Eliastion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    12689
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Eliastion

  • Ranga
    Koszmar Mistrza Gry
  • Urodziny 04.01.1988

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male

Previous Fields

  • GaduGadu 4002368
  1. L, z punktu widzenia sytuacji to mogłoby równie dobrze działać tylko do przodu od chwili Cudowania (ostatecznie sam Cud jest retroaktywny, tzn. to jest coś, co Terry zrobił kiedyśtam) Aczkolwiek konkretnie Terry z przeszłości nie musiałby nic poczuć, bo zasadniczo we wszystkich swoich prywatnych rozmowach - odgrywanych czy nie - uczestniczył, więc w stosunku do niego bezpośrednio ten Cud nic nie zmienia(ł). Nie mówiąc o tym, że być może poczuł na jakimś poziomie, ale kompletnie nie zareagował na to: cud Persony Wspomnień który Terremu nic nie bruździ? Why bother, może Domena coś kombinuje, może siostrzyczka - Terry nie miałby powodu z tym walczyć. Ot, na tyle mało istotna zmiana, że zapomnieliśmy napisać, kiedy rzecz miała miejsce PS: Nikki którego obsobaczono za niekompetencję... ale potem pochwalono jego skrzydła
  2. Ok, bo w sumie nigdzie nie napisałem dokładnie i w formie bardziej trwałej. Biorąc pod uwagę, że Większe Związanie pozwala działać na większą skalę: czy Terry może zagrzebać się w Mitycznym (gdzie czas niekoniecznie jest liniowy i jak się postarać, to pewnie można znaleźć drogę do zeszłego piątku) i z tamtej pozycji Związać hurtem wszystkie (znaczy, z tej Pieśni ) swoje prywatne (tzn. o prywatnych sprawach, przeszłości swojej i sprawach rodzinnych) rozmowy tak, by "istniały tylko we wspomnieniach ich aktywnych uczestników"? Technicznie rzecz biorąc można wciąż próbować podsłuchiwać, ale po fakcie jedyne miejsce, w którym mogą takie rozmowy pozostać to wspomnienia tych, którzy brali w nich udział.
  3. Oj tam, zaraz naćpany. Trochę, ten. Pobudzony
  4. No więc ten. Illian. I dużo potionek Lyrium (czy tam dalijskich lyriumowych korzonków o podobnym działaniu)
  5. Illian Saelyn Illian do groty wpadł praktycznie gotów do walki. Zaklęcie, które rzucił tuż przedtem, jeszcze w korytarzu, pulsowało mu w żyłachm lśniło w głębi oczu... a może to wciąż były tylko skutki nadmiaru... wspomagaczy, którymi odbudowywał wcześniej swoje magiczne rezerwy? Co do zasady, unikał zwykle wszelkich tego typu specyfików. Lyrium było toksyczne. Magowie, którzy go nadużywali, popadali w nałóg i w ogóle głupieli... no chyba, że zgłupiali byli od samego początku. Ostatecznie, nadużywali Lyrium... Tak czy siak, bywały jednak sytuacje, które żądały odstępstwa od zasad. I ze względu na te właśnie ustępstwa, Illian był teraz nastawiony do sytuacji całkiem optymistycznie. Zdążył już rzucić swoje zaklęcie. Był też ogólnie w pełni sił. No i trochę słyszał kolory, ale nie zamierzał przejmować się takimi drobiazgami. Na widok Kane'a - a także Athrasa (sponiewieranego, ale żywego) oraz dzieci (z którymi wszystko było chyba w miarę w porządku), Illian zachichotał nerwowo i oblizał wargi. Nie przerwał Loranne, ale za to po jej słowach uśmiechnął się na moment. W sposób kojarzący się raczej z "uśmiechami" Lawy... - Och, Loranne, kochana, nie tak się negocjuje... - powiedział strofująco - Patrz i ucz się... Hej! Kane! - zawołał do apostaty głośniej, niż było trzeba - Obaj wiemy, że blefujesz i robisz po gaciach, bo wiesz, kto tu nie ma większych szans. Wieeeęc... więc mam kontrpropozycję! Wystarczy, że puścisz ich wszystkich natychmiast i grzecznie się poddasz! W zamian uratujesz życie! A nawet może którąś z kończyn! Zresztą - uśmiechnął się radośnie - co mi tam, jestem w szczodrym nastroju! Będziesz mógł sobie wybrać twoją ulubioną! Mimo całego ogólnie dobrego samopoczucia, Illian nie spodziewał się, by jego hojna oferta została dobrze przyjęta. Właściwie, był już praktycznie w trakcie zbierania mocy na kolejne zaklęcie... Zaklęcie, którego co lepiej znające elfa osoby nauczyły się po nim już spodziewać.
  6. No dobra, ja idę spać, bo rano wstaję się urzędować i jestem po dzisiaj nieprzytomny trochę ciągle... Tymczasem zakulałem! http://strefarpg.net/turlacz/?id=13933 To nie GSy, ale i tak nie narzekamy Już wiem, co powiem gópiemu magowi, o! PS: Jeszcze tak mi przyszło do głowy: Skoro Errian miał wszystko, to założenie jest, że jesteśmy zasadniczo naszprycowani do maksa hpków (i, w przypadku Ilka, many)?
