Kira

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    5510
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

3 obserwujących

O Kira

  • Ranga
    T'lara
  • Urodziny 20.10.1992

Previous Fields

  • Systemy RPG Earthdawn, Edege of Empire, DnD, GSy <3
  • GaduGadu 652918

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Warszawa

Ostatnie wizyty

10753 wyświetleń profilu
  1. Bonus: aktywacja mocy amuletu na Jorusie, aspekt ducha, co jeśli dobrze czaję daje barbarzyńcy weapon +1 i lifesteal 20% Atak: Scoarching Ray ale tym razem bez podbijania, czyli 3x k6 +k4 (bless). Wymaga ataku dystansowego na trafienie +8 Move: wycofanie się do tyłu na wypadek gdyby reksio chciał atakować ogonem. Dzięki featowi Elemental adept (fire) jaki ma Larson zaklęcie może zrobić fajne kuku, bo:
  2. Larson Na szczęście dzikie loupy nie zniszczyły ani medalionu ani księgi. Trzymając odzyskaną własność w dłoniach swoją czarodziejka mogła odetchnąć z ulgą, trochę się uspokoić. Medalion schowała do kieszeni, księgę przewertowała jeszcze by upewnić że nic nie zamazali ani nie powyrywali kart. Na szczęście nie, wszystko zachowane jak być powinno. Będzie mogła czarować. A to się przyda, zważywszy na to że ich kapitan wkręcił resztę w te dziwną wycieczkę, która miała zakończyć się w zasadzie jakąś walką, prawda? Świadoma tego Larson już zawczasu rzuciła na siebie zaklęcie ochronne i magiczna energia otuliła jej ciało, formując się w ledwo dostrzegalną, magiczną zbroję. W czasie marszu rozglądała się bacznie po okolicy, szukając znajomych znaków czy miejsc z wizji. Wyrysowane na rycinach postacie we wrogich pozach jakoś jej nie uspokajały. Poza tym, nic tu nie wyglądało na znajome. Czuła takie napięcie, wisiało w powietrzu. Wojownicy i szaman wydawali się poddenerwowani i to się udzielało, zwłaszcza Larson. Polanka z całym zasobem inwentarza oraz swą tajemniczą aurą też nie nastrajały pozytywnie, a jak de Ruyter postanowił sam się położyć na kamiennym ołtarzu to aż się wzdrygnęła. Kapitan to tak dla odmiany w ogóle nie tracił rezonu, jeszcze oczko puścił. Bogowie, między odwagą a głupotą czasem naprawdę cienką linię rysujecie. Teraz to nie wiedziała czy podziwiać tego loupa czy krzyknąć żeby zszedł zanim stanie się coś złego. Lecz, co ma być to będzie - pomyślała sobie. Sądziła, że po misji w kopalni, spotkaniem z bogiem i całymi latami doświadczeń jako badaczka niewiele już ja może zaskoczyć. Jakże się myliła. - Co to do cholery...jasnej jest! - zaklęła widząc jak ogromne, jaszczurowate bydle wyłania się z dżungli. Aż ją zamurowało, dlatego gdy inni zaczęli wykrzykiwać plan, organizować się, ona zamarła z ręką podniesiona ku górze. Potrzebowała parę cennych sekund by potrząsnąć głowa, otrząsnąć się. - Tak jest sir! Dowódca, czyli kapłanka, wydawał rozkazy a więc nerwowo zaczerpnęła powietrza i wycofała się o krok, przyjmując postawę bojową. - Mam nawet lepszą sztuczkę na takie okazje! - odkrzyknęła barbarzyńcy, gdy zawołał o pomoc - Przygotuj się. Palce czarodziejki zatańczyły w powietrzu, sięgnęła po zasuszone gałązki lukrecji i skupiła się mocno na sylwetce barbarzyńcy. Od jakiegoś czasu chciała spróbować tego zaklęcia w walce. Ćwiczyła je w wolnych chwilach, udoskonalała technikę, próbowała wyćwiczyć potrzebne skupienie aby na niezbędny czas skupić swą magiczną energię i przesłać ją do drugiego wojownika. Teraz, Jorus poczuł jak wstępuje weń jakaś dziwna siła, która wypycha go do przodu; jak taki wiatr w żagle, jak podmuch pod skrzydła ptaka. Kop mocy, przez który mógł biec, skakać i machać toporem jak dziki. Sama czarodziejka, próbując utrzymać swą koncentrację na Jorusie, przycelowała dłonią w bydle. Na szczęście było duże, więc miała nadzieję że nie spudłuje. Powietrze zaskwierczało, a silny zapach siarki podrażnił nozdrza obecnych. Rzucone czary:
  3. Jak ktoś kupował bilety z przedsprzedaży i będzie rezerwował sobie miejsca żetonami to polecam zainteresować się koncertem Percivala. Byłam na Wild Hunt live kiedy grali w Warszawie, cudny spektakl, klimat był, teraz zastanawiam się czy nie iść drugi raz. https://pyrkon.pl/muzyka-z-wiedzmina-zabrzmi-w-poznaniu-percival-na-pyrkonie/ Niestety nie mogę znaleźć o której godzinie będą grali. Sobotę też mam zawaloną atrakcjami ale jak się godzina Strefowego spotkania wyklaruje to postaram się pojawić.
  4. Podstawowe dwa pytania: kiedy i gdzie? Ja bardzo chętnie.
  5. rozdział 1

