Eliastion

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    12746
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Eliastion

  • Ranga
    Koszmar Mistrza Gry
  • Urodziny 04.01.1988

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male

Previous Fields

  • GaduGadu 4002368
  1. Errrm... L, ale jeśli Chris nie pojawi się tego samego dnia, to raczej nie będzie miejsca na przeskoki czasowe, bo - Terry musi zaaranżować (i wybrać się na) randkę z teściową (jeszcze tego samego dnia) - raczej nie będziemy tyle czekać z zajęciem się sprawą Kotwicy Haspa (sądziłem, że zajmiemy się tym dziś in-game, a jak nie, to raczej dłużej niż do jutra czekać nie będziemy) - zaczniemy się dopytywać Jemmy co z Chrisem (jak się do wieczora nie pojawi) - jeśli z punktu powyżej nic rozsądnego nam nie wyjdzie, to może się okazać, że właśnie jedziemy zabić Ashiq i Sheilę (również zanim dwa dni in-game miną)...
  2. A w ogóle to takie pytanie - co z Chrisem? Bo tak staram się, żeby nie był wyłączony z planowania spraw związanych jednak z jego domeną (zgaduję, że to wstawanie samobójców to obelga nie tylko dla Samobójstw), ale Nól, jak się nie masz ochoty dołączać do naszej gromadki, to pewnie jakieś ustalenia z Chrisem można zrobić tutaj i się potem tylko napisze czy i co Chris dołożył do sprawy merytorycznie?
  3. Terry Andrews Dłonie Terrego i Guiliana zetknęły się - ale Terry nie odetchnął z ulgą, nie tak, jak miał cichą nadzieję. Krótkiej chwili fizycznego kontaktu towarzyszyło bowiem spojrzenie przefiltrowane przez majestat Domeny należącej do bliźniaczej siostry Terrego. I choć nie pozwalało to Powiernikowi Pamięci dowolnie przeglądać życiowych doświadczeń innych, pewne rzeczy potrafił na tej podstawie stwierdzić z całą pewnością. Jedną z takich właśnie rzeczy było to, że moc, która popłynęła pomiędzy połączonymi na chwilę palcami nie sięgnęła dość głęboko, by unicestwić jakiekolwiek wspomnienia Władcy Miejskich Mitów. To mogło oznaczać niebezpieczeństwo. Mogło znaczyć, że Guilian udaje dobrą wolę dlatego, że okazanie złej oznaczałoby starcie z czworgiem powierników Anni w sercu Sanktuarium San Francisco. Tyle tylko, że Terry na miejscu Władcy Miejskich Mitów też nie chciałby się rozstawać ze wspomnieniami. Najbardziej niepokojące mogło być udawanie, że się zgodził - ale na ile Terry tak naprawdę znał "styl" Guiliana? Na ile Guilian znał styl Terrego i mógł przewidzieć reakcję gospodarza gdyby odrzucił "ofertę"? Tak wiele niewiadomych - a Terry musiał podejmować decyzje, które mogły zaważyć, w najgorszym razie, na losie całej familii i Ymera. Powiernik Pamięci westchnął i usiadł z powrotem w fotelu. Być może popełniał właśnie olbrzymi błąd. Ale z niejasnych dla samego siebie przyczyn lubił Guiliana. Nie chciał widzieć w nim wroga. I, cóż tu dużo mówić... nie było w naturze Pamięci trzymać się scenariuszy, które wywoływały jej niechęć... - Hmm - odezwał się wreszcie Terry po kolejnych słowach Alice (szczęśliwie, nie wracającej do niebezpiecznych tematów) - odnalezienie naszych celów to raczej mniejszy problem, ciekaw za to jestem, Guilianie, jak właściwie chcesz je, już odnalezione, wprowadzić do swojego labiryntu? A swoją drogą, jakby wyciągnąć z naszego miasta twoją Domenę, to pewnie by nam populacja spadła o jedną dziesiątą, jedna czy dwie dzielnice się zapadły, a kanały uległy zapchaniu po zniknięciu wszystkich krokodyli i innego cholerstwa żrącego co popadnie, co? Przeczesał włosy palcami i spojrzał na Alice, Lidię i Nastasię. - Ale, jak mówiłem, to planowanie to powinniśmy dokończyć jak zjawi się z powrotem Chris. Tymczasem, pozostaje niezakończona sprawa Odłamków polujących na Alice. Lidio, Nastasio, rozumiem, że wciąż nie macie Kotwic, które nadawałyby się, by posłać je na pierwszą linię... ale nie może tak pozostać. Kreacja ma wrogów, nasze Locus i nasi Ymera mają wrogów, my sami wkurzamy potężne osoby. Anni nie bez powodu nakazała nam stworzyć Kotwice: to nasza broń i nasz sposób by być tam, gdzie nas nie ma. Oczywiście, rozumiem, że każda prawdziwa Kotwica to trudny wybór, z wielu powodów... - westchnął - ale na razie, póki nie macie nic lepszego, stwórzcie przynajmniej tymczasowe Kotwice, które będą mogły towarzyszyć Alice albo być przez nią noszone. Najlepiej takie, które byłyby zdolne śledzić otoczenie i same was wezwać na pomoc, gdyby nasza siostra znalazła się w niebezpieczeństwie i potrzebowała pomocy. Mogę na was liczyć?
