Lord Melkor

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Lord Melkor

  • Ranga
    Pochłaniacz popcornu
  1. Zygfryd spojrzał przenikliwie na młodą i rzucającą się dziko kobietę. Nie wydawała mu się zagrożeniem. Starał się aby kobiety nie odgrywały w jego życiu zbyt wielkiej roli, w końcu uważał się za przeznaczonego do większych rzeczy, ale miewał z nimi do czynienia i wiedział, że im się podobał. Z tą tutaj może więcej zyska po dobroci… -Witaj, jak masz na imię? Jestem Zygfryd von Rohrbach. Jestem tu, by ci pomóc - uśmiechnął się do kobiety. Jego ruski nie był bardzo dobry, lecz zrozumiały. - Chce mi pomóc dziki niewierny? - parsknęła kobieta -Nie chcę rozmowy z kłamliwym bezbożnikiem, którego język pokryty jest jadem! Zygfryd zmarszczył brwi, starając się nie okazywać irytacji, która ogarnęła go na bezczelne słowa poganki. -Oceniasz mnie, którego wcale nie znasz. Jestem z rodu możnych rycerzy i nieustraszonych wojowników. Nie byłaś pewnie nigdy na naszych ziemiach, lecz wiedz, że tam kobiety otacza się szacunkiem i opieką, a nie pozostawia się na pastwę wroga. - Jesteś z rodu morderców, to na pewno. - parsknęła poganka - A jeżeli waszych kobiet nie obchodzi ich los własnych dzieci, o który to walczą wraz z mężczyznami jako i ja... - skrzywiła się - ...to nie mają prawa otrzymywać żadnego szacunku, ty który niesiesz tylko ogień i krew, jakie okrywasz słodkim głosem. Zygfryd zdał sobie sprawę, że ta poganka jest zatwardziała w swojej fałszywej wierze i bardzo ciężko będzie coś z niej wydobyć. Najchętniej wyszedłby, ale nie chciał zawieść Deotheriego. -Boża prawda przyjdzie do każdego, Słowianie już ją przyjęli. Jak przyjmiecie ją dobrowolnie unikniecie ognia i krwi o której prawisz. Mogę cię rozkuć i kazać przynieść jadło i napitek jak nie będziesz próbować ucieczki. - Mówicie o miłosierdziu, a dla tego miłosierdzia mordujecie innych? - spojrzała z jakimś zbolałym smutkiem - Rób co chcesz. Nie mam przecież jak uciekać. Zygryd wymienił poważne spojrzenie z dziwną dziewczyną. Teraz zaczynał odczuwać wobec niej żal. Ale furia ją opuściła, więc chyba szło mu dobrze. Rozkuł pogankę i kazał jej przynieść jakąś strawę i wodę. -Rozumiem, że martwisz się o swoich bliskich, masz rodzinę, dzieci, rodzeństwo? Jak masz na imię?- Zapytał, przysiadając i opierając się o ścianę naprzeciwko niej. Nie sądził, żeby młoda matka była wysyłana na taki zwiad, lecz zwyczaje tych barbarzyńców już nieraz go zadziwiały. - Nazywają mnie Svajone. - odparła kobieta rozmasowując sobie nadgarstki. Początkowo milczała, ale gdy to milczenie stawało się zbyt niezręczne, kobieta ucięła je szybko - A swoje dzieci jak nazwałeś? -Zygfryd odebrał od sługi porcję kaszy z mięsem i podał ją dziewczynie, miał nadzieję że była głodna. Założyła, że ma już dzieci..no tak, był chyba starszy od niej. -Dzieci nie mam, nie taka jest droga rycerza zakonu - westchnął, wiadomo było, że niektórzy rycerze nie przestrzegali zakazu i brali kobiety, nie było to właściwe. -Mój najstarszy brat, Karol, ma dwóch synów, jeden ma pięć wiosen a drugi 3, a żona Hermanna jest brzemienna - dodał poważnym głosem. Gilda