Egzio

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    121
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Egzio

  • Ranga
    Erpegowy nowicjusz

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

161 wyświetleń profilu
  1. A tam. Bez różnicy. Jak to w erpegach bywa, gdzie nie pójdziemy, to i tak wszystko się źle skończy
  2. Rikac Greatthane - Ile znalazła, to ja już nie wiem, bo zaświeciły się jej oczy jak facetowi na widok gołej cipy, a schowała mieszek najszybciej jak tylko mogła. Chyba myślała, że nic nie widziałem. Łasa na pieniądz, to widać. - odpowiedział Rikac krasnoludowi. Kiedy obaj wyszli z pomieszczenia, ujrzeli przed sobą Karla. Rikac wskazał palcem na pomieszczenie. - Graciarnia. Przeszukaliśmy co się dało, w nadziei że znajdziemy coś przydatnego, ale poza pięknie zdobionymi kuflami z wygrawerowaną literką ,,E'', nic specjalnego nie rzuciło nam się w oczy. - wyjaśnił towarzyszowi - Możesz wrócić i szukać dalej. Ale tam chyba... - wskazał głową na pomieszczenie w którym znajdowali się pozostali - Czekają na nas ważniejsze sprawy. Prawda? Rikac oparł się o ścianę, przyglądając się wieśniakom. Przysłuchiwał się im w milczeniu, ostrząc sztyletem jedną ze swoich strzał. Pomysł z eskortowaniem owych ludzi nie wydawał mu się wcale głupi, raz że przemawiała za nim czysta empatia i chęć niesienia pomocy, to w dodatku nie miał lepszych perspektyw. - Także chętnie pomogę. - odpowiedział. Po propozycji zgłoszonej przez Karla, na twarzy młodego łowcy pojawił się kpiarski uśmieszek - Doskonały pomysł, przenocujmy w domu w którym kultyści chaosu przeprowadzali chore rytuały, a z którym ofiary pewnie wiążą swoje traumatyczne wspomnienia. To na pewno wszystkim wyjdzie na dobre. Będąc szczerym, jestem pewien że szczególnie po tej powodzi, ktoś przyjdzie tutaj sprawdzić, czy z nimi wszystko w porządku. To niebezpieczny i głupi pomysł. Obstaję przy gospodzie, chyba że kupimy tylko prowiant, i od razu wyruszymy w drogę. Wieczorem rozbijemy obóz. To byłaby najrozsądniejsza opcja, przecież istnieje szansa, że po całym w mieście będą ich szukać.
  3. Wygląda ciekawie Przyjrzę się temu bliżej w weekend, i pewnie coś podeśle.
  4. Danny Foster Ta przeklęta sztuczna inteligencja widziała i wiedziała wszystko. Danny wiedział że maszyna go nie oceniała, a zadawanie takich pytań należy do jej zadań. Niemniej czuł się niezręcznie, tak jak gdyby stał przed nią nagi, całkowicie obnażony. Spojrzał na hologram, i skinął głową twierdząco. - W najlepszym. - odparł lakonicznie, wyciągając z plecaka paczkę tabletek. Po chwili przypomniał sobie, że w tych czasach SI jest równie pojęta co człowiek, a więc i musiała otrzymać wyjaśnienia. W innym przypadku mogłaby naciskać.. - To choroba. Przejściowa. Zapomniałem wziąć leków, nic czym należy się martwić. Jeśli możesz, nie informuj o tym naszych przełożonych. Nie komplikujmy sobie życia. - włożył jedną tabletkę do ust, i popił wodą. - Jeśli naprawdę chcesz pomóc, powiedz mi tylko, gdzie na tej łajbie będę mógł zajarać? - machnął paczką papierosów przed hologramem.
