Mashiro

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    198
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Mashiro

  1. Bardzo szkoda, ale rozumiem... :-( gdybyś jednak planował powrót, to Klaudine z przyjemnością dowie się, co to za czarna magia na bagnach sobie poczyna.
  2. @Kertiop spokojnie, będę celować tylko w mackę A przynajmniej się postaram
  3. Ode mnie "gorejący wzrok", jeśli tylko pojawi się macka. Zobaczymy, czy uda się ją trochę zgrillować
  4. Klaudine Wagner Jęknęła tylko pod nosem, gdy uderzenie macki posłało ją w zimną, śmierdzącą wodę. W ramieniu poczuła mocny ból, jednak miejsce zostało chyba tylko obite, bo gdy poruszyła ręką, ta nie wydawała jej się złamana. Z pomocą Karela wstała na równe nogi, choć wyglądała teraz jak zmokła kura. Było jej zimno i chciała jak najszybciej wracać do wioski, by się ogrzać, a przede wszystkim umyć. Czuła też wzbierający gniew, za który szybko skarciła się w myślach. - Ruszajmy dalej, jeśli tym razem pojawi się to coś, przywalę mu błyskawicą - rzuciła do towarzyszy nieco rozeźlona i szybko w umyśle przygotowała odpowiednią formułę zaklęcia. Byli na terenie tej ośmiornicy, czy czymkolwiek to coś było i Klaudine wiedziała, że łatwo nie będzie się stąd wydostać, dlatego należało powziąć poważniejsze kroki. A przede wszystkim ruszyć w drogę i dołączyć do Laviny, Vincenta i karczmarza, co czarodziejka niezwłocznie uczyniła.
  5. Klaudine Wagner Udało jej się spleść zaklęcie i cieszyła się, że nie jest bliżej tego obleśnego trolla, który zwymiotował czymś w stronę Karla. Odetchnęła z ulgą, widząc, że towarzysz w porę odskoczył, bo ten wymiot z pewnością zostawiłby niejedną szramę na ciele. Wystrzeliła z oczu piorunami, które dosięgły bestię, raniąc ją i pozwalając działać pozostałym. Klaudine w tym czasie trzymała się na odległość i już składała kolejny czar, gdy wydarzyło się coś niebywałego. Z wody wystrzeliła macka i porwała trolla jednym pociągnięciem. Ot tak, po prostu. Czarodziejka stała przez chwilę, zastanawiając się, co to było, gdy odezwał się Karel. Najwyraźniej skądś wiedział, jak należy się przy tym czymś zachowywać, a jak na oko Klaudine, to nie była zwykła ośmiornica. Teraz żałowała trochę, że nie nauczyła się zaklęcia pozwalającego jej lewitować kilka metrów nad ziemią, z pewnością by się teraz przydało. - Leć, osłaniam cię - szepnęła do Karla, rozglądając się w świetle latarni po mętnej wodzie. Lucien miał rację, to coś będzie potrzebować chwili, żeby skonsumować trolla, więc to będzie ich szansa na wycofanie się. Skinęła tylko głową rycerzowi, poczekała, aż Karl odetnie wiszącego Karela i od razu skierowała się w drogę powrotną, mając nadzieję, że właściciel(ka) macek nie zechce wyjść im na spotkanie.
