Jedi Master

Sidekicks
  • Ilość dodanej zawartości

    10061
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jedi Master

  1. Jorus Wstrzymywany Barbarzyńca - Broniącym się! - odpowiedział Jorus kapłance, czekając już tylko aż elf zrobi swoje sprawdzenie i będzie można walić.
  2. I only know one story. But oftentimes small pieces seem to be stories themselves. Patrick Rothfuss, "The Name of the Wind"
  3. Jorus Tęskniący za Taranem Barbarzyńca Gdy urocza kobieta delikatnie muska klatę mężczyzny swymi dłońmi, z których rozchodzi się przyjemne ciepło leczące twe rany, ów mężczyzna pewnie normalnie czułby podniecenie i nawet różne ciekawe myśli mogły by mu chodzić po głowie. Wszystko jednak idzie się pieprzyć (i to w nie ten przyjemny sposób) gdy kobieta ma na sobie warstwę blach a do tego na twarzy coś, co sprawia, że wygląda jak jakiś potwór z bagien. Wniosek? Krasnoludzkie maski i kebaby mają coś wspólnego. No ale tyle dobrego, że najgorsze poparzenie zniknęło i nie piekło już tak bardzo. Jorus mógł więc wszystkie swoje zasoby myślowe (nie tak znowu rozległe) skupić na szukaniu dalszej drogi. Bo ta prowadząca w tył w ogóle go nie interesowała. Wrota pewnie by i podniósł, nie miał tu żadnych wątpliwości, ale jednak trzeba było przeć naprzód. „Nigdy nie cofam się wstecz” jak to mawiał pewien bohater znanej ballady. A Jorus chciał być bohaterem, wielkim wojownikiem z legend. Wychodziło więc, że droga prowadziła na dół. Można i tak. Barbarzyńca bez większego problemu zeskoczył po kolejnych blokach skalnych i wkrótce był na dole. Nic tam nie próbowało go w bieżącej chwili pozabijać więc i reszta mogła schodzić. Jorus starał się przy tym zapewnić trochę asekuracji w przypadku Larson i Arlen. Ta pierwsza jednak pokazała mu, że mimo swej pozornej sztywności, jak trzeba nóżki wyciągnąć to hyca jak zając. Bez większego problemu dotarła na sam dół i nie trzeba było jej łapać. Dalej była Arlen, dla odmiany odziana w pancerz, który srogo musiał ją obciążać. Ale i ona pierwsze kamienie pokonała bez trudu. Barbarzyńca uznał, że nie docenił pań i na przyszłość musi mieć większe zaufanie do ich sprawności fizycznej. By nie okazywać dalej swego braku wiary odwrócił się i zrobił kilka kroków by zbadać trochę lepiej pomieszczenie gdy… JEBS! Coś głośno jebnęło w podłogę za jego plecami. Zdziwiony półelf odwrócił głowę, akurat by zobaczyć jak Arlen próbuje się podnieść. No cóż, tyle jeśli chodzi o wiarę w drużynę. - Żyjesz tam? – zapytał więc już drugi raz w krótkim odstępie czasu, podając kapłance ramię by łatwiej jej się było podnieść z ziemi. W taki czy inny sposób, wszyscy dotarli na sam dół. Można było skupić się na badaniach pomieszczenia. Linie, kręgi i symbole – nic z tych rzeczy specjalnie nie interesowało barbarzyńcy. Od tego byli pozostali. Jego bardziej interesowały ściany, które były… no takie fajne, gładkie, szklane jakby. Tyle, że tyle szkła na raz to nigdy nie widział. W czasie oglądania jednej z nich zaś gdzieś tam z drugiej strony zapłonęło światło i… - Patrzcie, azory! – powiadomił innych i chwycił mocniej topór, ale… tamci zdawali się nie zauważać drużyny Jorusa. Jak to tak? Oni widzieli azory, a azory ich nie? Co to za magia? I… - O kurwa – wyrwało się barbarzyńcy, gdy jedne azory rzuciły się na inne. – Trzeba im pomóc! – rzucił, choć nie bardzo było wiadomo, których może mieć na myśli. To jednak zdawało się nie przeszkadzać Jorusowi, który zaczął unosić topor, najwyraźniej planując nim właśnie rozbić taflę szkła. - Głupi barbarzyńca, mówili. Po cholerę taran nosi, mówili. A jak tarana nie ma to by się nagle przydał… masz ci los - mruczał przy tym pod nosem.
