Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Nadia

Twórca posta miesiąca
  • Ilość dodanej zawartości

    6828
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Nadia

Previous Fields

  • Systemy RPG Każdy z sensownym MG
  • GaduGadu 5272011

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Kielce

Ostatnie wizyty

5864 wyświetleń profilu
  1. - No skoro tak uważasz - Vanessa wyraźnie posmutniała - Ja uważam jednak, że poradziłaś sobie śpiewająco. Sięgnęła do laptopa, gdzie wyłączyła nagranie, zaznaczyła jego plik, wcisnęła delete, a następnie opróżniła kosz - wszystko zgodnie z obietnicą. - Bardzo dziękuję za pomoc i za uratowanie życia. A teraz przepraszam, ale mam sporo pracy. Najwyraźniej starała się brzmieć pogodnie.
  2. - To zapłata za wczorajszą pracę plus bonus za uratowanie dzieł sztuki. Wartości własnego życia nie wyceniam, ponieważ ciężko mi to uczynić. Jeżeli nie chcesz tego czeku, to po prostu go podrzyj, bo ja z powrotem go nie przyjmę. Jeśli chodzi zaś o Avengers to... - Vanessa zamilkła i przez chwilę ważyła słowa - Oni przede wszystkim chcą dopaść mojego męża, uważając go za zło wcielone. Nie skorzystam z ich pomocy jeśli jest ryzyko, że w jakikolwiek sposób skrzywdzi to Wilsona. A co zaś do ciebie "tylko barmanko"... Właścicielka Galerii uśmiechnęła się sympatycznie i odwróciła w kierunku Di laptopa. Laptopa, na którym widać było nagranie z kamery przemysłowej, które pokazywało sale wystawowe z wczorajszego wieczora. Pięknie było widać Dianę zmieniającą się w Wrackera, rozmawiającą z jego grupą i idącą na zaplecze. - Nie zrozum mnie źle, to nie jest szantaż. Niezależnie od twojej decyzji nikomu tego nie pokażę, policji już powiedziałam, że nagrania uległy uszkodzeniu, zaraz je zresztą skasuje. Jeżeli zechcesz mi pomóc zapłacę ci, dziesięć tysięcy dolarów plus pokryje ewentualne wydatki. Kiedyś ponoć na Bronxie już byli bohaterzy do wynajęcia, możesz być taką bohaterką z Manhattanu. Kobieta uśmiechnęła się blado i popatrzyła błagalnie.
  3. W Galerii się działo: dwie ekipy remontowe naprawiały zrujnowane ściany i odgłos uderzania młotkiem i głośne przekleństwa niosły się echem po pustych salach wystawowych. Camilla biegała między jedną grupą, a drugą najwyraźniej nadzorując remont przy okazji odbierając telefony od przedstawicieli mediów i towarzystw ubezpieczeniowych. - Nie myślę, że nie. Uważaj, gdzie rzucasz tym młotkiem! To są kafelki od Diora! - wydarła się na jego z robotników, a potem popatrzyła znów na Di - Vanessa jest w socjalnym, chwilowo to jej gabinet. Jezusie Nazarejski, gdzie z tą wiertarką? To są nowe ramy! W socjalnym było ciszej, ale niewiele bo odgłos wiercenia dochodził i tu. Vanessa siedziała za biurkiem przeglądając coś na laptopie. Kiedy Diana weszła przywitała ją uprzejmie i zamknęła drzwi, by chociaż trochę zminimalizować hałas. - Dziękuje, że przyszłaś. Może zaczniemy od formalności, proszę to dla ciebie - właścicielka podała dziewczynie czek, który opiewał na zdecydowanie większą kwotę niż się pierwotnie umawiały. Najwyraźniej była to premia za pomoc, premia, która pozwalałaby kupić nowy telefon, tudzież stanowiła jakąś jedną dziesiątą ceny stroju - Po drugie chciałam cię o coś prosić... Kobieta przerwała i wzięła głęboki oddech. - Chciałabym abyś pomogła mi się uporać z tym bałaganem. Dowiedzieć się gdzie jest ta peleryna i jeśli zajdzie potrzeba pomóc mi ją zdobyć. Boję się, że jeżeli nic nie zrobię znów dojdzie do ataku.
