Jedi Master

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    10012
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Jedi Master

  • Ranga
    Mały Zielony Troll
  • Urodziny 18.07.1986

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

2527 wyświetleń profilu
  1. Zaciesz! I dzięki za gratulacje! To naprawdę miłe! @Paranormal, no to teraz pierwszy krok zrobiony. Kolejny to przynajmniej podium jak nie pierwsze miejsce.
  2. - Witamy w Randomarze – mruknęła Gorga w odpowiedzi na komentarze pozostałych. – Wierzcie mi, to czego tu byliśmy świadkami to nic nowego. Znaczy… dziwi mnie jedynie to, że faktycznie nas nie ostrzelali. Bywałam w miejscach gdzie właśnie tak by nas przywitano bez żadnego słowa ostrzeżenia. Niemniej to dobry znak. W cokolwiek wierzą ci ludzie, najwyraźniej nie doszli jeszcze do tego by za to zabijać – stwierdziła krasnoludka. – Zgadzam się, że może być więcej takich jak ci tutaj. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że byli to jednocześnie ci najbardziej fanatyczni z nich – dodała. No ale ruszyli. Szybkim krokiem na tyle na ile mogli. Godzinę później zaś opuścili las i wreszcie zobaczyli swój cel. Po prawej droga schodziła ku położonej nad brzegiem jeziora wiosce. Na oko były tam ze trzy tuziny chat może. Do pierwszych zabudowań była jeszcze z mila drogi. Wioskę otaczały pola, sady i łąki, z czego na tych ostatnich widać było trochę zwierząt gospodarskich, które właśnie spędzano na noc do zagród. Zbliżał się w końcu wieczór. Gdy spojrzeć jednak trochę bardziej w lewo, coś innego przykuwało uwagę. Za niewielkimi wzgórzami widzieli tam bowiem coś, co przypominało chmurę, która zastąpiła z nieba i przysiadła sobie na ziemi. Na skraju owego zjawiska dostrzegli też coś co wydawało się być obozowiskiem złożonym z kilku namiotów…a może wozów? Ciężko było dokładnie powiedzieć bez podchodzenia. Czy było to miejsce pracy badaczki? A jeśli nawet tak to czy tam też mieszkała czy może na wieczór wracała do wioski gdzie mogła mieć wykupiony pokój? Słońce zbliżało się do linii horyzontu więc trzeba było podjąć decyzję co dalej.
  3. rozdział 1

    Arcturus „Dzięki! Jesteś najlepsza!” odpisał krótko siostrze i odłożył komunikator. Tymczasem Lu zaczęła okazywać swoje zniechęcenie. Ale w sumie chyba nie było się jej co dziwić. - Trochę książek będzie, w to nie wątpię. I ja za tym nie przepadam, ale niestety czasem trudno się bez tego obyć, chyba, że masz kogoś, kto zrobi to za ciebie. W końcu będziemy musieli udać się w teren i zmierzyć z tym, co tam czeka, ale sama widzisz, że na razie nie wiemy w którym kierunku nawet patrzeć. Zdobycie wiedzy to niestety konieczność – zamyślił się na chwilę. – Jesteś wojowniczką z krwi i kości, prawda? Nie powinno być to dla ciebie coś nowego. Gdy pojawia się przeciwnik, nie rzucasz się na niego od razu z całą swoją siłą. Owszem, możesz… ale Chen zawsze powtarzała, że często bitwę wygrywa się zanim się ona jeszcze zaczęła. Musisz poznać wroga, zrozumieć do czego dąży, czym dysponuje, gdzie znajdują się jego siły i jak może zareagować na twoje ruchy