Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Jedi Master

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    9906
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Jedi Master

  • Ranga
    Mały Zielony Troll
  • Urodziny 18.07.1986

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

2183 wyświetleń profilu
  1. Magpie No dobra, lekcja na dziś - nawet moc Feniksa nie sprawia, że jest się niepokonanym. Taki to wniosek wysnuł Magpie odzyskując kontrolę nad swoim lotem zaraz po tym jak otrzymał uderzenie ciemnością. No ale cóż, frontalne ataki nigdy nie były jego specjalnością. Teraz zaś wyglądało, że nawet nie miał co ponawiać próby bo oto Ishi i Robert zdawali sobie radzić całkiem nieźle sami i do tego trochę blokowali innym wszelkie inne opcje. Magpie wzbił się więc wyżej i zaczął dokładniej rozglądać. Władca Ciemności to Władca Ciemności, ale była mowa też o jakimś jądrze. W sumie nigdy jakoś nie dopytali jak ono wygląda. Czy chodziło o samego Władce Ciemności, które miał je w sobie? A może ten cały wymiar tym był? Mutant nie wiedział, ale uznał, że warto zobaczyć czy nie znajdzie nic co dałoby się uszkodzić i może tym samym jakoś zrobić na złość ich przeciwnikowi.
  2. - To się jeszcze okaże, młody człowieku – odpowiedział Van na powitanie Jareda. – Niemniej witajcie w moim domu - chwilę jeszcze lustrował całą ich grupkę wzrokiem po czym machnął ręką by poszli za nim. Wyprowadził ich na szeroki korytarz, którego ściany też wykonano z surowego kamienia. Było tam jeszcze kilka drzwi, a mag skierował ich do tych najbardziej na lewo. Gdy je minęli, znaleźli się jakby w zupełnie innym świecie. Równe i pomalowane na błękit ściany, gobeliny, dywan, jakieś obrazy… Jakby jakaś luksusowa rezydencja. - Laura w domu? – zagadnęła Gorga. - Niedługo wróci, z rana była w miasteczku – odarł. – Nie wymigacie się wiec od wspólnego obiadu – dodał zbolałym tonem. - Laura to żona Vana - wyjaśniła jeszcze Gorga. Tymczasem dotarli do salonu gdzie Van zaprosił ich by rozsiedli się na sofie lub w fotelach ustawionych naprzeciw kominka, w którym w tej chwili nie płonął ogień. Samo pomieszczenie dorównywało wystrojem korytarzowi, którym tu przybyli, choć utrzymane było raczej w kolorach zieleni. Przy jednej ze ścian znajdował się duży, solidny regał pełen najróżniejszych ksiąg. Pobieżne przejrzenie tytułów ujawniało, że była to dziwna mieszanka ksiąg z dziedziny teorii magicznej oraz zwykłych czytadeł jak romanse czy książki przygodowe. Centralnym punktem był jednak spory obraz wiszący na kominkiem a przedstawiający mężczyznę wyglądającego na młodszą, jeszcze nieposiwiałą wersję Vandervena wraz z wyglądającą na młodsza od niego, ciemnowłosą kobietą. Uważne oko mogło dostrzec charakterystyczny kształt ucha sugerujący domieszkę elfiej krwi u owej damy. - To co, misja sprawdzająca, tak? – zapytał Van jak tylko wszyscy znaleźli sobie miejsce. – Bardzo się spieszycie? Bo w sumie to przydała by mi się pomoc kilku ogarniętych osób, które nie boją się niebezpieczeństwa. Trzeba naprawić lub jakoś inaczej zabezpieczyć stare przejście do podziemi. Przy okazji wybić ustrojstwo, które mogło przedostać się tamtędy w międzyczasie. Jak by wyruszyć dziś to ogarnięta grupa pewnie by do wieczora załatwiła sprawę, choć powrót może zająć wam jeszcze kawałek jutrzejszego dnia jeśli nie chcecie po nocy się gubić. Macie czas i chęci? – zapytał prosto z mostu. Jak widać Gorga miała rację mówiąc, że Vanderven jest konkretny. - Na mnie nie patrzcie – krasnoludka wzruszyła ramionami dając znać, że nie ma zamiaru podejmować żadnej decyzji za grupę. W międzyczasie pojawiła się też młoda dziewczyna z tacą zastawioną talerzykami z ciasteczkami oraz dzbankami z kawą i herbatą. - Dziękuję, Felicjo - mruknął do niej Van i dziewczyna zaraz też się oddaliła. - To jak? - stary mag popatrzył na czwórkę rekrutów.