  7. Ach, że w sensie kulać Czyli że zaklęcie tulać, czy coś jeszcze nadliczbowego?
  8. Nie no, to by było zasadniczo przed znalezieniem się u Kane'a więc trochę zanim teraz, "możnapróbowanie" jest tu dość trudne chronologicznie
  9. Miałem odpisywać dzisiowczoraj a potem cały dzień mnie nie było Ale jak już się zdradziłaś, że jesteś, to można podstępnie tuż przed wejściem do miejscówki Kane'a rzucić zaklęcie które trwa do końca encountera, żeby się liczyło na to, co będzie potem?
  10. Terry Andrews Terry spoglądał w dół, na ulicę. Ulica mogłaby, oczywiście, odwzajemnić spojrzenie, ale była chwilowo zbyt zajęta sobą - a działo się na niej sporo. W powietrzu wciąż snuła się przebrzmiała muzyka Terrego, ledwie jednak widoczna spod mnóstwa zdezorientowanych pytań, których było tak dużo, że zamiast siedzieć porządnie w odpowiednich głowach przeskakiwały nerwowo między nimi, przyczyniając się do ogólnego zamieszania wśród stłoczonych ludzi. A jednak, było coś, co na Terrego z dołu patrzyło. Coś przez większość niezauważonego, drobny przedmiot leżący na chodniku, spoglądający w górę parą potłuczonych szkieł i całkiem nierozumiejący, czemu właśnie został Porzucony. Czy zrobił coś nie tak? Wcale nie chciał się rozbić. Ale chodnik był taki twardy. I w ogóle, to bolało... A Karimi sobie tak po prostu zniknął. Dla jego zniszczonych okularów to wszystko było zupełnie niezrozumiałe... Oczywiście, nie była to jedyna rzecz, której okulary nie rozumiały - bo, niezależnie od bycia symbolem edukacji, same w sobie nie były przecież niewiadomo jak mądre. Były dobre w patrzeniu. I w pokazywaniu rzeczy ludziom w patrzeniu niezbyt dobrym. Choć akurat te konkretne... cóż, te konkretne miały coś jeszcze, co mogły pokazać komuś, w kim wyczułyby odpowiednią... odpowiedniość. Nie były całkiem pewne, na czym odpowiedniość miałaby polegać, ale nie miały wątpliwości, że jakby się z nią spotkały, to by wiedziały - to była fundamentalna prawda ich istnienia: wszystkie te zdarzenia, obrazy, dźwięki, które stały się częścią nich. Na które ich własna pamięć spoglądała podejrzliwie - bo właściwie były wspomnieniami, ale nie wspomnieniami samych okularów... i wydawały się jak wyryte w kamieniu, niedostępne. Nie było jak się do nich dobrać i popoprawiać: po prostu tam były, niezmienne i monumentalne. Coś o jakimś Obżarstwie, coś o zabijaniu kogośtam, coś o jakimś Corianderze - i dużo, dużo więcej. Jakby Wspomnienia, ale jakieś takie dziiiwne. Dziwne dziwności. Ale z góry - na połamane okulary i ich pamięć w kropce - spoglądał Ktoś, kto wydawał się wiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło. Ktoś pełen Odpowiedniości, która od przedchwili tak bardzo istotna była dla Porzuconych okularów. Ktoś będący tak bardzo Kimś dla ich pamięci... Tak. W samej obecności Ktosia było coś głęboko uspokajającego. Nawet, kiedy chwilę później Ktoś odwrócił się i zniknął za krawędzią dachu. Terry Andrews odwrócił się od krawędzi dachu i przeskoczył z powrotem do Prozaicznego. Spojrzał na Nastasię, jakby dopiero w tej chwili zauważył jej obecność. - Nie bój się - stwierdził pocieszająco, podnosząc rzucony wcześniej niedbale na dach futerał od skrzypiec - nic mu nie zrobią. Mają na karku Sąd, Inkwizycję... myślisz, że chcesz, żebyśmy my mieli do nich prywatny żal? Nie masz jeszcze porównania - uśmiechnął się lekko do siostry - ale jesteśmy dość niebezpieczną bandą. Nie chcą z nami zadrzeć. Zamknął skrzypce w futerale i spojrzał na przedstawicieli Inkwizycji. - Ale skoro o niebezpieczeństwach, zadzieraniu i innych takich mowa... Nikki, Niesamowitość, jak mniemam? No więc, spróbuj zgadnąć, drogi gościu: jak to się stało, że Christian i Urien nie dotarli? Może miało to coś wspólnego z dwoma wysłannikami Inkwizycji wpieprzającymi się między wódkę a zakąskę? Karimi i Sheila chcieli z nami rozmawiać. Rozmawiać, rozumiecie? W sensie: odpowiadać na nasze cholerne pytania i przekazywać nam informacje. Ale KTOŚ musiał się pojawić i ich przepłoszyć, opowiadając coś o aresztowaniach... To naprawdę - skrzywił się Terry - niesamowite. Ja bym rozumiał jakby pojawił mi się tu Guillian i niechcący rozpieprzył moje próby zdobywania informacji, ale wy przecież nie potrzebujecie wysłanników Sądu, żeby wam mieszali szyki i uniemożliwiali dowiadywanie się rzeczy! Doskonale sobie radzicie sami! Terry parsknął gniewnie, zarzucając