Jedi Master

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    10288
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Jedi Master

  • Ranga
    Mały Zielony Troll
  • Urodziny 18.07.1986

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

3671 wyświetleń profilu
  1. A jak tak czytam posta rusty i sobie myślę, że Charlie może czuć się naprawdę dumny ze swojej studentki.
  2. By zatrzeć granicę między światem żywych a umarłych potrzeba naprawdę zdumiewającej mocy. Praktyczni boskiej. Zwykli śmiertelnicy nie mają co marzyć o czymś takim, ale ona nie była kimś zwykłym. Oriana była tak blisko swej bogini jak tylko skromny sługa może się znaleźć. Łaska, którą obdarzała ją Wee Jas była tak wielka, że kobieta mogła równać się nawet z co pomniejszymi boskimi bytami. Kiedy więc poprosiła, otrzymała odpowiedź. Strumień energii popłynął przez jej ciało jak przez przekaźnik. Tylko siła jej woli sprawiała, że ciało nie zostało rozerwane a sama czuła przy tym nie ból a niewyobrażalną euforię. To był jej moment. Czuła jak masy duchów opuszczają domeny swych opiekunów i spieszą ku niej w odpowiedzi na wezwanie. Czuła jak jeden po drugim, setka po setce, tysiąc po tysiącu przenikają do świata materialnego wokół niej. Czuła... Zawroty głowy. Świat wokół niej zaczął wirować a pole jej widzenia zaczęło nagle zawężać się w miarę jak wszystko wkoło obejmowała ciemność i pustka. Nie było już bitwy, nie było hord potworów ani wszechpotężnej magii... Świadomość Oriany odpłynęła. --- Gdy już decyzja została podjęcia, podniesienie Oriany nie sprawiło Jaredowi większego problemu. Chłopak może i młody, ale krzepy miał za dwóch. I pewnie też spokojnie doniósł by ją poza pomieszczenie gdyby nie fakt, że jej ciało nagle zaczęło emitować z siebie jakieś wyładowania, drobne pioruny czy też jakieś magiczne coś, co boleśnie zaczęło ranić wojownika. Ból był prawie paraliżujący i chłopak musiał naprawdę się wysilić by nie upuścić kapłanki tak jak stał. Do Spiżowych Smoków nie bierze się jednak byle kogo. Zaparł się i krok za krokiem ruszył w kierunku Merveil. Na sam koniec praktycznie wyrzucił Orianę poza pole objęte blaskiem kryształów samemu padając na kolana przed przekroczeniem owej granicy. Kilka linii niestety przy tym nadepnął, ale nie wydawało się to mieć znaczenia. Oriana, choć mogła mieć tu i tam siniaka i ciągle nie odzyskała przytomności to była jednak na zewnątrz i już nie strzelała wyładowaniami magii. Te za to radośnie pojawiały się wokół Rodneya, który ciągle leżał w środku. Wyciągnięcie go mogło być równie problematyczne co w przypadku Oriany. Jared - 11 obrażeń Oriana - nieprzytomna, ale da się ją ocucić. Kapłanka nie ma jednak energii na rzucenie jakiegokolwiek zaklęcia, nawet cantripa. Jakby wypłukała się z magii. --- Moc wypełniała arcydruida Rodneya przyprawiając go praktyczne o ekstazę. Jego ciało zostało ukształtowane na nowo w formę wielkiej bestii i teraz ścierał się jak równy z równym z plugawą maszkarą. Chociaż nawet nie, równy z równym? Gdzie tam! Wygrywał! Jego szpony i dewastujący oddech zadawały potężne rany podczas gdy wszelkie kontrataki zatrzymywały się na jego łusce lub ich efekt natychmiast był leczony przez jego własną magię. Jakby tego było mało, miał przecież jeszcze pomoc w postaci Erici i wspólnymi siłami powalili w końcu bestię. Ale... zaraz. Erica? Nie, to nie była ona. Zamiast niej u jego boku walczył jakiś nieznany mu półelf w bogato zdobionych szatach w kolorze słota i fioletu. On też wydawał się zaskoczony gdy po chwili jego wzrok padł na Rodneya i zadał jakieś pytanie, którego jednak druid zupełnie nie rozumiał. Zaraz też zaczął rozglądać się wkoło i wyraz konsternacji na jego twarzy tylko się pogłębił. Rodney chyba rozumiał czemu bo faktycznie, otoczenie było jakieś... dziwne. Jakby na jaskinię, w której dopiero co walczył zaczęło nakładać się coś innego. Jakby widmowe zarysy... jakichś komnat? Szczegóły były rozmyte i niejasne, ale coś było nie tak. Przez chwilę pojawiła się myśl, że to ostatnie próby pokonanej maszkary by namieszać mu w głowie, ale tym razem ten pomysł nie spotkał się z jego bezwzględną akceptacją. Wręcz przeciwnie, pojawiło się przekonanie, że coś tu jest nie tak. Półelf znów spojrzał w jego kierunku i znów zaczął coś mówić. Niepewnie, jakby ze strachem...
