Eliastion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    12765
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Eliastion

  • Ranga
    Koszmar Mistrza Gry
  • Urodziny 04.01.1988

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male

Previous Fields

  • GaduGadu 4002368
  1. Charlie zaginęła w akcji i już nas nie lubi... A ostatni raz jak w ogóle odezwała się na Strefie to było w styczniu.
  2. Terry Andrews - Nie ma w chińskich mitach magii cieni? - zdziwił się Terry, chyba trochę zawiedziony - Mają to całe yin-yang i żadnej magii z cieniami? Westchnął i pokręcił głową. - No cóż, z tym nic nie zrobimy, jeśli ma być tak chińsko, jak się da... To był tylko luźny pomysł; cienie są fajne, a w mitologiach wschodu to orientuję się tyle, że znam parę podstawowych konceptów i jednego demona, a i to japońskiego. Terry uśmiechnął się lekko, wzruszając ramionami. Robił to ostatnio (to jest - wzruszanie ramionami) dużo częściej niż kiedyś. Cholerny Annu... Ale, ostatecznie, nie było to szczególnie istotne w tej chwili. Ani, zapewne, jakiejkolwiek innej. Spojrzał na Guiliana poważniej. - Właściwie - w jego głosie pojawiło się odrobinę napięcia - mam wrażenie, że coś mi umyka. Wydaje mi się że pozbycie się nie-żyjących śmiertelników, sprzątnięcie ich do czysta, nie jest szczególnie trudne. Wydaje mi się, że mógłbym to zrobić tak - pstryknął palcami - ale nie tylko moje niedoświadczone rodzeństwo, ale również ty, traktujecie to tak poważnie, że tracę pewność siebie. Co innego Kotwica Haspa z pełnowymiarowym Excrucianinem na szybkim wybieraniu, ale ludzie, którzy "tylko" dali sobie wmówić, że nie są martwi?
  3. Terry Andrews Terry uniósł nieco brwi, podchodząc do emanującego dobrym (zbyt dobrym) nastrojem gościa. Właściwie, nie był do końca pewien, co go w tym momencie napełniało gorszymi przeczuciami: sam Guilian, czy raczej fakt, że wspomniane indywiduum budziło w nim pewną dozę sympatii. Zwłaszcza, że nie był to przypadek całkiem odosobniony, biorąc pod uwagę, że w poprzednim życiu ożenił się z cholernym kocim demonem... Może powinien poszukać sobie jakiegoś terapeuty. - Chętnie bym skorzystał, rozumiesz - odezwał się tymczasem, uśmiechając lekko - ale mama zawsze przestrzegała mnie przed dziwnymi osobnikami oferującymi cukierki. Zwłaszcza, jak są w podejrzanie dobrym humorze. Hmmm. Jakiś szczególny powód tego ostatniego, powinienem się martwić, czy to tylko ogólnie podnoszący na duchu wpływ panoramy naszego miasta? - wykonał nieokreślony gest w stronę widoku za oknem. Fournet wzruszył ramionami. - Jak sobie wolisz. A co do nastroju - wzruszył ramionami. - Sam nie wiem. Może to perspektywa rozpieprzenia planu Haspowi tak na mnie wpłynęła. Plus nie da się ukryć, że wasze miasto jest bardzo przyjazne dla mojej domeny. Co konkretnie chcesz ustalać? - Zapytał poważniejąc. Powiernik Pamięci skinął głową, również dostosowując się do poważniejszego tonu. - Hmmm... Właściwie, przede wszystkim chcę dotknąć sprawy trochę ogólniejszej i długofalowej, ale blisko związanej z obecną sytuacją. Guillianie, na ile zorientowany jesteś w naturze i zapatrywaniach Ymera tego miejsca? - Hmmm. - Miejskie Mity wyraźnie ważył słowa. - Czy jeśli powiem, że mój Ymera uważa, że ma... Problem z wyborem osobowości i skłonność do popadania w ekstrema, to wyzwiesz mnie na pojedynek? - Zapytał w końcu