Ufeu

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    52
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Ufeu

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny
  • Urodziny 19.04.1996

Previous Fields

  • Systemy RPG Waarhammer Fantasy, Warhammer 40k, Neuroshima, Mag
  • GaduGadu 46141908

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Wałbrzych
  • Interests Alkohol, jedzenie, alkohol, chińskie bajki, alkohol, rpg, alkohol, informatyka

Ostatnie wizyty

181 wyświetleń profilu
  1. Jestem za przesunięciem. Niedługo zaczynam kolejny semestr i sesja zimowa wypada dość słabo w terminach, więc chcąc nie chcąc muszę brać zerówki, co wiąże się z przypominaniem materiału już teraz żeby nie skrewić później.
  2. James Pippen Taa, my pojedziemy pierwsi a oni wywrócą całą osadę do góry nogami. Mógłby oczywiście się sprzeciwić, ale z drugiej strony po co? Jego interesują większe zdobycze toteż skinął głową na znak, że rozumie i przystaje na zaproponowany plan. Stłumił jeszcze potężne ziewnięcie wierzchem dłoni i poklepał dłonią maskę swojego BMW. Był co prawda pewny, że to wszystko się spieprzy w najbardziej nieodpowiednim momencie. Zawsze się kończy w ten sposób. Zwłaszcza w tak przypałowych sytuacjach jak ta. Wystarczy, że ktoś coś spieprzy i będą mieli na głowie ludzi, którzy bardzo chętnie poślą kilka kul za sam widok nieopodal ich celu. Na korzyść przemawiał fakt, że nie Ramirez nie wie o dodatkowej czwórce, więc mogą to wykorzystać w najlepszy dostępny sposób. Najlepszą obroną jest atak. Najlepszym atakiem jest ten w plecy. - Wszystko fajnie, ale przydałaby się wacha. Jestem na oparach i wolałbym uniknąć sytuacji, w której utknę w połowie drogi.
  3. A ja powstrzymałem grypę nim się zaczęła. Jutro rano odpiszę.
  4. James Pippen Uśmiechnął się tylko z politowaniem kręcąc głową. Ci z Nowego nigdy się nie nauczą. Ludzie mają w dupie odbudowę, ludzie chcą żreć i żyć. Po cholerę nam kraj? Rzucił tylko okiem na faceta z blizną, który go ubiegł. Z jednej strony był zadowolony z takiego obrotu spraw unikając niezręcznej sytuacji z nożem. Zbliżenie się do nowo poznanej kobiety mając ukryty nóż i przy wiedzy pozostałej trójki… cóż… mogłoby zostać to odebrane dwuznacznie, ale fakt, że trafiła im się niezła laska wcale nie pomagał. Do tego wpływowa. Ha, kapitan, co? Zakładam, że dorwała się do stanowiska inaczej niż ciągnięciem druta przełożonym. W głowie coś mu świtało gdy wspomnieli Ramireza. Dzwoniło, lecz jeszcze nie wiedział w którym kościele. Jak dla niego to jakby jeszcze w mieście dołączył ktoś z tych cholernych kaznodziejów czczących zagładę. Albo nie, ktoś od Stalowej Psiarni. W takim składzie albo odnieśliby spektakularny sukces, albo porażkę rozbijającą się echem przez najbliższy czas. W jednym i drugim przypadku byłoby zabawnie. Zarzucił głową do tyłu rozczesując lewą ręką kruczoczarne, długie włosy po czym oparł się o drzwi swojego BMW. Do tego jeszcze ten cholerny zwierzak. W głębi duszy miał nadzieję, że nie należy do kobiety. Pochylił głowę, przyłożył dwa palce do skroni i… zamarł. Cóż, Bractwo coś znaczy. W przeciwieństwie do frajerów z Nowego. Tylko czy warto? Pewnie tak. Może odłożyć poszukiwania gratów i najpierw jej pomóc? Hm, nie, chyba nie. Nie wiem. Możemy nie dostać konkretnych rzeczy. Chociaż jeżeli pani kapitan jest tak wyposażona to może się odwdzięczy i dostaniemy normalne ładunki zamiast kleconych naprędce prowizorek? Tak, to brzmi sensownie. Dobra, teraz Ramirez. Ramirez, Ramirez, Ramirez… Kurwa, słyszałem gdzieś to nazwisko. Kurwa, Ramirezów były dziesiątki. Na trop naprowadził go przepytywacz. