Jedi Master

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    10317
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jedi Master

  1. Raczej zostaniemy w Pyrkonowej strefie jedzeniowej biorąc pod uwagę, że wiele osób może mieć zaraz przed lub zaraz po jakieś punkty programowe.
  2. Piątek do Niedzieli = Pyrkonokalipsa.
  3. Roxi pewnie popełniła błąd próbując walczyć z wiatrem zamiast...
  4. I only know one story. But oftentimes small pieces seem to be stories themselves. Patrick Rothfuss, "The Name of the Wind"
  5. Jorus Akademicki Barbarzyńca - Kiedyś walnąłem w twarz jednego takiego wykształconego. Puszył się jak paw jaki to nie jest mądry... ludzi w karczmie wkurwiał... - wtrącił melancholijnie Jorus słysząc, że o nim mowa. - To się liczy jako coś wspólnego z wykształceniem?
  6. U mnie wydanie SOLa podbiło wynik o +10. Tutaj pytania do MG czy już po rzucie można (1) zdecydować o podbiciu wyniku znając go oraz (2) wykorzystać na raz więcej SoLi do takiego podbijania. O ile mi jednak wiadomo, u Aruny zawsze można było przerzucać w nieskończoność. To taka metoda na to by graczy wyprali się z SoLi. Zerknij w część dla mnie odnośnie tych rzutów, najwyraźniej ktoś tu miał nadzieję na właśnie coś w tym stylu. No ale pewnie najlepiej tutaj zaczekać na odpowiedź odnośnie pierwszej opcji.
  7. Tak w ogóle to co do Louiego, to ja go aktualnie widzę jako tego lwa z Troskliwych Misiów jak napierdziela w przeciwniczkę swoją serduszkową mocą.
  8. W moim wypadku Aruna wyraźnie zaznaczyła, że SoLe na przerzuty są dopuszczalne. Do tego na początku MGvsBG definicja SoLa też mowi, że jedną z jego funkcji jest ponawianie rzutu. Proponuje więc byście nie czekali tylko rzucili by ewentualne wyniki już były i MG od razu mogli planować jak ma wyjść akcja. W najgorszym wypadku A&A stwierdzą, że przerzut nie wchodził w gre i nie wezmą go pod uwagę (więc i straty SoLa nie będzie). To się nazywa optymalizacja czasu odpisów.
  9. Tarcza w twarz - 54 po bonusie z SoLa. Ktoś sobie sprasuje twarz. A jak już padnie to niech leży - zaklęcie pętające za 87.
  10. mg vs bg

    Moja reakcja była bardzo podobna. Ale wygląda, że Arcturuś wylądował z Cieniami. Ktoś z rodzeństwa dołączy?
  11. Testy na przeskok czasowy. Na początek Arcturuś skupia się na potrzebach podstawowych i stawia za cel znalezienie składów z jedzeniem. Perception, level formidable, boost za wykorzystanie mocy Seek oraz liczne inne umiejętności, które mu pomagają: Wynik, co zaskakujące, pozytywny: Wygląda na to, że Arcturuś będzie miał dostęp do prawdziwego żarcia. Dalej Arcturuś próbuje dostać się do grupy akolitów znanej jako Cienie. Biorąc pod uwagę, że lubują się w zdobywaniu informacji, chłopak próbuje im zaimponować swoimi zdolnościami do cichego dostawania tam gdzie chce. Sneak, level Daunting, boosty za wcześniej zdobyty dostęp do jedzenia: Wynik pozytywny: Poszukiwanie grupy zakończone sukcesem.
  12. Oj tam, jeszcze drużyna z balu zdąży załatwić swoich i pójść na odsiecz. A w sumie w balowej drużynie odpisy są już. Możemy liczyć na jakiś odpis (choćby rozpiskę kto na co rzuca) jeszcze w weekend?