ostrożnie. Terry zrobił dość niezadowoloną minę. - Nie masz o mnie najlepszego zdania, co? Mam wiele obowiązków względem Ymera. Małostkowe obrażanie się w jego imieniu nie jest jednak jednym z nich. Coś więcej o tych ekstremach? - Nie! Dlaczego? - Zapytał lekko stropiony. - To Ymera. Obrona Władcy nie jest małostkowa. Ty jesteś Ich Obrońcą. Jesteśmy w waszym Sanktum. A ja nie mam pojęcia co mogli by uznać za obrazę. Tak czy inaczej, łagodnie rzecz ujmując taka zmiana formy i zapatrywań u niższych istot zazwyczaj jest objawem nierównowagi, albo jakiejś choroby.- Odparł. - A wracając do labiryntu i krzyżowania planów Haspa? Powiernik Pamięci spojrzał na Miejskie Mity uważnie. - Poczekaj, to trochę obok tematu, ale raczej istotne - uśmiechnął się krzywo - Więc tak, żeby nie było nieporozumień: gdyby doszły mnie wieści, że chodzisz po mieście i opowiadasz co ślina na język przyniesie o moim Ymera, albo gdyby powiedziało ci się o kilka słów zbyt wiele na jakimś przyjęciu gromadzącym Potęgi? Wówczas, owszem, zastanawiałbym się nad odpowiednią do sytuacji formą sprzeciwu. Ale rozmawiamy na osobności. Mało tego, twoje słowa były odpowiedzią na moje pytanie. Myślisz, że przysłużyłbym się Ymera gdybym sprawił, że w przyszłości rozmówcy zamiast odpowiadać na moje pytania skupialiby się na niedawaniu mu pretekstu?... - Terry pokręcił głową - To właśnie nazywam małostkowością. Gotowość do zaszkodzenia interesom własnego Ymera w imię ukarania kogoś za to, że powiedział coś, co mi się nie spodobało... Nie. To zdecydowanie nie w moim stylu. Terry zamilkł, uśmiechął się lekko i spojrzał za okno. - A co do formy i zapatrywań, jak sam stwierdziłeś, u niższych istot nie byłoby to zdrowe. Nie mówimy jednak o niższych istotach, prawda? Tak czy inaczej, w praktyce San Francisco ma dwóch Ymera, którzy na rozmaite tematy mają dość konkretne zapatrywania. Czasem sprzeczne. Czasem... nie. I tu pojawia się problem, na który chciałem zwrócić twoją, Władcy Miejskich Mitów, uwagę... Powiernik Pamięci zawiesił głos i spojrzał w oczy rozmówcy. - Potraktuj to, proszę, jako radę z ust gospodarza tego Sanktuarium dla mile widzianego gościa. Guilianie... stąpaj ostrożnie, bo lód pod twoimi stopami jest dużo kruchszy, niż miałeś dotąd powody sądzić. Twoja Domena niewątpliwie ma swoje miejsce w San Francisco, jest z nim wysoce kompatybilna. Ale ma również... jak by to ująć. Ogromny potencjał, by wzbudzić gniew właścicieli? Terry pokręcił głową. - Bo widzisz, oni oboje są... mocno przywiązani do - machnął ręką w kierunku widoku za oknem - swoich śmiertelnych podopiecznych. A obaj wiemy, że Miejskie Mity nie są tak nieszkodliwe, jak się może wydawać, prawda? Do tego nie bez znaczenia są też uczucia członków Familii, której niektórzy członkowie są... dość ludzcy. Więc... - skrzypek westchnął - mogę się mylić, oczywiście. Ale mój instynkt mi podpowiada, że najlepsze, co teraz możesz zrobić dla Miejskich Mitów San Francisco, to wykazać się wstrzemięźliwością. Bez wielkich cudów i szeroko zakrojonych akcji. Za to z rewerencją, na wszelki wypadek może nawet przesadną, dla rządzących tym miejscem sił i ich specyficznych gustów. Czyli, na przykład, jak sprowadzać jakieś nowe Mity, to jednak raczej z tych mniej groźnych; nie wszystkie są równie niebezpieczne, prawda? A jak już absolutnie musisz dodać coś naprawdę zabójczego... to proszę, staraj