Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Nadia

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    6924
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Nadia

  • Ranga
    Sweet child in time
  • Urodziny 18.10.1985

Previous Fields

  • Systemy RPG Każdy z sensownym MG
  • GaduGadu 5272011

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Kielce

Ostatnie wizyty

6672 wyświetleń profilu
  1. @Mitsun: A weeeeź Ty odpisz! Bo ja się doczekać nie mogę. Postów i mocy!
  2. Zombie. Zombie, albo T'Challa i jego grupa byli niekompetentni i nie umieli rozpoznać trupów. W sumie nie wiadomo co było gorszą perspektywą. Dot się nad tym nie zastanawiała zajęta splecieniem zaklęcia. - Mężny Tyrze, najodważniejszy z odważnych, ty który spętałeś Fenrira, daj mi moc nieba, moc wiatru i wichury! Niewidzialna siła szarpnęła zombiakiem, który śmiał atakować księcia i rzuciła go prosto w stożek, który zachował się wielce nieprofesjonalnie: w sensie nie poraził go prądem, ani nic. Wyglądało na to, że ani stożkowi, ani nieumarłemu się nic nie stało. Szkoda. Trzeba było zadziałać, bo już w połowie wypowiadania zaklęcia dziewczyna poczuła, że jej moc słabnie jakby coś ją zasysało. Postanowiła sięgnąć, więc do źródła problemu. - Mężny Tyrze, najodważniejszy z odważnych, ty który spętałeś Fenrira, daj mi moc nieba, moc wiatru i wichury! Tym razem celowała w stożek, by go wyrwać do góry i wysłać gdzieś w piździec.
  3. W internetach oczywiście było masę informacji o największym nowojorskim muzeum. Aktualnie były wystawy prezentujące chińską sztukę dynastii Qui i Han, dzieła rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, japońską sztukę z bambusa, zbroje i bronie świata islamskiego, wczesnej włoskiej fotografii, dywanów z Iranu i kilka innych mniej ciekawych. Na wiosnę miały się pojawić meksykańscy malarze Baroku, rzeźby Rodina, eksponaty dotyczące polowań na czarownice z Europy XV-XVIII wieku, szkice Michała Anioła, tradycyjne pejzaże Chin i kilka wystaw sztuki współczesnej. Ogólnie jeśli ktoś lubił temat jakiejkolwiek sztuki na pewno mógł znaleźć coś dla siebie. W poniedziałek rano w muzeum nie było dużo ludzi. Diana kupiła bilet od zaspanej, ale uprzejmej kasjerki i spokojnie wkroczyła pomiędzy liczne i okazałe eksponaty. Poza nią były dwie wycieczki szkolne dyscyplinowane przez przewodników, grupa turystów z Japonii z słuchawkami na uszach słuchających elektronicznych przewodników, zwiedzający z Niemiec pokrzykujący głośno i młodzi Anglicy cieszący się, że przemycili po kryjomu piwo. Było też kilku prawdopodobnie studentów sztuk plastycznych przerysowujących obrazy i kilkoro ludzi przeglądających eksponaty bez wsparcia zorganizowanych grup no i oczywiście osoby pilnujące wystaw. - Przepraszam - za plecami Di młody mężczyzna podszedł do kasjerki, przedstawił się, ale Diana nie dosłyszała nazwiska - Jestem profesorem z Collegu st. Louis, byłem umówiony na spotkanie z dyrektorem. - Musi pan się udać do sekretariatu, ale dyrektora jeszcze nie ma. - Eh, zależy mi na czasie. Mieliśmy obejrzeć eksponaty do nadchodzącej wystawy i miałem wydać opinie. Byłaby możliwość bym już zaczął? - Nic mi o tym nie wiadomo, ale naprawdę musi się pan udać do sekretariatu. Ja tu tylko sprzedaje bilety. Kasjerka najwyraźniej była zdziwiona, że ktoś umówiony z szefostwem zaczyna rozmowę od niej, ale mężczyzna już nie drążył. Podziękował skinieniem głowy, kupił bilet i ruszył przed siebie wymijając Di i ignorując kasjerkę wskazującą, że sekretariat jest tuż zaraz obok. Mężczyzna szedł pewnie, nie obrzucając mijanych eksponatów najmniejszym spojrzeniem. Za to on zwracał na siebie uwagę wyraźnie; dość młody jak na profesora, niebieskooki o rudych włosach skrytych pod eleganckim kapeluszem, który razem z drogim garniturem zadawał szyku z lat trzydziestych. Z kieszeni wystawał mu łańcuszek, na którym dawniej dżentelmeni zwykle nosili zegarek. Mężczyzna zatrzymał się na środku wielkiej sali, włożył rękę do kieszenie i przez chwilę myślę nad czymś z zamkniętymi oczami. A potem nagle ruszył w prawo, znów pewnych i zamaszystym krokiem.
  4. Sigi Rouven - Happen pozwolił ci odkupić winy i coś mi mówi, że bardzo tego żałuje - uwaga Sigiego była sarkastyczna, ale przynajmniej nie rwał się do dalszego bicia - Jakieś propozycje, gdzie mogę spotkać twoich przyjaciół teraz? Podejrzewam, że ta ochlajmorda przez jakiś czas będzie unikał występów, a gdyby Cirilla pojawiała się publicznie już bym o tym wiedział.