  3. Jorus Bonus action: RAAAAAAAAAAAAAAGEEEEEEEEEE!!!!!!! Move: Huzia i na orka! Action: Reckless Attack w orka +6 (with advantage) /k12+6
  4. prolog

    Arcturus Arcturus pokiwał głową słysząc odpowiedź mamy. Był to niezły plan w jego opinii. Mama musiała podziałać trochę aktywniej by wyrobić sobie pozycję. Przypisanie sobie części zasług Chen było tu sprytna zagrywką. Nie powinna się o to gniewać, ale Arcturus uznał, że i tak znajdzie chwilę by przesłać jej pożegnalną wiadomość z kilkoma miłymi słowami. Ayi też oczywiście by się nie martwiła. Niemniej choć cały plan wyglądał dobrze to oczywiście Atonai musiał wszystko spaprać swoim narzekaniem. Arcturus w sumie w pierwszej chwili nie uwierzył w to co od niego słyszy. - Atonai... czy ty siebie słyszysz? - zapytał kręcąc głową. - Zaraz udamy się do akademii na Korriban. W najlepszym wypadku zobaczymy się znowu z mamą za pół roku. A to i tak przy założeniu, że tak u niej jak i u nas wszystko pójdzie dobrze. Ja jestem pewien, że tak właśnie będzie, ale istnieje... - zawahał się. Zacisnął pieści i wziął głęboki oddech. - Istnieje jakieś ryzyko, że to nasza ostatnia rozmowa - wyrzucił wreszcie z siebie tą nieprzyjemną myśl. - Naprawdę chcesz by ostatnie słowa, jakie mama od ciebie usłyszy to takie oskarżenia? Jesteś pewien? - zapytał. - Bo tak, wiemy wszyscy, że nie lubisz Reginy. Aż za dobrze wiemy. Niemniej naprawdę chcesz obrażać mamę podważając w ten sposób jej inteligencję i zdrowy rozsądek? Jesteś w stanie z całą pewnością powiedzieć, że gdy w grę wchodzi dobro naszej rodziny i wszystkiego tego, co tata zbudował, ona po prostu da się zmanipulować a nie przemyśli wszystkich za i przeciw dla różnych opcji? Że da sobą pomiatać, a nie będzie walczyła o to, co uważa za dobre dla nas wszystkich? - popatrzył hardo na brata. Nie był to typowy Arcturus jakiego wszyscy znali. Ale czy sytuacja była typowa? Przez tą krótką chwilę wydawało się jakby sam duch Athelstana wstąpił w chłopaka, który już i tak przypominał go z wyglądu. Sam Arcturus też zresztą poczuł coś wewnątrz siebie. Jakąś ulotną moc... chwilową siłę, która pozwalała mu przeciwstawić się bratu i stać na straży tego, co uważał za ważne. Czy to było właśnie to o czym ojciec mówił do niego we śnie? Czy to była owa pasja, która dawała siłę? Siłę, którą mógłby zaprząc do tego by tu i teraz zmusić brata by padł na kolana i przepraszał matkę? Czuł, że tak właśnie byłby w stanie zrobić, ale... Nie. Nie tak. Chwila minęła. Między Atonaiem, Shareną i wyświetloną podobizną Ya-Ry znów stał młody chłopak, którego wszyscy znali. Z jego oczu płynęły łzy. - Przepraszam mamo - powiedział cicho. - Kocham cię. Wszyscy cię kochamy. Naprawdę. Tak totalnie mocno mocno - zapewnił i uśmiechnął się do matki ocierając zapłakane oczy.
  5. o mechanice

    (wersja prawie ostateczna, ale może bym coś zmienił jeszcze na ostatnią chwilę jak już będę wiedział ile expa wpadnie ) Name: Arcturus Crow EXP: 120 Destiny Pool: TBD Morality (50): Ciekawość - Obsesja Career: Seeker Specializations: Ataru Striker Talents: Conditioned 1 Characteristic Brawn 2 Agility 4 Intellect 2 Cunning 2 Willpower 2 Presence 3 Wound treshold: 12 Strain threshold: 12 Soak: 2 Defence: general ranged meele 1 Force Raiting: 1 Force powers: Seek Enhance Influence Skills General Astrogation (Intellect) Athletics (Brawn) (Conditioned neutralizuje ) Charm (Presence) Coercion (Willpower) Computers (Intellect) Cool (Presence) Coordination (Agility) (Conditioned neutralizuje ) Deception (Cunning) Discipline (Willpower) Leadership (Presence) Mechanics (Intellect) Medicine (Intellect) Negotiation (Presence) Perception (Cunning) Piloting Planetary (Agility) Piloting Space (Agility) Resilience (Brawn) Skulduggery (Cunning) Stealth (Agility) Streetwise (Cunning) Survival (Cunning) Vigilance (Willpower) Combat Brawl (Brawn) Gunnery (Agility) Lightsaber (Brawn) Melee (Brawn) Ranged Heavy (Agility) Ranged Light (Agility) Knowledge Core Worlds (Intellect) Education (Intellect) Lore (Intellect) Outer Rim (Intellect) Underworld (Intellect) Xenology (Intellect) Ekwipunek: Backpack [Rarity: 1, Price: 50, Features: Increase Encumbrance Threshold by 4 Mods] Acolyte robes [Encumbrance: 1, Rarity: 7, Price: 50, Soak: 0, Melee Defense: 1] Acolyte straff [Encumbrance: 2, Rarity: 5, Price: 35, Damage Mod: +1, Range: Engaged, Critical: 5 advantage, Skill: Meele, Qualities: Accurate 1 (boost dice do ataku), Disorient 1 (trafienie powoduję disorient na jedną turę)] Comlink [Rarity: 0, Price: 25] Stimpack [Rarity: 1, Price: 25, Features: Heals 5 wounds] Scanner Googles [Rarity: 3, Price: 150, Features: Darkvision]
