Rrr

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    26
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Rrr

  • Ranga
    Sesjowy podczytywacz
  • Urodziny 29.10.1990

Profile Information

  • Gender Female
  1. @Egzio A ja czekam na twój odpis w stajni na privie, żeby móc wrócić do reszty
  2. Wesołych Świąt, dużo zdrowia, szczęścia i radości, spełnienia marzeń, samych crit sucessów na kościach i zaje przygód tak w realu jak w erpegach! <3
  3. Odpisałam w privowej konwersacji w stajni, bo Gwido jeszcze tam siedzi chwilowo. Może uda się szybko czasowo nadrobić i wrócę do reszty i mam nadzieję, że może jeszcze załapię się na oglądanie
  4. Melduję się na posterunku! Teraz już sytuacja u mnie się unormowała i powinnam być regularnie! Przepraszam za wszystkie kłopoty i dziękuję wam za cierpliwość i wyrozumiałość <3 Aww, szkoda, że Therek zrezygnował :C Jeśli o mnie chodzi to sesja mi się jak najbardziej podoba i naprawdę gdyby nie to że mi się wszyscy pochorowali, byłabym regularnie. Już jednak jest ok, i zdecydowanie chcę kontynuować! I wesołych świąt Nadia!
  5. Aww, dzięki <3 <3 <3
  6. Wow, trafiłam tu w ostatnim momencie Przepraszam, że ostatnio nie sprawdzam strefy regularnie. Moja rodzina w licznie 3 postanowiła się niestety dość poważnie rozchorować i teraz robię za dyżurną pielęgniarkę 24/7 ganiając od jednego do drugiego z zastrzykami, kropelkami, pastylkami i bóg wie czym, a w międzyczasie próbuję jeszcze nadgonić z robotą. Postaram się co parę dni zaglądać, ale do przyszłej środy na pewno będę miała taki kołowrót więc mogę być do tego czasu trochę w kratkę. Postaram się jednak częściej niż przez ostatni tydzień. Już nabrałam wprawy w ogarnianiu tej sytuacji, to powinno być łatwiej
  7. Gwido Irrenweg Przysłuchiwał się rozmowie i im dłużej to robił, tym mniejszą miał ochotę wchodzić do środka. W sumie to ciężko mu było uwierzyć, że Pfister to zrobił. Albo oficer był bezdennie głupi, albo jego paranoja przeszła na Gwido. Tak, czy inaczej, widząc, że Klara na niego macha, ochoczo został zaopiekować się końmi. Zsiadł więc, wziął Geista i o ile Pfister nie uwiązał gdzieś swojej klaczy, przejął ją od niego i poprowadził w stronę stajni. - Dobrego wieczoru! - z uśmiechem skinął stajennym głową. Zawsze warto było traktować każdego z szacunkiem, a zwłaszcza tych, którym zamierzało się powierzyć własnego konia. Nie zamierzał jednak przeszkadzać dziewczynie w rozmowie. Zaczął się rozglądać, czy w ogóle są jakieś wolne boksy, bo wyglądało na to, że wiele jest zajętych. Przyjrzał się też wierzchowcom w nich stojącym. Niewątpliwie chociaż część należała do ludzi, z którymi pewnie nie długo przyjdzie im się zadawać, a po ich stanie i klasie może dałoby się wywnioskować coś o ich właścicielach?