  3. rozdział 1

    Arcturus Arcturus odwrócił wzrok od Lu is wlepił zaspane spojrzenie w żarzące się przed nim węgielki ogniska. Dziewczyna mogła mieć rację, ale... - Informacje o bliskich... tak, interesuje mnie co ktoś może z nimi zrobić - przyznał. - Ale wiesz co? Jeszcze bardziej interesuje mnie to co może stać się z moją rodziną jako taką - dodał zaraz. - Wiesz czemu między innymi tu trafiłem wraz z rodzeństwem? Na Korriban? Bo... najwyraźniej nasze matki zgodnie uznały, że to dla nas najbezpieczniejsze miejsce. Słyszysz jak to absurdalnie brzmi? - mruknął cicho tak by w miarę możliwości nie przeszkadzać Danae. - One same będą teraz musiały mierzyć się ze wszystkimi ścierwojadami, które rzucą na się na po śmierci ojca. Jakiś czas utrzymają się na pewno, ale jak długo? Zakładam, że wystarczająco długo by dać nam czas skończyć Akademię, zostać uczniami i zacząć samemu... nie wiem, robić coś, co im pomoże. Nie wiem jeszcze jak, ale wiem, że przejście wszystkich prób a potem zdobycie wpływowego mistrza na pewno pomoże - uniósł wzrok znów ku Lu i wpatrywał się przez chwilę w jej sylwetkę spowita mrokiem jaskini. - Jak więc widzisz, tu nie chodzi tylko o mnie. Nie wystarczy mi, że przeżyję. Wyrzucenie archiwum i rezygnacja z próby to po prostu dla mnie nie opcja - stwierdził z niezachwianą pewnością siebie. - Ale... nie znaczy to, że nie masz racji i to urządzenie nie jest dla nas niebezpieczne - przyznał rację Mandaloriance. - Zamiast jednak uciekać się do ekstremów, pomyślmy lepiej jak można zabezpieczyć się choć częściowo. Jednym będzie na pewno skrócenie czasu podróży do minimum. Wstaniemy więc skoro świt i ruszamy dalej tak szybko jak Danae da radę. Druga sprawa to wewnętrzna dyscyplina. To coś działa poprzez Moc więc odpowiednio skupiając się, można spróbować choć częściowo osłonić swój umysł. W sumie... może i da się poszukać jeszcze jakiejś opcji - wstał i przeciągnął się a potem podszedł bliżej do B5. - Hej, kolego. Wybacz Lu, że tak gwałtownie zareagowała, ale my, ludzie, nie jesteśmy tak zajebiści jak ty. To archiwum trochę nas przerasta, wiesz? Ale... może ty mógłbyś nam pomóc, co? Wcześniej nie było czasu nad tym posiedzieć, ale teraz kilka godzin jeszcze jest. Może mógłbyś więc jeszcze raz rzucić okiem na to urządzenie i spróbować jakoś zablokować jego zbieranie danych? Może coś z zasilaniem? Zmniejszyć pobór na tyle by utrzymywało wszystko w uśpionym stanie, ale nie miało tyle energii by sięgać do nas i prowokować Lu? Wiem, że to gmeranie z dziełem twojego mistrza, ale jeśli uda się na choćby ten jeden dzień osłabić działanie urządzenia to większa szansa, że bezpiecznie doniesiemy je do akademii. Wiesz, wszyscy wygrywamy. Co ty na to, kolego? Pomóż nam, B5. Jesteś naszą ostatnią nadzieją - poprosił droida.
