Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Aquaman

ONI
  • Ilość dodanej zawartości

    8542
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Aquaman

  • Ranga
    Stan Lee's buddy
  • Urodziny 22.03.1989

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Bytom

Previous Fields

  • GaduGadu 3188295

Ostatnie wizyty

2210 wyświetleń profilu
  1. Pozwoliłem sobie ruszyć to trochę do przodu, bo się nam zrobił lekki przestój Powoli będziemy przechodzili do prostych ustaleń - ja wam zadam pytanie i możliwe ścieżki wyboru, wy się naradzicie i udzielicie drużynowej odpowiedzi. W ten sposób sobie "przewiniemy" waszą karierę o te pół roku i zaczniemy już właściwą przygodę. Tym bardziej, że kolejni Tytani czekają by dołączyć do drużyny
  2. Być może w innych okolicznościach mieliby znacznie więcej czasu na to, by dłużej ze sobą porozmawiać i lepiej się poznać. Aurora również miałaby lepszą kryjówkę, gdyby mogła sobie pozwolić na jej poszukanie. A tak, zauważona przez Gargoyle’a została wytypowana jako jedyna osoba mogąca sterować dronami. Nie było sensu, by zaprzeczać. Nie było na to czasu. Zdążyli się sobie przedstawić. Mogli mówić sobie po imieniu lub posługiwać się pseudonimami (Glaze się wam przedstawił. A jak zrobili to pozostali, hm? Kraris, Auroro, Auguście? Zdradziliście swoje prawdziwe imiona, czy skorzystaliście z pseudonimów?) i właściwie tyle. Przerwało im przybycie policji, którą kilka minut wcześniej powiadomił alarm uruchomiony przez Aurorę. Jednak chyba nie tylko Aurora ich tu wezwała, bowiem przed budynek muzeum zjechało się kilka radiowozów, a do tego dwa wozy SWAT. A przecież tak sił nie wysyła się do zwykłego włamania. Ktoś zatem musiał widzieć jak Gargoyle i Łowca wpadają do budynku i także wezwać policję. Co pozostało robić? Spotkaliście się z policją, przekazując im Łowcę wciąż nieprzytomnego i zamkniętego w lodowym konfesjonale. Przekazanie im przestępcy poszukiwanego listem gończym, o czym poinformowała was komisarz Mariah Grace skreśliło was z listy osób do aresztowania. - Dobra robota - powiedziała pani komisarz. – Temu miastu przyda się własna grupa bohaterów zawsze pod ręką. Jak się zwiecie? Tak, to jest TEN moment. Które z was powiedziało to pierwszy raz? Które z was po raz pierwszy nazwało was
  3. W sumie to pytanie, czy Blue będzie się stosowała do sugestii Marco o odsunięciu się od włazu, czy jednak kuca przy Adonie i zajmuje się jego ranami? Info w sumie potrzebne do poczynienia odpisu
  4. Robert Langley (Darkangel) Robert, nie przestając trzymać na muszce chłopaka, którego imię zdradził Magpie i dziewczyny z niemowlęciem, słuchał uważnie słów zmiennokształtnego mutanta. A im więcej słyszał, tym mniej podobała mu się „propozycja” zabicia dziecka, którą otrzymali od tego całego Charliego. Całe zachowanie dziewczyny, to jak trzymała dziecko, jak milczała, wszystko to pozwalało Robertowi przypuszczać, że jest ona więźniem Charliego. A to w połączeniu z rewelacjami Magpie’a mogło przynieść tylko jeden efekt. Lufy obu pistoletów skierowane zostały w kierunku Charliego. A ułamek sekundy później Robert zaczął do niego strzelać.