  13. Jorus Zafascynowany Światełkami Barbarzyńca - Wow! Kolorowe światełka! - Jorus roześmiał się jak dziecko na festynie widząc pokaz magii elfa. - Ładne! - stwierdził i podszedł bliżej do magicznej ściany, która ich otoczyła. Chciał sprawdzić czy w lustrach da się przejrzeć i zobaczyć jak aktualnie wygląda. - Tak czy siak, chujowo, że ten Manker tu podpadł. No ale groźby wobec kobiety... - Jorus pokręcił głową z dezaprobatą. - Z drugiej strony to przyjaciel dobrego znajomego. Rozumiesz więc. Co się z nim stanie jak go znajdziesz? Nie brzmi jakby szykowało się tylko na pogadankę o szacunku do kobiet - zapytał Jorus. Nie bardzo podobało mu się wydawanie przyjaciela Aenghusa. Zwłaszcza, że nawet nie znali całej sytuacji i słowo tego elfa tutaj było jedynym co mieli. - Swoją drogą nie znasz tu kogoś, kto zechciał by odkupić kawał świeżego mięsa z wielkiego jaszczura? Wykrojone z ogona, dziś upolowany - zainteresował się.
  14. Nie udało się. Charlie był trochę zawiedziony bo wydawało mu się, że idealnie wymierzył, ale najwyraźniej bliźniak jeszcze bardziej idealnie unikał. Rasputin był jednak daleki od rozpaczania nad porażką. Raz, że zawsze bezwstydnie mógł zwalić swe niepowodzenie na skuteczną, jakby nie patrzeć, taktykę Evey. Dwa, że niedoszły cel już zrywał się z ziemi i wyglądało, że chciał się na Charliego rzucić. Cóż, proszę bardzo. Chłopak nie bał się starcia wręcz. Ciocia Kitty czy wujek Logan trochę go swego czasu uczyli więc wiedział jak się bronić. Ale choć wyglądał jakby szykował się właśnie do bezpośredniej konfrontacji, w rzeczywistości miał inne plany. Oto bowiem jego usta już poruszały się a słowa mocy tańczyły na końcu języka. Charlie szykował się do kolejnego zaklęcia, choć nie chciał go uwalniać do ostatniej chwili. I nie było to też wcześniej rzucone zaklęcie oplatające. Je już przeciwnik widział więc mógł być gotów do uniku, co zostawiło by Rasputina otwartego na kontratak. Zamiast tego Charlie postanowił zagrać pasywniej i szykował zaklęcie mające osłonić go tarczą. Jeśli przeciwnik dysponował jakimś atakiem dystansowym to dawało to szanse obronić się przed czymś takim. Jeśli zaś nie miał możliwości dystansowych to nie mógł pozwolić by Charlie trzymał go na dystans i ciskał w niego zaklęciami. Któreś by w końcu trafiło. W takim wypadku pozostawała mu szybka szarża i skrócenie dystansu. Wyglądało, że na to się właśnie zanosiło. Jeśli więc Charlie dobrze wybierze moment, to nagłe pojawienie się magicznej tarczy przed nosem napastnika powinno zrobić mu niezłą niespodziankę. Po odbiciu się od niej powinien być na tyle zdezorientowany by można było rzucić zaklęcie oplatające - tym razem skuteczniej. Oczywiście tyle teoria. Trzeba było zobaczyć co w praktyce. Skoro Charlie chował niespodzianki to i przeciwnik mógł robić podobnie.
  15. Jorus Zwiedzający Barbarzyńca A więc poszukiwania? Dobrze, mogło być i tak. Jorusowi nie przeszkadzało szwendanie się nocą po ciemnych uliczkach. Ruszył więc wraz z pozostałymi na poszukiwanie owego loupa, którego polecił Aenghus. I tak trafili też do portu a tam na interesującą sytuację. I potencjalnie interesującą osobę w owej sytuacji centrum. Nieznajomy był tutejszym elfem, co samo w sobie zwracało uwagę Jorusa. Nie miał okazji w końcu dobrze się przyjrzeć tym, którzy byli ich przeciwnikami w Polowaniu. Do tego jednak w postawie i manierach jegomościa było coś prawie znajomego. - Ha, powtarzam jej to od jakiegoś czasu - odparł tymczasem Jorus na tekst o zbroi. - Choć pierwsze słyszę by za noszenie na sobie blach kto o sabotaż od razu posądzał - dodał zaraz. - Tak czy inaczej wiatr raczej nas nie przywiał bo przy okazji pewnie rozwiał by te cudne zapaszki. Niemniej tak se tu zawędrowaliśmy, grupka podróżników. Ja Jorus jestem - przedstawił się i mrużąc oczy przyjrzał się elfowi. - Nie jesteś aby jakimś sławnym kapitanem? Pogromcą krakenów, łamaczem kobiecych serc czy czymś w tym rodzaju? - postanowił się upewnić czy los, choć chwilowo zabrał jednego, to nie wrzucił im na zastępstwo kogoś podobnego.
