Dhagar

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1582
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Dhagar

  • Ranga
    Wojownik nieistniejący
  • Urodziny 23.03.1981

Previous Fields

  • Systemy RPG Świat Mroku, Kryształy Czasu, D&D, Neuroshima, Aphalon, Warhammer.
  • GaduGadu 5649299

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Busko - Zdrój
  • Interests Historia, militaria, fantastyka, film, marynistyka, muzyka...

Ostatnie wizyty

1974 wyświetleń profilu
  1. Coś interesującego. Pomysł kiełkuje i coś się kłębi. Wkrótce coś nadciągnie
  2. Jest poniedziałek wieczór. Jedna osoba odpisała bez konkretnych akcji, pragnień. Ot wyrzucenie sprzętu i co za to dostanie bez konkretów czego by chciała. Reszta - brak postów. Dałem szansę, ale brak poprawy. Niniejszym zamykam sesję. A szkoda bo sporo się napracowałem nad całym scenariuszem. Dziękuje za chęci ze strony graczy, choć nie współmierne z aktywnością. Może następnym razem.
  3. Dopiero odzyskałem neta. Postów brak. Naprawdę tak trudno je napisać...? Nie mam na takie numery siły.
  4. W rozmowie, dziś wieczór, koło 18+ na docu.
  5. Choć był poranek, to miasteczko już żyło jeśli można było tak określić kręcących się po okolicy mieszkańców, trójkę wędrowców opuszczających to urokliwe miejsce czy też gościa siedzącego na pace pickupa i nawołującego do obejrzenia jego towarów. Nie licząc chłopaczków Ramireza mogliście w tej chwili naliczyć może z półtora tuzin ludzi w okolicy. Wysłani na zwiady spotkali się z wami w okolicach sklepu i tam też przekazali to, czego się dowiedzieli. Oraz ilu jest w sumie zwiadowców. Nie wchodząc do baru widzieliście tylko tą dwójkę na zewnątrz, zatem resztę znaliście tylko z pobieżnego opisu przedstawionego przez gladiatora. - Jak wspomniałam, byłam z małym oddziałem zwiadowczym gdy natrafiliśmy na Ramireza. Zdołałam wysłać prośbę o pomoc nim nasze radio diabli wzięli. Nie wiem czy odebrali wiadomość, ale jeśli tak to podejrzewam że najwcześniej wsparcie pojawi się tutaj za jakiś tydzień. – odparła grzebiąc w bagażniku łazika, czy też raczej przyczepionym elemencie, który owinięty plandeką robił za bagażnik i w tej chwili był wypchany sprzętem. Dlatego też nie kładła tam swojego plecaka i broni a zamiast tego wrzuciła na tylne siedzenie i przykryła kawałkiem szmaty. – Usunięcie ich byłoby najlepszy wyjściem, ale nie od razu. Lepiej poczekać na dobrą okazję no i jednego przynajmniej żywego by się przydało dorwać, wyciągnąć informację. Póki co możemy tutaj powęszyć. – dodała i wyciągnęła z kieszonki plecaka małą sakiewkę i wsunęła w kieszeń. Mieliście są odpowiedź, pora była na kolejną część waszego pomysłu, zaopatrzenie. Po wejściu do środka uderzył w wasze nozdrza zapach różności które tutaj są lub były. Tytoń, pot, krew, zioła, wóda, pełny przekrój jakże znany wam od czasu gdy zaczęliście chodzić i odwiedzać takie przybytki. Sklep był typowym budynkiem jakie się spotykało w podobnym miejscach. W środku pod ścianami szafki i półki, przed nimi blat lady zrobione podobnie jak reszta z elementów złomu i odmalowanych w miarę. Na podłodze rozłożona kratownica, zaś pod sufitem coś co miało dawać światło. Na ścianach porozwieszane różne plakaty i trofea tworzące artystyczny chaos. Nie byliście jedynymi klientami, którzy zawitali do sklepu za potrzebą. W środku dostrzec mogliście miejscowego oglądającego ręczną piłę do drewna, indianina targującego się o cenę skór oraz azjatę który przyglądał się zawartości jednej z gablot. Całość obsługiwał jeden gość, któremu nie umknęło wasze przybycie. Przybił targu z czerwonoskórym dając mu zamknięte pudełko z jakąś zawartością, potem odebrał od tutejszego butelkę trunku w zamian za piłę by w końcu zwrócić się do was. - Witam w moim sklepie. Zapewne z daleka przybywacie, czym mogę wam pomóc, co byście chcieli kupić w mych skromnych progach? - odezwał się z teksańskim akcentem spoglądając na was oceniającym wzrokiem.
