mroczek

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    3872
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O mroczek

  • Ranga
    Pogromca smoków zmyślonych

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Podziemia Leminkainen

Previous Fields

  • GaduGadu 2078003

Ostatnie wizyty

2018 wyświetleń profilu
  1. Obun nadstawił uszu kiedy wspomniała o robocie i szybko zapisał coś na boku, po czym, kiwnął jej z uznaniem głową. - Nieźle, tylko musimy od nich wyciągnąć przynajmniej dwieście pięćdziesiąt zadatku żeby uzupełnić zapasy i zapłacić Sędziom. Nie mówiąc już o tym ze albo ty słabo ha musimy się na szybko w pilotażu doszkolić. Gdzie lecimy? Kiedy już pozbył się tych formalnych uwag zamilkł na chwilę. - Wytrenowane psi reaguje na emocje. Zapewne coś w tej historii je u ciebie pobudziło. To może być jakiś trop. O czym była wtedy mowa?
  2. Loran myślał przez chwilę. - O statku było głośno bo zginęło na nim wielu sławnych i bogatych, poza tym nikogo poza ich rodzinami to zbytnio nie obchodziło. Gdyby to była zwykła krypa z ładunkiem możliwe że nikt by nie zauważył. A co do klasztoru to nie wiem. Wszystko zależy od tego gdzie był położony i na ile w ogóle istniał w świadomości publicznej. Jeśli coś to szukał bym albo u Eskatonikow, albo u lokalnej odnogi gildii gońców. Nic z tego chyba nie jest teraz w naszym zasięgu. Podróżując na statku kosmicznym czasami łatwo było zapomnieć że świąt w jakim przyszło żyć Aurorze jest w gruncie rzeczy bardzo rozbity. Większość populacji Znanych Światów nie znała elektryczności a nawet wśród szlachty podróże kosmiczne były egzotyką dostępną dla wybranych. Wiadomości między planetami wędrowały powoli i tylko jeśli były naprawdę kluczowe dla ogółu społeczeństwa, jak śmierć patriarchy, ślub cesarza, przebieg wojny. - Wiem że to dla ciebie w tej chwili cały świat ale tego typu informacje rzadko kiedy wychodzą poza własny region, o planecie nie mówiąc. Nie, jeśli nikt nie chce ich naświetlić.
  3. Blue Wszystko szło jak po maśle co wbrew pozorom wcale nie uspokajało Blue. Za łatwo było stracić czujność. Kiedy tracisz czujność pojawiają się błędy, których nie było im zupełnie potrzeba. Nie. Pech i niesprzyjające okoliczności zupełnie wystarczały w kategorii kłopotów jakich się spodziewała. Bo nie oszukujmy się jeszcze sporo miała przed sobą. Preparujac dowody upewniła się ze nic tam bezpośrednio nie wskazuje na Xizora, usunęła też pośrednie wskazówki, bo nie chciała kłopotów. Tak, o to właśnie chodziło. Broń Mocy nie miała do faleena słabość, chodziło tylko o ewentualne kłopoty. Kłopoty, których zapewne im nie zabraknie. Pomyślała zmierzając pewnym krokiem do bram garnizonu. Według wcześniej ustalonego planu miała udawać callgirl z ulubionego (sądząc po wyciągu z kąta) burdelu majora. Nie martwiła się swoją dość egzotyczną rasa, w tym biznesie to była właściwie zaletą. Z tego co słyszała o guście majora nie był on zbyt wysublimowany. Skróciła więc najkrótszą sukienkę jaką miała, tak że kiedy szła spod linii materiału wystawały kusząco podwiązki. Odpruła rękawy, poszerzyła dekolt, założyła najwyższy obcas jaki miała i wyglądała jak rasowa pracownica czerwonego sektora. Przez ramię miała przewieszony