waydack

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    18
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O waydack

  • Ranga
    Sesjowy podczytywacz
  1. Ok, zaraz edytuję posta
  2. John Dyson Niezbyt podobał mi się pomysł, żeby z mojego domu urządzać pole walki. Do tego mimo chwilowej wylewności wciąż nie wiedzieli jak się dokładnie nazywam i gdzie mieszkam. Nie wiedzieli o byłej żonie ani córce, nie wiedzieli o mojej pracy, nie wiedzieli nic o Night Riderze. Gdybym musiał gościć u siebie Butlera pewnie bym od razu odmówił, ale Ismael i Steven wzbudzili moją sympatię. Postanowiłem zaufać intuicji. - Lepiej dla nas jak będziemy trzymali się razem – powiedziałem do Ismaela – Osobno stanowimy łatwy cel, po za tym twoja moc beze mnie i Stevena jest bezużyteczna. Popatrzyłem na Sarę. - Ok, jak masz lepszy pomysł, chętnie wysłuchamy twojej propozycji.
  3. John Dyson Moi towarzysze wydawali się z początku niepozorni, a jednak miło się zaskoczyłem. Co prawda nie mieliśmy w drużynie niezniszczalnego siłacza, ale ich moce mogły okazać się przydatne, przynajmniej jeśli chodzi o defensywę. Z aprobatą przyglądałem się obliczeniom, których dokonał na kartce Ismael. - Jesteś pewien, że wzmacnianie mocy to twoja jedyna zdolność? Na moje jesteś jakimś pieprzonym geniuszem koleś. Bez urazy dla ratowników medycznych, ale chyba się marnujesz w tym zawodzie. Steven okazał się cholernie sympatycznym facetem. Może nawet za sympatycznym, ale liczyłem że w trakcie naszej misji chłop się zahartuje. - Nieźle kombinujesz Steve. Spróbujmy zrobić ze mnie Nostradamusa. Jak zadziała , może dowiemy się czy Jankesi wygrają jutro mecz.
  4. John Dyson Z zainteresowaniem przysłuchiwałem się dyskusji. Nawet Butler stał się mniej irytujący, choć pewnie to zasługa whisky. Tego mi było trzeba, chwili wytchnienia, czasu na zebranie myśli. Jeszcze wczoraj okładałem się ze zbirami w ciemnych uliczkach a dzisiaj wylądowałem przy jednym stole z ludźmi…hmm…którzy mogą zmienić bieg historii? Uratować świat? Gdy przygłup w kapeluszu napomniał o awarii elektryczności uniosłem brwi. Rozumiem, że można wyłączyć zasilanie w mieście, w historii Nowego Jorku było paru szaleńców, którzy tego dokonali. Ale na całym świecie? Jak to możliwe? Magia? Zaawansowana technologia? Liczyłem, że wkrótce się tego dowiemy. Connor i dziewczyna byli słabym źródłem informacji, Butler jak się okazało też na niewiele się przydał. Czułem w kościach, że sam będę musiał rozgryźć tajemnicę. Nie, no nie sam. Byli jeszcze ci ratownicy i facet z pieskiem. Nie wyglądali mi na superbohaterów, ale skoro zostali zwerbowani, musieli mieć jakiś potencjał. - Connor wspominał, że ci fioletowi polują na ludzi z super-mocami. Czy to rozsądne panie Butler, żebyś siedział w tej spelu…knajpie i serwował ludziom drinki? Jeśli mamy znaleźć grób Lorda, twoja rola jest kluczowa, że tak powiem. Wiesz, nie chodzi nawet o to, że ci goście cię zabiją. Ja na ich miejscu bym cię porwał i wykorzystał twoje zdolności. Powinieneś cały czas byś w ruchu, zmieniać adresy, mylić tropy. No chyba, że jesteś pod czyjąś kuratelą, wtedy nie było pytania. Od razu postanowiłem zmienić temat i zwróciłem do nowo poznanych towarzyszy. - Panowie, w końcu przyjdzie taki moment, że trzeba będzie wyłożyć karty na stół. Nie znam was, ale wierzę, że porządne z was chłopaki. Jeśli mamy grać w jednej drużynie, chcę wiedzieć na czym stoimy. Co możemy dać od siebie. O tym co wam teraz powiem, wie tylko jedna osoba, dlatego liczę, że i wy się otworzycie. Mam na imię John, dwa lata temu dowiedziałem się, że mam guza mózgu. Przeszedłem operację i no cóż…guz ciągle tam jest, ale pojawiło się coś jeszcze. Jakby to wyjaśnić…Pan Butler widzi przeszłość a ja widzę przyszłość. Niestety niezbyt odległą, raptem czternaście sekund, to mój życiowy rekord. Moc objawia się zawsze w sytuacjach ekstremalnych, zagrażających mojemu zdrowiu i życiu. Widzę po prostu swoją śmierć i potrafię zmienić bieg wydarzeń na swoją korzyść. Nie wiem czy moja moc nam się przyda, mam nadzieję, że nie będzie takiej okazji i suchą stopą przejdziemy na drugi brzeg. To tyle co powinniście wiedzieć. Moją sekretną tożsamość postanowiłem na razie zachować dla siebie. O ile posiadanie nadnaturalnych zdolności nie było (jeszcze) karane, wykorzystywanie ich do walki z przestępcami, owszem.