  6. @Obca
  7. Nie, celebrowałyśmy z przyjaciółkami koniec ciężkiego tygodnia i trochę przesadziłam z procentami, dlatego post będzie jednak jutro z rana, jak dzisiaj porządnie odeśpię tego kaca... I najlepszego dla Ciebie, @Dhagar, niech Ci się pospełniają najskrytsze marzenia
  8. Ode mnie post jutro, dzisiaj imprezuję
  9. Rzucam "Gorejący wzrok" na naszego trollunia
  10. Klaudine Wagner Jakoś nie podobało jej się, że postanowili się rozdzielić, ale przecież nie będzie teraz wszystkich przekonywać na siłę, że to nie jest dobry pomysł, zwłaszcza w takim miejscu. Ostatecznie padło, że wyruszą na poszukiwania syna Tomasa w czwórkę, więc Hierofantka trzymała się z tyłu, kosturem pomagając sobie przy każdym kroku, by odnaleźć nieco solidniejszy grunt. Niezbyt jej się to jednak udawało, w końcu to były bagna. Ponure, śmierdzące, mroczne i kryjące pewnie masę różnych niespodzianek. Niespodzianek, których jakoś nie miała ochoty poznawać. Podczas marszu nie odzywała się zbytnio, by nie ściągać uwagi tego, co mogło kryć się w zaroślach i między drzewami. Było jej zimno i nieprzyjemnie, po raz pierwszy też od dawna przyznała sama przed sobą, że mogła wybrać inną część Imperium na wędrówkę. Z drugiej strony, skąd mogła wiedzieć, że trafi na bagna? Do wioski, która niemal jest odcięta od świata. W końcu jednak odnaleźli chłopaka, powieszonego za nogi na jakimś drzewie. Czarodziejka od razu zaczęła się rozglądać po okolicy, bo ktokolwiek to zrobił, musiał gdzieś tu być. Wiele się nie pomyliła, gdy nagle z wody wyskoczyła na nich bagienna bestia, która okazała się być trollem. Klaudine nigdy wcześniej nie widziała takich istot, więc spotkanie z nim zrobiło na niej dość duże wrażenie. Gdy Karl klapnął w wodę, a potwór próbował zmieść Luciena i Adela swoją maczugą, Biała Czarodziejka zrobiła kilka kroków w tył i szybko odnalazła w pamięci odpowiednią formułę zaklęcia. Wypowiadając ją głośno, miała zamiar wystrzelić z oczu wiązką oślepiającego światła, by trafić przeciwnika i tym samym ułatwić pozostałym walkę z nim.
  11. @Kertiop jasne, żeby to jeszcze tak wyglądało w praktyce Ale miło, że wierzysz w Klaudynę
  12. Może jednak się nie rozdzielajmy? Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, ale jak tak zadecyduje większość, to się dostosuję.
  13. Klaudine Wagner Mogła się spodziewać takiego odzewu wieśniaków. Jeść i pić to mieli u kogo, ale żeby pomóc człowiekowi, który napełniał im brzuchy, to już nie bardzo. Z jednej strony im się nie dziwiła, bo byli tylko prostymi ludźmi, którzy bali się "bestii z Bagien" i wiedźmiarza, a z drugiej, przecież to byli ziomkowie Tomasa, którzy pewnie znali go od lat. Nie było jednak sensu się nad tym rozwodzić, więc gdy zabrała plecak, ruszyła z kompanami we wskazanym przez żonę karczmarza kierunku. Idąc przez bagna krzywiła się co chwilę, gdy dochodziło ją paskudne bulgotanie ciemnej brei pod stopami. Miała to szczęście, że wiatr Hysh oplatał niewidzialnie jej ciało, dlatego pomimo faktu, iż brodzili niemal po kolana w błocie, Klaudine wyglądała wciąż czysto i schludnie. Minęło trochę czasu, ale w końcu odnaleźli nieprzytomnego, zakrwawionego gospodarza. Niestety, jego syn gdzieś zniknął, a odnalezione ślady sporych stóp nie zwiastowały niczego dobrego. Chłopak musiał zostać gdzieś zaciągnięty i Klaudine zastanawiała się przez chwilę, czy to była ta niesławna bestia, o której tak gadali w kółko mieszkańcy Fauligmere. Na słowa Vincenta skinęła mu tylko głową, wyszeptała pod nosem słowa mocy i przyłożyła otwartą dłoń do rany na czole Tomasa, jednocześnie jej nie dotykając. Moc Hysh miała spokojnie przeniknąć do rozcięcia i zasklepić je. - Mogę pomóc z raną, ale nie znam czarów, które przywrócą mu świadomość - powiedziała. - I uważam tak, jak Vincent. To coś jest duże, rozdzielając się możemy sobie z tym nie poradzić. Musimy iść wszyscy i to natychmiast, jeśli chcemy uratować chłopaka, bo Sigmar jeden wie, co ta bestia będzie chciała mu zrobić. Co do uśpienia, to czar działa tylko na dotyk, a nie sądzę, bym miała możliwość podejść aż tak blisko, gdy się wszystko zacznie. No chyba, że nas nie zauważy i skorzystamy z zaskoczenia. Zobaczymy. Na wszelki wypadek będę mieć pod ręką zaklęcie ofensywne. Tomasa można opatulić jednym z koców i przenieść go pod drzewo, z dala od stawu, żeby nam się przez przypadek nie utopił. Później po niego wrócimy, teraz nie ma czasu, żeby nieść go z powrotem do wioski, a już tym bardziej się rozdzielać. Z szykiem zaproponowanym przez cyrulika nie miała problemu, zwłaszcza, że i tak zamierzała trzymać się z tyłu i działać na odległość. Gdy w końcu się dogadali, ruszyła za towarzyszami, rozglądając się czujnie i mając na baczności.
