Rrr

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    22
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Rrr

  • Ranga
    Sesjowy podczytywacz
  • Urodziny 29.10.1990

Profile Information

  • Gender Female
  1. Aww, dzięki <3 <3 <3
  2. Wow, trafiłam tu w ostatnim momencie Przepraszam, że ostatnio nie sprawdzam strefy regularnie. Moja rodzina w licznie 3 postanowiła się niestety dość poważnie rozchorować i teraz robię za dyżurną pielęgniarkę 24/7 ganiając od jednego do drugiego z zastrzykami, kropelkami, pastylkami i bóg wie czym, a w międzyczasie próbuję jeszcze nadgonić z robotą. Postaram się co parę dni zaglądać, ale do przyszłej środy na pewno będę miała taki kołowrót więc mogę być do tego czasu trochę w kratkę. Postaram się jednak częściej niż przez ostatni tydzień. Już nabrałam wprawy w ogarnianiu tej sytuacji, to powinno być łatwiej
  3. Gwido Irrenweg Przysłuchiwał się rozmowie i im dłużej to robił, tym mniejszą miał ochotę wchodzić do środka. W sumie to ciężko mu było uwierzyć, że Pfister to zrobił. Albo oficer był bezdennie głupi, albo jego paranoja przeszła na Gwido. Tak, czy inaczej, widząc, że Klara na niego macha, ochoczo został zaopiekować się końmi. Zsiadł więc, wziął Geista i o ile Pfister nie uwiązał gdzieś swojej klaczy, przejął ją od niego i poprowadził w stronę stajni. - Dobrego wieczoru! - z uśmiechem skinął stajennym głową. Zawsze warto było traktować każdego z szacunkiem, a zwłaszcza tych, którym zamierzało się powierzyć własnego konia. Nie zamierzał jednak przeszkadzać dziewczynie w rozmowie. Zaczął się rozglądać, czy w ogóle są jakieś wolne boksy, bo wyglądało na to, że wiele jest zajętych. Przyjrzał się też wierzchowcom w nich stojącym. Niewątpliwie chociaż część należała do ludzi, z którymi pewnie nie długo przyjdzie im się zadawać, a po ich stanie i klasie może dałoby się wywnioskować coś o ich właścicielach?
  4. Gwido Irrenweg Gwido zauważył jaką zabawę znalazł sobie Pfister. Nie uważał, żeby Johann działał racjonalnie w poprzednim sporze, ale w końcu złożył broń, poddał się i otrzymał karę. To co jednak wyczyniał oficer było zwyczajnie okrutne, niesprawiedliwe i pozbawione honoru, co w sumie mniej więcej wpisywało się w obraz Gerwina, jaki chłopak sobie wyrobił od rana. Jednak widząc obecne zachowanie Pfistera, w Gwido się zagotowało. Jeśli było coś co wyprowadzało go z równowagi, było to niepotrzebne okrucieństwo. Podjechał więc do przełożonego. - Już go pan ukarał, nie ma potrzeby się znęcać. - stwierdził chłodno, patrząc drugiemu mężczyźnie w oczy. Starał się nad sobą panować, ale nozdrza mu drgały z nerwów. Gerwin Pfister obrócił głowę, przyglądał się rudowłosemu chłopakowi z niedowierzaniem. Jeszcze kilka sekund pochwalił go za dobre sprawowanie i dyscyplinę, a teraz miał czelność zwrócić mu uwagę. Oficer przełknął głośno ślinę. - Jest niezłomny. - powiedział Gerwin, starając się mówić spokojnie - Z takimi trzeba postępować ostro, inaczej ich nie złamiesz. Będą buntować się do samego końca. Czy ty myślisz, że wściekłego psa ułagodzisz głaskaniem, dzieciaku? - Nie, ale kijem się tego też nie zrobi. Do tego potrzeba zbudować