  5. John Dyson Wyjaśnienia Connora nie wniosły nic do tematu. Wyglądało na to, że staruszek i jego świta nie mają pojęcia z kim się mierzą, nie znali swojego przeciwnika. I przyznam szczerze, było to cholernie dziwne. Przecież Bogdan pokonał Lorda, poświęcił swoją cielesną powłokę. Skąd wiedział co ma zrobić? Stosował metodę prób i błędów? Raczej nie. Musiał badać jego słabe i mocne strony i w końcu znalazł sposób by pozbyć się kmiotka z powierzchni ziemi. Nie mogłem się doczekać, aż sobie pogadam z niewidzialnym koleżką, bo z całym szacunkiem dla staruszka i zwariowanej panienki, gówno wiedzieli. Na propozycję adwokata przystałem z aprobatą, po zwariowanym dniu szklaneczka whisky wydawała się wybawieniem. Mina mi zrzedła gdy w końcu weszliśmy do przybytku. Spodziewałem się, że prawnik, człowiek elokwentny i wykształcony zabierze nas do porządnej restauracji. A ten lokal…nie, lokalem tego nazwać nie można. Ta buda to był najgorszy rodzaj speluny, zwyczajna melina gdzie szybciej stracisz w zęby i złapiesz francę, niż zrelaksujesz przy procentach. Jakby sam lokal przyprawiał o depresję i migrenę, barman okazał się wioskowym głupkiem. Na dzień dobry wyciągnął broń. Wycelował w kurdupla z pieskiem, ale już po chwili wiedziałem, że nic się nie stanie bo gdyby wystrzelił pewnie zobaczyłbym to kilkanaście sekund wcześniej, zabrał mu gnata i poczęstował solidnym kopniakiem w dupę. Tak jak się spodziewałem, Butler tylko żartował. Choć nie zauważyłem, by prócz niego jego żarcik z pistoletem kogoś rozbawił. Gdy Connor wyjaśnił, że ten wieśniak, prywatny detektyw, ma być naszym zleceniodawcą przełknąłem ślinę. Uparcie milczałem, błagając by moja niewyparzona gęba nie wpędziła mnie w kłopoty. Bez słowa poszedłem za resztą do stolika. - Jeśli to nie problem wolałbym whisky – odparłem gdy już zajęliśmy miejsca – Przypuszczam, że nie macie Bruichladdish Black Art, więc może być czarny Johny Walker. Nie zamierzałem być wylewny. Nie po to pielęgnowałem swoje sekrety, by teraz dzielić się nimi z jakimś ochlejtusem w kowbojskim kapeluszu. - Mam na imię John – odparłem –Przypadkowo wpakowałem się w nieciekawą historię z sektą i miałem problemy z federalnymi. Wtedy pan Connor wyciągnął mnie z komisariatu. Z jakichś powodów ci fiolerowoskórzy na mnie polują, a że najlepszą obroną jest atak, zamierzam skopać im dupska. Lepiej trzymać się w grupie niż działać samemu, więc zgodziłem się na udział w tym przedsięwzięciu.
  6. Ja jestem oczywiście za kontynuowaniem sesji. Doszliśmy już do etapu, gdy nasi bohaterowie się spotkali więc nawet nie musimy czekać na MG, żeby napisać jakiś fajny dialog, wejść w interakcję.