  4. Jorus Nabuzowany do Walki Barbarzyńca Na szczęście rzeczy odzyskali więc Jorus nie musiał czuć się nagi. Nie żeby w nagości było coś złego, no ale chodzi o to, że bez broni to było jakoś tak... no źle, po prostu źle. Barbarzyńca radośnie obwiesił się więc orężem, łyknął trochę wody z bukłaka i już był gotów do drogi. Nie zapomniał też dać małego prezentu odważnemu szczeniaczkowi, który wcześniej przyszedł go obwąchać i tak mały loup stał się dumnym posiadaczem jednego ze sztyletów Jorusa. Niech ma! Podróż na miejsce polowania okazała się nawet przyjemna jeśli nie liczyć tego, że Jorus co chwila haczył swoją przydługawą piką o zarośla. Mimo wszystko nie porzucił jednak tej broni uznając, że warta jest problemów. Z jego tarana też się śmiali, ale gdy przyszło co do czego to byłby przydatny. I tak dotarli... no gdzie? Na miejsce składania ofiar? Ha, jak widać wabili owego "ducha" jedzeniem. A tym razem daniem głównym miał być Aenghus. Na tego to wszyscy mieli chrapkę! Jorus jednak nie przejmował się tym a bardziej skupił na otoczeniu by nie zostać zaskoczonym. Może i wydawał się czasem lekkomyślny, ale gdy przychodziło do poważnej roboty, znał swoje miejsce. Dlatego też nie umknął mu fakt, że ptaki nagle zamilkły. Coś się zbliżało i było to coś, co nawet natura wkoło rozpoznawała jako zagrożenie. Wkrótce wielka sylwetka, która wyłoniła się spomiędzy zarośli i udowodniła, że wszelka obawa była uzasadniona. - O kurwa, wielkie bydle! - stwierdził Jorus spoglądając z szacunkiem na bestię. Na jego twarzy malował się jednak uśmiech. Jego wzrok powędrował ku posiadanemu ekwipunkowi. Szybko odrzucił na bok plecak z zapasami a po chwili namysłu i tarczę. Taka zasłona nie dała by wiele a do powalenia takiej bestii potrzebował konkretnej broni. Najlepiej takiej z długim zasięgiem... Półelf rozpromienił się jeszcze bardziej sięgając więc po pikę i chwytając ją mocno obiema dłońmi. Znów miał rację targając niewygodny oręż. Tak czy inaczej nie odrzucał jednak reszty uzbrojenia wiedząc, że może być zmuszony je wymienić w trakcie walki. - Larson, sztuczka! - zawołał tymczasem i wyciągnął swą broń do czarodziejki chcąc wykorzystać chwilę jaką mieli nim bestia się zbliży. Na takiego przeciwnika każde wsparcie magiczne mu się przyda. Jak się okazało Arlen też miała coś w zanadrzu i jej boska moc dała mu dodatkowych sił. - Ha, to może jeszcze boski całus na szczęście? - zaproponował kapłance. - No ale tak, zatrzymam go ile będę mógł - zapewnił. - Walcie czym możecie w tym czasie... byle nie w moje plecy! - zaśmiał się i gdy wszystkie zaklęcia zostały rzucone, ruszył naprzód by przechwycić przeciwnika i nie dać mu dopaść do słabszych członków drużyny. Mrucząc pod nosem Jorus zaczął wypowiadać modły do swych zwierzęcych patronów by użyczyli mu sił. Czuł jak krew gotuje mu się w żyłach w miarę jak zbliżał się do uwolnienia dzikiej furii. - Hej, brzydalu! Tutaj chodź! Zobaczymy jak będziesz ryczał jak zrobię z ciebie epicki szaszłyk! - zawołał do tyranozaura by skupić jego uwagę na sobie.