  6. 1 Dobrego Miesiąca, 7017 R.S. W końcu nadszedł i wieczór a z nim obiecany koncert. Zebrało się sporo osób, głownie z gildii, ale wyglądało, że i spoza niej. Przy stole umiejscowionym na podwyższeniu Rodney dojrzał nawet bogato odzianego jegomościa, w którym rozpoznał burmistrza Albany. Pojawiło się też paru innych szlachciców czy przedstawicieli lokalnego biznesu. Jak widać gildia, a przynajmniej jej główny budynek, nie były zupełnie zamknięte dla obcych. Co ciekawe jednak, obie tablice ogłoszeniowe na tę okazję zostały ogołocone. Rebeka wraz z kilkoma pomocnicami uwijała się w ukropie by każdy miał przed sobą coś do jedzenia i picia, ale głównym obiektem zainteresowania była jednak scena. A na niej wystąpiło kolejno kilkoro członków gildii o uzdolnieniach muzykalnych. To jednak ostatnia z nich, Lily Słowik była tą, na którą wszyscy czekali. I nie zawiedli się. Już w pierwszym utworze pokazała, że ma głos godny ptaka, od którego dostała przydomek a potem było tylko lepiej. Widownia była zachwycona. Po właściwym koncercie przyszła pora na trochę więcej swobody. Kilkoro gości wyszło, kilkoro innych, w tym burmistrza, Krevos i Amelia zabrali gdzieś do prywatnych pomieszczeń. Na szczęście jeszcze przed koncertem drużyna zdążyła powiadomić tą ostatnią o wyborze Gorgi jako ich towarzyszki wyprawy. W głównej sali zaczęły się tańce przy akompaniamencie muzyki granej przez gwiazdy koncertu. Można było się zabawić, pogadać i popić, co kto lubił. Tyle tylko, że niektórzy musieli pamiętać, że następnego dnia planowali wyruszyć na ważną wyprawę.
  7. Dancing in the moonlight Singing in the rain Oh, it's good to be back home again Laughing in the sunlight Running down the lane Oh, it's good to be back home again Blackmore's Night, "Home Again"
  8. prolog

    Arcturus - O jaaaaaaaaa!!! - Arcturus rozdziawił szeroko usta słysząc ostatnią nowinę mamy. - To... To... - musiał poświęcić chwilę na szukanie dobrego słowa. I może dlatego, że dał sobie czas by pomyśleć, owym słowem było: - ...w sumie logiczne. Nie zastanawiał się nad tym wcześniej, ale miało to sens. Co jak co, ale to Regina była oficjalnie żoną taty. Mama była jego uczennicą z oficjalnego punktu widzenia. Generalnie ojciec spajał wszystko w całość. Dokładnie tak. Myśl o tacie na chwile sprawiła, że coś ścisnęło go w gardle, ale zmobilizował się by nic po sobie nie pokazać. W końcu musiał być silny dla mamy, tak? Tak. Skupił się więc na urwanej myśli, a ta prowadziła do tego, że jeśli cała rodzina chce się trzymać razem to mama potrzebowała jakiegoś pretekstu by dalej działać wspólnie z Reginą. Bycie jej uczennicą było znakomitą opcją. No i Regina mogła być zadowolona, że formalnie jest mistrzynią mamy. Arcturus nie był naiwny, wiedział, że nie zawsze żyły ze sobą dobrze. No, ale w takim razie zostawało dość istotne pytanie: - Ale to tak na serio się będziesz od niej uczyć czy to tylko dla niepoznaki tak? - zapytał wprost by zaspokoić ciekawość. W końcu mama zawsze bardziej ceniła swoje badania niż inne aspekty związane z Mocą. Czy teraz gdy wszyscy rzucali się na ich rodzinę uznała, że musi jednak przyjąć trochę inną postawę i nauczyć się czegoś co pozwoli jej na bardziej aktywne działanie? Nie wykluczone. - No i mówisz o... eliminacji mistrzów. Ale Regina mówiła, że Safada może być sojusznikiem... - przerwał zastanawiając się nad tym słowem. Jeśli miał przetrwać w akademii musiał chyba przyzwyczaić się do trochę innego myślenia. - znaczy wrogiem naszego wspólnego wroga - poprawił się więc. - Jak to wiec ma być? - poprosił o wyjaśnienie.
  9. Wrzuciłem część pisanego właśnie posta. Czemu część? Bo może się okazać, że ktoś ma jakieś pytania odnośnie medalionów czy czegoś co tam Amelia mówi. Resztę pisać będę pewnie i tak dopiero jutro wiec jeśli ktoś miałby jakieś pytania to po prostu dajcie znać a uwzględnię to w swoim poście.
