sprawą jest przybycie „posiłków” i, jeżeli ktoś faktycznie czychał na życie sierżanciny, powiązanie rodzeństwa z jego śmiercią. Uznał jednak, że tym martwić będzie się później, jak już przyjdzie co do czego. Nie ma co gasić pożarów, które jeszcze nie zdążyły wybuchnąć. Zmartwiła go jedynie reakcja wieśniaków. Z doświadczenia wiedział, że jak jedna osoba w towarzystwie jest niemile widziana, to w ryj dostają wszyscy. Gdy siostra spojrzała na niego „w ten sposób” zrobiło mu się dziwnie ciepło. Odwzajemniła moje uczucie! Problem w tym, że był jeszcze ten cholerny mag. Co prawda Sven nie byłby w stanie zabić, ale dosypać czegoś na rozwolnienie czy paskudną wysypkę już tak. W miłości i na wojnie wszystko jest dozwolone. Odchrząknął tylko gdy Gesine rzuciła go na pożarcie szlachcicom, lecz wiedział, że musi wykonać zadanie. Dla niej, dla słodkiej siostrzyczki. Schował kości trzymane w ręce i uraczył pana Poha i pana Noha swoimi równymi, białymi zębami. - Och, proszę nie brać tego na poważnie. – Roześmiał się melodyjnie. – Owszem, zdarza się wybrzydzać, ale gdy człowiek jest zmęczony, przemoczony, głody i cały dzień musi użerać się z… - Poruszył głową w stronę Gerwina licząc, że rozmówcy zrozumieją. – Sami panowie rozumiecie. – Westchnął nieco teatralnie podchodząc jednocześnie do czerwonobrodego na odległość szeptu. – Mocne zaburzenia osobowości, problemy z emocjami… - Każde słowo wypowiadane było wypowiadane szeptem przesyconym jadem i złośliwością. – Z chęcią przyjmiemy więc waszą gościnę. - Wrócił już do normalnego tonu wypowiadając ostatnie zdanie.
  2. Sven Dunkel Udawanie debila miało swoje korzyści. Ludzie zaczynają cię ignorować, lekceważyć, wypierają z pamięci twoje istnienie. Wtedy najłatwiej takiego delikwenta oszukać i zdradzić. Nie inaczej sprawy się mają tym razem. Parł przed siebie niezrażony nowymi towarzyszami układając w głowie zbliżenie do siostry. W 10 wariantach. Każdy kończył się kazirodztwem. Niestety, jak to zwykle bywa w świecie długim i szerokim, wypadkowa zdarzeń pozytywnych i negatywnych musi wynosić okrągłe zero. Sven nauczył się w trakcie swoich wędrówek, że pytanie „czy może być jeszcze gorzej” powinno na zawsze pozostać w sferze myśli. Choćby nie wiem co, nie powinno przybierać cielesnej formy, czy to w formie gestu, czy słowa, bo, najzwyczajniej, życie traktuje to jako wyzwanie. W tym wypadku było jednak inaczej, co tylko potwierdziło niepisaną regułę rządzącą światem. Do wora z przygłupim, paranoicznym dowódcą, lekarką ze skłonnościami do mordowania, nadgorliwym bratem i siostrą, która wybrała pierwszego lepszego kochasia dorzucili deszcz. Jedyne czego tu brakowało. Jedynym światłem w całym tym burdelu był Gwido, przystojny rudzielec, który jeszcze nie wiedział co go czeka. Jęknął tylko żałośnie gdy kropla deszczu spadła mu na głowę, którą w tym samym momencie zadarł do góry klnąc paskudnie. Narzucił na głowę kaptur i zniesmaczony pogodą, towarzyszami, sposobem w jaki Gerwin traktował jego brata, i drogą wiodącą w las zaczął bawić się dwoma kostkami do gry trzymanymi w prawej dłoni. Oni jeszcze nie wiedzą. Oni nie zdają sobie sprawy, że Johann odbierze swoją zemstę. I policzy to z odsetkami. Horrendalnymi odsetkami. Szczególnie wobec tego ślepca, akolity. Mam wrażenie, że jakby Gerwin nakazał mu wyruchać gniazdo szerszeni, to ten bez wahania wyjąłby, zapewne, lichą kuśkę i potem narzekał, że boli. Ech... Z ulgą przyjął zewnętrzne bodźce oznaczające ciepło, strawę i innych ludzi gotowych zostać oszukanymi. Tuż po salucie przygryzł dolną wargę. Oho,to będzie dobre. Sven nie potrafił się jednak powstrzymać widząc wściekłego dowódcę. Nagły napad śmiechu zamaskował, równie nagłym, atakiem kaszlu nasilającego się z każdym słowem kierowanym w stronę Gerwina. - Przepraszam. – Uśmiechnął się niewinnie robiąc jednocześnie słodkie oczka skrzywdzonego przez los człowieka. – Musiałem się przeziębić przez ten deszcz. W całym tym cyrku nie pasowało mu jedynie stwierdzenie o gospodarzach. Dlaczego właściciele mieliby się fatygować na deszcz dla jakiegoś podrzędnego oficerzyny? Żeby być szczerym, o nie przejął się tym zbytnio. Gdyby szanowni panowie Poh i Noh byli mordercami to… nie miał nic przeciwko. On i tak kiedyś umrze, może być nawet dzisiaj. Co to za różnica? Poza tym, w dupie miał kim oni są. Chciał się jedynie wykąpać, wysuszyć płaszcz i zjeść coś pożywnego. A potem przypadkowo zepchnąć Gerwina ze schodów tak, żeby biedak złamał kark.