zaufanie. - odparł, trochę się uspokajając. Nie spodziewał się, że Pfister będzie skłonny do jakiejkolwiek dyskusji. - To dobry pomysł, a co potem, może mam go w sobie rozkochać? - rzucił Pfister, patrzył przed siebie unikając spojrzenia Gwido. - Mam inne priorytety. Oddać go w ręce stróży prawa, wyjaśnić kwestię drugiej ekspedycji, wykonać misje, i już nigdy więcej nie widzieć tego gnoja na oczy. Was zresztą też. Gwido popatrzył na niego ponurym, zmęczonym wzrokiem. No nie szło dyskutować z tym gościem! Ale przynajmniej w ostatniej kwestii się zgadzali. Westchnął i zawrócił konia, wracając na swoje miejsce na końcu pochodu. Resztę drogi spędził czując się po prostu źle z tym co się działo, a poczucie bezsilności potęgowało beznadziejność sytuacji. Gdy zaczęło padać, otulił się peleryną mając wrażenie, że pogoda się dostosowała do jego nastroju. Kiedy przybyli do karczmy, trochę się ożywił. Był już głodny i mokry, a ciepła gospoda w której można by się najeść, napić i trochę oderwać od ponurych myśli była jak zbawienie. Toteż kiedy powitali ich gospodarze, gotów był nie baczyć na ich dziwaczne zachowanie, byle by już wejść do środka. Przynajmniej do czasu. Zaalarmowało go, że wiedzieli kim jest Pfister, mimo że on zdawał się ich nie znać. Marne były szanse, żeby zapomniał takie twarze. Gwido momentalnie zapałał morderczymi uczuciami do panów Poha i Noha, obawiając że staną na jego drodze do ciepłego paleniska i strawy która w jego marzeniach już się tam gotowała. Kiedy Reginmund się odezwał, ulżyło mu, że inni też zauważyli że coś tu nie gra. Postanowił się nie odzywać, pozostawiając tę kwestię akolicie. Sam zdjął kaptur i zaczął się rozglądać i nasłuchiwać. Nie zdziwiłby się, gdyby była to pułapka. W gruncie rzeczy zdziwiłby się, gdyby nie była.
  5. Wklejam wynik rozmowy Gwido z Pfisterem i resztę odpisu od razu na forum, coby nie mieszać czasu w docu
  6. Arvein miał zamiar już samemu podejść i związać Johanna, ale słysząc jego komentarz na temat “kuglarza” zrezygnował, zakładając, że wojownik mógł zauważyć jego wkład w konflikt. Po za tym był zaskoczony, że gladiator jest w stanie gadać z sensem. Choć jednocześnie wydało mu się to niepokojące. Zaczął się zastanawiać, czy Johann nie cierpi na jakieś rozdwojenie osobowości albo gorzej. Patrząc pozytywnie, przynajmniej dowódcy przeszedł atak paranoi. Reginmund był już gotowy z liną w ręku. Podczas gdy rodzeństwo próbowało przegadać oficera akolita zabrał wspomnianą linę, acz nie wyrywał się do wiązania do momentu w którym ich dowódca nie potwierdził zamiarów. Na jego polecenie skinął głową i zbliżył się do Johana. - To jak będzie? Załatwiamy to polubownie? - Akolita jednocześnie starał się uważać na ewentualny wybuch tego porywczego mężczyzny. Johan stał dziwnie spokojnie, jakby już nie chciał prowokować, zwłaszcza siostry. Spojrzał na oficera. - Nie dam się związać. Ale dam słowo rodu Dunkelów że nie wyciągnę na nikogo stali i grzecznie udam się gdzie chcesz. I powiem, co myślę, że co się dzieje. Ktoś chce zgarnąć chwałę dla siebie i pewnie cię ośmieszyć - wzruszył ramieniem- To jak będzie panie oficerze ?