  4. Hmm, tak mnie naszło, L To miało być o Odłamkach Oszustów, prawda? Bo ich Kotwice to, zdaje się, no, Kotwice po prostu, podobne do tych naszych, nie?
  5. Tak mi się wydaje, że tu jest dużo uogólnień w sytuacji, w której sprawa jest akurat dość jasna i niespecjalnie do uogólniania się nadaje: ja opóźniłem, ponieważ był moment równocześnie zbyt ważny, żebym mógł go po prostu opuścić i wymagający trudnego posta - a wszystko to zgrywające się z brakiem czasu. A przedtem? Spójrzcie, co działo się przedtem (ostatnia strona przygody): 14 listopada HG 15 listopada ja 16 listopada Mroczek 19 listopada Thomas 20 listopada Luna 20 listopada HG 21 listopada ja 25 listopada Thomas 27 listpada Mroczek 28 listopada HG 28 listopada Luna 28 listopada ja 29 listopada Mroczek 1 grudnia Luna 1 grudnia HG 2 grudnia ja 2 grudnia Thomas 5 grudnia Luna Może tylnej części ciała nie urywa, ale zazwyczaj następny post pojawiał się kolejnego dnia po poprzednim, a jak nie - to w ciągu dwóch dni. Nieliczne (i wcale nie jakieś monstrualne) odstępy były przed niektórymi postami osób (Thomasa i Lunatyczki) które deklarowały, zdaje się, że ciężko u nich z czasem - no a na to to się już nie poradzi przecież, że ludzie mają życie. A co do tego, że HG mogliby jechać dalej z fabułą - teoretycznie tak, ale tu mówimy konkretnie o momencie zwrotnym, którego niezłą analogią mogłoby być oberwanie Cudem. Jakby któraś z naszych postaci oberwała groźnym Cudem a gracz by stwierdził, że się broni, ale miałby problemy z szybkim odpisem... to przecież też byśmy czekali, prawda? Przykro mi, że przez moje kłopoty z szybkim odpisem opóźniłem całość, ale nie zmienia to faktu, że Twoja koncepcja, Lunatyczko, "jak nie może szybko odpisać to niech bierze wszystkie konsekwencje na klatę bez opcji obrony" również nie wydaje mi się ani fajna, ani przyjemna dla "pozostałego gracza" który akurat znalazł się w takiej sytuacji, że bardzo zależy mu na odpisaniu (żeby jego postać mogła się - i tego, na czym jej zależy - bronić przed konkretnym zagrożeniem) a nie jest w stanie spostować natychmiast.