  4. No ja dodam, że odpisałam tak trochę z przymusu, bo zalegać nie lubię. Ale ten post mnie zmęczył, jego atmosfera i przygnębienie postaci mnie znużyło. A przecie nie o to chodzi w rozgrywce przez forum. Z drugiej strony udawanie, że nic się nie wydarzyło też mi nie pasuje. Dlatego decyzji się nie dziwię i przyjmuję ją z pewną ulgą. To kiedy nowa rekrutka?
  5. - Wolę zapłacić - kapitan ciągle się uśmiechając wyjął banknot dziesięciodolarowy i położył go na stole. Reszta ewidentnie go nie interesowała, co dawało Di całkiem spory napiwek. Bohater ruszył do drzwi, ale za nim wyszedł odwrócił się jeszcze do barmanki - Jakbyś miała jakieś problemy nie wahaj się dzwonić na infolinię Avengers. Numer... Numer... numer jest na pewno, gdzieś w internetach. Jak wszystko. Uśmiechnął się ostatni raz i wyszedł. Piętnaście minut później kieszeń Di zawibrowała, na jej przedpotopową komórkę przyszedł sms od siostry. "Vanessa prosi abyś w wolnej chwili wpadła do Galerii. Chciała ci zapłacić i podziękować osobiście. Coś ty tam narobiła sis?"
  6. Steve Rogers - Ten człowiek? - Kapitan wyjął telefon i chwile z nim walczył po to by pokazać w końcu Dianie jakieś akta wśród, których było zdjęcie. Z akt dojrzała tylko wielkie "HOOD" na samej górze, reszta była zamazana. Za to po przybliżeniu obrazu była pewna, że to ten sam typ, którego widziała. Kiedy potwierdziła Kapitan schował komórkę - Vanessa Fisk nam nie ufa z uwagi na swojego męża, ale my naprawdę chcemy jej pomóc. Wilson zapadł się pod ziemię i została sama z jego konszachtami, z którymi dotąd nie miała nic wspólnego. Wiem, bo ją obserwowaliśmy. Dziękuję za twą pomoc, przynajmniej teraz wiemy o co chodzi w tej rozgrywce. I nie martw się; Vanessa się nie dowie czy dowiedzieliśmy się czegoś od ciebie czy od członków Wracking Crew, ponieważ nie zamierzam konfrontować waszych zeznań. Tobie ufam nieskończenie bardziej. Kapitan uśmiechnął się szeroko, wypił do końca pepsi i sięgnął po portfel by zapłacić. Najwyraźniej był gotowy do wyjścia.
  7. Steve Rogers - To powinnaś nosić ze sobą zawsze jakiś strój. Wiem, że pewnie ciężko zmieścić go do torebki, ale jeśli czegoś mnie nauczyło życie to tego, że zawsze zacznie się coś dziać, kiedy człowiek jest nieprzygotowany - poradził jej całkiem poważnie - Ale zdaje się, że nikt z gości się nie dowiedział, przynajmniej nic nie powiedzieli. My wiemy, bo Spider - Man cię kiedyś widział. No i pojawiła się rozbieżność czasowa między zeznaniami Vanessy Fisk, a tym co mówili ludzie. Kłamstwo w tym miejscu nie miałoby sensu i byłoby no cóż, głupie. A ona głupia na pewno nie jest. Dlatego skłamała tylko tam gdzie jej było na rękę. Kapitan przerwał i popatrzył na Di, jak można było wywnioskować mimo ciemnych okularów, dość oczekująco.