się chociaż, żeby to nie było coś co, na przykład, zeżre każdego nieszczęśnika, który będzie miał pecha obejrzeć przeklęte wideo. Niech to chociaż będzie coś co, bo ja wiem, zabija nadaktywnych poszukiwaczy tajemnic; tak, żeby ofiary zasadniczo były same sobie winne, że wepchnęły palce między drzwi, chociaż mogły się spodziewać, że to głupi pomysł. Wtedy przynajmniej opinie moich Ymera będą podzielone, raczej niż jednoznacznie negatywne. "Burmistrz" San Francisco znów zamilkł, po czym westchnął i spojrzał na Guiliana z krzywym uśmiechem. - Miało być krótko, ale się rozgadałem... mam nadzieję, że cię nie zanudziłem. Ani że nie czujesz się urażony radami dyletanta względem czegoś tak intymnego jak pielęgnacja twej własnej domeny - zakończył, dodając przepraszający ukłon zaczerpnięty z języka starej księżycowej etykiety. Uśmiech Guiliana był nadal nieco niepokojący, ale skinął głową. - Nie planowałem tworzyć nowych mitów. Macie ich tu wystarczająco dużo. Raczej rozbudować stare. Chcę wykorzystać sieć tuneli pod China Town. Po prostu musimy zadbać o to, żeby wasi odumarci zostali tam uwięzieni i nie mogli wyjść, zanim nie ustalimy jak ich umrzeć całkowicie. To oznacza, że muszę na ich drodze, subtelnie postawić jakieś mity, które ich tam ściągną. Nie planowałam wam zahodować tańczącego klauna o imieniu Pennywise, jeśli tego się obawiasz. Już wystarczy, że macie Christine. Tak przy okazji, to nie moja sprawka. Myślałem o czymś co będzie współgrało z magiczną atmosferą waszego Sanktum. Chcecie tam jakiegoś ducha powiązanego z ziemią, który strzeże China Town, przed osobami, które mogłyby je zniszczyć, czy coś w tym guście? Może mieszkał tam jakiś geomanta, który walczył z handlarzami opium i zniszczył ich, zamienił tunele w labirynt i zostawił strażników? Co sądzisz? - Zapytał. Terry być może powinien poczuć ulgę. I całkiem możliwe, że w odrobinę innych warunkach by ją poczuł. Tym razem jednak... dopiero co wyszedł z trudnej "rodzinnej" rozmowy, której przysłuchiwał się Guiliane Fornet, Władca Miejskich Mitów i Asystent Sądu Szarańczy. Rozmowy, w czasie której Powiernik Pamięci z całej siły oparł się instynktownemu wrażeniu, iż Guiliane nie jest osobą, którą trzeba się specjalnie przejmować. Oparł się tak bardzo, że świadomość zagrożenia z tej strony wypalona była w duszy Terrego literami, które nie zdążyły się jeszcze zabliźnić. Guiliane był niebezpieczny. I całkiem możliwe, że Terry - unikając lekceważenia gościa - skończył z lekkim przypadkiem paranoi na jego punkcie. Władca Miejskich Mitów mówił zaś uspokajająco, ale wciąż wspominał o "rozbudowywaniu"... i wcześniej uważał, że jego plany były czymś, na co powinien uzyskać pozwolenie. Czegokolwiek chciał, musiało to być coś, co wymagało przynajmniej milczącego kiwnięcia głową, na które mógłby się powołać później, kiedy jego poczynania - i ich konsekwencje - ujrzą światło dziennie. I ten uśmiech. Uśmiech zdecydowanie nie wróżący nic dobrego... Pociąg myśli "Burmistrza" San Francisco pędził naprzód, kierowany nadmierną być może podejrzliwością i zasilany cudowną Wolą, którą Terry przezwyciężał psychiczne wyczerpanie. Choćby chciał, Powiernik Pamięci nie byłby w stanie odetchnąć teraz z ulgą. Ale, czyżby Guiliane popełnił w tym wszystkim drobny błąd? Terry uśmiechnął się do gościa. - Przede wszystkim - odpowiedział z ulgą - zdjąłeś mi kamień