GreK

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    36
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O GreK

  • Ranga
    Zaglądacz przezramienny

Previous Fields

  • Systemy RPG lubi
  • GaduGadu wieczorami
  • Tlen potrzebuje

Contact Methods

  • AIM nie zna
  • MSN pierwsze słyszy
  • Website URL nie ma
  • ICQ nie używa
  • Yahoo Yahuuuu!
  • Jabber no...
  • Skype też nie...

Profile Information

  • Gender Male
  • Location wieś
  • Interests tak

Ostatnie wizyty

234 wyświetleń profilu
  1. Chciałem tylko przypomnieć, że termin rekrutacji mija jutro. Jeśli nie otrzymam wystarczającej ilości KP, które będą odpowiadać moim wymaganiom, zamknę rekrutację a sesja nie zostanie otwarta. Edit: Dziękuję za nadesłane karty. Niestety z powodu niskiego zainteresowania sesja nie zostanie otwarta.
  2. @MashiroMashiro - skoro postać nie miała punktu zwrotnego, który ją ukształtował wrzuć jakąś scenkę rodzajową, która pokaże mi Twoją postać, jakieś jej zachowanie charakterystyczne.
  3. Śmiało. Zapraszam.
  4. Taki był zamiar aczkolwiek słowo, którego użyłem jest mi obce.
  5. Przejdzie... zapraszam.
  6. To miło, że przechodził. F.A.Q. uzupełnię jak siądę do komp. Edit: Uzupełnione.
  7. @Marass, piękny zwrot akcji. Pozdrawiam
  8. Chciałbym zaprosić do mojej rekrutacji Miasteczko Diamond Taint. Sesja storytellingowa w klimacie horroru, nie z gatunku tych co to zombi wychodzą i w mordę leją ale tych co w głowie siedzą ukryte. Ma być ciężko i paranormalnie.

    1. Pokaż poprzednie komentarze  3 więcej
    2. Deckard

      Deckard

      Gdyby nie masakryczny brak czasu, pozwalający mi na udział max w jednej sesji, to bym się zgłosił w ciemno, bo klimacik prima sort! Aż by się chciało pyknąć postacią w duchu prozy Cormacka McCarthy'ego <3

    3. GreK

      GreK

      Miło mi. Szkoda wielce. Może innym razem.

    4. Teapunk

      Teapunk

      Przymierzam się i przymierzam, żeby coś stworzyć, ale za każdym razem okoliczności takie, że mam wrażenie że będzie poniżej przeciętnej. Ogółem bardzo chętnie, bo brzmi jak coś co lubię, ale nie jestem pewien czy dam radę coś przyzwoitego wykrzesać. Zobaczy się.

    5. Zell

      Zell

      Dasz, dasz, ja też o udziale myślałam, ale aktualnie to w szpitalu siedzę możliwie do wtorku...

    6. GreK

      GreK

      @TeapunkTeapunk, kto nie próbuje ten w ciupie nie siedzi. Nie wyślesz to się nie dowiesz :)

