Aquaman

ONI
  • Ilość dodanej zawartości

    9233
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Aquaman

  1. Tajna baza Rebelii, Planeta Daalang, Mid Rim 1 ABY Podczas gdy flota była w ciągłym ruchu, gdy jej poszczególne części wykonywały swoje zadania, staczały bitwy w różnych częściach Galaktyki, oddziały specjalne i grupy uderzeniowe, przegrupowywały się tutaj, w jednej z tajnych baz Rebelii. Utworzona ledwie przed miesiącem, stanowiła zaplecze taktyczne dla grup szybkiego reagowania, oddziałów szturmowych, które miały brać udział w bitwach naziemnych zakrojonych na szeroką skalę, a także oddziałów specjalnych. To właśnie ci ostatni znaleźli to miejsce, zaadoptowali i doprowadzili do stanu, w jakim znajdowało się w chwili obecnej. To właśnie oddziały specjalne miały przed sobą zadania wykraczające poza zdolności i zakres obowiązków piechurów, czy pilotów. I to członkowie oddziałów specjalnych, zaraz obok pilotów myśliwców, byli uważani za najkrócej żyjącą formację w siłach Sojuszu. Mimo to, z ich szeregów nikt nie dezerterował, nikt nie rezygnował dobrowolnie. Za to ich szeregi często były zasilane nowymi rekrutami. Czasem bardzo nietypowymi jednostkami. Marco Ordo przebywał na Daalang już od tygodnia. Był jedną z tych osób, które zabezpieczały teren, pilnował perymetru i dokonywał wypadów w głąb lasów otaczających bazę. Przez ten okres zdążył poznać część załogi bazy, zarówno tej typowo militarnej, z którą zabezpieczał przedsięwzięcie, jak i tej technicznej, która utrzymywała bazę w stanie używalności. Miniony tydzień nie był szczególnie zajmujący. Baza Sojuszu pozostawała niewykryta, a on w każdej wolnej chwili korzystał ze swojej ulubionej rozrywki, odpływając w świat narkotycznych snów i wizji. To właśnie po ostatnim zażyciu narkotyków, dokładnie dwa dni temu, wpadł na jednego z techników obsługujących bazę. Adon'Rihe nie miał powodu, by wspominać to spotkanie z Ordo w sposób miły i ciepły. Pracował wtedy przy odsłoniętych przewodach, dokonując diagnostyki systemu cieplnego i podsystemów odpowiadających za dostawę wody. Skupiony na swojej pracy, nie zauważył nadchodzącego Mandalorianina, który nie do końca oprzytomniał po ostatnim odlocie jaki sobie zafundował. Otwarty właz serwisowy, wciąż przytępione zmysły i późna pora, gdzie pracowało tylko zasilanie awaryjne, wszystko to zwiastowało problemy. Stopa Marco trafiła w pustkę, ona sam wpadł do włazu, spadając na pracującego Adona. Efekt był taki, że obaj mężczyźni grzmotnęli twardo na dno kanału serwisowego, po drodze uszkadzając przewody i pozbawiając bazy dostępu do bieżącej wody na dwa dni. Dwa dni, które zakończyły się dzisiaj, gdy Adon dokonał karnej naprawy usterki. A Marco, jako współwinny, robił za jego asystenta i stracił cały zapas narkotyków, kiedy kapitan Dantels wraz z trzema szeregowymi, wpadła do kwatery Ordo i przewróciła ją do góry nogami. A teraz obaj, ku swej ogromnej radości, zostali wezwani do gabinetu generała Crackena. Lulu Banks, mimo czasowego odcięcia się od Rebelii, nadal miała w niej wielu znajomych. Właściwie to znajomych jej matki, którzy wciąż pamiętali Lulu jako małego brzdąca, którego było wszędzie pełno. Nie oznaczało to jednak, że od razu uwierzono w jej historię i tożsamość, że od razu przekazano współrzędne i wszystkie informacje niezbędne do odnalezienia bazy na Daalang. Przez blisko miesiąc, Lulu musiała pojawiać się we wskazanych miejscach, kontaktując się z osobami, które widziała pierwszy raz w życiu i odpowiadać na różne pytania. Z pozoru, dla postronnego słuchacza, nic nie znaczące, nie mogące stanowić żadnego zagrożenia dla Imperium i nie wzbudzające podejrzeń. Ot, dla każdego donosiciela Imperium, takie spotkania wyglądały jak spotkania Lulu z dawnymi znajomymi. Jednak pytania i historie jakie były opowiadane podczas nich pozwalały weryfikować tożsamość Banks, bo tylko prawdziwa Lulu mogła udzielić właściwych odpowiedzi na pytania, albo dokończyć rozpoczęte opowieści, czy poprawić niezgadzające się w nich fragmenty. Wszystko po to, by ostatecznie otrzymać współrzędne