- ostatnie słowa były wypowiedziane nieco sarkastycznie. Gdy znowu podszedł klecha, Johann pomyślał, że może trzeba było go ściąć od razu. Przeszło mu to przez głowę. Spojrzał na niego i odpiął od pasa korbacz ale nie atakował - Wsadź sobie tą linę…i podziękuj chłopakowi na koniu że cię uratował. Poza tym mówię do przełożonego. Nie chcę z tobą gadać. - Czekał na reakcje starego mężczyzny. Ale gdy tylko Akolita się do niego zbliży mógł zaatakować - Zostaw to, Johann - Gesine powiedziała cicho. Nic więcej nie zamierzała robić, gdyż każdy był kowalem swego losu. Spodziewała się, że jeśli ktokolwiek uniesie broń po raz kolejny, nie skończy się to już na słowach. Akolita przekrzywił głowę patrząc na Johana. W sumie nie za wiele się pomylił, ale na plus należało zapisać, że nie rzucił się na niego z bronią w ręku. Ale ją odpiął co zaskutkowało tym, że i akolita sięgnął po miecz. - Podziękowałem. Mam lepsze rzeczy w planach niż zmywanie Twojej krwi z ostrza. Nie chcesz ze mną gadać, ani być związanym, ale nikt się nie pyta czego chcesz. Dostaliśmy polecenie Cię związać i to się stanie. Na tym polega wykonywanie rozkazów. Albo poddasz się polubownie albo będziemy musieli Cię w trakcie trzymać. Rzucisz broń i załatwimy to grzecznie tak jak twierdzisz, że Ci zależy, czy nie? Arvein stał z tyłu, w polu widzenia Johanna. Mag milczał, a twarz miał poważną i przyglądał mu się z uwagą. Gladiator mógł dostrzec jednak, że chłopak trzyma coś w dłoni. Mag miał nadzieję, że mężczyzna zrozumie przekaz. Przypomnienie, że bez względu na swoją decyzję zostanie pozbawiony oręża. Albo i gorzej... Gerwin podszedł do Johanna nadal trzymając wyciągnięty miecz, wpatrywał się prosto w jego oczy. - Odważny jesteś, co? - zapytał, a następnie uderzył go z pięści w brzuch, po czym złapał dłonią za policzki, i zbliżył jego twarz do swojej - Chcesz dzisiaj umrzeć? - zapytał krzywiąc się - Zgłosiłeś się na wyprawę w służbie Imperatora, tym samym zobowiązałeś się przestrzegać przepisów. Złamałeś w ciągu ostatnich kilku minut ich szereg. To w ogóle cud, że jeszcze pozwalam ci żyć. Jeśli chcesz mieć jakiekolwiek szanse na wyjście z tego cało, po prostu skończ zgrywać chojraka, dobra? - poklepał go po buzi - Wierzę że tak. Reginmund mimo wszystko wierzył w ludzi i ich rozsądek. Czasami żałował tego że się mylił i ludzie zawodzili jego oczekiwania. Niemniej wolał zakładać, że druga osoba jest rozsądna. Dlatego też po ostatnim wystąpieniu kapitana wierzył, że Johan zachowa się rozsądnie, bo nikt nie chciał dać się zabić. Podszedł więc do gladiatora, aby zacząć go wiązać. Reigmund związał dłonie upokorzonego przez dowódcę Johanna, uśmiech z twarzy Gerwina zniknął, wpatrywał się poważnie w pełną gniewu twarz najemnika. - Przeszukajcie go dokładnie. - rozkazał oficer, a następnie zbliżył się do swojej klaczy - Zabierzcie mu co ma, i ruszamy. - wskoczył na konia - Musimy dotrzeć tam przed zmierzchem. Potem każdy będzie miał czas na odpoczynek. - Gerwin zmierzył wzrokiem Gwido, Arveina i Reigmunda - Dobrze się spisaliście, panowie. Zbyt pochopnie was oceniłem. Oby tak dalej. Klara niewzruszona obserwowała całe zamieszanie. Z jej punktu widzenia