płaszcz w którym ukryła wszystkie swoje potrzebniejsze rzeczy. Był pomocny w czasie drogi bo jednak tak ubrana mogła za bardzo się rzucać w oczy. Teraz jednak zdjęła go i pewnym krokiem podeszła do bramy. Obdarzyła stojących na straży szturmowców wdzięcznym uśmiechem. - Witam dzielnych żołnierzy, ja od Madame Pink do Majora - powiedziała lekko i zalotnie. Jeśli zdziwią się że nie ta co zwykle - powiedzieć że chora i Szefostwo korzysta z okazji żeby pokazać nowy inwentarz. Jeśli ktoś już jest - powiedzieć że impreza się rozkręca i potrzeba wsparcia. Jeśli będą chcieli potwierdzić powiedzieć że to prezent niespodzianka za schwytany zdrajcy od znajomych majora. Tyle była w stanie wymyślić na poczekaniu, resztę rozliczy praktyka.
  4. Arachne/Nili Kiedy tylko zobaczyła furię Cykady zrozumiała, że czas się skończył. Znała ja na tyle dobrze żeby wiedzieć, jak wiele ją to wszystko kosztowało. Wyglądało na to, ze cokolwiek się teraz stanie, wszyscy będą musieli za to zapłacić. Sięgnęła szybko do kieszeni i zamknęła w dłoni mały, ciepły kłębek futra i błony. Brutal poruszył się przez sen niezadowolony z nagłego chłodu, kiedy odkładała go szybko ale zdecydowanie do dziupli drzewa obok którego stała, po czym dostąpiła kilka kroków dalej stając za Cykadą jak cień gotów ruszyć przed siebie na jej znak. Jeszcze raz spojrzała na Huga. - Poprosiłabym żebyś chociaż trzymał się z boku jeśli naprawdę nie możesz mi z tym zaufać ale... - w uśmiechu jaki mu posłała był smutek i delikatna nuta czułości - ...ale to nie byłbyś ty, gdybyś po prostu stał z boku, prawda? Potem jej uśmiech się zmienił i był w nim spokój jaki czuła. Był to bardzo dziwny spokój, bo przecież wiedziała że może zaraz umrzeć, a umierać nie chciała. Niemniej jeśli tu na tej polanie wygra, nagrodą będzie wolność i życie takie prawdziwe bez cienia DePerilla wiecznie nad jej głową. Uśmiechnęła się do tej myśli, uśmiechnęła się z uprzejmą i wystudiowaną pewnością siebie, bo tak właśnie szli do walki Orlezjanie. Palce same odszukały nóż o rękojeści w kształcie róży. Jeśli tak właśnie ma być, niech będzie.
  5. Lee Adelheid Ceres Uśmiechała się uroczo, nie za szeroko, ale przyjaźnie w ten sposób, który opanowała do perfekcji przy tych wszystkich okazjach kiedy trzeba było poprosić chłopaku z drużyny żeby przynieśli albo wynieśli samorządowe graty, albo dekoracje na bal. Jak widać światy mogły się zmieniać, ale mężczyźni niekoniecznie. Stanęła o bok podestu starając się nie zasłaniać światła i nie rozpraszać za bardzo, jednocześnie nie spuszczając wzroku z dziennika. Była pewna, ze jeśli bibliotekarz był w stanie cokolwiek ustalić na temat tego dziennika, to zaraz to ustali. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to irytujące uczucie. - Brie, chyba zostawiłam coś przy drzwiach - rzuciła zerkając na siostrę i stanąwszy za plecami zaczytanego archiwisty/bibliotekarza wskazała jej ruchem głowy dziennik, który przydałoby się żeby ktoś pilnował. - Zaraz wracam, ok? Kiedy tylko uzyskała potwierdzenie siostry ruszyła do drzwi, tych tajemniczych drzwi, które teraz tak wyraźnie czuła. Nie zaszkodzi upewnić się czy wszystko w porządku, może przy okazji sprawdzi czas na korytarzu?
  6. rozdział 1