planety w systemie Daalang. Planety o tej samej nazwie co system i sektor, w którym się znajdowały. Lulu trafiła na Daalang dzięki pomocy jej szefa. Bley Dark nie był zadowolony z faktu, że Lulu go opuszcza, by podążyć ścieżką jej matki. Dark był zdania, że praca dla Rebelii jest niebezpieczna i niepewna, a zakończyć może się tylko nagłą śmiercią. Jednak mimo tego zdania, kilka razy szmuglował dla nich. Na kilku takich wyprawach, z samą Lulu za sterami jego zmodyfikowanego koreliańskiego frachtowca, zwykł mawiać, że robota dla Sojuszu może i jest bardziej ryzykowna i mniej opłacalna finansowo, ale zawsze gwarantuje zabawę. Na pokładzie frachtowca podróżował również HK-78, którego los, od jakiegoś czasu, związany był z kapitanem Darkiem. Dokładnie od momentu, w którym Bley Dark nie znalazł droida na jednej z zapyziałych dziur Zewnętrznych Rubieży. Dark naprawił HK, który w momencie odnalezienia przez kapitana, był tylko częściowo sprawny, a i praca u boku przemytnika bywała ciekawa. Zwłaszcza wtedy, gdy Dark dostarczał przeszmuglowany towar, a kontrahent okazywał się być nieuczciwym worem mięcha. Wtedy HK, towarzyszący Bley’owi jako droid protokolarny, stanowił użyteczne wsparcie ogniowe, niejednokrotnie pozwalając przemytnikowi cieszyć się zarobionymi kredytami i ocalonym życiem. HK-78 o Lulu Banks, pracując dla Bley’a Darka, kilkukrotnie pracowali już też ze sobą. Wiedzieli czego mogą się po sobie spodziewać i jedno wiedziało na co stać drugie. Nie było też wielkiego zdziwienia, kiedy Dark, po tym jak Lulu posadziła frachtowiec pośrodku bazy Rebeliantów na Daalang, przekazał HK pod zwierzchnictwo Lulu, czyniąc z niej priorytetowy cel do ochrony dla droida. Gdy tylko Lulu i HK-78 opuścili pokład frachtowca, jeden z żołnierzy poinformował ich, że są oczekiwani w gabinecie generała Crackena. Blue czekała już w ładowni transportowca GR-75, wraz z żołnierzami i członkami wywiadu, którzy mieli zasilić szeregi bazy na Daalang. Przydział tutaj, po tak długim okresie służby u boku generała Dodonny był dla niej wyraźnym sygnałem, że Sojusz zaczął jej ufać. Że przestali trzymać ją w jednym, zamkniętym miejscu, w którym oficjalnie nie była więźniem, ale nieoficjalnie tak właśnie mogła się czuć. Tutaj, na Daalang, miały na nią czekać nowe wyzwania i nowe zadania. Jej przeszkolenie i doświadczenie miały zostać właściwie spożytkowane. Na żołnierzy, którzy opuszczali trap, czekali już oficerowie, wyczytując nazwiska i wydając dyspozycje konkretnego przydziału. Wytężając słuch, nie wyłapała swojego imienia. Zamiast tego, zauważyła białowłosą kobietę, która podeszła do niej i przedstawiła się jako Winter Retrac. Winter oznajmiła po prostu, że Blue jest oczekiwana w gabinecie generała Crackena i zaproponowała, że ją do niego zaprowadzi. Gabinet generała Crackena był przestronnym pomieszczeniem. Ale nie dlatego, że został wybudowany tak, by zajmował więcej miejsca, czy z powodu próżności jego właściciela. Powodem była wolna przestrzeń, która się w nim znajdowała. Gabinet generała był urządzony wręcz spartańsko. Proste biurko, którego jedynym zadaniem miała być funkcjonalność nie zajmowało wiele miejsca, podobnie jak krzesła, których postawiono w gabinecie więcej niż było to konieczne. Przebywając tu, można było odnieść wrażenie, że albo generał nie zdążył się jeszcze do końca zakwaterować, albo jego gabinet został wybudowany większy, niż był w rzeczywistości potrzebny. Marco i Adon czekali w gabinecie sami. Byli pierwsi, ale nie kazano im długo czekać na resztę towarzystwa. Gdy drzwi otworzyły się z cichym sykiem, do wnętrza gabinetu weszła Lulu wraz ze swoim metalowym towarzyszem, droidem protokolarnym serii HK. We czworo musieli zaczekać jakieś pięć minut, by drzwi ponownie się otworzyły. Jednak to nie generał Cracken przez nie wszedł, a dwie kobiety. Przedstawicielka rasy Chiss i białowłosa aldeeranka imieniem Winter. To właśnie ta ostatnia zablokowała drzwi i stanęła za biurkiem, siadając w fotelu, w którym zwykł przesiadywać generał. - Jestem Winter Retrac, wywiad Sojuszu - przedstawiła