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Już wiedział o kogo chodzi. Już wiedział, że wchodzi w to w ciemno. Jeszcze bardziej wkurwi mafiosów z Vegas, jeszcze bardziej nagrabi sobie w Detroit. Zabawi się, narobi wrogów i do tego jeszcze zarobi! To najlepsza wymiana w całej historii dokonanych wymian. W każdym razie było takie prawdopodobieństwo. W najgorszym razie po prostu zarobi. Zgromił jeszcze Prestona spojrzeniem pełnym nienawiści, spojrzeniem zdolnym zamrozić piekło. Miał dość patriotycznego pierdolenia. Po niecałym dniu znajomości James rzygał tą gadką. Najchętniej po prostu zatopiłby jeden z noży w trzewiach nowojorczyka, ale do czasu ostatecznego rozwiązania i spłacenia długów musiał się powstrzymać. Odbierze nagrodę i od Bractwa, i od Nowojorczyków, pozbędzie się patrioty a potem odjedzie w swoją stronę. Parsknął tylko słysząc panią kapitan. Brawo Preston, grabisz sobie nie tylko u mnie. Trzymaj tak dalej. - James. James Pippen. Skoro już mam się przedstawić to w końcu zrobię to porządnie. Szczerze mówiąc to głównie zabijam. Wszystkim. Od noży przez pałki aż do zasranej drewnianej łyżki. Zamaskuję zostawione ślady, przemycę niewielkie rzeczy przez dowolną kontrolę, zastraszę. Wszystko w jednym. – Starał się, z uwagi na ukryty nóż, nie gestykulować. Ograniczył wręcz ruchy górnymi kończynami do minimum co mogło wydać się podejrzane. Z drugiej strony facet, który potrafił stać jak posąg, mówił nienaturalnie szybko i poruszał się jak zwierzę nie może nie zwracać uwagi. Spojrzał na przepytywacza i skinął głową w podzięce za przypomnienie. – Zakładam, że mówimy o tym samym Ramirezie, bo nie znam żadnego innego sukinsyna o tym imieniu. Diego „Grizzly” Ramirez. Pieszczotliwie zwany Misiem. Skurwiały Hegemończyk z łbem na karku i reputacją bezwzględnego, ale powinien uważniej dobierać ludzi. Najlepiej takich co to alkoholu nie nadużywają. Słyszałem, że współpracuje z mafiozem z Vegas mając jego pełne poparcie, ale nie wiem ile z tego było prawdą, a ile pijackim bełkotem.– Nie przyznał się oczywiście, że nie jest pewien czy była to mafia z Detroit czy Vegas. Bardziej pasowała mu ta druga opcja. Przecież tych z Detroit nie obchodzi nic poza samochodami. Chciał wierzyć, że się nie myli. Wkurwić ludzi z Vegas nie zbliżając się do niego? Brzmi jak dobry plan. Gdyby udało się go upolować… Ach, to byłoby nawet lepsze niż czerw. Nawet jeżeli fragment o mieście kasyn to bujda i nici z utarcia nosa ważniakom to wciąż będzie opłacalna robota. – Sprzętu z najwyższej półki ta banda pajaców nie ma, ale są jak cholerne szczury zgarniające każdy lepszy kąsek technologii. Ponoć mają jakiś większy plan, nie wiem.– Wzruszył ramionami. – Jakkolwiek by nie było jestem za pozbyciem się tego śmiecia z ziemskiego padołu.