  6. Terry Andrews Terry nie wierzył w to, co słyszał. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że Alice go nie znosi - oraz miał już pewne doświadczenie z jej emocjonalną dojrzałością. Wiedział również, choć bez szczegółów, że pewne istotne elementy jego przeszłości nie były jej obce. Tak więc same w sobie, słowa Alice i jej postawa nie były szokujące... A raczej: nie byłyby, gdyby znajdowali się w pokoju sami. Albo nawet w towarzystwie Lidii i Nastasii. Sytuacja była jednak zgoła inna. Towarzyszył im Guilian Formet, Władca Miejskich Mitów w służbie Lorda Medana - i asystent Sądu Szarańczy. Na całej Ziemi... nie, w całej Kreacji trudno byłoby znaleźć dwa tuziny Potęg, które bardziej niż on nie powinny słyszeć tego, co Alice właśnie mówiła. Czy Terry powinien uznać, że Władczyni Cieni nie rozumie wagi własnych słów? A może było jeszcze gorzej - tak bardzo pragnęła mu w tym momencie odpyskować, że nie liczyła się w ogóle z tym, jakie konsekwencje może to mieć, jak bardzo może zaszkodzić nie tylko Terremu, ale całej familii i Ymera? Chyba, że całkiem świadomie pragnęła zaszkodzić, przynajmniej jemu... Terry odepchnął od siebie tę myśl, zawstydzony, że w ogóle tak łatwo do niego przyszła - podejrzewanie kilkudniowej Potęgi o takiego kalibru nielojalność na podstawie kilku głupich słów? Jakaś głęboko zagrzebana część Powiernika Pamięci skrzywiła się z niesmakiem - i ten moment wewnętrznego zniesmaczenia i wstydu przywrócił Terremu jasność myślenia. Nawet odrzucenie prawdziwie złych zamiarów jako motywów Alice nie czyniło sytuacji wiele mniej groźną... a możliwości przeciwdziałania były mocno ograniczone. Terry mógł, oczywiście, spróbować wymazać wspomnienia o tej rozmowie, ba - mógłby spróbować wymazać jej treść! Ale użycie potężnych Cudów byłoby jak przyznanie się do winy, w imieniu własnym i Annu. Guilian, w obliczu takiego przyznania się, niemal na pewno stawiłby opór - i jeśli byłby w tym oporze skuteczny... wtedy musieliby go złamać, pokonać jego boską naturę. W świecie Potęg to oznaczało walkę na śmierć i życie nawet, jeśli wynikiem nie miała być czyjakolwiek śmierć w dosłownym sensie. Tak więc, nie, Terry nie mógł sobie pozwolić na potężne Cuda. Musiał zadziałać inaczej. Dużo subtelniej. W sposób, który pozwoliłby w ogóle odwrócić uwagę od najbardziej niebezpiecznej - ale też przecież najbardziej niewiarygodnej - części wypowiedzi Alice... To nie było łatwe. To mogła być jedna z trudniejszych rzeczy, jakie miał do zrobienia od zostania Powiernikiem. Ale, z drugiej strony - kto, jeśli nie Uosobienie Pamięci, mógł czegoś takiego dokonać? Terry Parsknął gniewnie, patrząc na Alice, jakby nigdy nic zwracającą się do Lidii i Guiliana. Wstał, ze zgrzytem odsuwając krzesło. - Arogancja - stwierdził zimno - to najpowszechniejsza choroba zawodowa wśród Potęg. Więc nie winię cię za wybujałe ego, nie jestem aż takim hipokrytą. Ale kiedy twoje ego zaczyna wprost przeszkadzać mi w wypełnianiu powierzonych przez Ymera zadań... - pokręcił głową - Powiedz, Alice, kto następny ma zginąć ratując cię, bo jesteś za dobra, żeby słuchać ostrzeżeń? Ostrzeżeń kogoś kto, owszem - Terry uśmiechnął się nieprzyjemnie - wie o naturze Excrucian