    Roshan - Ej! Potrafię o siebie zadbać, jakbyś nie zauważył - oburzyła się jego reakcją, śmiech sitha był jak parę małych szpilek, które ukłuły delikatne ego. - Ty to może masz gdzieś bo i tak już przeszedłeś swoje próby i potrzebujesz tej głupiej odznaki żeby poruszać się po okolicy bez problemów. W moim przypadku, to jest walka o uznanie tego palanta i mam trochę do stracenia jeśli się nie przyłożę. - odparła gniewnie, podążając krok w krok, tuz obok niego - Może Moren będzie punktował też jak szybko do niego wrócę? Nie wiem. Nie wyjaśnił mi kryteriów oceny ani o co chodzi, tylko wywalił mnie na środek wielkiego nic - machnęła dłonią, wskazując w stronę pustyni - zaraz po tym jak mnie przepuścili przez kontrolę. Najchętniej to wygarnęłabym mu to i owo, teraz, zaraz. Chcę się dowiedzieć co mam dalej robić ze sobą w tej Akademii, bo może marnuję już czas. Sama też potrzebowała snu, jedzenia, trochę odpoczynku, ktoś mógłby też obejrzeć jej rany i stłuczenia jakich nabawiła się w czasie podróży przez pustynię. Lecz była tak nabuzowana że chwilowo ignorowała takie sprawy jak zmęczenie, ból, głód.
  6. Aurora (?) - Loran mi co nieco o tej pogodzie opowiadał. Wspominał też że pana znaczy, twoja - poprawiła się - rodzina jest z tamtych okolic, dlatego tak dopytuję o szczegóły. Można powiedzieć, że cię w to moje towarzystwo wrobił - zażartowała, chociaż było to jak najbardziej zgodne z prawdą. Przecież sam Loran kilka dni temu próbował się wykręcić z opowiadania jej o planecie. Wieści które dołożył olbrzym nie brzmiały zbyt pocieszająco. Inkwizycja, jakiś konflikt. Och, nie chciała o tym teraz słuchać, skrzywiła się na myśl, że znów będzie tylko pod górkę plus, znów cóż niepokojącego, związanego z Inkwizycją się dzieje na planecie, na której zaginęła siostra Kornelia. - No cóż, to nie są najlepsze wieści, ale może problemami na Leminkainen zacznę się martwić kiedy już uporamy się z wszystkimi na tej planecie. A skoro o tym mowa - zrobiła pauzę. Przemyślała jak dobrać kolejne słowa. Patrząc na Duke'a badała jego nastrój, sondowała jak mógłby zareagować na słowa, które chce mu przekazać. Kiedy się odezwała, spróbowała to jakoś tak... delikatnie ująć. - Zakładam że ktoś podzielił się z tobą dobrymi nowinami, że niedługo wybieramy się na wycieczkę do Oro’ymów. Więc, będziemy mogli uporać się z częścią blokujących nas spraw i twoich też. I teraz, czy mogę cię prosić... żeby kwestie negocjowania z nimi pozostawił pan w naszych rękach? Moich, Lorana albo Rajana?
  7. Choróbsko + kolejny ciężki tydzień z nadgodzinami w pracy za pasem, więc może mnie być w tygodniu znowu mało. Dzisiaj nadrabiam zaległości, ale w następnym tygodniu z odpisami może być różnie. W okolicach majówki powinno się już poprawić.
  8. Billie Jean No doooobraaaaa, tego się nie spodziewała, w sensie że Chris się szarpnie na taki gest. Obróciła broń w dłoniach, oglądając ją dokładniej; niepewność na jej twarzy zdradziła, że nie hakerka nie umie się posługiwać bronią palną. Lecz, jak sama Chris chciał, nie marudziła mu na głos. Ze słów właściciela wydedukowała że broń jest zabezpieczona, więc nie wystrzeli jej w twarz, nie? To dobre na początek. Postanowiła obchodzić się z gnatem ostrożnie. Może zaraz gdzieś go odłoży, tak w zasięgu