Ego

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    436
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Ego

  • Ranga
    Gracz wielce dzielny
  • Urodziny 25.11.1986

Previous Fields

  • Systemy RPG Warhammer, DnD, Autorskie

Profile Information

  • Gender Male

Ostatnie wizyty

572 wyświetleń profilu
  1. Dobra, nie ma co czarować, nie dam rady dokończyć sesji, a przynajmniej nie w tym momencie. Trzy razy siadałem do odpisu i trzy razy udało mi się napisać po jednym zdaniu. Chyba nastąpiło jakieś zmęczenie materiału, brak weny, chęci na dalszą grę. Nie wiem, ale widzę to też u niektórych z Was, więc zmuszanie się do odpisywania to nie jest nic fajnego, a rpg ma przecież sprawiać radość. Przepraszam, jeśli Was zawiodłem, ale nie będę pisać na siłę. Może jeszcze kiedyś się gdzieś tutaj spotkamy, może wrócimy do tej sesji. Zobaczymy. Tymczasem, do następnego i dziękuję Wam za grę. Było super, naprawdę dobrze się z Wami bawiłem.
  2. Ok, zatem post ode mnie jutro.
  3. @Egzio no to cieszę się, że pasuje @Kertiop gdy uda się spleść zaklęcie, to trafienie jest od razu automatyczne (czarodziej musi jednak widzieć swój cel), chyba, że z opisu czaru wynika inaczej.
  4. TURA 10 Lavina i Vincent mają przed sobą walkę ze zmutowanymi krokodylo-jaszczurkami więc tu chyba nie trzeba nic wyjaśniać. Co do pozostałych, pozwoliłem sobie założyć, że Adel odepchnął Luciena przed macką, co by nieco załagodzić fabularnie konflikt między postaciami. Mam nadzieję, Egzio, że nie masz nic przeciwko, jeśli jednak uznasz, że Twój bohater zachowałby się inaczej, zmienię tę część i wtedy Lucien dostanie macką Klaudine ma obite ramię, ale nie jest to nic poważnego. Działajcie. CZAS NA POSTY: do środy, północy.
  5. Zszokowany gospodarz próbował się poderwać na nogi, jednak słowa Laviny i Vincenta nieco go uspokoiły. - Macie rację, muszę im zawierzyć, sam przecież nie zdołałem go ochronić. - Zacisnął zęby i pozwolił przebadać się Vincentowi. Cyrulik nie znalazł żadnych poważniejszych urazów, oprócz ogromnego siniaka na lewym boku, który powstał zapewne w wyniku uderzenia czymś ciężkim. Vincent nie stwierdził złamania, czy nawet pęknięcia żeber, uświadomił jednak Tomasa, że jutro, gdy adrenalina zejdzie, będzie miał problemy z poruszaniem się. Po badaniu zadął w róg i... to chyba nie był najlepszy pomysł, gdyż po krótkiej chwili krzaki nieopodal poruszyły się i z ciemności wychynęły trzy dziwne stworzenia wielkości dobrze odkarmionego psa. Każde z nich miało sześć odnóży i długi ogon zakończony kolcem. Rozwarty pysk odkrywał grzebienie ostrych zębisk, a grzbiet pokrywały kawałki wrośniętego w skórę mchu i innych bagiennych roślin. Były obrzydliwe i cuchnące, chociaż miał do was jakieś dziesięć metrów. - Co... co to... co to jest na Sigmara! - Krzyknął z przerażeniem Tomas i próbował się cofnąć, jednak za sobą miał już tylko drzewo. Trzy stwory ruszyły na was szybko, powarkując groźnie. Chociaż Karl próbował robić jak najmniej hałasu, to i tak przy każdym kroku rozchlapywał wodę na boki, tworząc drgania, które mogły zaalarmować to coś, co kryło się gdzieś tam pod wodą i najpewniej konsumowało właśnie trolla. Mimo to zwadźca nie zwolnił, wychodząc w końcu na niewielką wysepkę i odciął chłopaka. Ten wyglądał na poobijanego, ale przynajmniej kontaktował. No i mógł iść o własnych siłach, co było ogromnym plusem w ich obecnej sytuacji. - Musimy... iść bardzo... powoli... Najlepiej gdzieś bokiem... - powiedział