się. – Na prośbę generała Crackena, udzielę wam wszelkich niezbędnych informacji, by misja, do której zostaliście przydzieleni, zakończyła się sukcesem. Wcisnęła jeden z nielicznych przycisków widocznych na blacie biurka, a w pokoju zapanował półmrok, rozjaśniony holograficznym wizerunkiem około pięćdziesięcioletniego mężczyzny. - To doktor Nycolai Kinesworthy - zaczęła Winter. – Znany i ceniony cybernetyk widziany był na audiencji u gubernatora sektora Mytaranor. Dwa miesiące później, widziano jak w eskorcie szturmowców, opuszcza Coruscant. Ostatnie miejsce, w którym widziano doktora to Kashyyyk - wizerunek mężczyzny zniknął, zastąpiony przez wirującą wolno zieloną kulę, przestawiającą ojczyznę Wookiech. – Kashyyyk to finalny cel waszej wyprawy. Wywiad donosi, że Imperium pracuje nad kilkoma nowymi projektami. Ponieważ doktor Kinesworthy do tej pory nie opuścił Kashyyyk, mamy wszelkie przesłanki ku temu, by uważać, że wcielono go do jednego z tych projektów lub przekazano nad takowym zwierzchnictwo - zrobiła krótką pauzę. – Ze względu na to, że Kashyyyk jest pod kontrolą Imperium, udacie się najpierw na planetę Lannik, tam wykradniecie imperialny wahadłowiec i dokonacie skoku na współrzędne, które zostaną wam przesłane na datapady. W punkcie wyjściowym będzie na was czekał niszczyciel klasy Victory I. Komandor Torn i komandor Derrycc ugoszczą was, pomogą uzupełnić zapasy i zmienić kody transpondera, byście, korzystając ze skradzionego wahadłowca, mogli wylądować na Kashyyyk. Podczas gdy mówiła, holoprojektor, zamiast planety, wyświetlił portery wymienionych przez Winter komandorów, z krótkim bio. Tamir Torn był Zabrakiem, który dołączył do Sojuszu niemal na początku jego istnienia, wcześniej walcząc z Imperium na własną rękę. Xan Derrycc, Zeltron był doświadczonym marynarzem, zbierającym szlify jeszcze w czasie Wojen Klonów. - Wasz cel to odszukanie doktora Kinesworthy’ego, zdobycie informacji na temat projektu, w który może być zaangażowany i sabotaż projektu.
  2. mgbg

    Hmmm... Biorac pod uwage ze dzis mijaja 2 tyg od posta mg to moze do konca stycznia dojdzie do pierwszej wymiany ciosow miedzy naszymi postaciami a Snapdragonem
  3. My acolytes! BLEED THEM! Bleed them all! --Brother Blood
  4. "My people need to see their ruler in the field, protecing them, Tatsu-- not lounging on a throne!" Brion Markov
  5. @rusty a moze ona tymi ustami bedzie calowac dzieci swoje i Kana?
  6. Titans Tower, Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco 1 października 2020 roku, godz 11:32 - Nie ma stałej rozpiski treningowej - odparł Nightwing. - Z różnych powodów. Takim naprawdę stałym elementem, jeśli chodzi o wspólne treningi jest ich liczba w tygodniu - dwa. Dwa razy w tygodniu, o różnych porach, z przewagą późnowieczornych, trenujemy wszyscy razem. To, jakie to dni, jest zawsze do ustalenia - wyjaśnił. - Oprócz tego, sala treningowa i sam teren wokół Wieży jest do dyspozycji pod kątem treningów indywidualnych. Kiedy dziewczyny zwróciły większą uwagę na Gusto i jego obecność tutaj, Nightwing również uważniej mu się przyjrzał. Z zainteresowaniem, jakby ciekaw tego, co powie. A gdy padła już odpowiedź ze strony Augusta, Grayson pokręcił tylko nieznacznie głową z delikatnym uśmiechem na ustach, nie komentując tego głośniej. - Jeśli okoliczności będą sprzyjać, to spróbujemy poprowadzić pierwszy wspólny trening dzisiaj wieczorem - stwierdził, biorąc garść popcornu z miski. Po jego słowach, w pomieszczeniu rozszedł się krótki dźwięk, zupełnie jakby piknięcie informujące o otrzymaniu maila. Zaś po tym dźwięku rozszedł się mechaniczny głos. ZBLIŻA SIĘ NIEZIDENTYFIKOWANY OSOBNIK - Daj na ekran - polecił Nightwing, obracając się w kierunku ogromnego telewizora wiszącego na ścianie. Monitor w jednej chwili ożył, pokazując obraz z jednej z kamer. Przedstawiał on Titans Island, tuż za mostem łączącym ją z resztą San Francisco. Drogą prowadzącą do Wieży szedł łucznik z torbą w jednej ręce i mniejszą torbą sportową przerzuconą przez ramię. - Heh, jednak się zdecydował - skomentował Nightwing.