  10. - Och, a ja sądziłam, że to któreś z was będzie dowodzić – skomentowała Gorga wypowiedź Rodneya uśmiechając się przy tym nieznacznie. Czy była to jakaś sugestia, że to ktoś z nich powinien przejąć inicjatywę? A może po prostu żart z jej strony? Tymczasem jednak pojawiły się dalsze pytania. Na to ze strony Jareda ponownie odpowiedziała Amelia. - Mamy tylko szczątkowe informacje na ten temat. Zamglony teren ma średnicę około kilometra. Wygląda na to, że każdy kto wejdzie we mgłę bez zabezpieczenia w postaci liny czy czegoś podobnego, nigdy z niej już nie wychodzi. Mgła jest magicznie aktywna więc domyślać się można, że to jakieś zaklęcie wpływające na orientację. Nie wiemy ilu ludzi tam przepadło, ale przez te kilkadziesiąt lat osadnictwa w tamtym rejonie, mogło się kilku znaleźć. Więcej nie jesteśmy w stanie wam pomóc i musicie dowiadywać się na miejscu. Pamiętajcie też, że wedle zasad gildii możecie odmówić wykonywania zadań zleconych przez pracodawcę, które ewidentnie mają doprowadzić do waszej śmierci lub stanu podobnego. Jeśli więc na przykład zostali byście poproszeni o wejście w taka mgłę z, na przykład jakimś niesprawdzonym obiektem magicznym, który podobno ma pozwolić wam wrócić, jak najbardziej możecie odmówić – wyjaśniła. - Spiżowy Smok powinien być odważny, ale nie głupi – przytaknęła Lily. Pytanie o wyposażenie też okazało się podchodzić pod kompetencje Amelii. - Za wyposażenie jesteście odpowiedzialni sami. Na lewo od wejścia widzieliście pewnie nasz gildiowy sklep. Możecie tam znaleźć większość potrzebnych rzeczy a i po zakończeniu okresu rekrutacyjnego i przyjęciu na pełnoprawnego członka gildii, będziecie tam mieli niewielką zniżkę. Możecie tam też sprzedawać swe łupy takie jak kamienie szlachetne, broń, zbroje czy nawet magiczne przedmioty. Co do wypożyczania to w przyszłości możecie uzyskać taką możliwość. Gildia dysponuje pewnym zapasem przedmiotów magicznych i członkowie gildii mogą takowe wypożyczać. Oczywiście z pewnymi ograniczeniami, najlepiej zaś pod zastaw czegoś innego. O szczegółach będziecie mogli pomówić z Iraklionem, który trzyma na tym pieczę – wyłożyła kobieta. Wyglądało na to, że gildia, choć zbierała podatek od swych członków to jednak nie dawała w zamian tak zupełnie wszystkiego za darmo. Nie było już więcej pytań i może to i dobrze bo do sali zaczęły się schodzić kolejne osoby. Najpierw kilka, potem kilkanaście. Większość z nich widząc zgromadzenie na podwyższeniu podchodziła bliżej by powitać mistrza czy po prostu z ciekawości. Większość też entuzjastycznie witała nowych rekrutów. Szybko jednak ich uwagę przyciągała Rebeka niosąca talerze z jedzeniem czy różne napitki. Ruby zresztą też w którymś momencie się zmyła i zaczęła pomagać starej krasnoludce. Wkrótce pojawiło się jeszcze więcej osób i choć Sali daleko było do bycia pełną, zdecydowanie zrobiła się mniej pusta. Również i drużynie dostało się coś do jedzenia. Mogli więc napełnić brzuchy, napić się i spędzić jeszcze chwilę na niezobowiązujących rozmówkach ze sobą czy z innymi członkami gildii. *** - No dobrze, rekruci, proszę za mną – zarządziła w pewnym momencie Amelia wstając od stołu. - Pamiętajcie by pojawić się wieczorem – przypomniała im jeszcze Lily nim podreptali za swoją przewodniczką. Amelia tymczasem poprowadziła ich w kierunku jednego z kilku wyjść z sali. Przy okazji zwróciła też ich uwagę na sporą tablicę ustawioną zaraz obok owych drzwi. Rozmawiając a potem jedząc nie zwrócili na nią większej uwagi, ale okazało się, że może być ona dość istotna. - To nasza tablica z ogłoszeniami. Większa część po lewej to ta oficjalna, na której pojawiają się zlecenia, które spłynęły do gildii, lub o których się dowiedzieliśmy. Zazwyczaj znajdziecie tam pełny opis tego co udostępnił zleceniodawca, czasem z jakąś dodatkową informacją od gildii – i faktycznie, było tam sporo kartek z mniejsza lub większą ilością tekstu. – Zlecenia są uporządkowane od najnowszych po prawej do najstarszych po lewej. Ale to bardziej was zainteresuje później jeśli spełnicie pokładane w was nadzieje i zostaniecie w pełni przyjęci. Skoro jednak jesteśmy przy temacie to część tablicy po prawej to ogłoszenia samych członków gildii. Poszukiwanie kompana do drużyny, chęć wymiany czegoś czy inne sprawy jakie tylko przyjdą do głowy – dodała Amelia. Tymczasem weszli w korytarz zostawiając wspólna salę za drzwiami. - Dalej tym korytarzem i po prawo można znaleźć salę pamięci poświęconą tym członkom gildii, którzy już nie żyją. To tak gdybyście przed wyruszeniem chcieli jeszcze się rozejrzeć. A tymczasem zapraszam na górę. Tam mamy kilka gabinetów, w