  14. Powodzena @Egzio, ja zdałam za drugim razem. Byłoby za pierwszym, ale kilkaset metrów przed ośrodkiem, wracając już na "bazę" załączył mi się Hołowczyc i przekroczyłam znacznie prędkość ^^. Chyba tak bardzo chciałam już to mieć za sobą Strasznie byłam na siebie wtedy zła o to. Na szczęście za drugim poszło już dobrze. Trzymam kciuki :* No i biorę się za posta
  15. Trochę o tym jeszcze myślałam i wpadłam na inny pomysł - a co, gdyby Adel nie zgodził się na pojedynek? Przecież Lucien nie zabije go ot tak sobie, bo to będzie nierycerskie I fakt, świetnie odgrywasz tę postać, @Egzio, duży plusior!
  16. A czy Adel nie może po prostu przeprosić Luciena za swoje słowa? Może się nie znam, ale chyba powinien mieć jakiś common sense i wiedzieć, że jak dojdzie do pojedynku, to Lucien zrobi z niego dżem wiśniowy? Ja wiem, że fajne są takie tarcia w drużynie, bo to dodaje smaczku, pudru i lukru, ale obecnie trochę nam to chyba przeszkadza w głównym zadaniu, nie sądzicie?
  17. Ja już dałam posta. Niezależnie co tam sobie panowie będą między sobą ustalać, to Klaudyna nie będzie się już wtrącać, bo skoro Adel naważył tego piwa, to niech je teraz spija
  18. Klaudine Wagner Czarodziejka miała nadzieję, że przez wydarzenie z Adelhelmem i Lucienem, baron nie będzie patrzył na nich mniej przychylnie. Szlachcic nie powinien był się tak zachować wobec Bretończyka, ale przecież nie od dzisiaj było wiadomo, że przedstawiciele szlachty za nic mieli innych ludzi, nawet, jeśli to był sam bretoński rycerz. Klaudine liczyła, że nie dojdzie jednak do rozlewu krwi i Lucien się opamięta, choć było to mało prawdopodobne. Tak, jakby mało mieli rzeczy na głowie, dokładali sobie sami kolejne. Po dotarciu do gospody, gdy tylko Adelhelm się obudził, pochyliła się lekko w jego stronę. - Wybacz, że cię uśpiłam magią, ale to dla twojego dobra. Straszne rzeczy wygadywałeś na temat Luciena. W dobrym tonie byłoby go za to wszystko przeprosić, nim cię skróci o głowę - powiedziała, patrząc mu w oczy. Nie sądziła, by nagle coś jej gadanie dało, ale spróbować mogła. A nuż szlachcic się zreflektuje? Niedługo potem podeszła do nich żona Tomasa i opowiedziała o jego zniknięciu. Choć dzielnie się trzymała, Klaudine wiedziała, że chciało jej się płakać i krzyczeć, jednak nie rozklejała się przy córce. Cóż, chodzenie po zmroku na bagna, które mają w nazwie słowo "przeklęte" nie jest dobrym pomysłem, ale gospodarz chyba rzeczywiście nie wierzył w te opowieści o czyhających tam niebezpieczeństwach, skoro postanowił przy okazji zabrać ze sobą syna. - Pomożemy wam - powiedziała Klaudine i zwróciła się do gości w głównej sali. - Ludzie! Tomas wyszedł za palisadę na bagna z synem i nie wrócił. Trzeba go poszukać. Idę tam z towarzyszami, czy ktoś z was chce się przyłączyć? Nie znamy tych terenów, więc przydałby się jakiś przewodnik. Żona Tomasa ze strachu o niego usycha, więc nie każcie mi drugi raz prosić. Niezależnie od odzewu, Biała Czarodziejka poczekała na pozostałych i wraz z nimi ruszyła we wskazanym przez Heidi kierunku.
  19. @Obca ode mnie nic więcej.
