Therek

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    8510
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Therek

  • Ranga
    Zguba uniwersów wymyślonych
  • Urodziny 28.05.1986

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Poznańskie rubieże

Contact Methods

  • Skype therek86

Ostatnie wizyty

7934 wyświetleń profilu
  1. Aramil Mimo pewnych obaw okazało się że znaleźli swój ekwipunek bez większych braków. Znaczy się brakowało trochę jedzenia i całość była strasznie porozrzucana, ale dało się to ogarnąć. Ważne rzeczy były na miejscu, czyli przede wszystkim księga zaklęć i amulet. Elf zdawał sobie sprawę ze znaczenia tego pierwszego dla Larson dlatego uważnie ją obserwował kiedy sprawdzała stan swojej księgi. Widząc oznaki ulgi mógł spokojnie kompletować swoje rzeczy. Przygotowani wyruszyli w drogę przez dżunglę. Drużyna była zebrana i mieli na dodatek eskortę, a to oznaczało, że z planu czmychnięcia można było zrezygnować. Grupą doszli w końcu do jakiejś polany na której znajdowały się głazy i coś co przywodziło na myśl ołtarz ofiarny. Aramil szykował się już do walki z ich eskortą. Jeżeli będą chcieli ich wszystkich albo chociaż część złożyć w ofierze... ale nie... to nie miało sensu. Po co by im oddawali broń i brali w całej grupie. Kapitan zresztą szybko potwierdził te podejrzenia tłumacząc podstęp. Problemem było to, że wciąż nie wiedzieli z czym przyjdzie im się zmie... Ryk rozległ się jakby w odpowiedzi na złożenie Aenghusa w ofierze. Ogromny jaszczur wysunął się z dżungli, a raczej przedarł się przez nią ukazując się w całym swoim majestacie. Nikt nie podsumował ich przeciwnika równie celnie co Jorus, acz elf musiał przyznać, że Alira nie traciła ducha w obliczu przeciwnika, co się chwaliło. Samym duchem jednak go nie pokonają. Aramil spojrzał na Aenghusa, aby się upewnić czy ten ma broń, a w razie potrzeby użyczyć mu swoich nowo-nabytych pistoletów. Potem należało się tylko na chwilę ukryć, aby można było niespodziewanie wyjść z łukiem. Trzymając w ręku łuk i strzałę uśmiechnął się na deklarację Aliry. - Ja zaklepuję pazur. O co się zakładamy kto zada ostateczny cios?
  2. Aramil Droga wydawała się bezpieczna... przynajmniej na razie... co będzie potem miało się okazać jak dojdą na miejsce. Kiedy już się zbliżali Aramil postanowił wrócić do własnych zmysłów i momentalnie tego pożałował, bo skupiając się na obserwacji dalszej okolicy nie patrzył na to co się działo z nimi samymi. Widok ziemi tuż przed twarzą sprawił, że elf w pierszej chwili spanikował i zaczął się wykręcać. Dopiero po chwili zrozumiał co się stało i że jest niesiony przez Jorusa. No tak... nie dawać się więcej prowadzić Larson... Być prowadzonym, a być niesionym to dwie różne rzeczy. Szczególnie jeżeli brało się pod uwagę takie kwestie jak godność osobista. Mimo jej utraty elf dumnie się wyprostował zaraz po tym jak został postawiony na ziemi. Kiwnął tylko głową w ramach podziękowania i otaksował wzrokiem pozostałych. Razem z pozostałymi wkroczył do wioski i zdecydowanie nie czuł się tam swobodnie. Miał wrażenie, że lada chwila ktoś rzuci hasło i wszyscy też się rzucą... na nich, z pazurami. Szczęśliwie jednak Aenghus w jakiś sposób był jednak w stanie się dogadać i coś tam z ich mowy rozumiał, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Niemniej cała ta sytuacja i wspomnienie o klątwie zwróciło uwagę elfa. - Te loupy żyją na lądzie. Klątwa ich nie dotyczy. Co by było gdybyście się sparowali? Czy dziecko loupa z klątwą i bez klątwy będzie ją miało, czy nie? - zapytał kapitana ciekawy odpowiedzi. Po jej uzyskaniu ruszył za resztą po swoje rzeczy. Zamykał pochód uważnie lustrując wioskowych. Nie ufał im i spodziewał się pułapki, podstępu i wielu innych nieprzyjemności. W ten sposób jeżeli by ich zaskoczyli to tylko pozytywnie.
  3. Możemy lecieć dalej Oj tam olać. Glaze po prostu skacze z zainteresowaniem z jednego tematu na drugi.
  4. Glaze Lodowy chłopiec wziął do ręki glinianą tabliczkę i zaczął się w nią wpatrywać... Wpatrywać... i nic się nie stało. Obrócił ją o dziewięćdziesiąt stopni... Nic... Znowu... Nic... Spojrzał na nią z drugiej strony... Nic... Potrząsnął i spojrzał jeszcze raz... Nic - Halo? - Powiedział zbliżając do niej twarz... Nic Glaze prychnął i rzucił tabliczkę jednemu z towarzyszy zniesmaczony. - Zepsute. - Oznajmił niczym znawca - Może miało w sobie tylko energii na jedną wizję? Po czym wrócił z uśmiechem na twarzy do Gagoyla i objął go ramieniem. - No widzisz. - Powiedział zadowolony z siebie. - Nie zaprzeczyłeś. Wiedziałem że tak tylko marudzisz dla marudzenia.
  5. Jakiś czas temu był poruszany temat jak oznaczać rekrutacje-nierekrutacje, które się zakłada tylko dla formalności. Muszę przyznać, że [R] od @Selyuna jest bardzo ładnie opisane, bo już od razu widząc temat wszystko jest jasne: czy to na liście tematów, czy widząc maila z powiadomieniem. :)  Strefo może przyjmiemy to za jakiś niepisany standard?