wściekłe psy się zabijało, ale skoro dowódca wolał tego wziąć żywcem to jego sprawa i odpowiedzialność. Trzeba było tylko uważać by nie zostać z furiatem sam na sam. - Ktoś potrzebuje jakiegoś opatrunku? - spojrzała wprost na akolitę Morra. Słysząc słowa dowódcy Gwido przełknął ślinę i lekko skinął głową, nie będąc pewnym, czy rad jest z pochwały od Pfistera. Niezależnie od stopnia zasadności potencjalnej paranoi, facet wywoływał w nim odrazę a wizja służby dla niego jeszcze większą. Chłopak zrobił co zrobił bo nie chciał dopuścić do niczyjej krzywdy, oficer skorzystał na tym przy okazji. Gdy odezwała się Klara, powiódł oczyma za jej spojrzeniem i zmartwiony utkwił wzrok w akolicie, mając nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca. Arvein odprężył się widząc, że Johann się jednak poddał. Z drugiej strony, być może wygodniej by dla nich było gdyby, stawiał opór i zginął w walce… W każdym razie nie jemu należało to oceniać, on tylko starał się zminimalizować straty. To była jego pierwsza samodzielna misja i miał zamiar dopilnować by zakończyła się powodzeniem. Zrobi to mimo niekompetencji dowódcy i porywczości towarzyszy. Słysząc pochwałę dowódcy wyprostował się dumnie. Chciał by Gerwin uważał go za lojalnego podwładnego. Po za tym był zadowolony, że ich dowódca nie pokazywał już objawów swojej wcześniejszej paranoi. Dowódca powinien być w stanie utrzymać dyscyplinę w swoim oddziale. Miał nadzieję, że tak już zostanie… Ale teraz należało się zająć poważniejszymi problemami. Musiał zdecydować co należy przedsięwziąć w związku z faktem, że Johann został chwilowo oszczędzony… Sądząc po jego charakterze istniała realna szansa, że będzie chciał się zemścić za jego udział w sporze. Dlatego nie namyślając się długo wykonał pierwsze polecenie dowódcy i zajął się za przeszukiwanie Johanna, nie zamierzał zostawić mu żadnej potencjalnej broni. Podczas gdy Reginmund wiązał Johanna Arvein zaczął go przeszukiwać. Żaden z nich jednak nie zareagował na pochwałę dowódcy w inny sposób niż prężenie się z dumą. Akolita spojrzał na Pfistera i odpowiedział za nich wszystkich. - Dziękujemy, sir. Nie podobało mu się to wszystko co się stało, ale każdy był kowalem własnego losu i jeżeli ktoś dążył do sprowadzania na siebie nieszczęść, to nie sposób nieraz go było powstrzymać. Gdy skończył spojrzał jeszcze na tego biednego skurczybyka i żal mu się go zrobiło. Zastanawiał się co musiało się dziać w jego głowie kiedy to wszystko się działo. Czy to był jednorazowy wyskok? Chwilowy wybuch? Czy żałował tego co uczynił, czy może powtórzyłby to ponownie? A najważniejsze pytanie zapewne miało pozostać bez odpowiedzi…. Kim był i co tu robił? Zgłosił się do tej wyprawy. Wyprawy, która była niesieniem pomocy potrzebującym, więc nie mógł być zwykłym podłym rzezimieszkiem. Ta decyzja wymagała pewnego rodzaju szlachetności. Szkoda tylko że nie był póki co w stanie okazywać jej wobec ludzi z którymi przyszło mu wyruszyć na tą wyprawę. Co kryło się w głowie Johana Dunkela zaprzątało przez chwilę myśli akolity. Przynajmniej do momentu gdy Klara nie zadała swojego pytania. - Do wesela się zagoi. - Odpowiedział