  20. @Kertiop daj spokój, nie odebrałam tego w ten sposób Inna rzecz, że w sumie mogliśmy zaczekać na wszystkich, bo przecież też byliście na tej kolacji z @juma777. No ale nic, następnym razem się poprawimy Nie odbieram Adelhelma jako piąte koło u wozu, a tym bardziej moja postać nie czuje wobec niego toksycznej niechęci, raczej uważa, że to "nieszkodliwy bajkopisarz" Zresztą, gdyby tak nie było, to przecież Klaudyna by go nie usypiała, tylko pozwoliła dalej się pogrążać i żeby Lucien zrobił z nim porządek I jak pisała @Obca może to jest dobry moment na zreflektowanie się, jeśli chcesz zmienić nastawienie postaci. Przeprosiny na pewno złagodzą sprawę i nie będziecie musieli się pojedynkować, a Adel może sobie potem wmówić, że przeprosił Luciena bo "wychodził z matrixa" zaklęciowego A tak w ogóle to Klaudyna go zmusiła czarami, o! Idę czytać, co tam nasmarowaliście w docu :*
  21. Klaudine Wagner, Adelhelm Eisenmann, Lucien Dubois oraz inni uczestnicy wieczerzy u barona Eldreda von Stauffera Biała Czarodziejka przewróciła oczyma, słysząc wywód Adelhelma. - Powinieneś walnąć się czymś ciężkim w głowę, chociaż nie sądzę, by nawet wtedy coś to zmieniło - rzuciła. - Smok? Naprawdę? Nic nie wiesz na temat magii a już na pewno nie służy ona jakimś gusłom i zabawom. Nie chce mi się zresztą na ten temat dyskutować. "Bo i tak nic do ciebie nie dotrze, zapatrzony w siebie narcyzie", dodała w myślach i westchnęła tylko, gdy szlachcic rozlał wino. Już dawno nie podróżowała z kimś tak wkurzającym, kto non stop wystawiał jej cierpliwość na próbę. - Wybacz, jeśli będę nietaktowna, ale cóż to za wisior i jak masz zamiar odnaleźć go na statku, który zapewne od wielu lat jest gdzieś tutaj zatopiony? To misja niemal niemożliwa do wykonania bez udziału potężnej magii - powiedziała Klaudine. Coś w tej całej opowieści czarodziejce nie grało i elfka w ogóle wydała się jej nieco dziwna, jednak na razie nie dzieliła się swoimi przemyśleniami na głos. - Jak mówiłam, to przedmiot o wartości sentymentalnej dla mojego rodu. Srebrny liść wpleciony w księżyc w pełni - powiedziała Voluria. - Był przechowywany w specjalnym, magicznie zamkniętym pudełku ze zdobieniami, którego nie można pomylić z niczym innym. Wierzę, że uda mi się odnaleźć wisior i dostarczyć go lordowi mego domu. Chwilę później spojrzała na Eldreda. - Fantastyczna kolacja, baronie, dziękujemy za gościnę. Czy mógłby waćpan powiedzieć coś na temat niejakiego Steffana Vissera? Chyba jest tutaj poławiaczem ośmiornic, czy tak? Czy kiedykolwiek rozmawiał z panem na temat jakichś dziwnych wydarzeń na bagnach? Widział coś podejrzanego? - Najpierw zamierzała wypytać Eldreda, w końcu to on był głównym odbiorcą ośmiornic, a potem, jeśli zajdzie taka potrzeba, samego Vissera. - Tak, Steffan to bardzo solidny i zaufany człowiek. Kiedyś najemnik, teraz rybak, nadzoruje wszelkie połowy. - Baron zamyślił się na moment. - Zwykle opowiadał, że widzieli jakieś dziwne, jasne punkty we mgle i że coś się pod wodą poruszało, ale nigdy nic ich nie zaatakowało. Pewnie szczęście mieli. Słysząc, co na temat Luciena nawygadywał Adelhelm, magini aż uniosła brwi. - Dlaczego kłamiesz, Adelhelmie? Lucien to najbardziej prawy i porządny człowiek, jakiego poznałam od dawna. Czyżbyś był zazdrosny o to, że panna Voluria poprosiła jego o pomoc? Proponuję zbastować ci z oskarżeniami, nim rycerz się zdenerwuje i zrobi z tobą porządek. - Skrzywiła się. Szlachcic zniechęcił ją do siebie jeszcze bardziej. Nie cierpiała kłamców. - Czy to dlatego przez całą podróż owy Lucien zamieniał słowa tylko z kobietami, do