  5. Duch kobiety pozostał przed wejściem do pomieszczenia i nie zniknął gdy drużyna podeszła bliżej. Widmo wpatrywało się w wysuszone ciało na kamiennym fotelu emanując przy tym uczuciem głębokiego smutku, które wydawało się prawie namacalne gdy stanąć obok niej. No ale nic nie robiła, nie wydawała się stanowić zagrożenia i nie dawała też żadnych innych wskazówek. Widać doprowadziła ich tam gdzie chciała i... no tyle. Tymczasem mogli dokładniej przyjrzeć się wnętrzu i zidentyfikować skąd dochodziło światło. Jego źródłem były formacje kryształów w narożnikach pomieszczenia tak przy podłodze jak i suficie. Wszystkie wydawały się mieć regularny, jednolity kształt i wielkość, ułożone też były w podobne do siebie wiązki. Sugerowało to więc jasno, że ich obecność tutaj nie była zasługą natury. Całe pomieszczenie poprzecinane było też metalowymi liniami zatopionymi w kamień na podłodze, ścianach i suficie. Te dla odmiany wydawały się bardzo chaotycznie rozmieszczone. Na metalu dało się dostrzec jakieś znaki, ale ciężko było powiedzieć coś więcej bez wchodzenia do środka. No właśnie... wchodzić? Jared pierwszy uznał, że tak i zrobił krok przez próg. I... nic. Nic się nie stało. Nie uderzyła a jego złowroga magia ani nie wystrzeliły żadne bełty. Wyglądało, że jest bezpiecznie. Wojownik ruszył więc ku siedzącemu na kamiennym fotelu trupowi by przyjrzeć się mu dokładniej i… chwila, chwila… czy on się poruszył czy to tylko gra cieni? Jared nie miał jednak czasu nawet wspomnieć o tym swym towarzyszom bo za plecami usłyszał dwa głuche uderzenia. Takie jakie wydają ciała padające na kamienną posadzkę. Oto bowiem Oriana i Rodney postanowili wejść do pomieszczenia zaraz za wojownikiem. Jemu nic się nie stało więc im pewnie też nie. To był błąd. Gdy tylko przekroczyli próg, poczuli nagłe otumanienie, ale jednocześnie coś jakby euforię. Chwilę potem zupełnie stracili przytomność i upadli na ziemię. Bólu jaki powinien towarzyszyć tak nagłemu spotkaniu z twardą powierzchnią, nawet nie poczuli. Widząc co się dzieje, mająca zamiar wejść zaraz za resztą towarzyszy Merveil zatrzymała się natychmiast. Powodem było jednak nie tylko nagłe zasłabnięcie dwójki kompanów, a również inne rzeczy, które zaczęły się dziać. Jared ze środka widział to nawet lepiej. Oto bowiem kryształy, które dotychczas ledwo lśniły, rozbłysły dużo intensywniejszym blaskiem. Może nie oślepiającym, ale na pewno nie było porównania ze wcześniejszym stanem. Coś dziwnego zaczęło się też dziać z Rodneyem i Orianą… z wysuszonym trupem zresztą też. Ich ciała otoczyła bowiem jakaś poświata, jakby kokon energii lśniący delikatnym błękitem. Jared wydawał się nieobjęty całym efektem. Merveil też nic nie było, ale ciągle była na zewnątrz pomieszczenia więc to mogło robić różnicę. Albo i nie? Co jednak robić dalej? Oriana Rodney
  6. Znalazłem jeszcze poniższą rozpiskę, ktorą ktoś wrzucił w komentarzach pod ogłoszeniem na pyrkonowym profilu: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1AhtqpbmJ4aIUPdjUqBec7EoFSD_iFtWZO65qsJqt_p8/edit#gid=1873563431 Może się komuś przyda.