trochę więcej... przynajmniej na tyle, by nie opowiadać bredni w rodzaju "będę bezpieczna" albo, najnowszy twój wynalazek, "były Excrucianin". Wydaje ci się, że jak chwilowo dałem jednemu do roboty ciekawsze rzeczy niż aktywne niszczenie Kreacji to jest od razu "były"? - Powiernik Pamięci prychnął kpiąco - A przy okazji, mogło ci umknąć, ale JA teraz, w tym miejscu, wykonuję właśnie swoją pracę. Dbam o bezpieczeństwo, Sanktuarium i wasze. Upierdliwe ostrzeżenia są w pakiecie. Jestem za to dość pewien, że wśród twoich zadań nie ma nic o opowiadaniu o moich kontaktach z Excrucianami w towarzystwie Asystentów Sądu Szarańczy. Nawet przy najczystszym sumieniu, masz pojęcie, jaką uciążliwością może być dowodzenie swej niewinności? I to nie tylko dla oskarżonego: myślisz, że śledztwo i proces w takiej sprawie są bez konsekwencji dla Familii i planów Ymera, zwłaszcza gdy oskarżonym jest Powiernik obdarzony łaską opiekuna Sanktuarium? A to wszystko zakładając, że nasi wrogowie nie zdołaliby skorzystać z okazji i uzyskać wyroku skazującego... Bardzo cię proszę, na przyszłość, postaraj się ograniczyć okazywanie mi swych siostrzanych uczuć, w miarę możliwości, do sytuacji w których nie będą nam towarzyszyć świadkowie spoza Familii. Terry odetchnął głębiej, uspokajając się nieco. Przeczesał włosy palcami. - Władco Miejskich Mitów - posłał gościowi przepraszający uśmiech, przyzywając jednocześnie moc swej Persony - nie wydaje mi się, żeby moja siostra powiedziała coś obciążającego, ale jestem pewien, że znalazłoby się kilka osób, które chętnie chwyciłyby się każdego nieostrożnego słowa, by nam zaszkodzić... A być może również ciebie w to wplątać. Czy zgodziłbyś się, jako przyjaciel naszej Familii, zapomnieć o tym wybuchu mej siostry i całym tym, pożałowania godnym, incydencie? - zakończył, wyciągając w kierunku Władcy Miejskich Mitów uniesioną wnętrzem do góry dłoń. I choć ostatnie słowa brzmiały jak grzecznościowa formułka z prośbą o puszczenie czegoś mimo uszu, w ustach Powiernika Pamięci wypełnionego naturą swej Domeny nabierały nieco innego wydźwięku. - Będę ci winien przysługę. Ta deklaracja również miała swoją wagę wśród Powierników - nawet, jeśli Terry nie uściślił, jak wielka miałaby się rzeczona przysługa okazać.
  7. Chciałem zrobić coś bardzo mądrego, ale potem do mnie dotarło, że Ilek ma trochę związane ręce w zaistniałej sytuacji, patrząc na kształt i rozmiary jaskini Więc zamiast Robić Rzeczy, przygotowuje się do rzucenia kolejnego zaklęcia (czy trzeba deklarować jakie to zaklęcie, czy przygotowuje się akcję czarowania a zaklęcie można wybrać kiedy trzeba? W zasadach chyba nie ma nic, co by to rozstrzygało). Jeśli trzeba deklarować zaklęcie, to mindblast.
  8. Niestety nie udało mi się dzisiaj zapostować - a jutro pół dnia w pociągu przede mną: trochę niespodziany wyjazd od którego nie udało mi się wymigać... Powinienem mieć na miejscu neta, więc o ile życia tam ze mnie nie wyssą tak do końca, to mam nadzieję, że uda mi się w weekend wyskrobać czas, żeby dokończyć posta i go wrzucić. Przepraszam, że tak każę na siebie czekać, ale liczę, że zrozumiecie, że nie bardzo chcę oglądać reakcję Guiliana bez jakiegoś damage control