z serca. Już się obawiałem, że planujesz coś, od czego nam po wszystkim podskoczy wskaźnik niewyjaśnionych zabójstw, albo zniknięć, albo coś w tym stylu... Wybacz, że podejrzewałem cię o coś takiego, powinienem wiedzieć, że nawet bez moich ostrzeżeń nie posunąłbyś się do niczego, na co musiałbym reagować. Skinął z przekonaniem głową, zamykając drzwiczki pułapki zaufania. Guiliane chciał go uspokoić? W takim razie Terry gotów był przyjąć to uspokajanie z otwartymi ramionami, podziękować - a nawet przeprosić, że w ogóle przyszło mu do głowy, że Guiliane mógłby zrobić coś "niewłaściwego" w jego mieście. Teraz Guiliane miał do wyboru trzy ścieżki. Mógł zawieść zaufanie gospodarza (i wywołać mimochodem wspomnianą "reakcję", jakakolwiek miałaby ona być). Mógł wyjaśnić na miejscu, że zaufanie to jest na wyrost (i że jak najbardziej planuje rzeczy, których Terry się obawiał - i na które, jak się rzekło, mógł czuć się w obowiązku zareagować). Wreszcie, pozostawało... naprawdę wziąć poprawkę na życzenia Terrego odnośnie właściwego zachowania Miejskich Mitów w San Francisco tak, aby ich rozwój odbywał się raczej w harmonii z niż kosztem śmiertelnej populacji San Francisco. - A co do strażników i geomancji - ciągnął Terry beztrosko - prawdę mówiąc, średnio się na tym znam. Ale jak mówimy o mroooocznych tunelach i innych takich - uśmiechnął się - to tak mi chodzi po głowie: czy nie bardziej poetycko byłoby sięgnąć po dziedzictwo tajemniczego iskiomanty*? Handlarze opium, którzy oczywiście wykorzystywali tajne korytarze, by wymykać się stróżom prawa, a potem zaczęli się gubić w przejściach, które powinni przecież dobrze znać... - Terry mówił w zamyśleniu, sam coraz bardziej pogrążając się w układanej na poczekaniu bajce - odnajdywali się po kilku dniach albo dłużej, na skraju wycieńczenia, niezdolni składnie opowiedzieć, gdzie byli i co robili... Ale dygotali na widok nieoświetlonych kątów w pokoju, a na myśl o wejściu w ciasny, ciemny zaułek popadali w histerię. Zaczęły szerzyć się plotki, że w "Labiryncie" . Przywódca grupy, nie wierząc w zabobonne brednie, był pewien, że trafił na rywala w interesach, którzy porywali jego ludzi i podawali im środki halucynogenne, by sparaliżować jego działalność... Zebrał więc swoich najlepszych i najmniej zabobonnych podwładnych i ruszył dopaść wroga. Niektórzy twierdzą, że nigdy go już nie widziano. Inni, że ktoś rozpoznał go w jakimś młodym bezdomnym o całkiem białych włosach, który nigdy nie odrywał oczu od własnego cienia, jakby ten miał się na niego w każdej chwili rzucić. Władze potem przeszukiwały korytarze, ale nie znaleziono w nich nigdy nic podejrzanego. Ostatecznie uznano, że cała historia to wynik połączenia skomplikowanej sieci korytarzy, ludzkiej skłonności do plotek i prawdziwych ofiar wewnętrznego konfliktu w organizacji stojącej za handlem opium... Ale do dzisiaj nie wszyscy wierzą w te wyjaśnienia i... Terry nagle zamilkł. Odkaszlnął. - Wybacz - mruknął, z zakłopotaną miną - trochę się zapędziłem, obawiam się, że ostatnio jak zacznę opowiadać, albo chociaż wymyslać... Także ten - wzruszył ramionami - W każdym razie. Myślę, że można by spróbować z cieniami. Biorąc pod uwagę, że wydajesz się być do nich ogólnie pozytywnie nastawiony? - zakończył Powiernik Pamięci, a na jego usta powrócił uśmiech. Tym razem taki z gatunku przesadnie niewinnych.