  8. - Magia - potwierdziła Dot czując to charakterystyczne mrowienie podnoszące włoski wzdłuż kręgosłupa - Ale to raczej takie pudełko na magię niż ona sama w sobie. To znaczy ona jest w środku. Tak mi się przynajmniej wydaje. Dot zagryzła wargi zastanawiając się nad czymś, a potem szybko się schyliła, podniosła niewielki kamyk i rzuciła go w stożek. Kamień pękł na dwie części. - Nie dotykałabym tego - dodała zupełnie niepotrzebnie i zamyśliła się głęboko. Ciekawe czy gdyby zbliżyła się w formie astralnej efekt byłby ten sam. Albo gdyby porazić to prądem... Zbliżyła się kilka kroków i przyjrzała inskrypcjom wyrytym na cusiu. - To wygląda znajomo. Podobne ma moja księga, kiedy dotyka jej ktoś niepowołany. Może jednak będę musiała tego dotknąć. Wiedźma zrobiła jeszcze krok, a następnie się zatrzymała jakby w oczekiwaniu, że ktoś ją powstrzyma. O na przykład T'Challa rzuci się z głośnym "NIE!" i chwyci ją w ramiona mówiąc, że ledwie się poznali i nie może jej stracić. Czy coś.
  9. - Zróbmy to dziś Jaskier, ja oszaleję jeśli będę musiała tu siedzieć dłużej - nieoczekiwanie Ciri poparła Ritę. - No dobra, a zdążycie wszystko uszykować? - Zdaje się, że wszystko mamy poza bombą, Dasz radę Rita? - szarowłosa popatrzyła na pannę von Ayer pytająco. A Rita wiedziała, że da rade. Zrobi tą pieprzoną bombę, albo umrze przy praniu ręczników, nie było trzeciej drogi! Do pracy przystąpiła niezwłocznie, poeta i jego przyjaciółka udostępnili jej mały stół laboratoryjny przyniesiony specjalnie na tą okazję i już zaraz mogła działać. Wszystkie składniki pamiętała wybornie - w końcu na coś była wyliczanka. Ich ilość i sposób połączenia to jednak zupełnie inna bajka, trudniejsza zdecydowanie od tego co Rita działała w zakresie alchemii do tej pory. Pracowała długo, dokładnie, z niezwykłą jak na nią cierpliwością. Kiedy skończyła dochodziła już północ, a efekt i tak nie pokrywał się idealnie z ilustracją w księdze Yven. Jednego była jednak pewna; bomba wybuchnie bez dwóch zdań, wystarczyło tylko podpalić lont. - Pięknie ci wyszła, nie znam się na tym specjalnie, ale jak dla mnie bomba pierwsza klasa - zachwycił się Jaskier - Dobra, czyli musisz ją wrzucić do ostatniego odpływu po prawej stronie patrząc od wejścia. Potem spokojnie wyjdź i udaj się do domu, my zajmiemy się resztą. "Udaj się do domu", łatwo było powiedzieć - tym razem Rita praktycznie cały dzień była poza domem i nie było szans by pozostało to nie zauważone. A do tego poczuła się strasznie zmęczona.
  10. Steve Rogers - Nie powiedziałem, że masz kłopoty, powiedziałem, że często w nie wpadasz - mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej - Spokojnie nic się nie stało, no poza tym, że dzięki twojej ingerencji udało się złapać trzech członków Wracking Crew i ocalić wiele cennych dzieł sztuki. Dziękuje.
  11. Uwaga ku przyszłości: jak wypadnie 1 i 10 to nie ma przerzutu, bo sukces jest automatycznie kasowany. Przykro mi, turlacz Cie tylko nienawidzi.