  6. Handel i podobne rzeczy - dialog w sklepie ze sprzedawcą, chyba że wspomnę inaczej. Piszesz że idziesz do sklepu itd. Żadnych oftopowych sprzedaży, informacji. Chcecie coś robić, dowiedzieć się - piszecie w poście a ja na to odpowiednio reaguje. Edit: No i jakoś musieliście zmieścić dodatkowe gamble na łaziku, a boiler to taki mały nie jest
  7. Do prośby mogę się przychylić jeśli będą te 3 dni przestrzegane. Innymi słowy ja wrzucam jutro swój post a wy macie czas do piątku by odpisać.
  8. Czasu na odpis jest 2 dni. 3 jeśli ktoś da usprawiedliwienie że nie mógł. W innym wypadku posta daję 3-go dnia. Jeśli sytuacja znów się powtórzy jak już dwukrotnie to zamykam sesję.
  9. No panowie sprawa musi być postawiona jasno. Ja jako MG się staram, odpisuje, tworzę ale wy olewacie po raz kolejny termin postów jak również nie piszecie żadnych usprawiedliwień czemu się z postami spóźniacie. Chce zatem jasnej deklaracji: czy gracie dalej u mnie wedle postawionych w rekrutacji zasadach czy też zamykam sesję. Byliście bardzo chętni grać ale w tej chwili tego nie widać.
  10. - Ty tu jesteś przewodnikiem. I nie, nie widzieli mojej twarzy, ale symbol zapewne by rozpoznali od razu. A co do Zmory to sprytny towarzysz, poradzi sobie. – odparła w końcu Cornelia. Odłożywszy na maskę karabin odpięła kilka klamer i pancerz zsunął się z niej i uderzył o ziemię z lekkim łoskotem. Zaraz go też podniosła i przypięła do plecaka, z którego wyciągnęła z samego dna sweter. Związała swoje włosy w mniejszy warkocz, a następnie na głowie zawiązała chustę. Wyglądała teraz trochę mniej rzucająco się w oczy, w tych zabrudzonych wojskowych spodniach, obcisłym swetrze, chuście na głowie i kaburze ze spluwą przy udzie. – Zbierajmy się zatem. ============================== Ustaliwszy grupy zabraliście się do działania. Osobówka wymagała paliwa i przelaliście do niej z trzy litry paliwa, którego i tak mieliście niewiele. Ale przynajmniej powinno starczyć na dojechanie do miasteczka. A potem żołnierz i gladiator ruszyli, kierując się ku cywilizacji, zaś reszta czekać miała na jakiekolwiek sygnały, które by negowały ich dołączeni. Brama wjazdowa była otwarta, blachy zamykające zamontowane były na kółeczkach i chyba łatwe do przesuwania. Palisada wyglądała na całkiem solidną, wykonana z elementów złomu, wraków, belek żelaznych i gruzu. Nad wjazdem dojrzeć można było stróżówkę, w której siedział jeden strażnik obserwujący przedpole gdy trójka kolejnych zajmowała się wjeżdżającymi do miasteczka. Uzbrojenie mieli raczej słabe, winchestery, pistolety – choć każdy miał przy sobie ciężką pałę. Na ścianie widniała kolejna z typowych już tablic z wielkim napisem „NO MUTANTS!”, co jednoznacznie wskazywało na stosunek do wszelkich zmutowanych ludzi. Strażnicy bez problemu przepuścili waszą dwójkę zlustrowawszy was wzrokiem czy też żaden nie przypomina mutka i wpuścili do środka miasteczka. A ono już żyło w środku, jeśli można by to nazwać życiem. Porozstawiane parę straganów, kilkanaście budynków zarówno z blachy falistej jak i typowych domów z przedmieść i przebudowanych sklepów. Spory plac oraz dużo kręcących się tutaj mieszkańców i podróżnych. Rozejrzeliście się po okolicy, główną uwagę skupiając na tym co mogło wam zagrażać. Istotnie, pod barem o nazwie „U Boba” dojrzeli dwa pojazdy z wymalowanymi znakami które im pokazała Cornelia. Obite dodatkowymi blachami na bocznych i tylnych szybach, doczepionymi kolcami do kołpaków kół oraz wzmocnionymi zderzakami. Przy wozach stało dwóch typków w zbrojach zrobionych z samochodowych opon, ale mających przy sobie jak najbardziej funkcjonalne Thompsony. Spojrzeli w waszym kierunku po tym jak wjechaliście na ulicę, ale gdy ujrzeli tylko waszą dwójkę wrócili do swojej rozmowy. Chodząc po miasteczku nie zauważyliście żadnego budynku, który by się wyróżniał w jakiś nietypowy i charakterystyczny sposób od reszty. Sklep „U Żelaznego”, gdzie można