  4. Cóż, będę cierpiał i czekał
  5. Smutność, pustość
  6. Terry Andrews Terry westchnął i pokręcił głową. Przez chwilę siedział jeszcze w samotności. Był zmęczony - i pełen czarnych myśli. Można by sądzić, że dwie śmierci w Familii uświadomią powagę sytuacji nie tylko jemu. Tymczasem reszta Familii - nawet rozsądna na co dzień i dojrzała Lidia - okazała się być zbieraniną nastolatków przeświadczonych o własnej nieśmiertelności. Cóż. Terry zazdrościł im pewności siebie. Osobiście ograniczał się do nadziei, że jednak obędzie się bez incydentów do czasu, aż uzyskają od Anni precyzyjniejszą wykładnię jej intencji w kontekście poleceń tworzenia Kotwic - oraz zakresu kompetencji (i towarzyszącej tymże władzy) Obrońcy. "I nie jesteś już muzykiem. Dostałeś powołanie. Jesteś teraz żołnierzem." - przypomniał sobie ostatnie słowa Annu, gdy ten szedł spać, po raz pierwszy po uczynieniu Terrego Potęgą. Trzeba przyznać, nie bardzo się wtedy czuł żołnierzem. Teraz... - Też mi się, kurwa, armia trafiła - mruknął Burmistrz-Obrońca San Francisco, wstając z fotela i ruszając w kierunku drzwi. Musiał znaleźć Władcę Miejskich Mitów, zanim ten z nudów znów zainstaluje im coś w kanałach.
  7. Terry Andrews Zapowiedziane przez Guiliana "lecenie" spotkało się z niespodziewaną przeszkodą ze strony Terrego, który przecież rzeczonego lecenia był główną przyczyną. Władca Miejskich Mitów kładł już rękę na klamce, gdy za jego plecami rozległ się znów głos Powiernika Pamięci. - Guilianie - odezwał się - zdążysz jeszcze z przygotowaniami, a naprawdę wolałbym się najpierw upewnić, co planujesz.... i porozmawiać z tobą (będizemy mieli przecież okazję po drodze), bo mamy w San Francisco pewien problem, który może w przyszłości zaszkodzić Miejskim Mitom; nie jest to natychmiastowo pilne, ale naprawdę lepiej by było, gdybyś powstrzymała się z poważniejszymi działaniami, póki tego nie omówimy - zakończył gospodarz Locus z powagą. Gdy niedługo później w gabinecie Lidii pozostali już tylko członkowie miejscowej Familii, Terry wstał i rozejrzał się po obecnych; przeczesał palcami włosy, próbując ubrać to, co miał do powiedzenia w słowa. - No dobrze, to tak - powiedział - jeśli macie jakieś metody na ukrycie nas przed podsłuchiwaczami, dobrze byłoby, jakbyście ich użyli... - zawiesił głos na chwilę, dając siostrom moment by, ewentualnie, podjęły środki ostrożności. Sam Terry swoje zrobił, ale kto wie, czy w jego obronie nie było jakichś luk, które ktoś inny mógłby zapełnić. - Nie chcę tu już przedłużać, więc przejdę do rzeczy. Pojawiła się u nas w Locus Miłość, znana również jako Ashiq, i będąca być może najbardziej poszukiwaną osobą na Ziemi. Jak Entropia się o tym dowie, to dostanie apopleksji i pewnie będziemy mieli małe polowanie na czarownice, więc postarajcie się być bardziej ostrożni niż zwykle. Z Ashiq (poza tym, że perspektywa Władcy Miłości na jego Domenę zdaje się nieco rozmijać z tym, czym miłość jest na Ziemi obecnie) jest ten problem, że jak się z nią spotkacie i nie obronicie przed jej wpływem, to będziecie ją kochać. Co do nas, zasadniczo nie jesteśmy z Ashiq w stanie wojny... chyba, że coś zrobią Chrisowi, który chwilowo jest z nimi. Gdy zaś mówię o "nich" to mam na myśli, poza Miłością, również Słowa i Wiadomości. Ta ostatnia chyba nie próbuje celowo pomóc w zniszczeniu Kreacji, ale nie przeszkadza jej to odstawiać Hermiony na osobistej krucjacie przeciwko niewolnictwu jakim jest jej zdaniem relacja pomiędzy Powiernikami a Władcami. Używa więc Nienawistnej Broni (stanowiącej obecnie część jej ciała), by "uwolnić" każdego Powiernika, który się na to zgodzi, wypaczając więź z Władcą. Ten pierwszy pozostaje oderwany od Imperatora (i połączony z nie do końca wiadomo czym i nie do końca wiadomo jak), temu drugiemu pozostaje w duszy dziura w kształcie Domeny, którą władał "uwolniony" Powiernik. Co do Chrisa, raczej się nie zgodzi, a Wiadomości chyba nie zaczęła jeszcze nikogo uwalniać wbrew