      @ZellZell, zadziwiaj studentów, zadziwiaj :D

  9. Kombajn warczał niczym wściekły rottweiler, chrypliwym, nieco metalicznym głosem wydobywającym się z jego trzewi. Jakaś luźna zębatka uparcie stukała przy każdym obrocie ogromnego ślimaka. Jak prehistoryczny monumentalny gad wciśnięty w ciasny tunel, w którym mogły się minąć dwa tiry, łypiący płonącymi oczami, po którego ciele przebiegały spazmatyczne dreszcze. Z dwóch nozdrzy rzygał strumieniem wody, który z hukiem wrzynał się w ścianę, wyrywając kolejne pokłady ziemi i kamieni znikające zaraz w jego rozwartej paszczy. Drążył korytarz. Dwójka ludzi obsługująca kolosa wyglądała przy nim jak mrówki krzątające się przy dużym chrząszczu. Kolejne stemple wspierające nowo powstały strop stawiane były za przemieszczającą się powoli maszyną przez następną grupę osób. Taśmociąg transportował surowiec do kolejnego urządzenia zwanego sitem a stąd, po oddzieleniu cennego kruszcu, jeśli taki się znalazł w tonach bezużytecznej skały, do opuszczonych już, nieeksploatowanych tuneli, by tam pozostać na wieki. W pewnym momencie momencie potwór zakrztusił się, zawył przeciągle niczym raniony zwierz. Jeden z operatorów krzyknął coś wskazując na ścianę, lecz komunikat zginął w przeciągłym wyciu. Siła, którą trudno sobie wyobrazić poderwała kolosa kilka centymetrów w górę i rzuciła go z powrotem aż zadrżała ziemia. Z nie podpartego kawałka stropu sypnęły się odłamki skał na pracujących w dole górników. Głaz wielkości małego samochodu spadł na taśmociąg wykrzywiając go i przygniatając stojącego obok robotnika. Wszystko zasnuł kamienny pył. *** “Z ostatniej chwili…” Regionalny program został przerwany przez wstawkę Diamond Taint News. Opalona speakerka w schludnej garsonce uśmiechała się sztucznie czytając tekst z promptera. “W kopalni zanotowano kolejne tąpnięcie. Urządzenia zarejestrowały wstrząsy o sile 3 stopni w skali Richtera. Kierownik grupy geologicznej, pani Suzan Black mówi o pracach prowadzonych przez doświadczony zespół na trzecim poziomie. Wstrząs spowodował zasypanie chodnika a kontakt radiowy został przerwany. Na pomoc zasypanym pracownikom wyruszyła...” Kilka słów wstępu. Z czym do ludzi? Witam w rekrutacji do sesji w klimacie horroru. Pierwszej takiej w moim wydaniu, pierwszej prowadzonej na tym forum ale nie pierwszej w życiu. Będzie to storytelling, z niewielką domieszką mechaniki. Turlać będę sporadycznie, jeśli w ogóle. Z racji tego, że będzie to horror przewiduję zejścia śmiertelne. Osoby źle znoszące śmierć swojej postaci, proszone są o nie branie udziału w rekrutacji. Osoby, które będą dopytywać później “dlaczego akurat ja?” - podobnie. Aczkolwiek nie jest to survival, nie zakładam, że wszystkie postacie będą się kochać i wspierać nawzajem. Jeśli będzie to miało uzasadnienie przyczynowo - skutkowe dopuszczam do sytuacji, gdy Bohater Gracza zabije innego Bohatera Gracza. Z racji, że będzie to storytelling, liczę na odgrywanie postaci, oddawanie jej uczuć, jej strachów, jej przemyśleń. To Wy sami w dużej mierze tworzyć będziecie nastrój horroru. Gdzie mieszka strach, jeśli nie w naszych głowach? Może być brutalnie. Może być seksistowsko. Wasze postacie mogą być poniżane, bite, torturowane. Sesja będzie oznaczona znaczkiem +18. Nie będę weryfikował wieku, nie mam takich możliwości. Proszę dojrzałe osoby o zgłaszanie się do sesji. Osoby, które nie będą w stanie znieść powyższego - proszę o nie branie udziału w rekrutacji. To teraz, gdy zostały już same freaki i wykolejeńcy, trochę o fabule... Rzecz będzie się działa w czasach nam obecnych w USA, stanie Utah, pośrodku pustyni Moyave, w małym kilkudziesięciotysięcznym miasteczku Diamond Taint. Dobrze niegdyś