Nadia

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    7348
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

2 obserwujących

O Nadia

  • Ranga
    Sweet child in time
  • Urodziny 18.10.1985

Previous Fields

  • Systemy RPG Każdy z sensownym MG

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Kielce

Ostatnie wizyty

9647 wyświetleń profilu
  1. Nieobecność do czwartku. Może jutro poodpisuje, ale głowy nie dam.
  2. Albo zbroi tłum w pochodnie i widły.
  3. W sumie to już mocno popołudniu jest, jeszcze tego samego dnia chcecie jechac?
  4. Rodzeństwo i szwagier in spe słuchali jej bardzo uważnie. Will wyglądał już na całkiem zrównoważonego, ale na oczy Cam mówiłyo tym, że płakała. Na szczęście silne ramiona Roberta pomogły, bo była już spokojna. Na ile można było być spokojnym w takiej sytuacji. - Nie wypowiesz pełnomocnictwa póki nie ubezwłasnowolnisz ojca - pokręcił głową Robert - Z takimi hienami trzeba ostrożnie, bardzo ostrożnie. - Tak jak z darknetem.. siora tam to można broń kupić. Albo prochy. Albo ludzi. No chyba, że chcesz wynająć morderce na tego prawnika to też można - Will zaśmiał się obrzydliwie sztucznie, ale zaraz zamilkł. - Przecież tata nie pracował sam, prawda? - Cam wyjątkowo nieelegancko pociągnęła nosem - Miał tych kolegów i znajomych. Will mówił czasem o kimś? Może to ktoś z nich? Will się zamyślił. - Marudził na jakąś Sophie, że głównie pije kawę zamiast robić. Ryu jakiś był, zapamiętałem bo ma imię ze Street Fightera, no i Finn Blake z nim czasami na ryby jeździł. Ej, a może ja tam na jakiś staż pójdę? Mają takie dla licealistów, poszukam, powęszę... - Jasne. Na pewno dostaniesz się na piętra zastrzeżone dla menadżerów i dyrektorów, już to widzę - zgasiła jego zapał szybko Cam - Zresztą nie sądzę by ktoś cię przyjął, spojrzą na nazwisko i podanie wyląduje w koszu.
  5. Lekarz kiwając smętnie głową odprowadził gości i pożegnał się z nimi grzecznie. Powóz tam czekał, więc bez zbędnego marnotrawienia czasu zajęli miejsce. - Mówiłem waści, że to nie Konkel stoi za mordem takim straszliwym - pokręcił głową Kuchciński - Siły piekielne... jak z takimi szablą walczyć? - Siły piekielne nie działają same z siebie - wtrąciła cicho Jadwinia żegnając się - W większości czarownik jakiś za nimi stoi. - No niech będzie czarownik. Albo i czarownica, a tfu - splunął Kuchciński na podłogę powozu i także wykonał ręką znak krzyża - To nadal siły straszne. To gdzie teraz? Nie ukrywam, że łacno mi wrócić pod komendę. - Jak można, ja do gospody "Pod Źrebaczkiem" bym się udała, tam mam nocleg i tam brat z pewnością mnie oczekuje - dodała panna Steckiewiczówna.
  6. Wycofać się, uciec, łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Will stawiał co prawda kroki, ale walczyć już nie dawał rady co sprawiło, że podtrzymująca go Rita musiała machać mieczem za dwóch, a przecież strażników ciągle przybywało i przybywało. Sytuacja stawała się naprawdę ciężka, w porywach do beznadziejnej. Łucznik szybko wybrał kolejny cel, tak jak go uczyli na szkoleniach: strzelaj w osobę, która najwięcej krzyczy. Wycelował w Ritę, przyłożył się. Wiedział, że trafi, miał ją jak na widelcu... Dopóki jakiś biegnący debil nie trącił go w ramię i pocisk nie przeleciał na minimetry od głowy dziewczyny. - Kurwa mać! - zaklął szpetnie strażnik. - Kurwa mać... - szepnął słabym głosem Will. Pacynka, pacynka na sznureczku! Wiruj, wiruj pacynko w ślepej złości tak długo jak będą chciały tego losu kości! Szalona wieszczka wirowała wokół cofającej się trójki przeszkadzając, plącząc się pod nogami i nie odrywając wzroku od Rity. Ale byli już przy schodach, teraz wystarczyło wkroczyć na nie i uciec, najlepiej tak by spowolnić ludzi idących ich śladem. Dryblas nie wahał się długo; chwycił za ramię elfkę i brutalnie pchnął na strażników tarasując im przejście. Chwycił Willa z drugiej strony i ruszył ku wyjściu. Świtało. Mroźne, zimowe powietrze było cudowne. Wdzierało się do płuc, kłuło w policzki i było absolutnie cudowne. - Will! - Corylea podniosła głowę znad strażnika, którego właśnie uśmierciła i rzuciła się w kierunku nowo przybyłych. Na dziedzińcu było pięć trupów, uśmierconych przez nią i Nilfgaardczyka wyposażonego w zdobyczny miecz. Priscilla i Jaskier znaleźli boczne wyjście przy głównej bramie, a uwolnionego chłopaczka już nigdzie nie było widać. - W życiu nie dobiegniemy do koni - jęknęła bardka. - Mam znajomą, która mieszka niedaleko! - odezwał się Jaskier przejmując od Rity Willa - to medyczka! Na podjęcie decyzji zostały ułamki sekund.