  7. John Dyson Nie powiem, z zaciekawieniem słuchałem opowieści dziewczyny, w dzieciństwie zanim stałem się bezdusznym cwaniakiem z kalkulatorem w ręku, zaczytywałem się w komiksach i powieściach fantasy. Doceniałem kunszt z jakim Sara przedstawiła postać Nieśmiertelnego Lorda. Między słowami dała chyba do zrozumienia, że typek przyczynił się do narodzin protestantyzmu i kościoła anglikańskiego, zapewne też pomagał Marksowi w pisaniu książek o socjalizmie naukowym. Było jednak w tej historii sporo dziur. Nie był bym sobą gdybym się nie wtrącił. Zanim jednak zdążyłem coś powiedzieć, ta nagle wyskoczyła z Night Riderem. Aż mnie zatkało. Nie zamierzałem zdradzać swojej tajemnicy obcym ludziom. Connor może i coś podejrzewał, ale tych ratowników i faceta z pieskiem widziałem po pierwszy raz w życiu. Postanowiłem zmienić temat. - Zaraz, chwila słoneczko. Twierdzisz, że ten cały lord nie posiada żadnych nadprzyrodzonych mocy prócz nieśmiertelności. Nawet jeśli nie można go zabić, istnieją wiele inne sposoby żeby uprzykrzyć mu życie. Nie trzeba poświęcać swojej cielesnej powłok jak Bogdan, wystarczy go złapać, wsadzić do trumny, zakopać w lesie albo zalać betonem, ewentualnie dekapitować kończyny, wyrwać język, oślepić, ogłuszyć… Przerwałem po chwili, za bardzo się nakręciłem w wymyślaniu tortur dla wichrzyciela. - Wiesz do czego zmierzam? Nie sądzę, żebym bym pierwszym, który wpadł na ten prosty acz genialny pomysł. Tak więc albo coś w swojej historii pominęliście, albo robicie z igły widły. No i zastanawia mnie też kim są ci fioletowoskórzy? Co ich łączy z lordem?
  8. John Dyson Kiedy staruszek stwierdził, że jedynym sposobem na skontaktowanie się z Bogdanem jest zapalenie skręta, byłem już prawie pewien, że mam do czynienia z wariatem. Miałem już mu przegadać, gdy nagle zauważyłem nerwową reakcję Connora. Dopiero po chwili zorientowałem się, że obok naszego różowego BMW ciągnie się sznur czarnych mercedesów. A za kierownicą siedzieli… Powiedzieć, że byłem w szoku to nic nie powiedzieć. Zanim zdążyłem poukładać myśli, przed maskę samochodu wtargnęli jacyś ludzie, dwóch ratowników medycznych, facet z psem i kobieta z bandażem na ramieniu. Nie minęła chwila jak wcisnęli się na tylne siedzenie. To nie był koniec wrażeń, bo ci fioletowi cudacy zaczęli nas gonić. Naliczyłem siedem aut, siedem czarnych mercedesów. Gdyby nas dogonili…ale nie, staruszek wbrew wszelkim prawom logiki okazał się cholernym Schumacherem. Dopiero gdy zatrzymaliśmy się na parkingu zdałem sobie sprawę, że moje kolana prawie krwawią od paznokci wbijanych w spodnie. Ciężko oddychając wygramoliłem się z pojazdu. Żałowałem, że nie palę, bo w tym momencie chętnie wyciągnąłbym malboro. Kobieta z bandażem, Sara, wydawała mi się lekko niepoczytalna, cała ta sytuacja ją chyba bawiła co kontrastowało z poważną miną jej przyjaciela Connora. Kiedy usłyszałem, że szukają żołnierzy nerwowo się zaśmiałem, ale nic nie powiedziałem. Ani ten knypek z pieskiem, ani ratownicy nie wyglądali mi na ludzi, których Nieśmiertelny Lord mógłby się przestraszyć. Mina mi zrzedła dopiero gdy wspomniał o naszych bliskich. Kurwa, jak mogłem to przeoczyć? Jeśli faktycznie ktoś na mnie poluje, może też skrzywdzić Barbarę i Rachel. - Myślę, że świat sobie bez nas poradzi panie Connor – odpowiedziałem – Ale w jednym masz rację. Ta sprawa dotyczy naszych rodzin. Jeśli te fioletowe wypierdki na nas polują, oni też są na celowniku. A na to pozwolić nie mogę. Pomogę wam, choć nie mam pojęcia, jak. Ale wasz niewidzialny przyjaciel Bogdan nam to pewnie wyjaśni.