jej z uśmiechem na ustach. - Gotowi. - Rzucił w kierunku dowódcy kiedy skończył wiązać Johana, a Arvein go przeszukiwać. Pozostawało mieć na niego oko podczas podróży. Jak i na jego rodzeństwo, któremu mogło się nie spodobać to jak został potraktowany jego brat. Gesine z ulgą przyjęła fakt, że Johann jednak nie rzucił się nikogo rozszarpać. Widziała, że zaciął się w sobie i zapewne nie będzie chciał gadać z nikim, aż kiedyś znów wybuchnie, ale póki co było po wszystkim. Kobieta niczego po sobie nie pokazała, zachowując spokój, pilnie tylko patrzyła na ręce Arveina, gdy przeszukiwał jej brata. Uzasadnionym było zabieranie broni, lecz gdyby chciał okraść Johanna przy tej okazji, nie omieszkałaby zażądać zwrotu. Oczywiście poza wzrokiem dowodzącego buca, który znalazł sobie właśnie nowych zaufanych. Czas pokaże, czy trafnie. Miała co do tego spore wątpliwości w każdym przypadku, oprócz, być może, sługi Morra. Na postoju zaś obiecała sobie zwrócić więcej uwagi na dziewczynę. Choć mogło się wydawać, że nie dosłyszała, lub puściła mimo uszu podżeganie Pfistera, to jednak nigdy nie przegapiła by takich, sprytnie zadawanych, pytań. Nawet gdyby nie chodziło o Johanna. Arvein szybko przeszukał rzeczy Johanna i nie znalazł tam nic interesującego. Mag zaczął podejrzewać, dlaczego gladiator zgłosił się do tej misji, gdy odkrył, że sakiewka wojownika jest pusta. Po za tym nie miał on przy sobie wiele, tylko jakieś zwykłe przedmioty codziennego użytku. Oczywiście, zabrał nóż z pośród tych przedmiotów, ale całą resztę zostawił. Lepiej żeby gladiator sam nosił swoje rzeczy. W międzyczasie gdy tylko Reginmund skończył wiązać i zajął się czymś innym, Arvein zaczął cicho mówić: - Mam nadzieję, że nie masz mi niczego za złe, po prostu nie chciałem by ktoś został ranny. Po za tym uważam, że masz rację i bardziej nam się przydasz wolny, ale niestety nie odemnie zależy decyzja. Mimo wszystko myślę, że twojej siostrze uda się przekonać Gerwina by rychło cię wypuścili, zwłaszcza jeśli natkniemy się na jakieś kłopoty. Nóż oddam jak już do tego dojdzie. -zamilkł na moment po czym znacznie głośniej oznajmił- Przeszukany! Johann nie ma już przy sobie żadnej broni. Po czym odsunął się chowając nóż do płaszcza. Widząc, też że nikt nie zainteresował się porzuconym korbaczem go również podniósł. W drodze jeśli Gerwin niczego nie będzie od niego chciał postanowił dokończyć rozmowę z Gesine.
  7. Ja to bym rozegrała to wg. zasady z podpisu @Vadeanaine , zabawiła się w trochę bullingu i zobaczyła co Pfister wtedy odwali
  8. Level hard, ale możemy próbować W końcu to nie jego wina. Trzeba mieć wyrozumiałość dla chorych na alzheimera :c
  9. A, spoko. Mi po prostu w każdej sesji zabierają konia, zwlaszcza jeśli robię postać pod konnego łucznika/kawalerzystę i już się boję
  10. Jedna rzecz: Gwido na pewno ma ze sobą konia
  11. A, spoko! Thx!
  12. Okk, środkowy akapit~ Dobrze, że już wszysto u ciebie w porządku Sorki w ogóle, że też zniknęłam, ale ympra u mnie w weekend była i sami rozumiecie Dopiero teraz wszystko ogarniam i zapytuję, czy w końcu piszemy tu, czy w docu, czy i tu i tam i jak to ma w sumie wyglądać?
