Teapunk

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    235
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Teapunk

Profile Information

  • Gender
  • Location Wrocław

Ostatnie wizyty

1131 wyświetleń profilu
  1. Steven - Jak dla mnie plan działa - odparł krótko i wzruszył ramionami. Nie za bardzo chciał wracać do domu, biorąc pod uwagę co tam nastąpiło. Może ktoś bardziej skupiony na dobrach materialnych bardziej przejąłby się brakiem dostępu do nich i tym co się z nimi stanie pod jego nieobecność. Stevenowi bardziej jednak brakowało samego mieszkania i bezpieczeństwa, które zapewniało. Teraz miał za to uwagę, coś czego zawsze potrzebował. Cóż, częściową cenę za nią już poznał, a to dopiero początek. - Swoją drogą, Sara, czy fioletowi mają jakieś słabe punkty? Udało mi się jednego oślepić i chyba nawet oberwał jak normalny człowiek... - wzdrygnął się na samą myśl - Każda informacja się przyda.
  2. Ode mnie odpis jutro, najpewniej z rana.
  3. Steven Odetchnął z ulgą kiedy country przestało grać. Był człowiekiem o bardzo pozytywnym nastawieniu do wszystkiego, ale country nie cierpiał. Informacja, którą podali w radiu chwilę później nie była jednak lepsza. Zaniepokoiła go ta przerwa w dostawie prądu. O samym świetle i energii akurat trochę wiedział i nie podobało mu się to w ogóle. - Potwierdzam - przytaknął na wyjaśnienia Ismaela - Tyle że samo pobranie energii z całego świata wymaga... No, to coś było już w cholerę potężne jeszcze przed pięcioma sekundami - ucichł na moment. - A, tak. Moja moc pozwala mi właśnie na manipulowanie światłem i ciemnością - wyjaśnił z lekkim uśmiechem - Ale całego świata bym nie umiał przygasić - dodał szybko, na wypadek gdyby ktoś go zaczął podejrzewać - Mój główny sukces superbohaterski to pokazywanie dzieciom jak przechodzić przez ulicę. W filmie instruktażowym, w sensie. Miałem nawet kostium - umilkł. Alkohol nieco za bardzo rozwiązał mu język. Upił kolejny łyk, żeby w jakiś sposób zapełnić ciszę i zagryzł frytką. Niezbyt eleganckie, ale bywało gorzej. - Nie wykryją nas tu? - zmienił temat - No bo wiecie, cała masa ludzi z mocami w jednym miejscu. Pewnie wydzielamy jakąś energię czy coś takiego - wyjaśnił, wymachując frytką - Fioletowi nas przecież jakoś znaleźli. - John, pewnie byś ich od razu nie wykrył, za mało "ekstremalnie" - powtórzył słowa mężczyzny - Tyle że Ismael może cię wzmocnić. Dobry pomysł? - spojrzał pytająco na pozostałych.
  4. Steven Chciał zaprotestować i zaproponować, żeby wrócili do jego mieszkania. Może fioletowi się już wynieśli. Wzmianka o restauracji uświadomiła mu jednak od jak dawna nie jadł. W ferworze całej sytuacji całkowicie o tym zapomniał. Miał tylko nadzieję, że restauracja okaże się przyjazna dla psów. Rozejrzał się gdy tylko dojechali na miejsce. Cóż, kiedy zobaczył jak wygląda ta "restauracja" miał pewność, że nie zrobi im różnicy jeden pies. Być może obojętna byłaby im też cała wataha. Steven, jako aktor, który bardzo często był "pomiędzy pracami", bywał czasami i w takich lokalach. Szczególnie za namową innych, podobnych sobie znajomych. Nie przeszkadzało mu to zbytnio. Dostosować się. To było najważniejsze dla takiego aktora jak on. Po przywitaniu Connora z ludźmi siedzącymi przy barze założył, że to mogą być jego nowi koledzy z drużyny. Kiedy jednak gość na którego mówili Butler złapał go za policzki, krzycząc przy tym i robiąc zamieszanie, Steven poczuł się.... co najmniej niepewnie. Chciał już zaprotestować, ale wtedy świr wyciągnął broń. Pierwszym instynktem było strzelenie mu światłem po oczach albo zniknięcie