czy też gdzie skierowany cios zaboli go najbardziej. Ma to sens, nie? I tak samo my. Potraktuj to jako wstęp do bitwy. Pierwszy etap to zdobycie wiedzy o przeciwniku. To właśnie robimy. Brzmi to dla ciebie lepiej? – przekrzywił głowę i z zainteresowaniem patrzył na Lu. Mieli dużo roboty przed sobą i część z tego będzie naprawdę nudna. Jeśli jednak jedno z nich odpuści sobie zupełnie i nie będzie pomagać to może to zająć jeszcze więcej czasu. - Chwała na pewno gdzieś tam czeka. Ale spokojnie, to dopiero pierwszy dzień. Zresztą właśnie dostałem sugestię, że z tutejsza bibliotekarką imieniem Zash da się nawet dogadać – uśmiechnął się do niej. – Choć może czegoś oczekiwać w zamian za pomoc, ale… to pewnie będzie tu standardem – wzruszył ramionami. – Niemniej po jedzeniu spróbujemy do niej zagadać. Nie poruszył tematu mordowania się, o którym wspomniała, ale skłoniło to Danae by wrócić do tego, co mówił wcześniej sam Arcturus. - W sumie aż do niedawna nie zajmowałem się zupełnie myśleniem o tym. Powiedzmy, że kwestia wyruszenia do akademii pojawiła się dość nagle. I… no sam nie wiem co ci powiedzieć. Tak, myślę, że jest to forma marnotrawstwa. Osoby obdarzone Mocą nie są znowu tak częste. A jeśli do jednej grupy trafi akurat kilku bardzo obiecujących kandydatów? Z drugiej jednak strony, może mimo wszystko Imperium może sobie na to pozwolić? W końcu trochę planet mamy, a co za tym idzie i populację. Same widzicie, że akademia jest pełna. No i… pozostaje kwestia kodeksu Sith. Znacie go? – zapytał. - Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja. Poprzez pasję zdobywam siłę. Dzięki sile osiągam potęgę. Dzięki potędze osiągam zwycięstwo. Dzięki zwycięstwu zrywam łańcuchy. Moc mnie wyzwoli – zacytował. – Same widzicie, że zwycięstwo jest ważnym jego elementem. Pewnie stąd to całe współzawodnictwo. Gdy ktoś z grupy zdobywa sobie miejsce u boku mistrza… cóż, pewnie jest to pierwsze ważne zwycięstwo w drodze do owego zerwania łańcuchów, nie? Gdyby cała grupa przechodziła dalej to pewnie nie byłoby to już zwycięstwo. Nauka tego co znaczy kodeks powinna być tu chyba istotna więc można spodziewać się, że nasz Nadzorca i ten temat poruszy – dodał na koniec gdyż niekoniecznie miał ochotę wchodzić głębiej w temat w miejscu, gdzie jednak ktoś mógłby ich podsłuchiwać. Jeszcze ktoś by potem uznał, że jest malkontentem podważającym zasady działania akademii. Postanowił zmienić więc nieco temat. - W sumie obie trafiłyście tutaj z łapanki, prawda? Z tego co mówiłyście wcześniej, nie bardzo podoba się wam zostanie tutaj. Ale w sumie co takiego chciały byście osiągnąć? Po prostu chwałę w walce? – skierował spojrzenie na Lu. – Zrobienie kariery w wojsku? – tutaj spojrzał na Danae. Gdzieś tam z tyłu głowy słyszał Jilian o tym by nie przywiązywać się do dziewczyn, ale… czy ciekawość można uznać za formę przywiązywania się? Po prostu chciał je lepiej poznać i zrozumieć co je nakręca. Trochę więcej wiedzy o kimś nie zaszkodzi przecież, nie? A jeśli dziewczyny nie będą zbyt rozmowne to zawsze można było dojeść i iść szukać tej całej Zash.