prosperujące miasteczko, które powstało wokół kopalni diamentów, po wyczerpaniu złóż, gdy eksploatacja kopalni stała się nieopłacalną i po jej zamknięciu, popada w ruinę. Po kilku latach, nieczynną kopalnię przejmuje agencja rządowa, która zaczyna w niej prowadzić prace geologiczno-badawcze. Tajemnicą poliszynela jest też, że istnieje grupa ludzi, którzy płacąc łapówki ochroniarzom kopalni, “fedruje” w opuszczonych korytarzach, korzystając z porzuconych maszyn. Miasteczko przechodzi poważny kryzys.. Większość dzielnic to opuszczone budynki. Postawię osobny temat, w którym zamieszczać będę bardziej szczegółowe informacje na temat miasteczka jak i jego mieszkańców. Od razu powiem, że na górnictwie znam się średnio i wiem, że mijać się będę z prawdą. Diamenty wydobywa się zazwyczaj metodą odkrywkową. Na potrzeby sesji założyłem bliższe naszym wyobrażeniom fedrowanie. Jeśli kogoś to drażni… ma pecha :O) Kogo szukam? Potrzebuję 3-5 graczy, którzy wcielą się w mieszkańców Diamond Taint, zwykłych ludzi tam mieszkających. Mogą to być: - “cywile” - zwykli ludzie zajmujący się swoimi sprawami, niezwiązani, lub luźno związani z kopalnią - pracownicy - ci, którzy pracują w kopalnii dla geologów (górnicy, inżynierowie, ochrona itd.) - “nielegale” - ci, którzy fedrują poza nadzorem Przy wyborze postaci będę sugerował się jakością nadesłanych kart. Chętniej będę przyjmował postacie głęboko osadzone w miasteczku z tzw. backgroundem, z zahaczkami pozwalającymi na zaczepienie się i poprowadzenie osobnego wątku. Gracze będą mieli okazję na światotworzenie w zakresie nie kolidującym z fabułą. Postacie nie będą prowadzone za rączkę i wymagać będę własnej inicjatywy. Jak to sobie wyobrażam? W chwili obecnej zakładam, że sesja będzie podzielona minimum na dwa etapy. W części pierwszej będziecie mieli możliwość pokazać swoje postacie, jak wygląda ich życie w miasteczku. Będę chciał wam ukazać jego oblicze, jego codzienność, abyście mieli okazję go poczuć. Na tym etapie będą mi właśnie potrzebne Wasze zahaczki. Może będzie lajtowo, może trochę strasznie, to dużo zależy od tego co mi podeślecie. Prawdziwa groza zacznie się w części drugiej. Taki jest plan. Jak wyjdzie? Zobaczymy. Google doc będzie w użyciu. Częstotliwość odpisów: idealnie 7/7 (7 dni dla MG i 7 dla graczy) i do tego ideału dążyć będę. Ostatnio niestety notorycznie ze wszystkim się spóźniam, więc mogę nie dotrzymywać terminów o czym lojalnie ostrzegam. Od graczy wymagam uprzedzenia o ewentualnych obsuwach. Zawalanie bez ostrzeżeń skończyć się może zejściem tragicznym postaci. Termin rekrutacji: 12 stycznia - północ. 13 stycznia ogłoszenie listy (nie)szczęśliwców. Od 15 stycznia przez tydzień nie będzie mnie w kraju, zakładam że wieczorami będę miał czas, żeby posiedzieć nad pierwszymi postami. Co powinna zawierać Karta Postaci? ...podsyłane jako link do google doc’s. Personalia: - Imię, Nazwisko, - Avatar Historia, można krótko, po jednym zdaniu na każde z poniższych - Kim była postać w trakcie prosperity? - Jak przeżyła zamknięcie kopalni? - Kim jest dzisiaj? Dlaczego zdecydowała się zostać w miasteczku? Sieć znajomości - rodzina - przyjaciele - znajomi (można rozbudowywać w trakcie sesji) - nieprzyjaciele / wrogowie (min.2) Kawałek fabularny - Opiszcie jakiś zwrotny punkt w życiu postaci. Coś, co ją ukształtowało. Nie musi tego być dużo. Jakaś migawka. Pozwoli mi ocenić Wasz warsztat i wczucie się w klimat Statsy Do rozdysponowania 20 punktów. Umiejętności w skali od 1 do 10 - Siła mięśni - Zręczność - Kondycja - Odporność na stres Strachy i silne strony - w czym postać jest dobra? (5 umiejętności) - w czym postać jest słaba / ułomna / czego się boi? (5 przypadłości, w