  5. Ok, myślę, że nie ma się bardzo co rozpisywać - tak naprawdę wina w zakończeniu tej sesji nie leży tylko po jednej stronie, ale każdy z nas dołożył do tego swoją cegiełkę. Czy klimat za ciężki? Jak dla mnie nie, tym bardziej, że tak jak zauważyła Marass - informacje z posta były o wygaszaniu tematu porwanych dzieci, brak informacji o tak kiepskim PR NyXów, że widok dwójki członków zespołu na randce doprowadziłby do linczu czy Civil War. Poza tym - czemu tylko NyXy miałyby mieć tak kiepski PR? Czemu nie inne zespoły superbohaterskie? I tak w sumie można by w to brnąć. Koniec końców - sesja przyniosła mi sporo frajdy i sporo wyzwań (tak, będę pamiętał by wykupywać mechanicznie znajomość języków obcych ). Szkoda, że kończy się w ten sposób, a nie fabularnie, ale często bywa i tak. Wybaczcie, że odnoszę się do tego wszystkiego dopiero dziś, ale wczoraj wieczorem jak padłem tak wstałem dziś rano do pracy. Co mi pozostaje? Chyba życzyć sobie i wam tego, byśmy znaleźli w innych sesjach tyle funu ile było w tej
  6. Cóż, pytania chłopaków zawierają w sobie wszystko, o co Jamie mógłby jeszcze dopytać także z mojej strony na razie brak dodatkowych pytań. Te pewnie pojawią się po odpowiedziach Scotta
  7. Jerzy Mierzejewski Naprawdę miał nadzieję na to, że alarm zadziała. Że zadziała o wiele skuteczniej i bez efektów ubocznych, jakie mogłoby za sobą nieść jego bieganie od drzwi do drzwi i ogłaszanie, że się pali. Po pierwsze to mogłoby zostać uznane za żart (gdyby się paliło, to przecież są alarmy), a po drugie przez jego wygląd. Wygląd mogący spowodować zawał choćby u starszej pani, która właśnie niczym geriatryczny Usain Bolt wystrzeliła z budynku. Wygląd, który teraz przyciągał na niego uwagę. Niechcianą uwagę. Acz mogło być gorzej. Znacznie gorzej. Wciąż mógł być w szortach. Na szczęście miał w ich bazie zapasowe ubrania, a także zapasowy kostium. Ale to strój „cywilny” miał teraz na sobie. Jeansowe spodnie i czarny T-shirt, który był o rozmiar za mały przez co opinał się na jego ciele i groził rozerwaniem przy bardziej energicznych ruchach. Żałował, że nie miał bezrękawnika z kapturem, który został w szatni. Miał nadzieję, że Chudy odniesie jego rzeczy do domu. Zdarzało mu się to robić kilka razy. Wojtek „Chudy” Dębiński był tą zaufaną osobą, która wiedziała co należy zrobić z rzeczami Jurka jeśli ten nagle zniknie ze szkoły i nie pojawi się już do końca zajęć. Tak, na Chudego zawsze można było liczyć. Ale teraz, tutaj, z tymi oskarżycielskimi spojrzeniami rzucanymi w kierunku Jurka, chłopak musiał mierzyć się sam. Czy jednak na pewno? W pobliżu była przecież Kita. Tylko, że ona wolała zejść ludziom z oczu. Tak, to był dobry pomysł. Jurek nie chciał im dawać więcej powodów do wytykania palcem, a im dłużej tu stał, tym większą uwagę przyciągał. Dlatego powoli, nie chcąc robić nic gwałtownie żeby nie rozwścieczyć zbierających się ludzi (i nie rozerwać koszulki) ruszył tam, gdzie zniknęła Kita. - Nno, hej - zaczął lekko roztrzęsionym głosem. – Co tam?
  8. Parasite - Nie żyjesz - Parasite zwrócił się do Spider-mana. – Oficjalnie zginąłeś. Nie wiem jak ty, ale ja pracuję z trupami. Nie, kiedy nie wiem jak to się stało, że zginąłeś a jednak tu jesteś. To po pierwsze. Po drugie unikanie odpowiedzi na pytania nie pomaga w budowanie jakiegokolwiek zaufania. Po trzecie, nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego mielibyśmy chcieć włamywać się do siedziby Avengers. Do siedziby, którą mutanci znają bardzo dobrze, o wiele lepiej niż my. Która jest pewnie jedną wielką pułapką.