futerał ze skrzypcami na ramię. - A teraz? Szukaj wiatru w polu. Ale nawet, jak ich znajdziecie... Ta "panna", co się dołączyła? Jeśli się nie mylę... - zawahał się; trochę na pokaz, trochę w ramach ostatniej chwili na wycofanie się z podawania tej informacji; ale, ostatecznie, nie było to coś, co można było skutecznie ukryć, więc... - Jeśli mam rację, to jest to jeden z najpotężniejszych Powierników w Kreacji, którego na Ziemi nie widziano od stu lat. Christian będzie wiedział, o kogo mi chodzi. Więc nawet, jakby tu była cała wasza Familia, i jeszcze wysłannicy Sądu na dokładkę, to wcale nie byłoby ich łatwo zatrzymać. Za to, oczywiście, można się było sporo dowiedzieć, gdyby z nami dobrowolnie rozmawiali, prawda? Szkoda, że niesprzyjające okoliczności na to nie pozwoliły. I zamiast owoców dłuższej rozmowy mam teraz porwanego brata... Powiernik Pamięci pokręcił głową, w ten prosty gest wkładając resztę niedowierzania i dezaprobaty dla sposobu, w jaki rozegrała się - i zakończyła - cała ta sytuacja. Po czym westchnął i spojrzał na Nastasię. - Obawiam się, że mogli zniknąć z San Francisco. Spodziewają się, że będziemy ich szukać i wiedzą, że w naszym mieście mamy przewagę... Pewnie już są daleko. Tak czy siak, Chrisa pewnie będzie łatwiej znaleźć... chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby nie było go już z nimi, mogli go zostawić na pierwszym zakręcie dokładnie po to, żeby nie dało się ich przez niego wyśledzić. Idę do Jemmy, jej najłatwiej będzie się z nim skontaktować. Zadzwonię, jeśli czegoś się dowiem. Ty też dzwoń, jakby co. Tymczasem... - zawiesił głos, przenosząc spojrzenie na Inkwizytorów, po czym złożył ukłon, niezbyt głęboki, ale na pewno dużo bardziej uprzejmy niż wcześniejsza tyrada pod ich adresem - panowie wybaczą. Och, no i zapomniałbym: niesamowite skrzydła, panie Nikki. To rzekłszy, odwrócił się i pobiegł do krawędzi dachu budynku lekko, z nadludzką wręcz gracją przesadził barierkę. Na moment chwycił się krawędzi dachu, ale zaraz spadł o piętro niżej - i dalej, od okna do okna, od gzymsu do gzymsu, szybkimi, krótkimi skokami - zbyt szybki i zwinny, by ktoś z zajętych byciem zdezorientowanymi ludzi poniżej usłyszał go lub zauważył - przemieszczał się w dół, jakby nie było to trudniejsze od chodzenia po prostym chodniku. No, może od biegania. Ostatecznie, spieszył się na spotkanie z pewnym samochodem. No i, cóż: musiał podnieść pewne okulary, zanim ktoś je rozdepcze - i tak dość się nacierpiały.
  11. Terry Andrews Mahsa dogoniła Terrego w korytarzu. - Ale wiesz - odezwała się równając z nim - że nikt nie zdezerteruje, prawda? Oni nie po to wstąpili do floty by odwrócić się od swoich obowiązków tylko dlatego, że Wroga nie ma w pobliżu. Nie po tym, jak dopiero co wykonaliśmy taktyczny odwrót z jego siedziby. - Zatrzymała go delikatnie ujmując go za ramię. Stanęła przed nim spoglądając na jego strój. - Zawsze dobrze wyglądałeś w mundurze. - Skomentowała tonem jakby mówiła bardziej do siebie niż niego. - Wnioskuję, że tu, teraz nikt już ich nie nosi? - Wygładziła dłońmi materiał na jego ramionach. Poprawiła dystynkcję komandorską na kołnierzyku. Uśmiechnęła się po czym oparła czoło na jego piersi. - Co teraz będzie? - Wyszeptała. Terry pokręcił głową. - Nie mam pojęcia - westchnął - a skoro już odpowiadam od końca: tak, obawiam się, że wyszły z mody, a pójście pod kapelusz to nie dezercja. I sprawiają wrażenie całkiem bystrych, któreś z nich mogłoby uznać, że jednak smarowanie głowy miodem i wtykanie jej w mrowisko to nie taki dobry pomysł. Dość już stracili, nie sądzisz? Podniosła lekko głowę by spojrzeć mu w oczy. - To zadziwiające kochanie jak potrafisz być inspirującym geniuszem, a jednocześnie jesteś czasami tak bezradny w tym jak patrzysz na ludzi i świat. - Było w jej spojrzeniu coś takiego, że trzeba by się bardzo natrudzić by jej słowa uznać za choć odrobinę obraźliwe. - Nikt nie odejdzie. Oni własnie stracili wszystko. Matki, ojców, rodzeństwo, partnerów... Jesteśmy teraz swoją jedyną rodziną. Nikt nie odejdzie. Może gdybyś zrobił jakąś sztuczkę z tym co pamiętają, to tak, ale jeśli dałbyś im to jako propozycję to wszyscy odmówią. Teraz jesteśmy swoimi jedynymi przyjaciółmi, swoją jedyną rodziną, a ty jesteś naszym komandorem. - Pokręciła głową. - Nie spodziewaj się niczego innego jak wszystkich na