  7. Program Pyrkonu już jest!
  8. rozdział 1

    Arcturus Wybór Arcturusa odnośnie jaskini wydawał się słuszny. Te całe larwy co prawda mogły być dość nieprzyjemne, ale faktycznie mogło ich już nie być w pobliżu. Chłopak miał nadzieję, że przynajmniej pod tym względem Moc im służy. Do tego mieli też B5, który mógł czuwać w nocy i nie przejmować się potem sennością. Pozostawało tylko rozpalić ogień z tego co znaleźli by wypełnić jaskinię odrobiną ciepła i można było odpocząć. W sumie nawet Arcturus był trochę zawiedziony... kiedyś czytał, że metodą na przetrwanie w zimnie jest konserwacja ciepła przez przytulenie się do siebie kilku osób. W ich wypadku jednak odrobina ognia i osłona w postaci jaskini były wystarczające więc dziewczyny nie wydawały się marznąć na tyle by być chętne do wypróbowania tej teorii. Zresztą sama myśl szybko została wyrzucona z Arcturusiowego umysłu - przypomniał sobie bowiem jak faktycznie zimno jest na zewnątrz i uznał, że sytuacja gdy nie ma potrzeby tulić się do siebie jest zdecydowanie tą preferowaną. Przegryzł więc kilka sucharów i poszedł spać na jakimś stosunkowo wygodnym kawałku skały. Obudził się przepełniony niepokojem. Wyraźnie pamiętał sen, z którego został wyrwany. Sen... niby tylko sen, ale... chyba faktycznie czułby się lepiej gdyby takie dziwne wizje nie nawiedzały go akurat wtedy gdy mieli ze sobą to całe archiwum, które mogło jakoś chyba wpływać na umysły. I Lu najwyraźniej odczuwała to podobnie. Arcturus zerwał się ze swojego miejsca i podszedł do niej. - Lu... Lu, popatrz na mnie - powiedział kładąc swoje dłonie na jej ramionach i delikatnie odwracając dziewczynę ku sobie. Tak by nie musiała patrzeć ja urządzenie. - To urządzenie... rozumiem o co ci chodzi. Też chętnie je oddam jak tylko dotrzemy do akademii bo nie czuję się z nim komfortowo - niedopowiedzenie roku. - Ale nie wyrzucimy go teraz. Weźmiemy je i doniesiemy na miejsce. Wykonamy zadanie. Nie poddamy się teraz, prawda? Tle drogi pokonaliśmy, o mało nas nie zabili i nie zasypali a to jest nasze trofeum. Teraz tylko ostatnia prosta i już oddajemy to Tremelowi. Niech on ma nieprzespane noce jak chce. Ale nie poddajemy się. Mam może tylko trochę mandaloriańskiej krwi, ale nawet ta odrobina sprawia, że porażka nie brzmi dla mnie jak opcja. Dla ciebie chyba tym bardziej, nie? - uśmiechnął się do niej nieznacznie. - Danae, ty się połóż jeszcze - dodał po chwili zerkając na drugą z dziewczyn. - Musisz odzyskać siły przed dalszą drogą. To całe archiwum... ono chyba trochę na na oddziałuje, na Lu w szczególności. Ale ciągle nie uważam by było jakieś większe zagrożenie. Musieli byśmy być wystawieni na jego działanie dużo dłużej. Choć dla pewności... po prostu staraj się nie myśleć o niczym istotnym dla ciebie. Wręcz przeciwnie. Na przykład... o cudownym smaku papki ze stołówki - zaśmiał się cicho. - A my Lu... - znów spojrzał na mandaloriankę. - Po prostu posiedźmy i przypilnujmy Danae, co? Trochę pospaliśmy... wystarczy jak do świtu po prostu będziemy czuwać. Razem będzie raźniej... w sensie mi, nie żebyś ty tego potrzebowała - puścił do niej oczko. Upewniwszy się, że nie ma zamiaru rzucać się na archiwum czy droida, Arcturus wrócił do ogniska i wyciągnął dłoń ku dziewczynie zachęcając by usiadła obok niego. - B5, wróć proszę na wartę. Świt to najlepsza pora do ataku... podobno. My tu będziemy gotowi by w razie czego dzielić ci wsparcia - zapewnił. - A o archiwum się nie martw - dodał.