tym mój i mistrza Krevosa. Tak jak powiedziała, poprowadziła ich kamiennymi schodami na górę gdzie trafili na kolejny korytarz i szereg drzwi. Pierwsze z brzegu zaprowadziły ich do gabinetu Amelii. Pomieszczenie nie wydawało się zbyt przytulne. Biurko, krzesło i masa półek pełnych ksiąg i zwojów. Tyle tylko, że jeszcze purpurowy dywanik wyściełał podłogę. W całym pokoju były tylko dwie rzeczy, które sugerowały odrobinę personalizacji. Jedną był obraz na ścianie przedstawiający kilka osób. Łatwo dało się rozpoznać Krevosa. Była tam tez Gorga oraz postać, która mogła być samą Razerą Pożogą. W sumie to właśnie kobieta smokowiec trzymała na kolanach jeszcze jedną osóbkę – dziewczynkę o długich, czarnych włosach, która musiała mieć ledwo kilka lat. Z 5-6 może? Wykazywała sporo podobieństw do Amelii. Drugim elementem była niewielka gablotka z wysuszoną roślinką w środku. Był to jakiś kwiatek, który kiedyś musiał mieć piękną niebieską barwę, ale dziś był już mocno wyblakły i nie robił wielkiego wrażenia. Niemniej wyróżniał się mocno w tym królestwie zapisków. - Najpierw wasze podpisy… - zarządziła tymczasem Amelia i wszyscy dostali do podpisania dokument, który, w skrócie mówiąc, był potwierdzeniem przyjęcia na okres rekrutacyjny do Spiżowych Smoków. Potwierdzał, że działać będą w ramach gildii i takie tam, tak jak wspominano wcześniej w rozmowie. Gdy uporali się z tą częścią, kobieta wyciągnęła coś z szuflady. - A to dla was. Tymczasowo ma się rozumieć – powiedziała i każdemu wręczyła po medalionie. Wykonany ze spiżu, wiernie przedstawiał symbol Spiżowych Smoków. – Po pełnym przyjęciu otrzymacie tatuaże. Ale póki co to musi wystarczyć. By jednak je aktywować, otwórzcie proszę klapkę z tyłu i nakłujcie sobie znajdującym się tam kolcem wasz palec. Niech trochę krwi skapnie i zamknijcie klapkę znowu. Medalion będzie wtedy dostrojony do was. Potem proszę bycie zawsze nosili owe medaliony gdy jesteście na terenie gildii. Umożliwi wam to wchodzenie tam gdzie możecie i sprawi, że nie będziecie aktywować zabezpieczeń. A tych trochę mamy tu i ówdzie. W pokojach możecie je zdjąć, ale nie zapomnijcie potem założyć na nowo gdy będziecie je opuszczać – wyjaśniła. Pytań nie było więc Amelia zabrała ich znów na parter gdzie w innej części budynku czekały na nich wolne pokoje. Wszystkie urządzone były jednakowo z prostym jednoosobowym łóżkiem, stolikiem z krzesłem, solidnym kufrem gdzie można było schować sporo rzeczy i wieszakiem na płaszcze czy co tam kto chciał. Jak wyjaśniła im Amelia, większość dostępnych pokoi znajduje się w innych budynkach, ale na razie ich dostęp był trochę ograniczony więc dlatego właśnie dostali te w głównym budynku, które często działały jako miejsce dla gości. W sumie było to nawet dość wygodne. Same pokoje były utrzymane w porządku i nie trzeba było obawiać się robactwa w łóżkach. Amelia zabrała jeszcze całą grupkę do sklepu gildiowego by przedstawić im Archibalda Caden Pumpkina, gnoma, który ów sklep prowadził. Archibalda wcześniej w czasie posiłku nie spotkali gdyż akurat miał sporo pracy Jakaś inwentaryzacja przerywana niestety co chwila złośliwymi klientami, którzy akurat teraz musieli coś kupować. - Wiesz, że mogłeś po prostu zamknąć dziś sklep? – upewniła się Amelia. - Ale interes by się wtedy nie kręcił! – odparł przejęty gnom. Niemniej mimo owego zapracowania przywitał się z każdym z osobna po wielokroć zapraszając do rozejrzenia się i zakupów. A było wśród czego – bronie, zbroje, wszelkiego rodzaju ekwipunek podróżny. - Mamy naprawdę sporo towaru. Mnóstwo! Sporo magicznych cudeniek też, choć te w większości na zapleczu. Jeśli czegoś wam potrzeba to po prostu pytajcie. Jak nie mamy to zobaczymy czy da się coś sprowadzić. Chyba, że Jenna to wam po prostu wykuje – Jennę w sumie poznali wcześniej przy posiłku. Krevos wspomniał, że jest ona najzdolniejszym kowalem w gildii. - Tak czy inaczej nie ma co chodzić gdzie indziej! No… ale wracam do roboty. Do zobaczenia! – i czmychnął na zaplecze nim ktokolwiek mógł go zatrzymać – Poszedł zanim przeszliśmy do kluczowej dla was sprawy –westchnęła Amelia - Archibald jest w głównej mierze odpowiedzialny również za nasz krąg teleportacyjny. Jeśli ktoś z gildii potrzebuje skorzystać z tej formy transportu to zgłasza się właśnie do niego. Usługa jest bezpłatna dla członków gildii, którzy muszą się gdzieś dostać w celu wykonania zadania. Jeśli chodzi o wykorzystanie naszej sieci kręgów do transportu w celach prywatnych to jest to również możliwe choć wtedy należy pokryć samemu koszt komponentów zaklęcia. Jest to 25 złotych monet – wyjaśniła. Po tym wszystkim