  7. - Można omamy sprokurować, można a jakże. Są grzyby, maki, mlecz jadowity. Tyle tylko, że każdy człek po zażyciu co innego widzi i nie wiem w jaki sposób osoba szkodząca mogłaby sprawić, aby ofiara miała zwidy po jej myśli - odpowiedział Jerzemu Konkel, a Jadwinia skinęła głową zgadzając się z jego słowami. To dla lekarza było prostsze pytanie niż to Hanki, ale i jej nie zamierzał ignorować: - Wspomniał hetman, że w szybie - medyk wzruszył ramionami - Nie dopytałem jednakże jaka to szyba była i nie pytałem też od jak dawna to trwa. Ale zgaduje, że od niedawna, inaczej by ze swym lekarzem przyjechali. Jakub Konkel wyglądał na człeka rozumu co do wszelkich spraw czarnoksięskich podchodził z pewną dozą sceptycyzmu. Nierzadka była to przywara u ludzi wykształconych.
  8. George Stonewitz - Dowody są przytłaczające, sąd nic więcej nie potrzebuje - agent sięgnął do kieszeni i podał Dianie wizytówkę - Co do pytanie to wybacz - szczegóły akcji są zawsze objęte tajemnicą. Skrzywił się przy tej odpowiedzi lekko.
  9. ♬ - Ona ma rację, Pris! - Jaskier puścił ramię elfki i chwycił bardkę - Chodź! Priscilla uległa. Nie miała ochoty, to było widać, ale w końcu ustąpiła. Puściła szaloną dziewczynę, która śmiejąc się chwyciła ją za rękę. Szast, prast, z ciemności pazur! Szast, prast, z ciemności kieł! Dziecię nocy stłamsi pieśń słowika pośród złowieszczych mgieł! Jej śmiech zabrzmiał straszni, ale Jaskier już nie słuchał; pociągnął Pris na schody skąd też dobiegł szczęk żelaza. Elka zaczęła tańczyć w jakimś dziwnym amoku, a obok niej przebiegł chłopak, któremu Rita rzuciła klucze. Za nim nikogo nie było, więc najwyraźniej miał on gdzieś ratowanie pozostałych. Rita, Will i dryblas walczyli z trzema strażnikami, za którymi pojawiali się następni. To nie była ładna walka, było tłoczno, brak miejsca na pracę nóg, na eleganckie uniki i parady. Bardziej przypominało machanie cepem po prawdzie, dlatego Rita nie siliła się na eleganckie finty tylko gdy zobaczyła okazję cięła. Szeroko, mocno. Strażnik zachwiał się i runął jej pod nogi. Dryblas też sobie radził; maczugą uderzył w bok strażnika eliminując go z walki. Co z tego skoro na ich miejsce zaraz zjawiło się dwóch następnych? - Cofajcie się! - Will pierwszy zrobił krok wstecz. To był jedyny pomysł: uciec na schody, dalej na dziedziniec, stamtąd na ulicę i rozpierzchnąć się w pośpiechu - Szyb... Przerwał gwałtownie odrzucony do tyłu. Nie przewrócił się jednak, a ze zdziwieniem popatrzył na strzałę wystającą mu z piersi.
  10. George Stonewitz Stonewitz słuchał jej dość uprzejmie, ale widać było, że wzruszająca historia o stażu niezbyt go interesowała. - Jeśli sprawa trafi do mediów Roxxon straci najwięcej. Dlatego chcą uniknąć procesu, dlatego spłacają osoby, które potraciły majątek i dlatego starają się wywrzeć presje na prasę i telewizję. Dla nich te miliony to tyle co nic, ot obetną dywidendy wspólnikom o dwa procent - agent wziął łyk kawy i zastanowił się - Albo raczej obniżą pensje robotnikom o dolara na całym świecie. Tak, tak to zrobią prędzej. Znów pociągnął z kubka. - Co za lura, ehh. Możecie próbować przeciągać w ten sposób sprawę, ale sędziowie tego nie lubią. Zwłaszcza w tak klarownych przypadkach, więc lepiej pośpieszcie się z tym prawnikiem.