  4. rozdział 1

    Arcturus - Dobre pytanie, nie? Sam się czasem zastanawiam – odpowiedział radośnie Arcturus, choć w porę przypomniał sobie, że są jednak w bibliotece i lepiej uważać na natężenie głosu. - No ale tak na serio to faktycznie w tym roku akademia przeżywa najazd Crow bo dziesiątka nas tu wylądowała z przydziałem do różnych mistrzów – technicznie mogło ich być razem dwunastka, ale co z najmłodszymi zrobiła Regina to żadne z nich nie widziało. Równie dobrze więc można było trzymać się liczby dziesięć. – W różnych kolorach, wielkościach i płciach, dla każdego coś miłego – zapewnił. Chłopak zaczął się zastanawiać czy to mądre zdradzać takie informacje o siłach jego rodziny tutaj, ale z drugiej strony ktoś taki jak Zash pewnie mógł o wiele dokładniejsze dane wyciągnąć z komputerów akademii. W sumie zaś skoro grali w pytania i odpowiedzi to teraz i tak jego kolej. - A co miałaś na myśli mówiąc o pertraktowaniu? Masz na myśli upadłych akolitów? Czy… - zawahał się – Czy bardziej to co… hmm… pozamykano w tych grobowcach? – ta ostatnia myśl nie była zbyt przyjemna, ale w sumie to co mama mówiła, mogło się objawiać i tak pewnie. - A przy okazji na co w takich grobowcach czy w ogóle w terenie zwracać uwagę pod względem przydatności? Broń czy inny sprzęt to się rozumie, ale inne mniej oczywiste rzeczy też muszą mieć jakąś wartość dla odpowiednich ludzi w akademii. Jakieś specyficzne rośliny czy części stworzeń tu żyjących? Jakieś konkretne przedmioty z grobowców? – zainteresował się. – Pewnie jakieś zapiski jeśli mogłyby nieść ze sobą wiedzę, której tutaj jeszcze nie zgromadzono, ale coś poza tym? Skoro tak czy inaczej niedługo tam wyruszą, warto wiedzieć co może przynieść jakiś benefit. Handel wymienny musiał w akademii funkcjonować bardzo prężnie. Fakt, że choćby Jilian miała strój jaki miała, sugerował, że ktoś tu dostarcza rzeczy z zewnątrz. Pytanie tylko co takie osoby mogą chcieć w zamian za swe usługi. Ewentualnie co może być cenne dla innych studentów.
  5. Jorus Wydepilowany Barbarzyńca - Trochę mnie przyjarało, ale bez tragedii - zapewnił kapłankę Jorus gdy zapytała o jego stan. - Tyle, że koszula do wywalenia znowu. I Włosy na klacie mi chyba wypaliło, ha! Podobno szlachetnie urodzone kobitki lubią jak facet tak ma. Ktoś mi kiedyś o tym mówił. I takie szlachcie idą i płacą niby by im jakoś te włosy usunęli. Że niby woskiem czy coś. Naiwniacy, ja tu ma to samo za darmo! - zaśmiał się. - Ale w sumie to upierdliwie piecze teraz więc dajesz te ręce, które leczą - dodał stając przez Arlen i rozkładając szeroko ramiona by miała niczym niezablokowany dostęp do jego klaty. - No... a jak drogi innej nie widać nigdzie to faktycznie w dół trzeba. Ja mogę przodem coby mi potem nikt topora nie blokował jak kolejne pełzające chujki się trafią albo co gorszego - zaproponował.