  4. Jorus Świecki Barbarzyńca - Miałem na myśli większe cele, ale i tak… podziwiam precyzję zatem! – Jorus wyraził swoją opinię o zdolności kury do urywania łbów. Chwile później jednak kokoszka zeszła na drugi plan bo o to Aenghus zaczął jakieś niestworzone historię o ich grupie prawić. - A gdzie tam! Jacy słudzy bogów?! – Jorus pokręcił głową. – Znaczy Arlen jest bo to kapłanka i to chyba tak jedno z drugiego wynika. Ale reszta z nas to chyba nie… a przynajmniej mi się nikt nie przyznał – zapewnił barbarzyńca. – Chociaż tam u nas za morzem takich znajdziesz więcej. Znaczy kapłanów, ale i innych. Są na przykład paladyni. Tacy święci rycerze to są i głownie ze złem walczą. Bardowie o nich potem ballady piszą i w karczmach śpiewają. O! I śpiewa się też o takich co to się ich Wybrańcami zwie. Czyli takich co to bogowie osobiście wybrali do jakichś wielkich czynów i mocami obdarowali. O tych to już całe serie ballad idą i dobry bard to całą noc o jednym takim śpiewać potrafi nie powtarzając się ani razu. No… i chyba kiedyś słyszałem, że niby dziesiątki lat temu to bogowie niby faktycznie po ziemi latali i się napierdzielali między sobą o coś, ale to by pewnie Arlen by lepiej wiedziała – Jorus podrapał się po brodzie z namysłem. – W sumie to pewnie fajnie tak by było dostać moce od boga. Wielkich czynów można by wtedy dokonać. Znaczy większych niż tak bez. Ale kto by tam wiedział jak bogowie wybierają sobie takich? No… może Arlen wie. To nasza ekspertka od boskich tematów. A Larson od tematów magii – stwierdził w końcu, bo w sumie nic mądrego w temacie nie przychodziło mu do głowy. On sam był ekspertem od napierdzielania w końcu. Ale tego już nie mówił na głos, bo w sumie musiał by wtedy i Aramilowi rolę jakiegoś eksperta przydzielić. Problem w tym, że choć Jorus wierzył, że elf ekspertem a w czymś jest to ciągle jeszcze nie potrafił określić w czym. Wolał więc nie przyznawać się do owej niewiedzy. - Ale wracając… - to, że Jorus nie potrafił powiedzieć nic mądrego na jeden temat, nie sprawiało, że nie mógł przejść do kolejnego. – Raj to to u nas nie jest. Choćby trzydzieści latek temu, przed moim urodzeniem akurat, ten cały ambaras z umarlakami był. Do dziś w wielu miejscach zniszczeń po tamtej wojnie można zobaczyć. O, w sumie to Aramil może tu robić za eksperta! – ucieszył się Jorus, że wreszcie znalazł elfowi rolę. – Może pewnie poopowiadać jak to było bo żył wtedy już. - A co do Polowania. To musi nas jakaś nacja wybierać? Bo w sumie my to sami za nację byśmy mogli robić, nie? – Jorus zaczął się zastanawiać na głos. – Nacja Faerunu. Czy tam Amn. Jak to już by lord zdecydował. Bo my to w sumie pewnie będziemy robić co on powie. Jego wyprawa – uznał Jorus. - Choć za ofertę dziękujemy! Ja bym chętnie skorzystał jak by opcja była! – zapewnił na koniec.
  5. I zapadła taka niezręczna cisza. Ale niezbyt długa bo nagle... - O kurwa... - wyrwało się ich niewidocznemu rozmówcy. Zaraz jednak z miejsca gdzie się chował usłyszeli przeciągłe gwizdnięcie a potem coś się tam poruszyło. Nikt jednak nie wyszedł by z nimi rozmawiać cudownie przekonany deklaracjami Oriany. Drużyna usłyszała za to odgłos jakby szybkich kroków. Biegu wręcz? W sumie po jednej i drugiej stronie parowu. Przez chwilę mignęła im nawet jakaś sylwetka, ale ktokolwiek się tam chował, dawał chyba właśnie długą w las.
  6. Jedi wciaż uważa inaczej, choć rozumie, że inni mogą mieć inną opinię i Jedi to akceptuje. Niemniej filmik nie jest skierowany do nikogo osobiście a wrzucony został jedynie jako rodzaj przestrogi. Można by to pewnie ładnie opisać słowami, ale z drugiej strony czasem taka satyra jest trafniejsza i lepiej oddzialywuje na umysł.
  7. Aż się przypomina ten fragmencik... tekst przy 3:30 pokazuje potencjalną pułapkę w jaką można wpaść.
  8. Ok, krótko bo w sumie temat dobrze podsumował Eli. Niemniej dwie rzeczy mnie... dziwią? Tak, powiedzmy, że dziwią. Po pierwsze jaką konkretnie zmianę, proponujesz @Ferr-kon? W sensie konkrety. Jak miałby wyglądać tekst nowego regulaminu? Bo może to zgubiłem w tekście, ale z mojego obecnego punktu widzenia to jest dużo rozważań o propozycji, która tak naprawdę nigdy nie została zdefiniowana. Choćby jakiś szkic owej zmiany by się przydał. Póki czegoś takiego nie ma to ciężko się nawet ustosunkować. Po drugie zaś... Zaczynasz, Ferr, temat o seksizmie jaki to jest zły i w ogóle. Wypowiada się w nim póki co jedna kobieta. Ty zupełnie zbywasz jej argument podparty kilkoma latami doświadczenia ze Strefą piszać, że... to po prostu nie jest argument i tyle. Naprawdę? Tak serio? Ja wiem, że to nie jest finalny argument zamykający dyskusję, ale jak dla mnie jest to ciągle jakiś istotny głos w dyskusji o tym czy problem dotyka Strefy i o jakiej skali potencjalnego problemu, o ile taki faktycznie istnieje, możemy mówić. Jeśli jej doświadczenia nie są ważne to dlaczego twojej mają być? Jesteś lepszy od niej? Czy to nie jest aby jakaś forma seksizmu? Czy wedle zaproponowanego przez ciebie... ah wait... wedle twojej wizji regulaminu to podlegało by karze?