jego woli (nie mówiąc o tym, że dość ma wrogów bez gwarantowania sobie vendetty z naszej strony). Tak więc, nasz brat zapewne powróci cały i zdrowy, ale problem polega na tym, że nie przyłożył się do środków ostrożności przy spotkaniu z Ashiq. Skoro Władca i Uosobienie Miłości jest znów na Ziemi, to zaczyna być groźne dla niego i potencjalnie wiąże ręce nam. Podsumowując: kłopoty. Ach, no i jeszcze jedno: nie jestem pewien, na ile orientują się w tym wszystkim przedstawiciele Sądu i Inkwizycji. Jeśli nie jest to konieczne, dobrze byłoby chyba nie zdradzać się z tym, ile wiemy my... no i o Chrisie, oczywiście, w ogóle najlepiej nic nie mówić, na wszelki wypadek. Terry odetchnął po tym monologu, ale widać było, że jeszcze nie skończył - Teraz druga sprawa, będzie mniej przyjemnie. Alice - spojrzał na siostrę - twoja nieostrożność dzisiaj... - pokręcił głową - już nawet pominę dawanie pretekstu do śledztwa i procesu przeciwko mnie. O tamto mam do ciebie żal, ale to drobiazg w porównaniu do dużo poważniejszego... potknięcia. Użyłaś słów "były Excrucianin". Wydaje mi się, że udało mi się odwrócić uwagę Guiliana i przekonać go, że chodziło ci o jakiegoś mojego znajomego. Wydaje mi się, ale nie jestem pewien. Tym bardziej, że nasz gość tylko udawał, że pozwolił zneutralizować swoje wspomnienia o tym incydencie. Mam szczerą nadzieję, że to kwestia ciekawości i haka na mnie, bo w przeciwnym razie możliwe, że popełniłem poważny błąd pozwalając mu stąd wyjść. Bo, Alice, niewiele jest rzeczy, o które można naprawdę oskarżyć Imperatora. Ale spiskowanie z Excrucianami jest jedną z nich. Sugerowanie, że Ymera uczynił Excrucianina Potęgą to oskarżenie go o zdradę Kreacji. Oczywiście, tego typu oskarżenia wymagają solidniejszych dowodów niż jakaś bzdura palnięta w rozmowie przez młodą Potęgę. Niemniej, twoje słowa wystarczyłyby, aby sprowadzić na głowy naszych Ymera Inkwizycję. Nawet w najlepszym wypadku takie śledztwo to potężny kij w szprychach planów naszych Władców. Proszę, postaraj się w przyszłości bardziej uważać co mówisz, przy kim, oraz najlepiej: czy nie będzie problemów, jeśli podsłucha cię ktoś postronny. Powiernik Pamięci znów zamilkł na moment, kierując tym razem spojrzenie na Lidię. - No i kwestia ostatnia. Obawiam się, że potrzebujemy kolejnej audiencji u Anni. Konflikty w Familii mogą się zdarzać, ale dzisiejsza narada wykazała, że mamy dużo poważniejszy problem: bardzo poważnie różnimy się w rozumieniu naszych zadań i kompetencji. Rzeczy, które dla mnie w oczywisty sposób dotyczą bezpieczeństwa Locus, waszym zdaniem znajdują się poza moimi kompetencjami - a więc i zwierzchnością. Co więcej, nawet tam, gdzie zakres zwierzchności uznajecie, zakwestionowałaś moje prawo do egzekwowania tejże. No i jest jeszcze ta nieszczęsna sprawa Kotwic i tego, czy mamy obowiązek posiadać takie, które gotowi jesteśmy wykorzystać nie tylko, aby je same chronić, ale i do obrony Familii, Władcy i Locus... Terry pokręcił głową. - Nie możemy sobie pozwolić na tę rozbieżność opinii, to olbrzymia słabość naszej Familii oraz nieuniknione źródło kolejnych konfliktów. Nie sądzę również, byśmy mogli sami się z tym problemem uporać, bo nie dotyczy on ustaleń pomiędzy nami, ale różnego rozumienia poleceń i wytycznych, które otrzymaliśmy i staramy się wypełniać. Musimy poprosić Anni o rozsądzenie naszych wątpliwości, tylko wtedy jasne będzie, gdzie kończą się moje kompetencje, w jakim stopniu podlegacie moim poleceniom w zakresie tychże kompetencji oraz jakie są oczekiwania Ymera względem Kotwic, które nakazała nam stworzyć. Myślę, że najlepiej byłoby, gdybyśmy udali się do Anni, a Ty skorzystałabyś ze swej mocy, aby ukazać naszej Władczyni prawdę o przebiegu tej rozmowy, konfliktach, które z niej wynikły i wątpliwościach, które zostały obnażone. Sądzę, że to skuteczniej i obiektywniej przedstawiłoby sytuację niż jakiekolwiek subiektywne wyjaśnienia, których moglibyśmy udzielić. Co o tym sądzisz?