  8. Gwido Irrenweg Gwido zauważył jaką zabawę znalazł sobie Pfister. Nie uważał, żeby Johann działał racjonalnie w poprzednim sporze, ale w końcu złożył broń, poddał się i otrzymał karę. To co jednak wyczyniał oficer było zwyczajnie okrutne, niesprawiedliwe i pozbawione honoru, co w sumie mniej więcej wpisywało się w obraz Gerwina, jaki chłopak sobie wyrobił od rana. Jednak widząc obecne zachowanie Pfistera, w Gwido się zagotowało. Jeśli było coś co wyprowadzało go z równowagi, było to niepotrzebne okrucieństwo. Podjechał więc do przełożonego. - Już go pan ukarał, nie ma potrzeby się znęcać. - stwierdził chłodno, patrząc drugiemu mężczyźnie w oczy. Starał się nad sobą panować, ale nozdrza mu drgały z nerwów. Gerwin Pfister obrócił głowę, przyglądał się rudowłosemu chłopakowi z niedowierzaniem. Jeszcze kilka sekund pochwalił go za dobre sprawowanie i dyscyplinę, a teraz miał czelność zwrócić mu uwagę. Oficer przełknął głośno ślinę. - Jest niezłomny. - powiedział Gerwin, starając się mówić spokojnie - Z takimi trzeba postępować ostro, inaczej ich nie złamiesz. Będą buntować się do samego końca. Czy ty myślisz, że wściekłego psa ułagodzisz głaskaniem, dzieciaku? - Nie, ale kijem się tego też nie zrobi. Do tego potrzeba zbudować zaufanie. - odparł, trochę się uspokajając. Nie spodziewał się, że Pfister będzie skłonny do jakiejkolwiek dyskusji. - To dobry pomysł, a co potem, może mam go w sobie rozkochać? - rzucił Pfister, patrzył przed siebie unikając spojrzenia Gwido. - Mam inne priorytety. Oddać go w ręce stróży prawa, wyjaśnić kwestię drugiej ekspedycji, wykonać misje, i już nigdy więcej nie widzieć tego gnoja na oczy. Was zresztą też. Gwido popatrzył na niego ponurym, zmęczonym wzrokiem. No nie szło dyskutować z tym gościem! Ale przynajmniej w ostatniej kwestii się zgadzali. Westchnął i zawrócił konia, wracając na swoje miejsce na końcu pochodu. Resztę drogi spędził czując się po prostu źle z tym co się działo, a poczucie bezsilności potęgowało beznadziejność sytuacji. Gdy zaczęło padać, otulił się peleryną mając wrażenie, że pogoda się dostosowała do jego nastroju. Kiedy przybyli do karczmy, trochę się ożywił. Był już głodny i mokry, a ciepła gospoda w której można by się najeść, napić i trochę oderwać od ponurych myśli była jak zbawienie. Toteż kiedy powitali ich gospodarze, gotów był nie baczyć na ich dziwaczne zachowanie, byle by już wejść do środka. Przynajmniej do czasu. Zaalarmowało go, że wiedzieli kim jest Pfister, mimo że on zdawał się ich nie znać. Marne były szanse, żeby zapomniał takie twarze. Gwido momentalnie zapałał morderczymi uczuciami do panów Poha i Noha, obawiając że staną na jego drodze do ciepłego paleniska i strawy która w jego marzeniach już się tam gotowała. Kiedy Reginmund się odezwał, ulżyło mu, że inni też zauważyli że coś tu nie gra. Postanowił się nie odzywać, pozostawiając tę kwestię akolicie. Sam zdjął kaptur i zaczął się rozglądać i nasłuchiwać. Nie zdziwiłby się, gdyby była to pułapka. W gruncie rzeczy zdziwiłby się, gdyby nie była.