  5. Rikac Greatthane Młody łowca spodziewał się, że za tymi niepozornymi drzwiami może ich czekać więcej kłopotów, niż za drzwiami którymi zajmowali się pozostali. Tak podpowiadała mu intuicja, kiedy więc krasnolud wreszcie wyrwał drzwi, łowca naciągnął cięciwę jeszcze mocniej, gotów natychmiast zareagować. Rozluźnił się dopiero, gdy krasnolud odrzucił drzwi na bok. Przewiesił łuk przez ramię, i wszedł wraz z nim do środka. Ujrzeli zwykłą w świecie graciarnię, pozornie pełną mnóstwa niewartych uwagi przedmiotów. Łowca chwycił jeden z kufli, i przyglądał mu się uważnie. Odwrócił się w kierunku krasnoluda, któremu udało się znaleźć 7 monet. Zgodził się na układ zaproponowany przez Khergana. - Czwartą monetę zachowaj dla siebie. - odparł - Może jak już się z tym uporamy, po prostu postawisz mi piwo w gospodzie. - odłożył kufel, słysząc krzyk Marie. - Wszystko gra, u nas czysto! - spojrzał na krasnoluda - Nie mów im tylko, że znaleźliśmy tutaj pieniądze. Lucien i Marie na pewno nie będą mieli z tym żadnego problemu, ale Lavina... cóż, wygląda mi na taką, co to mogłaby nas okraść, i tyle byśmy ją widzieli. Nie kuśmy losu.
  6. Danny Foster - [...] pańskie doświadczenia z Ziemi w walce ze siłami inwazyjnymi Żniwiarzy z pewnością się przyda. Na szczęście komandorze, to już przeszłość. Przymierze tak jak obiecało postawiło cię na nogi Foster i teraz jesteś już zdolny do dalszej służby. Dalsze słowa kapitana Danny słyszał jakby przez mgłę. Coś w nim pękło. Bańka która rosła od momentu w którym Wojna ze Żniwiarzami się zakończyła po prostu buchła. Kiedy kapitan skończył, Foster słyszał w uszach narastający pisk. Dźwięki dochodziły od niego z oddali. Ruszył w kierunku wyznaczonej kajuty. Tęsknił za służbą, ale gdy w końcu został przydzielony na ,,Albę'', w jego głowie pojawił się szereg wątpliwości, i co Foster z trudem przyznał przed samym sobą - strach. Nie wiedział, kiedy ten się zjawił, nigdy w ciągu całego życia nie czuł się tak zaniepokojony. Widział wiele, a od dziecka jego życie stale wisiało na włosku, nie znał też pojęcia beztroski ani bezpieczeństwa. A jednak, Danny Foster, ten Danny który był gotów dosłownie wskoczyć w ogień za towarzyszami broni, zaczął powoli umierać. Na jego miejscu zrodził się zgorzkniały komandor Foster, człowiek który zapomniał jak być budzącym podziw odważnym i niezłomnym żołnierzem. Kiedy znalazł się wreszcie w swojej kajucie, poczuł się osłabiony, chwycił się za klatkę piersiową, oparł dłonią o ścianę, przez parę sekund wciągał głęboko oddech. Atak paniki. Zbliżył się do kranu, i włączył wodę, włożył swoje dłonie do zimnej, lodowatej wody, i ochlapał nią twarz. - Ogarnij się, Foster! - warknął szeptem. Podniósł wzrok, spoglądając na siebie w lustrze - Sam tego chciałeś. Nie ma już odwrotu. Pora wrócić na ścieżkę wojenną, przywiązać się do towarzyszy, a potem ich wszystkich tracić... Takie jest twoje przeznaczenie Foster. Nie próbuj sobie wmówić, że jest inaczej. Pogrzebiesz wszystkich którzy ci ufali, będziesz to robił już zawsze do momentu, aż oni nie pogrzebią ciebie. Tym jesteś. Obserwatorem, który ogląda kostuchę w akcji, i nie chce przerwać projekcji przed jej końcem. - usiadł na krześle. Powoli już się uspokajał, skarcił się w myślach za tę chwilę słabości. Lekarze nazwali to ,,stresem pourazowym'', ale Foster uważał że to coś innego. To duch Danny'ego nadal go prześladował. Ten wrażliwy i zbuntowany chłopiec którego Foster wewnątrz siebie stłamsił i brutalnie zamordował.