w cieniu, ale sytuacja była co najmniej dwuznaczna, biorąc pod uwagę, że to niby mieli być ich towarzysze. Sznycel ujadał, gotowy zaatakować gościa w kapeluszu. - Hej, no co ty... do nowego kolegi? - nawiązać kontakt z napastnikiem. Żadnych gwałtownych ruchów. Nie zadziałało. Nadal wpatrywał się w wycelowany w niego pistolet. Chciał już coś powiedzieć, jakoś zareagować, ale Butler się roześmiał i zaczął go traktować jak najlepszego przyjaciela. Steven nie sądził, żeby jego słowa w jakikolwiek sposób wpłynęły na Butlera. Gość z całą pewnością był zwykłym świrem. Wymusił uśmiech. Był jednocześnie roztrzęsiony, odczuwał ulgę, ale też nadal pozostawał czujny. Z takimi nigdy nie wiadomo - Tak, świetny żart - potwierdził. Nutę fałszu w jego głosie dało się wyczuć na kilometr. Do tego musiał jeszcze uspokoić psa, który prawie rzucił się na detektywa. Westchnął - Dla mnie tonik - powiedział do barmana - Niech będzie z ginem - dodał po chwili, uznając, że alkohol pomoże mu się rozluźnić - Tylko nie za dużo. I frytki. Dosiadł się do reszty, kiedy dostał to co zamówił. - Dobra, panie Indiana Jones - spojrzał na Butlera. Ze stresu pił chyba nieco za szybko - Steven jestem. Żarty lubię, ale ta akcja przy barze to chyba trochę za dużo, co? - zapytał karcąco - No bo jak mamy ze sobą pracować to się trzeba dogadywać, a jak mamy się dogadywać skoro od razu coś takiego, co? - uświadomił sobie, że właściwie powtórzył to co mówił Ismael, tylko nieco mniej składnie - Tak jak mówił kolega - poklepał Ismaela po ramieniu i uniósł szklankę w geście przypominającym toast. - I to drugie co Ismael powiedział. to też ma sens - dodał, kiedy ten zadał pytanie.
  5. Zawsze wychodzę z założenia, że sesja to nie szachy, żeby każdy miał czekać na swoją kolej. Wyraźnie zaznaczyłem, że moja postać głównie przysłuchuje się reszcie, zajmując się czymś innym i rzucając tylko pojedyncze pytania od czasu do czasu. W związku z tym również czekałem na reakcję na posty reszty graczy. Wydaje mi się, że problem w tym przypadku to trochę inne oczekiwania co do samej sesji. Tak czy inaczej, jestem nadal chętny na kontynuowanie sesji jeśli reszta jest za.
  6. Neil Wysłuchał co reszta miała do powiedzenia. No jasne, pewnie że każda decyzja ma znaczenie i trzeba liczyć się z konsekwencjami. Rogers mówił rzeczy oczywiste, ale cóż, czasami na tym chyba polega nauczanie. - Tak, pierwszy plan był w porządku. Mogę być w drużynie z Hawkeyem. Ja lepiej działam z bliska, Hawkeye zasięgowo - wyjaśnił krótko - Jest to jakaś różnorodność - powiedział, wzruszając ramionami, nie wiedząc za bardzo co można jeszcze powiedzieć na temat swojego wyboru. - No, to wszystkim podział odpowiada, prawda? - spojrzał zarówno po towarzyszach, jak i nauczycielach.
  7. Dla mnie pasuje. Jutro rano postaram się coś dodać od siebie.
  8. Steven - Dobry wszystkim, Steven jestem - powiedział z uśmiechem, jakby to było zwykłe spotkanie towarzyskie. Szybko jednak zwrócił uwagę na zestresowanego Sznycla. Kiedy inni dyskutowali na tematy wyższe, Steven próbował uspokoić psa. Jednym uchem nadal nasłuchiwał o czym mówią, żeby kompletnie nie wypaść z obiegu. O drużynie nie musiał rozmawiać. Był pewien że chce do niej należeć. Co do reszty... jeszcze ich nie znał, ale wydawali mu się... adekwatni. Jak będzie trzeba to się pewnie zgrają. - Ten lord nieśmiertelny, czy jak mu tam, nadal jest dzieciakiem? Czy się starzeje? - zapytał Steven, nie do końca będąc pewnym czy to właściwie ma jakieś znaczenie dla ich misji - Bo wiesz, jeśli go wyciągną to chyba warto wiedzieć czego się spodziewać - wyjaśnił, jakby samemu sobie wyjaśniając dlaczego w ogóle o to zapytał. - I siostry, już raz coś o nich mówiłaś. Co z nimi? - dodał po chwili - A, i właśnie, o co chodzi z tym, że Bogdan poświęcił swoją cielesną powłokę? - w jego oczach pojawił się błysk zrozumienia i, poniekąd, ekscytacji - Czy to znaczy.... że będziemy pracować dla ducha?