mnie nie odzywając się ani słowem? - zapytał Adelhelm próbując odeprzeć zarzuty - Jedyne co od niego słyszymy, to tylko czcze gadanie o jego wielkim honorze i szlachetności. Gada o nich tylko kobietom. To pies na baby. I nie są to kłamstwa. Takie jest moje zdanie. - Bo prawdopodobnie byłeś zbyt zajęty byciem pijanym i obżygiwaniem pokładu statku. - Wtrąciła pod nosem Lavina. Klaudine westchnęła. Ciężko. Nie pierwszy raz tego wieczora. - Myśl sobie, co chcesz, nie zamierzam się z tobą licytować. Po prostu uważam, że się mylisz i obyś nie pożałował swoich słów - rzuciła, dopijając swoje wino. Adelhelm był niereformowalny i rozmowa z nim, a już tym bardziej przekonywanie do czegoś, były bezcelowe. Magini nie zamierzała tracić na to czasu i energii. - Zawsze do usług droga pani. - Odezwał się Lucien do Volurii. - Wszak oczyszczenie tych rejonów ze zła w postaci wiedźmiarza znacząco powinno ułatwić ci pani twe zadanie. A i myślę, że towarzyszenie nam również zwiększyć chyba powinno twe szanse droga Volurio na ukończenie misji z sukcesem. - skłonił się lekko po tych słowach w kierunku elfki. A potem usłyszał Adelhelma, który wprost urągał oraz go obrażał godząc w jego honor. - Wybacz pani, ale muszę mego towarzysza doprowadzić do porządku. - rzekł jeszcze do elfki po czym wstawszy od stołu podszedł do Adelhelma. - Waść odwołasz to co właśnie powiedziałeś w stosunku do mojej osoby. Słowa twe nie zawierają w sobie ani krzty prawdy i godzą w mój honor. Od kiedy cię poznałem zachowujesz się niegodnie jako szlachcic, bardziej swym zachowaniem przypominając byle pijaka i awanturnika. Do tego wszczynasz burdę w domu naszego gospodarza, który nas na uczę zaprosił, co również nie przystoi szlachcicowi. Masz zatem przeprosić mnie, barona oraz wszystkich i opuścić to miejsce. A wrócić jak wytrzeźwiejesz i przemyślisz swe zachowanie. - słowa Luciena były twarde niczym stal i jasno dawał do zrozumienia Adelhelmowi, że jest bliski tego aby nie puścić mu płazem zniewagi. I jeszcze się powstrzymuje przez wzgląd na okoliczności. - Moi drodzy goście, proszę o spokój. Jeśli chcecie załatwiać swoje niesnaski, to zróbcie to na zewnątrz. Nie przy damach i nie w mojej obecności. Może nie widać tego po mnie, ale brzydzę się agresją, tak werbalną, jak i siłową. - Eldred się skrzywił. Adelhelm stanął przed Lucienem, mierząc go groźnym spojrzeniem. Był podpity, a to czyniło go odważniejszym. W dodatku miał przed oczami jego rozmowę z Laviną w drodze do posiadłości. - Co, rycerzyku, boisz się że elfka ci ucieknie? - zapytał gorzko - Czy może że ucieknie ci Lavina? A może czarodziejka? Którą podoba ci się bardziej? Bo chyba nie bez powodu zawinąłeś się z Bretonii aż do Imperium, prawda? Zdezerterowałeś dla kobiety, czy może ścigają cię listem gończym? Bretoński rycerz zwalczający zło na terenach Imperium. - zaśmiał się - To ci historia... No cóż, Klaudine nie zamierzała dopuścić do eskalacji problemu, bo Adelhelm zaczynał zdrowo przesadzać. Odsunęła krzesło i z uśmiechem podeszła do dworzanina. Pochyliła się w jego stronę, kładąc mu dłoń na ramieniu i wypowiedziała w jego ucho krótką formułkę w języku klasycznym. - Laberetur in somnum protinus. Dworzanin zdążył jedynie odwrócić się w kierunku Klaudine z dziwnym wyrazem twarzy, po czym padł jak stał, a ciszę przerywało jedynie miarowe chrapanie. - Mein gott, chyba trzeba go przenieść do waszych kwater, prawda? - Zapytał Eldred. - Biedaczek na pewno będzie jutro żałował tego, co powiedział. Alkohol to jednak zło wcielone. - Pokręcił głową. - Chyba widziałam już dzisiaj wystarczająco