Kertiop

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    263
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Kertiop

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  1. Roger that. Wczoraj 3 odpisy. Myślałem, że dzisiaj będą kolejne.
  2. Kent Bergsohn Żołnierka w ostlandzkim uniformie zaproponowała swoją pomoc w oględzinach nogi. Jako, że chirurg się nadal nie odzywał, to strzelec potaknął głową, zgadzając się na zobaczenie nogi przez nieznajomą. Czuł jak zmęczenie znów chce go położyć do łóżka, ale musiał być czujny. Ostatnie tygodnie sprawiły, że ufał jedynie swojej kompanii, ale do nieznajomych, choćby w wojskowych uniformach i chcących pomóc, zachowywał lekki dystans. - Nazywam się Kent....Kent Bergsohn - wybąkał strzelec do Raychel, tak jakby podanie jego mienia miało pomóc w leczeniu nogi. Po czym odsłonił narzutę z kończyny dolnej ukazując prawą nogę. - boli ciągle, ale nie dużo. Jak tylko nią poruszę boli bardziej - dopowiedział na jednym wydechu. Po czym obserwuje zmęczonym wzrokiem poczynania żołnierki. Miał nadzieję, że za chwilę Dietger wstanie i pomoże przy diagnozie oraz w terapii. Jego umiejętnościom zawierzał i czułby się bardziej spokojnie, gdyby kompan z drużyny miał na oku to co robi żołnierka.
  3. jakby było zadrapanie to bym się nie odzywał ale mam zwichniętą prawą nogę, a to już poważna sprawa jest a jak tam Twoje ucho?
  4. @franekfrogmiłej zabawy z moją nogą
  5. Kent Bergsohn Kent paląc strażnicę nie miał z tym problemu. To była ich strażnica. Fort zbudowany przez ludzi. Nie mogli pozwolić, żeby te zielone pomioty wykorzystały go jako swoje schronienie. Nie po tym, jak ocaliła życie jego drużynie. Chociaż wiedział, że woli ją puścić z dymem niż zostawić goblińskiej chołocie, to jednak ręka mu zadrżała gdy rozpalił ogień w wieży. Pobiegł szybko na szczyt zobaczyć jak bardzo zbliżyli się zielonoskórzy. Brak goblinów na horyzoncie trochę go zaskoczył. Właściwie to zszokował. Nie bardzo wiedział jak to zinterpretować. Zbiegł szybko z wiadomością do sierżanta i po drodze zobaczył, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzenił. Wiadomość o zaniknionych przeciwnikach nie napawała nikogo dumą. O to spalili swój dom z obawy przed przeciwnikiem, a tu okazało się, że powód dla którego podpali ogień, zniknął. Wyszli z fortu w ponurym nastroju i skierowali się do najbliższej wioski pokazanej na mapie. *** Szli przez trzy dni. Podróż szła nawet przyzwoicie, dopóki nie pojawiły się gobliny z zawieją. Wilczy jeźdźcy na nich szarżowali i Kent tylko czekał na rozkaz wystrzelenia strzały do szarżujących. Ale zamiast rozkazu usłyszał trzask, po czym wpadli wszyscy w jakiś dół. I tyle pamiętał Kent, gdy obudził się w jakieś drewnianej chałupie. Wyglądało na to, że znowu uciekli śmierci. Ale pamiątka została. Strzelec odczuwał, że coś jest nie tak z jego prawą nogą. Czuł ból gdy nią poruszał. Spojrzał pod narzutę i widział ją całą, bez rany, ale coś było nie tak. Nieprzytomnym wzrokiem popatrzył na resztę towarzyszy. Wszyscy wyglądali na wykończonych zarówno psychicznie i fizycznie. Zauważył nową kobietę w żołnierskim odzieniu. Patrzyła na nich i nic nie mówiła. Po chwili przyszedł gospodarz tego domu, który zaczął wyjaśniać kto wyratował jego drużynę od śmierci. Następnie powiedział jaki jest panuje tutaj problem z bandziorami i wyczekuje pomocy od zwiadowców. Kent wysłuchał słów chłopa. Współczuł mu, ale czuł, że jego prawa noga wcale nie ułatwi mu zadania. Nie odzywał się zbytnio i poczekał, aż wypowie się najpierw sierżant. W międzyczasie natchnęło go zapytać o ich ekwipunek. Przecież wpadli w jakiś dół. Znając ich szczęście to pewnie wszystko jest teraz przykryte śniegiem. - Co z naszym ekwipunkiem i z końmi? Udało się coś przy nas znaleźć? - zagadał do żołnierki i chłopa. Po odpowiedzi kiwnął spokojnie głową tak jakby się tego spodziewał. Zamyślił się na chwilę pozwalając na wymianę zdań między pozostałymi. Po czym kiwnął na Dietgera: - Możesz zobaczyć moją nogę? Coś jest z nią nie tak. Ogólnie Kent chciałby pomóc chłopom z wioski, ale fizycznie, a przede wszystkim psychicznie chyba nie był gotowy na kolejne wyzwanie. Musiał wypocząć. Przysłuchiwał się dalszym rozmowom i miał nadzieję, że ich chirurg będzie w stanie naprawić jego prawą nogę, zwłaszcza, że niezależnie od decyzji zwiadowców, Kent nie był pewny czy będzie mógł im dalej towarzyszyć z jego obolałą kończyną.