  9. Problemów z kompem ciąg dalszy więc posty z mojej strony mogą ponawiać się z opóźnieniem.
  10. Jorus Obwąchany Barbarzyńca Jorus był chętny iść jak najszybciej do wioski loupów gdyż bardzo chciał odzyskać swoje rzeczy. Naprawdę nie podobało mu się, że odebrano mu te wszystkie zabawki nim mógł ich użyć. Niestety wyglądało, że Aramil próbował coś opóźniać. Znaczy używać magii. Larson tak mówiła. A skoro ona nie oponowała to pewnie było to sensowne. Nie pozostawało więc nic więcej jak pomóc mu. Jorus nie zamierzał jednak bawić się w prowadzenie Aramila za rączkę, w końcu całej wieczności nie mieli. Jak tamten nie mógł iść sam to... był inny sposób. Półelf wziął więc po prostu magika pod pachę jakby ten był po prostu workiem ziemniaków czy czymś w tym stylu. Nie można jednak było Jorusowi zarzucić braku delikatności bo w końcu nawet on wiedział, że czaromioty są bardzo delikatne z tymi ich magicznymi fiu bździu. Wspaniałomyślnie nawet upewniał się więc co chwila, że elf nie szoruje głową o ziemię! W końcu półelf był naprawdę dobrym kolegą, nie? Zaradność Jorusa pozwoliła więc dostać się do wioski bez opóźnień. A wioska jak wioska, barbarzyńca nie przywiązywał do niej wielkiej wagi, choć tron korcił. Sam jednak wychował się w podobnym miejscu więc dobrze rozumiał, że siadanie na nim, choć na pewno byłoby ciekawym przeżyciem, mogło by też nie zostać dobrze zrozumiane przez tubylców. A w końcu chcieli chyba uniknąć kolejnych strzałek w dupie. Jorus postanowił więc poczekać spokojnie i zobaczyć co wyjdzie Aenghusowi siadając póki co na ziemi i wyglądając możliwie niegroźnie dla stada wilków wkoło. I chyba nawet zadziałało bo jakiś mały loup przyszedł bliżej go obwąchać. - Hej mały - mruknął do niego. W sumie tez jak traktować takiego malca? Jak dzieciaka czy szczeniaka? - Tylko nie obsikuj, że twoje - zastrzegł profilaktycznie. - Dał bym ci coś do żarcia, ale kurde, zabraliście mi więc najwyżej musisz poczekać. Chyba, że już wpierdoliliście... - dodał. Mały wydawał się jednak sympatyczny więc Jorus uśmiechnął się do niego nieznacznie. Uwagę barbarzyńcy zaraz jednak przyciągnął Aenghus, który zjawił się z wieściami. - Ha, bitka z potworem? No to jest coś. Ubijemy draństwo i jeszcze bardziej nas polubią. Może nawet doprowadzą do miasta jak się pogestykuluje odpowiednio - ucieszył się. Wyglądało, że opcja uciekania w ogóle nie wchodziła u niego w grę. - Bierzmy więc co nasze i w drogę, ba bestię. Bez ociągania. Chyba, że w międzyczasie możesz załatwić jakiś napitek bo mi zaschło w gardle od tego wiszenia w klatce - dorzucił jeszcze. Sam już kierował się za Larson po swoje toboły. Po drodze uznał, że gdyby mały loupek ciągle krążył w pobliżu to można by mu dać jeden sztylet. W końcu byli boskimi duchami czy czymś tam. To wydawało się na miejscu. Może to zainspiruje go do zostania największym wojownikiem wioski? Może sam sztylet będzie kiedyś wioskowym skarbem i o duchy Jorusie będą krążyły legendy? Ha, to by było dobre. Ala taka legenda oczywiście będzie kiepska bez zapolowania na ten ich totem. Zapowiadało się na dobrą zabawę!