  7. Ja się tu czuje wywołany do tablicy i chyba zacznę się bardziej starać...
  8. @Thorongil w sumie to droga wolna, żeby się August ustosunkował do pytań kierowanych w jego stronę
  9. Cześć! Mamy podforum, mamy już pierwszy temat służący do opisów postaci i to będzie temat, który chciałbym, aby został przez was w miarę szybko uzupełniony. Prosiłbym, żeby uzupełnić go o podstawowe informacje, jakie wasze postacie wzajemnie o sobie wiedzą uwzględniając informacje, które były zawarte w rekrutacji - jesteście drużyną już od pół roku. Mieszkacie razem, żyjecie razem i wspólnie walczycie ze złem. Co nie znaczy, że musicie wiedzieć o sobie wszystko Druga ważna sprawa - origin waszej drużyny. Ustalenia zrobimy na zasadzie napisania tego originu wspólnie, poprzez opowieść jak to było z waszego punktu widzenia. Stworzę do tego osobny temat, w którym ja rozpocznę historię tego originu, zadam kilka pytań i każde z was poprzez odpowiedzi na nie, będzie tworzyło dalszy ciąg tej historii. Taka zabawa na czas tworzenia mechanicznych części waszych postaci. Trzecia sprawa - skład zespołu. Do sesji dostało się czterech graczy. Mamy zatem cztery postacie, które tworzą zespół (kto wie, może ktoś będzie chciał dołączyć w trakcie?). Na razie jednak mam też propozycję dokoptowania wam jednego NPC, jako piątego członka zespołu. Pytanie do was, kochani gracze, co wy na to?
  10. Dlar'ebune Dlar wiedział, że jego plan jest ryzykowny. Jeżeli trafią na żołnierza, który ma choć odrobinę mózgu i potrafi go używać, szybko ich przejrzy. Do tego Tuve również była niepewnym elementem, w końcu odkąd tylko Chiss zdradził jej swój pomysł, była co do niego pesymistyczna. Co więcej, Dlareb nie wiedział jak sprawdzi się w roli, którą jej przypisał. Nie chciał jednak tych ról odwracać. Włamanie tutaj, ściągnięcie do pomocy Allesha, udawanie akolitę przyłapanego na gorącym uczynku przez innego ucznia Akademii - to wszystko były pomysły i inicjatywa Dlara. Dlatego czuł się odpowiedzialny za to, by to, co najgorsze, brać na siebie. Jego wszelkie wątpliwości tylko się pogłębiły w chwili, w której zobaczył parę żołnierzy. Parę obcych, których rzekomo miało być niewielu. Czyżby mama się myliła? Nie, tego nie brał pod uwagę. Już bardziej prawdopodobne było, że służba na Korriban była czymś w rodzaju kary, dlatego można było spodziewać się tu więcej obcych niż zazwyczaj. To jednak nie zmieniało faktu, że sprawy toczyły się zupełnie nie po myśli Dlara. Allesh potrzebował więcej czasu, by zyskać dane, które były im niezbędne. A ci żołnierze wydawali się nie tylko nieprzekonani słowami i postawą Tuve, co wręcz pewni, że Duroska kłamie. Dlatego pałeczkę musiał przejąć on sam. By uwiarygodnić dziewczynę, żeby kupić czas bratu i żeby dać jakąkolwiek szansę samemu sobie na to, by dowiedzieć sie z czyjej winy stracił ojca. - Heh, można by pomyśleć, że obcy będą się trzymali razem, sądząc po tym, jak traktuje się nas w Imperium - stwierdził z pogardą. - Ale nie, wystarczy widzieć jakiś zysk w wystawieniu innego obcego, by wbić mu nóż w plecy - rzucił z jadem uwagę kierowaną do Tuve, jako do akolitki zdradzającej innego akolitę. - albo posadzić dupę na jakimś stołku - dorzucił w kierunku Miralianina. Prowokowanie żołnierzy na pewno nie poprawiłoby ich sytuacji. Jednak Dlar musiał jakoś uwiarygodnić swoją własną rolę. I chociaż nie planował spotykać się z ich nadzorczynią wcześniej niż w chwili, gdy będą mieli odznaki, to musieli kupić czas Alleshowi. A jeśli Devaronianka i Miralianin mieli iść razem z nimi, Allesh dostanie trochę czasu na załatwienie tego, czego potrzebowali. - Jeśli tak wam śpieszno do spotkania z naszą nadzorczynią, proszę bardzo - usta Chissa wykrzywiły się w drwiącym uśmieszku. - To Kana Tarrid - odparł, ciekaw jak zareagują na nią żołnierze. - Nadal chcecie nas do niej prowadzić?