  16. A u mnie coś nowego, przynajmniej pod względem wizualnym. Screen 1 Screen 2 Raz w pracy mi się tak zrobiło i nie miałem okazji zapisać, ale na szczęście (?) teraz znowu wyszło.
  17. Może targanie kogoś za plecak po ziemi nie jest najdelikatniejszą metoda przemieszczania, ale z drugiej strony noszenie Oriany skończyło się praktycznie upuszczeniem jej na sam koniec. Może więc i Rodney był przez to bezpieczniejszy? Wobec osłabienia wyładowań wokół druida, metoda ta pozwoliła też na załatwienie sprawy bez narażania się na dalsze porażenie. Jared bez problemu wyciągnął więc kolegę na zewnątrz. Gdy tylko też obaj znaleźli się poza pomieszczeniem, światło w kryształach zaczęło szybko słabnąć. Jared zdążył jeszcze też raz rzucić okiem na ciało na kamiennym fotelu - w blednącym blasku mógł dojrzeć, że klatka piersiowa znów jakby poruszyła się. W płytkim oddechu może? Jego towarzyszki były bardziej skupione na postaci Rodneya by to dostrzec. O ile to nie były zwidy, ma się rozumieć. *** Półelf klęczący przed Rodneyem wyglądał jakby miał zaraz sobie włosy z głowy wyrywać. - Ja... nie chcę... więcej - jęknął. - Nie torturuj mnie! - krzyknął też zaraz. Do Rodneya czy kogoś innego? Jednocześnie całe otoczenie zaczęło wariować i jaskinia, która początkowo widział druid zaczęła w ułamku sekundy przeskakiwać na wybudowane z kamienia pomieszczenie i zaraz znowu wstecz. Jakby obaj z półelfem błyskawicznie teleportowali się między dwoma miejscami. - Ty... Pamiętam... - nieznajomy uniósł nagle głowę i spojrzał Rodneyowi w oczy. W jego własnych było widać pewność i determinację - Ja, Veterion Fathim, arcymag trzeciego ahkal, Siódmy z Wyniesionych, zaklinam cię byś mnie uwolnił! - zakrzyknął. - Zaklinam cię byś zakończył mą karę! Zaklinam cię byś... mnie zabił! - zażądał. W tej chwili jego determinacja uleciała a z oczu popłynęły łzy. On sam padł na ziemię i przyjął tam pozycję embrionalną. Rodney dostrzegł, że równocześnie jego własne pole widzenia zawęża się i ciemność napiera na niego ze wszystkich stron. Ostatnim co widział był leżący na ziemi półelf wyciągający przed siebie dłoń. - Diano... - cichy szept był ostatnim co Rodney od niego usłyszał nim pogrążył się w niebycie. *** Gdy Rodney znalazł się na zewnątrz coś też stało się zjawie kobiety, która przez cały czas czekała przed pomieszczeniem. Uniosła głowę jakby coś usłyszała i wyciągnęła dłoń ku sylwetce siedzącej na kamiennym siedzisku. Jej usta poruszyły się jakby wypowiedziała jakieś pojedyncze słowo. Nic jednak nie dało się usłyszeć. Rodney nieprzytomny, choć da się go dobudzić. Podobnie jak Oriana, jest totalnie wytrzepany z mocy magicznej i nawet cantripa nie da rady rzucić.
  18. mg vs bg

    Super i nie mogę się już doczekać co będzie dalej. Zrobione. Wykupiłem specke Consular: Sage. Do tego podbicie Charm i Survival z 1 na 2. Na koniec wykupiłem talenty Kill with Kindness i Resercher. Poproszę zatem o scenkę z biedną i wzgardzoną przez Dlara ( ) Zash. 1. Wkręcić się do jakiejś grupy akolitów. Pierwszym wyborem będzie pewnie grupa Deldroga, u którego zdobył jakieś pozytywne punkty. Tutaj pewnie chciałby też w miarę możliwości pomóc dołączyć też pozostałemu rodzeństwu jeśli będą chcieli. No chyba, że ktoś znajdzie lepszą grupę. 2. Zdobyć dostęp do normalnego jedzonka. Wyczaić skąd można je zdobyć samemu a nie kupować.