  9. - Panienko, a po cholerę od razu bogów wzywać nadaremno? Wystarczy, że tamta co chwila to robi jakby myślała, że od tego od razu przed nią na kolana padniemy - prychnął mężczyzna. - A tu jeszcze sługi Śmierci wzywać? Nic takim nie przekazywać to nie przyjdą i problemów nie będzie, ot co. Po co się fatygować? - zdziwił się człowiek z krzaków. Wyglądało na to, że symbol na tarczy Oriany jakoś nic mu nie mówił.
  10. - No jak wam pokazać jak my… ej ej! Gdzie wy, stać! Stać mówię! – krzyknął głos widząc jak Jared, Rodney i Merveil kroczą w kierunku barykady. Na tę komendę bohaterowie zatrzymali się. W końcu nie chcieli prowokować kolejnego strzału z łuku, tym razem może bardziej celnego. - No, bez sztuczek mi tu! – ostrzegł ich głos. Odczekał chwilę jakby chciał się upewnić, że nie będą znów robić jakichś podchodów. Po chwili jednak wrócił do rozmowy. - Co to ja? A tak… zapiski. Chłopcze, panienko, co wy? Wy myślicie, że my takie rzeczy mamy? Jakby my mieli takie stare zapiski cenne to by my pewnie dawno i tak sprzedali bo to są tacy co to wszystko takie skupią. Ale nie, to mag zabrał. Wywiózł za morze pewnie. Ale nim się zwinął do ci pierwsi osadnicy nasi przyszli do niego pytać czy nie odkrył czego, co by mogło ich niepokoić. No to im wtedy powiedział co i jak. Do dziś żyją ci, co to na własne uszy słyszeli – zapewnił głos. – A teraz ta przybywa i mówi, że trzeba do środka mgły się dostać i drogę otworzyć. Że my głupie są i ona wie lepiej. Więc komu byśta wierzyli? Mag mówił, że nie ruszać mgły to nic nie wylezie. Czasem jakiś głupi śmiałek tam wlazł, ale jak na linie nie był to można było go pożegnać. Ale nikt żadnej drogi nie próbował otwierać, machin budować. I generalnie spokój był jak mag mówił. Czyli wiedział co mówi. A ta przemądrzała przyłazi i se gada inaczej. Nawet nic nie wykopała tylko z powietrza tak gada! – no tak, powszechnie było wiadome, że aby mieć rację, najpierw trzeba wykopać coś z ziemi. - Ty panienko też zaczynasz jak tamta mówić. A tyś nawet mgły naszej pewnie na oczy nie widziała, o kopaniu nie mówiąc. Mgła się nie zużywa. Po prostu tam jest. Nikt jej przecie wiadrami nie wynosi! Zostawić w spokoju i wszyscy szczęśliwi, nic nie wylezie. Prosta sprawa.