  11. Sureshot Gotham. To miasto zdawało się stale tkwić w mroku. Takim pamiętał je z dzieciństwa. Także z tego szczęśliwego okresu, sprzed śmierci rodziców. Dni zawsze wydawały się tu bardziej ponure, noce ciemniejsze, a cienie dłuższe. Tutaj zawsze zdawało się coś czaić w mroku. Przemykać w cieniu, z dala od światła. Czasem to były tylko majaki, a czasem prawdziwe osoby. Gotham. Miasto, które opuścił na rzecz słonecznego Los Angeles w upalnej Kalifornii, na drugim wybrzeżu. Miasto, od mroku którego chciał się uwolnić. Liczył, że w Los Angeles zamieszka na dłużej, może na stałe. Interes rozkręcał się powoli, a wolny czas spędzał albo na przyjemnościach, albo w masce, z łukiem w ręku i kołczanem na plecach. Aż gruchnęła wieść, która zmieniła wszystko. Wieść, która wstrząsnęła światem biznesu, ale też jego własnym - tym pokazywanym za dnia, jak i tym, którym żył w nocy. Ta wieść sprawiła, że podjął jedyną słuszną decyzję. Pakował się szybko, po to, by wrócić do... Gotham. Miasta, które oficjalnie utraciło jedną z najbardziej wpływowych osób. Miasta, które jeszcze nie wiedziało, że utraciło też swojego najwierniejszego obrońcę. Miasta, które zabrało z życia Johna nie tylko przyjaciela, ale też idola, wzór do naśladowania i, w pewnym sensie, mentora. Dlatego na pogrzebie postanowił pojawić się nie jako John Shepard, ale jako Sureshot. Bo wiedział, że w trumnie spoczywa nie tylko Bruce Wayne, ale także Batman. A on był bardziej przyjacielem Batmana niż Bruce'a. Dlatego pojawienie się w masce było właściwym wyborem. I chociaż spodziewał się dostrzec wśród innych bohaterów także Robina i Nightwinga, wiedział, że nie mogło ich tu być. Przecież oficjalnie żegnali Wayne'a, zatem w kondukcie żałobnym dostrzegł Dicka i Tima. I nie były to jedyne znajome twarze, które widział na pogrzebie. I nie chodziło nawet o innych bohaterów. Pogrzeb zabezpieczała także policji i to pośród nich zdołał wypatrzeć kilku, których znał lepiej. W tym i komisarza Gordona. Ciekawe jak szybko przyjdzie mu poukładać wszystkie elementy w jedną całość i dojść do tego, że Bruce i Batman to ta sama osoba. A może już do tego doszedł? Może... Kolejny raz przez myśl Johna przeszło pytanie, czy nie powinien ubrać maski Batmana, by zastąpić Bruce'a. Bo Gotham potrzebowało Batmana. Liga go potrzebowała. Potrzebował go świat. Tylko, że ilekroć ta myśl pojawiała się w jego głowie, wypychało ją pytanie, czy na pewno to on powinien ubrać tą maskę? Był przecież Dick. Był Tim. Oni znali Batmana dłużej i lepiej. Oni byli jego wychowankami, więc naturalnym krokiem powinno być zajęcie jego miejsca, gdy Bruce'a zabrakło. I kto wie - może niedługo znów niebo rozświetli symbol nietoperza, a któryś z nich odpowie na to wezwanie jako Batman? Gotham. Miasto okryte mrokiem. Nie tylko tym namacalnym i widocznym. Także tym mrokiem, który czaił się wewnątrz każdego człowieka. Który każdy człowiek w sobie nosił, z którym zmagał się codziennie. I czasem przegrywał. A gdy przegrywał sromotnie, rodzili się przestępcy. Tych zaś w Gotham nie brakowało. Od podrzędnego kieszonkowca, do nemezis, z którymi Batman walczył od lat. Takich jak The Clown Prince of Crime we własnej osobie. Jego śmiech był charakterystyczny. Paraliżował. Przerażał. Tym razem zmroził cały kondukt żałobny. Tylko nie jego. Wielki S, był pierwszym, który zareagował. Jednak zrobił to zbyt wolno i opieszale. Sureshot zawsze uważał, ze jak na kogoś, kto szedł w zawody z Flashem, Superman działa zbyt wolno. Bo gdyby chciał, pozbyłby się zagrożenia w mgnieniu oka. Czy raczej - gdyby pomyślał. Jednak Superman robił wszystko majestatycznie. Dlatego najpierw musiał się pokazać i pozbawić ich wszelkich szans na szybkie działanie. Dlatego teraz należało do sprawy podejść od strony taktycznej. Do czego też wziął się Sureshot, zerkając którzy bohaterowie znajdują się najbliżej niego. Nie musiał rozglądać się długo, gdyż od razu dostrzegł tę osobę, na obecność której liczył. Green Lantern. Teraz wystarczyło tylko zająć uwagę Jokera. Pozwolić, by Green Lantern otoczył kulą energii trumnę, eliminując zagrożenie dla tłumu. A żeby dać mu czas, Sureshot musiał wziąć Jokera na siebie. A jak zwrócić uwagę maniaka, który uwielbiał poklask i stanie w świetle reflektorów? - Kim jesteś?! - zapytał głośno, by Joker go usłyszał. By spojrzał w jego stronę. - Jeśli twierdzisz, że Batman nie żyje, to nie możesz być Jokerem - stwierdził z powagą. - Wszyscy doskonale wiedzą, a już Joker najbardziej, że nie ma Jokera bez Batmana. Dlatego pytam - kim jesteś?