stanowiskach jak wrócisz. Opowiesz mi coś o miejscu, do którego idziemy? To jest jeśli idę z tobą i nie mam zostać na pokładzie ze wszystkimi. - Na jej ramię sfrunął mały mechaniczny koliberek i spojrzał na Terry'ego swoimi rubinowymi oczyma. - Spędziłaś na pokładzie ostatnie sto lat. Raczej czas żebyś wreszcie wyjrzała na zewnątrz - uśmiechnął się, machinalnym ruchem odgarniając kosmyk z jej czoła. - Ale porozmawiać naprawdę musimy - dodał, bez entuzjazmu - jest kilka... spraw o których powinnaś usłyszeć zanim wyjdziemy. Może wstąpimy na moment do mojej kajuty? Będzie wygodniej. A, ahem... "jednostka Koliber" - spojrzał na mechanicznego ptaka - najlepiej, jakby zaczekała na nas przy śluzie. Mahsa skinęła głową. Podłożyła otwartą dłoń do ramienia i koliberek wskoczył na nią. Wyszeptała mu do ucha prośbę o rozejrzenie się po pokładzie i poczekanie w maszynowni. Ten wpatrywał się w nią przez chwilę po czym zerwał się i odleciał metalicznie trzepocząc skrzydełkami. - No dobrze - odezwała się jak tylko drzwi kajuty zamknęły się za nią - co to takiego i dlaczego mi się nie spodoba? - Bo to nic ładnego - westchnął Terry, podchodząc do stolika na kawę. Usiadł w jednym z foteli. Potarł skroń. - Może tak - odezwał się wreszcie - zacznę od prostszych rzeczy. Użyłaś wcześniej słowa "kochanie". Powinnaś tego unikać. Poprzedni Władca Ziemi zdradził Kreację. Co miało wiele różnych mniej lub bardziej bezpośrednich konsekwencji, w tym tę, że Miłość jest obecnie nielegalna. Ludzie zasadniczo nie mają pojęcia ani o tym, ani o kilku innych, równie absurdalnych, prawach. Powiernicy też, oczywiście, w praktyce nie podporządkowują się czemuś takiemu, prawo jest, można by rzec, martwe. To samo można jednak powiedzieć o tych, którym miłość udowodniono. Albo (bądź oraz, zależnie od sytuacji) o obiektach takiej miłości. Proszę więc, bądź ostrożna. - Unikać słowa kochanie? - Mahsa zmarszczyła brwi. - Ależ... To... To jak się teraz zwracają do siebie małżonkowie? Bo "panie mężu", jak Kicia, nie zdzierżę. Nie ta kultura. A "ej ty" brzmi jednak jakoś tak bezosobowo. - Jestem pewien, że dasz sobie z tym problemem radę - stwierdził Terry - zwłaszcza że zawsze są jeszcze te takie dziwne dźwięki których się używa, jak chce się do kogoś zwrócić... jak im tam było... - zmarszczył brwi - ach, tak, "imiona" - uśmiechnął się blado - A co do małżeństw w ogóle (poza ludzkimi, którzy sobie żyją po swojemu, zazwyczaj ignorowani przez Sąd Szarańczy) to w sumie nie mam pojęcia. Właściwie, to chociaż małżeństwa jako takie nielegalne nie są, to raczej musiałyby być zawarte przed zostaniem Powiernikiem, bo nie wolno nam przysięgać śmiertelnikom... kolejne "ciekawe" prawo Lorda Entropii. Zostają więc małżeństwa Potęg... które z kolei raczej wolałyby nie afiszować się z tym, że cokolwiek je łączy, bo to zawsze potencjalna słabość, ryzyko i może szansa dla wroga na oskarżenie o miłość. - Wow - Mruknęła cicho Mahsa - odwracasz na chwilę wzrok, a tu Entropia zaczyna rządzić światem, jakby nie wystarczyło mu mieszanie w aprowizacji. W sumie dobrze, że nie jestem śmiertelniczką, chociaż nie wiem w sumie, może to kolejny paragraf dwadzieścia dwa. - Westchnęła - No więc dobrze Terry, skoro już ustaliliśmy, że małżeństwa nielegalne nie są, a jakby się zastanowić, to cała ta instytucja, z miłością nigdy nie miała wiele wspólnego, powiedz mi jak ci się z Kitką układa. I w ogóle ile czasu minęło dla was? I skoro Ash jest nielegalny, to jak wy... Ej, czekaj... - Rozpięła mundur, po czym dość bezceremonialnie wyciągnęła z dekoltu lewą pierś, bardzo kształtną pierś dodajmy i zaczęła z zainteresowaniem oglądać pokrywające ją kwieciste tatuaże. Pytania Mahsy dotyczyły dokładnie tego, o czym Terry zamierzał z nią rozmawiać. Ale to wcale nie znaczyło, że była to dla niego rozmowa łatwa. Gdy więc zdarzało się coś rozpraszającego... - Co?... - zapytał elokwentnie "inspirujący geniusz", przyglądając się dziwnemu zachowaniu kobiety. - Aha... - Spojrzała na niego potem ponownie na kwieciste tatuaże. - To też sprawdzają? - Spytała. - Mam sobie nałożyć synth-skórę? Nigdy więcej nie nosić bikini? Terry podążył wzrokiem za spojrzeniem kobiety ku jej... tatuażom. Po czym westchnął, odchylił się w fotelu i potarł skroń. - No dobrze. Może wrócę o krok, żeby było po kolei. Co do "Kitki" i czasu. Dla niej od bitwy minęło około stu lat, jak