  11. Jorus Mało Dyskretny Barbarzyńca Jorus może i najbardziej rozgarnięty nie był, ale nawet on jasno widział, że ta kura normalna nie była. Przede wszystkim to jak odpowiadała – wydawała się dużo bardziej rozgarnięta niż inne zwierzęta, wobec których w przeszłości miał okazję użyć swojej zdolności. No i także jemu nie umknął fakt, że kura wspominała, że brała udział w wydarzeniach sprzed 30 lat. Kury nie żyły tak długo. Ale też zwierzęta nie umiały raczej zmyślać. Mogło im się coś wydawać – stąd i pies szczeka w nocy na byle hałas, przekonany, że to złodziej czy inne zagrożenie – ale Jorus nie miał doświadczenia z takim, które by tak ubarwiało rzeczywistość. Chociaż z drugiej strony to była pierwsza kura, z którą gadał. Niemniej póki co sam nie drążył i przekazał dalsze pytania Larson, przy czym do tego ostatniego o moce dodał kilka słów wyjaśnienia, bo nie wiedział czy Starucha ogarnie takie pojęcia jak „magiczne moce”. W sumie ciekawe czy kura ogarnia co to magia. - Chodzi o to czy możesz nam powiedzieć czy umiesz robić coś, czego inne kury nie potrafią. Bo, że masz śliczne pióra i bardzo mądra jesteś to już wiemy. Ale nie wiem… jednym dziobnięciem umiesz odrąbać głowę komuś może? – zasugerował skalę o jaką mu chodziło, choć przykład był oczywiście absurdalny. Kura z migłbystalnym dziobem, to by było dopiero! Jak bardzo pokręcone w głowie musiałby mieć jakiś byt by stworzyć coś takiego? Z mocą jednak czy nie, jeśli faktycznie biegała kiedyś za Maruderami, to ciekawe czy będzie później chętna do opowiedzenia o tym? Czy kury umieją opowiadać historie? Warto było sprawdzić. To by było jak opowieść z pierwszej ręki… Eeee… Pazura? Skrzydła? Nieważne. Tak czy inaczej w międzyczasie rozmowa zeszłą na temat pradawnych i Jorus dał tu popisać się pozostałej dwójce. Oni lepiej wszystko potrafili opowiadać. Chociaż jak już skończyli, to zwrócił uwagę, że pominęli oboje jeden istotny szczegół. - A tak w ogóle to ci Pradawni przypominają trochę z wyglądu waszych bogów – szepnął do Aenghusa, pochylając się ku niemu by ewentualni podsłuchiwacze nie słyszeli. W końcu tematy około religijne mieli zostawić w spokoju. – Ten Shibboleth to taki czarny lew praktycznie tylko wyprostowany jak człowiek chodzi. Macie tu lwy? Zresztą nieważne bo tak jak mówię, podobny do tych waszych bogów. Trochę z nim nawet piliśmy i gadaliśmy w noc przed samą wyprawą. Bardzo sympatyczny – stwierdził. Mimowolnie przypomniał sobie rozmowy z Shibem i to co tamten mówił o rozwiązłości swej rasy. Jorusa korciło by zapytać czy tutejsza trójca bogów też posuwa się we wszystkich dostępnych konfiguracjach, ale w końcu nawet on uznał, że nie jest to odpowiednie pytanie. Larson by nie aprobowała, zdecydowanie. Plus znowu - miało nie być gadania o religii. - No ale tak... skoro kurę mamy to jak możemy dołączyć do tego Polowania na Róg jak byśmy chcieli? - zapytał Aenghusa. - Wyprawa do niedostępnego Oka Świata i poszukiwanie słynnego artefaktu by spotkać się z bogami to brzmi jak coś ciekawego, prawda, Starucho? - zerknął na kurę.
  12. rozdział 1

    Arcturus To, co uchodziło tu za jedzenie, nie wyglądało zbyt apetycznie. Żeby nie powiedzieć, że było wręcz odrzucające. Arcturus naprawdę cieszył się w tej chwili, że nie odpuścił sobie tego ostatniego posiłku z rodziną, nawet mimo, że żołądek wtedy protestował. Teraz ostrożnie wziął odrobinę dziwnej polewki do ust i momentalnie zrozumiał czemu wielu sith uważa się za szaleńców chcących zabijać wszystko wkoło. Bo na kogo można wyrosnąć jedząc dzień w dzień coś takiego? Wykorzystał więc to co mówi Lu jako pretekst by odwlec kolejną łyżkę „półpłynnej tortury”. - No to nam pewnie nie ułatwi sprawy. Albo i wręcz przeciwnie. Warto sprawdzić co da nam wyszukiwanie samego słowa „skryptorium”. Jeśli okaże się to bardziej powszechne w kontekście