było kupić lub sprzedać sprzęt. Dwupiętrowy motel, który też był przy okazji burdelem. Domek, który miał na drzwiach odznakę szeryfa wymalowaną i dostrzegliście stojącego tam starszego osobnika z gwiazdą na klapie oraz rewolwerem przy boku. Kilka straganów w pobliżu centrum, z mniej lub bardziej ciekawymi towarami. Zdezelowany i unieruchomiony dźwig na środku placu, na którym była zawieszona klatka z więźniem w środku i kilkoma dzieciakami rzucającymi odpadkami w niego z dołu. Pusta arena, na której podobno toczyły się walki juggerów lub gladiatorów raz w miesiącu. Oraz bar „U Bobiego”, gdzie był mały tłumek bywalców i podróżnych. Wśród tych ostatnich piątka osobników ze znakami gangu Ramireza. Gość ubrany w poncho i kapelusz z szerokim rondem, dwóch osobników w skórzanych kurtkach dzierżących peemki Intratec, jeden wielki, łysy osobnik z fragmentami metalowego pancerza w futrze i masce, z licznymi bliznami i nabijanymi ćwiekami rękawicami dzierżący owiniętą drutem kolczastym pałę oraz dziewczyna w kevlarze i ze Steyerem na plecach, która zdawała się przewodzić całej bandzie. Wasze wejście oczywiście nie umknęło jej wzrokowi, ale nie zwróciła na was większej uwagi. Siedzieli przy dwóch złączonych stolikach przy piwie i pustych talerzach jakby wypoczywali po podróży. ============================ Tymczasem druga grupa "czekała" w ruinach na ewentualny znak, że coś jest nie tak. A pod nazwą czekania było przetrząsanie okolicy w poszukiwaniu czegoś przydatnego. Dużo tego nie było ale też nie mogli narzekać. Zawsze to dodatkowe gamble na drogę czy to wymienić na żarcie, paliwo czy leki. W ciągu godziny zdążyliście sprawdzić budynki, a potem załadowawszy się na nowo do łazika ruszyliście do miasta. Cornelia swój plecak z pancerzem umieściła z tyłu pod jakimś kocem, między nogami trzymając karabin lufą w dół. Wilkora wysłała gdzieś krótką komendą przez co zniknął po paru chwilach z waszego wzroku. Nie umawialiście się z gladiatorem i żołnierzem gdzie się spotkacie gdy już dołączycie do nich. Nie znaliście tego miasteczka. Zatem po prostu wjechaliście do niego, po drodze obejrzani pobieżnie przez strażników. Zaparkowaliście przy osobówce gladiatora, po drodze dostrzegając stojące wozy ze znakami Ramireza i stojących przy nim ludzi. Nie zwrócili na was jednak większej uwagi. Mieliście zatem czas na dogadanie się i rozejrzenie po okolicy. Podjęcie kolejnych decyzji, a czas leciał. Mieliście na miejscu zwiadowców "Grizzliego", trudno było określić kiedy pojawi się on sam z resztą bandy.
  11. Park nie jest budynkiem, a placem - w łaskawości pozwolę przerzucić. Co do trudności - gdyby była takowa to bym o niej wspomniał w poprzednim poście i dawał odpowiednie ST. Tak to tutaj po prostu szukacie i coś znajdujecie. Tyle.
  12. Trzeba było napisać w poście że idziecie na szaber ruin. Nie jestem jasnowidzem. Dodać do posta odpowiednią wzmiankę. A potem rzucajcie sobie na rollu na Ruiny. Jedyna uwaga od MG odnośnie tego to część budynków jakie tam są, ja rzucam, cała reszta znajdek to wasza działka. Budowli łącznie - 11 Domy - 6 (3 mają piętro) Warsztat mały - tam gdzie nocowaliście (jedna hala, bez parkingu) Pozostałe 4 - losowe przez was. Rzuty na rollu i wyniki tutaj. A potem w poście wrzucacie co znaleźliście, a ja potem wrzucę swojego posta już z waszym przejazdem do miasteczka.
  13. Przeczytałem. I biorąc pod uwagę że Pitt to NPC a James odpisuje co drugi mój post akcję przesunę od razu do momentu gdy druga grupa przyjeżdża do miasta. Zatem post będzie dłuższy, zaś ewentualne konsekwencje w stosunku do braku postów glada również się pojawią. Może i jestem surowy i może się powtarzam ale na początku w rekrutce mówiłem o postowaniu, jego braku i terminach.
  14. O takie rzeczy pytaj w sesji nie na oftopie. Wy dajecie tylko zawsze swoje akcje, a ja załatwiam resztę.
  15. Rzuci się test jak dobrym jesteś kierowcą i tyle. Może się po drodze nie zabijecie XD.