    Dowództwa ledwie zdążył założyć hełm kiedy nagle stanął wyraźnie, słuchając komunikatu. - Van, zabierz ich Lordowiskie mości do transportu. Reszta ze mną Echo potrzebują wsparcia z tuk'atami. - oznajmił stanowczo i po chwili skłonił się Roshan i Rayleyowi. - Proszę wybaczyć, to długo nie zajmie. Potem ruszyli biegiem na szczęście w kierunku zupełnie odwrotnym niż jaskinia. Zostali we troje, Roshan, Rayley i jakaś bardzo zaniepokojona szturmowiec, która rozglądała się, mocno trzymając w ręku karabin. - Za mną - powiedziała krótko i ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Nie minął kwadrans a siedzieli w ładowni wojskowego transportowca, która może ciepła nie była ale i tak dawała ulgę od chłodu nocy na Korriban. Rayley rozparł się wygodnie i przyglądał Roshan z lekko przekrzywioną głową. - Wiesz, ze to nie musi być trudne, prawda? - zagadnął, korzystając z tego, że żołnierz została na zewnątrz.
  7. Chłopak spojrzał na swój plecak, jakby chciał sprawdzić czy wciąż jest gdzie powinien. - Dobrze mieć przyzwoite układy z ludźmi z twojego pokoju. Kiedy zrobi się źle tylko ich odznaki otwierają drzwi - stwierdził po czym wrócił wzrokiem do Mulie. - Darth Archo, jest... fascynatem xenologii, to może być ciekawe. Trafił ci się mały wyklęty Tillan? To będziesz miała zabawnie, podobno połowa uczonych chce go zabić. Inkwizycja też szuka pretekstu, podobno mówi, ze wszyscy jesteśmy niewolnikami. Naprawdę ma skarbiec z zakazanymi artefaktami? Atonai odpowiedział dość szybko. Kolto to dobry początek, ale lepiej iść z tym do lekarza. Być może trzeba będzie usunąć jakieś martwe tkanki. Poza tym trzeba zbić stan zapalny. Co się dzieje?
  8. rozdział 1