  19. rozdział 1

    Arcturus Arcturus sam nie był zachwycony tym dokąd pognały myśli Tremela na wzmiankę o dodatkowym utrudnieniu, no ale uznał, że jego reakcję można potraktować jako formę żartu. Bo Sithowie mają poczucie humoru, prawda? Tak czy inaczej Lu nie musiała dokładać jeszcze nic od siebie, ale cóż, widać zasłużył. - Mam pełne zaufanie co do tego, że Lady Safady wybrała nam najlepszego możliwego Nadzorcę jak i że ów Nadzorca potrafi idealnie dobrać trudność stawianych nam zadań - stwierdził więc krótko i pokłonił się z szacunkiem. Zaraz jednak zostawił kwestię nieznajomej trójki na później i skupił się na słuchaniu oraz przede wszystkim obserwowaniu tego co robił Tremel z archiwum. Wyglądało na to, że był przygotowany i wiedział jak należy postępować. To mogło znaczyć, że przynieśli przedmiot, którego oczekiwał. Dobrze, choć napięcie ciągle pozostawało. A potem zrobiło się jeszcze ciekawiej gdy archiwum zostało otworzone a ze środka wyleciała mała piramidka. Tak, to musiał być właśnie holocron. Arcturus patrzył w przedmiot wielce zafascynowany i w pewnym momencie złapał się na tym, że w przeciwieństwie do Lu, on sam wręcz pochylał się by znaleźć się bliżej i lepiej przyjrzeć. Opanował się jednak w porę nim zwrócił swym dziecinnym zachowaniem uwagę Tremela. Który w tym momencie zresztą wydał wyrok. Udało się. Pierwsza próba została zaliczona! Zwycięstwo! Arcturus poczuł niewyobrażalną dumę. Zwłaszcza w kontekście pierwszej reakcji Tremela na ich pojawienie się u niego. "Szybko". To znaczyło, że faktycznie pobili jego oczekiwania. I pewnie druga drużynę też, choć Arcturus zachował na tyle profesjonalizmu by nie zacząć o nich dopytywać. Co prawda taki dobry wynik mógł faktycznie doprowadzić do tego, że Tremel jakoś utrudni dalsze zadania... a może nie? Skoro dowiedział się, że i tak ktoś sam z siebie utrudnia im życie. Skoro zaś o owych utrudniaczach mowa... - Mistrzu Nadzorco, nim odejdziemy chciałbym jeszcze tylko zapytać o dwie sprawy jeśli to możliwe - zagadnął gdy emocje trochę się w nim uspokoiły. - Mistrz nikogo za nami nie wysyłał. Ale czy ktoś może interesował się gdzie zostaliśmy wysłani? Oczywiście istnieje masa innych sposobów jak można by nas tam wytropić. Choćby wiadomości od drugiej drużyny, namierzanie speederów czy techniki Mocy, ale chciałbym przynajmniej tą jedną opcję wyklarować - to była pierwsza sprawa. Ale nie jedyna. Jego spojrzenie padło na stojącego obok Tremela astromecha. - Druga sprawa to ten astromech, B5. Czy można wiedzieć co się z nim stanie dalej? Oczywiście po tym jak mistrz uzyska od niego wszystkie potrzebne informacje. Nie kryję, że taki droid mógłby być przydatny dla świeżego akolity. Choć jeśli ma bardziej przydać się akademii czy samemu mistrzowi to nie mamy nic przeciwko. W takim wypadku może można liczyć na jakaś formę nagrody? - zapytał bezwstydnie. - Nie jesteśmy w końcu Jedi by obnosić się ze sztuczną skromnością - dodał na swą obronę. Choć Arcturus mówił wszystko z szacunkiem i pilnował się by nie być zbyt bezczelnym to ciągle było pewne ryzyko. Nie znał Tremela na tyle by wiedzieć czy zareaguje gniewem, rozbawieniem czy jak. No ale bycie Sith nie polegało przecież chyba na czekaniu aż ktoś ci coś sam da. Trzeba było wyciągać dłoń i brać, czasem zaś walczyć o to czego się chciało. Przynajmniej coś takiego mówił kiedyś ojciec. Pozostawało mieć nadzieję, że Tremel podobnie patrzy na sprawę.
  20. Arcturuś się moralizuje na koniec przygody po zdobyciu 2 punktów konfliktu. k10 na moralność i pan Turlacz dziś łaskawy bo mówi: 10 Arcturuś jest więc 8 punktów moralności do przodu.