  9. Steven Wbiegł za resztą do sypialni, nadal trzymając pod pachą zdezorientowanego psa. - Zmieniasz się też w kota! Taką moc też dostaniemy jak to zapalimy? - zapytał ironicznie, jednak poniekąd mając nadzieję, że nie zaprzeczy - Zresztą, poradziliśmy sobie z nim bez problemu. Chyba damy sobie radę i bez tego, co? Usłyszał głos zza drzwi. To mogła być pomoc. Ale z drugiej strony.... - Sara, czy to coś potrafi naśladować głosy? - zapytał, teraz już nieco bardziej zaniepokojony. Nie doczekał się odpowiedzi. Jeden z ratowników wyciągnął telefon, żeby zadzwonić na policję. Przez chwilę był po jego stronie, ale musiał zareagować kiedy ten rzucił się na Sarę - Ej, kolego, spokojnie. W tej chwili mamy większy problem tam na zewnątrz - podniósł ręce w pojednawczym geście - Najpierw poradźmy sobie z tym czymś. W dłoniach wyciągniętych przed siebie powoli kumulował niewidzialną energię świetlną, żeby oślepić ratownika, jeżeli stanie się zbyt agresywny. Bardzo nie chciał tego robić, ale czasami nie było wyboru. Miał nadzieję, że zareaguje drugi ratownik, który pewnie potrafi uspokoić kolegę.
  10. Neil Przygotowywali się na bal. Nie on. Nudziły go takie zabawy, ale tak na dobrą sprawę niewiele potrafiło go zająć na dłużej. Hobby właściwie nie miał, a książki czytał bardziej żeby zapełnić czym czas między treningami a kolejnymi interakcjami międzyludzkimi, zupełnie od niechcenia. Przez ostatnie dni czasami trenował z własnej woli, ale były to treningi chaotyczne, niezorganizowane. Sam z siebie nie wiedział co robić. Dlatego właśnie szczególnie cenił sobie wszelką pomoc od starszych. Ucieszył się widząc trójkę Avengersów w salonie, ale nie dał po sobie tego poznać. Skłonił tylko głowę na przywitanie, ale ręce nadal pozostały w kieszeniach. Na wzmiankę o treningu nawet się lekko uśmiechnął. To było lepsze od balu. Widząc pole golfowe zaśmiał się gorzko, przypominając sobie że ostatecznie nigdy nie zagrał w golfa mimo tego że pochodził ze Szkocji, a także licznych zapowiedzi i obietnic rodziców. No, ale to było jeszcze przed zniknięciem brata. - Zgadzam się z Roxi - przytaknął - Ten podział też mi odpowiada - powiedział bez szczególnego przekonania. - Ale właściwie każda drużyna by działała, prawda? Bo trzeba tylko mocno uwierzyć w siebie i to co mamy w serduszkach! - powiedział głośno, z szerokim uśmiechem na twarzy, może nieco nazbyt sarkastycznie - Olek? Co myślisz?
  11. Było w jednym z postów pytanie do MG na temat tego co dzieje się z postaciami, które nie idą na bal, które na razie nie doczekało się odpowiedzi, a na którą to również czekam. Rozumiem, że mogło zaginąć przy takiej ilości postaci, jednak niegrzecznie byłoby się dopytywać w tak krótkim czasie.
  12. Ja jeszcze rozważam co ostatecznie wybrać. Jeżeli będzie jakaś scena podczas balu to Neil chętnie zostanie z drugą grupą. W przeciwnym wypadku, jeżeli wszyscy pójdą poza nim, planuję Neila zostawić gdzieś na obrzeżach szkoły, żeby angstował pod drzwiami
  13. Trzymam kciuki! Nie musisz się spieszyć, zaczekamy
  14. Z czystej ciekawości, jak sprawują się na forum PBF systemy Powered by the Apocalypse jak np. Pigsmoke? Nieco trudne wydaje mi się zachowanie formy naturalnej rozomowy, ale naprawdę chciałbym zagrać w coś takiego.