zawsze mu się podobała, może gdyby nie obrał drogi rycerza zakonnego to on by ją poślubił, a nie Hermann… - Nie mieć dzieci... to smuci bogów i duchy. - odparła kobieta wpatrzona w otrzymane jedzenie - Ale bezbożni jak wy... - nałożyła kaszy na drewnianą łyżkę, jaką z jedzeniem przyniesiono - ...nie słuchają duchów świata. Zygryd zmarszczył brwi z irytacją. No cóż, nie można było wymagać od tej wychowanej w kłamstwie niewiasty, by znała Słowo Boże. Starał się więc być cierpliwym. - Te “duchy świata” o których prawisz, my zwiemy diabłami i Szatanem. Jest tylko jeden Bóg. A ty masz dzieci? I zostawiłaś je same, idąc w bój? U nas matki strzegą swoich dziatek, a ich obrona należy do rycerzy, wojowników takich jak ja- kontynuował. Kobieta jadła niespiesznie patrząc Zygfrydowi w oczy, a dopiero gdy przełknęła odezwała się cichym, niesamowicie spokojnym acz lodowatym głosem. - Miałam. Tacy jak ty - zmrużyła oczy - zabili moje dzieci. Zygryd przełknął ślinę, zaskoczony słowami poganki. Wstał i przeszył Svajone spojrzeniem szeroko rozwartych oczu. -Panie Broń, jak to możliwe!? Nie wierzę, aby moi bracia byli zdolni do zabijania małych dzieci, to musiał być wypadek.. Svajone przyglądała mu się dłuższą chwilę, po czym uśmiechnęła się krzywo. - Prawda jest bolesna, czyż nie? - parsknęła - Nie jesteście tak czyści jak chcecie, ale nie słuchacie ni bogów, ni ludzi, więc trwaj w niezrozumieniu. Chyba, że przyszedłeś tu po naukę jaką mogą ci przekazać tacy jak ja? - pokręciła głową - Wątpię. Zygryd oparł się o ścianę, zastanawiając się co teraz. Planował zaproponować tej kobiecie bezpieczeństwo rodziny w zamian za przekazanie informacji, ale w tej sytuacji? Zresztą niezależnie od misji, którą dostał od Deotheriego, był naprawdę wstrząśnięty informacjami Svajone. -Nie wierzę ci! - Zawołał z pasją po chwili oszołomienia, zaciskając pięść. - Powiedz kto to zrobił, mogę zbadać sprawę i doprowadzić do ukarania winnych! - Czyżby? - odparła z brakiem przekonania - Czy masz władzę, aby to zrobić? Nie znam imion, nie pytałam jak napadli nasze domy, robiąc wszystko w imię wiary. Jeżeli jesteś przekonany, iż ci się uda... próbuj sam zasmakować prawdy, niewinny wojowniku. -Nie jestem nikim w zakonie, mój stryj jest mistrzem…. - odpowiedział Zygfryd, choć jego ton był bardziej zagubiony niż pełen przekonania. -Jak dawno był ten atak i gdzie? - Postaram się to zbadać. - Co za różnica? Działo się to nie dawniej jak kilka nowi temu, jak przeszli przez niedalekie tereny, gdzie Litwini żyją. O nazwy nie pytaj, wartości nie mają. - patrzyła uparcie na Zygfryda - ...ale jeżeli całą wiarę w swój stan pokładasz w innym... to wodzem co ma posłuch nie jesteś. I być nie będziesz. - odwróciła spojrzenie, jakby skończyła się jej chęć patrzenia na rycerza - Odejdź. -Zygfryd spuścił wzrok, poczuł się zawstydzony słowami kobiety. Głupio też mu było wracać do Deotheriego z niczym. - Tak, chyba odejdę….chyba, że powiesz mi coś o tym co planują twoi krajanie. i tak wygramy tę wojnę, ale im szybciej to się stanie, tym mniej niewinnych zginie… - Powiem ci tylko jedno. - parsknęła kobieta zerkając z ukosa - Nigdy