  8. Terry Andrews Terry przez krótką chwilę na refleksję nad niechęcią Lidii do Powierniczki Samobójstw. A może bardziej nad własnymi uczuciami w tej sprawie? Tak czy siak, nie skomentował kwestii - ostatecznie, co miał powiedzieć? Zwrócić uwagę, że właśnie snują plany w towarzystwie kogoś, kto całkiem dosłownie zainstalował w San Francisco krokodyle-ludojady? Nic by z takich uwag nikomu nie przyszło. - No dobrze, by w takim razie nadmierną zwłoką nie studzić zapału... Lidio - spojrzał na siostrę - skoro chcesz, Ratusz zostanie chwilowo pod twoją opieką, ja się przejdę do Markizy Samobójstw - przeniósł spojrzenie na Nastasię - to właśnie do niej odnosi się "Pszczółka" - wyjaśnił na jej użytek - chociaż nie mnie pytaj, skąd to się wzięło. Tak czy inaczej - w końcu spojrzenie Powiernika Pamięci spoczęło na Guilianie - wybierasz się ze mną? Aczkolwiek - dodał - niezależnie od odpowiedzi... muszę przeprosić za tę okoliczność, Władco Miejskich Mitów, ale zanim się rozejdziemy za rozmaitymi sprawami, muszę jeszcze przekazać Familii pewne informacje przeznaczone, niestety, tylko dla ich uszu. Sam rozumiesz - westchnął teatralnie rozłożył bezradnie ręce - tajne tajności i w ogóle.
  9. Jedna uwaga na temat zawartości spoilera - pojawiło się tam "mniejsze" zamiast "większego" (z kontekstu oczywiście wiadomo, o które chodzi, ale z wrodzonego pedantyzmu dla porządku zwracam uwagę ). Natomiast z poważniejszych spraw, to mam pytanie do HG - bo się zdziwiłem. Alice jest w Locus i Większym Wróżeniem pyta swojej Domeny, czy ta wie jakąś konkretną rzecz (tutaj: gdzie jest Urie). Rozumiem, że jakieś środki ostrożności ze strony Uriego mogłyby stanąć na drodze, albo że potrzeba by Przebicia, żeby zajrzeć do wnętrza innego Locus (albo wyjrzeć z naszego, gdybyśmy mieli granice ) - ale dlaczego miałaby zniżka nie mieć zastosowania? Znaczy, tu to nie jest szczególnie istotne, ale jak Alice siedzi w Locus, nie jest na zewnątrz nawet pośrednio (działając gdzieś indziej poprzez Kotwicę) - czemu miałaby nie być w stanie czerpać wsparcia z Miejsca Mocy tylko dlatego, że odpowiedź na jej pytanie nie jest do SF ograniczona? Zwłaszcza, że zdaje mi się, że były już okazje, że robiliśmy w Locus cuda, których efekty rozciągały się poza wspomniane Locus - i nigdy zniżki nie kwestionowaliście Właściwie, można by zaryzykować stwierdzenie, że Cuda Persony 6 i 9 niejako z założenia rozciągają się poza Locus, bo dotyczą relacji rzeczy z całą Domeną, nie tylko jej locusowym podzbiorem.
