Ego

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    276
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Ego

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  • Urodziny 25.11.1986

Previous Fields

  • Systemy RPG Warhammer, DnD, Autorskie

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

294 wyświetleń profilu
  1. @Obca Jak Lavina zapyta o to w poście, to Odo odpowie: - No taki wyprostowany zawsze chodził, jakby mu kij od miotły... no wiecie... wybaczcie, nie wypada bluźnić przy kobietach i rycerzu - powiedział. - Ruchy miał oszczędne, chodził tak... szlachetnie. O, to dobre słowo, tak. Szlachetnie. Wrzuć to sobie do pościka.
  2. TURA 8 @Mhelkir kufli było sześć, co do nieobecności, nie zaglądam zwykle w tamten dział na Strefie, więc lepiej zgłaszać wszystkie abencje tutaj, w komentarzach, żeby uniknąć nieporozumień Jeśli chodzi o posta, Odo powiedział wam wszystko, co wiedział i dalsze wypytywanie go nie ma większego sensu, bo w kółko będzie powtarzał to samo (uprzedzam, gdyby ktoś chciał to u siebie w poście zaznaczyć). Wieśniacy potrzebują pomocy, a czy im pomożecie, to już zależy od Was CZAS NA POSTY: do wtorku (23.01), północy.
  3. Odo spojrzał na Marie i wzruszył ramionami. Lavina w tym czasie zabrała się za kłódkę, a Karl rzucał na nią nieco światła. - Dokładnie, to ci panienko, nie powim, ile ich było, ale tak z pińciu na pewno. Ale i był jeszcze taki jeden, co nam przynosił trochę wody i jedzenia. Inny był, niż ony szystkie. Zawsze w ładnym płaszczu i głębokim kapturze łaził. Nie było mowy, żeby zobaczyć jego gębę, ale to był chyba jakiś ich dowódca, czy coś, bo te plugawce z szacunkiem do niego gadały. On nie przesiadywał tu z nimi, tylko od czasu do czasu przyłaził, chyba żeby sprawdzać, co i jak z nami odnośnie tych rytuałów, czy co oni tam wyprawiali. - Machnął ręką. - Te skurwisyny się go bały, ale jak wychodził, to se z niego jaja robili. Naśladowali to jak łaził i w ogóle. Pociągnął nosem i spojrzał na Karla. Lavina wciąż operowała kawałkiem drutu w zamku kłódki. - Nie wiem, jak nas tu przetransportowali. Pamiętam tylko, że żem wieczorem obejście poszedł sprawdzić, a potem żem siem obudził tutej razem z moimi przyjaciółmi z Serrac. - powiedział Odo i zasępił się na moment. Jego wzrok zrobił się smutny. - Moja żona Sophie to już pewno pomarła z tego żalu i tęsknoty. Ośmiu nas było, pięciu zostało... Pochylona nad mechanizmem hiena nie musiała używać trzeciego drutu, gdyż dwa w zupełności wystarczyły. Zamek nie był skomplikowany, miał ten sam schemat, co inne proste kłódki i po chwili ruchomy pałąk wystrzelił z obudowy, a Lavina tylko uśmiechnęła się pod nosem, ściągając kłódkę z drzwi i otwierając je szeroko. Odo aż klasnął w dłonie i nakazał swoim towarzyszom, by ruszyli za nim. Tamci niemrawo wykonali polecenie, jednocześnie pokazując wam swoje wychudłe ramiona i nogi. Nigdzie nie odkryliście śladów