nie pokonacie duchów, jak i ich władców, którzy chronią co ich - a ich są tereny jakie chcecie zagarnąć. Wynoście się lepiej, jak i ty niewinny wojowniku, nim cię duchy znajdą. - ponownie odwróciła wzrok i uniosła głos ostatni raz, nim zamilkła - Won! Zygfryd wycofał się bez słowa, nie czuł się na siłach spierać się z tą poganką po tym co od niej usłyszał. Czuł się zagubiony i w pewnym sensie... pokonany przez tę kobietę. Czy mówiła prawdę o śmierci swoich dzieci? Powinien sprawdzić te informacje. Skierował się d Deotheriego w celu zdania raportu. -Nie mam dobrych wieści, ta pogańska niewiasta jest zatwardziała w nienawiści i w swej fałszywej wierze. Wierzy w zabobony, że ich bożkowie i jakieś duchy nas powstrzymają. Planowałem zaoferować opiekę dla jej rodziny za pomoc, lecz ona twierdzi, że jej dzieci zostały zamordowane przez rycerzy naszego zakonu, kilka dni temu.- Spojrzał Deotheriemu w oczy. - Może moglibyśmy to sprawdzić, hańbą jest, aby w naszych szeregach służyli mordercy dzieci.
  2. Hm, rozumiem, że rozmowę z poganką może na Docu zrobić?
  3. Link do Doca wysłałem wczoraj wieczorem. Jestem w sumie zwolennikiem opierania odpisów bardziej na akcji i dialogach niż wewnętrznych przeżyciach postaci.
  4. Odpisałem, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
  5. Zygfryd wpatrywał się w czyniących plany dowódców z zainteresowaniem, przestępując z nogi na nogę. Zaczynał już odczuwać pewnie zniecierpliwienie, choć służył pewien czas w Zakonie, dotychczas brał udział jedynie w drobnych potyczkach. Nie mógł się doczekać możliwości wykazania swojego oddania i męstwa w walnej bitwie z pogaństwem, choć ci najwyraźniej woleli kryć się po lasach niż stawiać czoło opancerzonemu rycerstwu w polu. Pewnie sam na ich miejscu zrobił by to samo. W każdym razie niedługo będzie miał okazję okryć się chwałą, tak że nawet jego starsi bracia nie będą mogli zignorować dokonań Zygryda. Kiedy jeden z najmłodszych rycerzy wyraził nadzieję, że niewierni nawrócą się sami, pokręcił głową pobłażliwie. Wątpił, żeby te oddające cześć plugawym bożkom dzikusy tak łatwo się poddały, zresztą nie był pewien czy sam tego chciał, przecież wtedy nie miałby okazji do walki w Bożej sprawie. Potem pojawił się von der Recke, którego pesymizm irytował von Rohrbacha, z drugiej jednak strony nie można było zaprzeczyć, że rycerz ów był doświadczony i wszyscy wokół darzyli go szacunkiem. Zygfryd prawie podskoczył, gdy Deotheri zaproponował by przesłuchiwał jakąś dziewczynę. Z jednej strony ciekawiła go zwiadowczymi Kurów (kobieta która wykonywała takie zadania...rzecz nie do pomyślenia w oświeconym świecie), lecz myśl że miałby straszyć, czy torturować dziewczynę wydawała mu się obrzydliwa. Czemu akurat on został wybrany, czy von der Recke chciał go poddać próbie? Pewnie zwrócił na niego uwagę, chociażby z powodu tego, kim był jego stryj.... -Oczywiście wypełnię zadanie, choć nie jest godne rycerza niewiastę przesłuchiwać... -skinął głową staremu rycerzowi. - Czasami rycerz musi uciec się do czynów, jakie zwykle uznałby za niegodne, jednak to od niego wszak będzie zależeć czy takowymi się