  10. Blokuję, blokuję, co mam robić.
  11. To jest skandal i oszukaństwo, o! I znęcanie się nad biednymi małymi magami! To przynajmniej pamiętaj, że Ilek chce być PEWIEN że już nie sięga, więc wątpliwości rozstrzyga na korzyść nieczarowania (z założeniem, że w najgorszym razie można poczekać aż Kane spróbuje Coś Robić - zwłaszcza jeśli Coś byłoby rzucaniem zaklęcia, to raczej rozwiałoby wątpliwości ) EDIT: I siem nie udało http://strefarpg.net/turlacz/?id=14647
  12. Złe zezło próbuje namącić w głowie Nili i Cykadzie! Nie dajcie się złemu zezłu!
  13. To jest znęcanie się nad Ilkiem Jak można kazać Ilkowi rzucać na percepcję Nie może być na Magic(spirit) na szacowanie, czy mag jest jeszcze w obszarze działania zaklęcia? A w ogóle - jak obleje, to da Kane'owi odejść dalej, niż było to konieczne, czy się pospieszy i rąbnie za wcześnie, bo będzie pewien, że już dostatecznie daleko, a tu jednak nie?
  14. Terry Andrews Terry nie skomentował ani słów Lidii, ani reakcji Guiliana. To, co zaczęło się jako prosta narada dotycząca spraw niebędących wielkimi sekretami przerodziło się w kryzys, o którym z całą pewnością nie należało dalej rozmawiać w towarzystwie obcych. Spora część winy za ten stan rzeczy spadała, oczywiście, na Terrego, który nie pojął sytuacji na czas... Jak to się właściwie stało? Nie chodziło nawet o konflikt z Alice, a już tym bardziej z Lidią. To było znacznie głębsze niż nieporozumienie czy kłótnia w Familii. To była... obcość. Pewniki, które dla Terrego stanowiły oczywistość, jego siostrom zdawały się całkiem obce. Zresztą, zapewne działało to i w drugą stronę - pewne oczywistości składające się na instynktownie aplikowany do rzeczywistości zdrowy rozsądek, wydawały się... kompletnie niekompatybilne. Jakby pochodzili z innych światów. A może to o to właśnie chodziło? Dosłownie? O tę liczącą z okładem dwa tysiące lat - w tym pięćset nieistniejących - istotę, z którą dzielił przywilej używania zaimka "ja"? Terry nie miał wspomnień tamtego "siebie" - ale dawno odkrył, że były rzeczy, które po prostu wiedział, na poły instynktownie. Z pewnością nie było to bez wpływu na jego perspektywę. Był jednocześnie nowicjuszem w tym całym potęgowaniu i pieprzonym Matuzalemem potęgowania. Łatwo było zgadnąć, kto w zestawieniu Terry - reszta familii był tu większym dziwadłem. Tak. To on mógł być tu nienormalny - i to właśnie ta nienormalność mogła być tu pudłem rezonansowym wzmagającym konflikty. Pewnie zrobiłoby się milej i przyjaźniej, gdyby postanowił siedzieć cicho i nie narzucać się rodzeństwu z tą swoją nienormalnością. Był w tym jednak pewien drobny problem: źródło tej nienormalności, "stary Terry", chyba nie traciło członków Familii w tempie dwóch na cztery miesiące. Może odziedziczone instynkty nie były takie złe? Tymczasem wszystkie te rozważania nie miały jednak bezpośredniego zastosowania do sytuacji, w jakiej Terry się bezpośrednio znajdował. Powiernik Pamięci spojrzał na Guiliana. - Bojowy mit będący kotwicą? - upewnił się - W przeciwnym wypadku nie wiem, jak dużo by zdziałał spotkawszy dwóch Wojowników, nawet tylko odłamki. W każdym razie, na pewno zrozumiesz, że wolałbym nie outsoursować bezpieczeństwa członków naszej Familii. Nie mówiąc o komplikacjach, z jakimi wiązałoby się stałe towarzystwo Kotwicy Powierników innego Ymera. Natomiast co do twoich planów tutaj, drogi Guilianie, biorąc pod uwagę nasz dotychczasowy poziom ingerencji w rosnące jak grzyby po deszczu Miejskie Mity... - Terry pokręcił głową - Jeśli planujesz coś, co wymaga specjalnych zastrzeżeń, byśmy w to nie ingerowali, to... nie ukrywam, trudno mi pozbyć się pewnych... obaw.
  15. Charlie, Ty żyjesz! Athras zabiera się za rzucanie zaklęcia - w sensie, będzie co blokować Mana Cleansem? bo jakieś takie mam małe podejrzenie, że on tak nie sam z siebie i żeby nam pomóc... A Kane dostanie w twarz (plecy?) mindblastem jakoś tak w momencie, kiedy Ilek uzna, że na pewno jest poza zasięgiem Mana Cleansa.