  9. John Dyson Dobrze, że stary nie poczęstował mnie tym skrętem bo najpewniej zakrztusiłbym się dymem, w chwili gdy wspomniał o superherosach. Nikt nie miał prawa wiedzieć kim jestem, nikt prócz ojca Sullivana. Ale on by mnie nie sprzedał, o nie. Było tylko jedno wytłumaczenie. Ktoś mnie musiał od dawna śledzić. Starałem się być ostrożny, w końcu odkąd prezydent zamachnął się na zamaskowanych mścicieli, ryzykowałem nie tylko zdrowiem i życiem, ale też perspektywą odsiadki. W jednej chwili ogarnęła mnie wściekłość. Staruszek sprawiał sympatyczne wrażenie, ale przecież największy wróg Badmana przebierał się za klauna i odwiedzał chore dzieciaki w szpitalu. Dopiero później okazało się, że to odrażający pedofil i morderca. Jedna chwila dzieliła mnie żeby zatrzymać wóz by urządzić adwokatowi Guantanamo i siłą wyciągnąć informacje. Nie wiem czy widział jak zaciskam pięści, ale z pewnością wyczuł mój nienajlepszy nastrój. - Wyjaśnijmy sobie jedno. Nie jestem żadnym superherosem. A jeśli pan lub pański mocodawca posiadacie jakieś dowody, przedstawcie je. Mój emploi Night Ridera był przemyślaną strategią. Idąc na akcję, nie zakładałem peleryny i pancerza z emblematem NR. Nie miałem nawet maski tylko kask motocyklowy. Gdybym pewnego razu wpadł w trakcie okładania bandyty, z łatwością bym się wyłgał. „Panie władzo, jaki super bohater? To tylko obywatelskie zatrzymanie, przejeżdżałem akurat motorem i zobaczyłem jak ten łobuz próbuje okraść tą biedną staruszkę!”. Problemem mogły być fałszywe tablice rejestracyjne motocykla i ekwipunek, ale nawet z tego bym się jakoś wykaraskał. W dodatku nie posiadałem żadnych super-mocy, przynajmniej takich, które są widoczne gołym okiem. - Drugi raz już dzisiaj słyszę o mrocznym lordzie i pożeraczach dusz. Próbuje mnie pan nastraszyć? Może gdybym dalej wierzył w Świętego Mikołaja i wróżkę zębuszkę, robiłbym pod siebie, ale teraz chce mi się tylko śmiać. Załóżmy jednak, że ci pożeracze faktycznie istnieją. Co Bogdan mi do zaoferowania? Ochronę? Nie, proszę nie odpowiadać, najlepiej jak sam go zapytam. To kiedy możemy się spotkać?
  10. John Dyson Denis zbył mnie policyjnymi formułkami. Szczerze mówiąc wątpiłem, czy owieczki ojca Sullivana faktycznie są bezpieczne, ale odpuściłem temat. Przypomniałem sobie o obecności mojego adwokata. Staruszek wydawał się ogarnięty i miał jakiś interes do mnie. W robieniu interesów byłem dobry, dlatego po zaproponowaniu podwózki, od razu się zgodziłem. Sądziłem, że takie stare grzyby jeżdżą pontiakami, ewentualnie caddilackami, więc kiedy zaprosił mnie do swojego różowego BMW omal nie zgubiłem szczęki. To nie był koniec niespodzianek. Adwokat postanowił poczęstować mnie skrętem. - W zasadzie to ja jestem przeciwnikiem narkotyków – odparłem co nie do końca było prawdą, bo po operacji, żeby złagodzić ból i zły nastrój czasem sięgałem po leczniczą marihuanę – I nie wiem czy to dobry pomysł, żeby mój adwokat częstował mnie trawką. Ledwo się przecież znamy panie Connor. Dziś wieczorem wolę zachować trzeźwy umysł. Czy potrafię myśleć abstrakcyjnie? Wątpię. Mówi pan, że szuka mnie niejaki Bogdan. I to wszystko ma związek z sektą? Tu postanowiłem zagrać w otwarte karty. - Dobrze. Chętnie spotkam się z pańskim klientem, ale mam warunek panie Connor. Najpóźniej do jutra chce dostać nazwiska i adresy wszystkich zakładników z kościoła. A teraz proszę mi wyjaśnić o co tu kurwa chodzi i czego od mnie chcecie?