posłuży. - odparł Deotheri, lustrując uważnie Zygfryda, który mógł się poczuć jak pod obserwacją ojcowskiej surowości - Sposoby radzenia sobie z uporem pogan mogą być różne - inne wszak przysługujące katu, inne rycerzowi. Ufam jednak, iż rozumiesz różnicę i przesłuchując oddaloną od Boga więźniarkę, której wiedza może wspomóc wiernych niosących odkupienie tym ludziom, choć ona na razie tego nie rozumie. Z bożą pomocą zachowasz godność rycerza, nie stając się okrutnym katem. Zygfryd w zamyśleniu wpatrywał się w Deotheriego, próbując zrozumieć czego dokładnie oczekiwał od niego surowy dowódca. Podszedł do niego dumnym krokiem, starając się jednak pamiętać o okazywaniu szacunku przewyższającemu go rangą rycerzowi. -Nie jestem szkolony w torturach - powiedział ściszając głos, z nutą odrazy - może będą inne sposoby zdobycia cennej dla nas wiedzy...czy ktoś będzie mi towarzyszyć, nie wiem czy z tą poganką będę mówić wspólnym językiem? - Porozmawiamy w drodze do więźniarki. - odparł Zygfrydowi i zwrócił spojrzenie na resztę rycerzy - Poganie wciąż mogą nas obserwować z leśnych gęstwin w jakich mają świątynie swoich bożków. Muszą znać te tereny od dziecka, więc plątanie się w walkę z nimi na ich zasadach to zły pomysł, szczególnie nocą. Niech patrole nie zbliżają się do tych drzew w zasięg strzał, a miast tego skupią się na ubezpieczaniu samego obozu. Nie znamy siły obłędu pogan, jaki może ich tu zagnać. Zgromadzeni potwierdzili zgodnie i nie tracąc ni chwili poczęli wdrażać rozkazy w życie, nie podążając za Zygfrydem i Deotherim poza namiot. - Nie oczekuję, abyś torturował, tp byłoby niegodne i wręcz wbrew moim założeniom. - odparł dowódca, stąpając przed siebie powoli po ziemi obozu - Poganka zna swój, niezrozumiały język, ale także posługuje się mową Rusinów, którą jak mniemam poznałeś nim zostałeś przydzielony do tych terenów. - mężczyzna szedł wpatrzony przed siebie, zdając się nie zauważać mijanych osób, które usuwały się im z drogi - Można więc z nią porozmawiać, a jeżeli pytasz o metody przesłuchania... - oderwał wzrok od nieokreślonej przestrzeni, skupiając spojrzenie na twarzy Zygfryda - ..istnieje wiele innych metod na pozyskanie informacji, a odpowiednie słowa bywają jedną z nich. Musisz zaufać w boską pomoc, jaka pokieruje twymi czynami... jak i musisz zaufać we własne talenta. Zygfryd zamyślił się. Była to nietypowa próba, ale z Bożą pomocą jej sprosta. -Trochę znam język Rusinów...ciekaw jestem tej poganki. Zawsze możemy spróbować użyć dobroci, której się pewnie nie spodziewa, choć widziałem już dość dużo by nie być tak naiwny jak ten młodzian, co wierzy, że ci niewierni nawrócą się tak łatwo z własnej woli…. Deotheri uśmiechnął się bardzo delikatnie. - Zrozumienie dla niego również nadejdzie z czasem, a nawet sądzę, że już niedługo. Zagłębiamy się wszak w pogańskie tereny i na pewno nikt nie pozostanie w błogiej naiwności do końca życia. - spojrzał wprost w oczy Zygfryda - Chcę, abyś zrozumiał powagę tego zadania, które może innym wydawać się go pozbawionym. Pogańska kobieta będzie miała jakiekolwiek przynajmniej informacje o umiejscowieniu swych kompanów, o