grobowców sithow to chyba można założyć, że nie ten element jest kluczowy do wstępnego zawężenia poszukiwań, nie? – zasugerował. Potem zaś znów skierował wzrok na swą łyżkę i westchnął z rezygnacją. - No nic, zamknąć oczy i za Imperium – mruknął i zaczął szybko pochłaniać swój posiłek, zgodnie z zasadą, że im krócej na języku tym tortura mniejsza. Może za kilka dni jego kubki smakowe ulegną degradacji? Warto było mieć nadzieję. Tak czy inaczej jeśli w wyznaczonym czasie nie wykonają zadania to niesmaczne jedzenie mogło być najmniejszym problemem. Owa ponura myśl zbiegła się w czasie z tym, co połowie posiłku stwierdziła Danae. Wyglądało, że Arcturusowi trafiły się dwa prawdziwe promyczki nadziei. - No dużo – zgodził się niechętnie Arcturus. – Przyznam szczerze, że sam nie wiem ile tego może być. Moja mama wykorzystywała w takich sytuacjach różne sprytne algorytmy wyszukiwania. Powinno to pomóc zawęzić pole poszukiwań, choć zakładam, że wy same nie macie w tym doświadczenia. Ja odrobinę choć nie wiem czy wystarczająco. Tutejszy bibliotekarz może mieć wiedzę, ale niekoniecznie czas i chęci do niańczenia… - zacisnął wargi. Potem wziął trochę chleba i z namysłem wymalowanym na młodej twarzy zaczął go przeżuwać. Rozważał jednocześnie ile jest w stanie zaryzykować dla własnej dumy. Dość szybko uznał jednak, że w tym wypadku na szali nie stała tylko owa duma ale i jego własna... no dupa, kolokwialnie mówiąc. Plus dupy dziewczyn, ale pewnie nie była to najlepsza chwila by na tym akurat się skupiać. - Eh, chyba nie ma co zgrywać chojraka i trzeba wezwać kawalerię jak najszybciej – przyznał w końcu. Wyciągnął więc z kieszeni komunikator i napisał krótką wiadomość do Shareny.
  13. - Może i nie chcecie krzywdy niczyjej, ale co wy w ogóle wiecie? Tamta niby wie, a za nic to ma! – odpowiedział głos tym razem pełen frustracji. – A przecie my nie o zabobonach gadamy tylko mamy podstawy! Te no… naukowe! – zapewnił z przejęciem. – Jeszcze zanim osiedliło się tu więcej ludu to był tu mag, co to badał stare ruiny. I zapiski znalazł, ot co! Mówiły, że mgła to więzienie dla zła uwięzionego tam dawno temu. A że mgła zło trzyma, to my się nie mamy co bać. Przynajmniej póki nie przyjdzie taka przemądrzałą wiedźma i nie zacznie grzebać, fikuśnych machin budować! I twierdzi, że tamten mag się mylił, ot tak! O niusach gratycznych pierdoli! – warknął. - Widzicie sami, że my tylko spokoju i bezpieczeństwa chcemy. I wy to chyba rozumiecie, nie? Odejdźcie w pokoju a jak tamta nie dostanie pomocy to my już sami ją przekonamy by to zostawiła. Nic jej się nie stanie a wszyscy będą mogli sobie żyć jak chcą. Takie to proste – przedstawił swą ofertę głos. - A jakby kiedyś bohatyrów trzeba to my waszą gildię wezwiemy, e?
  14. - Z gildii, co? I to ma nas niby przekonać by was puścić? Bo jesteście zbawieniem dla drobnego ludu? – prychnął głos. – Już my znamy takich jak wy. Bohatyry od siedmiu boleści. Ale by się który pokazał to trzeba najpierw potrząsnąć sakiewką by zadźwięczało odpowiednio. Dopiero wtedy się pojawiacie by zrobić to co Sojusz powinien zapewniać poddanym! Ale nie, władza jedyne co z chęcią wysyła to poborcę podatkowego – stwierdził z goryczą. - I mam uwierzyć, że tacy jak wy podskoczą tej całej elfce? Jak to mówicie? Ważna? Droga wysoko postawionym ludziom? Rzuci wam złotem i będziecie dla niej zapierdalać jak psy, machając jeszcze ogonami! Powiedzcie mi, że nie. A szkoda, bo sprawiacie wrażenie poczciwych ludzi. Co jednak z tego? Ona ma pieniądze by wam zapłacić. Piękne i mądre słówka, którymi omami was twierdząc, że nie ma zagrożenia. Kiedy więc powie byście pomogli jej otworzyć drogę do wnętrza mgły, wy to zrobicie. A potem zło wyjdzie na zewnątrz i nikt już nie będzie bezpieczny – zakończył ponuro.
  15. 3 punkty dla Bazila 2 punkty dla Kiry 1 punkt dla Aruny