  13. Osom, to ja jeśli nie macie nic przeciwko zrobię edita, gdzie chekoutuję też Reginmunda skoro już wiem jak wygląda
  14. Gwido Irrenweg Kiedy Gwido zgłaszał się do misji, miał wielką nadzieję, że uda mu się powtórzyć wesołe wyczyny jego dziadka, że służba dla wojska będzie wspaniałą przygodą, splendorem i wiadomo... za mundurem panny sznurem. Po powitaniu w wykonaniu pana Pfistera ogarnęły go dużo zimniejsze uczucia do armii a już na pewno do idiotycznego pomysłu żeby się do niej zaciągnąć. Kretyn - skarcił się w myślach. Jedyną jasną stroną tego buca na koniu, był sam koń, a raczej fakt, że był naprawdę zadbany. Kiedy mowę przejął czarnowłosy chłopak, Gwido wybałuszył na niego oczy. "Ratujcie mnie i mojego tatusia, bo was zabijemy, mm!" Nie, to jakiś żart... Czeka ich długa droga, różne rzeczy mogą się przydarzyć, a idea odpowiadania głową za poczynania jakiś dwóch idiotów wcale mu nie odpowiadała, zwłaszcza że już po pierwszej minucie znajomości sam zaczął fantazjować na temat pozbawienia tego łysawego dupka życia. Może jeszcze nie jest za późno żeby się wycofać? Zostawić to w diabły, wyciągnąć wnioski i na przyszłość omijać armię szerokim łukiem... Rozejrzał się po pozostałych. Nie sprawiali wrażenia jakby zamierzali się wyłamać, choć wyglądali na ludzi, którzy z takim zadaniem poradzą sobie gorzej. No, może faktycznie z wyjątkiem tego pooranego bliznami osiłka i może kapłana, choć co do drugiego po trosze z racji jego stanu a po trosze z powodu poczciwej twarzy, nie był pewien, czy nie jest on z tych o mocnej budowie ale gołębim sercu. Tak czy inaczej, alternatywą byłoby zaczepienie się w jakiejś karawanie, a tam zapewne nie będzie tak ciekawie. I nie będzie tylu pięknych i zapewne niezamężnych kobiet... Nawet jeśli jedna jest trochę dzika, a druga wygląda na starszą od niego. Nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie. Tym bardziej, skoro się tu znalazły, to znaczy że nie były z tych rozmemłanych, niezdecydowanych panienek, z którymi oprócz zajęć fizycznych nie ma nawet o czym porozmawiać. Te tu muszą być odważne i na pewno mają ikrę. Uśmiechnął się do siebie. Przypomniało mu się jak ich pies spędził noc utknięty w dziurze w płocie sąsiada, próbując dostać się tamtędy do suki. Tak samo skończysz stary, a ta wyprawa to twój płot. Otaksował wzrokiem też dwóch pozostałych członków drużyny. Jeden, chudszy, w szarym płaszczu, niemal umknął jego uwadze. Drugi zaś miał w sobie jakiś nonszalancki urok, który Gwido trochę intrygował, a trochę irytował, tym bardziej, że mężczyzna ewidentnie też był zainteresowany paniami. Był jednak równie ewidentnie niezainteresowany oficerem Pfisterem, co czyniło go w oczach chłopaka naturalnym sprzymierzeńcem przeciw idiotyzmowi klas tutaj rządzących. Chwilę potem podobną sympatią obdarzył rudą damę, gdy ta zgłosiła swoją gotowość. Zerknął na nią ukosem, z lekkim, zawadiackim uśmiechem. - Gotów! - odpowiedział na zapytanie, z ukrytą nutą rozbawienia.
  15. Imię i Nazwisko: Gwido Irrenweg Rasa: człowiek Wiek: 19 lat Wzrost: 173 cm Profesja: przepatrywacz Pochodzenie: Wolne Miasto Delberz, Middenland Znak: bębniarz Wygląd: Gwido ma rude, falowane włosy do ramion, które czasem nosi związane w niechlujną kitkę. Jest, jak to rudzielce, raczej blady, za to jego nos i policzki pokryte są warstwą piegów, Ma jasne, szaroniebieskie oczy o pogodnym wyrazie. Twarz ma raczej wąską, trójkątną, z garbatym nosem. Jego największym atutem jest uroczy uśmiech, który jednak jest w pewnym stopniu zeszpecony nierównymi zębami (dwójki zachodzą częściowo na jedynki, a dolne kły wystają trochę przed linię zgryzu). Chłopak mierzy 173 cm