  12. Steve Rogers - No jak musisz. To jakiś znajomy Cam? Nie wygląda na artystę - babcia wyciągnęła szyję by lepiej przyjrzeć się mężczyźnie, czego on nie mógł nie zauważyć - Całkiem przystojny nawet. Mógłby się jednak nauczyć, że w pomieszczeniach czapki się ściąga, ot co. No czego tu jeszcze stoisz, idź, idź. Sio. Di została pogoniona ścierą i mogła zanieść chwale i chlubie Ameryki napoju. - Masz chyba talent do wpadania w kłopoty, co? - uśmiechnął się do niej sympatycznie i wyciągnął rękę po szklankę - Wiem, że to zabrzmi jak marudzenie zgreda, ale cola kiedyś naprawdę była lepsza.
  13. Mężczyzna uśmiechnął się całkiem sympatycznie. - To ja poproszę o coś do picia, bezalkoholowego - nawet nie spojrzał na kartę - I o piętnaście minut rozmowy. Na chwilę obniżył okulary i Diana już wiedziała, gdzie i kiedy go widziała: wczoraj w Galerii tuż po napadzie. No i oczywiście setki razy w mediach - w końcu przystojna twarz Kapitana Ameryki łatwo zapadała w pamięć. Pewnie dlatego nosił czapkę i okulary, by chociaż na chwilę pozostać incognito.
  14. Wow, to się nazywa poranek dobrych wiadomości.
  15. Rodzice przyjęli to nieźle, naprawdę całkiem nieźle. Nerwowo by się wykończyli żyjąc w tym mieście i przejmując na poważnie każdym atakiem super złoli. Oczywiście wyściskali Dianę, zamartwiali o jej kondycję psychiczną po takim stresie i w ogóle, ale nikt nie zamierzał jej zamykać w domu i trzymać pod kluczem. W końcu Avengers nie pozwoliło by komukolwiek stała się krzywda, prawda? Prawda. Narzeczony Cam przyjął to zdecydowanie gorzej: - Kapitan i Thor spuszczali manto Ekipie Rozbiórkowej i mnie tak nie było?! Niestety na ten żal nic Di poradzić nie mogła. Zwłaszcza, że była już naprawdę zmęczona, a w perspektywie miała nieustannie kakałko, do którego teraz doszedł największy hamburger jakiego znalazła w dostawie. Summa summarum to był nawet miły wieczór, kiedy w końcu zrzuciła szpilki i zasiadła w fotelu włączając zaległy finał Riverdale; zasnęła idealnie w momencie, w którym Cheryl poszła pod lód. *** Obudził ją dzwonek telefonu i bolące plecy. Dzwoniła babcia informująca, że na gwałtu rety potrzebują jej pomocy w pubie, bo ona akurat musi wyjść. Diana miała mieć wolne do jutra, ale cóż mogła poczynić? Sytuacja kryzysowa to sytuacja kryzysowa. Z trudem wstała z fotela, ubrała się i pośpieszyła na ratunek rodzinnemu biznesowi zastanawiając się czy Cheryl przeżyła. Na miejscu okazało się, że w sumie Elizabeth Caulfield nigdzie się nie wybiera, ale w trosce o delikatne zdrowie psychiczne wnusi postanowiła dać jej zajęcie, by nie wpadła w traumę i nie bała się wychodzić z domu, po wydarzeniach o której donieśli jej pozostali członkowie rodziny. A wchodzenie w dyskusje z babcią było cięższe niż stawienie czoła Galaktusowi i miałoby podobne szanse powodzenia. Dwie minuty po otwarciu baru do środka wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w bejsbolówce i ciemnych okularach, które nie do końca wiadomo przed czym miały go chronić, bo słońca dziś ani widu ani słychu. Usiadł w najdalszym kącie sali, tuż pod zdjęciem Lady Gagi ubranej w mięso i tak po prostu siedział rozglądając się. Wydawał się przy tym jakiś znajomy. - Weź go przegoń - szepnęła Di do ucha babcia, kiedy kończyła wycierać szklany - Pewnie ćpun jakiś co się maskuje pod tymi przeciwsłonecznymi szkłami.