Karel ze strachem w oczach. Młody rybak chyba wiedział, co mówi, więc Karl nie oponował. Ruszyliście powoli w stronę przeciwną do miejsca, w którym zniknęła macka, w międzyczasie słysząc głośny, charakterystyczny dźwięk rogu Vincenta. Spokój trwał jednak dosłownie kwadrans. Znów poczuliście drgania wody i ujrzeliście sunącą pod taflą mięsistą mackę. Wyglądało na to, że troll to była jedynie przystawka, którą zresztą bestia dość szybko skonsumowała. Teraz miała ochotę na główne danie w postaci piątki ludzi. Przygotowaliście się, jednak nagle... macka gdzieś zniknęła. Woda uspokoiła się. Słychać było tylko wasze oddechy i okoliczne, nocne stworzenia. Rozglądaliście się czujnie, nie potrafiąc dostrzec zagrożenia. Zagrożenia, które wystrzeliło nagle spod wody tuż za plecami Luciena. Adelhelm krzyknął i odepchnął rycerza, samemu odskakując w bok. Wielkie odnóże sieknęło taflę wody, niczym biczem, a obaj mężczyźni wpadli po szyję w breję. Karl uderzył z boku mieczem, trafiając mackę, ale zdołał jedynie delikatnie rozciąć jej skórę. To jakby bardziej rozwścieczyło bestię i odnóże śmignęło w stronę zwadźcy, ten jednak zdołał się uchylić. Nie zdążyła za to Klaudine i końcówka macki zdzieliła ją w ramię. Czarodziejka zatoczyła się i wpadła wprost do śmierdzącej wody, a paskudne odnóże zniknęło gdzieś pod powierzchnią brei. Znów zapadła cisza, jednak wiedzieliście, że nie będzie trwać długo. - Szybko, musimy wejść na mocniejszy grunt, wtedy sobie odpuści. Zobaczycie - powiedział Karel, pomagając wstać Białej Czarodziejce. Jej ramię pulsowało tępym bólem, choć kość była chyba cała.
  6. To będzie zależeć od tego, jak bardzo przekonywujący będziecie
  7. TURA 9 Chyba nic nie trzeba tłumaczyć, jakby były pytania do Tomasa, to zadawajcie je tutaj. Przez weekend będę słabo dostępny, więc postaram się dzisiaj na wszystko odpowiedzieć (jeśli będą jakieś pytania). CZAS NA POSTY: do poniedziałku, północy. Nie musicie się super spieszyć z odpisami, bo tak, jak pisałem, będę w weekend ograniczony czasowo i raczej nie ma szans, żebym coś skrobnął w sobotę, czy niedzielę, nawet jak pojawi się komplet odpisów.
  8. Z ciemności nic nie wypełzło. Nic was nie zaatakowało. Dziwna kobieta nie pojawiła się, by znów wywołać aurę niepokoju. Jedynie delikatny wiatr wył między gałęziami drzew, tym razem jednak nie przynosząc ze sobą żadnych złowrogich szeptów. Rozglądaliście się czujnie, spięci i gotowi do walki, gdyby coś pojawiło się w rozdzierającym mrok świetle lamp, jednak nic się nie wydarzyło. Leżący pod drzewem Tomas zaczął się ruszać i wydał z siebie cichy pomruk, a potem otworzył oczy. Przez dłuższą chwilę patrzył po was, jakby zobaczył zjawy i gdy w końcu dotarło do niego, gdzie jest i co się wydarzyło, próbował poderwać się na równe nogi, jednak zatoczył się i osunął po pniu drzewa. - Karel... mój syn... troll rzeczny ma mojego syna... musicie mu pomóc! - Krzyknął, chwytając Lavinę za przedramię. Strach w jego oczach mieszał się z desperacją. Lucien nie czuł strachu, stając naprzeciw przysadzistego przeciwnika, a adrenalina sprawiała, że wyostrzone miał wszystkie zmysły. Gdy troll uderzył, rycerz zastawił się tarczą i zbił maczugę do boku, jednak uderzenie było silne i sprawiło, że Bretończyk zatoczył się w bok i musiał złapać równowagę. W tym momencie Karl ciął stwora przez nogi od tyłu, a bestia warknęła i odwróciła się energicznie. Z jej pyska wystrzeliła ku zwadźcy fala cuchnącego, parującego kwasu. Bergsohn