  9. Wklejam wynik rozmowy Gwido z Pfisterem i resztę odpisu od razu na forum, coby nie mieszać czasu w docu
  10. Arvein miał zamiar już samemu podejść i związać Johanna, ale słysząc jego komentarz na temat “kuglarza” zrezygnował, zakładając, że wojownik mógł zauważyć jego wkład w konflikt. Po za tym był zaskoczony, że gladiator jest w stanie gadać z sensem. Choć jednocześnie wydało mu się to niepokojące. Zaczął się zastanawiać, czy Johann nie cierpi na jakieś rozdwojenie osobowości albo gorzej. Patrząc pozytywnie, przynajmniej dowódcy przeszedł atak paranoi. Reginmund był już gotowy z liną w ręku. Podczas gdy rodzeństwo próbowało przegadać oficera akolita zabrał wspomnianą linę, acz nie wyrywał się do wiązania do momentu w którym ich dowódca nie potwierdził zamiarów. Na jego polecenie skinął głową i zbliżył się do Johana. - To jak będzie? Załatwiamy to polubownie? - Akolita jednocześnie starał się uważać na ewentualny wybuch tego porywczego mężczyzny. Johan stał dziwnie spokojnie, jakby już nie chciał prowokować, zwłaszcza siostry. Spojrzał na oficera. - Nie dam się związać. Ale dam słowo rodu Dunkelów że nie wyciągnę na nikogo stali i grzecznie udam się gdzie chcesz. I powiem, co myślę, że co się dzieje. Ktoś chce zgarnąć chwałę dla siebie i pewnie cię ośmieszyć - wzruszył ramieniem- To jak będzie panie oficerze ?- ostatnie słowa były wypowiedziane nieco sarkastycznie. Gdy znowu podszedł klecha, Johann pomyślał, że może trzeba było go ściąć od razu. Przeszło mu to przez głowę. Spojrzał na niego i odpiął od pasa korbacz ale nie atakował - Wsadź sobie tą linę…i podziękuj chłopakowi na koniu że cię uratował. Poza tym mówię do przełożonego. Nie chcę z tobą gadać. - Czekał na reakcje starego mężczyzny. Ale gdy tylko Akolita się do niego zbliży mógł zaatakować - Zostaw to, Johann - Gesine powiedziała cicho. Nic więcej nie zamierzała robić, gdyż każdy był kowalem swego losu. Spodziewała się, że jeśli ktokolwiek uniesie broń po raz kolejny, nie skończy się to już na słowach. Akolita przekrzywił głowę patrząc na Johana. W sumie nie za wiele się pomylił, ale na plus należało zapisać, że nie rzucił się na niego z bronią w ręku. Ale ją odpiął co zaskutkowało tym, że i akolita sięgnął po miecz. - Podziękowałem. Mam lepsze rzeczy w planach niż zmywanie Twojej krwi z ostrza. Nie chcesz ze mną gadać, ani być związanym, ale nikt się nie pyta czego chcesz. Dostaliśmy polecenie Cię związać i to się stanie. Na tym polega wykonywanie rozkazów. Albo poddasz się polubownie albo będziemy musieli Cię w trakcie trzymać. Rzucisz broń i załatwimy to grzecznie tak jak twierdzisz, że Ci zależy, czy nie? Arvein stał z tyłu, w polu widzenia Johanna. Mag milczał, a twarz miał poważną i przyglądał mu się z uwagą. Gladiator mógł dostrzec jednak, że chłopak trzyma coś w dłoni. Mag miał nadzieję, że mężczyzna zrozumie przekaz. Przypomnienie, że bez względu na swoją decyzję zostanie pozbawiony oręża. Albo i gorzej... Gerwin podszedł do Johanna nadal trzymając wyciągnięty miecz, wpatrywał się prosto w jego oczy. - Odważny jesteś, co? - zapytał, a następnie uderzył go z pięści w brzuch, po czym złapał dłonią za policzki, i zbliżył jego twarz do swojej - Chcesz dzisiaj umrzeć? - zapytał krzywiąc się - Zgłosiłeś się na wyprawę w służbie Imperatora, tym samym zobowiązałeś się przestrzegać przepisów. Złamałeś w ciągu ostatnich kilku minut ich szereg. To w ogóle cud, że jeszcze pozwalam ci żyć. Jeśli chcesz mieć jakiekolwiek szanse na wyjście z tego cało, po prostu