  3. O, to zdążę się jeszcze wyrobić do 13 z odpisem.
  4. Odpis zapewne jutro, 3 godziny basketu zrobiły swoje. Mam dość.
  5. Dotyk siostry sprawił ciarki przechodzące wzdłuż kręgosłupa kanciarza. Mimowolnie musnął opuszkami palców wierzch dłoni siostry i opanował się momentalnie.Z bezczelnym uśmieszkiem wpatrywał się w plecy dowódcy zastanawiając się co by było gdyby faktycznie ktoś go wynajął? Czy nóż w potylicy znalazłby się już teraz korzystając z nadarzającej się okazji, czy może poczekałby na bardziej dogodny moment korzystając z trucizny? Te odpowiedzi nie były jednak ważne w obliczu Johanna i akolity, który najwyraźniej myślał, że ma przeciw niemu jakiekolwiek szanse. - Schowaj stal, akolito. Głupotą byłaby wzajemna rzeź. Zwłaszcza gdy masz przeciwko sobie osobę o aparycji i umiejętnościach Johanna. Licz się z konsekwencjami ataku. - Sven przemawiał spokojnie wpatrując się w oczy Reginmunda. Arvein przyglądał się całej sytuacji z rosnącym niepokojem. Misja jeszcze się nie na dobre nie rozpoczęła, a już wszystko zaczęło się sypać. W takiej sytuacji nawet jeśli nie dażył sympatią dowódcy paranoika wiedział, że nie może pozwolić by jakiś zwykły rzezimieszek go ranił, albo w najgorszym wypadku zabił. Dlatego stanął u boku dowódcy i położył rękę na rękojeści miecza. Po raz pierwszy w pełni go ukazując. Drugą zaś rękę trzymał schowaną w sakwie. Nie zrobił jednak nic ponadto. Nie chciał bardziej eskalować konfliktu, chciał tylko pokazać po czyjej stronie stoi. -Jedyną osobą która w tym momencie chce walki jest Johan. Powinieneś raczej mu przemawiać do rozsądku. -powiedział spokojnie Arvein do Svena. Jego głos był opanowany, ale w środku obawiał się jak sprawy mogą się potoczyć. Wydawałoby się, że cała sytuacja rozejdzie się po kościach. Ale nie. Jeden z mężczyzn, który należeli do oddziału ochotników wyciągnął broń i stanął w obronie ich dowódcy i, co gorsza, groził Svenowi.Johann Dunkel nie lubił, jak ktoś grozi jego rodzinie Słuchał słów, jakie wypowiadał jego młodszy brat. Słyszał już podobny ton i argumenty wiele razy. Tak, jego umysł zalała fala wspomnień. Ileż to razy on i Sven znajdowali się w podobnej sytuacji Spojrzał na Akolitę- Schowaj broń klecho, jeżeli chcesz jeszcze pomodlić się do swego bóstwa. - Mężczyźni - parsknęła Gesine. - Atmosfera zrobiła się nerwowa, a Johann, owszem, lubi walczyć. Dlatego tu jest. Skrytobójcy nie działają w taki sposób – z ostatnim słowem spojrzała na kapłana. Zastanawiała się, czy wśród tej zbieraniny rzeczywiście ktoś chce potwierdzić obawy dowódcy. Kto może być zamachowcem?... Spokojnie przeszła parę kroków, by obserwować całość sytuacji, trzymając ręce z dala od miecza, ale blisko niepozornego paska skóry, który mogła szybko rozwinąć w procę. Miała przede wszystkim nadzieję, że Sven nie jest zamieszany w żaden zamach. To by była klęska dla zamachów dokładnie taka sama, jaką z dowodzenia uczynił paranoik Pfister. Podczas mówienia, Johann Dunkel gestykulując nieuważnie rozluźnił prawą dłoń, w której trzymał swój miecz. Oręż upadł na ziemię. Oficer wykorzystując tę okazję, zbliżył się do rozbrojonego mężczyzny. - Będę miał ciebie na oku. - odparł, a następnie chwycił gladiatora za kołnierz, opluwajac się przy mówieniu dodał - Twoja paskudna gęba każe mi sądzić, że