instynktownie odskoczył i większość kwasowego wymiotu skończyła w wodzie, jednak parę kropel wypaliło kilka dziur w płaszczu mężczyzny. W tym samym momencie Klaudine skończyła tkać zaklęcie. Jej oczy rozbłysły oślepiającym światłem, a moment później w stronę trolla wystrzeliły dwie, jasno-błękitne błyskawice, które trafiły go w korpus, odrzucając w tył i solidnie przypalając skórę na piersi. Troll padł w wodę, rozbryzgując ją na wszystkie trony i zawył z bólu, chwytając się za poczerniałą od poparzeń pierś. To był odpowiedni moment dla Adelhelma, który doskoczył i ciął bestię, gdzie tylko się dało. Chwilę później dołączyli do niego Karl i Lucien, otwierając coraz to nowe rany na twardej skórze potwora, który - choć machał swoją maczugą - miał poważne problemy z trafieniem kogokolwiek. Spoceni, skupieni na walce, nie zdążyliście zauważyć płynącej pod powierzchnią wody grubej, niczym kłoda, mięsistej macki, która wystrzeliła nagle tuż obok trolla i owinęła go w pasie, w mig wciągając w odmęty ciemnej brei. Woda zabulgotała, zakołysała się i po trollu nie było już śladu. Zapanowała nieprzyjemna cisza, przerywana jedynie waszymi ciężkimi oddechami. Czyżby to była ta bagienna bestia, o której mówili wieśniacy? A może jakaś przerośnięta ośmiornica? Wiele różnych myśli przebiegało wam przez głowy i dopiero po chwili zdaliście sobie sprawę, że stoicie w wodzie, kilka dobrych metrów od wysepki, na której przywiązany do drzewa wisiał syn karczmarza. Ten zresztą zdążył oprzytomnieć i kołysząc się na linie, przyłożył palec do ust. - Bądźcie cicho i nie ruszajcie się, bo to coś wróci...
  9. @Dhagar fragment z szeptami lasu i wiedźmą jest dla Obcej i jumy, Wy spotkaliście trolla. Myślałem, że odznaczenie konkretnych fragmentów Waszymi avkami ułatwi połapanie się, kto jaki ma jaką część tekstu
  10. @Obca nie dacie rady, wszystko albo mokre, albo zawilgotniałe.
  11. TURA 8 @Obca, @juma777 liczę na jakieś opisy emocji, jakie wywołało spotkanie z dziwną kobietą, no i podjęcie działań, jeśli jakieś będą. Tomas wciąż jest nieprzytomny, ale oddycha miarowo. @Mashiro, @Kertiop, @Dhagar, @Egzio, tutaj chyba klarownie, czekam na deklarki. Pistolet Karla został zamoczony i nie nadaje się do niczego, troll na razie skupił się na Lucienie. W razie pytań,walcie. CZAS NA ODPIS: dajmy na to do piątku, jeśli będzie potrzeba więcej, to się przedłuży.
  12. Klaudine zogniskowała szybko moc białego wiatru w jasną, leczniczą poświatę, która przeniknęła do rany Tomasa, zabliźniając ją w chwilę. Nie została nawet najmniejsza blizna. Mężczyzna jednak wciąż pozostawał nieprzytomny i na to czarodziejka oraz cyrulik nie mogli nic zaradzić. Po krótkiej naradzie podzieliliście się więc na dwie grupki - Lavina z Vincentem miała zostać z rannym, nieprzytomnym Tomasem, podczas gdy pozostali ruszyli śladem zaciągniętego gdzieś w mrok bagien Karela. Widzieliście tylko, jak reszta drużyny znika we mgle i przetransportowaliście nieprzytomnego Tomasa pod jedno z drzew nieopodal stawu. Cisza zdawała się być tutaj jeszcze bardziej złowieszcza, wręcz wgryzająca się w uszy. Po dłuższej chwili rozmowy, zerwał się wiatr. Podmuchy były zimne, niepokojące. Powykręcane, trzeszczące gałęzie drzew bujały się w jednym rytmie. Zdawały się szeptać między sobą, tak przynajmniej wam się wydawało. Gdzieś z oddali doszło was klekotanie uderzanych o siebie kości, jakby ktoś zawiesił je na drzewach. Nic takiego jednak nie ujrzeliście. Tylko wiatr zawodził między