Amelia zostawiła grupkę samą sobie i poszła zająć się własnymi słowami. Każdy miał więc kilka godzin przed wieczorem i czekającym na nich koncertem. Przy okazji ustalili jeszcze między sobą kwestię towarzyszącej im osoby. Padło na Gorgę, która wydała się wszystkim optymalnym kandydatem. Pozostawało później dać znać Amelii. *** W końcu nadszedł i wieczór a z nim obiecany koncert. Zebrało się sporo osób, głownie z gildii, ale wyglądało, że i spoza niej. Przy stole umiejscowionym na podwyższeniu Rodney dojrzał nawet bogato odzianego jegomościa, w którym rozpoznał burmistrza Albany. Pojawiło się też paru innych szlachciców czy przedstawicieli lokalnego biznesu. Jak widać gildia, a przynajmniej jej główny budynek, nie były zupełnie zamknięte dla obcych. Co ciekawe jednak, obie tablice ogłoszeniowe na tę okazję zostały ogołocone. Rebeka wraz z kilkoma pomocnicami uwijała się w ukropie by każdy miał przed sobą coś do jedzenia i picia, ale głównym obiektem zainteresowania była jednak scena. A na niej wystąpiło kolejno kilkoro członków gildii o uzdolnieniach muzykalnych. To jednak ostatnia z nich, Lily Słowik była tą, na którą wszyscy czekali. I nie zawiedli się. Już w pierwszym utworze pokazała, że ma głos godny ptaka, od którego dostała przydomek a potem było tylko lepiej. Widownia była zachwycona. Po właściwym koncercie przyszła pora na trochę więcej swobody. Kilkoro gości wyszło, kilkoro innych, w tym burmistrza, Krevos i Amelia zabrali gdzieś do prywatnych pomieszczeń. Na szczęście jeszcze przed koncertem drużyna zdążyła powiadomić tą ostatnią o wyborze Gorgi jako ich towarzyszki wyprawy. W głównej sali zaczęły się tańce przy akompaniamencie muzyki granej przez gwiazdy koncertu. Można było się zabawić, pogadać i popić, co kto lubił. Tyle tylko, że niektórzy musieli pamiętać, że następnego dnia planowali wyruszyć na ważną wyprawę. *** Dobra zabawa sprawiła, że nim wszyscy zwlekli się z łóżek, słońce było już dość wysoko na niebie. Na szczęście plan nie przewidywał wyruszania o bladym świcie. Tak czy inaczej jednak cała czwórka spotkała się we wspólnej Sali gdzie czekała już na nich Gorga. Było też parę innych osób, niektórzy z wyraźnymi śladami kaca, którzy również postanowili chyba dłużej poleniuchować. Rebeka krążyła między nimi podsuwając pod nos jedzenie lub, jeśli ktoś potrzebował, „specjalne ziółka”. Śniadanie trafiło też pod nosy rekrutów, którzy mogli posilić się przed wyprawą. Przy okazji Gorga podzieliła się kilkoma informacjami odnośnie pierwszej części podróży. - Tak jak słyszeliście wczoraj, skorzystamy z kręgu teleportacyjnego by dostać się bliżej naszego celu. Przeniesiemy się do rezydencji Vandervena Duan. Van to stary członek Smoków, już w spoczynku. Zajmuje się głównie swoimi własnymi badaniami ale formalnie ciągle jest jednym z nas. Przy okazji opiekuje się też kręgiem, do którego trafimy. O ile pamiętam to ma wokół niego sporo zabezpieczeń więc gdy pojawimy się na miejscu, po prostu czekamy i nie ruszamy się nigdzie. Dostał informację, że przybędziemy więc nie powinniśmy być zmuszeni długo czekać. Sam Vanderven bywa dość opryskliwy, ale nie zrażajcie się tym, w gruncie rzeczy to dobry człowiek. W rozmowie z nim zaś bądźcie konkretni. Mówcie wprost i nie owijajcie w bawełnę a na pewno to doceni, nawet jeśli tego nie okaże – doradziła krasnoludka. – Powinien mieć możliwość przenocowania nas jeśli chcecie zaczekać do przyszłego ranka z wyruszeniem, ale tą decyzję zostawiam już wam. Słyszeliście jak wygląda kwestia czasowa. – dodała. Ustalono, że spotkają się przed południem u Archibalda już gotowi do drogi. Dawało to trochę czasu na ewentualne zakupy czy inne ostatnie przygotowania. Gorga oczywiście czekała na resztę grupy o wyznaczonej porze. Archibald ciągle sprawiał wrażenie zabieganego, ale nie przeszkodziło mu to w znalezieniu chwili czasu. Gdy byli już wszyscy, zaprowadził ich do budynku przyległego do sklepu. Znaleźli się w sporym pomieszczeniu mającym ze 20 metrów wzdłuż i wszerz. Było ono praktycznie puste jeśli nie liczyć kilku wiecznych pochodni na ścianach. Oprócz drzwi, którymi weszli, były tam jeszcze solidne wrota, których wielkość pozwalała na swobodny wjazd wozu czy dwóch konnych obok siebie. Uwagę jednak przyciągało to, co znajdowało się na środku a mianowicie trzymetrowej średnicy lśniący krąg. Magiczny konstrukt wydawał się świecić nikłym blaskiem, choć może był to po prostu efekt światła pochodni odbijającego się od błyszczących linii. Tak wzdłuż obrzeży jak i w samym środku pełno było różnorakich symboli magicznych. - Nasz krąg teleportacyjny. Cudeńko. Rok rzucania zaklęcia