  5. James Pippen Wstał przeciągając się jak kot. Podejrzliwie zmrużył oczy. Jednego brakuje. Cóż, zguba się pewnie zaraz znajdzie. Nie starając się tłumić potężnych ziewnięć zjadł śniadanie myśląc co dalej. Pokręcił głową przecząco na pytanie czy idzie sprawdzić budynek. Zawsze istniała możliwość, że ktoś mógłby wtargnąć akurat jak nikogo nie ma. Nawet przy podjętych środkach ostrożnośki. Pustkowia mają to do siebie, że lubią ludzi zaskakiwać. Korzystając z nieobecności jeszcze raz sprawdził ekwipunek. Magnum załadowane, paczki fajek nieodpakowane, zapasowa amunicja jest. Z grubsza wszystko się zgadzało. Zwinął swoje manatki, lecz poczekał z zacieraniem śladu na resztę. Istniała zawsze możliwość, że po tych śladach krwi zamiast trupa znajdą kogoś kto jeszcze dycha i w żołnierzyku odezwie się dobroć serca, i patriotyzm nowojorczyka. Niech szlag trafi wszystkich z nowego jorku. Pajace, którzy myślą, że są panami świata a wystarczy tydzień na południu i przestaliby być tacy wyszczekani. Wpierdoliłoby ich żywcem, przeżuło i wypluło tworząc innego człowieka. Nagle uświadomił sobie, że jest strasznie monochromatyczny i przydałoby się trochę więcej polotu jeżeli chodzi o jego garderobę. Obiecał sobie, że jak tylko znajdzie trochę wolnych gambli to znajdzie coś, co nie jest czarne. Najbardziej cieszyła go jednak myśl o przygotowaniach w polowaniu na czerwia i związany z tym taniec ze śmiercią. No i miasto. Porządne żarcie, arena i dziesiątki frajerów do wydymania. Szczerze powiedziawszy to kontent był nawet z towarzystwa. Miał swięty spokój, nie odzywali się za dużo dając mu okazję do typowego dla Jamesa pogrążania się we własnym umyśle. Czekał tylko aż trafi na kogoś kto dopuści gardło na odległość dłoni uzbrojonej w nóż. Miasto dawało taką opcję, więc tym bardziej nie mógł się doczekać aż złożą w nim wizytę dając mu wolną rękę na arenie. Odetchnął pełną piersią strzelając palcami po kolei. Kciuk, wskazujący, środkowy, serdeczny, mały. Założył cał swój arsenał i w oczekiwaniu na resztę oparł się o ścianę niczym marmurowy posąg. Skupił spojrzenie na tylko sobie znanym punkcie. Diabli wiedzą czy na ścianie znalazł coś tak interesującego, że wręcz gapił się nie mogąc oderwać wzroku. Praktycznie nie mrugał. Z zamyślenia wyrwał go dopiero powrót towarzyszy. Obrócił powoli głowę wytrzeszczając na koniec oczy ze zdumienia. Wyszło trzech a wróciła piątka i wilkor. Kurwa, o co tu chodzi? Dlaczego zawsze mnie się taki szajs przytrafia? Pierdole, ci ludzie przyciągają dziwne i niebezpieczne rzeczy. Lubię ich. Ostrożności jednak nigdy za wiele. Niby przewaga liczebna po stronie Jamesa, niby uzbrojenie po stronie Jamesa, niby kobieta ranna, ale ten cholerny wilkor… Szlag by trafił ich wszystkich. Niepostrzeżenie wyjął nóż ukrywając w prawym rękawie płaszcza. Nie miał złych zamiarów, to byłaby ostatnia rzecz, o jaką możnaby go posądzić w takiej sytuacji, lecz ostrożności nigdy za wiele. Szczególnie na pustkowiach. Szczególnie wobec osób z wilkorem przy boku. - Najpierw trzeba porządnie to opatrzyć. – Rzucił spokojnie James po ruszył w stronę kobiety. Powoli, zachowawczo, w typowym dla siebie drapieżnym stylu. W normalnych okolicznościach pewnie już byłby przy niej, ale jebany wilkor to nie są normalne okoliczności. Cały czas kontrolował jego położenie gotów cisnąć nożem w czaszkę zwierzęcia.