  6. @Egzio szkoda, że nie poczekałeś jeszcze z dzisiejszą odpowiedzią, może więcej by się dało nabrać dobrze, że chirurg przynajmniej w porządku się czuję. Jeśli chodzi o ekwipunek to mamy coś w ogóle?
  7. Ponoć wszyscy nie żyjemy, więc dziękuję za grę. Dobrze mi się z Wami grało. Dziękuję sierżancie za Twoje starania, wiem, że się starałeś. Ale taki jest warhammer. Żegnajcie.
  8. @EgzioKent dostosuje się do rozkazu sierżanta, choć w myślach przeklina tą decyzję. Bierze słomę ze stajni i wykorzystuje cokolwiek zostało z drewna. Wszystko rozpala pod jakąś belką podtrzymującą strop. Stajnia to samo i jak da radę to jeszcze kuźnię zapalam. Ogólnie sam pomysł spalenia fortu odziwo mu się podoba. Kuchnia, najgorsze zadanie dla mniebez pomocy to raczej nie zdążę przed przyjściem goblińców, ale robię co wymaga sierżant i na ile pozwalają na to środki. Egzio, możesz wykorzystać moje zapasy oliwy do spalenia wieży, ale nie wszystkie, coś niech zostanie pozdro
  9. To tym bardziej jestem za tym zeby bronic. 20-30 goblinow na 5 postaci na drugiej profesji w forcie wydaje mi sie bardziej rozsadne niz nieprzewidywalna pogoda przez 2tyg. ale tak jak mowilem, dostosuje sie do polecen sierzanta
  10. Podobnie jak @Obca, jak @Shartan rozkaze uciekac to uciekam, jak kaze bronic fortu to bronię. @Egzio A shartan podejmie decyzje zaleznie od tego ile jest zielonych. Wiec jak moge zasugerowac, to moze nastepny post poinformuje nas ile jest goblinow, albo dogadaj to sobie z shartanem na prywatnej lini ile jest tych goblinow. Pozdro @franekfrog czekamy z niecierpliwoscia na Twoj post
  11. Kent Bergsohn Kent wpatrywał się w pojawiające się kulki na horyzoncie i po chwili usłyszał za sobą głos sierżanta: - Jak nie zmienią tempa, to prawdopodobnie przybędą tu za godzinę, a może nawet trochę wcześniej - odpowiedział rzeczowo dowódcy - zawsze pod wiatr co nie, panie sierżancie? Po odpowiedzi zaczął na nowo skupiać wzrok i starał się oszacować siły przeciwnika oraz kierunek w którym podążają.