    1. Vrai

      Vrai

      Formy naturalnej rozmowy nie zachowasz. Możesz fragmentami ją emulować, dodawać jako zabawę narracyjną, ale musisz pójść na kompromisy w związku z tym, że grasz przez forum. Nie umniejsza to zabawie, wyjątkowym rozwiązaniom, które dają graczom możliwość wpływania na fabułę i tak dalej. Ja już dwa razy bawiłem się w PbA na forum i jedną grę super mi się prowadzi, drugą miłą wspominam :D Nie mówię, że to jedyny sposób, ale może coś Cię zainspiruje albo wręcz przeciwnie - pokaże, jak nie podchodzić do pewnych rzeczy, więc zachęcam do zajrzenia. (Obecnie: Atlasy zbuntowane [Masks], w Cieniu Przeszłości są Cienie pośród nas [Monsterhearts]).

    2. Therek

      Therek

      A obecnie jest jeszcze [R] do Dungeon World, który też jest PbA, więc jak chcesz się przekonać jak to działa, to spróbuj tam. :) 

    3. Vrai
    4. Teapunk

      Teapunk

      Dzięki za info! Jestem stosunkowo świeży, jeżeli chodzi o RPGi i dopiero co odkryłem całe PbA, które wydaje mi się czymś idealnym do mistrzowania na początek i ćwiczenia improwizacji. Już planuję sesję RPG w Pigsmoke na żywo ze znajomymi (która to byłaby moją pierwszą sesją jako MG). Jeśli wyjdzie dobrze to w jakiejś odleglejszej przyszłości postaram się pomistrzować coś na forum :D

    5. Vrai

      Vrai

      PbA jest super!!!!!!

  15. Neil Nie było zaskoczenia. Oczywiście, że skończyło się tak jak zakładał. Żadna z opcji nie była pozytywna. Nie zdarzyło się nic, co w jakikolwiek sposób pozwoliłoby im zachować twarz. Nie chciał, żeby Olek wygrał czy przegrał. Na dobrą sprawę nie wiedział czego chciał. Postał tam jeszcze chwilę, właściwie bez konkretnego celu, po czym prześlizgnął się między ludźmi i odszedł z rękami w kieszeniach, zostawiając za sobą wiwaty i krzyki tłumu. Tak naprawdę dziwił się samemu sobie, że w ogóle przyszedł. Mimo pesymistycznego nastawienia do świata, chyba miał jednak nadzieję na jakąś boską interwencję, deus ex machinę, która im pomoże. Nie tym razem.