  6. Jorus Pieczony Barbarzyńca To, że prędzej czy później wlezą na co co zechce ich zabić było pewne, ale skoro kapłanka i elf nie mogli dojść do porozumienia, Jorus puścił ich przodem by w razie czego podjęli decyzję między sobą. Sam po prostu szedł zaraz za nimi by w razie czego ratować ich tyłki. W sumie dobrze zrobił, bo okazało się, że po znalezieniu jakiegoś dziwnego pomieszczenia, od razu wpadli w pułapkę. Zatrzaśnięte drzwi za plecami i potwory wyłażące z ziemi. No po prostu klasyka. Takie wunsze jedna, co one mogą zrobić? O okutą w pancerz Arlen to takie tylko się rozbiją i... I takiego chuja, jak jeden pierdolnął to mało kapłanki od razu na ziemię nie posłał. Elf też już spierdzielał przed kolejnym na bok wiec dość szybko stało się jasne, kim trzeba zatkać drogę ku ich flankom i tyłowi. Tyle dobrego, że Larson ogarniała co robić i zaraz ostrzegła barbarzyńce, że czas na sztuczkę. Ten tylko uśmiechnął się szeroko i nadstawił broń by czarodziejka mogła jej dotknąć. Magia rozgorzała w jego toporze a gorączka bitewna w jego ciele. - Wrrrraaaaaaaah! - wydał z siebie okrzyk bojowy chwilę potem i z bronią wzniesioną do ciosu rzucił się między wrogów. Jego oręż unosił się i opadał w regularnych odstępach tnąc a wręcz szatkując napierające stworzenia. To, które zaatakowało Arlen padło pierwsze, uwalniając kobietę od zagrożenia. Pozostałe szybko doszły do wniosku, że to on zatem stanowi największe zagrożenie więc rzuciły się na Jorusa. Ale co z tego? Barbarzyńca był niewzruszony. Choć żar bijący od ognistych bestii ranił go nawet wtedy, gdy sam je uderzał, nie spowolniło go to nawet na chwilkę. Jego koszula oraz owłosienie na klacie i ramionach trochę ucierpiały, ale gdy finalnie to on stał ponad ciałami pokonanych wrogów, nie na odwrót. Walka została zakończona, a oni po raz kolejny byli zwycięzcami. - To są te azory? - upewnił się, trącając jednego trzonkiem topora. - Nie wyglądają jak krasnoludy - zauważył, okazując niezwykłą przenikliwość. - I te, Arlen, żyjesz tam? - postukał palcem w maskę kapłanki. - Śmignął cię, że ho ho. Coś ta tarcza wiele nie pomaga - zauważył. No ale kapłanka ruszała się i wyglądała, że nic jej wielkiego nie jest. Za to Aramil zaczął już kombinować gdzie dalej można by się wybrać. I postawił na płonące antresole. - Jak tam chcesz - wzruszył ramionami. - Jeden elf z ogniska, proszę bardzo - chwycił elfa w pasie i po prostu podniósł do góry bez większego wysiłku.
  7. - Mam nadzieję, że rytuałów pogrzebowych nie będziemy potrzebowali – mruknął Aizen w odpowiedzi słowa Oriany, na co przytaknęła mu tak lady Gal’das jak i Minerva. - Dobrze powiedziane – dodała elfka. – Ale tak czy inaczej należą się wam i informacje o tym co my wnosimy do ekspedycji. Ja sama chcę się skupić głównie na kwestiach badawczych i liczę, że mi to umożliwicie. W razie czego będę jednak miała do dyspozycji magię wtajemniczeń jak i objawioną mi przez mego Pana. To zapewni mi szeroki wachlarz możliwości wparcia was w walce i własnej obrony. Raczej nic na co wy sami musieli byście uważać. Była bym też wdzięczna za trzymanie ewentualnych zagrożeń z daleka ode mnie. Nie jestem najlepsza w bezpośrednim starciu – lady zakończyła swoje przedstawienie. – Minervo? – przekazała pałeczkę pani kapitan. - Jutro zobaczycie mój styl walki. Wspieram się też magią, zaklęcia ochronne oraz zwiększające siłę mych ataków. W walce moim priorytetem będzie ochrona lady więc będę się starała trzymać blisko niej. Dlatego nie liczcie na mnie w razie potrzeby silniejszego parcia naprzód, to będzie na waszych barkach – postawiła sprawę jasno kobieta. - Ja i moi ludzie jesteśmy przeszkoleni w walce bronią. Głównie miecz i tarcza. O ile jednak ja pewnie dołączę do grupy by chronić naszą panią, pozostali w tym czasie będą pilnowali obozu i drogi do wnętrza mgły. Nie chcemy by wieśniacy czegoś spróbowali gdy będziemy w środku – wyjaśnił. - Słusznie – przyznała Gal’das. - Eh, chciała bym pójść z wami – westchnęła tymczasem młoda Oliara. – To taka… przygoda! – rozmarzyła się. - Jakby potrzebne ci były dalsze przygody – skarciła ją starsza elfka. – Zresztą będziesz mogła wziąć udział w badaniach, ale nie na początku. Najpierw musimy upewnić się, że jest tam relatywnie bezpiecznie – dodała już łagodniej. - Dobrze jednak, ja wracam do swojej pracy. Lea, przynieś mi proszę później trochę tego gulaszu – pracodawczyni jak widać skończyła na dziś kwestie związane z jej nowymi pracownikami i wróciła do swego namiotu robić… cokolwiek tam robiła. Zresztą nad obozem zrobiło się już ciemno więc może po prostu wolała wcześniej się położyć? Niby elfy potrzebowały mniej snu, ale kto ją tam wiedział. Późna pora oznaczała też, że nie ma większego sensu udawać się do wioski. Odłożone to więc zostało na dzień kolejny. Wychodziło, że tą noc spędzą w obozie. Przynajmniej jednak nie pod gołym niebem. Namioty były spore, wiec pozwolono by grupa rozłożyła się pod ich osłoną. Merveil i Oriana mogły więc skorzystać z miejsca w namiocie Oliar i Lei, albo w tym zajmowanym przez Minervę i Tanyę. Męska część grupy dostała do wyboru miejsce z Aizenem i Uvem, albo z trójką gwardzistów. Jeśli zaś o Uve i Carla chodzi to i tę dwójkę drużyna miała w krótce okazję poznać. Uve okazał się dość młodym, rudowłosym gnomem, który radośnie przywitał się ze wszystkimi. Carl zaś był młodzieńcem w podobnym wieku jak Henry. Głowę miał ogoloną na łyso a minę dość ponurą przez co nie sprawiał zbyt przyjaznego wrażenia. W rozmowach przy ognisku nie udzielał się też wiele tylko siedział z boku i przyglądał się. Może przy przełożonym nie chciał się wychylać? Kolacja okazała się wyśmienita a i w obozie było trochę wina, którym mogli poczęstować się wszyscy, choć oczywiście w nieprzesadnych ilościach. Gdy przyszło jednak do myślenia o odpoczynku, Aizen poprosił by nowoprzybyła grupa dołączyła do jego ludzi jeśli chodzi o trzymanie wart. Po tym co odwalili wieśniacy podwojenie sił pilnujących obozu nie wydawało się złym pomysłem. Wszyscy się zgodzili. Noc upłynęła spokojnie, bez żadnych niespodzianek. Pozwoliło to wszystkim dobrze wypocząć. Rano zaś czekał na nich posiłek przygotowany przez działającą od świtu Leę. Niezbyt dobrze było bawić się w bitkę zaraz po posiłku więc pojedynek Jareda z Minervą został odłożony na jakieś pół godzinki chociaż. Dało to drużynie szansę by wraz z Uve pójść zobaczyć tą całą kołkownicę, o której im wspomniano poprzedniego wieczora. I… cała ta maszyna nie wydała się robić zbytniego wrażenia. W sumie wyglądało to trochę jakby wziął ktoś spory wóz i przeciął go na pół. Do wewnętrznych stron przymocowano potem ścianki wystające dość mocno w tył. Na tyle, że miały nawet swoje dodatkowe kółka podporowe. Ta połówki wozu połączono potem ponownie, choć dość wysoko umieszczonymi belkami. Dało to spory prześwit między ściankami pozwalający na… choćby przejechanie nad kołkiem. A kołek, jakich mieli wiele tutaj, mieścił się idealnie między te wewnętrzne ścianki. Uve wyjaśnił im, że wóz ma poruszać się wzdłuż linii kołków właśnie, przejeżdżając nad nimi i wykorzystując ścianki do wytyczenia linii prostej na podstawie dwóch obejmowanych przez nie kołków. Z przodu wozu było zaś zamontowano napędzany kołowrotem młot, który wbijać miał nowe kołki w precyzyjnie wyznaczonych miejscach. Było to pokraczne, ale wydawało się nawet przemyślane. Podobno nawet kilka kołków dnia poprzedniego już wbili. Jako jednak, że nie było się zbytnio czym zachwycać, drużyna wróciła by Jared mógł się zmierzyć z Minervą. Oboje dostali po drewnianym mieczu ćwiczebnym by nie ryzykować poranienia się… zbytnio. - Ty nie dysponujesz magicznymi sztuczkami wiec i ja zrezygnuję ze swoich – obiecała też pani kapitan gdy odziana w swą zbroję stanęła przed młodym wojownikiem. Miała miecz krótszy od tego, który