  6. Co do sonaru to jeżeli MG uzna, że coś nie tak to po prostu edytuję post, jakkolwiek nie ma z tym problemu. Być może też pomyliłem bohaterów, możliwe, wieczorem pewnie znajdę czas i poprawię ewentualne błędy. // Już wiem skąd moja pomyłka. Brak artów postaci w odpisach. Zaraz poprawię.
  7. James Pippen Oczywiście, że nie wyjdzie na tym źle. Ostatni, którzy próbowali go oszukać zostali utopieni w Missisipi. Stał jeszcze przez pewien czas nieruchomo z rękami w kieszeniach spodni odprowadzając Prestona wzrokiem. Czyżby to jest ten typ? Idealista? Dziecko błądzące we mgle? Nie podobało mu się miejsce, w którym się zatrzymali. Nie chodzi tu bynajmniej o wygląd zewnętrzny, lecz o sam plan. Zbytnio odsłonięte, zbyt dużo wejść i wyjść. Chociaż z drugiej strony co mogłoby zagrozić opuszczonej ruinie kiedy nieopodal jest tętniące życiem miasto? James otworzył lekko skrzypiące drzwi i rzucił szybko okiem na ilość benzyny w baku licząc, że magicznie został napełniony. Nic z tego, liczba wciąż była bliska zeru więc westchnął ciężko nie za bardzo wiedząc co ze sobą począć, więc postanowił jeszcze raz sprawdzić ekwipunek drugim okiem, jednak obserwując otoczenie. Co z tego, że sprawdzał wszystko wczoraj? Przezorny zawsze ubezpieczony. Nie uszła jego uwadze reakcja żołnierza na upomnienie się o zapłatę. James całkowicie rozumiał zaistniałą sytuację. Najmując ludzi powinieneś liczyć się z kosztami. Jeżeli nie możesz ich pokryć to nie wynajmujesz innych. Mechanizm prosty acz skuteczny. Pobijcie się jeszcze. Proooszę no, pobijcie się! Swoją drogą, ciekawe skąd ta szrama u jego towarzysza. Nie, nieważne, ale skurwysyn jest twardy, muszę na niego uważać w razie czego.Na słowa o kontakcie z bazą i braku materiałów wybuchowych machnął tylko ręką odnotowując fakt, że najpierw bawił się w „wujka dobra rada” a dopiero potem zweryfikował swoje słowa. Trzeba go będzie mieć na uwadze. Za dużo gada o swoim honorze i płaceniu długów. Podejrzenia nie były bezpodstawne bo, jak powszechnie wiadomo, krowa, która dużo muczy mało mleka daje. Po skończonych oględzinach zamknął bagażnik i wlepił swe błyszczące oczy w tropiciela. - Warto. Na arenach zawsze można coś ciekawego wygrać. Uzupełni się wachę, skleci prowizoryczne ładunki i oskubie kilku frajerów. – Rzucił szybko. O ile Preston potrafi coś poza gadaniem. Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź zabrał się do przeparkowywania swojego coupe. Cykl doby powoli dobiegał końca. Paradoksalnie największym zagrożeniem była trójka obcych, z którą związał swój los. Przycupnął więc pod ścianą tak, aby mieć widok na całą trójkę. Oni nie ufali jemu, on nie ufał im, lecz uznał, że skoro łączy ich wspólny cel i cierpią na deficyt ludzi nic złego w najbliższym czasie nie powinno się stać. Co wcale nie oznacza, że całkowicie się rozluźnił. - Więc… - Zaczął powoli - …jakie plany na jutro? Poranna wizyta w mieście?