  12. "With great power, comes great irresponsibility" --Deadpool
  13. Jest post kochani, przepraszam, że tak długo to trwało. Starą przygodę uważam oficjalnie za zakończoną, temat jeszcze pozostawiam otwarty, żeby można było w niego wrzucić scenki, które dzieją się w czasie pomiędzy pierwszą, a drugą przygodą I jeszcze, żeby zakończyć kwestię interpretacji wyniki rzutu - następnym razem po prostu określę czego dokładnie perswazja dotyczyła lub jaki efekt ktoś chciał osiągnąć, by nie było wątpliwości
  14. Titans Tower, Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco 1 października 2020 roku, godz 11:30 Titans Tower było wieżą, w której właściwie każdy poziom przeznaczony był do czegoś innego. Pierwotny skład Teen Titans, a teraz także Nymp i Shani, doskonale o tym wiedzieli, zaś nowi członkowie mieli się o tym przekonać już niedługo. Tymczasem to, na czym skupił się Nightwing, to zaprowadzenie całej trójki do ich pokoi, by mogli zostawić swoje rzeczy. Jak się okazało, dziewczyny i chłopcy mieli pokoje na osobnych piętrach. I to była jedyna i główna różnica. Same pokoje nie różniły się między sobą. A przynajmniej nie w wersji podstawowej, gdyż każdy Tytan miał dowolność w zmianie wystroju własnego pomieszczenia. Póki co jednak, tak obie dziewczyny, jak i Josiradei zastali pokoje, których wyposażenie składało się z łóżka, nocnej szafki, dużej i przestronnej szafy, a także komody. Oprócz tego w każdym pokoju znajdowała się niewielka łazienka z kabiną prysznicową i toaletą. Po tym, jak nowi Tytani zostawili swoje rzeczy w pokojach, Nightwing zaprowadził ich do części wspólnej, która była czymś w rodzaju ogromnego salonu połączonego z aneksem kuchennym. Przez umiejscowienie w wyższych kondygnacjach wieży, a także przeszklone ściany - z części wspólnej rozciągał się niesamowity widok na miasto i na zatokę. Dzięki temu Titans Tower była nie tylko ich siedzibą, była też doskonałym punktem obserwacyjnym. Teraz zaś część wspólna miała posłużyć jako przestrzeń integracyjna dla starych i nowych członków zespołu. Pod sufitem zawieszony był wielki powitalny transparent, który wcześniej tego dnia pomagały wieszać ptaki, poproszone o pomoc przez Nymph. Na stole znajdowały się przygotowane przekąski i napoje, a z głośników płynęła cicho muzyka. - Rozgośćcie się - zaproponował Nightwing. - Cieszmy się spokojem dopóki go mamy.