dostał Jared, co dawało mu odrobinę przewagi zasięgu. Tę potęgował też fakt, że on używał tarczy podczas gdy ona nie, drugą rękę miała wolną. Jak walka miała wyglądać jednak w praktyce, to miało się okazać za chwilę. Aizen został mianowany arbitrem. - Pamiętajcie, że to tylko walka ćwiczebna. Może jutro już czeka nas inna robota więc upewnijcie się, że nie wyłączycie się z walki na dłużej – pouczył oboje kombatantów. – Kiedy dam znak, możecie zaczynać. Kiedy krzyknę stop, macie natychmiast zaprzestać walki – dodał. Odszedł na bok i wzniósł rękę… by po chwili opuścić ją, dając znak do rozpoczęcia. Minerva rozpoczęła pierwsza błyskawicznie skracając dystans i wyprowadzając szybki cios. Jared przyjął go na tarcze i wyprowadził swoją kontrę, ale przeciwniczki już nie było tam gdzie celował. Nim zdążył coś zrobić, ona odskoczyła do tyłu… ale tylko po to by zaraz uskoczyć na bok i przypuścić atak od flanki. Znów bez efektu, choć tym razem Jared o mało nie musnął jej swym mieczem gdy odskakiwała. Taka zabawa trwała jeszcze przez chwilę. Kobieta była szybka i nie próbowała nawet na chwilę pozostać w jednym miejscu. Każdy jej atak przeprowadzony był od innej strony jakby badała defensywę Jareda i szukała jego słabych punktów. Nie było ich wiele i jak się po chwili przekonała, sam wojownik nie był jedynie chłopcem do bicia. W pewnym momencie bowiem udało mu się odpowiednio szybko zareagować i celnie trafić Minervę w lewe ramię. Nawet wtedy jednak kobiet w ostatniej chwili wygięła się tak, że udało jej się zniwelować część energii ciosu. Pierwsze punkty dla Jareda! Niestety i ostatnie. To co nastąpiło chwilę potem, zaskoczyło go zupełnie. Kolejny atak pani kapitan był bowiem szybszy i celniejszy, niż którykolwiek z wcześniejszych. Jej miecz bez większych problemów ominął tak broń jak i tarczę Jareda, znajdując miejsce na ciele, gdzie jego zbroja nie chroniła aż tak dobrze. Siła ciosu może nie była wielka, ale miejsce uderzenia wypromieniowało tak wielkim bólem, że pod wojownikiem aż nogi się ugięły, a przed oczami aż zrobiło mu się na chwilę ciemno. Przytomności nie stracił, ale gdy odzyskał jasność spojrzenia, zorientował się, że leży plecami na ziemi. - Przerwać walkę! – usłyszał głos Aizena a po chwili ujrzał twarz pochylającej się nad nim Minervy. - Hej, żyjesz? Nic ci nie jest? – zapytała lekko zaniepokojona. - Chyba trochę przesadziłam... Dla zebranych wkoło pola walki nie wyglądało to najlepiej. Jared został skoszony praktycznie jednym ciosem i leżał teraz na ziemi… choć widać było, że się rusza. - No nieźle, i tak ładnie wytrzymał – skomentowała Tanya. - I nawet raz ją trafił, jeśli dobrze widziałem – dodał Henry. Gwardziści od samego początku nie mieli wątpliwości, kto wygra. - Dobra jest – przyznała i Gorga. – Umie patrzeć. Atakuje szybko, ale precyzyjnie i z zamysłem. A gdy już trafia… - pokręciła głową. – Gdyby to był normalny miecz, Jared właśnie by się tam wykrwawiał – podsumowała.
  8. mg vs bg

    Muszę cię zasmucić, ale nie, nie kocha. Jeśli używałaś generatora podlinkowanego przez mroczek to wynik triumfu z żółtej kości pokazuje on rozbity na znaczek triumfu i znaczek sukcesu. Przykład tutaj. Jeśli więc w finalnym wyniku widzisz sam znaczek triumfu, ale bez znaczków sukcesu to znaczy to, że ów sukces który jest częścią triumfu na kości został zanegowany przez porażkę z innej kości. Z racji, że efektu triumfu jako takiego zanegować się nie da, ale sukces z niego wynikający już tak, to takie działanie turlacza ma sens. Trzeba być jednak tego świadomym. To co wypadło to niestety brak sukcesów, choć z efektem triumfu i dwoma adantage'ami.
  9. mg vs bg

    To tak pod wojskowe klimaty więc Dlar lub Roshan mogą się nadawać. Broysk mógłby jedno z nich zacząć nazywać Admirałem Błękitkiem. O, a Kira poznała siostrę Danae. Tylko czemu grając republikańskim soldierem? Ktoś tu ma chyba ciągoty do zmiany stron.