  7. Te, które otwiera krasnolud. Cała reszta jeszcze żadnych drzwi nie otwiera, robią podchody Ale już edytowałem, bo niepotrzebnie zwróciłem się do ciebie w liczbie mnogiej.
  8. Rikac Greatthane Rikac spojrzał za odchodzącym krasnoludem, ale nie odpowiedział mu ani słowem. Nie umiał dobrze mówić po bretońsku, a w księgach które studiował i które posłużyły mu do nauki, nie stroniono od używania słowa ,,krasnal'' w odniesieniu do krasnoludów. Widocznie dla przedstawicieli tej rasy był to zwrot obraźliwy. Warto było to zanotować w pamięci. - Mam czym się bronić. Ty też powinnaś. Wezmę lampę. - odparł, gdy Lavina już się zjawiła. Odebrał z jej rąk lampę, i ruszył przodem, wchodząc do piwnicy. Odwrócił się, słysząc jej uwagę. - Jak się zepsuje, to znajdziesz sobie nową. - rzucił opryskliwie. Rikac ujrzał krasnoluda starajacego się otworzyć drzwi, odsunął się od Laviny i reszty drużyny, a następnie zbliżył do krasnoluda, położył lampę na ziemi, zdjął łuk z pleców, i wycelował prosto w drzwi. - Nie uważam żeby to był rozsądny pomysł, ale... - zaczął mówić w kierunku krasnoluda, ale przerwał, zabrakło mu pomysłu na to, jak mógłby dokończyć swoje zdanie. - Po prostu to otwórz. Mam nadzieję że na nabawimy się od tego żadnej mutacji...
  9. Ode mnie odpisik będzie koło 20-21
  10. Faktycznie, mogłem o tym pomyśleć wcześniej Już dodałem. Dzięki za sugestię.
  11. EPILOG (informacje o powodach w pogaduszkach, powyżej) W trakcie gdy Gesine zadawała swoje pytania, ranny mężczyzna przebudził się, rozpoznając zamachowca. Resztką sił wskazał na Johanna Dunkela, ale nim Gunther zdążył jakkolwiek zareagować, Johann wbił mu swój sztylet w plecy, przebijając wątrobę. Gunther próbował wyciągnąć swoją broń, ale po chwilach i chwiejnych krokach padł trupem na ziemię. W kuchni znajdowało się okno, które pozwoliło rodzeństwu i Arveinowi uciec z nieszczęsnej gospody, ogłuszyli bądź zabili ostatniego świadka (kucharza), a następnie zawinęli się, i ruszyli w świat. Gdy Dunkelowie i Arvein nie wracali, pan Noh ruszył w kierunku kuchni, co dało Klarze i Reigmundowi czas na czmychnięcie cichaczem na zewnątrz, a w następstwie ucieczkę. Gwido mimo protestów stajennych i krótkiej szarpaninie z łysym mężczyzną, która zakończyła się krótką potyczką w wyniku której osiłek został ranny, ruszył za nimi. A co z Gerwinem Pfisterem, panem Goldfreyem i Nohem, i resztą? Tego nigdy się nie dowiedzieliście. Nie byliście w gronie podejrzanych o jakiekolwiek zabójstwo. Słyszeliście że kapitan straży zginął straszną śmiercią, choć nie mówiono o szczegółach. Nikt nie wiedział nawet, że byliście częścią tego dziwnacznego planu, przygotowanego przez żołnierzy Imperium, na którego drodze stanęli introwertyczni właściciele gospody wybudowanej na odludziu. A syn Gerwina? Część z was mogłaby przysiąc, że oficer który przechadzał się rok później po ulicach Altdorfu, wyglądał dokładnie tak, jak on. Młody, choć znacznie bardziej pewny siebie. A u jego boku stał pan Goldfrey. Ale może to tylko zwidy? W Starym Świecie przecież prawie wszyscy ludzie posiadają swoje sobowtóry. KONIEC.