  12. Kent Bergsohn Kent ostatnimi siłami zaczął wykonywać czynności polecone przez sierżanta. Z oknami poszło mu szybko, a z pomocą Friggi szybko pozyskali drewno z mebli i w końcu mógł się położyć. Nie mógł jednak uleżeć słysząc, że inni jeszcze pracują, więc wziął swoje potrzaski i wyruszył w towarzystwie Dietgera poszukać kolacji. Niebawem wrócili z znalezioną sarniną, dzięki czemu strzelec miał dzień wolnego od polowania. Przyrządzili na ile mogli dziczyznę i z niejaką świętością zasiedli do wspólnego stołu. Niesamowite uczucie. O to zwiadowcy, którzy przeżyli wieczorne śnieżne burze siedzieli żywi przy jednym stole. Wszystkie żale, bądź negatywne uczucia względem siebie zniknęły. Przy tym stole byli sobie równi. Przeżyli bowiem to samo i dzięki wspólnej współpracy mogli przetrwać i mieć nadzieję na lepsze jutro. Zaczęły się wieczorne opowieści, pełne śmiechu i dające atmosferę bezpieczeństwa. - Nie pamiętam kiedy jadłem ostatni raz sarninę. - powiedział na głos wpatrując się w gulasz, który wspólnie zrobili - ostatni raz był chyba, jak jeszcze służyłem w Ostermarku. Podczas ochotniczych naborów do wojska przenosili nas z fortu do fortu, gdzie odbywaliśmy odpowiednie szkolenia. Poznawało się różnych cudaków. Niedaleko Hellenfegen, miasta znanego z dobrych koni, wysłali nas na patrol do tamtejszych lasów. Miałem ze sobą kilku towarzyszy. Ale najbardziej zapadł mi w pamięci jeden. Nazwaliśmy go Burza. Był nowy i uczył się dopiero przetrwania na odludziu. Miał ze sobą zapasy śmietany, które popijał częściej niż wodę. Raz połączył tłustą śmietankę z przypaloną dziczyzną i zaczęła się burza. Ciągle pierdział i nie mógł przestać. To były takie głośne bąki, że martwiliśmy się, że przywoła do naszych obozów zwierzoczłeków czy inne pierzyństwo. Już był tak tym chłopak speszony, że jak się spierdział, to ściemniał, że burza idzie. I stąd ten przydomek skubaniec miał. Dobrze, że nie mamy tutaj śmietanki, hehe, bo byśmy mieli kolejną burzę, nie? Haha. Zjadł spokojnie kolejne kęsy i nagle przeszły go dreszcze. Czuł, że lekko się poci i rośnie mu temperatura. Dodatkowo znów zaczął mu się rozmywać świat i tracił poczucie świadomości. Starał się wysiedzieć do końca wieczerzy. W końcu od dawna nie mieli takiej sielankowej kolacji. Ale po pewnym czasie zaczął mamrotać i kiwać głową. Całe szczęście towarzysze zauważyli jego zły stan i pomogli mu się położyć oraz zapatulić kocami. ****** Następnego poranka Kent obudził o wiele lepszym stanie. Nie pamiętał kiedy tak dobrze mu się spało. Odgarnął od siebie dodatkowe koce i lekko się przeciągnął. Nie pamiętał jak zasnął oraz jak się znalazł w łóżku. Pamiętał tylko wczorajszą kolację. Wstał cicho i powąchał swoje ciało. Przydałaby mu się w końcu kąpiel. Nie mył się już od 2 tygodni. Poszedł powoli w stronę wieży zobaczyć rozpościerający się widok i akurat spotkał Dietgera, który schodził z wieży z niemiłą wiadomością. - Ile ich jest i gdzie zmierzają? - zapytał chirurga i po wysłuchaniu jego odpowiedzi, powiedział: - daj znać reszcie. Ja pójdę na wieżę obserwować ich ruchy. Może nie idą w naszą stronę. Pobiegł na wieżę i stanął tak, żeby go nie było widać, a tak żeby mógł swobodnie obserwować zbliżające się kreatury. Będzie siedział na wieży dopóty nie ustali jak wielu jest goblinów i w jakim kierunku podążają. Jeśli będzie miał te obie informacje schodzi z wieży zameldować sierżantowi raport z obserwacji.
  13. Ja bym poczekal do oszacowania ilosci przeciwnika, a pozniej podjal decyzje.
  14. Ja bym zostal i bronil, jesli nie bedzie ich zbyt duzo.