  10. Action: Atak na Wąż 3, +7/k12+7 (magiczne) Bonus: W razie krytyka albo zdjęcia wunsza 3 pierwszym atakiem, dostaję drugi atak bonusowy z atutu Great Weapon Fighting. I wtedy Jebs w wunsza 1 lub 3. Move: None
  11. mg vs bg

    Ojej. No co można o nim powiedzieć? Można tylko Quinna żałować, że musiał mieć z takim do czynienia. W sumie dobrze go podsumowuje postać gracza: "This is entertaining, Quinn. It's like a space collision - you can't help but watch." No i ta rozmowa między moffem a Quinnem:
  12. mg vs bg

    Aqua, jak naprawdę tak niecierpliwy jesteś to może warto by było byś w w TORa zagrał sobie? To nawet niezły substytut gdy się tak czeka na odpisy. Można spotkać postacie, z którymi teraz nasi bohaterowie mają okazję się zapoznawać. Na przykład mój Sith Marauder (Arcturus Crow przypadkiem nazwany ) dostał też Tremela jako nadzorcę. Tymczasem przez to jak mi Kira opowiada jakie jaja są z Zash w stortyline dla Sith Inquisitora to przełykam ślinę za każdym razem gdy Arcturuś do niej się odzywa.
  13. rozdział 1

    Arcturus - Przed wylądowaniem tutaj miałem okazję podejrzeć materiały jakie zebrała Sharena o tutejszych milusińskich. To studzi trochę zapał przed nocnymi wyprawami. Ale nawet bez tego bym nie wyruszał w ciemność. Cokolwiek mogą mówić moje kochane siostrzyczki, tak szalony nie jestem - zapewnił Arcturus. - Ale mówisz, że nie tylko Sharenę spotkałaś... teoretyczka... nie brzmi to jak Shakka, zdecydowanie, to by było ostatnie z skojarzenie jakie byś miała. Roshan... też raczej nie więc pewnie Mulie? - pokiwał z namysłem głową. - Tak czy inaczej w przeciwieństwie do dziewczyn... w ogóle w przeciwieństwie do reszty rodzeństwa, lubiłem zwiedzać ruiny na Yavinie IV. Jest tam dużo budowli Massassi, świątynie, grobowce, różne inne. Choć stawiam, że te, do których miałem dostęp nie były pewnie nawet w małej części takim wyzwaniem jak grobowce tutaj. Czasem jakiś drapieżnik się trafił, ale raczej nic czego nie dałoby się łatwo odstraszyć blasterem - odruchowo dotknął miejsca przy udzie i westchnął. - A tutaj nawet tego nie mam, tylko kijek na radosny początek. Słyszałem też stwierdzenie, że tutaj nawet coś co wydaje się martwe, może nagle ożyć... - podrzucił jeszcze ciekaw czy Zash będzie miała coś do powiedzenia na ten temat.
  14. - Tylko wrodzony talent czy faktycznie nad nim panujesz? - wtrąciła się Minerva mierząc Merveil wzrokiem. - Zakładam, że to drugie skoro stawiasz to na pierwszym miejscu listy, ale jednak przyda się nam jakaś dokładniejsza wiedza. Widziałam kiedyś jak jedna zaklinaczka skasowała pół swojego oddziału gdyż jej moc była dość niestabilna i, dla przykładu, "zdarzało jej" się eksplodować wkoło z siłą kuli ognistej - kobieta skrzywiła się nieznacznie pod wpływem tego wspomnienia. - Musimy mieć coś podobnego na uwadze? Jaka specjalizacja? Ofensywa? Defensywa? Wsparcie? Kontrola? Zaklęcia skupione na jednym celu czy obszarowe? Nie wątpię, że sami między sobą znacie swe silne i słabe strony, znacie swój styl, ale będziemy walczyć ramię w ramię. Musimy więc wiedzieć czego się spodziewać. Tutaj - wskazała Jareda - widzę miecz i tarczę, całkiem solidną zbroję, więc skoro nie przyznał się do żadnych magicznych sztuczek, mogę dość bezpiecznie przyjąć jaki preferuje styl walki. Choć ufam, że za słowem "machanie" kryje się raczej bardziej bardziej profesjonalne podejście do użycia broni... - zawahała się przez chwilę a potem uśmiechnęła drapieżnie. - W sumie można by zrobić mały sparing jutro jeśli byś chciał - puściła oczko do Jareda. - Tak czy inaczej, w przypadku magii nie mam tego luksusu by choć pobieżnie ocenić czyjeś możliwości na oko - znów skupiła uwagę na Merveil. - Słuszna uwaga, Minervo - przytaknęła lady, której najwyraźniej nie przeszkadzało, że jej pani kapitan weszła jej w dyskusję.