mutacji, co was uspokoiło. W tym samym momencie w pokoju pojawili się Khergan i Rikac. Krasnolud podał Odo zgromadzone ubrania, za co wieśniak serdecznie podziękował i rozdał wciąż nieufnie patrzącym na was pozostałym więźniom, którzy zaczęli się ubierać. Odzienia nie starczyło dla wszystkich, ale i tak lepsze to, niż nic. Na pytanie tarczownika, Odo pokręcił głową. - Nie mam pojęcia, co to za znaczek. - Mężczyzna przyglądał się dłuższą chwilę cynowemu kuflowi. - Co do faceta w kapturze, to był tu taki, już mówiłem twoim towarzyszom. Chodził w głębokim kapturze i nie można było zobaczyć jego twarzy. Ale był lepiej ubrany, niż tamte gnojki. Dawał nam żarcie i wodę. Nic więcej nie wiem. Odo westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią. Spojrzał na was błagalnie. - Wiem, żeście wiele już dla nas zrobili, bo bez was pewnie skończylibyśmy jak nasze chłopy, co ich pomordowali, bo po tych tu nowe plugawce by przyszły, ale czy mogę was prosić o jeszcze jedną przysługę? Te biedaki są głodne i przemoczone, a droga do Serrac długa i niebezpieczna. Chcielibymy coś zjeść i gdzie się przespać. A jak to nie będzie nadużywanie dobrej woli, to i eskorta do Serrac by nam się przydała, bo tak to poginiemy po drodze. Ja prosty wieśniak jestem i nie mam prawa wymagać od szlachty, ale proszę, a właściwie błagam cię, mężny synu Bretonii o pomoc... - Odo uklęknął przed Lucienem, a potem skłonił się do ziemi, dotykając niemal czołem mokrej podłogi. - Was również, towarzysze rycerza... sami nie damy sobie rady.
  4. Ja jutro z rana (raczej wczesnego, bo córa zwykle wstaje o 6) siadam do posta dla Was, więc powiedzmy, że masz czas do jakiejś 5 rano żeby się wyrobić ze swoim odpisem @Mhelkir. Dhagar zgłaszał nieobecność, więc jest usprawiedliwiony.
  5. @Mhelkir sztućce są metalowe, zwykłej jakości. To, co można znaleźć oprócz sztućców i cynowych kufli: - 4x koc, - 4x misy drewniane, - 2x ciężka kurtka, dla człowieka, mężczyzny, - 2x latarnia zwykła, - 2x butelka oliwy 1l., - 1x kości do gry, - 1x kotwiczka z liną 1m. - 3x noże rzeźnickie - 2x białe koszule, na ludzkiego mężczyznę, Na ubraniach Khergan nic nie dostrzeże, ot, zwykłe ciuchy, bez żadnych zdobień czy symboli. Zaznaczcie w postach, co zabieracie (byle nie przesadnie, żeby was nie pomylili z obwoźnymi sprzedawcami pierdół wszelakich ) i dopiszcie sobie do ekwipunku w dziale z kartami, bo jeśli czegoś tam nie ma, to tego nie ma fabularnie.
  6. TURA 7 Dzięki za informację, @Dhagar. Jakbyś nie dał rady odpisać, Lucien będzie na autopilocie tę turę. Co do sytuacji w przygodzie, można pogadać z Odo, albo porobić cokolwiek innego. Towarzysze naszego wieśniaka nie będą skorzy do rozmowy, są po prostu zbyt wystraszeni i wymęczeni. @Mhelkir, @Egzio, zadecydujcie, czy się jakoś dzielicie znalezionymi pieniędzmi i czy w ogóle mówicie o nich reszcie W razie pytań, walcie. CZAS NA POSTY: do piątku (19.01), północy.