  9. Robert Langley (Darkangel) Robert nie mógł nie zauważyć, jak okoliczności zmuszają do współpracy. Kiedy przypominał sobie wspólny trening z tymi X-men w Danger Room i gdy porównywał go z tym, co działo się teraz, to tak jakby patrzył na dwa różne światy. Niebezpieczeństwu, realnemu i namacalnemu udało się to, czego nie dokonało sztucznie wygenerowane zagrożenie podczas treningu – zaczęli współpracować, tworząc drużynę. I chociaż to, co hartowane było w ogniu łatwo nie pękało, to zawsze pojawić się mogły niewielkie skazy, które przy naprężeniach doprowadzą do rozłamu. I to mogło dziać się właśnie teraz, na jego oczach, kiedy para nieznajomych postawiła przed nimi trudne zadanie. A właściwie decyzję, od której mogło zależeć wszystko, łącznie z ich dalszym losem. I nie tylko ich losem, ale też losem całego świata. - Pytanie postawione słusznie – kim, do cholery, jesteście? - dopytał rzeczowo Langley, trzymając w dłoniach swoje pistolety. – I czy to dziecko, które trzymacie może stać się w przyszłości Władcą Ciemności? - postawił drugie, ważne pytanie, unosząc broń. Jednym pistoletem mierzył w chłopaka, drugim w dziewczynę trzymającą dziecko na rękach. Może i nie mieli czasu, by zadawać pytania, ale kim byli, by zgodzić się na zabicie małego dziecka tylko dlatego, że dwoje nieznajomych twierdziło, że tak powinni zrobić?
  10. Kochani, To jest ten moment, kiedy nie musicie czekać na to, aż ja coś odpiszę by móc kontynuować rozmowę między waszymi postaciami
  11. Oliver Robinson Oliver nie mógł powiedzieć, że dzień minął mu spokojnie. Spotkanie ze stadem skończyło się późno, a krwawość, z jaką rozprawili się ze zwierzyną, świadczyła o ciągle otwartych ranach zadanych przez ostatnie wydarzenia. Nate pożegnał się po polowaniu i obiecał odezwać się za jakiś czas. Lyla niechętnie wypuszczała go z objęć. Tym razem jednak nie robiła tego na złość Oliverowi, ale z autentycznej troski o mężczyznę. W dzień świat postanowił nie dać Oliverowi odpocząć. Odkąd się obudził, czy też właściwie został obudzony w okolicach wczesnego popołudnia, do wieczora miał na głowie Annie. Siostra nie chciała opuścić jego domu nawet wtedy, gdy musiał wyjść i jedynie Lyli zawdzięczał to, że nie poszła z nimi wprost do wampirów. Dmitri na miejsce spotkania wybrał dokładnie ten sam lokal, co poprzednio. Tym razem jednak nie wysłał po Olivera kierowcy, ale podał mu adres i pozwolił przyjechać własnym samochodem, co samo w sobie było oznaką zaufania. Może niekoniecznie natomiast było pomysłem samego Władcy Miasta, o czym świadczył uśmiech Adriana na widok Olivera. Oprócz Dmitriego i jego kochanka w pomieszczeniu była jeszcze ubrana na czarno kobieta, której palce wdzięcznie trzymały smyczek. Czyste dźwięki wiolonczeli zagłuszały wszelkie inne hałasy z zewnątrz. Mimo tego jak trudny był miniony wieczór i jak wiele nerwów kosztował Olivera, Ulfrik mógł go uznać za udany. Jedno wyzwanie, jedna walka i żadnych ofiar śmiertelnych za to jego pozycja w stadzie zdawała się być nieznacznie bardziej stabilna. Również Lyla była akceptowana jako Lupa, a i stado zyskało nową Eranthe. Niestety od rana (dla Olivera godzina o której nawiedziła go Annie zaliczała się do porannych) miał na głowie siostrę. I ani prośbą, ani groźbą nie mógł się jej pozbyć ze