wzrostu, jest postury poprawnie rozwijającego się, raczej szczupłego młodzieńca. Gwido na co dzień ubiera się strojniej, jednak gdy jest w drodze, jego ubiór zdradza doświadczonego podróżnika. Gdy jest na służbie nosi wygodny strój na który składają się ciemnoszare portki z miękkiej skóry, wysokie buty mające chronić przed obtarciami od siodła w którym spędza większość czasu, oraz lniana koszula zdobiona haftowanym zieloną nicią wzorem okalającym wiązany rzemieniami dekolt. Na to zakłada skórzaną, naturalnej, acz pociemniałej barwy kurtę, która dla dodatkowej ochrony naszyta jest płytami utwardzonej grubej skóry. Całości dopełnia peleryna z zielonego płótna, z rogową zapinką ozdobioną wyrytymi w niej jelenimi rogami - symbolem Taala, boga któremu został oddany pod opiekę jako dziecko. Charakter: Gwido jest osobą energiczną, zwłaszcza jeśli chodzi o pożytkowanie tej energii na zabawę. Jest otwarty na nowych ludzi i nowe doświadczenia, pełen pogody ducha i optymizmu. W życiu stara się kierować logiką i zimnymi kalkulacjami, ale nie zawsze mu to wychodzi. Często przyczyną tych porażek jest jego egocentryzm, który prowadzi do sytuacji, których Gwido potem żałuje. A nienawidzi mieć wyrzutów sumienia! Mimo to chłopak nie starać się żyć tak, aby nie narobić sobie z nimi problemów. Postrzegałby to jako ograniczenie, a jego poczucie niezależności i potrzeba wolności takowych nie znoszą. Dlatego więc wszystkie niechciane, męczące go uczucia woli zdusić w zarodku i się nimi więcej nie przejmować. Wychodzi z założenia, że szczęście jest wynikiem odpowiedniego doboru problemów którymi sobie zaprzątamy głowę, a nie efektem ciężkiej pracy, jako że takowa jest dla niego antonimem wszelkiej radości. Toteż całkiem nieźle odnajduje się w swoim zajęciu, które do najcięższych nie należy, co nie znaczy, że chłopak nie podchodzi do niego na poważnie i nie stara się zapewnić pełni profesjonalizmu. Nadal czerpie ze swojego zajęcia radość, zwłaszcza że mimo jego otwartości i raczej towarzyskiej natury, nic nie działa na niego tak kojąco jak samotna jazda przez pola i dzikie ostępy Middenlandzkich lasów, nawet jeśli jest to jazda w poszukiwaniu pułapek i niebezpieczeństw czyhających na ciągnącą z tyłu karawanę. Oczywiście po pracy też znajduje ukojenie, najchętniej w ramionach jakiejś chorzej dziewki, na tańcach lub w dobrej kompani przy kuflu zacnego piwa. Stara się jednak unikać hazardu i burd, jako że w żadnym zbytniego szczęścia nie ma. Historia: Gwido miał szczęśliwe dzieciństwo. Wychowywał się w dość dostatniej rodzinie jako trzecie dziecko rodziny Irrenweg. Jego matka, Vassa, zajmowała się domem. Ojciec Gwido, Aldwin, tak jak i jego dziad był przepatrywaczem i tego też fachu nauczył swoich synów. Toteż Aldwin, wraz ze starszym bratem, Odo, większość czasu spędzali na szlaku, prowadząc przez okoliczne lasy i wzgórza kupców poruszających się na przebiegających przez miasto szlakach handlowych. Gwido czas upływał na zabawie ze swoim młodszym bratem, Albertem i ich przyjaciółmi Hansem i Bertholdem. Ich ulubionymi zajęciami było ganianie z ich domowym burkiem za ptactwem i okazjonalnie sarnami, które żyły na polach wokół miasta, lub kręcenie się między przyjezdnymi, od których w Delberz zawsze się roiło. Chłopcy chłonęli otaczający ich świat i wszystkie jego aspekty, tym więcej, im dłużej udało im się pozostać nieprzyuważonym przez najstarszą z rodzeństwa, Gertrudę, która została obarczona niańczeniem dzieciaków, przynajmniej póki nie wyszła za mąż za Middenheimskiego kupca i nie wyjechała za nim. Z czasem Gwido podrósł i był już dość duży, zaczął towarzyszyć ojcu w pracy. W tym okresie Odo rozpoczął