  8. Yep, z mojej strony nic.
  9. Imię: James Pippen Pochodzenie: Człowiek z… nie twój zasrany interes Cecha z pochodzenia: Wszechstronność do kwadratu (Urodzony morderca) Profesja: Gladiator Cecha z profesji: Łyżeczka Specjalizacja: Ranger Współczynniki: Budowa 12 Zręczność 16 Charakter 17 Percepcja 16 (15+1 z podchodzenia) Spryt 10 Umiejętności: Sprawność (5 punktów) Kondycja 1 Pływanie 1 Wspinaczka 1 Walka wręcz (Urodzony morderca i19 punktów) Bijatyka 2 Broń ręczna 5 Rzucanie 3 Prowadzenie pojazdów (3 punktów) Samochód 1 Zdolności manualne (12 punktów) Zwinne dłonie 4 Broń strzelecka (8 punktów) Pistolety 3 Negocjacje (15 punktów) Zastraszanie 3 Perswazja 2 Zdolności przywódcze 1 Medycyna (5 punkty) Pierwsza pomoc 1 Leczenie ran 1 Leczenie chorób 1 Kamuflaż (20 punktów) Skradanie się 3 Ukrywanie się 3 Maskowanie 3 Sztuczka: Nożownik Choroba: Zwapnienie płuc Ekwipunek: Podstawowa: koc, derka, plecak, aluminiowy kubek, aluminiowa miska, łyżka, znoszone spodnie, koszulka, wełniany sweter, skórzany płaszcz, skórzane rękawiczki, fedora, nóż, igła, nici, Calcidis (dawka na 7 dni) Dodatkowy: Magnum + 12 naboi .44, 3 noże, kompas, lina, niezbędnik wojskowy, manierka, menażka, zapalniczka, Calcidis (dawka na 7 dni), apteczka (2 bandaże, opaska uciskowa, opaska elastyczna, nożyczki, rękawiczki, woda utleniona), czarne BMW E36, dwie paczki fajek Formularz: 1.Wysok, mający na karku 24 lata, przeciętnie zbudowany facet o przeraźliwie bladej skórze o ruchach przypominających bardziej drapieżnika niż człowieka. Ubrany w płaszcz i czarne, skórzane rękawiczki. Puste, błękitne oczy dopełniane przez kruczoczarne włosy i niesłyszalne wręcz kroki zdradzają brak chęci do zwady. Pozorny. Postronni nie wiedzą, że gość z 3 ukrytymi nożami, Magnum służącym zazwyczaj jako straszak i umiejętnością zabicia ich tysiącem innych rzeczy w pomieszczeniu czeka tylko na frajera, który odważy się go zaczepić. 2. Wystarczy jedno spojrzenie. Jeden gest ręką, jedno słowo i większość osób odpuszcza. James rzadko się odzywa a to, ile razy o sobie opowiadał można policzyć na palcach jednej ręki kiepskiego kowala. 3. Oni mówią, że to brutalność. On woli nazywać to sztuką, której nie rozumieją. Oni nazywają go rzeźnikiem. On woli być nazywany chirurgiem. Uczucia? Pewnie jakieś zostały, lecz James nie jest zbyt wylewny. Woli zachować je dla siebie, lecz jednego nie można mu odebrać. Lojalności i miłości do muzyki. Damscy bokserzy, natomiast, to zupełnie inna sprawa. Jak daleko pamięcią by nie sięgnąć każdy skończył zasztyletowany na miejscu lub we własnym mieszkaniu. 4. James nie rozpamiętuje przeszłości, to przestało być istotne w chwili, w której stało się minionym wspomnieniem. Matka umarła na rękach chłopaka jak miał 16 lat a ojciec pewnie gdzieś dalej walczy na arenach południa. Żeby być szczerym to Jamesa nie za bardzo obchodzi jego los, ojciec nigdy nie kwapił się do poświęcania mu zbytniej uwagi. Rodzeństwa też nie ma. Na świecie opanowanym przez Molocha i radioaktywność James wędruje sam, bez planów na przyszłość, bez większych perspektyw, bez bliskich osób. 5.Mimo, iż ojciec Pippena, Michael, był niezłą szują to zdołał mu przekazać słowa, dzięki którym mógł zajść tak daleko. „Pamiętaj, ze życie cię wyrucha. Wielokrotnie. Bez wazeliny. Postaraj się żebyś to ty, dla odmiany, wyruchał życie.” 