  11. Spoko, nic się nie dzieje, życzę dobrej weny :-)
  12. John Dyson Agent próbował mnie przestraszyć, ale chyba sam nie wierzył w to co mówi. Gdy napomknął o zawiasach zaśmiałem mu się w twarz. Już miałem mu odpowiedzieć, co myślę o jego groźbach, kiedy drzwi się otworzyły z hukiem. Moim wybawieniem okazał się Denis. Ten sam Denis, który kilka godzin temu zakuł mnie kajdanki. Przyprowadził ze sobą staruszka, z rozmowy wynikało, że to adwokat. Mój adwokat. Prawnik szybko się pozbył agenta z pokoju przesłuchań, ale to nie był koniec bo okazało się, że ten dziwny starzec, Connor Jordan najwyraźniej ma do mnie jakiś interes. - Pan wybaczy, ale nie wierzę ani w przypadki ani przeznaczenie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą – Mam już dość wrażeń na dziś, chciałbym wrócić do domu – Była to tylko część prawdy. Owszem, zamierzałem wrócić do domu, ale tylko po to żeby zabrać motor i sprzęt. Sprawa z ojcem Sullivanem nie dawała mi spokoju. Zakładnicy, rzekomo uprowadzeni przez księdza autentycznie się czegoś obawiali. Albo więc Jacob Sullivan przygotował dla mnie perfekcyjną inscenizację z aktorami, albo jego owieczki uległy zbiorowej halucynacji i uwierzyli w wyimaginowanych stalkerów. Obie opcje wydawały mi się nazbyt naciągane. Gotowy byłem uwierzyć, że nieszczęśnikom z kościoła naprawdę coś zagraża. A skoro ojciec Sullivan siedział teraz w areszcie, tylko ja mogłem im pomóc. - Przepraszam panie Connor, muszę porozmawiać z Denisem – Niezależnie od reakcji staruszka odciągnąłem policjanta na stronę. - Denis, co się stało z zakładnikami z kościoła? Gdzie oni teraz są? Ktoś ich pilnuje, czy wrócili do domów?
  13. John Dyson Byłem kiedyś milionerem, przynajmniej zanim nie rozdałem większości majątku byłej żonie i córce. Pieniędzy nie wygrałem na loterii, nie dostałem w spadku, nie znalazłem na ulicy. Zostałem milionerem dzięki niewyparzonej gębie, darowi przekonywania i charyzmie. Potrafiłem wcisnąć naiwniakom akcje najbardziej gównianych spółek w Ameryce, dzięki spekulacjom kupić udziały za bezcen by potem sprzedać je z zyskiem. Obcy ludzie powierzali mi oszczędności życia. Dlatego, kiedy mój kumpel z policji skuł mnie w kajdanki, byłem wściekły. Wkurwiony. Gdzie się podział tamten John Dyson? Powinienem urobić Denisa tak, że jeszcze by mnie przepraszał i zaproponował odwiezienie do domu. A zamiast tego skończyłem na komisariacie skuty kajdankami. Kajdankami! Pierwszy raz w życiu mnie to spotkało. Moja duma została spłukana w kiblu. Jakby tego było mało w sprawę wmieszało się pieprzone FBI. Agent, który mnie przesłuchiwał nie podobał mi się ani trochę. To jego dziwne spojrzenie, wyglądało jakby facetowi wszystko było obojętne, a jednak jakiś wewnętrzny głos darł się w mojej głowie. Gdy zaczął opowiadać o nieśmiertelnym lordzie, wyzwolicielu Ameryki przez chwilę myślałem, że próbuje ze mnie kpić. Potem zaś usłyszałem rewelacje o księdzu Jacoboie i natychmiast zaprotestowałem. Uwagi o mojej inteligencji litościwie zignorowałem. - To jakaś bzdura. Znam ojca Sullivana i wiem, że nie jest w żadnej sekcie. No chyba, że taką uznajecie Kościół Rzymskokatolicki. Poznaliśmy się niecały rok temu w szpitalu. Byłem poważnie chory, niemal umierający a ksiądz Jacob wspierał mnie na duchu. Zaprzyjaźniliśmy się i spotykamy się od czasu do czasu. Nigdy w naszej rozmowie nie padł temat, żadnej sekty, stowarzyszenia, bractwa. O mrocznym władcy też nie słyszałem. Kiedy agent zaczął wypytywać o zakładników przetrzymywanych przez mnie w kościele, uśmiechnąłem się tylko półgębkiem. - Nic więcej nie powiem bez mojego adwokata To było najrozsądniejsze posunięcie, nie chciałem wkopać mojego przyjaciela wdając się w dyskusję z tymi dupkami. Jeśli faktycznie coś zagrażało jego parafianom, musiałem jak najszybciej wydostać się z aresztu. A jeśli Jacob Sullivan naprawdę jest szaleńcem, tym bardziej lepiej odciąć się od sprawy. Miałem już obraną taktykę obrony. Jeśli spróbują postawić mi zarzuty za przetrzymywanie zakładników albo współudział w porwaniu, zasłonię się swoją chorobą. Pierwszy raz guz mózgu mógł się stać moim wybawcą a nie katem.