tym minimum jedna rzecz, której się boi) - moim największym marzeniem jest… Koncepcja na postać. Podsumuj postać kilkoma słowami (może być więcej niż kilka), które pozwolą mi ocenić jak zamierzasz odgrywać postać. Np.: - Ślamazarny idealista chcący naprawiać świat - Furiat, drań bez skrupułów gotów sprzedać własną matkę za parę dolarów - Niepoprawny hazardzista z problemami, zadłużony u lokalnych koników, rozbite małżeństwo, córka, z którą nie może nawiązać kontaktu F.A.Q. Jeśli chodzi o prowadzone przeze mnie sesje to daję bardzo dużą swobodę w wyborze postaci. Od żebraka po milionera. Jedynie kluczowe stanowiska w mieście są obsadzone przez moich NPCów. Postać nie musi być związana z kopalnią. 2006r - kopalnia zostaje zamknięta; 2012r - przyjeżdżają geolodzy i zaczynają swoje badania przypomnę, że obecnie jest 2018 :O) nie ma limitu, można być przyjezdnym ale fajnie by było, żeby była jakaś zahaczka na poprowadzenie pierwszej części sesji i żeby postać znała trochę / kilku(nastu) mieszkańców; dodam jeszcze, że cała sesja będzie się działa w miasteczku i jego najbliższej okolicy, więc postać musi chcieć zostać w Diamond Taint na dłużej :O) Lista zgłoszeń. Stan na 5 stycznia godz.12.20 - Mike HOWARD, policjant @PoloxDisc (karta kompletna) - Joel STRODE, nauczyciel, kucharz @waydack (karta kompletna)
  10. Михаил Владимирович Кузнецев Cisza nie była ciszą... Ściana była wilgotna i zimna i koszula Michaiła szybko tą wilgocią przesiąkła, niemiło przyklejając się do pleców. Szurnął stopą a dźwięk zwielokrotniony tysiąckroć wrócił szemrzącym pogłosem. Te ściany zdawały się żyć, szeptać swoje historie w sobie tylko znanym narzeczu a umysł kowala, którego zmysły zostały ograniczone tylko do słuchu i powonienia podsuwał coraz to nowe chore wyobrażenia rzeczywistości. Starał się ignorować te odgłosy, skulony pod ścianą, z podciągniętymi do brody kolanami, zacisnął do bólu powieki, zatkał uszy dłońmi i siłą woli przywoływał obraz swego ukochanego dziecka, które pozostawił w Trudowje ze stareńką, do którego mu nada powrócić. Kazamaty jednak mamiły go podSZeptami, SZuraniem, CHRZęstem i SZCZękaniem, dalekimi TRZASSSKami przyprawiały o dreszcze i gęsią skórkę. Jakby znajdował się we wnętrznościach wielkiego potwora, który połknął go żywcem a teraz trawi bulgocząc i chlupiąc płynami trawiennemi, mlaskając przy tym cicho... I ciągle łapał się na tym, że miast myśleć o swej Nadziejce, wsłuchuje się w te pomlaskiwania i łoskoty, że co któryś dźwięk przykuwa jego uwagę, rozpala na nowo domysły i pobudza serce do szybszego łomotania i krew burzy. I choć znał ten miechanizm, wiedział jak działa, bo i sam go był stosował na przesłuchiwanych, którzy z oczami szmatą przewiązanemi bardziej jeszcze byli strachem zdjęci, nie wiedząc jakiego zagrożenia się spodziewać, jakiej kary, jakiego bólu, nie będąc w stanie przewidzieć go, wyobrażali sobie rzeczy potworniejsze niźli sam był im w stanie zadać, sam nie potrafił zatrzymać myśli galopujących ku coraz to straszliwszym domysłom. Ile tak trwał w tym stanie raz wsłuchując się w dźwięki nienaturalne, raz próbując dłońmi je zagłuszyć, myśli od nich odegnać i znowu do nich wracając, wysłuchując nowego zagrożenia? Od zgaśnięcia płomienia czas rozlał się w cuchnące bajoro oczekiwania. Bez końca. Bez początku. Bezruche. Odmierzane li tylko galopem serca i szybszym oddechem, z którego mógłby przysiąc, obłoczki pary wydychane skraplały się zaraz na skórze i ubraniu, taki ziąb ciągnął z dołu mimo drzwi zatrzaśniętych. Gdy wtem pogłos kroków odbił się od ścian pustych, włosy jeżąc na skórze, wstał Władimirowicz, szurając plecami po kamieniach ściany chropawej. Paznokcie wbił w dłonie