6.W tym samym dniu, w którym wyrzucono go z areny za spalenie żywcem 3 osób ktoś mądry stwierdził, cytuję, „Ten popierdoleniec będzie żył wiecznie. Śmierć ma zbyt ciężkie gacie żeby po niego przyjść”. Gdy sytuacja robi się gorąca to James magicznie… znika. Nie interweniuje, dopóki nie poczuje się zagrożony. Historia: Gdzie się urodził i wychował? W… a nie, zaraz, co cię to obchodzi? Książkę piszesz czy z policji jesteś? Uważaj jakie pytania zadajesz bo możesz otrzymać na nie odpowiedź. Co? Aż tak cię to obchodzi? Dobra, jak ci powiem, że on sam tego do końca nie wie to mi uwierzysz? Nie? Racja, ludziom takim jak ja się nie wierzy. Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia bo nigdy mi o tym nie powiedział. Znaczy, gdzie się wychował. Wiesz… James jest trochę… hmm… jak to powiedzieć… inny? Tak, to chyba dobre słowo. Rzadko usłyszysz coś o jego przeszłości. Świętej pamięci matka pochodziła z Teksasu; twarda była z niej sztuka, ale poświęciła się medycynie. Ojciec dla odmiany wychował się w Phoenix, w Arizonie.Poznali się na jednej z aren w Teksasie jak Michael był jeszcze młokosem a ona musiała go składać do kupy po nie do końca wymarzonym starciu z mutantem. Owocem tego związku był właśnie James, więc można snuć przypuszczenia, że przywlekł tu swoje dupsko aż z Teksasu, ale czort go tam wie, z takimi jak on nigdy nie wiadomo. Paradoksalnie rzecz biorąc jego ulubioną zabawką było coś, czego dzieci nie powinny się tykać. Zwłaszcza siedmioletnie. Otóż James bardzo lubił bawić się wysłużonym, wojskowym bagnetem, a jego ulubionym zajęciem było szlajanie się bez celu po okolicy. Z jednej strony to trochę dziwne, ale z drugiej… jakbym miał takiego ojca to też wolałbym przebywać poza domem.Nie to, że w domu panowała przemoc, co to to nie. Michael zwyczajnie nie poświęcał mu uwagi, więc logicznym jest, że chłopakowi brakowało ojcowskiej formy miłości.Któregoś wieczora Christina nie wracała przez dłuższy czas od przyjaciółki. Jeszcze wtedy naturalnym odruchem Jamesa była troska o swoich bliskich, więc poszedł jej szukać. Z jego znajomością miasta i naturalnymi zdolnościami do unikania kłopotów dość szybko ją znalazł. W kałuży krwi i 4 dziurami w piersi. Próbował jej pomóc jak tylko mógł, ale było już za późno. Za późno o 5 minut. Szesnastoletni chłopak poprzysiągł zemstę, której ostatecznie dokonał. Co? Nudzi cię to? Dobra, nie będę mówił o wszystkich tych kłopotach, w które się wpakował. Zamiast tego streszczę to tak krótko jak potrafię. Krótko po tym wyjechał z rodzinnej miejscowości z własnej, nieprzymuszonej woli. Czy to chciał uciec, czy bał się odwetu, czy po prostu dręczyły go koszmary. Nie wiem stary, naprawdę nie wiem. A może po prostu nie czuł głębszej więzi z tym miejscem i poczuł się gotowy wyruszyć w świat? Cóż… nie dziwię mu się, już nic go nie trzymało w miejscu po śmierci matki. Na odchodne usłyszał tylko słowa, które już przytaczałem,więc nie każ mi się powtarzać. Ok? No, rad jestem, że się rozumiemy. James po odejściu utrzymywał się z walk na arenach i rabowaniu trupów frajerów twierdzących, że taki szczyl to łatwy cel. Szybko odkrył, że ekscytuje go ten ostatni błysk w oczach umierającego człowieka gdy nóż leci w kierunku odsłoniętego gardła a usta wydają bezgłośny dźwięk „nie… proszę… nie rób tego”. Najlepsze