  21. Jorus Spragniony Barbarzyńca Arlen i jej cudowne ręce, które leczą to było to czego Jorus potrzebował do odzyskania pełni dobrego humoru. - Ha, dobra robota! Dzięki - pochylił głowę przed kapłanka w wyrazie podziękowania, ale zaraz rzucił się do truchła z miną dziecka, które dostało nowe zabawki. Podczas gdy inni gadali, on najpierw wyrwał kilka kłów a potem przy pomocy topora poodcinał szpony tak by każdy mógł sobie jakiś wziąć jak chce. Jeden ze szponów oczywiście wcisnął Aenghusowi. - Masz na pamiątkę. Jak pokażesz taki to od razu większe wrażenie z historii - zapewnił. Co prawda Jorus ciągle miał wątpliwości czy ten cały pistolet coś tyranozaurowi zrobił, ale nie miał zamiaru wnikać. Wszyscy walczyli, każdy zrobił swoje i wygrali. Wszyscy razem. Każdemu należała się nagroda. Na porządne oskórowanie tymczasem jaszczura czasu nie było, ale barbarzyńca po prostu na szybko wyciął kawał jędrniej wyglądającego mięsa z ogona wraz ze skórą. Całość owinął w liść rosnącego obok bananowca i taki to pakunek zabrał ze sobą gdy już wszyscy byli gotowi do drogi. Dotarcie do miasta zajęło resztę dnia. Obyło się bez dalszych niespodzianek, ale Jorusowi bardzo podobała się taka przechadzka. Znów mógł porządnie rozprostować nogi i nie być ograniczony pokładem okrętu czy ścianami jaskiń. A i samo miasto wyglądało (i pachniało) bardziej swojsko niż te zadymione krasnoludzkie osiedla. Oczywiście żyjące tu towarzystwo było też całkiem inne, zdecydowanie bardziej niebezpieczne. Ale i bardziej barwne i ciekawe. Ze swego doświadczenia, Jorus wiedział, że w takich miejscach trzeba było zachowywać odpowiednią postawę. Podstawą było nie okazywać słabości. W gruncie rzeczy było to trochę jak w przyrodzie gdzie wilki najchętniej wybierają najsłabsze zwierze ze stada. Tutaj zdecydowanie było pełno wilków. I tak jak wśród wilków, trzeba też było uważać by zbytnią pewnością siebie nie rzucić wyzwania alfie. Generalnie postawa zdecydowana, pewna siebie, ale nie za bardzo. Pasowało mniej więcej do tego co reprezentował sobą Jorus. Może dlatego dość szybko przyciągnął uwagę jakiejś orczycy. Odpowiedział jej nieznacznym uśmiechem, ale nie miał ochoty na bliższą znajomość. Zabawa musiała poczekać. Zresztą nigdy nie gustował specjalnie w orczycach. Półorczyce jeśli już, wśród tych trafiały się czasem naprawdę niezłe kobitki. Tutaj oczywiście na to szans nie było. Choć ciekawe czy zjadą się tu jakieś elfki? Eh, ale nawet jeśli to i tak był jeden mały problem - nie miał zupełnie pieniędzy. To co miał, zatonęło w trakcie bitwy. Kto by bowiem łaził z sakiewka po pokładzie? - Dobra, to jaki plan? - zapytał więc. Jego spojrzenie kierowało się głównie ku Arlen. - Ile tam mamy na karczmę czy jakieś napitki? Napił bym się czegoś dobrego. Mam nadzieję, że lord nie poskąpił. Choć póki co pewnie można by zajść ku części na palach i poszukać tego kogo mamy poszukać... - uznał. Noc jeszcze młoda była. W sumie może po drodze znajdzie jakiś stragan czy sklep gdzie będzie mógł opchnąć mięso tyranozaura. Postanowił rozglądać się za czymś takim równie mocno co za elfkami-prostytutkami.