odruchowo w pięść zaciśnięte. Głowę przekrzywił ptasio łowiąc dźwięk nowy, szukając kierunku z którego przyjść mogło zagrożenie, lecz echo robiło zeń duraka. To mu się zdało, że suchy stukot oddala się, to że przybliża i ktoś stoi tuż przy nim. Zamachnął się chcąc sięgnąć niewidocznego przeciwnika. Ręka przeszyła powietrze. Kroki ucichły. Chciał krzyknąć lecz głos uwiązł w gardle suchem. Starł kroplę drażniącą z czoła mokrego. Zmusił się do przełknięcia plwociny gęstej. - Halo! - rzekł głosem chrapliwem. Słysząc sam siebie, tembr swego słowa odbitego wielokroć od ścian pustych uspokoił część demonów w głowie, przywołał się do rzeczywistości. - Halo! - krzyknął teraz, - jest tam kto?!
  11. Ale żeby tydzień caluśki przekimać... nu nu...
  12. Михаил Владимирович Кузнецев Każdy ma swojego bojara, taki był porządek świata, a chuderlawiec musiał nie mieć najłatwiejszego z nich. Traktowany jak sobaka, katowany i straszony prawie szczał w gacie ze strachu a mimo to wracał z podkulonym ogonem zamiast wybrać sobie lepsze życie. Swołocz. Nie to, żeby Kuzniecjewowi było go choć trochę żal. Splunął pod nogi chuderlawca pokazując jasno w jakim poważaniu go ma. Wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu z satysfakcją łapiąc przerażenie w oczach łachmaniarza. Przeciągał odpowiedź, rozkoszując się chwilą. - Ta tchórzliwa gnida miałaby mnie tknąć? - Obrzydzenie sączące się z jego ust nie było udawane. - Jeden kulas ma już przetrącony, ciężko by mu było chodzić z dwoma kulawemi... Kowal zmacał guza. Strupa dopiero co skrzepłego rozdrapał. Wzruszył ramionami. - Samem sobie to uczynił - odparł nie uznając za stosowne ani nawet potrzebne wdawanie się w detale. Patrzył przy tym młodzieńcowi prosto w ciemne oczy z lekkim, prawie przyjaznym uśmiechem. - Wyście panie po mnie posłali? - Knaź posłał... - nieznajomy spojrzał w oczy chuderlawca - ...jak się go ładnie poprosiło... - na te słowa wyszczerzył się w sposób, który powodował dreszcze, po czym zerknął na Michaiła - Tylko coś późno, to tej suki wina? - znowu wrócił do... obserwacji strachu "suki" - Wydłubać mu oko, Władimirowicz? Jak sądzisz? Zdecydować się nie mogę... Przewodnik Michaiła chciał wyraźnie pokręcić głową, ale uścisk na szczęce najwyraźniej był zbyt silny, żeby na to pozwolić, więc zdołał on jedynie zaskomleć w przerażonym, błagalnym zaprzeczeniu. Kowal wydął usta. - Późno, bo bojcom spieszno nie było. Podparł się rękami i zbliżył twarz do przerażonego łapserdaka. - Krasawicą to on nigdy nie będzie, czy z okiem czy bez - ocenił fachowo. - Mnie tam wsio rawno. Samiście gaspadin wiedzieć powinni czy wam się sobaka bardziej nada z dwoma, czy z jednym. - Wzruszył ramionami. Przytrzymywany przy ścianie mężczyzna spojrzał na swojego możliwego oprawcę i jęknął w przerażeniu. - N-nie... Panie... Ja... Potrzebuję... - Niekoniecznie. - niepokojący uśmiech mężczyzny poszerzył się - Ale Władimirowicz to gość, jemu dam wybór. - rzucił nieszczęśnika pod nogi Michaiła i wciąż bawiąc się długą drzazgą dodał - No, aleś chyba naszemu gościowi niemiły, suko. Przerażony mężczyzna, unoszący się na kolana, spojrzał błagalnie na Michaiła, a wydusić z siebie tylko jedno mógł, wlepiając wzrok w kowala: - Jam głupi był wtedy... Litość okaż, panie… Michaił spojrzał kwaśno na łaszące się ścierwo i z krótkiego zamachu rąbnął go w szczękę. - Paszoł won, pókim dobry! - warknął patrząc za umykającym a gdy ten zniknął z pola widzenia dodał - Moje zwierzęta cieszą się dobrym zdrowiem. Lepiej wtedy służą. Przeniósł wzrok na nieznajomego. - Chcieliście mnie widzieć gaspadin, nie przecie dla tresowania swoich sobak? - Tresowaniem to i ja sam się zająć mogę, a suka normalnie potulna jest jak