  12. Rikac Greatthane W czasie, gdy Rikac tłumaczył Lavinie, dlaczego nie zamierza krzywdzić mężczyzny którego noga zwisała z parapetu, rozległy się krzyki. Młody łowca ujrzał twarz mutanta, i już zamierzał gwałtownie zareagować, wypuszczając strzałę prosto w jego kierunku. Tymczasem mężczyzna sam zsunął się z parapetu, i runął z hukiem na ziemię. Rikac przewiesił swój łuk przez ramię, a strzałę włożył z powrotem do kołczanu. Spojrzał na towarzyszkę. - Cierpliwość nam się opłaciła, ja nadal mam dziesięć strzał w kołczanie zamiast dziewięciu, a skończyło się tak jak skończyłoby się przy każdym zaproponowanym przez ciebie scenariuszu - odparł beznamiętnie. - Jego zgonem. Różnica jest taka, że przynajmniej nie mam go na sumieniu. Gdy Lavina przeszukała ciało, Rikac schylił się i zabrał sztylet. Nie miał żadnej broni do walki w zwarciu, więc uznał że ostrze rzeczywiście może mu się przydać. Łowca spojrzał na zbliżającego się krasnoluda. - Już po imprezie, krasnal. To przeklęty mutant, trzeba założyć, że może być ich tu więcej. Widocznie mieli tu jakąś kryjówkę, czy coś w ten deseń - rzucił. - Musimy sprawdzić tę piwnicę. - wskazał głową na wejście na podwórzu. - Lavina zaraz przyniesie nam jakieś lampy.
  13. Przypominam że czas macie do północy, a jak do tej pory brakuje mi aż czterech odpisów @EDIT @Nadia @Smalauk @Vadeanaine @franekfrog @Rrr @Ufeu Z przykrością piszę, że straciłem chęci i wenę do prowadzenia tej sesji, a nie chcę też ciągnąć niczego na siłę ku uciesze tej garstki osób, które rzeczywiście wykazują odrobinę zainteresowania. Zastanawiałem się nad tym już od grudnia, a dzisiaj - godzinę przed dedlinem, kiedy brakuje mi 3 odpisów, podjąłem ostateczną decyzję. Widzę że zaangażowanie powoli wygasa, a jeśli to ma się toczyć w takim tempie jak do tej pory, to do końca tego roku nie zrealizowalibyśmy nawet połowy fabuły. W komentarzach też nie udziela się prawie nikt. Nie widzi mi się stanie nad wami i upierdliwe upominanie się co chwila o odpis. Skoro nie odpisujecie sami z siebie, to i ja nie zamierzam was do tego zmuszać. RPG mają sprawiać przyjemność, a jeśli hobby zamienia się w obowiązek, to lepiej sobie odpuścić. Może mój scenariusz był niewystarczająco interesujący, a może nie. Nie będę tego teraz roztrząsać. Po prostu coś nie pykło. Z tej sesji rezygnuję, ale postacie zostawiam przy życiu. Jeśli ta część z was, którzy w Warhammera grać chcą, a i będą skłonne angażować się na bieżąco i zgłaszać nieobecności, zdecydują się wziąć udział w mojej kolejnej rekrutacji - chętnie przyjmę wasze postacie ponownie. Tym samym zamykam tę sesję, choć nie twierdzę że do pomysłu nie wrócę, rodzina Pfisterów ma jeszcze wiele za uszami, co warto byłoby w przyszłości kiedyś poruszyć Żeby nie zostawiać was z niczym, przygotowałem krótką fabularną notkę, dotyczącą tego, co wydarzyło się z waszymi postaciami. I tym akcentem żegnam się z wami Do przeczytania kolejnym razem!
  14. Możemy może po prostu skrócić tę turę? Nie ma co przeciągać tego na cały tydzień.
  15. Ja nie mam. Wydaje mi się że zapytano go już o wszystko, co się dało