  15. Wynsz 3 podpadł za tego kryta! Action: Atak na Wąż 3, +7/k12+7 (magiczne) Bonus: W razie krytyka albo zdjęcia wunsza 3 pierwszym atakiem, dostaję drugi atak bonusowy z atutu Great Weapon Fighting. I wtedy Jebs w wunsza 1 lub 3. Move: None
  16. Jorus uśmiecha się szeroko i w odpowiedzi na pytanie elfa krzyczy: Wrrrraaaaaaaah! Bonus Action: Aktywuję Rage Move Action: Jedno pole w górę by uszczelnić swą klatą przejście Action: Jebs toporem w Wąż 2 bo Arlen trza ratować! Atak +7, k12+7 obrażeń, broń magiczna.
  17. - Możemy się natknąć na dosłownie wszystko w granicach tego, co mogło przetrwać od czasów imperialnych - stwierdziła elfka. - Nieumarli, konstrukty, żywiołaki, jakieś stworzenia zdolne do wielowiekowego letargu. Może jakieś zabezpieczenia, jeśli to faktycznie więzienie. Ale może trafimy na coś zupełnie niespodziewanego? Nie mam pojęcia. A bez jakiekolwiek wiedzy o tym miejscu raczej ciężko mi też szukać tam czegoś konkretnego, prawda?
  18. Jorus opóźnia inicjatywe by być zaraz po Arlen. Ktos mu musi zrobić miejsce...
  19. rozdział 1

    Arcturus Arcturus rozpromienił się cały słysząc odpowiedź Zash. - No niektórzy mówią, że go przypominam, ale lubię myśleć, że jednak mam w sobie coś więcej – zapewnił nieskromnie, acz zadowolony z porównania do swego taty. Skupił się jednak na tym co Zash miała do powiedzenia dalej o dolinie, której szukali. Wyszło, że jego przewidywania co do genezy nazwy były nawet dość bliskie prawdy. Niemniej to, że dostali odpowiedź na tacy oznaczało sporą oszczędność czasu. - Choć nie wątpię, że wiele marzeń umarło na tej planecie, to jednak co mówisz pasuje idealnie. Niemniej numer z przyjemnością zapiszę – zapewnił wyciągając swój komunikator. Nie wątpił, że Zash, choć tym razem byłą tak pomocna, zawsze już taka zostanie. Niemniej na pewno była osobą, z którą warto tu było utrzymywać dobre relacje. - No, to teraz jeszcze zebrać trochę więcej informacji o samej dolinie, by lepiej wiedzieć co i jak, zebrać zapasy i jakoś tam dotrzeć – wypowiedział na głos swój pomysł odnośnie tego co całej. – Sama robisz podobne wypady do grobowców? – zwrócił się do Zash z wyraźnym zainteresowaniem. – Bo jak w ogóle wygląda praca na twoim stanowisku? Chyba nie musisz całymi dniami tylko użerać się z nieogarniętymi akolitami takimi jak my, prawda? – postanowił się dowiedzieć czegoś więcej o postaci samej bibliotekarki. Czy była typem Shareny, która w zaciszu biblioteki czuła się najlepiej czy może miała w sobie trochę więcej żyłki odkrywcy. Czy można był osobą ceniącą wiedzę i siedząc na Korriban lekceważyć te wszystko szansy na wielkie odkrycie rozrzucone wkoło?
  20. - A w przypadku spotkania czegoś pokroju licza, owe możliwości i tak pewnie sprowadzą się do próby jak najszybszego wycofania się - wtrąciła raczej mało udzielająca się dotychczas Gorga. - Jesteśmy nieźli w swojej robocie, ale swoje ograniczenia znamy. Samobójcami nie jesteśmy - zapewniła uprzejmie. - Cieszy mnie to - odparła elfka ze śladem aprobaty w głosie. - Co do drogi zaś to mnie interesuje głownie czas badań. Co potem, to już zostawię miejscowym. Myślę, że gdy już zbadamy to co tam jest i będziemy mieli szczęście nie trafić na nic co przerasta nasze siły, mieszkańcy wioski zostaną wystarczająco zapewnieni, że nie ma zagrożenia - odpowiedziała też zaraz na pytanie Rodneya. - Ale skoro już o waszych ograniczeniach mowa, co konkretnie potraficie? - zapytała ze swojej strony.
  21. mg vs bg

    Aaaaaaqua! Ty mi tu sprawiasz, że podforum się pogrubione robi! I ja z nadzieją właśnie, że już posty są wchodzę. Dajesz mi złudne nadzieje.