jest to, że nikt się nie pruł. Przecież wszyscy widzieli, że to ten łysy zaczął a dzieciak się tylko bronił. Przez cały ten czas zwiedził sporą część stanów. Nauczył się strzelać i prowadzić samochód. Co znowu? Aaa tak, miało być zwięźle. Dobra, jak tam chcesz. Z Detroit musiał spieprzać po tym jak naraził się Sand Runnersom. Do dzisiaj tam nie zagląda, ich szef chyba bardzo lubi chować urazy. Co on tam jeszcze… aaa, tak. Missisipi wspomina bardzo dobrze po tym jak próbowali go czterokrotnie oszukać i dwukrotnie utopić w rzece. Wszystko skończyło się na 13 trupach i podróży do Vegas, gdzie od roku lat jest całkowicie spalony. Na samą myśl o tym, że miałby tam znowu pojechać dostaje gęsiej skórki.Bo widzisz… nie samą walką człowiek żyje. Czasem trzeba się rozerwać, bracie! Zapomnieć o całym tym syfie otaczającym świat i o chorobie! Widzisz, to takich samych wniosków doszedł James jadąc do Vegas. Zatrzymał się na dłużej bo żył, wystaw sobie, dwa lata. Od 20 do 22 roku życia. Regularnie odwiedzał kasyna, w których, a jakże, oszukiwał jak tylko mógł.. Lekko „szturchnąć” kość tak żeby nie zauważyli? Bez problemu. Wyciągnąć potrzebną kartę z rękawa? W to mi graj. Zastraszyć innych graczy? Dlaczego nie! Cóż… w końcu się połapali, więc musiał zostawić praktycznie wszystko i spieprzać jak najdalej. Jego morda pewnie do dzisiaj wisi w kasynach a właściciele chcą pogruchotać mu kości jak tylko pojawi się gdzieś w okolicy. Cały cholerny dobytek, na który tak „pracował” został w mieście hazardu, dziwek i alkoholu. Jak to mówią „raz na wozie raz pod wozem”, co nie? Ty, co ty się dalej gapisz? Miałem się sprężać to się sprężyłem. Co, liczyłeś na jakąś heroiczną opowieść, w której James zabija mafiosów, przejmuje ich środki dochodu i żyje sobie nie martwiąc się niczym? Daj spokój… znając go pewnie sam wyjechałby po max roku gdyby po niego nie przyszli.Gdzie teraz jest? Nie wiem, kurwa, człowieku odczep się. Jeździ pewnie po Stanach bez celu jak to on.
  10. James Pippen Przymknął oczy nie wychodząc przez pewien czas ze swojego wysłużonego wozu. Żeby być szczerym to sytuacja mu jakkolwiek nie odpowiadała. Kilka godzin temu mógł umrzeć z rąk jakiegoś pieprzonego mutanta a teraz siedzi bez benzyny na jakimś zadupiu z 3 przypadkowymi osobami. Jednego był pewien – musi znaleźć paliwo. Jedynym plusem tej sytuacji jaki dostrzegał James było niedaleko położone miasteczko. Wymieni się fajkami w zamian za paliwo i odjedzie w swoją stronę, lecz chwilowo jest uziemiony. Przyjezdni w zmroku, których nigdy wcześniej nie widziano zamiast chlebem i solą witani są dwururką i toporem. Fajki chodliwy towar, nawet jak żaden z nich nie pali to łatwo można je opchnąć w pierwszej lepszej mieścinie. Zdjął ręcę z kierownicy gasząc silnik, lecz kluczyki w stacyjce zostały. Skórzane rękawiczki i fedorę zostawił obok, na siedzeniu pasażera. Drzwi BMW zaskrzypiały a z samochodu wyłonił się przeraźliwie blady, dość wysoki człowiek ubrany w ciemnogranatowe, dopasowane jeasny, czarną opinającą koszulkę z narzuconym na wierzch skórzanym płaszczem sięgającym połowy ud. Na nogach leżały czarne skórzane buty z lekko zdartymi czubkami. Cała broń była ukryta, lecz co uważniejsi mogli dostrzec kaburę z przenośną miniarmatą, której strzał zostawiał na ścianie plamę złożoną z krwi i resztek mózgu ofiary. Oparł