  22. Jared sięgnął po miksturę leczenia, ale już patrząc na nią domyślił się, że efekt może być marny. Zamiast jednolitej niebieskiej barwy miała bowiem teraz wygląda wody, w której unosiły się jakieś drobinki... czegoś. Wyglądało na to, że magia mikstury też była podatna na to co działo się w tym pomieszczeniu. Wojownik jednak nie podawał się jednak. Kilka głębokich oddechów połączonych pozwoliło mu zebrać siły. Podszedł więc na bezpiecznie wyglądającą odległość do druida i wylał na niego bukłak wody. Ani to jednak, ani krzyki nie budziły druida. Wydawało się za to, że wyładowania trochę straciły na intensywności? Efekt wody? Czegoś innego? To mogła być szansa by go teraz ruszyć. Albo można było czekać i liczyć, że wyładowania ustaną zupełnie. *** - Elficki? - półelf wyglądał na zdziwionego, trochę też jakby rozkojarzonego, ale odpowiedział w elfiej mowie. - Tak, teraz cię rozumiem i... nie, nie wiem co się dzieje. To nie jaskinia tylko... - nagle z krzykiem złapał się dłońmi na głowę i upadł na kolana. - Nie! To nie jest prawda! Zostawcie je! Kłamstwa! - twarz półelfa wykrzywiła się w szaleńczym grymasie. - To wszystko... to wszystko... - załkał, ale przerwał gdy jego wzrok padł na Rodneya. - Tylko nie ty. Ty jesteś... jesteś... możesz... - przebłysk nadziei pojaiwł się w oczach nieznajomego. - Zabij! - poprosił. - Zabij!
  23. rozdział 1

    Arcturus Cóż, B5 nie okazał się zbyt kooperatywny, ale pewnie można się było tego spodziewać. Arcturusowi nie można było jednak wytknąć, że nie próbował. Tak czy inaczej, pozostawało po prostu się pospieszyć z powrotem do Akademii i tyle. I to nawet się udało. Noc w jaskini ciężko nazwać dobrym odpoczynkiem, ale zawsze to było coś. Z odnowionymi siłami mogli sobie pozwolić na utrzymanie dobrego tempa. Dotarli na miejsce szybciej niż nawet Arcturus podejrzewał. Na miejscu oczywiście chłopak chętnie zajął by się czymś innym, choćby wziął prysznic, zjadł coś czy poszedł spać. W pierwszej kolejności trzeba było jednak zdać raport Tremelowi i upewnić się, że mają to co trzeba. Ciągle wisiało nad nimi widmo powrotu do doliny. Arcturus ograniczył się więc do krótkiej wiadomości wysłanej Atonajowi i Sharenie, w której informowął, że wrócił bezpiecznie. Wkrótce zaś stanęli naprzeciw Nadzorcy i wyglądało na to, że dziewczyny wybrały Arcturusa na ich przedstawiciela. Ten oczywiście nie miał nic przeciwko. - Mistrzu Nadzorco - zrobił krok naprzód i ukłonił się z szacunkiem. Pamiętał z pierwszego spotkania, że ten dobrze reagował na takie gesty. - Mamy coś co wydaje się spełniać kryteria, ale jedynie mistrzowi pozostaje ocena czy to faktycznie poszukiwany obiekt - odpowiedział zgodnie z prawdą i sięgnął do plecaka skąd wyciągnął archiwum. - Udaliśmy się do Doliny Poczwórnej Korony, która zidentyfikowaliśmy jako Dolinę Martwych Marzeń. Natrafiliśmy tam na sygnał nadawany przez wiekowe urządzenie, który zaprowadził nas do... pomieszczenia, w którym pracował lord Yaler Ban. Jego ciało znaleźliśmy oparte o stół z rylcem w dłoni. Zmarł dokonując zapisków. Chyba trudno było o bardziej oczywisty znak, że jesteśmy w jakiejś formie jego skryptorium. Oprócz owych zapisków, znaleźliśmy coś jeszcze. Coś, co wygląda na dzieło jego życia... - Arcturus dopiero teraz położył archiwum na stole nadzorcy. - To archiwum. Archiwum oparte o holocron, który powinien być wewnątrz. A przynajmniej tak sugerował duch, z którym miałem okazję pomówić przez chwilę. Nie byliśmy się w stanie do niego dobrać, ale zakładam, że jakieś mapy mogą być w środku. Uznaliśmy więc, że albo znaleźliśmy coś co Mistrz Nadzorca miał na myśli albo coś potencjalnie nawet cenniejszego. Wobec tego przerwaliśmy dalsze poszukiwania i wróciliśmy do Akademii - wyjaśnił Arcturus. - Chciałbym przy okazji przekazać też, że owo archiwum wydaje się mieć wpływ na osoby wkoło. Jakby... próbowało dobrać się do pamięci. Duch stwierdził, że dobierało się do jego snów. Do tego wraz z archiwum przyprowadziliśmy tego oto astromecha, który należał do lorda Bana i stał na straży jego komnaty. Na koniec muszę też wspomnieć o ataku, którego byliśmy celem. Po wejściu do grobowca pojawiła się bowiem trójka osób, z których przynajmniej jeden wyposażony był w miecz świetlny i najpierw zniszczyli nasze speedery, zmuszając później do powrotu na piechotę, a potem zawalili za nami wejście próbując pogrzebać żywcem w grobowcu. Danae widziała ich najlepiej więc może służyć większą ilością szczegółów. Z mojej strony chciałbym tylko zapytać czy owi osobnicy byli kimś w rodzaju dodatkowej przeszkody, którą Mistrz Nadzorca posłał by sprawić by test był trudniejszy? Nie wydaje się bowiem by byli to upadli akolici - Arcturus był naprawdę ciekawy kim była tamta trójka i co mogli mieć do niego i dziewczyn. - W każdym razie tak wygląda sytuacja, sir. Jeśli to nie to czego mistrz od nas oczekuje, jesteśmy gotowi wrócić do poszukiwań - zapewnił. Nawet on jednak miał nadzieję, że to co przynieśli będzie mu wystarczył.