ręki, ale póki co nie zamierzała bawić się tym sprzętem, nie naciskać, nic nie zwalniać, chyba że absolutnie, absolutnie będzie musiała. - Dzięks stary - powiedziała do kolegi który obdarował ja tym cackiem a potem zerknęła na resztę ekipy, która planowała iść dalej - no i powodzenia - pożegnała ich. Przyłożyła palce do ucha, na znak że czeka na ewentualny kontakt. Do Maxa, który zdecydował się z nią zostać, uśmiechnęła się uroczo, skinęła głową. Prawdą było że poczuła ulgę, tak jakoś lżej było, na myśl że ktoś zostanie bliżej wyjścia i przy okazji będzie miał na oku jej ciało. Zwłaszcza gdy sobie trochę popłynie świadomością. Sama by pewnie nie poprosiła o to, by ktoś został, a tak będzie lepiej. No to teraz mogła zająć się swoją robotą. Rozpraszacze sobie poszli. Zastanawiała się czy nie przysiąść sobie na jednym z łózek - odpuściła. Dreszcz ją przeszedł na myśl, że mogłaby odpłynąć na dłużej a potem obudzić się przywiązana pasami do materaca i przyczepiona do tych monitorów. Podskoczyła, przysiadając na blacie stolika recepcji. Pomachała nogami, zastanawiając się jak to wszystko ogarnąć, żeby nie przeoczyć żadnej z kamer. Mówili że pokój 4 a potem 5, ok. Widziała ich sygnatury, przeliczyła ilość urządzeń. Zatarła rączki, zerknęła co robi jej towarzysz a upewniwszy się że nie wgapia się w nią zbyt intensywnie zabrała się za działanie. Takie aktywności przypominały jej mechanizm w grach. Niby proste i powtarzalne ale masz tę satysfakcję za każdym razem, gdy się za to zabierasz. Łapiesz cel, namierzasz, dobierasz się, obrona pada i bierzesz co chcesz. W tym przypadku, plik z nagraniem, który zmanipulowała tak, by wyciąć materiał łapiący obecność ekipy. Ciach, ciach a potem tu i tam, łapiesz ten bit i tamten bajt, cross join, prosta pętelka i miśki z ochrony już nic ciekawego nie zobaczą na nagraniach z tej nocy. I kolejną, tak samo. Czasem takie podejście nie wychodzi, wtedy klnie się pod nosem i próbujesz jeszcze raz. No bo jak nie ty, to kto tu posprząta Billie. Po nastu podejściach zaczęło się to robić nużące. Wiedziała że gdy skończy z wszystkimi kamerami czeka ją ciekawsza zabawa w hoście ale mimo to, potrzebowała chwili na odsapnięcie. Tak, by po chwili znów złapać fokus i brać się za kolejne kamerki w dalszych pomieszczeniach. Dziewczynę tchnęła jedna nieprzyjemna myśl: jak to będzie, jeśli zacznie się coś pierdolić. Ekipa idzie dalej, czas płynie lecz noc jest długa i wszystko się może zdarzyć. W czasie poprzednich misji to ojciec pilnował by jakoś jego córka miała szanse ucieczki gdy zaczynał się dym. Teraz, kiedy Black Velveta nie było w pobliżu, jakaś taka niepewność zalęgła się pod burzą czarnych kudłów Billie. Jeśli ochrona wpadnie do pomieszczenia w czasie gdy ona będzie świadomością gdzieś indziej to jej możliwości samodzielnej ucieczki stały pod znakiem zapytania. W dużej mierze musiała tu polegać na honorowym podejściu tego gangstera. Że, gdyby co, to on ją ostrzeże albo pomoże zebrać się do ucieczki. Zerknęła na Maxa. Skrzywiła się. Zeskoczyła z biurka i podeszła do windy, przy której się znajdował. - Hej, hiena alfa. Możemy pogadać? - zwróciła się szeptem do swojego "obrońcy" - to ważne, ale wolałabym też żeby zostało między nami. Hakowanie kamerek:
  9. rozdział 1