  22. - Nie, nie mam tu żadnych kopii - elfka rozwiała nadzieje na zbadanie zapisków i na tym skończyła temat. - I fakt, jeśli mamy odpowiednio dużego pecha to wszystko można tam w środku spotkać. Taki urok badania nieznanego, prawda? Przy czym licz to wyjątkowo mało prawdopodobna opcja. Już prędzej demilicz, biorąc pod uwagę okoliczności. Tak czy inaczej odcięcie drogi to w ostateczności żaden problem. No i w końcu w razie czego i z liczem jesteście w stanie dać sobie radę, prawda? - uśmiechnęła się nieznacznie.
  23. Jorus Wytyczający Ścieżki Barbarzyńca Jorus nie zwracał większej uwagi na górników bo i nie bardzo wiedział na co by miał patrzeć. Zostawił tą kwestię innym a sam po prostu czekał. Na szczęście nie trwało to długo i wreszcie mieli ruszać. Tyle tylko, że jeszcze te maski. Jorus z pewną dozą nieufności patrzył na swoją i chwilę mu zajęło przekonanie się by włożyć to paskudztwo na twarz. Ciężkie, ograniczające pole widzenia, nie wiadomo czy w czymś pomoże i… - Ale chujowo w tym wyglądamy – stwierdził gdy już wszyscy nałożyli swoje ustrojstwa. No ale w sumie jeśli jest szansa by to pomogło to lepiej nie wybrzydzać. – I tak, słychać – zapewnił Larson. – Choć też chu… znaczy dziwnie – dodał. Wreszcie James zaprowadził ich do właściwego szybu i mogli zejść na dół gdzie czekało… no to co czekało. Na początek na przykład pusty tunel. Jedna droga naprzód więc sprawa była prosta. Jorus zostawił innym zapewnianie światła by samemu mieć dwie ręce wolne na potrzeby topora. Szedł też z przodu by jak zwykle stać między kompanami a potencjalnym niebezpieczeństwem. Elfia krew pozwalała mu w mroku widzieć więcej niż inni, wyłączając Aramila jedynie. Prostota drogi zakończyła się jednak wraz z rozgałęzieniem. Jorus zaczął przekręcać głowę to w prawo to w lewo. Część jego chciała iść w jedną stronę, część w drugą. Spiczaste uszy jakby w lewo ciągnęły, brodę zaś bardziej na prawo ściągało jakby. Dylemat, dylemat, dylemat. No ale Larson miała rację, nie było co czekać zbyt długo. Sztuczek żadnych Jorus w zanadrzu też nie miał, ale zawsze można było zdać się na los. Ustawił więc swój topór pionowo… a potem puścił go. Broń przez chwilkę tylko utrzymała stabilność, a potem zaczęła się przechylać. Jorus odskoczył, pozwalając jej wybrać kierunek. Topór poleciał co prawda bardziej na niego (może sugestia, że najlepiej po prostu wracać?), ale jednocześnie też trochę jednak bardziej na prawo. - Wychodzi, że w prawo – zgodził się z propozycją Larson i podniósł swą broń. - Przy okazji, tak by dla jasności - bijemy czy nie bijemy jak na kogoś trafimy? – zapytał, patrząc znacząco na dwie potworne maski, za którymi chowali się Aramil i Arlen. - Chcę mieć jasność by znowu potem nie było zamieszania jak z jaszczurami.
  24. - Brawo - tym razem to Merveil zarobiła uśmiech pełen aprobaty. - Bardzo dobra analogia zwłaszcza, że droga będzie miała właśnie powstać kołków połączonych liną, w przyszłości może łańcuchem. Niestety maszyna do jej wytyczenia wymaga trochę obsługi. W gruncie rzeczy to lekko zmodyfikowany wóz konny ze swoistą prowadnicą, wielka linijka na kołach. Pierwszy i drugi kołek pozwalają ustawić kierunek maszyny i wytyczyć miejsce na wbicie trzeciego w tej samej linii. Maszyna wykorzystuje wtedy drugi i trzeci by wytyczyć miejsce na czwarty. I tak do znudzenia lub do wnętrza mgły. Wewnątrz mgły ziemia jest niezwykle równa i twarda. Utrudnia to proces wbijania, ale z drugiej strony powinno dać naprawdę niewielką odchyłkę jeśli chodzi o kierunek trasy. Maszyna samoistnie jadąca po prostej też mogłaby się tu sprawdzić, ale mi chodzi o ustawienie stałej drogi pozwalającej na częstą, dwustronną komunikację. Gdyby maszyna zepsuła się gdy ktoś jest w środku, to nie byłoby to zbyt przyjemne, prawda? Wytyczoną trasę też oczywiście da się zniszczyć, ale to już wymaga naprawdę celowego działania.