w tym samym miejscu dzień w dzień. Upierdliwe i kosztowne. Ale przydatne, oj przydatne. Wiele ułatwia. Korzystaliście już kiedyś z takiego? – Archibald chyba uznał, że nie bo od razu przeszedł do instruktarzu. – Krąg nie działa sam z siebie. Ciągle wymaga zaklęcia oraz znajomości runów definiujących krąg docelowy. I jedno i drugie wymaganie spełniam oczywiście. Kiedy zacznę rzucać zaklęcie, proszę nie przeszkadzać. Potrwa to z minutkę, ale będziecie dokładnie widzieć kiedy skończę. Pojawi się przed wami portal, ale tylko na kilka sekund. Proszę więc wstrzymać zachwyty i od razu przechodzić. Nawet z permanentnym kręgiem każde zaklęcie zużywa trochę kosztownych składników więc wiecie… -wyjaśnił gnom. – To co, gotowi? Zaczynam, więc. I wszedł w krąg, w którym wyciągniętą z sakiewki dziwną, mieniącą się wieloma barwami kredą zaczął wyrysowywać jakieś dodatkowe symbole. Potem zaś stanął na granicy kręgu, rozłożył szeroko (jak na gnoma) ramiona i zaczął inkantację zaklęcia. Była skomplikowana, zdecydowanie ponad możliwości czarujących członków grupy. Ale najważniejsze, że zadziałało bo nagle z głośnym pyknięciem przestrzeń wewnątrz kręgu jakby rozdarła się, a przed drużyną pojawiły się migotliwe wrota prowadzące gnom jeden wiedział gdzie. Nie było jednak czasu na zastanawianie się. Cała piątka wkroczyła w portal by w ułamku sekundy pojawić się nagle zupełnie gdzieś indziej. Uczucie było… dziwne. W głowie odrobinę się kręciło i miało się wrażenie lekkiej dezorientacji. Nic jednak co by uniemożliwiało natychmiastowe i skuteczne działanie. Choć teraz, jak wspominała im Gorga, musieli po prostu trochę zaczekać. Przy okazji można było rozejrzeć się trochę po pomieszczeniu. Było równie puste jak to, z którego wyruszyli, ale mniejsze. Ściany były kamienne i nie było w nich okien. Wyrobione w magii oczy Rodneya, Oriany i Merveil dostrzegały jednak na nich zarysy symboli. Bez wsparcia oka magią były dość ulotne i niemożliwe do odczytania, ale bezpiecznym zakładem było, że stanowią część magicznych zabezpieczeń pomieszczenia. W końcu jednak usłyszeli odgłos kroków i stukot laski uderzającej o kamień. Prowadzące do pomieszczenia drzwi otworzyły się i stanął w ich dość srogo wyglądający siwobrody starzec, którzy zmierzył całą piątkę niezbyt zachwyconym spojrzeniem. Jego twarz tuż nad nosem przecinała skośna blizna. Odziany był w prostą brązową szatę a w dłoni miał drewnianą laskę zwieńczoną czerwonym kryształem. - No… kogo tu diabli przywiali? – mruknął. - Też się cieszę, że cię widzę, Van – odparła Gorga. – Zdejmiesz na początek zabezpieczenia? – zasugerowała. Starzec westchnął ciężko i wymruczał coś pod nosem by wreszcie walnąć laską w podłogę. Symbole na ścianach na chwilę rozjarzyły się tak, że nawet Jared mógł je dostrzec, ale szybko zniknęły zupełnie. - No i zrobione. Ale ciągle nie wiem kto zawitał w moje progi. Jestem Vanderven Duan ze Spiżowych Smoków, choć w stanie spoczynku już. A wy? – zapytał czwórki rekrutów.
  11. Ograniczona obecność do poniedziałku.
  12. prolog

    Arcturus Arcturus uśmiechnął się szeroko widząc mamę. Może nie wyglądała najbardziej wyjściowo, ale skupił się by jej obraz jak najlepiej wrył mu się w pamięć. Mini pół roku nim znów ją ujrzy. Przewrócił jednak oczami słysząc, że brat pierwsze co robi to narzeka. - Przydziały są chyba najlepsze na jakie mogliśmy liczyć. Przynajmniej mój i Shareny. Pasują do nas jak ulał - stwierdził z przekonaniem. - Regina dała nam też trochę przydatnych wskazówek więc nie ma tragedii - dodał. - No i mimo wszystko będziemy tu wszyscy razem więc nie będzie tak beznadziejnie. Zawsze będziemy mieli kogoś, do kogo można ot tak po prostu się odezwać, pogadać. Kogoś, kto nie jest ukrytym wrogiem bo jest Crow. A Crow to rodzina. A rodzina trzyma się razem. Proste - zapewnił. O nie, on uczuciu beznadziei nie miał zamiaru się poddać. Szczerze wierzył, że jego rodzina to wytrwa. - Wy za to trzymajcie się tam jakoś. Nie wysłały byście nas tu wszystkich gdyby nie robiło się niebezpiecznie, prawda? Ale dajcie sobie bez nas rade przez ten rok. A potem... potem na pewno damy radę jakoś wam pomóc. Nie bójcie się! Wszyscy będziemy wyszkoleni w Mocy i już nie będziecie się musiały bać - zapewnił. Cóż, odwracał tutaj trochę acklaya ogonem robiąc z matek te, które bardziej powinny się martwić, ale... kto wie czy tak nie było naprawdę. Jednak nie kłamał mówiąc, że jako już wyszkolony adept Mocy będzie chciał pomóc. Może w międzyczasie trafi choćby na jakiś potężny artefakt, który w tym pomoże? Starożytną tajemnicę Sith? Cóż, w tych wszystkich grobowcach musiało być coś przydatnego.