sądzę. Dla mnie minęło poniżej trzech dekad. W ogóle, nie od wtedy. Pamiętasz, jak mówiłem, że zginąłem? To może być trochę bardziej skomplikowane, ale to nie żadna metafora ani nic podobnego. Jak dzisiaj mówiłem załodze, że jestem z nich dumny... jestem pewien, że na to zasługiwali. Tyle tylko, że zasadniczo to ich nie znam. "Kitka"... zgaduję, że mówisz o Vex. Mieszka u mnie, nawet nie wiem od kiedy, ale chyba stało się z nią coś bardzo niedobrego, bo jak dotąd nie dała mi powodów sądzić, że się czymś różni od gromadki innych cudownych (dosłownie) kotów niejasnego pochodzenia, które się do mnie wprowadziły. Och, no i na koniec - spojrzał Mahsie w oczy - o tym, że byłem, bądź jestem, żonaty dowiedziałem jakoś w trakcie wyprawy, z której właśnie wróciliśmy. Och, no i nie mam najbledszego pojęcia o czym mówisz, jeśli chodzi o te tatuaże. Poza tym, że w tym świecie spośród synth-skóry i bikini istnieje tylko to drugie. Może coś mają w jakimś Locus, oczywiście... ale nie jestem zorientowany, biorąc pod uwagę, że do jakieś dwa-trzy miesiące temu (ziemskiego czasu w każdym razie) żyłem sobie jako normalny śmiertelnik. Wszystko inne, świat, z którego pochodzi Imbrium? - pokręcił głową - To dla mnie opowieści przetykane jakimiś przeczuciami, w najlepszym wypadku: strzępami niekompletnych wspomnień. A jak nawet znajdę coś takiego... Wyciągnął fotografię, którą wcześniej pokazywał Lidii. - Nie potrafię tu nawet wszystkich nazwać - stwierdził, z wymuszoną nonszalancją dwoma palcami rzucając zdjęcie na stolik przed Mahsą. Tym razem elokwentna wypowiedź przypadła "genialnej oficer". - Eemmmmm. Co? - Potrząsnęła głową. Odruchowo schowała biust i zapięła mundur. - Aha... Nie pamiętasz własnej Familii. Nie pamiętasz swoich przyjaciół. Co takiego się stało, nie wróć. W czym takim brałeś udział, że kazałeś swojej Pamięci przetworzyć wszystkie wspomnienia tak byś nie pamiętał? - Kucnęła koło niego i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Położyła mu dłoń na ręce. - Spokojnie słońce. Nie oczekuję, że odpowiesz mi na te pytania. Cokolwiek się stało na pewno dowiemy się o co chodzi. Fakt pierwszy: nie zginąłeś. Jestem twoją Kotwicą. Gdybyś umarł przestałabym nią być. Fakt drugi: Imbrium cię rozpoznało. Twój kod genetyczny, twoje regalia. Do licha mam twoje regalia wytatuowane na biuście. Nota bene to znaczy, że ty też masz. Rozbieraj się! Pokaż mi plecy! - Zażądała, ale jednocześnie mówiła dalej. - To, że Kitka udaje kota to nie znaczy, że musiało jej się coś porobić. Może po prostu być na ciebie mega wkurzona. No wiesz, nie pamiętasz jej czy coś? Fakt trzeci: masz teraz nową Familię. Jakoś musiałeś zostać przekazany swojemu nowemu Ymera. To znaczy, że jest ktoś kto wie. A skoro ktoś wie to możemy się dowiedzieć. Rozmawiałeś o tym z Pamięcią? Jeśli jest choćby jedna osoba w całej Kreacji, która coś wie, albo wiedziała, ale jej pamięć przetworzyła jej wspomnienia, to możesz się tego dowiedzieć. - Ujęła jego twarz w dłonie, pochyliła się tak, że zetknęli się czołami i cmoknęła go w czubek nosa. - Nie martw się. Poradzimy sobie. - Mahsy... - odsunął ją od siebie delikatnie i pokręcił głową - Po pierwsze, nie "przekazano mnie" innemu Władcy. Raczej tylko ja zostałem, jeśli już. Może dlatego, że nie było czego przekazywać. Mówisz, że nie zginąłem? A ilu znasz Powierników, którzy zginęli, urodzili się jako śmiertelnicy a potem znów zostali Powiernikami? I po tym wszystkim spotkali się z jakąś swoją dawną Kotwicą? Zresztą "potem". Czas, jakim go znamy, działa tylko bardzo blisko powierzchni świata. Jak się zagrzebać głębiej, to dziwne rzeczy się z nim dzieją, aż wreszcie, w Świecie Duchów, nawet nie bardzo istnieje. Istnieją chwile. Istnieje chwila, w której cię odnalazłem w Arkadii. Czy na pewno ma znaczenie, że w międzyczasie istnieją jakieś chwile, w których mnie nie było? Zresztą... Wyczuwam swoje kotwice. Trudno mi to opisać: to instynktowna świadomość ich istnienia... ale ciebie nie wyczuwałem, dopóki się nie spotkaliśmy. Czy tylko dlatego, że cię nie pamiętałem? Zresztą... gdzie kończą się wspomnienia? Terry sięgnął po zdjęcie. Zdecydowanym ruchem przedarł je na pół. A potem delikatnie połączył rozerwany papier i przesunął palcami po rozdarciu - i zdjęcie znów było jedną całością. - Pamięć robi coś takiego, Mahsy. Czy to znaczy, że na jakimś poziomie wszystko