żreć chce, a pora karmienia się zbliża. - odparł nieporuszony zdarzeniem mężczyzna - Więc nie, nie po to tyś potrzebny, twoje talenta chcę wykorzystać. Nie każdemu miło gadać jak inni chcą, a my mamy niegadatliwą istotkę do przepytania. Potrzeba stanowczości w podejściu jak i jednocześnie odpowiedniego wyczucia, żeby nie zdechła podczas rozmowy. - Takem myślał jak mnie tutaj wieźli, skąpiąc słowa i napitku. - Władimirowicz zrobił kwaśną minę. - Ale bumagę macie na przesłuchanie? Nieznajomy jedynie uśmiechnął się złośliwie. - Nóż mam, wystarczy. A jakby kto więcej chciał... Niech mnie zapyta. - Nóż macie... - kowal westchnął ciężko i począł tłumaczyć powoli, jak dziecku. - Kiedy widzicie, mnie nużno bumagę na proces mieć. Bez papieru mnie mogą później samego na spytki wziąć. Tutejszy mistrz małodobry pewnie na kontrakcie u kniazia. Zresztą... - westchnął raz jeszcze, jak ojciec, któremu tłumaczyć przyszło niepojętnemu synowi, - jeśli kniaź na waszą prośbę po mnie posłali, to i pewnie bumagę podpiszą. Mężczyzna za to patrzył na Michaiła z jakimś ironicznym rozbawieniem sytuacją. - Nikt cię na spytki nie weźmie, bo i knaź się nie waży zezwolić. - odparł z pewnością w głosie - Nie w jego interesie to, a wręcz przeciw. Ja natomiast noża tak naprawdę nie potrzebuję, ale... - pstryknięciem posłał drzazgę na ziemię - ...ludzie widząc innego boją się mniej, niż kiedy ten ma broń. Głupi są i tyle, a małodobry... - parsknął - Żaden z niego oprawca. - skinął Michaiłowi w stronę, w jaką był prowadzony. - Idziemy czy uciekasz łzy wylewać wraz z suką? - Wasze słowo… - w głosie kowala można było wyczuć lekką irytację. - Wybaczcie gaspadin ale ja was nie znam. Nie wiem nawet jak się zwiecie. Pierwszy raz was na oczy widzę a gdybym każdemu nieznajomemu na słowo wierzył, to byście teraz ze mną nie rozmawiali. Dajcie mi dowód, że to co mówicie to nie łeż, a pójdę gdzie każecie. Smuklejszy od Michaiła mężczyzna podszedł bliżej kowala, patrząc mu w oczy i zachowując ten nieprzyjemny uśmieszek. Może nie był tak wysoki jak Władimirowicz, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. - Dowód, mówisz... - szepnął, po czym bez ostrzeżenia, z wyćwiczoną najwyraźniej szybkością, uderzył pięścią prosto w szczękę Michaiła, któremu od spotkania z tą siłą aż załomotało w głowie, posyłając go niczym piórko prosto na ziemię - A na imię... - zaczął obchodzić mężczyznę - Nie zasłużyłeś, Władimirowicz. Michaił potrząsnął głową, w której szumiało mu jak w miechu kowalskim. Zebrał się, wstał. Splunął krwią i językiem obmacał zęby sprawdzając ich stan. Nieznajomy miał krzepę, której można mu było pozazdrościć, której nie można się było po niej spodziewać... - Kurwa twoja jebana mat’ - zaklął kowal. ... co jednak nie załatwiało sprawy bumażki. - Skoro tak sprawę stawiasz - popatrzył mu hardo w oczy, - to sam sobie ją przesłuchaj. Mężczyzna westchnął ciężko, wyraźnie nienawykły do stawiania oporu. - Jak tak bardzo się boisz, że świstka nie ma... - wzruszył ramionami - ..mogę sukę posłać, jak wróci. Weźmie pisemko od kniazia, zadowolon wtedy będziesz? Pan łaskawy nie przyjdzie do takiej łachudry, więc improwizujmy... tylko twój łeb, aby suka wróciła szybko, bo nie będę się tłumaczył za was, tylko potopię. - dodał niewzruszony... a jednak agresji nie okazywał. Kowal kiwnął słabo głową. - Wskażcie katownię. Narzędzia przygotuję. Będziecie mieli papiery to możecie przyprowadzić niemowę. - Obmacał szczękę. - A... wódki poślijcie gaspadin. Strasznie mnie coś zaczęło łupać we łbie. Ciemnooki bez słowa ruszył w głąb uliczki, nie reagując najwyraźniej na słowa o wódce i o łupanie we łbie. Wyraźnie go one nie interesowały. *** Miejsce nie było