się nonszalancko o bok wozu wlepiając swe zimne, pozbawione emocji i wyrazu oczy w Pitta. On za dużo gada. Nie wiedziałem, że słowotok jest chorobą. Do uszu nożownika dotarły oczywiście jego słowa, lecz zignorował rękę. Nie poruszył się ani o milimetr. Po prostu tak stał. Nie mrugał. Nie odzywał się. Możnaby odnieść wrażenie, że z samochodu wysiadł kamienny posąg. Nie poruszał nawet gałkami ocznymi najwyraźniej na coś czekając. Po pewnym czasie nastało milczenie. James był ciekaw czemu. Czyżby czekali aż rzuci się w objęcia ze szczerą chęcią bezinteresownej pomocy w imię „naprawy kraju” i służbie ojczyźnie? Tej samej, która stała się kupą gówna pełną bandytów, mutantów i stworów Molocha? Nożownik obrócił głowę przenosząc spojrzenie na towarzysza Gordona. Kąciki ust drgnęły nieznacznie w czymś co miało przypominać szyderczy uśmiech. - Tylko tym? – Uniósł brwi zdziwiony przenosząc oczy ponownie na Pitta. W tych oczach było coś… coś nieludzkiego. Normalni ludzie tak nie wyglądają. – Nieważne. Wystarczy tyle, że nazywam się James i nie jestem zainteresowany, jak to określiłeś, „naprawą kraju”, ale za odpowiednią cenę mogę użyczyć swoich usług. – Według Jamesa każdy ma swoją cenę a ci, którzy zapewniają o swoich ideałach, o tym, że nigdy się nie sprzedadzą i do końca życia będą walczyć w obronie słusznej sprawy giną gdzieś w rynsztoku. Każdy ma swoją cenę. Każdy. W tym świecie nie ma miejsca na idealizm a ludzie twierdzący inaczej są głupcami. Głupcami gotowymi umrzeć za coś niematerialnego, za ich wyimaginowaną wizję świata nie mającą prawa się spełnić. Lecz oni tego nie dostrzegają. Są jak dzieci błądzące we mgle bez opiekuna. Trudnie się głównie zabawianiem tłumów na arenach, oszustwach i szeroko rozumianym pozbawianiem innych życia. Jednakże nie to jest teraz ważne. Pomówmy o zabiciu tego ścierwa i o tym, co dostanę w zamian. Nie musisz mnie wprowadzać bo w dupie mam dla kogo robię i w jakim celu. To nieistotne. – Mówiąc to wszystko nie gestykulował. Wargi poruszały się praktycznie niezauważalnie, lecz w niesamowitym tempie. Zwęszył cel, którego przez ostatnie tygodnie poszukiwał. Szczerze powiedziawszy przeciwnicy z aren zaczęli go nudzić a pierwszy lepszy osiłek z baru stanowił jeszcze mniejsze wyzwanie. Czerw. To jest to, czego tak od dawna potrzebował. Ten zastrzyk adrenaliny, wyostrzone zmysły, serce wyskakujące z piersi… James nie czuł tego od dawna. Zmienił więc zdanie. Zostanie na chwilę i zobaczy co z tego wyniknie. Jeżeli natomiast żołnierzyk spróbuje go na końcu oszukać… Trup w tę czy w tę nie zrobi większej różnicy.
  11. Yup. Też wolałbym uniknąć zbędnego spamu i dialogi robić na discordzie/docu. Bo nagle się okaże, że zrobił się jeden, wielki burdel i żeby zobaczyć ostatni odpis trzeba będzie się przekopać przez 3 strony odpisów zajmujących, uwaga, 2 linijki.
  12. To jeszcze moje pytanie. Kartę tutaj wstawić?
  13. //Uprzejmie proszę o prowadzenie dyskusji na poziomie wyższym niż rynsztokowy. Serdecznie zapraszam również do zapoznania się z regulaminem. Nyx
  14. Wylewam swoje wiadro hejtu na 6 odcinek. Pluję gęstą śliną. Hrrrffff, TFU!
  15. Nie zapędzaj się, halo, stop, gdzie leziesz. Nie rezygnujesz bo taka jest wola proroka WAAAAAGH! Ghazghkulla Maga Uruk Thraki. Przerwa wymuszona to nie przerwa. Mamy czas, można poczekać.