  15. ... you just have to be born lucky, I guess. --Longshot (Mojoverse)
  16. Heh, Moc lubi równowagę - wyszła odwrotność ostatniego rzutu
  17. Lord's Palace Śródmieście, San Francisco 13 września 2020 roku, godz 21:51 Jeśli Gargoyle i Glaze chcieli cokolwiek osiągnąć swoimi pyskówkami i zachowaniem, osiągnęli tyle, że komandosi ARGUS poprawili chwyt na swoich karabinach, ich spojrzenia nabrały czujności, a ciała zdradzały gotowość do natychmiastowego działania. Jedynie osoba najbardziej zainteresowana, która ewidentnie tutaj dowodziła, pozostawała niewzruszona. Porucznik Michaels-Diggle musiała być przyzwyczajona do wszelkich objawów niesubordynacji. - Mam inną propozycję, Glaze - odparła agentka ARGUS. - Odstępujecie i zabieramy te mrożonki albo aresztujemy także was za stawianie oporu i utrudnianie śledztwa federalnego. Co ty na to, bohaterze? Rozstrzygnięcia mechaniczne:
  18. Dlar'ebune Ich improwizowany plan, realizowany przez naprędce sklecony zespół, przynosił efekty. I chociaż mogło się to wydawać dziwne lub zaskakujące, Dlar pamiętał nauki mamy. A Chen powtarzała wielokrotnie, że jeśli sytuacja tego wymaga, improwizacja jest najlepszym wyjściem przynoszącym największe efekty. Jak zwykle - mama miała rację. Przy okazji wychodziło na to, że Dlar całkiem nieźle spisał się przy doborze osób do podziału zadań. Obie grupy robiły swoje najlepiej jak potrafiły, a i wyglądało na to, że Allesh dobrze się bawi. I to nie tylko z urabianiem pani chorąży, ale z obserwacją grupy Dlara, jak i przy samym udziale we włamaniu. Jednak nie dzieliło się skóry na wciąż żywej wampie. - Może po prostu wystawimy kawę za drzwi? - zaproponował. - Ten ktoś przyjdzie, weźmie kawę i wypije ją sobie w spokoju - ciągnął dalej z kamiennym wyrazem twarzy, zupełnie jakby przedstawiał Durosce aktualny plan działania. Chiss zerknął na młodszego brata. Allesh był dobry w kontaktach damsko-męskich. Zdecydowanie lepszy niż Dlareb i tutaj Chiss musiał przyznać, że Twi'lek niewątpliwie odziedziczył tą lekkość po ojcu. Jednak, jak sam Allesh powiedział, chwile mu zejdzie uzyskiwanie niezbędnych informacji. A osoba, która przed chwilą stąd wyszła, faktycznie zaraz może wrócić. Problem polegał na tym, że Dlar nie miał pomysłu na to, co zrobić, by tą osobę przed tym powstrzymać. Zwłaszcza, że nie miało być śladów. - Aresztujesz mnie - zaproponował Tuve, ponownie na nią zerkając. - Zagramy, że przyłapałaś mnie na gorącym uczynku, czyli próbie włamania tutaj. Allesh będzie miał czas, żeby zdobyć informacje, których potrzebujemy. Dasz radę?
  19. @Nyx dodajesz coś od Nymp do poprzedniej przygody? Wszyscy - jaka decyzja odnośnie nowej przygody? Najpierw nowi zostawiają graty w pokoju i wspólna sala, gdzie czeka na nich powitanie, czy od razu wspólna sala?
  20. Kochani, Witam was serdecznie i oficjalnie! Po długiej rekrutacji i trudnym wyborze, doczekaliśmy się podforum. Sama przygoda ruszy jeszcze w ten weekend. Do tego czasu, otworzę wam temat na opisanie postaci i na inspiracje. No i, oczywiście, tutaj możecie dyskutować Niech Moc będzie z Wami!
  21. Pokład "Krayt kar'ta" Port kosmiczny, Palesia, Lannik, Mid Rim Drugi dzień, 20:52 Ponieważ "Krayt kar'ta" został osadzony w głównym porcie lotniczym planety, Marco nie miał problemów z dostaniem się do hotelu, czy jakimkolwiek poruszaniem się po mieście. Dostępne były dla niego zarówno taksówki, jak i ulice, którymi mógł wędrować pieszo, by w szybki sposób dostać się do miejsca, które było głównym powodem jego ponownej wizyty na Lannik. W hotelu, w apartamencie, który dzielił z Blue, zastał tylko Chiss, pracujący nad czymś intensywnie. Ordo nie był slicerem, więc nie potrafił rozczytać nic z kodów, którymi posługiwała się Rebeliantka, zatem nie był w stanie ocenić nad czym tak intensywnie pracowała. Zaś pakując swoje rzeczy, by jak najszybciej wrócić do Mandalorian, by ci nie nabrali jakichkolwiek podejrzeń, zaczął tłumaczyć swoją sytuację Blue. Ta zaś pozostawała skupiona na swojej pracy i trudno było stwierdzić, czy to, co mówił Ordo w ogóle do niej docierało. A może po prostu przyjmowała wszystko do