jeśli ktokolwiek dostałby na mnie zlecenie, byłbyś to kurwa ty. Gerwin puścił Dunkela i popchnął go do tyłu. - Zabierzcie mu broń - rozkazał pozostałym. Akolita słuchał uważnie słów roztropniejszego z braci, który przynajmniej mówił rzeczy za które nic nie groziło. Niestety nie można było tego samego powiedzieć o tym porywczym bracie, który po raz kolejny zapluwał się w groźbach, ale nie był w stanie ich wyegzekwować, gdyż broń wypadła mu z ręki. Ich dowódca od razu to wykorzystał, a Reginmund najpierw nadepnął na leżącą na ziemi broń, a po rozkazie podniósł ją. - Powinieneś słuchać rad swojego brata. - Zwrócił się do Johana - Czyny i słowa mają konsekwencje, a Twoje nie należą do tych, które mogą Ci przynieść coś dobrego. Waż co robisz i mówisz. - Akolita spojrzał na dowódcę - Co z nim robimy sir? Gewin spojrzał na akolitę z wdzięcznością, po czym splunął na ziemię. - Jebał go pies. Ruszamy do gospody, ser Alwin powinien przysłać tu swoich ludzi. - odparł Gerwin - Dopilnuję, żeby się nim zajęli. Tymczasem miejcie go na oku, skurwysyn wygląda jak zbir, i nie zdziwię się, jeśli rzeczywiście nim jest. Arvein odprężył się widząc, że sytuacja została rozwiązana. Opuścił dłoń z rękojeści miecza i poprawił płaszcz, by zakrył ponownie ostrze. Następnie ponownie odsunął się nieco na bok grupy. Gdy dowódca i kapłan ruszyli do wojownika, Gesine obserwowała Arweina jeszcze przez dłuższą chwilę, by wreszcie podejść i stanąć obok. - Wiem - szepnęła tak, by jej cichy głos znikł wśród wynikłego zamieszania dla reszty postronnych. I tak, by nie było wątpliwości, że owo “wiem” nie odnosi się do osoby Johanna, o którym wspomniała po krótkiej pauzie, tylko do samego czarodzieja - On jest zbyt porywczy, ale to mój brat. Może i zbir, jednak żaden z niego zamachowiec - zablefowała nie mając co do tego ostatniego całkowitej pewności, bez cienia agresji, lecz z całym spokojem i przekonaniem, na jakie było ją stać w tym momencie. Jak zawsze… Bracia pakowali się w szambo, a ona musiała wyciągać ich z kłopotów. Arvein dostrzegł, że rudowłosa bacznie się mu przygląda. Gdy ruszyła w jego kierunku westchnął w myślach, ale nie dał po sobie nic poznać. Po jej pierwszych słowach skinął tylko ledwie zauważalnie głową. Tak naprawdę z początku nie zamierzał nawet niczego ukrywać. Ale skoro nawet dowódca ekspedycji nie wiedział o niczym nie widział powodu by się chwalić. Tłumaczenie tego nie miało jednak sensu więc, odpowiedział tylko na drugą część jej stwierdzeń. - Twój brat zachował się bardzo... nierozważnie. Nie wiem skąd pochodzicie, ale tutaj obowiązują pewne prawa. Całe szczęście tym razem nie skończyło się rozlewem krwi. I też jak pewnie większość tu zebranych nie sądzę by ktoś go wysłał jako zamachowca. Możesz być spokojna. -powiedział, a na jego twarzy zagościł blady uśmiech- W każdym razie zależy mi na ukończeniu misji, więc starajmy się unikać konfliktów. Zwłaszcza, że rzeczywiście coś jest nie w porządku z całą wyprawą. - Dziękuję - Gesine uśmiechnęła się delikatnie, choć oczy miała nadal poważne i zatroskane - Teraz największym zagrożeniem wydaje się dowódcy Johann, jutro może być to każdy z nas. Moim braciom bogowie poskąpili rozwagi, ale jemu być może odebrali rozum. - Miejmy nadzieję, że nasz dowódca zachował jednak odrobinę rozsądku. W międzyczasie poproś swoich braci by go więcej nie prowokowali. Po za tym wciąż istnieje szansa, że Gervin ma powody uzasadniające jego zachowanie. I paranoje.