imponujące ale Michaił musiał przyznać, że jednocześnie było dość ciężkie w znalezieniu go... a i sądził, że większość osób nie byłaby skora szukać wejścia doń po piwnicach skrytych w stajniach cuchnących końskim łajnem oraz zgniłym mięsem, jakiego części porastały jeszcze grube końskie kości nóg. Nie szukałby także wejścia tam za ciężarem kamiennej bryły, której wbity w powierzchnię gruby łańcuch, służył do uwiązania doń konia... a przynajmniej w pierwotnym zamiarze, kiedy za nim nie znajdowała się klapa, pod którą widniało zejście w dół. Nawet jeżeli początkowo Michaił chciał pomóc nieznajomemu, ten na pomoc nie czekał, samemu przesuwając kamulec, jakoby był piórkiem. Kuzniecjew zatrzymał się przed zejściem do ciemnicy. Krzepa nieznajomego była... niezwykła i w pewien sposób przerażająca. - Nie prowadzicie mnie do sali tortur. Nie podoba mi się to miejsce - wyznał zgodnie z prawdą. Mężczyzna spojrzał niepocieszonym wzrokiem na Michaiła. - Co? Co teraz znowu? Miejsce jak miejsce. Śmierdzi trochę, ale co tam. - Wzruszył ramionami. Kowal splunął trzy razy przez lewe ramię na odegnanie złych uroków i przekroczył próg. Niepokojące było, że kamień miał z drugiej strony miejsce, w które można było włożyć jakiś kawałek metalu, i dzięki temu mieć czym go zaczepić i tak się wydostać z podziemnego tunelu. Kiedy nieznajomy "zamykał" w ten sposób przejście, Władimirowicz poczuł nieprzyjemne mrowienie na karku, zapewne spowodowało dźwiękiem, jaki został wywołany. - Rozgość się. - gdy obaj znaleźli się już na dole w niewielkiej kanciapie, mężczyzna wykonał skomplikowany skłon oświetlony bladym światłem płomienia świecy ustawionego na stoliku, będącym w zadziwiająco dobrym stanie - Wszystko czego winieneś potrzebować.. - wskazał na majaczącą w ciemności skrzynię - ...znajdziesz tu... - wyciągnął dłoń w stronę schodów prowadzących w górę i w dół - ...oraz na poziomie więziennym, poziom niżej. - Zerknął na Michaiła - Więźniarka już tu jest, właśnie na niższym, w celi. Do góry nie masz co iść, bo natrafisz jedynie na kręte korytarze bez światła, w których szybko się zgubisz. Niby z więzień jest też wyjście jeszcze niżej, ale... - spojrzał Michaiłowi w oczy - ...pozostań lepiej na tym poziomie, póki z cholernym pozwoleniem dla ciebie nie wrócę ja lub suka. Rozumiesz? - Co mam nie rozumieć… - prychnął. - Przyjrzę się narzędziom jak was nie będzie i… macie jakiś alkohol? - przypomniał. - Nie chcielibyście żeby w rany się zakażenie wdało co mogłoby gorączkę przynieść. A… - puknął się w czoło - do czego ma się niemowa przyznać? Nie rzekliście jakie informacje mam z niej wyciągnąć. - Nie ma się przyznawać do niczego, bo to nas nie obchodzi. - podszedł do prostej, drewnianej szafki - Ma grzecznie nam powiedzieć gdzie znajdziemy jednego jegomościa, kochanka jej jak zakładam. - Otworzył skrzypiące drzwiczki, za którymi leżały na półce zwinięte szmaty oraz ustawione tu i ówdzie były trzy butelki - Chcemy go dorwać, ale cholernik nam umyka i udało się tylko dziewczynę złapać, która mu zawsze towarzyszyła. - skrzywił się lekko - Widzę, że suka znowu tu buszowała, butelki przestawiła. - wzruszył ramionami - W każdym razie... Ja tam nie wiem co one mają. Jedna z nich na pewno jaki alkohol, a reszta - powinna mieć toksyny jakie czy inne gówna co ci żołądek przeżrą. - skierował się ku przejściu, z jakiego tu wyszli. - Przyszykuj co ci trza, tylko mi nie zdychaj. Suki poszukam, pewnie w podskokach tu z pozwoleniem wróci. Ja też przyjdę, ale tak śpieszyć się nie zamierzam, godność mam. - skłonił się lekko Michaiłowi, po czym powiedział tylko jedno, nim zniknął w korytarzu - Powodzenia. - Job twoju mat’! Kuzniecjew przeklął matkę czarnookiego nim