  14. John Dyson Kiedy do kościoła wtargnęli policjanci kompletnie zgłupiałem. Najwyraźniej, nie wiem jak i dlaczego, uznali, że ludzie ukrywający się w świątyni to zakładnicy księdza Jacoba. Jeszcze większy szok przeżyłem kiedy w drzwiach ujrzałem Denisa Garcię. Choć minęło tyle lat a Denis przytył i wyłysiał, od razu go poznałem. Z jednej strony poczułem ulgę, widząc znajomą twarz, z drugiej byłem tym wszystkim naprawdę skołowany. - Po pierwsze Denis, nie wiedzieliśmy że jesteście z policji – zacząłem od razu nerwowo tłumaczyć – Nie znam się na policyjnych formułkach, ale oglądam filmy i wiem, że jak policja puka do drzwi to krzyczy „Otwierać policja!”. Właśnie po to żeby obyło się bez takich pojebanych akcji i ktoś nie wziął was za włamywaczy. Tak więc nawet nędzny adwokacina udowodni, że złamaliście przepisy. Tu przerwałem. Denis domagał się tłumaczeń, a ja nie za bardzo wiedziałem co mu powiedzieć. W jego oczach byłem zwyczajnym krawaciarzem z Wall Street a nie gościem, który w nocy barykaduje się w kościele i wymachuje strzelbą. - Posłuchaj – odparłem, gdy już nieco ochłonąłem – Sam nie wiem co tu się dzieje, ale ci ludzie potrzebują naszej pomocy. Ksiądz Sullivan ukrył ich tu…hmm….przed prześladowcami i poprosił, żebym mu towarzyszył. Nie wiem kim są ich prześladowcy, ale z jakichś powodów, ofiary wolały ukryć się w kościele niż prosić o pomoc policję. Dlatego wydaje mi się, ze wasza wizyta nie jest przypadkowa. Ktoś was wykorzystał, bo chce żeby ci ludzie stąd wyszli. Wiem, że to co mówię wydaje ci się pojebane, ale przysięgam, że to prawda. Jeśli naprawdę chcesz mi pomóc, nie pozwól ich stąd zabrać.
  15. John Dyson Nie zamierzałem więcej naciskać na księdza Jacoba. Od zawsze byłem racjonalistą, dlatego trudno mi było zrozumieć jego słowa. Dla mnie świat zbudowany jest z zasad fizyki i chemii, nie ma w nim miejsca na mistycyzm i ezoterykę. Nawet to, co się ze mną ostatnio działo, próbowałem tłumaczyć w naukowy sposób. Choroba w jakiś sposób uaktywniła uśpione zdolności. Zdolności, które teraz mogły uratować życie mi i tym prześladowanym nieszczęśnikom. Łapiąc za strzelbę ruszyłem w kierunku drzwi, skąd dobiegało pukanie. Na plecach poczułem zimny pot. Bałem się. Nie o siebie, w końcu i tak niedługo...Bałem się, że zawiodę Jacoba i tych ludzi, że trud ojca Sullivana pójdzie na marne, bo postawił na złego konia. Przełykając ślinę, wyprzedziłem kapłana. - Stań za mną – powiedziałem stanowczym tonem – Jeśli coś się stanie…dowiem się o tym pierwszy. Odbezpieczając broń podszedłem do drzwi i złapałem za klamkę. A przynajmniej taki miałem zamiar. Wstrzymując oddech, czekałem na to co zdarzy się za kilka sekund. Modliłem się, żeby moc zadziałała i pokazała mi okruch mojej przyszłości.