skończ zgrywać chojraka, dobra? - poklepał go po buzi - Wierzę że tak. Reginmund mimo wszystko wierzył w ludzi i ich rozsądek. Czasami żałował tego że się mylił i ludzie zawodzili jego oczekiwania. Niemniej wolał zakładać, że druga osoba jest rozsądna. Dlatego też po ostatnim wystąpieniu kapitana wierzył, że Johan zachowa się rozsądnie, bo nikt nie chciał dać się zabić. Podszedł więc do gladiatora, aby zacząć go wiązać. Reigmund związał dłonie upokorzonego przez dowódcę Johanna, uśmiech z twarzy Gerwina zniknął, wpatrywał się poważnie w pełną gniewu twarz najemnika. - Przeszukajcie go dokładnie. - rozkazał oficer, a następnie zbliżył się do swojej klaczy - Zabierzcie mu co ma, i ruszamy. - wskoczył na konia - Musimy dotrzeć tam przed zmierzchem. Potem każdy będzie miał czas na odpoczynek. - Gerwin zmierzył wzrokiem Gwido, Arveina i Reigmunda - Dobrze się spisaliście, panowie. Zbyt pochopnie was oceniłem. Oby tak dalej. Klara niewzruszona obserwowała całe zamieszanie. Z jej punktu widzenia wściekłe psy się zabijało, ale skoro dowódca wolał tego wziąć żywcem to jego sprawa i odpowiedzialność. Trzeba było tylko uważać by nie zostać z furiatem sam na sam. - Ktoś potrzebuje jakiegoś opatrunku? - spojrzała wprost na akolitę Morra. Słysząc słowa dowódcy Gwido przełknął ślinę i lekko skinął głową, nie będąc pewnym, czy rad jest z pochwały od Pfistera. Niezależnie od stopnia zasadności potencjalnej paranoi, facet wywoływał w nim odrazę a wizja służby dla niego jeszcze większą. Chłopak zrobił co zrobił bo nie chciał dopuścić do niczyjej krzywdy, oficer skorzystał na tym przy okazji. Gdy odezwała się Klara, powiódł oczyma za jej spojrzeniem i zmartwiony utkwił wzrok w akolicie, mając nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca. Arvein odprężył się widząc, że Johann się jednak poddał. Z drugiej strony, być może wygodniej by dla nich było gdyby, stawiał opór i zginął w walce… W każdym razie nie jemu należało to oceniać, on tylko starał się zminimalizować straty. To była jego pierwsza samodzielna misja i miał zamiar dopilnować by zakończyła się powodzeniem. Zrobi to mimo niekompetencji dowódcy i porywczości towarzyszy. Słysząc pochwałę dowódcy wyprostował się dumnie. Chciał by Gerwin uważał go za lojalnego podwładnego. Po za tym był zadowolony, że ich dowódca nie pokazywał już objawów swojej wcześniejszej paranoi. Dowódca powinien być w stanie utrzymać dyscyplinę w swoim oddziale. Miał nadzieję, że tak już zostanie… Ale teraz należało się zająć poważniejszymi problemami. Musiał zdecydować co należy przedsięwziąć w związku z faktem, że Johann został chwilowo oszczędzony… Sądząc po jego charakterze istniała realna szansa, że będzie chciał się zemścić za jego udział w sporze. Dlatego nie namyślając się długo wykonał pierwsze polecenie dowódcy i zajął się za przeszukiwanie Johanna, nie zamierzał zostawić mu żadnej potencjalnej broni. Podczas gdy Reginmund wiązał Johanna Arvein zaczął go przeszukiwać. Żaden z nich jednak nie zareagował na pochwałę dowódcy w inny sposób niż prężenie się z dumą. Akolita spojrzał na Pfistera i odpowiedział za nich wszystkich. - Dziękujemy, sir. Nie podobało mu się to wszystko co się stało, ale każdy był kowalem własnego losu i jeżeli ktoś dążył do sprowadzania na siebie nieszczęść, to nie sposób nieraz go było powstrzymać. Gdy skończył spojrzał jeszcze na tego biednego skurczybyka i żal mu się go zrobiło. Zastanawiał się co musiało się dziać w jego głowie kiedy to wszystko się działo. Czy to był