zgrzyt kamienia oznajmił, że “drzwi” zostały zasunięte. Głuchy pomruk, echo, rozszedł się ponuro po murach. Płomień zdawał się przygasnąć. Kowal wziął w rękę ogarek i rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu. Prócz stołu, szafki i skrzyni w izbie znajdowało się wygaszone palenisko, nad którym wisiał cynowy kociołek z jakąś płynną zawartością, po której pływał gruby zielony kożuch. W jednej ze ścian sterczały wbite w nią dwie pochodnie. Podsunął świecę do jednej z nich. Rozświetliła miejsce jaśniejszym, drgającym płomieniem w blasku którego zdążył jeszcze zobaczyć okopcone, brudne ściany nim gryzący dym, który nie umiał znaleźć sobie miejsca, zaczął wgryzać mu się w płuca. Kaszląc i chowając nos w rękaw ugasił czem prędzej łuczywo, topiąc go z sykiem w pleśniejącej breji. Gdy już wyrzucił z siebie ostatnie blad’je i chuje i wysmarkał głośno nos na klepisko, przyjrzał się bliżej zawartości szafki i zawiniętym w brudne szmaty buteleczkom. Odkorkowywał po kolei każdą i podsuwał pod nozdrza, wdychając ostrożnie opary, lecz czy to była wina dymu, który podrażnił i rozstroił powonienie, czy też ingredientów użytych do wyrobu trucizn, dość że nie był pewien, która z nich przeżreć miała mu żołądek a która ukoić nerwy. Powstrzymał się by ze złości nie rozbić naczyń o kamienie, zawartość tychże wszak mogła mu się jeszcze przydać. Przyszedł czas na skrzynię, której kontur rysował się w ciemności. Spora, zbita z nieheblowanych desek, nie sprawiała wrażenia jakby miała zawierać jakieś skarby. Dźwignął wieko. Skrzypnęło przeciągle i z łoskotem, zwielokrotnionym przez puste ściany, opadło z drugiej strony. Trzymając ciągle świecę w dłoni, obawiając się, że gdy ją nieostrożnie odstawi ta przewróci się i zdusi płomień, przeglądnął zawartość pojemnika. Narzędzia, które w nim znalazł były mu znane, lecz ich stan pozostawał wiele do życzenia. Brudne, z zaciekami zakrzepłej krwi, z łuszczącą się płatami rdzą. Ich właściciel najwidoczniej nie przykładał do tego wagi, dla rzemieślnika, dla którego metal, zdrowy metal był podstawowym surowcem w pracy, taki stan rzeczy był niedopuszczalny. Kuzniecjew sapnął niezadowolony, warknął coś pod nosem, wybrał kilka z narzędzi, rozłożył starannie na stole i wrzucając resztę z powrotem zatrzasnął pokrywę. Przysiadł na kufrze. Zaswędziało rozcięcie na czole. Rozdrapał ponownie świeżo zaschniętą skrzeplinę. Wpatrzył się tępo w jedyne drzwi w pomieszczeniu. Drzwi, które prowadziły na niższy poziom, do uwięzionej. Siedział tak chwilę dumając po czym postawiwszy ostrożnie ogarek na wieku skrzyni podszedł do zejścia. Nacisnął klamkę i pchnął przeszkodę barkiem. Nie spodziewał się, że będą otwarte, te jednak ustąpiły ciężko. W dół prowadziły schody, które tonęły jednak w ciemnościach. W nozdrza uderzył go przemieszany smród szczyn, rzygowin, krwi, potu i… strachu. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale strach był wyczuwalny, wręcz namacalny, przenikał przez pory jego skóry i Kuzniecjew w jakimś atawistycznym odruchu zamknął na powrót przejście odgradzając się od tego co jest na dole a gdzie wkrótce miał zejść. Odsunął się pod przeciwległą ścianę i opierając się o nią usiadł, przyciągając kolana pod brodę. Czekał. Świeca dopalała się powoli. Wraz z nią odmierzał upływający równie wolno czas. Aż w końcu płomień zamigotał i zgasł a wraz z mrokiem nadeszły czarne myśli. Zapomnieli o nim? Zostanie tutaj na zawsze pogrzebany żywcem?
  13. Podziękować. Będę. Może bardziej niż teraz. Domykam projekt i czasu brak na zamknięcie posta. Proszę o trochę cierpliwości.
  14. Rzeźnik - nie zazdroszczę sytuacji. Ładna scenka Miszczu. Edit: z komórki mi się to poniżej nie chce usunąć..