    1. Pokaż poprzednie komentarze  3 więcej
    2. Selyuna

      Selyuna

      Ja właśnie przeczytałam PM od moderacji, że tytuł mojej rekrutacji jest "nieprawidłowy", mimo że widać chyba na pierwszy rzut oka że nie chciałam robić nikomu nadziei że będzie jakaś nowa rekruta.

    3. Selyuna

      Selyuna

      A co do tego żeby było widać, raczej ludzie nie mają takiego zwyczaju żeby w formalnych to pisać, najczęściej to widać po opisie podforum, chociaż też nie każdemu się chce opisywać.

    4. Obca

      Obca

      Urzędowość level nexus.

    5. Nadia

      Nadia

      Hurr, durr zła moderacja dba o spójność forum i przestrzeganie regulaminu, na który wszyscy się zgadzali. Vivat Anarchia! Vivat La Revolution! Na Barykady! Bagnet na Broń!

    6. Obca

      Obca

      Pójdę za Tobą Nadia ale tylko jeśli to będzie wyglądało jak na "La Libertë guudant me peuple"

  6. Ale ja tak muszę po szybkim przemyśleniu stwierdzić, że mam jednak nadzieję, że się zakocha... Jakkolwiek bezdusznie by to brzmiało... No bo zobacz... Ona się zakocha. On woli Evey. Ona się okaże być psychopatycznie zazdrosna i będzie sprawiać problemy Evey. Evey będzie dla niej nie do pokonania, bo to Evey i sobie poradzi z problemem. Megan poniżona i żądna zemsty zacznie szukać sposobów poradzenia sobie z Evey i "odzyskania" Kanagatucko. Zainteresuje się magią. Będzie chciała nią pokonać Evey i całą resztę która jej stanie na drodze. Mogłaby co prawda rzucić urok na Indyka, ale to by było fałszywe. A ona tylko chce udowodnić Indykowi, że jest równie dobra jak nie lepsza jak Evey. No i mamy pięknego Villaina na życzenie, złą czarodziejkę, która mogłaby być wśród tych dobrych gdyby nie ten bal... Villain stworzony przez bohatera, patrz Iron Man 3. A MG robią notatki do dalszej fabuły
  7. Indyk to będzie miał problem jakby chciał kiedyś ją uratować niczym damsel in distress bo ona tu jest naszym powerhousem. Raczej się spodziewam, że to ona będzie ratować jego.
  8. Brzmi jak coś dla Charliego
  9. Glaze - Nie przesadzaj, do twarzy Ci. Wyglądasz lepiej niż w ludzkiej formie, a poza tym... - Glaze zrobił nieokreślony ruch palcami jakby wskazywała na nieprzytomnych - Powiedz, że żałujesz. Na wszystkich ludzi, których życie uratowałeś powiedz że żałujesz. - Sprowokował Gagoyla, bo w sumie nie wierzył, że chłopak zamieniłby życie innych na swoją normalność. Nie zdążył jednak ciągnąć dalej tematu, bo oto Who powiedziała coś ciekawego. Tabliczka dawała jakieś magiczne wizje? Glaze od razu po nią sięgnął. - Oj tam dziwne. Niewiele by tam zmieścili. Sam Bane by zajął jedną czwartą miejsca, a przecież oprócz niego było jeszcze ośmiu chłopa w zbrojach. - Sprostował po czym postanowił przyjrzeć się bliżej tabliczce.
  10. Kanagatucko Jego partnerka na ten wieczór będzie jego królową balu. Tak być powinno w przypadku każdej osoby udającej się na taką zabawą. W końcu o to przecież chodziło. Dwie osoby decydowały się iść ze sobą ze względu na jakąś sympatię, która między nimi była. Mniejsza lub większa ale jednak była. Zwykła ludzka przyzwoitość i dobre wychowanie wymagały, aby ta osoba którą wybrało się na towarzyszkę wieczoru właśnie tym była... Aby skupiać się na niej, bo to ona Ci towarzyszyła. Podejście jak najbardziej uczciwe i jak zauważył Charlie honorowe. Idąc na bal Kanagatucko nie miał zamiaru w żaden sposób urągać czci swojej partnerki i postępować tak jak należało... Ale Evey mu tego nie ułatwiała. Kiedy ją zobaczył w jej kreacji z rozłożonymi skrzydłami, to z niewiadomych przyczyn zaschło mu nagle w gardle. Może to przez to, że usta mu się w niekontrolowany sposób otworzyły kiedy odprowadzał ją wzrokiem. Na szczęście ktoś szybko pojawił się pomiędzy nimi zasłaniając Kanagatucko widok na skrzydlatą Boginię. Wrócił wzrokiem do swojej partnerki, która