  11. Przed chwilą przy odświeżaniu dostałem: Parę dni temu miałem coś podobnego.
  12. Brzmi jak znakomity sposób na przejęcie tronu.
  13. To do kompletu jeszcze chyba Charlie powinien lecieć na Indyka a Roxi na Charliego?
  14. rozdział 1

    Arcturus Droga była długa, ale okazało się, że trochę tematów wspólnych mieli. Choćby o tym gdzie się wychowali. - Spodobało by się wam pewnie na Yavin IV. Lasów tam nie brakuje... - powiedział i kontynuował jakiś czas opisując im jak to wyglądało na planecie i jakie cuda szło tam napotkać. Sam zachęcał też dziewczyny by opowiedziały jeszcze coś więcej o swoich planetach. Póki co nie zapowiadało się na szybką podróż gdzieś indziej a wszystko było lepsze od rozmyślania o otaczającej pustyni. Bo tak, niechęć do pustyni zdecydowanie była kolejną rzeczą, która ich łączyła. Sądząc po narzekaniach B5, nawet on się z tym zgadzał. Tak czy inaczej szli jednak póki mogli. Tempo najlepsze nie było, ale konsekwentnie zbliżali się do celu. Niemniej zmierzch nieubłaganie nadchodził i trzeba było znaleźć schronienie. - Zacznijcie zbierać suche gałęzie czy krzewy jak gdzieś jakieś zobaczycie. Może uda się rozpalić jakiś mały ogień dla ogrzania i odstraszenia drapieżników - polecił dziewczynom gdy tak rozglądali się po jamach w pobliżu. Jak się też zaraz okazało, pomysł z ogniskiem miał ktoś jeszcze. W jednej jaskini mogli być ludzie, ale... kim byli? Mała szansa na to, że był to pełnoprawny uczeń, który po prostu wybrał się w teren bez speedera i teraz chętnie użyczy im miejsca przy ogniu. Raczej byli to akolicie, kórzy uciekli z akademii. Potencjalnie szaleńcy. A jednocześnie na tyle silni i zaradni, że przetrwali w tych niegościnnych stronach. Z drugiej strony inna jaskinia w pobliżu miała ślady bytności jakichś bestii. Oczywiście mogły tam przebywać tylko czasem i tej nocy mogły dać im spokój, ale... cóż, lepiej nie opierać na tym swojego planu. - Czyli mamy do wyboru raczej nieprzyjaznych nam ludzi lub dzikie bestie. Nie wiem jak wy, ale chyba naprzeciw bestii czułbym się pewniej. Je jest szansa odstraszyć ogniem czy spawarką B5 a z ludźmi na tyle ogarniętymi by tu przetrwać... cóż. Jaskinia bestii wygląda bardziej zachęcająco. A na dalsze szukanie chyba nie ma czasu. Zaraz zrobi się zimniej... dużo, dużo zimniej - przedstawił swój punkt widzenia. Chwilkę, którą mieli mogli poświęcić na zgromadzenie opału a potem... trzeba zobaczyć co jaskinia kryje. W czwórkę, nawet z ranną Danae powinni mieć szanse się obronić. W końcu jeśli w tej okolicy żyło by coś naprawdę groźnego to pewnie tamci z tej drugiej jaskini nie trzymali by się tego rejonu.
  15. Jak dla mnie osobiście najfajniejsza z całej trójki. Z punktu widzenia Charliego tymczasem pewnie trzy czynniki by się liczyły: 1. Kogo uważasz za najsilniejszego? 2. Z kim najbardziej nie chciał byś się mierzyć? 3. Z kim najlepiej byś się prezentował? (W sumie tutaj można wspisać też "kogo fanujesz?") Na wszystkie trzy pytania odpowiedź jest jedna: Natasha. Wybór naprawdę byłby prosty.