- Arvein zamyślił się na chwilę, po czym dodał- Jak się uspokoi warto byłoby go nieco wypytać. Podejrzewam też, że poradzisz sobie w tym lepiej ode mnie. Johann był świadkiem wielu rzeczy, ale nie tak dziwnego zachowanie swojej właśnie dłoni i broni. Nie rozumiał, przerażało go to trochę, acz domyślał się co to może oznaczać. Nim jednak podniósł broń był już przy nim stary oficer. Po chwili siedział już na ziemi. W tym właśnie momencie Gerwin Pfister okazał się silniejszy niż wyglądał, a to już zasługiwało na szacunek przynajmniej w oczach Johanna. Być może ten człowiek będzie warty walki. Godniej walki. Jednak nie tylko to zaprzątnęło głowę wojownika. Masło w dłoniach mężczyzny…. A więc to wiele tłumaczy. Johann magów nienawidził, uważał ich za słabeuszy. A ten typek właśnie mu się naraził. No cóż, wcześniej czy później przyjdzie czas na wyrównanie rachunków. Johann zaczął się podnosi ,ale czuł tężejący w nim gniew który zbierał w nim. Był niczym lawina, to poruszenie wystarczy mały kamyczek a ten może przybrać dowolna formę. Może by być na przykład brak szacunku i zbytnia gadatliwość pewnego Akolity. Johann wstał. Rodzeństwo znało ten jego wyraz twarzy , połączenie dumny z gniewem. Dzikiej twarzy. -Ty robaku wyrzynałem twoich ziomków, topiłem ich we własnej krwi a ty śmiesz mi coś mówić na ten temat - wydawałoby się że za chwile chwyci za wiszący przy boku korbacz. Jednak nie on poszedł bardzo blisko po czym rzucił się na akolitę z zamiarem obdarzenie go klasycznym i znanym w wielu karczmach ciosem z główki. Gesine nie zdążyła odpowiedzieć czarodziejowi, ponieważ spostrzegła zawzięty grymas brata i od razu zerwała się do biegu. - Nie! - krzyknęła widząc, że może nie zdążyć rozdzielić przeciwników. Owszem, Johann nie pierwszy raz wpadał w furię, lecz ona przecież nie bała się swojego młodszego brata. Niewiele młodszego, ale i tak przecież oboje pamiętali jak kiedyś wycierała mu gile z nosa w zastępstwie matki… Czy ty oszalałeś?! Była gotowa wskoczyć nawet pomiędzy walczących. Widząc że robi się ostro Gwido pogonił konia, przyskoczył do Reginmunda i spróbował go odciągnąć spoza zasięgu potencjalnego ciosu. Ten wielki gość musiał być cholernie narwany, nie dość żeby się tak rzucać, właściwie bez większego powodu, to jeszcze żeby podnosić rękę na akolitę MORRA. Gwido szanował bogów i szaleństwem wydawało mu się złoszczenie ich a już w szczególności boga, do kurwy nędzy, śmierci! Poza tym sam kapłan wydawał się być zwyczajnie rozsądnym facetem o otwartym umyśle. Tak czy inaczej, wzbudzało to w nim szacunek do duchownego. Miał nadzieję, że druga wyglądająca na łebską postać w osobie Gesine poradzi sobie z uspokojeniem Johanna i nie dojdzie do jatki. Ostatecznie są rodzeństwem, na pewno zna na niego jakieś sposoby… Klara przypatrywała się dotąd sytuacji dość milcząca, no bo co tu mówić jak zachowania mówią same za siebie. A przecież ze swym kijem nie będzie się pchać między skaczących sobie do oczu, bądźmy rozsądni. Teraz jednak czuła, że musi dać prostą poradę: - Nie możemy go zabić? - wskazała Gerwinowi na szarżującego wojownika - On przecież zagraża misji.