    Jilian zaśmiała się cicho. - Czasem można coś dobrego dostać. Dwa tygodnie temu zapas ostryg z Manaan zaczął zbliżać się do końca ważności. Administracja zamówiła nowy zapas dla Rady a reszta, całkiem sporo wyciekło. Prawdziwa uczta. Za miesiąc podobno mają wyciec chandrillańskie trufle - oznajmiła lekkim tonem, po czym jej uśmiech stał się trochę bardziej lodowaty. - Co zrobię kiedy stąd wyjdę? Powieszę na haku właściciela mojej matki, tak zupełnie dla zabawy - powiedziała to tonem lekkiej konwersacji. - A co do Safady wiesz, że ona jest Iktotchi, prawda? Jest ich niewielu i wciąż nie wiadomo skąd właściwie pochodzą, ale podobno jest to miejsce gdzie widać przyszłość. I ona się podobno czegoś naoglądała, a teraz jej uczniowie za tym biegają. Imperium też po drodze sporo z tego skapuje.
  9. Oczy Duroski stały się jeszcze większe, co jeszcze niedawno wydawało się Dlarowi niemożliwe. - Czy was wszystkich zupeł… - Idzie - powiedziała cicho Thaye. Tuve zacisnęła usta i wypchnęła Dlara przez drzwi na korytarz. - Ruszaj się, idziemy do nadzorcy on ci pokaże! - zawołała krzywiąc się przy tym jak Regina na widok Ya-Ry. Na korytarzu wpadli na żołnierzy, starszy, miralanin o dość ponurym spojrzeniu widząc ich natychmiast położył dłoń na kaburze blastera na biodrze. Dziewczyna w pancerzu szeregowego szturmowca wyglądała młodo, sądząc po czerwonej skórze i spiłowanych rogach była devaronianką. Dlar zdziwił się, Chen zawsze opowiadała ze wojsko Imperium to prawie sami ludzie. Obcych w kompani można było zazwyczaj policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem nagle chyba wszyscy znaleźli się w korytarzu z nimi. Devaronianka nałożyła hełm i sięgnęła po karabin przyczepiony magnetycznym zaczepami do pleców, jego lufę skierowała w podłogę, przynajmniej na razie. - To teren niedostępny dla akolitów - oznajmił stanowczo Miralanin, sposób w jaki mówił zupełnie nie przypominał tego jakim posługiwali się dotąd żołnierze. Nawet przy kartach uważali na słowa i czasem posyłali im zaniepokojone spojrzenia. Ten jednak patrzył na nich pewnie i stanowczo, z pozycji siły. - Wiem. Złapałam tego łazęgę na próbie włamania... i popijaniu kawy - oznajmiła Tuve. - Ale już dobrze, mam go... Mężczyzna spojrzał na Dlara i potem na duroskę. - To chwalbę, ale też nie powinnaś tutaj wchodzić. Kto jest waszym nadzorcą? - oznajmił i kiwną głową na szturmowca. - Zabierzemy was do niego. - Yyyy - Tuve zacięła się na chwilę. - To nie będzie potrzebne, sama go zabiorę. Dłoń miralanina mocniej zacisnęła się na blasterze, jednak jego głos pozostał spokojny. - Nalegam.
  10. Bibliotekarka skinęła jej głową. - Ciesze się, że mogłam pomóc - oznajmiła, po czym odwróciła się i powiedziała lodowatym tonem do grupki skrytej w cieniu między regałami. - Odłóż tę czaszkę, tutaj niczego nie przyzywamy! Zostali we dwoje w gąszczu informacji. We wspomnianym dziale panował całkiem niezły tłum, Atonai musiał stanąć w kolejce do terminalu, pod czasz kiedy Shakka sczytywała podstawowe informacje ze szklanych ekranów wbudowanych w regały z holocronami. Czego tam nie było traktaty filozoficzne z których część była fascynująco dojechana, inne nie miały za bardzo sensu do poziomu bycia niezrozumiałymi, a większość okazywała się zwyczajnie nudna. Wnioski jakie z nich wyciągnęła już wcześniej podsumowała dla niej Zash, podstawowym prawem dla Sithów była siła i jeśli byłeś dość potężny to mogłeś zmusić ludzi żeby uznali twój ulubiony kamień medytacyjny za żywą istotę. Niemniej odkryła kilka ciekawych prac na temat techniki i maszyn. Rzecz jasna co Sith to inne zdanie, niemniej współcześnie funkcjonował pewien nurt gloryfikujący technikę, zwłaszcza w kwestiach wojennych. Z żyjących mistrzów obecnie prym wiedli w nim Lord Grathan i Darth Skotia, pierwszy był wielkim fanem robotów, z którymi eksperymentował na wszystkie strony i uznawał za doskonalsze formy niż chociażby niewolnicy, albo zwykli szeregowi żołnierze. Drugi był tak zafascynowany cybernetycznymi ulepszeniami, ze sam prawie stał się robotem. Cały ten nurt kręcił się wokół Darth Mekhis i Sfery Technologii. Niestety nie było żadnych oficjalnych regulacji w tej kwestii.
  11. @Aquaman rzuć proszę na Deception poziom Hard.
  12. Loran słuchał jej uważnie i trudno było powiedzieć co myślał, w jego oczach odbijała się jej twarz a jego dłoń w pewnej chwili zakryła jej rękę. Czy drgnął nieznacznie kiedy wspomniała o jego rodzinie? Drgnął? Nie była pewna, może tylko się jej wydawało. - Czemu się wahasz? - spytał. Jego dłoń była ciepła, wciąż przykrywając jej palce.
  13. Cyda zmarszczyła brwi. - Nie słyszałam, żeby wylądował ktoś nowy, będę musiała popytać w domu. Joanna posłała Ophelii znaczące spojrzenie, zupełnie jakby chciała powiedzieć: obcy i ich dziwne fanaberie. - Jesteśmy w kontakcie. Jakbyś potrzebowała pomocy wiesz gdzie mnie znaleźć. Na Damę wróciła trochę opóźniona bo przed wyjściem zagadał ją jeszcze Danny. Nie żeby panom robiło to jakąś różnicę. Rajan któremu zdaje się trochę już przeszedł kac zajmował się inwentaryzacja w zbrojowni. Loran właśnie skończył medytować i przeglądał coś w szafce z dokumentami, sądząc po jego trochę bardziej kamiennej niż zwykle minie cokolwiek tam znalazł nie napawało go optymizmem.
  14. Lidia Brennan Co chcesz wiedzieć? To było dobre pytanie. Bo w sumie czego chciała się dowiedzieć? Że może z nim zostawić Josha samego? A może zdobyć pretekst do tego żeby nie musieć się nikim z Joshem dzielić? Wpadła w panikę podejrzawszy fragment rozmowy nie dłuższy niż uderzenie serca. Fragment, który mógł znaczyć wszystko i nic. Coś po czym za nic nie można oceniać sytuacji. Może czuła się mniej pewnie bo odkąd wzięła na diecie więcej odpowiedzialności za dzieci z takiej starszej kumpeli awansowała na psa Cerbera. To były nastolatki, wiedziała że pisze się na kłopoty i przynajmniej kilka lat trudnej sytuacji. Więc co chciała wiedzieć? I czy Mellody mogłaby jej to w ogóle dać? - Czego mogę się po nim spodziewać w kwestiach... rodzinnych? Wiesz cokolwiek o jego rodzinie? Nie wiedziała czy ktokolwiek może jej odpowiedzieć na to pytanie, niemniej warto było je zadać.