  7. Na odpowiedź zza drzwi Marie, Lavina, Lucien i Karl nie musieli długo czekać. - Jestem Odo, to ja wołałem! Nie mamy jak wyskakiwać - Odezwał się ten sam głos. - Porwano nas parę tygodni temu z naszej wioski, Serrac, co niedaleko L'Anguille leży. Jest nas tu pięciu, zamknięci w klatce jesteśmy. Chcieli nas złożyć w ofierze, skurwisyny jedne! Pomóżcie nam, proszę! Nie było powodu, by nie uwierzyć jego zdesperowanym słowom, więc Karl, który przejął zasuwę od Laviny pociągnął za nią i otworzył energicznie drzwi. Na Luciena i Marie nie wyskoczył żaden pomiot Chaosu, a gdy poświeciliście do środka, ujrzeliście pięcioro zziębniętych i przerażonych chłopów zamkniętych w prowizorycznej, skleconej na szybko metalowej celi. Wszyscy byli zupełnie przemoczeni i brudni, a jedyne ich odzienie stanowiły ubłocone spodnie i koszule. Dygocząc z zimna, tulili się do siebie, próbując choć trochę ogrzać. Jak okiem sięgnąć, po podłodze walały się jakieś śmieci, resztki mebli, tłuczone szkło. Powietrze było tu bardzo zimne, a wilgoć zdawała się przenikać wszystko. Jeden z więźniów, długowłosy, brodaty mężczyzna o inteligentnym, choć wyraźnie wymęczonym spojrzeniu, podszedł powoli do kraty i popatrzył po was, jakby nie do końca wierzył w to, co widzi. - Niech Pani będą dzięki - powiedział w końcu, z wyczuwalną ulgą i ożywieniem w głosie. - Już myślałem, że to ci pierdoleni kultyści się po nas wrócili, ale i tak zaryzykowałem wezwanie pomocy. Wcześniej nie dało rady, grozili, że nas pozabijają, jeśli chociaż piśniemy słówko. - Pokręcił głową. - Prędko, uwolnijcie nas. Oni długo już nie wytrzymają. - Wskazał głową na mężczyzn za plecami. Istotnie, pozostali więźniowie prezentowali sobą obraz nędzy i rozpaczy. Dygocząc z zimna, nie byli nawet w stanie cieszyć się z nadejścia pomocy, obrzucając was podejrzliwymi spojrzeniami. Mogliście sobie jedynie wyobrazić, przez jakie piekło musieli przejść ci ludzie. Obok nich leżała długa, metalowa rurka, a mała dziura w suficie dała wam odpowiedź, jak przeżyli w zalanej piwnicy. Kratę oddzielająca chłopów od was wieńczyła solidnie wyglądająca kłódka. Khergan i Rikac skupili się natomiast na wypaczonych drzwiach na przeciwległej ścianie. Krasnolud chwycił wielkimi łapskami brzegi drewnianych, zawilgotniałych drzwi i pociągnął do siebie. Za pierwszym razem wyskoczyły jedynie dwie śruby z zawiasów, za drugim energicznym pociągnięciem, tarczownik po prostu wyrwał je z trzaskiem i odrzucił na wilgotną podłogę piwnicy. Na stojącego z napiętym łukiem łowcę nic nie wyskoczyło, więc obaj ostrożnie weszli do środka. Miejsce, oprócz zmurszałych beczek, wypełniały przeróżne koce, ubrania, misy, sztućce oraz szeroko pojęty ekwipunek podróżny, a przedmioty te zostały wykonane z dbałością i z dobrych materiałów. Wyraźnie nie pasowało to do opuszczonego domu i mutantów. W niewielkim kufrze pod ścianą odkryliście ponadto cynowe kufle, każdy ozdobiony wygrawerowaną finezyjnie literą "E", prowizoryczną, narysowaną niedbale mapkę okolicy z zaznaczoną krzyżykiem wioską Serrac oraz siedem ecu - niemal połowę rocznego zarobku chłopa. Nie było tu nic więcej, co zwróciłoby waszą uwagę, natomiast słyszeliście rozmowę towarzyszy dochodzącą z pokoju po drugiej stronie pomieszczenia z plugawym ołtarzem.