  24. You have no power here! 7 - Charlie przez chwile podziwia, docenia co widzi, ale nie pozwala by go to rozproszyło.
  25. Jorus Ciężkostrawny Barbarzyńca Barbarzyńcy zdecydowanie spodobała się nowa sztuczka Larson. Nie tyle działała na jego broń co na niego samego, sprawiając, że poruszał się dużo szybciej. Szybciej też zadawał ciosy, co sprawiło, że sprawił nie lada przyjęcie szarżującemu tyranozaurowi. Broń w jego rękach uderzała z szybkością błyskawicy a każdy cios poparty był siłą potężnych mięśni i zostawiał w ciele gadziny głębokie rany sięgające zapewne organów wewnętrznych. Ten nad wyraz skuteczny atak skupił oczywiście uwagę bestii na samotnym półelfie i ta postanowiła chyba go po prostu... zjeść. Był jednak mały problem bo o Jorusie można powiedzieć dużo rzeczy, ale zdecydowanie nie to, że był łatwostrawnym posiłkiem. Wręcz przeciwnie. Chwycony w potężną paszczę odrzucił od razu nieporęczną teraz broń drzewcową i zaparł się tak, by nie dać szczęką zacisnąć się na nim. Jednocześnie wyszarpnął miecz i wbił go w podgardle drapieżcy. Ten jednak chwilę wcześniej otrzymał śmiertelny cios z rak Aenghusa i ostatnie działanie Jorusa było już tylko sposobem na wyżycie się. Nie żeby jakoś przeszkadzało to barbarzyńcy. Tak czy inaczej walka była zakończona. Jorus wygramolił się z paszczy i otrzepał ze śliny wymieszanej z jego własną krwią. Fakt, poharatało go nieźle, ale nie wyglądało by bardo się tym przejął. Bywał już w gorszym stanie. - Nah, najlepiej poluje się stojąc z bestią oko w oko. Dlatego zresztą dałem się pochwycić, miałem bliżej do jego głowy! - zaśmiał się wyraźnie zadowolony z siebie, mimo, że przed chwilą prawie został zjedzony. - Ja się będę trzymał wersji, że jaszczur po prostu się mną zadławił, ha! - dodał. - A co do ran to nie powinien być problem - doparł też w odpowiedzi na troskę loupa. Zaraz też nachylił się do kapitana i szepnął mu cicho. - Można powiedzieć, że to nawet dobrze. Odwrócił się następnie do Arlen i zrobił minę zbitego kotka rozkładając jednocześnie ramiona na boki. Wyeksponował tym samym swój okrwawiony tors. Nagi tors, trzeba dodać, bo idąc przed dżunglę pozbył się wcześniej koszuli. W sumie dobrze, bo się nie zniszczyła. - Arlen, zrób ręce, które leczą! - poprosił tymczasem. Później w sumie była jeszcze jedna kwestia warta zastanowienia. - Ej, tak w ogóle to dobre jest mięso z takiego jaszczura? Słyszałem kiedyś, że z ogona dobrze smakować powinno. Można by zabrać trochę i w mieście sprzedać czy coś. Będzie wtedy za co wypić - zaproponował. Sam miał zamiar zabrać trochę zębów i szponów bestii by zrobić z nich sobie jakiś medalion. Po utracie niedźwiedziej skóry potrzebował jakiegoś sensownego trofeum.