jednorazowy wyskok? Chwilowy wybuch? Czy żałował tego co uczynił, czy może powtórzyłby to ponownie? A najważniejsze pytanie zapewne miało pozostać bez odpowiedzi…. Kim był i co tu robił? Zgłosił się do tej wyprawy. Wyprawy, która była niesieniem pomocy potrzebującym, więc nie mógł być zwykłym podłym rzezimieszkiem. Ta decyzja wymagała pewnego rodzaju szlachetności. Szkoda tylko że nie był póki co w stanie okazywać jej wobec ludzi z którymi przyszło mu wyruszyć na tą wyprawę. Co kryło się w głowie Johana Dunkela zaprzątało przez chwilę myśli akolity. Przynajmniej do momentu gdy Klara nie zadała swojego pytania. - Do wesela się zagoi. - Odpowiedział jej z uśmiechem na ustach. - Gotowi. - Rzucił w kierunku dowódcy kiedy skończył wiązać Johana, a Arvein go przeszukiwać. Pozostawało mieć na niego oko podczas podróży. Jak i na jego rodzeństwo, któremu mogło się nie spodobać to jak został potraktowany jego brat. Gesine z ulgą przyjęła fakt, że Johann jednak nie rzucił się nikogo rozszarpać. Widziała, że zaciął się w sobie i zapewne nie będzie chciał gadać z nikim, aż kiedyś znów wybuchnie, ale póki co było po wszystkim. Kobieta niczego po sobie nie pokazała, zachowując spokój, pilnie tylko patrzyła na ręce Arveina, gdy przeszukiwał jej brata. Uzasadnionym było zabieranie broni, lecz gdyby chciał okraść Johanna przy tej okazji, nie omieszkałaby zażądać zwrotu. Oczywiście poza wzrokiem dowodzącego buca, który znalazł sobie właśnie nowych zaufanych. Czas pokaże, czy trafnie. Miała co do tego spore wątpliwości w każdym przypadku, oprócz, być może, sługi Morra. Na postoju zaś obiecała sobie zwrócić więcej uwagi na dziewczynę. Choć mogło się wydawać, że nie dosłyszała, lub puściła mimo uszu podżeganie Pfistera, to jednak nigdy nie przegapiła by takich, sprytnie zadawanych, pytań. Nawet gdyby nie chodziło o Johanna. Arvein szybko przeszukał rzeczy Johanna i nie znalazł tam nic interesującego. Mag zaczął podejrzewać, dlaczego gladiator zgłosił się do tej misji, gdy odkrył, że sakiewka wojownika jest pusta. Po za tym nie miał on przy sobie wiele, tylko jakieś zwykłe przedmioty codziennego użytku. Oczywiście, zabrał nóż z pośród tych przedmiotów, ale całą resztę zostawił. Lepiej żeby gladiator sam nosił swoje rzeczy. W międzyczasie gdy tylko Reginmund skończył wiązać i zajął się czymś innym, Arvein zaczął cicho mówić: - Mam nadzieję, że nie masz mi niczego za złe, po prostu nie chciałem by ktoś został ranny. Po za tym uważam, że masz rację i bardziej nam się przydasz wolny, ale niestety nie odemnie zależy decyzja. Mimo wszystko myślę, że twojej siostrze uda się przekonać Gerwina by rychło cię wypuścili, zwłaszcza jeśli natkniemy się na jakieś kłopoty. Nóż oddam jak już do tego dojdzie. -zamilkł na moment po czym znacznie głośniej oznajmił- Przeszukany! Johann nie ma już przy sobie żadnej broni. Po czym odsunął się chowając nóż do płaszcza. Widząc, też że nikt nie zainteresował się porzuconym korbaczem go również podniósł. W drodze jeśli Gerwin niczego nie będzie od niego chciał postanowił dokończyć rozmowę z Gesine.
  11. Ja to bym rozegrała to wg. zasady z podpisu @Vadeanaine , zabawiła się w trochę bullingu i zobaczyła co Pfister wtedy odwali
  12. Level hard, ale możemy próbować W końcu to nie jego wina. Trzeba mieć wyrozumiałość dla chorych na alzheimera :c
  13. A, spoko. Mi po prostu w każdej sesji zabierają konia, zwlaszcza jeśli robię postać pod konnego łucznika/kawalerzystę i już się boję
  14. Jedna rzecz: Gwido na pewno ma ze sobą konia