jest po prostu wspomnieniem Kreacji? Rzeczywistość zapomniała, że fotografia była uszkodzona? Mówiłaś o Imbrium, o DNA, wspomniałaś moje Regalia... A co, jeśli Imbrium zapomniało, że mój kod genetyczny powinien być inny? Co, jeśli cała Kreacja zapomniała, że Powiernik Pamięci sprzed i po kataklizmie się różnią? Pamięć robi, co sama chce, co uważa za stosowne, Mahsy. Gdybym jej nie powstrzymał, usunęłaby Imbrium, bo... nie jestem pewien: stresowało rzeczywistość swoim niewybudowanym istnieniem. Ale gdy zostawałem na powrót Powiernikiem, to jeszcze nad nią nie panowałem. Co, jeśli właśnie wtedy postanowiła, że nie akceptuje różnic pomiędzy starą a nową wersją swojego Powiernika? Nie mielibyśmy nawet sposobu, żeby się dowiedzieć, która wersja jest "prawdziwa" a która została zmieniona. Bo, i to najlepszy dowcip - z tonu Terrego wcale nie wynikało, by wydawało mu się to zabawne - mówisz o pytaniu Pamięci. Tyle tylko, że jakby zrobiła coś takiego - spojrzał kobiecie w oczy - to ona sama też by niewygodnej prawdy nie pamiętała. Terry zamilkł. A potem westchnął, usiadł głębiej w fotelu i przymknął oczy. - A właściwie - zapytał z niezobowiązującym, może nieco znużonym zainteresowaniem w głosie - dlaczego chcesz oglądać moje plecy? - Oooookeeej. - Powiedziała Mahsa. - Mam absolutną pewność, że nie umarłeś, bo wtedy, nawet jakbym to przeżyła, co jest możliwe, bo w końcu jestem dzieckiem dwójki potęg, plus byłam w miejscu, gdzie, tak banalnie i po prostu, umrzeć się nie da, bym nią być przestała. Nie możesz być kotwicą kogoś kto umarł, to znaczy możesz jeśli zostaje jako duch, ale to znaczy, że żyje. W pewnym sensie. Tworzenie kotwicy, to akt woli. Nie mogłabym być kotwicą gdybyś mnie kiedyś nią nie zrobił, kotwic nie da się przenieść. Więc nawet jeśli wyglądasz inaczej, masz tą samą duszę. Także tyle. Ty to ty i koniec. Nawet jeśli wyglądałeś inaczej i tego nie pamiętam. A tak przy okazji, co z kotami? Czy ty w ogóle je aktywnie kotwicami zrobiłeś? Piły twoją krew? Twoje łzy? Albo chociaż bardzo bardzo chciałeś, żeby się nimi stały? Czy też po prostu się pojawiły, nie wiadomo skąd, zaczęły ci znosić losowo złapane sny i zaakceptowałeś fakt, że istnieją i są twoimi kotwicami? Ale to może poczekać. Może przejdźmy do rzeczy ważniejszej. Pokaż mi swoje plecy, bo założę się o wszystkie klejnoty tajnego skarbca Lorda Gabriela, że masz tam regalia moje i Vexiątka. A poza tym, chcę cię zobaczyć bez koszuli. - Zakończyła swoją przemowę, głównie dlatego, że zabrakło jej tchu i wbiła w Terry'ego wyczekujące spojrzenie. - Dlaczego miałbym mieć na plecach wasze regalia? - zapytał z powątpiewaniem Terry, odnotowując z pewnym zainteresowaniem fakt, iż Mahsa najwyraźniej w ogóle miała regalia. Wstał z fotela i rozpiął guziki mundurowej marynarki; jeśli jednak zamierzał się rozebrać, to albo zrezygnował, albo przynajmniej stracił na tym etapie zainteresowanie tą czynnością. - A koty - odezwał się zamiast tego - nie mam pojęcia skąd się wzięły. Ani kiedy. One tak już mają, obawiam się. Nawet, jakbym skądś wycudował tę wiedzę (właściwie, nie jestem pewien, czy już nie próbowałem) to raczej nie zostałaby ze mną na długo... Może Vex coś więcej wie na ich temat - wzruszył ramionami - jest członkiem ich małej społeczności, zdaje się, nawet, jeśli nie całkiem do nich pasuje. A co do twoich absolutnych pewności na temat tego, jak świat działa... mamy w Kreacji jednego Powiernika bez Władcy. To zresztą jeden z głównych powodów, dla których Entropia tak świruje na jego punkcie. A wśród samych Władców... niektórzy z nich wcale nie są Władcami, tylko Excrucianami. Zamaskowanymi tak dobrze, że chyba nawet sami nie muszą sobie z tego zdawać sprawy. Więc... dalej jesteś czegoś absolutnie pewna? Ach, no i jak o pewnościach mowa - zmarszczył brwi, spoglądając na kobietę - wracając do kotów... jestem niemal pewien, że nic ci o snach nie wspominałem. Hmm? - Eeeemmm. - Zmarszczyła brwi. - No przecież właśnie o tym mówię. One zawsze to robiły. Czy wiesz ile razy budziłam się w nocy, bo któryś wasz sierściuch przywlókł jakiś sen, żeby się pochwalić? Chodzi mi o to, że wy, ty i Kitka, stworzyliście wspólnie ta kotwicę jeszcze przed naszym ślubem. Dlatego pytałam, czy pamiętasz, żebyś w tym życiu aktywnie i świadomie stworzył z nich kotwicę, czy też ona ci sama, jakoś tak, "wskoczyła"? - Zapytała robiąc