    Roshan Chisska miała bardzo złe przeczucia. Ten hałas, uderzenia a potem ta cisza... niepewność. I wyrzuty sumienia. Czy zdenerwowany Inkwizytor rzucił wszystkimi żołnierzami, niczym szmacianymi lalkami? Wydawało jej się że kapitan przeżył, lecz co się dzieje tam teraz? Nie wiedziała. Totalną głupotą byłoby teraz tam wracać i sprawdzać. Dlatego zagryzła wargę i podążała za swoim nowym "kolegą". Czuła że nie zaśnie dziś spokojnie. - Dzięki. - szepnęła do Rayleya. Wykazał się większym opanowaniem, dzięki czemu, cokolwiek tam się stało, jakkolwiek darth Aruk wyładował swoją frustrację, to Roshan przed tym się uchroniła. Rayley odciągnął ją jak najdalej, wprowadzając tylnym wejściem. Gdyby była sama, pewnie zostałaby na tym promie. Maszerowała teraz za nim, dalej, postanowiła wziąć się w garść. Musiała zapanować nad swoimi nerwami, ojciec powtarzał jej przecież że emocje nie powinny brać władzy nad rozumem i losem wojownika. Ciekawe, czy byłby z niej... dumny? Czy pochwaliłby jej decyzje? Westchnęła w duchu; nie była pewna. Obejrzała wielki napis, zmrużyła swe czerwone oczy. Nie spodobał jej się... choć był prawdziwy i idealnie oddawał ducha świata w którym przyszło jej żyć. Jej wzrok prześlizgnął się po bannerach i flagach w narodowych barwach. A więc... wróciła do Akademii. Udało jej się. Tylko... tylko jeszcze taka jedna, ostatnia sprawa dzieliła ją od oficjalnego zakończenia pierwszego zadania. - I co teraz? Idziemy do Nadzorcy? - zapytała towarzysza. Zacisnęła palce, miała ochotę pójść tam nawet teraz, nawet przyśpieszyła kroku by zrównać się z czerwonym.
  10. Przez parę dobrych minut Strefa była niedostępna, rzucało takimi komunikatami: Internal Server Error The server encountered an internal error or misconfiguration and was unable to complete your request. Please contact the server administrator at webmaster@strefarpg.iking.o12.pl to inform them of the time this error occurred, and the actions you performed just before this error. More information about this error may be available in the server error log. Additionally, a 500 Internal Server Error error was encountered while trying to use an ErrorDocument to handle the request. i Resource Limit Is Reached The website is temporarily unable to service your request as it exceeded resource limit. Please try again later.
  11. Ja mam młyn w pracy i ciężko mi się skupić na pisaniu ale w okolicach czw-pt postaram się nadrobić wszystkie zaległości. Z góry przepraszam za opóźnienia.
  12. Zleceniodawcy dane też poznasz, to info akurat łatwiej zdobyć, to już Ci bez oporów powie. No i Zuratar wygadał się, zawsze można zrzucić na alkohol i desperację.
  13. Zawsze możesz dopytać w przygodzie. Twój kumpel Ci powiedział o opcji drugiej, czyli tym wysoko postanowionym i czekającym na dowody bo tak zrozumiałam pytanie. A jak już jesteśmy przy tym temaacie to zleceniodawca Kontraktorów i ten na wysokim stanowisku zainteresowany poznaniem prawdy to różne osoby. Podejrzewam że w następnym poście fabularnym to doprecyzuję.
  14. W pierwszej chwili rozmówca żachnął się, że nie ma o czym mówić. " Powiedzieć ci mogę, ale czy uwierzysz?", rzekł, łypiąc na niego zdenerwowany tym, że jest ciągnięty za język. - A zresztą... - machnął ręką, poddał się. - Nawałnica czarów. Po wyszeptaniu tego imienia pół-ork rozejrzał się po sali, chciał się chyba upewnić że nikt nie podsłuchuje. Na szczęście, nieliczni goście lokalu zdawali się interesować bardziej własnymi szklanicami czy towarzyszami przy stolikach niż Tiernanem oraz Zuratarem. A więc Taern Ostroróg - bo to jego pseudonim tu padł. Przywódca, ojciec założyciel grupy magów Strażników Czarów, stanowiących magiczną ochronę dla miasta i aktualnie najwyższy mag w Silverymoon. Zuratar miał już na twarzy niezbyt zadowoloną minę. - Wiesz, jeśli masz pomysł jak sprawić by ten plan brzmiał mniej wariacko, chętnie posłucham - pociągnął temat - w końcu mamy kilka dni na przygotowanie.
  15. Przed chwilą znowu to samo. IPS\Db\Exception: Prepared statement needs to be re-prepared (1615)