już samodzielną działalność, więc Aldwin mógł się spokojnie zająć szkoleniem kolejnego potomka. Chłopiec zaczął ochoczo przyswajać wiedzę, którą rodziciel mu przekazywał i co tu dużo mówić, która mu imponowała. Tropienie, sztuka przetrwania, umiejętność cichego poruszania się po każdym terenie, walka były umiejętnościami, które posiadał dalece nie każdy mieszkaniec miasta. Także sama możliwość przebywania w otoczeniu kupców, którzy nie raz zjeździli jeszcze więcej świata i widzieli więcej odległych miejsc niż ktokolwiek kogo młody znał bardzo mu odpowiadała, a jego rezolutna, pogodna natura zapewniła mu przyjaźń wielu z klientów ojca... i w późniejszym okresie, ich córek. W tym okresie nawiązał wiele znajomości, tak wśród kupców, przygodnych wędrowców, mytników jak i strażników dróg. Podróżując z ojcem młody Gwido spotkał się, na szczęście bez większego szwanku na zdrowiu, z najróżniejszymi trudnościami i niebezpieczeństwami pracy przepatrywacza. Nauczyło go to podchodzić z rezerwą i na spokojnie do każdego problemu, oraz dbałości o ekwipunek, broń i wierzchowca, ponieważ od nich może zależeć życie jego i ludzi którzy na niego liczą. Mimo swojego zafascynowania wędrownym trybem życia, Gwido nie żył tylko podróżami. Nauczył się doceniać komfort domowych pieleszy i życia w mieście. Jednak częsta nieobecność w Delberz doprowadziła do rozluźnienia przyjaźni z kolegami z dzieciństwa. Podczas gdy Hans, pochodzący z biedniejszej rodziny, podziwiał kolegę prowadzącego niemal awanturniczy tryb życia i wkrótce sam dołączył do straży dróg, by również móc przeżyć trochę przygód, Berthold zaczął się odsuwać od reszty paczki. Punktem kulminacyjnym był moment, gdy na horyzoncie pojawiła się piękna piekarzówna, do której i Gwido i Berthold zaczęli smalić cholewki. Panna, która najpierw skłaniała się ku przyjacielowi rudzielca, pod wpływem odpowiedniej dozy zalotów i mniej lub bardziej przekoloryzowanych opowieści o przygodach Gwido ostatecznie to z nim zaczęła się zadawać. Cóż, młodzieńcze uczucie szybko wygasło, piekarzównę wydano za mąż za młodego geografa. Berthold zaś czując się zdradzony zaczął uprzykrzać Gwido życie, doprowadzając do licznych przepychanek słownych i bójek. To po jednej z takich utarczek nos Gwido z prostego stał się garbaty. Własną działalność Gwido rozpoczął nie tak dawno temu, będzie z rok, może półtora. Odbył już kilkanaście pomniejszych podróży z karawanami oraz kilka większych wypraw. Nie wybrzydzał przy tym, zabezpieczając kupców wożących zarówno towary legalne, jak i te trochę mniej. Jego ambicją jest jednak pełnienie funkcji przepatrywacza dla armii, tak jak jego dziadek. Zajęcie to wydaje mu się dużo bardziej godne podziwu i stanowiące większe wyzwanie niż prowadzenie karawan po utartych szlakach. Toteż, gdy tylko doszły go słuchy, że wojsko szuka przepatrywacza do jakiejś misji, pognał zgłosić swoją kandydaturę, w nadziei że uda mu się zaczepić na stałe. Cechy Główne: WW: 27 US: 32 K: 29 Odp: 32 Zr: 39 Int: 34 SW: 24 Ogd: 26 Cechy Drugorzędne A: 1 Żyw: 13 S: 2 Wt: 3 Sz: 4 Mag: 0 PO: 0 PP: 3 Umiejętności: plotkowanie, wiedza (Imperium), znajomość języka (staroświatowy), jeździectwo, nawigacja, opieka nad zwierzętami, przeszukiwanie, skradanie się, spostrzegawczość, sztuka przetrwania, tropienie Zdolności: broń specjalna (unieruchamiająca), opanowanie, wyczucie kierunku, czuły słuch, strzelec wyborowy Wyposażenie: ubranie podróżne, plecak a w nim koc, drewniana misa i sztućce, broń jednoręczna (miecz jednoręczny z jelcem), sztylet (ukryty w bucie), tarcza, 10 strzał, łuk, bicz, sieć, 10m liny, lekki pancerz (skórzana kurta), koń (deresz Geist) z rzędem