  11. Nie widziała już nic poza światełkiem migoczącym ledwo ledwo. Jak to było? Nie idź w kierunku światła, bo pewnie mglak cię kusi na manowce? Takie rzeczy kładła Ricie do głowy niańka, która zajmowała się młodymi Ayerami lata temu. Ale teraz nie miała wyboru, światło to było życie, to był brak gryzącego gardła i szczypiących oczu. Światło to by walka. Kiedy podeszła bliżej czuła zapach niemytych od jakiegoś czasu ciał, czuła ich ciepło i czuła wolę walki by wydostać się na zewnątrz, zza drzwi, które ktoś rozpaczliwie próbował zamknąć. Coś głucho łupało, to chyba dryblas maczugą uderzał w drzwi, obok sapał krasnolud kombinując coś przy zawiasach. Will wsadził swój miecz między futrynę, a Corylea klęła w Starszej Mowie i dźgała strażnika. *JEBS* Coś rąbnęło. Rita nie miała czasu zastanawiać się co bo poleciała, prosto na duże skupisko ciał, które wywaliło drzwi. - Przebili się! Alarm! Było ich trzech. Trzech strażników, którzy rzucili się na nich z obnażonymi broniami. Ale z prawej strony, ze schodów już zbiegali następni, w tym jeden wyposażony w łuk. - W lewo! Na górę! - wydarł się Nilfgaardczyk - Tam jest dziedziniec! Kiedy Ricie udało się pozbierać zobaczyła, że nikt nie nadział się na sojuszniczy miecz, co było dobrą wiadomością. Przygnietli za to dwóch strażników, co do czego można było już mieć stosunek ambiwalentny. Elfka zwinnie jak wiewiorka rzuciła się we wskazanym kierunku, a zaraz za nią ruszył Nilfgaardczyk. Will walczył z trzema strażnikami ramię z ramię z dryblasem, który niezgrabnie wywijał maczugą. Krasnolud postawił jedną nogę na stopniu, gdy nagle strzała przeszyła mu krtań. Zakrztusił się, parsknął juchą i upadł tworząc dodatkową blokadę przy wyjściu. Łucznik sięgał po kolejną strzałę. - Rita! - to był Jaskier gdzieś zza pleców. Razem z Priscillą ciągnęli elfkę wyglądającą na szaloną, która nie przestawała się śmiać.
  12. Oriana Lawsmith - Eee... - kapłanka miała naprawdę głupią minę, co zdarzało jej się naprawdę rzadko - Tego się nie spodziewałam, naprawdę. Autorytet autorytetem, ale są chyba jakieś limity prawda? Oriana zrobiła krok do przodu, a potem kolejny i jeszcze jeden. Nikt jej nie groził, nikt nie puszczał strzał. - Myślę, że powinniśmy się pośpieszyć i jak najszybciej dotrzeć do miasteczka, by w panice nie skrzywdzili badaczki.
  13. Posta zaczęłam pisać jak nie było strefy toteż rzucałam w innym miejscu niż turlacz. Rzut na przekonywanie lekarza. Poziom trudności testu: 20. Modyfikator +3 z Fantazji Hanki i +2 za współdziałanie z Jerzym. 1 rzut: 1 wynik: 16 Suma 1 rzutu: 21 (suma kości:16 + modyfikator:5) Suma całkowita: 21 Sukces
  14. Kuchciński pełną uwagę poświęcił pajdzie chleba i dzbankowi piwa, najwyraźniej był tak zajęty harcami w zamtuzie, że nie miał czasu się posilić, Konkel zaś patrzył zmiennie a to na Hannę, a to na Jerzego gładząc wąsa. Na jego pobrużdżonej zmarszczkami twarzy malował się frasunek, kiedy w końcu westchnął ciężko. - Może to wszystko i racja - westchnął znów, a potem kontynuował - Kiedy zostałem wezwany do hetmana zbadałem go dokładnie zgodnie z całą moją wiedzą i z szacunkiem dla tego co mówili moi antenaci w znachorstwie biegli. Na ciele pan Sobieski był zdrów i taką też opinię wydałem. Jednakże rozum to dalece inna kwestia. Pan Sobieski odczuwał niepokoje i lęki, zdawało mu się parę razy, że w szybie widzi odbicie jasnowłosego diabła, który z niego drwi i szydzi. Uznałem, że to z frasunku o ojczyznę, ze zmęczenia i myśli mrocznych. Zaleciłem odpoczynek, pojechanie na wieś do miejsca cichego a spokojnego i oddanie się prostym rozrywkom. Pan Hetman, jak i jego małżonka, nie byli z porady radzi, ale podziękowali uprzejmie i mnie odprawili. Konkel westchnął po raz trzeci, a milcząca ciągle Jadwiga przeżegnała się, gdy wspomniał o diable. - Są specyfiki, które duszność mogłyby u człowieka śmiertelność wywołać, oczywiście, że są - odpowiedział bezpośrednio na pytanie Jerzego - Połączenie chociażby szczwółu plamistego i szaleju, wilcza jagoda w dużej ilości sprawia, że wszystkie członki człowieka stają się wiotkie i tchu nie może zaczerpnąć, tojad paraliżuje serce i dusi, nawet zwykły bluszcz. Więcej sobie nie przypominam, ale są z pewnością.
  15. Ekhem, chyba umknęło, więc ponowie: @Selyuna Nie mam pojęcia o co chodzi, więc dopytuje: piszesz o ogólnym zjawisku występującym na świecie? Jeśli tak to się nie zgadzam. Piszesz o jakimś zjawisku występującym na strefie? Jeśli tak to nie zauważyłam i poproszę o konkretne przykłady.