akurat witała się z koleżanką i nie zauważyła jego wpadki. Ona miała być dzisiaj królową balu... Takie oczywiste. Ale królowa była tylko jedna w swej skrzydlatej glorii. - Dobre duchy dodajcie mi sił. - Szepnął do siebie pocierając kciukiem i palcem wskazującym nasadę nosa. - Hmm? Mówiłeś coś? - Najwyraźniej szepnął nie dość cicho biorąc pod uwagę, że Megan od razu się do niego odwróciła. - Zastanawiałem się, czy by nie pójść po poncz dla pokrzepienia. Na całą noc zabawy będziemy potrzebowali dużo sił. Czas na zabawie mijał powoli pomiędzy tańcami z Megan, rozmowami z kolegami i koleżankami ze szkoły, komentowaniem z Megan różnych wydarzeń oraz zachowania osób, a przede wszystkim unikaniem Evey, której sama obecność sprawiała, że Kanagatucko się zaczynał pocić i walczyć samemu z sobą o dotrzymanie danego sobie słowa. Miało być prosto i przyjemnie, ale niestety nie wychodziło. Kiedy muzyka zwolniła Kanagatucko objął swoją partnerkę i przytulił się do niej w tańcu. Spokojnie, idealnie na uspokojenie. Delikatna melodia sprawiła, że Kanagatucko wpadł na pewien pomysł, który mógł zrealizować później tego wieczoru.
  11. Aramil Elf obserwował zarówno prace barbarzyńcy jak i zbliżających się gospodarzy. To pierwsze jeszcze własnymi oczami, a drugie oczami swojego chowańca. W razie potrzeby miał możliwość przenieść się na ten most, aby wspomóc swoich towarzyszy w nadciągającej walce. Miał jednak nadzieję, że Jorus zdąży ich wyciągnąć w porę, co pozwoli mu zachować tą opcję na później. W międzyczasie jeszcze wdał się w krótką wymianę zdań z drakonką na tematy kulinarne. - Z całą pewnością zaproszą nas na obiad. Będziemy główną atrakcją, a raczej głównym daniem. Wkrótce potem stali już na moście, ale nie mogli nacieszyć się wolnością. Nie mogli nawet zejść z mostu, bo od razu pojawiło się towarzystwo. Towarzystwo, które szybko się powiększyło o ich zaginionego kapitana. To jak wyglądał i jak zdobył posłuch obecnych zaskoczyło elfa. Ruszył zaraz za barbarzyńcą. Mimo wszystko wolał, aby on poszedł przodem i pierwszy dostał po głowie jakby Aenghus jednak nie miał racji. - Po prostu tubylcy nie wiedzieli z kim mają do czynienia i jak się zorientowali kogo złapali, to w ramach przeprosin obwołali go królem, nieprawdaż kapitanie? - Odpowiedział głównie barbarzyńcy, mimo że ostatnie pytanie skierowane było bardziej do loupa ponownie delikatnie smyrając jego ego. Niestety chwilowe rozluźnienie skończyło się kiedy de Ruyter przyznał się do kompletnej niewiedzy. - Szlag. - Powiedział dobitnie obserwując tubylców - Nie chcą iść bez Ciebie. - Powiedział do kapitana - Pilnują Cię. Złota klatka. Mamy przesrane. - Elf podszedł do ich drużynowej czarodziejki i wziął ją pod rękę. Spojrzał na nią pewny, że będzie zaskoczona. - Prowadź mnie jak ruszymy. - Powiedział cicho po czym jego oczy znowu się zmieniły kiedy zaczął widzieć poprzez Aiela. Musiał zrobić zwiad i zorientować się co się dzieje w wiosce tubylców. Czy przypadkiem nie szykują wielkiego rusztu.
  12. Ode mnie trochę z językiem obcym, bo angielska wersja powiedzenia lepiej się układa w odpowiednie przesłanie.
  13. Glaze - Magia - Powtórzył za Nightwingiem Glaze. - No super... będą jakieś czarodziejki? No bo nie mamy czarodziejki. Ale mamy magiczna laskę. - Dodał patrząc w stronę Nymph - Czy to się liczy? Następne rewelacje ze strony pojmanego rzuciły trochę więcej światła na sprawę. - Lucyfer... To co idziemy po wodę święconą? Ej... Jak go pokonamy to piekła już nie będzie? A może - Glaze otworzył szerzej oczy nagle olśniony. Zmienił postać na wersję niebojową i wyciągnął z kieszeni telefon zapakowany w wodoodporne etui. Namiętnie coś pisał w nim przez chwilę po czym wyszczerzony jak rzadko spojrzał na Gargoyla i uniósł w jego stronę rękę z wyciągniętym kciukiem przesyłając okejkę.