  13. Jorus Jorus był zadowolony, gdy wreszcie można było opuścić niegościnną wyspę. Walka go nie przerażała, ale nie żył dla walki samej w sobie. Były ciekawsze rzeczy na świecie niż dać się zabić a to zawsze było przecież ryzyko. Ślady na jego ciele były tego jasnym dowodem. Po podniesieniu kotwicy dał się potraktować porcją leczniczej magii Arlen. Po solidnym śnie pewnie też czułby się dobrze, ale skoro mieli kapłankę na pokładzie to czemu nie korzystać z dobrodziejstw, które zapewniała. Od przybytku głowa nie byli. Dość szybko więc znów był w pełni sił i mógł dołączyć do prób rozmowy z krasnoludem. Język krasnoludzki akurat znał więc mógł pomóc przy dogadywaniu się z uratowanym. Potem zaś spędził z nim jeszcze trochę czas ot tak by dotrzymać towarzystwa. Jorus wolał sobie nie wyobrażać jak to jest być tak nagle odciętym od świata. Bez oczu, którymi mógł nań patrzeć i bez języka, przy pomocy którego mógłby łatwo wyrazić swe myśli. Jaszczuroludzie byli okrutni robiąc mu coś takiego. I momentami Jorus żałował nawet, że tego jednego puścili wolno ot tak. Może nie myślał o zniżaniu się do ich poziomu, ale usunięcie takich elementów ze świata mogło jednak być dobre. Na szczęście o wszelkich żalach zapomniał gdy przyszło pogorszenie pogody i okazało się, że każda para silnych rąk może się przydać na pokładzie. Robił więc co bosman kazał, ciągnął co było do ciągnięcia i pomagał jak tylko mógł. Lepsze to niż siedzieć bezczynnie w głębi statku i dać sobą rzucać z boku na bok. Dopiero gdy pogoda się ogarnęła, Jorus skorzystał z chwili na odpoczynek. Burza, którą zostawiali za sobą jakoś specjalnie go nie interesowała. Może gdyby lepiej pamiętał opowieść Gavina... Ale nie, wtedy był już dość mocno pijany. A teraz był zmęczony. Wolał więc spać niż zaprzątać myśli jakimiś pogodowymi pierdami. Okrzyki oznajmiające pojawienie się nowych okrętów powitały go więc gdy akurat zbierał się ze swojego hamaka. Przyjaciel czy wróg? Dobre pytanie. Może to ta krasnoludzka flota? A może piraci? Cóż, lepiej być przezornym niż martwym. Zrzucił więc z grzbietu koszulę i narzucił na plecy niedźwiedzią skórę. Za pas wsunął oba toporki, w jedną rękę chwycił swoje wielkie toporzysko, a w drugą pęk oszczepów. Z ponurą miną ruszył ku pokładowi... akurat wtedy kiedy rozpętało się piekło. - Cholerna magia... - mruknął pod nosem gdy echo pierwszej salwy umilkło. Na pokład dotarł dopiero po pierwszym uderzeniu więc nawet nie wiedział co to było. Zakładał jakąś salwę kul ognistych czy coś. Cokolwiek to jednak było, poszatkowało okręt nie przejmując się grubymi deskami burt. Choć sam Jorus nie oberwał, wielu nie było tak fortunnych. W tym Blackthorn, którym jednak juz zajmowała się Arlen. Z ponurą determinacją na twarzy Jorus przyjrzał się podpływającym przeciwnikom. Orkowie. O tak, tego przeciwnika znał. Nie lekceważył, ale też nie lękał się takich jako oni. Niech podpływają. Jego topór czekał. Szykując się do walki barbarzyńca ruszył na rufę ku lordowi. On był dowódcą i jego trzeba było bronić. Równie dobrze Jorus mógł więc przyjąć napastników właśnie tam. Przykucnął przy burcie i w pierwszej kolejności przygotował oszczepy. - Bracie orle, ponieś me pociski ku sercom wrogów Bracie niedźwiedziu, daj mi swych sił by zgnieść przeciwników Bracie wilku, prowadź mych sojuszników niczym zgraną watahę... Nie była to ani modlitwa ani też żadne zaklęcie, ale mimo wszystko Jorus poczuł się pewniej. Miał wrażenie, że jego zwierzęcy bracia faktycznie usłyszeli jego zew i przybyli właśnie na wezwanie. I dobrze, każda pomoc się przyda. Jorus wychylił się nad burtę i ocenił odległość. Jeszcze kawałek. A potem niech przychodzą. Jeden po jednym lub wszyscy na raz - nieważne. To był jego statek. Żaden go nie zdobędzie.
  14. mg vs bg

    Planszwka! <3 Milion punktw dla WuWu! Ciekawe... jaka jest jego ulubiona gra?
  15. Mój zmysł epickości na razie milczy. Nie wiem więc jeszcze czy wykorzystam tego epic prize. Najwyżej wykorzystam go po walce na epicką grupowa shoarme czy coś.