palcami znak cudzysłowu. - Hmmm? A czekaj - zreflektowała się. - Regalia! No wiesz znak więzi dusz. Mogły też być inne powody, ale one są obecnie nielegalne, więc nie będziemy o tym rozmawiać. - Nigdy nie słyszałem o Regaliach pojawiających się na czyichkolwiek plecach z jakiegokolwiek powodu, więź dusz czy cokolwiek innego - Terry wzruszył ramionami - a twoje uwagi na temat sierściuchów brzmią dziwnie w kontekście tego, z... hmm. Za kogo wyszłaś za żonę. Zdjął z ramion marynarkę munduru i rzucił na oparcie fotela. Koszuli do zdejmowania, jak się okazało, pod spodem nie miał - w szafie żadnej nie było, a sam Terry właściwie nie był nawet pewien, co powinno się nosić pod mundurem z nienadeszłej epoki. - No, to popatrz - stwierdził - ale jak ostatnio miałem do czynienia z lustrami, moje plecy żadnych urozmaiceń nie zawierały. - Yup. - Usłyszał po chwili jej głos. - Nadal są. - Poczuł zapach jaśminu i delikatny dotyk jej palców na plecach. Poruszały się ledwo muskając skórę. Dotyk wędrował wzdłuż linii tatuaży, których nigdy tam wcześniej nie było. Przeszył go dreszcz. Kilka kilometrów dalej czerwona księżniczka przerwała właśnie toaletę, sierść zjeżyła się jej na plecach, ogon zwiększył prawie dwukrotnie objętość. Wbiła w ścianę, pełne dezaprobaty, spojrzenie. Po czym ruszyła. Miała ochotę zapolować na nowe ciało... Terry na Imbrium pokręcił tymczasem głową z irytacją. Wcale nie podobała mu się koncepcja pojawiających się znikąd tatuaży. I to niezależnie od potencjalnie niebezpiecznych implikacji. - Raczej "znów". Pewnie będzie trzeba coś z tym zrobić. A tymczasem, jeśli już skończyłaś, to raczej nie powinienem kazać za długo czekać swojemu Ymera. Chyba uspokoiłem się na tyle, żeby mu nie przyłożyć. A poza tym będę jeszcze chyba potrzebował Derrington...
  12. @Selyuna, jak sama zauważyłaś - na jakimś etapie przestałaś się dobrze bawić, przy czym trochę czasu zajęło Ci zwerbalizowanie dlaczego. I o to właśnie chodzi. TY poczułaś się z czymś niefajnie. Jak zareagowałabyś gdyby na początku, w czasie, kiedy się jeszcze świetnie bawiłaś, ktoś przyszedł i próbował Cię przekonywać, że z sesją jest coś takiego i POWINNAŚ się czuć niefajnie, bo jesteś ofiarą w tej sesji, tylko nawet o tym nie wiesz? To jest ogromna różnica - pomiędzy uznaniem, że coś jest nie tak a jakimś protekcjonalnym "obrońcą" opowiadającym Ci, że coś jest nie tak A z innych kwestii - w tym wypadku, jak rozumiem, problemem było to, że Twoja postać nie była zbyt pozytywnie postrzegana przez NPCów, tak? Natomiast motywacji związanych z jej seksualnością domyślasz się już sama? Jeśli tak, to rzecz jest zasadniczo kompletnie nie do wychwycenia. Bo o ile możliwe (zwłaszcza, że nie znam sytuacji) że preferencje łóżkowe postaci mają z tym jakiś związek, o tyle równie dobrze mogą nie mieć żadnego - odpowiedzialny za mniej lub bardziej powszechną niechęć może być jakiś kompletnie niezwiązany element charakteryzacji. Ogólnie rzecz biorąc: oczywiście, zdarza się, że ktoś postanowi "moja postać/ten NPC nie lubi Xa bo ten jest czarnym homoseksualnym elfem parającym się magią" - bywa, że poglądy, przekonania i uprzedzenia postaci dyktują pewne sympatie i antypatie oparte na okolicznościach bądź tym kim dana postać jest. Mógłbym na przykład dość dokładnie powiedzieć, skąd brała się pewna skrywana niechęć niejakiego Illiana do niejakiego Alistaira (którego przecież praktycznie nie poznał). Ale to jednak raczej wyjątki niż norma - w praktyce najczęściej łapię się na tym, że moja konkretna postać (nie) lubi konkretnego NPCa i w najlepszym wypadku domyślam się, na jakiej podstawie uznałem, że są niekompatybilni i jedna chemia, jaką w perspektywie przed nimi widzę, to ewentualnie kwas No dobrze a teraz - bo zaraz Marass nas oboje udusi za offtopowanie (chociaż nie mam poczucia, żeby to specjalny offtop był): Problem tu polega na tym, że bez konkretów (i, jak się okazuje, wbrew doświadczeniom większości wypowiadających się tu osób) to jest to takie ogólne oskarżenie z którym nawet nie ma jak polemizować - i teraz udowadniaj tu, że nie jesteś wielbłądem, Strefo No i część próśb o konkrety pod adresem Ferra nie dotyczyła jego doświadczeń "podaj nazwiska i sesje" tylko jego oczekiwań/propozycji "powiedz, co konkretnie chciałbyś zobaczyć w regulaminie, co lepiej spełniałoby swoją funkcję niż to, co mamy obecnie".