  5. Powiem Ci tak, prowadziłam Wolsunga i grałam w niego, to drugie całkiem nie dawno. Obie sesję padły, ale z powodów poza systemowych. Spokojnie dawaliśmy radę, walki (i dyskusje) rozgrywane były w osobnym temacie i myślę, że wszyscy mieli z tego mega fun. Przynajmniej ja miałam. Pościgów nie rozgrywaliśmy bo nie było okazji.
  6. To Wolsung, a on nie ma coś szczęścia na forum.
  7. Mnie się podoba.
  8. Sigi Rouven Sigi westchnął, a potem zdzielił ją w twarz z otwartej dłoni. Wyraźnie się hamował i miarkował siłę, ale i tak w uszach jej zadzwoniło, a policzek zapiekł żywym ogniem. - Jeżeli to przeżyjesz, a ciągle nie jestem tego pewien, dopilnuje byś do końca życia płaciła uczciwą rentę wdowie, rozumiesz? Ta Ciri, miała szare włosy, zielone oczy i bliznę na twarzy? - upewnił się jeszcze., a kiedy potwierdziła w końcu się odsunął - A to ciekawe... Mruknął wyraźnie do siebie i przez chwilę patrzył w przestrzeń. No, ale potem wzrok znów spoczął mu na Ricie i skrzywił się z niesmakiem. - Dobra, to czemu nie mam cię teraz zabić? Nie stać cię by mnie spłacić, a innych sensownych powodów nie widzę. Przemyśl teraz odpowiedź i dobrze radzę: nie cwaniakuj.
  9. W sumie Di powinna być już z nimi zaprzyjaźniona.
  10. Satana - Ależ to był komplement! Jest pięknie niewinna! To niesamowicie smakowite. Ja bym cię schrupała i idę o zakład, że większość mężczyzn też. Dobra to czas się zwijać. Niespodziewanie objęła Dianę w pasie, a potem rozbłysły wokół płomienie i Di poczuła, że coś ją wsysa. Zanim jednak zdążyła krzyknąć znów stała na twardym gruncie, a gdzieś obok rozległ się klakson. Stały w jakimś ciemnym zaułku obok ruchliwej arterii. Diana zaoszczędziła trzy godziny, ale i tak było już po dwudziestej. - Metropolitan Art Muzeum na prawo. Dobra to ja znikam do klubu, idealna pora. To gdzie później mogę cię znaleźć?
  11. Sigi Rouven - W to nie wątpię. Jak jednak zamierzasz zwrócić życie mojemu człowiekowi, który polazł w te kanały i został rozerwany przez jakieś bydlaki, hm? A on miał dzieci, albo chociaż planował je mieć. Co to za przyjaciele? Sigi popatrzył na nią jakoś, no może nie łagodniej, ale mniej gniewnie. Z autopsji wiedział jak młodzi byli durni i czyż za tą durnowatość można było ich winić? Zbyt wiele razy sam wykorzystywał tą durność, by jej dobrze nie znać.
  12. Satana - Fisk uciekał w pośpiechu. Nie sądzę by miał czas zabrać swe skarby - Satana uśmiechnęła się lekko złośliwie - Te dwa tropy łatwo jest podzielić; ja sprawdzę klub, ty ze swoją niewinną otoczką za bardzo się będziesz rzucać w oczy. Muzeum zaś zostawię tobie, nie lubią mnie tam od jakiegoś czasu. Nadal jednak uważam, że klejnoty koronacyjne indyjskiej cesarzowej lepiej wyglądałaby na mnie niż w gablocie, nie sądzisz?
  13. Tonya miała odpowiedź, nawet kilka opisujących najbardziej przerażające klątwy jakimi archeolodzy straszyli swe dzieci. No, ale jednak nie wypadało; tam umarli ludzie. Pokręciła, więc przecząco głową na pytanie Kat. - Czasami są rzeczy, które działają na jednych, a na innych nie - mruknęła cicho w oczywisty sposób nawiązując do wszystkim znanych kryształów - Trzeba by faktycznie zbadać Alice, sprawdzić czy jej system immunologiczny się niczym nie różni, poszukać jakichś przeciwciał. A my powinniśmy się cofnąć, założyć maski i skafandry i tam wejść. Wzięliście skafandry prawda? Popatrzyła pytająco na Jacka i Jonathana jakby to był ich obowiązek pilnować zaopatrzenia.
  14. Jasne przygarnę, chociaż jestem MG więc i tak przerzucam kiedy chcę oraz jak chcę. I w 99, 99 % na korzyść gracza. O, albo właśnie to będzie oś Satany. Wtedy z czystym sumieniem będę mogła robić ponowny rzut przeciw graczowi. (MG nie ma limitów osiów jakie może dostać)
  15. Sigi Rouven - Oddać? Ja się zastanawiam czy nie udusić cię gołymi rękami. I tylko od twoich odpowiedzi zależy czy to zrobię - mówił powoli i spokojnie, ale chyba mniej groźny byłby jakby wrzeszczał. A patrząc na jego wielkie dłonie nie można było mieć pewności czy mówi prawdę - Dobra, do rzeczy. Jakie ultimatum postawił ci skurwiel. Kto przekazał ci to zlecenie, od razu możesz wymieniać nazwiska i imiona wszytskich zamieszanych w tą sprawę. A jak nie wiesz to opisy wyglądu. Im więcej powiesz tym większa szansa, że oddam cię straży, a nie wrzucę na dno Pontaru.