wiele. Dobranoc wszystkim. - Voluria wstała, skłoniła się delikatnie i wyszła z jadalni. Lucien spoglądał na człowieka, którego na początku tej podróży uważał za szlachcica i darzył szacunkiem. Który to szacunek malał z każdym wybrykiem Adelhelma. Ostatnie słowa przelały jednak czarę. Sięgnął do pasa i wyciągnąwszy zza niego rękawicę już miał zamiar strzelić nią adwersarza w twarz wyzywając przy okazji na pojedynek, gdy nagle wtrąciła się czarodziejka do całej rozmowy. Cokolwiek powiedziała miało to taki skutek, że szlachcic runął na ziemię co jednak nie było załatwieniem sprawy. - To nie rozwiązuje w żaden sposób tej sytuacji, droga czarodziejko. Ten człowiek obraził mnie, godząc w mój honor i nie mogę mu darować tej zniewagi. - rzekł do Klaudine po chwili, wsuwając rękawicę na swoje miejsce. Nie mógł mu darować i dnia następnego miał zamiar doprowadzić całą sprawę do końca. Potem zwrócił się do barona i elfki. - Wybacz panie tą nieszczęsną sytuację. Ten człowiek najwidoczniej za nic ma dobre maniery, dlatego proponowałbym kontynuować już bez jego osoby naszą rozmowę. I rycerskim słowem mogę zaręczyć, że żadne ze słów Adelhelma odnośnie mojej osoby nie są prawdziwe, a jedynie są stertą bzdur. - Myślę, że po prostu wypił za dużo i nagle uznał, że jest samym Karlem Franzem, któremu wszystko wolno - powiedziała Klaudine. - Sama zastanawiam się, dlaczego szukam dla niego racjonalnych wyjaśnień, ale pewnie tak, jak mówi baron Eldred, jutro Adelhelm przeprosi i będzie mu wstyd. Wy, mężczyźni w ogóle jesteście dziwni - wiecie, że alkohol przywołuje w was zwierzę, a i tak go pijecie. Nigdy tego nie zrozumiem i chyba nie chcę. Kto wyniesie naszego śpiącego poetę? - Spojrzała po Karlu i Vincencie. Całą tą sytuacją nie zrobili chyba najlepszego wrażenia na elfce i baronie, ale mleko się wylało i nic na to już nie poradzą. Klaudine uważała, iż dobrze postąpiła, nie dopuszczając do rozlewu krwi, gdyż sytuacja niebezpiecznie do tego zmierzała. Pożegnała się z Eldredem i wraz z towarzyszami ruszyła w drogę powrotną do "Trzech Wieprzków". Pomimo dnia obfitującego w masę wrażeń, czuła się wciąż pobudzona i jakoś nie chciało jej się iść do łóżka.
  22. Ja mogę się dopisywać, ale pewnie dopiero jutro. Dzisiaj wrzucę swojego posta i zmykam, bo mam plany na wieczór
  23. @Dhagar @Kertiop @juma777 - Myślę, że po prostu wypił za dużo i nagle uznał, że jest samym Karlem Franzem, któremu wszystko wolno - powiedziała Klaudine. - Sama zastanawiam się, dlaczego szukam dla niego racjonalnych wyjaśnień, ale pewnie tak, jak mówi baron Eldred, jutro Adelhelm przeprosi i będzie mu wstyd. Wy, mężczyźni w ogóle jesteście dziwni - wiecie, że alkohol przywołuje w was zwierzę, a i tak go pijecie. Nigdy tego nie zrozumiem i chyba nie chcę. To kto zaniesie naszego śpiącego "poetę" do karczmy? - Spojrzała po Karlu i Vincencie. @Obca jasne, tylko niech się jeszcze Kert i juma wypowiedzą, dorzucę ich wypowiedzi i puszczę posta. Potem wracamy do gospody.
  24. @Dhagar no wiem, honor na pierwszym miejscu i na pewno nie odpuści Adelhelmowi, więc miejmy nadzieję, że nasz dworzanin się zreflektuje i jednak przeprosi, jak już wyczeźwieje
  25. Dokładnie, też mi się podoba, że między członkami drużyny są w końcu jakieś interakcje, konflikty, przekomarzania i chociaż nie jestem zwolenniczką google doca, to takie dialogi dodają kolorytu. @Dhagar, to Klaudyna chciała pomóc, a teraz ranisz jej serduszko, mówiąc, że sprawa niezałatwiona. A ić Ty <foszek> @Obca wrzucę to wszystko do swojego posta, będzie chronologicznie. Przy okazji trochę zredaguję.