  13. Terry przeszkadzać nie będzie. Niezależnie od, ahem, ambiwalentnego zdania na temat Ashiq, Terry nie sądzi, by Chris był bezpośrednio zagrożony. A jeśli nawet... Jesteśmy w San Francisco, a Chris jest Nieuchwytną potęgą w pełni sił. Let's face it: jeśli ktokolwiek go ot-tak porywa bez Cudów Imperialnych, to znaczy, że dureńrogi brat sam na to pozwolił Więc możecie rozgrywać spokojnie z założeniem, że cokolwiek Terry zrobi, ucieczki to nie uniemożliwiło
  14. Nie jestem pewien, ale sidekickowie chyba akurat w ogóle nie mają ani obowiązków ani uprawnień moderatorskich... Występowanie przez nich z pozycji autorytetu chyba byłoby nadużywaniem koloru nicka... No... nie, obawiam się, że to jednak duże wyolbrzymienie było, i spore przekręcenie, Sel. Bo nawet trzymając się Twojej analogii... jeśli ktoś powie "w piwnicy kogoś zgwałcono" to to, czy pozostali się dobrze bawili, owszem, nie ma większego znaczenia dla tej kwestii. Ale jeśli ktoś powie "w tej tancbudzie pełno jest gwałtów" to już kolejne osoby stwierdzające, że ich nikt nie zgwałcił ani nie wydaje im się, by świadkami gwałtu byli, zaczyna mieć znaczenie, bo jeśli problem jest powszechny, to powinien być powszechnie widoczny, prawda? To czy i jak wiele osób zetknęło się z problemem jest istotną wskazówką odnośnie tego, jak powszechny i jak poważny jest on w rzeczywistości - i w tym sensie zarówno deklaracje pozytywne (Marta wspominająca o sesjach z, ahem, specyficzną narracją czy użytkownikach zaczepiających użytkowniczki) jak i negatywne (Marass stwierdzająca, że przez parę lat obecności z problemem się nie zetknęła) swoją wagę mają. A na koniec... Technicznie rzecz biorąc, jest to możliwe. Ale niewiele jest rzeczy tak protekcjonalnych i tak obraźliwych jak tłumaczenie komuś, że jest ofiarą, tylko tego nie dostrzega. Można próbować interwencji w sytuacjach, gdy ofiara cierpi, ale po prostu nie widzi, że mogłoby być lepiej (przemoc domowa, na przykład), ale kiedy mówimy o np. seksizmie, w szczególności w środowisku forum dyskusyjnego z erpegami? Wyobraźmy sobie jedną z tych sesji, o których wspominała Marta, gdzie opis kobiety zaczyna się na rozmiarze biustu a kończy na kształcie pośladków - jeśli grałaby w coś takiego graczka, i dobrze się bawiła, to co, należy jej wytłumaczyć, że to nie w porządku, że dobrze się bawi, bo narracja w tej sesji jest skrajnie seksistowska? Mógłbym się bardzo dziwić, że jakaś graczka się dobrze w czymś takim bawi. Mógłbym dziwić się do tego stopnia, że miałbym (biorąc pod uwagę anonimowość Internetów) podejrzenia, że graczka w rzeczywistości może być nastoletnim chłopcem, który erpeguje sobie o poziom wyżej niż prowadzenie kobiecej postaci w sesji (odgrywając również graczkę, która tę postać odgrya). Ale gdybym próbował ruszyć jej na ratunek i przekonywać, że graczka powinna czuć się obrażona, powinna źle się bawić i w ogóle nie jest w porządku, że gra w tej sesji (i czerpie z niej przyjemność) - to byłoby to naprawdę skrajnie obraźliwe. I, zasadniczo, mocno seksistowskie samo w sobie - bo gdzieś tam pod spodem takiego zachowania kryje się odpodmiotowienie "damy w opresji", której ktoś musi powiedzieć, co ją obraża i na co powinna się oburzać, bo sama jest za durna, żeby się zorientować, jakie powinna mieć odczucia... Nie na tym polega podmiotowe traktowanie drugiego człowieka. Podsumowując: o ile technicznie rzecz biorąc masz rację i można być ofiarą nie zdając sobie z tego sprawy, o tyle jest to prawda nie mająca sensownego odniesienia do tej konkretnej dyskusji.
  15. Mroczek, śliczne produkcje Inspiracjowe <3 Chociaż to w sumie trochę na odwrót - to raczej ilustracje Inspirowane Tak czy inaczej, cudne są!