  8. @Mhelkir zostawiacie akcje niedokończoną, może to być w formie trzecioosobowej "spróbował, czy silne krasnoludzkie ramiona wystarczą, żeby otworzyć drzwi" albo w spoilerze tak, jak napisałeś. Najważniejsze, żebym miał deklarację. U Ciebie wszystko gra
  9. Detektyw nie odkryła niczego nowego, a kwadrans później w mieszkaniu zaroiło się od techników kryminalistycznych i gliniarzy. Jedni przeczesywali mieszkanie, reszta zajmowała się ciałem zamordowanej. Na miejscu pojawił się również partner Liny, wyraźnie niewyspany Terry Rhodes. Pod prawym okiem miał ogromnego, fioletowego siniaka a jego twarz znaczyło kilka otarć i obrzęków. Wyglądał, jakby ktoś go pobił. - Co ci się stało? - Zapytała Lina. - Przewróciłem się - odparł wesoło Terry, choć wiedziała, że to nie jest prawda. - Strasznie oblodzone mamy te chodniki ostatnio. Flannagan nie drążyła, gdyż doskonale zdawała sobie sprawę, że Rhodes i tak jej nie powie. Był od niej młodszy o kilka lat i odkąd został jej przydzielony, pozostawał jej podwładnym, choć oboje mieli stopień porucznika. Lina była po prostu bardziej doświadczona, a Rhodes'owi chyba niespecjalnie przeszkadzało, że ma nad sobą kobietą. Zresztą, mężczyzna chadzał własnymi ścieżkami i zwykle ciężko było go rozszyfrować. Gestem dłoni zostali nagle przywołani przez szefa techników, łysiejącego, szczupłego Mike'a DeLaGarzę badającego ciało kobiety. - Wstępne oględziny wskazują, że śmierć nastąpiła o północy. Niemal co do minuty - powiedział Mike, patrząc na detektywów. - Przyczyną śmierci było uduszenie. Brak ran na ciele oznacza, że ofiara zaczęła się bronić dopiero wtedy, gdy została związana i zakneblowana. Ślady wokół pochwy i odbytu wskazują, że tuż przed śmiercią została zgwałcona. Szef techników podniósł się z przykucu i dłońmi odzianymi w rękawiczki obrócił ciało denatki na bok. Całe plecy, pośladki i nogi znaczyły sino-czerwone wybroczyny, krew spłynęła do najniższych partii ciała powodując plamy opadowe. Mimo to, na lewej łopatce łatwo dostrzegli tatuaż. Pochylone litery układały się w sentencję "My Love, My Life". Praca wyglądała na całkiem świeżą. - To co, możemy już ją zabierać? - Zapytał DeLaGarza, patrząc z ukosa na Linę.
  10. @Obca oczywiście, żaden problem @Kertiop metalowa zasuwa, żadnego zamku.
  11. TURA 6 Obiecałem i jest post Poniżej mapka sytuacyjna piwnicy, żebyście wiedzieli, co, gdzie i jak Chyba nie muszę za bardzo nic wyjaśniać, ale jeśli pojawią się pytania, to oczywiście odpowiem. CZAS NA POSTY: do poniedziałku (15.01), północy. CZAS W POSTACH: obecny, do zadeklarowania działań.