  6. Ja to bym go otruł i przekonał wszystkich, że to wina syna. Wszyscy przecież widzą jak traktuje dzieciaka, więc nie ma podstaw sądzić, że to nie on.
  7. Zawirowanie osnowy -> Zoria -> halucynacje -> Gerwin umiera bo orczyca stwierdziła, że to jakaś ognista bestia z wielkim mieczem -> zoria wraca przez kolejne zawirowanie.
  8. Czas zabawić się kosztem dowódcy i rozluźnić atmosferę.
  9. Jakieś dłuższe akcje (jakieś granie w kości) to zmawiamy na docu i jedna osoba wrzuca w jednym odpisie żeby spamu nie było.
  10. Sven Dunkel Czarnowłosy chłopak szedł z głową w chmurach podwijając jednocześnie rękawy koszuli swoimi nagimi dłońmi niezbyt przejmując się słowami kapitana. Skoro brali pierwszych lepszych ludzi to zadanie nie mogło być trudne. Głowę, natomiast, zaprzątała mu zupełnie inna rzecz. Chłopka ze szmaragdami ukrytymi w oczach, o porcelanowej cerze i blond włosach. Ach, cóż to było za doświadczenie. Przed oczami wciąż miał jej smukłą talię i długie nogi oplatające jego szyję. Jednak było mu jej żal. Żal z powodu ksenofobicznego narzeczonego niezdolnego do przyswojenia wyższości Svena. Z zamyślenia wyrwał go dopiero widok siostry. Tej słodkiej, lecz jednocześnie zimnej istoty. Uwielbiał momenty, w których się kłócili, w których ganiła go za lenistwo. Tyle lat minęło, tyle ma jej do powiedzenia… Był świadom, że nie musi się spieszyć. Będą mieli dla siebie więcej niż chwilę. Z jakiegoś dziwnego powodu przez głowę przemknęła mu myśl, że skoro jest tu i on, i Geisne to może, i Johann? I Josef? Co prawda ten ostatni przerażał go już od małego, lecz takie niespodziewane zjazdy rodzinne po latach mają swój niezaprzeczalny urok. Przyjrzał się, więc ludziom na moście z cichutką nadzieją w duszy zobaczenia znajomej twarzy. Nie przeliczył się i tym razem. Ta postura, wzrost, ta morda. Aż do tego momentu nie rozumiał dlaczego się zgłosił. On, Sven Dunkel, kanciarz, kobieciarz, kłamca i oszust podjął się uczciwej pracy. Johann. Oj będzie się działo w okolicznych burdelach, będzie. Chowajcie dziewki! Bracia Dunkel nadchodzą! Po pewnym czasie dołączył do grupki na moście opierając się nonszalancko o barierkę. Nie słuchał dowódcy. Niewytłumaczalnie pochłaniał go punkt leżący gdzieś za jego plecami. Co prawda nie znajdowało się tam nic nadzwyczajnego, lecz mimowolnie jakieś słowa dotarły do jego uszu. Wniosek z nich był jeden. Zamiast dowódcy dostali błazna. Jakby tak spaść z poziomu jego ego na poziom inteligencji to przecież zabić się idzie! Rzucił jeszcze szybko okiem na pozostałych. Był niesamowicie ciekawy rudzielca. Z jakiegoś powodu wydał mu się atrakcyjny, toteż zawiesił na nim swe błękitne oko. Szybko, jednak, odrzucił brudne myśli kręcąc głową z lekkim niedowierzaniem. Później. Sven, cały czas mając w głębokim poważaniu dowódcę, dwukrotnie przeczesał nienaturalnie długimi palcami włosy i puścił oczko do blondynki uśmiechając się przy tym szelmowsko.
  11. A mury runą, runą, runą...
  12. Jak rozumiem wszyscy jesteśmy zgodni w stwierdzeniu "wypadki chodzą po ludziach"?
  13. Ech... a weź spójrz jeszcze raz na kartę. Masz tam taki fajny punkt wytłuszczony co się nazywa "zdolności i umiejętności". Przestudiuj go ponownie.