wiadomości i w żaden sposób nie reagowała? Tego Marco nie był w stanie stwierdzić. Swoje zrobił, przekazał informacje, wytłumaczył się i spakował. Czuł, że nie ma czasu na to, by dłużej tu zabawić. Nie pozostało mu więc nic innego, jak opuścić pokój i wrócić do portu kosmicznego, z powrotem na pokład statku. "Krayt kar'ta" był ciężkim, bardzo dobrze uzbrojonym corelliańskim frachtowcem klasy YV. Reprezentował linię YV-929 armed freighter, dysponując nie tylko sporą przestrzenią i ładownością, ale także uzbrojeniem, które czyniło go groźnym przeciwnikiem zarówno w atmosferze, jak i w przestrzeni kosmicznej. I to w wersji standardowej. Marco nie wiedział jak bardzo ulepszył go jego brat. Gdy wrócił na pokład, czekała go niespodzianka w postaci kolejnych członków zespołu Anduusa. Pierwszym, którego poznał po powrocie, był snajper Vronn Mard. Jak się okazało z rozmowy, to właśnie Vronn trafił go tą strzałką, po której Marco stracił przytomność i której efekty na dobre przestał odczuwać dopiero jakiś czas temu. Wyglądało więc na to, że poza Anduusem, na statek była ściągana cała reszta zespołu operująca na powierzchni Lannik. Potwierdzeniem było pojawienie się kolejnego członka zespołu, a dokładnie to dwóch członków - zwiadowcy Bero Hollalla i jego pupila, vornskra o imieniu Dal. I o ile dla Bero obecność Marco była właściwie obojętna, ot jeszcze jedna osoba na pokładzie, o tyle vornskr nie był zadowolony i głośno warczał, ewidentnie traktująca nową osobę na statku jak intruza na własnym terenie. Jednak wystarczała jedna komenda Hollalla, by Dal się uspokajał. Acz ani raz, gdy był w pobliżu Marco, nie spuścił z niego oczu. Gdy zrobił się wieczór, a niebo usiały gwiazdy, Ordo siedział w mesie wraz z Togrutanką, zajmując się przygotowaniem posiłku. Młoda Oshosha, poza Krixem, zdawała się być osobą, która jako pierwsza w pełni zaakceptowała obecność Marco i przeszła ponad różnicami, skupiając się na tym, co ich łączy. Z drugiej strony, wśród Mandalorian, nie było to wcale takie dziwne zachowanie. Kiedy drzwi do mesy otworzyły się z cichym sykiem, Ordo odruchowo zerknął przez ramię. Osobnik, którego dostrzegł w progu zdecydowanie nie był tym, którego Marco spodziewałby się tu zobaczyć. A jednak, to był on. Mandalorianin, którego Marco spotkał w garnizonie. Który zajmował się przesłuchiwaniem generała Huxa. I chociaż Ordo się go tu nie spodziewał, najwidoczniej on spodziewał się zastać na statku Marco. Bowiem kiedy tylko jego spojrzenie spoczęło na Rebeliancie, kącik jego ust uniósł się ku górze w delikatnym uśmiechu. - Witaj, bracie.
  22. Gdzieś Powracająca przytomność wcale nie przynosiła ulgi Mandalorianinowi. Wręcz przeciwnie. Rozdzierający czaszkę ból był tym, co przywitało Marco, jednocześnie sygnalizując, że słodki błogostan właśnie się zakończył. Czuł się tak, jakby wypił o kilka butelek za dużo, a w jego głowie szalało stado rozwścieczonych ronto. Suchość w ustach też nie pomagała. Podobnie jak wrażenie przemijającego odrętwienia, które nie należało do przyjemnych uczuć. Marco czuł się również zagubiony. Był bowiem pewny, że otwarł już oczy, a mimo to widział jedynie ciemność. I chociaż nie wiedział gdzie się znajduje, wyraźnie czuł, że ręce znajdujące się za jego plecami ma skute. Jasność, która pojawiła się nagle i zalała pomieszczenie, wywołała dodatkowe bodźce bólu i spotęgowała uczucie zagubienia. - Dobrze, że już nie śpisz - szorstki, męski głos, choć zniekształcony, dotarł do jego uszu. - Już się bałem, że Vronn przesadził z dawką. Gdy Marco zamrugał kilka razy, najpierw zaczął dostrzegać swoje najbliższe otoczenia. Ciemna, metalowa podłoga, na której widoczne były zaschnięte, rdzawe ślady. Krew bez wątpienia. Pomieszczenie było niewielkie, stosunkowo niskie, na tyle, że przedstawiciele wyższych ras, a także co roślejsi ludzie musieli się schylać. Zaś w otwartych drzwiach stał Mandalorianin. - Jak się czujesz, Marco? Główka pęka, hę? - zapytał rozbawiony.
  23. 3pkt - LuniLan 2 pkt - Astaroth 1 pkt - Nyx
  24. @Thorongil wybacz, dziś już nie dam rady napisać części dla Ciebie. Jest w planach na jutrzejszy wieczór.