konarami, wywołując niepokój, gdyż to nie było normalne. Szum wiatru przerodził się w zrozumiałe dla was, ponure szepty. Odddeeeeejddźcccieee.... Zginieeeecieeeeee... Jeeeest... móóóój.... Ostre szpileczki strachu przebiegły wam wzdłuż kręgosłupów. Rozglądając się bacznie, ujrzeliście ją w końcu. Kilkanaście metrów od was, na skraju opływającego mgłą lasu stała jakaś blada, wzbudzająca niepokój kobieta. Ubrana była jedynie w szkarłatną suknię poprzetykaną bagienymi roślinami, a z szyi zwisał jej naszyjnik z kości tworzący dziwny, złowieszczy wzór. W lewej dłoni dzierżyła powykręcany kostur upstrzony różnymi, bagiennymi motywami. Kobieta nawet z tej odległości wyglądała jak chodzący trup. Zjawa. Wiedźma z bagien. Wskazała na was długim, zbielałym palcem zakończonym czarnym paznokciem i otworzyła usta pełne poczerniałych zębów. Choć nic nie mówiła, waszych uszu doszedł szorstki, złowieszczy syk. ~ Baaagnaaa waas pochłooną... Bęęędziecccie przrzeeeklęci na wieeeki... Wtem po okolicy przetoczył się stłumiony, dochodzący z przeciwnej strony gardłowy warkot. Odwróciliście instynktownie głowy, a gdy po chwili znów spojrzeliście w stronę kobiety, jej już tam nie było, a zimny wiatr nagle ustał. Jedynie mgła wiła się między drzewami i unosiła nad stawem. Warknięcie z oddali powtórzyło się. Dochodziło mniej więcej z kierunku, w którym ruszyli pozostali... Ruszyliście świeżymi śladami, zostawiając Lavinę i Vincenta z nieprzytomnym Tomasem. Światła latarni przecinały mrok bagien. Prześlizgiwały się po zmurszałych pniach, po skarlałych konarach, po krzakach pozbawionych liści. Mgła kłębiła się jak okiem sięgnąć, choć najgęściej zalegała przy bajorze, przez które kroczyliście. Momentami ślady niknęły w mlecznym oparze, dlatego trzeba było baczniej się rozglądać, jednak ostatecznie po pół godzinie dotarliście do niewielkiej, bagnistej polanki z niewielką wysepką pośrodku. Tam, jak się szybko okazało, dojrzeliście Karla, który zwisał bezwładnie, przywiązany za nogi do jednego ze starych, niewysokich drzew. Poobijany i podrapany, krwawił z czoła, jak ojciec i coś mamrotał na wpół przytomny, gdy poświeciliście na jego twarz. Rozglądaliście się czujnie, a gdy na moment Mannslieb schował się za ciemnymi chmurami, nawet w świetle latarni niewiele było widać. To wystarczyło, byście dali się zaskoczyć. Nagle, spomiędzy bagiennych trzcin i wody wyskoczyła wielka, rycząca bestia. Stwór był ze dwa razy większy od człowieka, o ogromnej masie. Paskudna, rozwarta gęba obnażała dwa rzędy ostrych kłów, ramiona były mocno umięśnione. Potwór w jednej dłoni zakończonej ostrymi pazurami dzierżył dużą, prowizorycznie skleconą z jakiegoś sporego konara maczugę, którą młócił powietrze. Karl musiał się cofnąć, by nie oberwać i zahaczył nogą o jakiś konar w bajorze, po czym runął w śmierdzącą breję, mocząc przy okazji załadowany pistolet. Mimo to udało mu się uniknąć trafienia. Troll rzeczny, bo na tę istotę wyglądał wam stwór nie poddawał się jednak, ruszając na Luciena i Adelhelma, a uderzał maczugą z taką lekkością, jak gdyby nic nie ważyła, rozchlapując co chwilę brudną wodę, gdy mijał celu. Rycząc, podniósł ciężką lagę, mając zamiar spuścić ją na głowę rycerza.
  13. Dobra, to żebym miał jasność, zanim zabiorę się za posta: kto zostaje z Tomasem? Tylko Vincent, czy ktoś jeszcze?
  14. Klaudine zaleczy ranę, ale Tomas pozostanie nieprzytomny i nie będziecie w stanie go dobudzić. Reszta w odpisie
  15. Macki też będą, spokojnie