  14. Imię i nazwisko: Sven Dunkel Rasa: Człowiek Profesja: Kanciarz Pochodzenie i znak gwiezdny: Obelheim (później mieszkał w Essen), Tancerka Wygląd: Najmłodszy, liczący 20 wiosen, z czwórki rodzeństwa mierzy sobie 172 cm przy wadze 68 kg. Szczupły, z nienaturalnie długimi palcami skrytymi pod czarnymi, skórzanymi rękawiczkami.Na prawej dłoni posiada tatuaż z głową sowy, zaś na lewej widnieje czerwona róża. Plecy to jeden wielki misz-masz. Wzory tak pokręcone, tak odstające od normalności, że osoby mające go przed oczami mogą doszukiwać się wszystkiego. Sprawę komplikuje fakt wiecznie obecnych śladów po kobiecych paznokciach. Ubrany zazwyczaj w białą koszulę, błękitną kamizelkę z haftowanymi kwiecistymi wzorami, ciemne, przylegające spodnie i czarne, lekko zniszczone buty. Charakter: Gdyby spłycić każdego człowieka do jednego słowa to Sven otrzymałby łatkę hedonisty. Koniec. Nie ma innej opcji. Nie ma lepszego słowa opisującego kanciarza spod znaku Tancerki. Wyszedł z założenia, że skoro i tak wszyscy umrzemy, to dlaczego nie korzystać ze wszystkich dobrodziejstw oferowanych przez innych ludzi? Przez swój młody wiek, twarz niewinnego dziecka, ubiór i sposób wysławiania się często wzbudza zaufanie wśród innych. Jego ulubionym zajęciem jest hazard wszelakiego rodzaju. Od gry w kości przez zakłady aż do loterii. Niewypowiedzianą przyjemność sprawia mu też zaciąganie innych osób do łóżka. Nieważna jest płeć, rasa, wygląd ani wiek. Raz nawet myślał o skavenie jako potencjalnym partnerze seksualnym. Był wtedy pijany. Bardzo pijany. Obiecał sobie, że nim umrze zrobi jedną rzecz. Prześpi się z własną siostrą. Och, oczywiście, gdyby chciał, to mógłby sypiać jedynie z elfkami i ludzkimi kobietami, ale przecież nie o to w życiu chodzi! Jego stosunek do pieniądza i innych ruchomości jest dosyć… niecodzienny? Chyba tak to można nazwać. Dzisiaj jest, jutro nie ma. Dziś jestem królem życia a jutro, za tydzień, za miesiąc wyląduję na ulicy bez grosza przy duszy. Nie ma najmniejszych oporów przed oszustwem ani kłamstwem w żywe oczy. Ba! On z tego żyje! A gdy ofiara już zrozumie co się stało, to winny nagle znika. Jest w drodze do kolejnego miasta. No, chyba, że nie zdąży i musi kulturalnie wytłumaczyć, że to nie on. Zdarzały się takie przypadki. Sven nie ma w zwyczaju żywienia do kogoś urazy. Najczęściej waśnie kończą się tego samego dnia przy szóstym kuflu piwa. Nie można też powiedzieć jakoby komuś służył, bądź był czyimś szefem. Stara się po prostu żyć w zgodzie z okolicznym półświatkiem. Warto również napomknąć o jego dbałości o higienę i słabość do słodyczy. Historia: Sven wdał się w matkę. Bez dwóch zdań. Wszędzie było go pełno a usta mu się nie zamykały. Czasem się zastanawiał czy faktycznie jest synem Adolfa, czy Helga nie miała partnera na boku. Po ojcu zostały mu tylko czarne włosy i dziwny, niewytłumaczalny pociąg do najbardziej upiornej wioski na świecie; Essen. Dziwił się, jak człowiek może być tak ponury, tak melancholiczny i neurotyczny, do czasu, aż sam zmuszony był zamieszkać w rodzinnej wsi ojca. Bardzo nie przepadał za wujem Ebenezerem i jego sztywnym podejściem do życia. Sven chciał się bawić, brać z życia tyle, ile się da nie dając nic w zamian! Niestety, wokół kupcy z ogromnymi ambicjami, dziwny brat i starsza siostra, w której się podkochuje do dziś. Za to wraz z drugim bratem, Johannem, tworzyli ciekawy duet. Masz problem z kobietą? Musisz