taktyce i terenie, mobilizacji. Wszystko to przyniosłoby wiele naszym siłom i oszczędziło niepotrzebnych strat. Zygfryd zacisnął pięść w wyrazie determinacji i skinął głową Deotheriemu. - Zrozumiałem już, że na Bożą pomoc, nawet w słusznej sprawie, trzeba zasłużyć. Mój ojciec zginął w walce z hordami plugawego Saladyna broniąc Ziemi Świętej. Gdyby nasi bracia w tej walce nie dawali się wciągać temu wężowi w zasadzki może uniknęliby klęski… Rozumiem więc, że sprawa jest ważna, choć chyba rozumiesz że uważam stawanie w boju za godniejsze. - Twoje podejście jest godne pochwały, jednak w tym wypadku... niemożliwe do realizacji. - starszy rycerz zwolnił kroku, aż do momentu zatrzymania go - Zostałeś zrodzony ze szlachetnej krwi, Zygrfrydzie von Rohrbachu, a szlachetna krew znaczy coś więcej niż tylko utarty frazes. - przymknął delikatnie oczy - I to właśnie ta wrodzona ci wielkość winna przewodzić twym czynom, kierować twój oręż, gdy nadejdzie potrzeba, układać słowa by stały się ostrzejsze niż najlepsza stal, delikatniejsze niż aksamit okrywający gładkie ciało śpiącej niewiasty. Pozwól wrogom zaznać twojej siły krwi, a staną się twymi lojalnymi wasalami bez potrzeby rozlewu czerwieni płynącej w ich własnych żyłach. Zygfryd również zatrzymał się, słowa starszego rycerza podobały mu się a jednocześnie brzmiały nieco dziwnie…. -Dziękuję Panie, pochlebiasz mi i mojemu rodowi, jestem dumny z czynów mych przodków, choć przecież my, krzyżowcy powinniśmy wystrzegać się pychy. Zastanawiał się jakiej próbie właśnie jest poddawany. - Czyny potomków rzutują także na wspomnienie przodków i o tym musisz pamiętać. To, co właśnie powiedziałem niech będzie dla ciebie wskazówką. Niech pokaże ci drogę, jaką musisz podjąć, aby wygrać nadchodzącą bitwę, którą stoczysz sam z nieznanym ci przeciwnikiem, którego orężem nie zwalczysz... nie chcąc zostać katem, co ci nie zostało zapisane przez ród. - powaga Deotheriego była wręcz namacalna w jego słowach - Wykorzystaj więc to, co odróżnia dowódcę od piechura, króla od plebejusza. Zwykłego zabijakę od Krzyżowca, a ta cnota jest darem od Boga. - zacisnął w dłoni krzyżyk uwieszony szyi i wypowiedział kilka słów chwalących Niebiosa. -Twoje słowa są mądre, postaram się nosić je w głowie i w sercu…- Panie nasz…- Zygfryd dołączył do modlitwy w powadze. Jeśli była to próba, to miał wrażenie że idzie mu dobrze.
  6. Postaram się jak najszybciej odpisać. Gra zapowiada się bardzo ciekawie!
  7. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  8. Hej, wysłałem opis postaci na PW, mam nadzieję że dotarło!
  9. Cześć, myślę o młodym niemieckim rycerzu, który dołączył do utworzonego w Rydze w 1204 r. zakonu kawalerów mieczowych, czy taki koncept byłby okay? Klan pewnie Ventrue albo Brujah.
  10. Cześć, przybyłem tu z innego forum, witam serdecznie wszystkich! Interesują mnie rożne systemy, zarówno fantasy jak i Świat Mroku. Gorzej z czasem, ale damy radę
  11. Czyli gramy jeszcze przez inwazją Mongołów na Ruś i przybyciem Krzyżaków na ziemie polskie?
  12. Cześć, witam wszystkich! Jakieś wskazówki co do tworzenia postaci, np. miejsce gdzie toczy się gra?