swojego otoczenia. Wizyta zatroskanego rodzeństwa jest zawsze mile widziana pod warunkiem, że trwa krótko. A wizyta Annie nie miała być krótka, w dodatku młodsza siostra wzięła się za matkowanie Oliverowi. Nie wspominając o tym, że w ogóle nie wzięła do siebie uwagi Olivera o niewtrącanie się w sprawy stada poprzez przekupywanie najważniejszych osób. Całe szczęście, że Oliver miał w pobliżu Lylę. Nie wiedział jak jego Lupa to zrobiła, ale wyperswadowała Annie pomysł wizyty u wampirów. Oli wiedział, że ostatnimi czasy podjął wiele złych decyzji, ale to nie był powód dla którego siostra miała robić mu za rzep czepiający się wilczego ogona.
  12. Odpis jest @Therek możesz już pisać @Vive ciągle pamiętam o alarmie, ale w muzeach to zwykle ciche alarmy. Jego konsekwencje pojawią się w moim kolejnym odpisie
  13. Czasem szala zwycięstwa potrafi przechylić się w drugą stronę. Los zdaje się wtedy drwić z przedwczesnego triumfatora. Tak właśnie musiał w tej chwili poczuć się Łowca, kiedy o jego zbroję rozbił się pierwszy z laserowych promieni. Minidrony, które pojawiły się jakby znikąd, obrały Łowcę za cel. Kraris także była celem, ale o tym wiedziała tylko Aurora. I tylko ona wiedziała, że jedynym co uchroniło Kraris od bycia potraktowanym przez promień lasera drugiego z dronów, było zasłonięcie się Łowcą, którego zielonowłosa wojowniczka złapała w uchwycie, który był jednym z podstawowych sposobów na neutralizację zagrożenia, jakich Kraris nauczyła się na swej ojczystej planecie. Jednak mimo tego, iż Łowca był unieruchomionych chwytem przez zielonowłosą, a na jego pancerzu widniały bruzdy po laserowych atakach dronów nasłanych na niego przez Aurorę, on wciąż stanowił realne zagrożenie. Do czasu, aż Gargoyle nie wrócił do walki, uderzając Łowcę w głowę przy pomocy rzeźby. Chyba rzeźby, bo równie dobrze metalowy pręt poskręcany w ekwilibrystyczny sposób mógł być elementem konstrukcji budynku. W każdym razie, uderzenie w głowę jakie otrzymał Łowca sprawiło, że Kraris poczuła jak ich przeciwnik wiotczeje jej w dłoniach i osuwa się na kolana. I jest to ten moment, kiedy każde z was, łącznie z tobą Glaze, może wyjaśnić pozostałym kim jest, co tu robi, i po czyjej stronie ostatecznie jest.
  14. Moi drodzy, Chciałbym przeprosić was wszystkich za wprowadzoną przeze mnie dezinformację i zmienianie informacji, które ode mnie otrzymujecie. Chodzi o informacje które z postaci będą w stanie opuścić kasyno jaką drogą ucieczki. W tym temacie, poprzez PW i ostatecznie w moich postach zostały przedstawione różne wersje. Szczególne przeprosiny należą się mroczek, gdyż to najbardziej na działania podejmowane przez jej postać, a także na planowanie kolejnych posunięć przez mroczek, rzutowały przekazywane przeze mnie informacje. Ze względu na to, że jest już za późno, by wszystko cofnąć do momentu kiedy została przekazana przeze mnie pierwsza informacja, która powinna być wiążąca od początku do samego końca, poza przeprosinami, chcę dokonać również gratyfikacji za moje błędy przy rozdzielaniu EXP za wydarzenia na "Klejnocie Naboo". Nie chcę się tłumaczyć z czego one wynikały, bo to nie ma znaczenia. Ostatecznie i tak liczą się fakty, a są one takie, że błędy popełniłem i to niejednokrotnie podczas całej akcji w Kasynie. Liczę na to, że ta sytuacja nie wpłynie na płynność sesji.