  9. Nie zdziwię was jak powiem, że ja chcę?
  10. Terry Andrews Terry westchnął - Tak czy inaczej - podsumował - nie podejmiemy wiążących decyzji w tej chwili. Chcę jeszcze usłyszeć jaki wgląd w sytuację będzie mieć Powiernik Ożywienia. Natomiast co do... Urie - przeniósł spojrzenie na Alice - nie zamierzam się wtrącać w twoje prerogatywy, jeśli uważasz, że warto spróbować się czegoś od niego dowiedzieć, to twoja decyzja i odpowiedzialność. Ale muszę cię przestrzec. Właściwie - spojrzał na pozostałych, prześlizgując się spojrzeniem nawet po Guillianie - nie tylko ciebie, to przestroga dużo ogólniejsza. Powiernik Pamięci przeczesał włosy palcami, zbierając myśli. - Na co dzień myślimy o Excrucianach jako o najeźdźcach. Przybyli spoza Kreacji i ją zaatakowali. Mają do nas żal i chcą nas zniszczyć. Tylko, że czasem nie zachowują się zgodnie z tymi oczekiwaniami, wręcz przeciwnie. I oczywiście, jesteśmy w takich razach ostrożni, bo Excrucianie są podstępni... ale co, jeśli to akurat nie jest podstęp, jeśli Excrucianin naprawdę szczerze nas lubi? Terry westchnął, spojrzał na Alice. - To jest właśnie ten moment, kiedy wygodne uproszczenie potrafi się na nas zemścić. Bo aż się prosi, by pomyśleć, że jesteśmy bezpieczni, bo nawet, jeśli Excrucianin wciąż jest wrogiem Kreacji, to nie jest przecież naszym, osobiście, wrogiem. Choćby na zasadzie "ciebie zabiję na końcu". Powiernik Pamięci pokręcił głową. - Rozumienie Excrucian jest niebezpieczne samo w sobie. - podjął, przenosząc spojrzenie na pozostałych obecnych - Ale mieszkając w San Francisco nie możemy sobie pozwolić na to, by całkiem ich nie rozumieć. Więc zapomnijcie na chwilę o "wrogach", "najeźdźcach" i "obrońcach" Kreacji. Wyobraźcie sobie grę komputerową wirtualnej rzeczywistości, takiej lepszej. Coś w rodzaju Matrixa. To właśnie tak mniej-więcej widzą Kreację Excrucianie. A my, a przynajmniej jakaś fundamentalna część nas, jesteśmy w niej uwięzieni. Normalnie to nie ma aż takiego znaczenia. Stratedzy zazwyczaj mają nas gdzieś i po prostu nienawidzą konkretnych aspektów Kreacji. Wojownicy są zafascynowani tą "grą" i chcą się, i ją, sprawdzić. Oszuści... no, oni w ogóle pragną nas "uwolnić". Nie podchodzą jednak do nas bardzo osobiście. We wszystkich więc przypadkach uproszczenie tego do wrogów pragnących zniszczyć Kreację i jej mieszkańców... jakośtam działa. Ale co, kiedy Excrucianinowi zaczyna na kimś, osobiście, zależeć? Czujemy się wtedy bezpieczniej. Ale wyobraźcie sobie kogoś, kto podłącza się z zewnątrz do gry-Matrixa, aby pomóc w zniszczeniu go od środka. Wyobraźcie sobie, że zaprzyjaźni się z kimś z uwięzionych w symulacji. Że szczerze zacznie zależeć mu na kimś konkretnym. Co będzie chciał zrobić? Terry zamilkł, dając obecnym chwilę na przetrawienie rozbudowanej analogii. - Excrucianie - dokończył wreszcie - mogą się o nas szczerze troszczyć. Mogą nie chcieć naszej krzywdy, a nawet z całego nieistniejącego serca pragnąć nam pomóc. Ktokolwiek chce jednak z tej pomocy w jakimś zakresie korzystać, musi pamiętać: w ostatecznym rozrachunku największa pomoc, której w swoim mniemaniu mogą nam udzielić, to wyzwolić nas od paskudnej choroby zwanej "istnieniem". Na dłuższą metę... - pokręcił głową - Niewiele jest rzeczy równie niebezpiecznych jak Excrucianin, któremu naprawdę na nas zależy.
  11. Nie dałem rady napisać tej nocy wysmażyć całego posta, ale jeśli nie robi Wam to wielkiej różnicy, to jakbyście mi dali szansę, żeby dzisiaj (w sensie, tej soboty) jeszcze odpisać zanim ktoś inny się odezwie, to byłbym dźwięczny
  12. Sejm, nie potrafię znaleźć pozytywnego skojarzenia z senatem... Wcześniej się położyć wieczorem, czy dłużej pospać rano?
  13. Marass, ale o to mi chodzi, jak sobie obejrzałaś obrazek, to jest szansa, że teraz na Pyromantach Ci się mapka wyświetli jak trzeba Mi się w pierwszej chwili też nie chciała wyświetlać. Jak poklikałem jak małpa trochę to zaczęła - i sądzę, że pomogło właśnie otwarcie tego obrazka osobno.
  14. Yay, jest mapka! <3
  15. Marass, flash Ci się nie ładuje, czy mapka nie wyświetla? Jeśli to drugie, to spróbuj otworzyć osobno obrazek z mapą (w "change map" na górze masz linka) i potem jeszcze raz otworzyć mapkę.