  12. Lavina pobiegła szybko po latarnię, którą zostawiła w pokoju gospody, w tym czasie Khergan zszedł po skrzypiących, drewnianych schodach piwnicy. Z drugiej strony sporego pomieszczenia dostrzegł najpierw Marie, potem Luciena i Karla, którzy rozświetlali sobie drogę latarenką i pochodnią. Lavina w tym czasie dołączyła już z Rikacem i swoim własnym źródłem światła i choć w piwnicy pojawiliście się w krótkich odstępach czasu od siebie, to zobaczyliście to samo. Zalegająca tutaj woda morska sięgała niewiele powyżej kostek, powietrze było chłodne i atakowało nieprzyjemnym zapachem stęchlizny i mokrej ziemi. Przez dwa niewielkie okienka umieszczone pod sufitem od drugiej strony domostwa, wdzierały się wstęgi światła, w których powoli unosiły się drobiny kurzu, a w jednym z nich zaklinował się kolejny opasły mutant, którego nogi zwisały teraz bezwładnie. Ściany były mokre, w niektórych miejscach nosiły znamiona jakichś dziwnych, zielono-fioletowych, paskudnie wyglądających nacieków. Główne, obszerne pomieszczenie piwnicy przerobiono na jakąś prowizoryczną świątynkę. Dziwny ołtarz stojący pośrodku, na którym wymalowano koślawe coś, co wyglądało jak opasła, ropiejąca na całym ciele żaba z jelenimi rogami był w opłakanym stanie, a walające się po podłodze misy oraz inne naczynia naznaczone były jakimiś bluźnierczymi i plugawymi symbolami od których robiło się wam niedobrze. Nie potrafiliście ich rozpoznać, ale skoro Świniak na piętrze wspominał o Nurglu, musiały wychwalać Pana Zepsucia. Żaden z przedmiotów nie wyglądał na cenny, a mógł przysporzyć tylko problemów w razie spotkania łowców czarownic. Czuliście się tutaj nieswojo, jakby plugawy ołtarz - choć przewrócony - wciąż emanował jakąś złowieszczą energią. Rozchlapywana pod nogami woda przerywała ponurą ciszę, gdy w pełnej gotowości przeczesywaliście pozostałą część piwnicy. Szybko natrafiliście na dwie pary drzwi rozmieszczone na ścianach po lewej i prawej od zejścia w salonie. O ile te po lewej były w całkiem dobrym stanie, tak te po prawej wypaczyły się pod dziwnym kątem we framudze pod wpływem wilgoci i widać było, że konwencjonalnymi metodami się ich na pewno nie otworzy. Gdy zastanawialiście się, co począć, nagle zza drzwi znajdujących się po lewej stronie doszedł was stłumiony, umęczony męski głos. - Ratunku! Jest tam kto! Pomóżcie nam! Wydostańcie nas stąd! - Każde kolejne słowo zdawało się być wypowiadane z coraz większą desperacją. Spojrzeliście po sobie, zastanawiając się, czy rzeczywiście ktoś potrzebował pomocy, czy może była to jedynie próba wciągnięcia was w pułapkę? No bo jak ktokolwiek mógł przeżyć w miejscu, które jeszcze kilkanaście minut temu znajdowało się zupełnie pod wodą?
  13. Dziękuję Wam za super szybką turę - wszystkie posty w ciągu niespełna dnia, elegancko Odpowiedź dla Was będzie na pewno jutro, dzisiaj już nie dam rady nic naskrobać. I tak, w końcu zejdziecie do piwnicy
  14. Dokładnie tak, jak pisze @Obca - nie zamierzam się teraz rozwodzić nad każdą pierdołą w sesji, bo gramy pbf a nie przy stole - jeśli będę się rozmieniał na drobne, to gra się w końcu znudzi graczom, bo ile razy można pisać, że się przeszukuje ciało. Widać mamy inne podejście do gry @Mhelkir i widzę też, że zamiast skupić się po prostu na graniu, to tworzysz jakieś sztuczne problemy. Zauważ, że jesteś jedynym, który póki co na coś narzeka, albo ma jakieś zastrzeżenia - inni po prostu grają. Ja prowadzę jak prowadzę i inaczej nie będzie, więc jeśli mam wysłuchiwać jakichś narzekań co dwie tury, bo coś tam znowu Ci nie pasuje, to może od razu sobie tego oszczędźmy. Mi też ma się dobrze prowadzić i też mam mieć fun z pisania dla Was.
  15. TURA 5 Nie chciałem pchać zbytnio akcji do przodu, więc zostawiam Wam wybór, co robicie dalej, kto i gdzie sprawdza piwnicę. Jak sami na pewno zauważyliście, wejścia są dwa - jedno wybite przez wodę na tyłach domu, drugie w salonie. Decydujcie. Jeśli ktoś przeszuka ciało mutanta, znajdzie przy nim jedynie sztylet i mieszek z jednym ecu (bretoński odpowiednik imperialnych złotych koron). W razie pytań, śmiało. CZAS NA POSTY: do niedzieli (14.01), północy. CZAS W POSTACH: obecny, do deklaracji działań.