wymigać się od przykrej sprawy? Wytłumaczyć się z czegoś? Idź do Svena. Masz problem z chuliganami? Zalazłeś komuś za skórę a dyplomacja nie skutkuje? Idź do Johanna. Jako dzieciak miał przesrane. Najmłodszy, najmniejszy, bić się nie umiał, a pisanie i czytanie też do niego nie trafiało… Musiał znaleźć coś, w czym jest dobry. Nie zajęło długo nim nauczył się demagogii, kłamstwa i manipulacji, co w połączeniu z jego nadnaturalną (jak na tak młody wiek) inteligencją i charyzmą dawało oszałamiające efekty. Często odnosił wrażenie, że mimo tych talentów jest zawodem dla Adolfa, Helgi i, o zgrozo, siostry. Pewnie osiągnąłby sukces gdyby nie fakt, że w głowie były mu jedynie rozrywki. Myślisz o zabawie drewnianym mieczykiem, lalkami czy inny tałatajstwem? Nic z tego. Kości, karty, aktorstwo (najczęściej o charakterze satyrycznym), zakłady. Wtedy jeszcze „na niby”, wtedy jeszcze nie grali na pieniądze. Na dobrą sprawę mógł sobie na to pozwolić, był najmłodszym dzieckiem w rodzinie kupieckiej. Zero zmartwień, praktycznie zero obowiązków, z których i tak się wymigiwał gładkimi słówkami i słodkim spojrzeniem niewinnego dziecka skrzywdzonego przez los. Niestety, wszystko musi się kiedyś skończyć. W wyniku pasma niefortunnych zdarzeń (czyt. wojna, chęć zrobienia złotego biznesu i konfiskata owych dóbr przez wojsko bo „wojsko ich potrzebuje”) doprowadziły Dunkelów do ruiny. Matka zgniła w Imperialnym lochu z powodu warunków sanitarnych jakie tam panowały, a Adolf ,wraz z dziećmi, wrócił w rodzinne strony; Essen. Nie można sobie wyobrazić gorszego miejsca do przebywania po utracie żony i majątku. Najbardziej nawiedzona wieś w całym Imperium, której populacja nie sięga nawet 100 osób. Głowę rodziny Dunkelów dopadały coraz gorsze myśli, wszędzie widział Helgę. Szaleństwo ostatecznie wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem. Gałąź, lina, stołek. Rodzeństwo zadecydowało, że najlepiej będzie wyruszyć w świat. Każdy w swoją stronę, niech każdy ułoży sobie życie na swój sposób. Sven zerwał więc z dziedzictwem, zapomniał całkowicie o rodzinie i błądził po kontynencie. Żył chwilą, szastał pieniądzem, pił, chodził po burdelach, oszukiwał, kradł nie zostając w jednym miejscu dłużej niż 2 tygodnie. Siłą rzeczy Sven musiał adaptować. Walki nauczyła go ulica. Walki nieczystej, bezkompromisowej, całkowicie niehonorowej. Rzadko wdawał się w bójki, ale czasem po prostu krew musi się polać. Nigdy jednak nie zabił człowieka, nie potrafił zadać tego ostatniego uderzenia. Obecnie jest w trakcie ucieczki do Aldorfu przed bratem i narzeczonym przepięknej blondynki o wielkich, szmaragdowych oczach. Ekwipunek: Najlepszej jakości dobre ubranie z kamizelką i rękawiczkami, 2 sztylety, ręcznie malowane karty wraz z drewnianym pudełkiem, kości do gry, perfumy (mieszanina cytrusów, przypraw korzennych i drewna), jedwabna sakiewka, mieszek z 62 szylingami Statystyki: WW 32 (12) US 33 (13) K 29 (9) Odp 32 (12) Zr 38 (18) Int 38 (18) SW 36 (16) Ogd 48 (18 + 5+5) A 1 Żyw 10 S 2 Wt 3 Sz 4 Mag 0 PO 0 PP 3 Zdolności i umiejętności: plotkowanie, wiedza (Imperium), znajomość języka (staroświatowy) +10, charyzmatyczny, geniusz arytmetyczny, gadanina, hazard, kuglarstwo (aktorstwo), targowanie, przekonywanie, sekretny język (złodziejski), spostrzegawczość, wycena, chodu!, przemawianie, szósty zmysł
  15. Elfka, ludzka kobieta, mężczyzna, elf, krasnolud, skaven... Jemu za jedno.